-Nic nie mów!- krzyknął, gdy tylko ją ujrzał.
-Jeszcze nie zdążyłam- Mitis była jak zwykle spokojna i opanowana, gdy rozmawiała z najmłodszym synem.
Przez twarz Scarletta po kolei przeszły uczucia: wzburzenie, duma, spokój, a przynajmniej częściowy. Mężczyzna wstał z fotela, wzdychając ciężko, wsadził ręce do kieszeni i spojrzał spod uniesionej brwi na matkę.
-Jakimi sposobami znów chcesz mnie uspokajać?- zapytał z gniewem.
Mitis bez słowa podeszła do jednego z głębokich foteli i usiadła, zakładając grzecznie nogę na nogę.
-Nie odwracaj się ode mnie- rozkazał Scarlett, pochylając się.
Królowa słusznie odwróciła głowę w stronę syna i spojrzała na niego czule.
-A ty nie popadaj w szaleństwo- oświadczyła spokojnie.
-W szaleństwo?- Scarlett podszedł szybkim krokiem do fotela naprzeciw matki, na którym usiadł- Czy chęć przypodobania się ojcu jest szaleństwem?- zapytał ostro.
-Jeżeli nie umiesz pogodzić się z porażką- kobieta wzruszyła ramionami.
-Jeżeli przegrywam z pomysłami, które są bez sensu…
-,,Bez sensu” nie jest argumentem- wtrąciła Mitis.
Scarlett uderzył w oparcie fotela.
-W takim razie ich pomyły były słabe i mało opłacalne- poprawił się.
-Lecz o tym dopiero zadecyduje ojciec- zauważyła królowa.
-No właśnie- Scarlett znów się wzburzył- A ojciec jak zwykle zignoruje wszystko, co zasugerowałem, bo jakżeby jakikolwiek mój pomysł mógł zostać zrealizowany, nawet jeżeli przedstawia najlepsze wyjście z sytuacji- mówił z sarkazmem.
-Nie przesadzaj- skarciła go matka.
-Nie przesadzam, mówię tylko, jak jest- mężczyzna oparł podbródek na zaciśniętej pięści.
Mitis westchnęła; zrobiło jej się żal syna. Pochyliła się, by położyć delikatnie dłoń na jego kolanie. Chciała mu dodać otuchy i wsparcia.
-Posłuchaj- zaczęła, lecz kontynuowała dopiero wtedy, gdy Scarlett na nią spojrzał- Wiem, że masz wielkie aspiracje do bycia królem; jesteś ambitny i wytrwały, lecz…- pokręcił lekko głową- …nie zawsze dostajemy to, czego pragniemy najmocniej na świecie.
-Wszystko rozumiem- Scarlett wydawał się uspokojony- Ale nie, jeżeli miast mnie będą rządzić jakieś miernoty!- krzyknął.
-Nie mów tak, o swoim rodzeństwie- skarciła go Mitis ponownie, ostrzej niż dotychczas- Jesteście sobie równi i nie masz prawa wywyższać się ponad nich.
-Lecz jeżeli to ojciec ich wywyższa, a mnie poniża?- mężczyzna zaakcentował wszystkie zaimki.
Scarlett wstał, założył ręce za siebie i zaczął się przechadzać po komnacie. Przez dłuższy czas w komnacie słychać było tylko głuchy odgłos kroków. W końcu Mitis odezwała się cichym, słabym głosem:
-Wtedy musisz się z tym pogodzić.
Na te słowa Scarlett raptownie się odwrócił i pochylił.
-Nigdy- wysyczał lodowatym tonem.
-W takim razie- Mitis wstała- będziesz musiał sobie z tym poradzić sam- odeszła ku drzwiom.
-Dam sobie radę- Scarlett wyprostował się dumnie- Jestem Indywiduum.
Mitis ostatni raz odwróciła się, spoglądając z głębokim smutkiem na syna.
-Nie wątpię, Scarlett- westchnęła, otwierając drzwi- Nie wątpię…- po czym wyszła.
Mężczyzna przez chwilę bił się z myślami; nie należał do osób nerwowych, wyżywających się na innych fizycznie- już prędzej psychicznie- lecz czasem miał zwykłą ochotę czymś rzucić. Prawie taka sama sytuacja jak ze świecznikiem, jednak wtedy Scarlett chciał jedynie ogłuszyć brata, a nie wyżyć się na nim, a potem rzucił Fortisem pod postacią świecznika. Jednak teraz rozchodziło się o rzecz martwą. Jednak jego w większej części spokojne usposobienie kazało mu odetchnąć bardzo głęboko, przymknąć oczy i skupić się na czymś innym. Tym czymś okazał się leżący na biurku projekt ustawy o opodatkowaniu czterech wielkich targów. Ojciec dał za zadanie Scarlettowi go przeczytać, skoro chce się czegoś nauczy.
