sobota, 30 września 2017

ROZDZIAŁ   SZÓSTY

Nazajutrz   Antonina znów samotnie zeszła do restauracji Marysi, gdzie gospodyni jak co rano powoli zabierała się do pracy.
- Wyglądasz jak pracownicy MacDonalda z rana – Zaśmiała się dziewczyna – Pracowałam tam jakiś czas i pamiętam tę leniwą atmosferę, gdy nie ma zbyt wielu gości; można było pogadać, poznosić towar, uzupełnić kubki, torebki, słomki... Fajna praca.
- Poranki są wyjątkowe – Marysia rozmarzyła się, wycierając i układając szklanki na pułkach – Ten hotel to spełnienie moich marzeń, symbol niezależności i samodzielności, za którymi tęskniłam latami – Westchnęła nostalgicznie – A ty znowu sama? - Wróciła do rzeczywistości.
- Tak właściwie miałam nadzieję spotkać Maurycego – Tosia zaczęła wykręcać palce u jednej ręki; denerwowała się rozmowy, zaplanowanej poprzedniego dnia.
- Pewnie się tu zjawi, zwłaszcza że poczta do niego przyszła – Marysia wskazała na stos listów leżących na blacie baru.
- Nie jest zanoszona do jego domu? - Zapytała Antonina, siadając przy najbliższym stoliku.
- Nie ma skrzynki na listy, a listonosz wie, że trzeba je zanieść do mnie.
- Dlaczego jej nie założy? Boi się czegoś?
- Raczej nie; pewnie jest to kwestią przyzwyczajenia.
- To może zaniosę mu te listy? - Dziewczyna wstała nieśmiało.
- Chyba nie ma takiej potrzeby – Stwierdziła Marysia, patrząc w stronę drzwi.
Tosia spojrzała w tym samym kierunku i ujrzała pana Zwodzkiego, znów w białej koszuli włożonej do wąskich czarnych spodni, lecz tym razem miał na sobie płaszcz.
- Ile ty masz lat, sześćdziesiąt, że tak wcześnie wstajesz? - Zaśmiał się, ujrzawszy dziewczynę.
- Dowcipniś się znalazł – Tosia pokręciła głową – Możemy pogadać? - Zapytała, gdy Maurycy usiadł obok niej.
- Oczywiście, ale najpierw kawa – Mężczyzna uśmiechnął się przymilnie do swojej przyjaciółki, która po dwóch minutach podała jemu i jego towarzyszce gorący napój.
- Tu leżą twoje listy – Odparła kobieta, wskazując na bar, po czym wróciła do obsługi klientów.
- O czym chcesz pomówić? - Zapytał Maurycy od niechcenia.
- Czy kojarzysz kobietę, o imieniu Józefina Kuleszka? - Każde kolejne słowo wypowiedziane przez dziewczynę było wolniejsze.
- Z tego co wiem, pochodzi z Samary i miała za zadanie sprowadzić cię tutaj – Odpowiedział mężczyzna pewnie; wyraz jego twarzy był wybitnie spokojny.
- A co się z nią stało? Gdy obudziłam się wraz z moimi przyjaciółmi, nie było jej obok nas – Tosia nie dała się zbyć; skrzyżowała ręce na piersi.
- Pewnie wróciła do domu; po wypełnieniu misji nie miała już czego tu szukać.
- Myślałam, że mnie polubiła.
- To chyba tylko ty tak myślałaś – Maurycy uśmiechnął się sarkastycznie.
Tosia przełknęła ciężko ślinę.
- Mogę się z nią spotkać? - Zapytała, ale już mniej pewnym głosem.
- Wątpię, czy zechce.
Dziewczyna wpatrywała się ze skupieniem w mężczyznę; w środku czuła coraz bardziej narastający gniew.
- Pokaż mi, proszę, lewe przedramię – Wycedziła ostro.
Maurycy uśmiechnął się pod nosem.
- Po co? - Zapytał.
- Dobrze wiesz.
Uśmiech mężczyzny powoli opadał, a jego oczy przybrały smutny wyraz.
- To nie ma większego znaczenia, ale dobrze – Odparł Maurycy zrezygnowanym tonem, po czym podwinął lewy rękaw płaszcza oraz koszuli i wyciągnął rękę w stronę Tosi.
Dziewczyna zacisnęła wargi w wąską kreskę, gdy ujrzała wytatuowany napis: ,,Where do we go now? Anyway the wind blows”.
- Oszukałeś mnie – Wysyczała, patrząc groźnie na mężczyznę.
- Wypełniałem jedynie rozkazy – Maurycy wytrzymał spojrzenie dziewczyny; mówił twardym tonem, nie czując skrupułów.
- Ale nie mogłeś mi wszystkiego wyjaśnić, gdy tylko się tu zjawiłam? - Głos Tosi załamał się.
- Po co? - Zapytał Maurycy niedbale.
- Aby być szczerym? - To było pytanie retoryczne – Ku czemu miały służyć te kłamstwa?
- Czy ja cię okłamałem? - Mężczyzna zmarszczył brwi – Jedynie nie powiedziałem ci prawdy na temat Józefiny.
- Jak to? A ta bajeczka, którą mi przed chwilą sprzedałeś? - Zapytała dziewczyna kpiąco.
Maurycy uśmiechnął się pod nosem.
- Oboje wiedzieliśmy, jak to się skończy, miałem po prostu nadzieję, że jesteś bardziej naiwna niż wyglądasz – Odparł.
Tosia otworzyła szeroko usta.
- Czy ty mnie obrażasz? - Zapytała oburzona.
- Tylko stwierdzam fakt – Mężczyzna wzruszyła ramionami, rozsiadając się wygodnie – Takie było moje zadanie – ocenienie cię.
- I? - Pytanie było zadane wyzywającym tonem; Tosia skrzyżowała ręce na piersi.
- Pamiętasz, jak przyszedłem do ciebie wieczorem, niby to pijany? Wtedy praktycznie wszystko ci powiedziałem, skrócę zatem tamten wywód do jednego słowa – jesteś konformistką, a może i oportunistką; przystosowanie się do grupy nowych znajomych dało ci dobrą pozycję w społeczeństwie studenckim oraz chłopaka, który od razu ci się spodobał. Niestety skutkiem ubocznym jest głupota i naiwność.
- Jak możesz tak mówić? – Antonina nie widziała, czy ma zacząć krzyczeć czy płakać.
- Myślisz, że ja jestem podły, lecz to ty wykazałaś się większą podłością, odwracając się ode mnie i oceniając poprzez pryzmat nowych koleżanek – pustych i zapatrzonych w siebie, w efekcie czego stałaś się taka sama, jak one.
- Jesteś...
- Niesprawiedliwy? - Maurycy wpadł jej w słowo, znów uśmiechając się kpiąco – Nie powiem ponownie, kto zachował się niesprawiedliwie w stosunku do kogo.
Tosia przełknęła ciężko ślinę.
- Przedstawiłeś komuś swoją subiektywną ocenę? - Zapytała, akcentując przymiotnik.
- Jeszcze nie; czekam na poprawę, bo mimo twojego słabego charakteru wierzę, że wyjdziesz na ludzi.
- Ojej, dziękuję – Tosia naburmuszyła się i wstała, lecz zaraz potem usiadła – A co z... łazienką? - Zapytała ściszonym głosem.
Uśmiech mężczyzny rozszerzył się.
- To chyba lepiej, że całowałaś się ze mną, a nie z, według ciebie – wariatką – Odparł niskim głosem.
- Niby tak – Antonina z nerwów zagryzła wargi.
- Nie mów, że ci się nie podobało? - Maurycy nachylił się w stronę dziewczyny.
- Mam nadzieję, że to się nigdy nie powtórzy – Tosia przymknęła oczy.
- Jeśli się nie zmienisz, to z chęcią obiecam ci, że się do ciebie nie zbliżę.
- Świetnie – Dziewczyna westchnęła ciężko, nerwowo – Ale ty w końcu jesteś gejem, czy nie? - Wypaliła nagle.
- Co masz na myśli? - Maurycy w zdezorientowaniu zmarszczył brwi.
- Pocałowałeś Karola – Dziewczyna wymówiła te dwa słowa w wolnym tempie.
- Tylko po to, aby go ugryźć – Odparł mężczyzna, dławiąc śmiech.
- A co z moimi rodzicami?
- Ale ty szybko zmieniasz tematy – Maurycy pokręcił głową z podziwem, odsuwając się od swej rozmówczyni – Co ma być z twoimi rodzicami?
- Byłeś u nich?
- Ktoś musiał wyjaśnić państwu Kruczyńskim, dlaczego ich córka nagle zniknęła.
- A przebrałeś się chociaż w normalne ciuchy?