Niedawno w Millenii zostały przeprowadzone wybory do sejmu i senatu. Wygrała partia Siły Millenii, której prezesem jest Apatonas Katis, ale na fotelu premiera zasiadła pani Peftis Sydel. Scarlett w żadnym wypadku nie popierał tej partii, w przeciwieństwie do Izyrosa.
Scarlett powoli przeczytał projekt nie dowierzając, jak naród Milleński mógł wybrać kogoś, kto obiecuje- a i tak wiadomo, że swych obietnic nie spełni- lecz nie wspomina dokładnie i rzeczowo, skąd na to wszystko weźmie pieniądze. Niby mówili, że chcą kombinować jeszcze z opłatami za grunty rolne i fabryki, co miałoby przynieść 26,6 mld arumów- waluty Millenii.
Jednak najbardziej młodego mężczyznę rozśmieszyło to, że partia rządząca chce przeznaczyć na inwestycje ponad bilion arumów, a przez okrągłe cztery lata każda partia mówiła, że jest dług i nie ma pieniędzy. No, chyba że na nowe auta i wczasy.
Przez większość następnego dnia Scarlett robił notatki i wnikliwie dopatrywał się wszystkich niejasności w ustawie. Chciał to przedstawić ojcu, choć ten ma coraz mniej do gadania w tym kraju. Co prawda rząd dał mu kilka praw, nie tylko funkcję reprezentacyjną, ale chytrze mu je od ostatnich lat odbiera. Scarlett nie dowierzał naiwności swego ojca.
Teraz, siedząc spokojnie na jednym z wielkich zamkowych tarasów, również nie dowierzał, jak ludzie mogli wybrać tą partię, znając ich obietnice wyborcze.
-,,Przecież jak opodatkują te targi- myślał- to ceny produktów wzrosną i ludzie na tym ucierpią; będą musieli płacić jeszcze więcej za towary. A jak wiadomo najliczniej właśnie na tych targach robione są zakupy. Ale to nie moja sprawa, że ludzie dali się oszukać i nie zagłosowali na małe partie; najwięcej głosów dostała prawicowa Siła Millenii i konserwatywno-liberalny Wybór Narodu, czyli największe pasożyty kraju. Dobrze, że zostało kilka mniejszych bazarów.”
Nagle przed mężczyzną wyrósł wielki cień.
-Książę Scarlett- odezwał się gwardzista- Król pana wzywa. Jest w swej komnacie.
Scarlett westchnął ciężko i zebrał papiery tak, aby gwardzista nic nie zobaczył. Aby nikt nie zobaczył, bo tego typu notatki zostałyby potraktowane jako zdradę króla i tych spraw, które on popiera. Dlatego Scarlett najpierw zaniósł notatki i projekt do sejfu w swojej komnacie, by dopiero potem spotkać się z ojcem.
Król rzadko wzywał którekolwiek ze swych dzieci do prywatnej komnaty. Tym razem tego zaszczytu dostąpił właśnie Scarlett.
Mężczyzna zapukał ostrożnie, ponieważ nie wiedział, skąd to nagłe wyróżnienie. Obawiał się, że czeka go kolejna kłótnia. Jednak pomylił się.
-Usiądź, synu- Izyros stał przed lustrem, poprawiając mankiety długiej, złotej szaty.
Z boku, na krześle czekał na króla zielony płaszcz. Właśnie te dwa kolory widnieją na fladze Millenii- złote tło z zielonym pasem wzdłuż, symbolizujące dostatek i urodzaj.
-Chciałeś mnie widzieć- odparł Scarlett, siadając powoli.
Zdziwił go ubiór ojca, ponieważ Szatę Reprezentacyjną ubiera się tylko na zebranie Kongresu Mainu, czyli reprezentantów- królów, prezydentów, carów- wszystkich krajów wspólnoty Mainu, składającego się z siedmiu państw: Lamrgii, Invidii, Epitymii, Kupidii, Superbii, Acedanu, Thymosu i Millenii.
-Tak, chciałem- król skinął głową powoli.
-,,Jakaż wartościowa konwersacja”- westchnął w duchu Scarlett.
-Po co?- zapytał, przejeżdżając mocno rękami po udach.