- A po co? - Maurycy wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Co za wstyd... - Tosia przysłoniła ręką oczy.
- Ja akurat dobrze się bawiłem, twoja mama wydawała się zadowolona, widząc mnie po tylu latach, tylko twój ojciec jest jakiś taki drętwy.
- Ty specjalnie chcesz mnie jeszcze bardziej wkurzyć? - Dziewczyna rozszerzyła palce i spojrzała na mężczyznę spode łba.
- A jak myślisz? - Maurycy wciąż był z siebie bardzo zadowolony.
- Po co to zrobiłeś? - Ręka Antoniny opadła, a ona sama wyprostowała się i spojrzała wyzywająco na mężczyznę – Chyba miałeś się w co ubrać, skoro przyszedłeś po Łucję do klubu, wyglądając normalnie.
- Skąd o tym wiesz? - Maurycy spoważniał – A, no tak – Uśmiechnął się pod nosem – Twój Michał wszystko ci opowiedział.
- Kim jest dla ciebie Łucja? A może to też facet, w końcu się całowaliście.
- Przestań już, ty homofobko – Odparł Maurycy niby żartem, lecz tak naprawdę insynuacje w stosunku do jego orientacji seksualnej zaczęły go denerwować – To moja przyjaciółka, tylko mi pomagała; pocałunek miał sprawdzić twoją tolerancję.
- I co wywnioskowałeś? - Zapytała dziewczyna z kpiną.
Mężczyzna spojrzał w górę.
- Niby ci to nie przeszkadza – Mówił – Ale chyba wolisz się od takich trzymać z daleka – Przeniósł wzrok na pannę Kruczyńską – Może też dlatego mnie odtrąciłaś? To bolało – Chwycił się za serce i zrobił minę zranionego kundla – A ja tak wierzyłem w to, że będziemy przyjaciółkami – Kpina w jego głosie była aż nazbyt wyraźna.
- Jesteś beznadziejny – Tosia zmarszczyła nos, jak z obrzydzenia.
- Nie ty pierwsza mi to mówisz – Mężczyzna pozostał niewzruszony – Lepiej skończmy tę rozmowę – Nagle przeszedł do dosyć oficjalnego tonu – Zawołaj swoją paczkę i będziemy się powoli zbierać – Wstał.
- Gdzie?
Maurycy westchnął.
- Niestety dziś pokażę wam wyniki mojej pracy oraz zespół, który mi w tym pomagał; mówiłem ci o współpracy z marzycielami? Powinnaś wiedzieć, czego ona dotyczyła – Mężczyzna podszedł do Marysi, aby się z nią pożegnać i zabrać pocztę, po czym wyszedł bocznymi drzwiami, prowadzącymi na korytarz, nawet nie patrząc na Antoninę.
Czterdzieści pięć minut później Maurycy wyszedł ze swojego domu, który znajdował się kilkanaście metrów od hotelu Marysi. Mężczyzna był zamyślony, machinalnie zamknął drzwi na klucz i podążył w kierunku restauracji. Ręce trzymał w kieszeniach płaszcza, głowę miał zwieszoną i uporczywie wpatrywał się w ziemię, marszcząc brwi. Nie zwracał uwagi na śpiew ptaków, ani na piękną, wczesnojesienną pogodę, ponieważ za bardzo skupiony był na rozmowie z Tosią oraz zaproszeniu, które właśnie otrzymał.
Panna Kruczyńska z jednej strony fascynowała mężczyznę, z drugiej go bardzo denerwowała swym zachowaniem. Maurycy wiedział, że fascynacja, ze źródeł której zdawał sobie doskonale sprawę, doprowadzi ich oboje jedynie do zguby, a nie przepadając za dziewczyną, mężczyzna wyświadczy i sobie, i jej przysługę. Ponadto miał już dość kłopotów z kobietami i jakiś podlotek, zwłaszcza niezbyt rozgarnięty, nie był mu do szczęścia potrzebny. Doszedłszy do takiego wniosku, Maurycy westchnął z ulgą, uśmiechnął się do siebie i żywszym krokiem poszedł w stronę hotelu swej przyjaciółki, z którego akurat wychodziła czwórka przyjaciół.
- Witam was, moje ptaszyny – Odparł nonszalancko – Gotowi?
- Miejmy to już za sobą – Mruknęła Tosia i ruszyła przed siebie.
- Podobno się posprzeczaliście – Michał zagadał Maurycego złowrogim tonem – I podobno to ty jesteś Józefiną.
- Nie z własnej woli – Odpowiedział mężczyzna, patrząc nie na studenta, tylko na trzy dziewczyny idące przed nimi – O tym też wspomniała?
- Tak, ale mimo to trzymam jej stronę.
- Jakżeby inaczej – Prychnął Maurycy.
- Za kogo ty się uważasz? - Syknął Michał.
- Za nikogo, ja wiem, kim jestem.
- Masz o sobie zbyt wielkie mniemanie.
- A ty za dużo gadasz – Odparł mężczyzna, wyprzedzając Michała oraz jego przyjaciółki – Pojedziemy metrem – Odezwał się do całej czwórki, skręcając w prawo, na chodnik, ponieważ do tej pory szli przez łąkę.
- Macie tu metro? - Zapytała Kaśka z kpiną.
- Tak, aby nie niszczyć piękna przyrody – Wyjaśnił Maurycy sarkastycznie – Wszystko dla zachowania pozorów sielskiej krainy.
Metro nie wyróżniało się niczym szczególnym i gdyby Tosia nie wiedziała, że znajduje się w Krainie Marzycieli, sądziłaby, że jest w Londynie lub Paryżu. Przejażdżka była dla niej przyjemna, głównie dzięki przyglądaniu się podróżującym; niektórzy słuchali muzyki, inni czytali gazety, rozmawiali ze sobą nawzajem, a pozostali wpatrywali się przed siebie bezmyślnie. Rozpamiętywali przeszłość, planowali przyszłość, przygotowywali umysły na zmierzenie się z rzeczywistością. Antonina stała między nimi, analizując ich charaktery, które wydały się jej w pierwszej chwili nudne, by mniej więcej w połowie drogi, po wjechaniu na otwartą przestrzeń, dostrzec w blasku słońca unikatowość mieszkańców. Dziewczyna rozpromieniła się na widok bladej twarzy matki, trzymającej na rękach śpiące dziecko. Ujrzała miłość i opiekuńczość, a starszy, zniedołężniały pan stojący obok kobiety, wydał się Tosi ostoją klasyki i tradycji. Wszystko prysło, gdy ujrzała wpatrzone w nią, smutne oczy Maurycego.
- Coś nie tak? - Zapytała niegrzecznie.
- Nie – Na miejscu smutku zagościł pozorny, ciepły uśmiech – Będziesz kiedyś nimi wszystkimi rządzić i to nie będzie takie proste, jak ci się wydaje.
- Skąd możesz wiedzieć, o czym myślę?
- Widzę to – Jego oczy znów przybrały smutny wyraz – Tylko pozornie obrazek ludzi jadących metrem ma jakieś znaczenie.
- Można w ten sposób nawiązać nowe stosunki.
- Raczej krótkotrwałe, bo nikt wsiadając do metra nie myśli o tym, kogo tam spotka, tylko dokąd zmierza. Tamta kobieta – Wskazał na matkę z bobasem – Jest wymęczona, pewnie zawozi dziecko do żłobka, albo do rodziny i zaraz potem jedzie do pracy; gdyby czekał ją odpoczynek, nie byłaby taka spięta. Tamten starzec ma żółtaczkę, pewnie jedzie do szpitala.
- Skąd wiesz, że jest chory? - Tosia zmarszczyła brwi – Oczy?
- Tak, poza tym to mój pacjent – Maurycy spojrzał wprost w oczy Tosi – Poznawszy tych ludzi, uświadomisz sobie ogrom ich problemów, który widzisz jadąc tunelem, ale nie dostrzegasz, gdy są w otoczce ładnej pogody; będziesz musiała rozwiązać ich trudności, nigdy zapewne nie poznawszy, czym jest choroba i wyczerpanie, dlatego czeka cię trudne zadanie.
- Dlaczego ty mi to wszystko mówisz?
- Ponieważ musisz przestać marzyć, jak robiłaś to całe życie z książką w ręku, aby tu przetrwać.
- Ty przestałeś marzyć? - Zapytała Tosia, przełknąwszy ciężko ślinę.
- Tak i zamiast tego koncentruję się na przetrwaniu.
- Nie jesteśmy w dżungli – Wycedziła dziewczyna przez zęby w chwili, gdy kolejka się zatrzymała.