Nim Izyros odpowiedział stanął bokiem do lustra i przyłożył dłonie do brzucha.
-Trochę urósł- odparł niezadowolony
-O tym chciałeś ze mną porozmawiać?- zapytał Scarlett z sarkazmem.
-Oczywiście, że nie- westchnął król, przymierzając szatę- Chciałem powierzyć ci specjalne zadanie.
-Słucham- Scarlett zapadł się w fotelu; przeczuwał, że będzie to coś nieciekawego.
Władca Millenii zapiął klamrę płaszcza, który był zrobiony z kaszmiru, a potem założył bisiorowe rękawiczki.
-W przyszłym tygodniu odbywają się Dni Wolnej Polityki dla Młodzieży- mówił Izyros, nie patrząc na syna- Ty już nie należysz do młodzieży, lecz jesteś naszym najmłodszym potomkiem.
Scarlett nie lubił, gdy ojciec określał siebie i matkę mianem ,,nasze”, gdy jej nie było w pobliżu, bo wydawało mu się, iż mówić ,,nasze”, król ma na myśli siebie i syna. Mógłby miast tego użyć słowa ,,mój”, prawda?
-I co w związku z tym?- mężczyzna coraz bardziej się nudził.
-Chciałbym, abyś to ty wygłosić główną mowę- mówił król, ściągając z ramion pelerynę i odkładając ją z pieczołowitością z powrotem na pozłacane, obijane aksamitem krzesło.
-Tą mowę, wygłaszaną co roku, która ma nastawić wszystkich zgromadzonych na jedno myślenie?- zapytał Scarlett niby obojętnie, ale w środku cały krzyczał.
Izyros spojrzał karcącą na syna, rozpinając guziki szaty.
-Na właściwe myślenie- poprawił go.
Król ukrył się za parawanem, aby już dorosły syn nie oglądał go w negliżu.
-Czyli o czym mam mówić?- Scarlett pochylił się, jednak na tyle, by nie widzieć ojca- O Sile Millenii? O ich reformach?
-,,Które nie znajdą pokrycia w rzeczywistości”- dodał w myślach.
-Dokładnie tak- z parawanu zostały ściągnięte spodnie węższego kroju oraz luźny wams bez kołnierza- Chciałbym, abyś przedstawił wszystkie superlatywy Siły Millenii, jak również innych partii politycznych…
-Ale na tą partię mam poświęcić najwięcej czasu- przerwał mu.
Król nie lubił, gdy mu się przerywa, jednak tylko zacisnął zęby zakładając wams.
-Wiem, że jesteś do niej sceptycznie nastawiony, jednakże jest ona najlepszym wyborem naszych rodaków, którzy zawierzyli swoje zaufanie temu, co było najbardziej obiecujące.
Scarlett przez chwilę milczał; przeczesał włosy ręką, co często mu pomagało myśleć i westchnął cicho.
-Nie uważasz tego za propagandę?- zapytał.
Król wyjrzał zza parawanu, by spojrzeć srogo na syna.
-Uważam, że Milleńczycy powinni się cieszyć, że tak o nich dbam.
-No to faktycznie mają szczęście- mruknął Scarlett z konsternacją.
-Słucham?- na chwilę szelest ubrań zamilkł.
-Nic- młody książę roześmiał się sztucznie- Tak tylko mamroczę do siebie, że…- próbował coś wymyślić na poczekaniu, ale wszystko było wbrew jego przekonaniom.
-Że?- zapytał król.
-No już w sumie to nic- Scarlett zapadł się głębiej w fotelu.
Król westchnął.
-,,Czasem nie jestem w stanie go zrozumieć, a już tym bardziej z nim dogadać; zupełnie jakby to nie był mój syn, aczkolwiek jest zbyt podobny do mnie- myślał król, zakładając wysokie buty- W młodości również byłem przeciwny ówczesnemu systemowi i nie zgadzałem się z decyzjami ojca. Jednak go szanowałem, a on- w ogóle mnie nie szanuje.”
-W takim razie- odrzekł na głos- Przygotuj, synu, na jutrzejszy wieczór swe wystąpienie. Ja je sprawdzę i skoryguję ewentualne błędy. A teraz- król wyszedł zza parawanu- możesz już odejść.
Scarlett wstał z godnością, wyprostował się jak struna i skinieniem głowy pożegnał ojca. Na odchodne jeszcze zmierzył ojca wzrokiem i dodał:
-Twarzowy wams- po czym zamknął cicho drzwi, choć miał ochotę nim
CDN...