- Nie? - Zapytał Maurycy z ironicznym uśmiechem, po czym udał się do wyjścia – Zaraz się przekonamy! - Krzyknął, stojąc wśród wsiadających mieszkańców i czekając, aż przyjaciele do niego dołączą – Spróbujcie się nie zgubić – Poradził, mierząc ich wzrokiem.
Maurycy szedł na przedzie, nie widząc, jak Kasia i Asia zachwycały się Stanem Ignatium i znajdującym się w nim mieście – Muenetą. Wysokie wieżowce, bogato przystrojone wystawy sklepowe, eleganccy ludzie i aura ekskluzywności, na widok których dziewczyny otwierały szeroko usta z wrażenia. Biżuteria w gablotach rozświetlała ich oczy, a przystojny maklerzy rozszerzali ich wargi w uśmiechu.
- Czuję się jak w Nowym Yorku – Powiedziała Asia, która miała wrażenie, jakby po raz kolejny znalazła się w innym świecie – lepszym, bogatszym i bardziej snobistycznym.
- Będziemy mieć potem kilkadziesiąt minut przerwy, o ile wszystko pójdzie zgodnie z planem – Mówił Maurycy tonem przewodnika – Zatem pozwolę wam pobiegać po sklepach.
- Dziękujemy – Kaśka próbowała być kąśliwa, lecz nie pozwolił jej na to zachwyt, którym emanowała całą sobą.
Niecałe trzy minuty później pięć osób stanęło przed jednym z wysokich budynków – białym, z wypolerowanymi oknami i wielkim napisem: ,,Instytut Medyczny Krainy Marzycieli, Stan Ignatium”. Weszli do środka, do recepcji, gdzie spotkali młodą kobietę, bardziej przypominającą modelkę, niż sekretarkę. Miała na imię Eliza i z uśmiechem potwierdziła zaplanowaną przez Maurycego wizytę. Mężczyzna zaprowadził swych towarzyszy do windy i kazał im jechać na szóste piętro, samemu chcąc wejść po schodach, z powodu klaustrofobii, jednak Kaśka i Michał zmusili go, by jechał z nimi. Maurycy niechętnie zgodził się, lecz całą drogę miał zamknięte oczy, by nie widzieć ścian wokół siebie. Odetchnął głęboko, gdy drzwi windy otworzyły się szeroko, przywracając mężczyźnie pewność siebie. Dumnym krokiem zaprowadził znajomych na Oddział Badań nad Lekami.
Przyjaciele weszli przez oszklone drzwi i zobaczyli pięć, równorzędnie ustawionych wzdłuż pomieszczenia stoisk, zamkniętych w szklane pokoiki. W każdym z nich po obu stronach stały dwa, długie blaty. Po prawej stronie, na samym końcu znajdowało się biuro, jako jedyne oddzielone od reszty świata normalną ścianą. Zaraz po lewej stronie, pod ścianą, stały szare: kanapa i fotel oraz biały stolik. Obok nich stała wielka szafa, wypełniona książkami, teczkami i klaserami.
- Witam w moim świecie – Odparł Maurycy – Zaczekajcie na chwilę – Powiedział, po czym zniknął w korytarzu, znajdującym się po lewej stronie, koło okien, które zajmowały całą przednią ścianę, by po chwili wrócić, ubranym w biały kitel lekarski – Wymóg zakładu – Wyjaśnił, widząc rozbawione miny czwórki przyjaciół – Zapraszam tutaj – Wskazał pierwszy boks, w którym znajdowała się dwójka osób – Oto moi współpracownicy – Gabriela Mocarska – Wskazał dziewczynę średniego wzrostu, z falowanymi, niedługimi brązowymi włosami, przyjemną twarzą, o apetycznie zaokrąglonych biodrach – A to jest Radosław Mueneta – Młodszego od swej koleżanki chłopaka, wysokiego, o mysiej urodzie, w kwadratowych okularach i z rzadkimi, brązowymi włosami.
- Masz na nazwisko tak samo, jak ten Stan – Zauważyła Asia, szeroko się uśmiechając, gdy ścisnęła dłoń młodego chłopaka.
- Tatuś Radzia to burmistrz miasta, ale nasz młody naukowiec chce się uniezależnić od tatusia – Wyjaśnił Maurycy zgryźliwym tonem, opierając się o jeden z długich stołów.
- On tak zawsze – Radek machnął ręką; komentarz spłynął po nim jak po kaczce – Lecz faktycznie, mój tata jest burmistrzem, ja jednak staram się wyjść spod jego wpływów.
- Byleby to nie był szczeniacki wybryk – Rzuciła Kaśka tonem starej nauczycielki.
- Radek to najnudniejszy młody człowiek w Krainie Marzycieli, zatem nie bój się, Katarzyno droga, że jutro dowiesz się, iż czeka go pępkowe – Stwierdził Maurycy, uśmiechając się zjadliwie.
- Abstrahując od tego, kim jest Radek, myślałem, że w innych stanach również rządzą królowie – Wtrącił Michał.
- Królowie to tylko ci, którzy się nie podporządkowali, reszta to zwykli biznesmeni – Wyjaśnił Maurycy, krzyżując ręce na piersi.
Mężczyzna zamilkł i począł przyglądać się otaczającym go osobom, nawiązującym między sobą nowe znajomości. Wydawali się tacy niewinni i nieświadomi krzywdy, gdy tak stali w tym sterylnym, oddzielonym szybami od reszty społeczeństwa laboratorium, które w niczym nie przypominało metra ze swym dualizmem. Ten kawałek świata wydawał się być paradoksalnie bezpiecznym, choć był przecież lęgowiskiem chorób i cierpień z nimi związanymi, o czym Maurycy, Gabrysia i Radek doskonale wiedzieli, lecz nie zdawali sobie z tego sprawy goście Instytutu. Mężczyźnie ten widok zbrzydł; otaksował zebranych spojrzeniem pełnym zdegustowania.
- Koniec tych umizgów – Mruknął, stając prosto i opuszczając ręce – Przejdźmy do konkretów.
Przyjaciele z Krakowa choć umilkli, to byli niezadowoleni z reakcji opiekuna. Szorstkie uwagi mężczyzny zwłaszcza w Tosi wywoływały uderzenia gorąca i złowieszcze myśli.
- Moc, którą za niebawem posiądziesz, moja droga – Maurycy spojrzał na Tosię, splatając ręce z przodu, jak do modlitwy – Oprócz biletu na królewski tron, niejednokrotnie będzie w stanie uratować ci życia, choć równocześnie... - Zrobił efektowną pauzę – Zabija cię.
Antonina wciągnęła głęboko powietrze do nosa.
- O czym ty mówisz? - Zapytała ostro.
- O bionie, czyli swego rodzaju cząsteczce lub sile, jak to woli, która oprócz mocy, zaraża cię, powodując chorobę, zwaną Czerwoną Śmiercią.
- Nie było tego w książę – Nerwy powoli opadały z dziewczyny, ustępując miejsca przerażeniu.
- Chyba nie muszę powtórnie powtarzać, jak odmiennie został wykreowany świat w tej powieści – Mężczyzna machnął ręką ze zniecierpliwieniem – Wróćmy jednak do meritum; wraz z Radkiem i Gabrysią wynaleźliśmy odtrutkę, jednak działa ona tylko na tych Marzycieli, którzy są we wczesnym stadium choroby, ponieważ nie pojawia się ona od razu, lecz dopiero między dwudziestym a dwudziestym piątym rokiem życia, o ile moc jest w użyciu. Wskazane jest jednak przyjęcie odtrutki przez wszystkich, aby choć trochę wycofać chorobę i może przedłużyć życie o kilka lat, choć to jeszcze nie jest pewne.
- Na czym polega ta choroba? - Zapytał Michał, obejmując ramieniem swoją dziewczynę, która nie potrafiła już wykrztusić żadnego słowa.
- Trucizna przedostaje się do krwi, powodując częste krwotoki, najczęściej z nosa i uszu. Później pojawiają się bóle, na przykład: klatki piersiowej, brzucha, nogi, nadgarstka itd., by następnie zaatakować narządy wewnętrzne; ma się wtedy podobno wrażenie, że kurczysz się od środka, co nie jest przyjemne – Maurycy pokręcił głową – Marzyciele nie przeżywają długo, najczęściej do stu lat, choć zdarzają się wyjątki.
- Jak wygląda śmierć? - Tosia nieśmiało zabrała głos; była blada na twarzy i oddychała ciężko, a jej głos drżał.
- Następuje rozejście się mocy, który polega na rozszarpywaniu narządów przez moc, często towarzyszy temu wpierw krwotok wewnętrzny, a potem ogromny ból i krew wszędzie – Mężczyzna wymówił ostatnie słowa wolniej, jakby się nad czymś zastanawiał; patrzył w dół – Nie pytajcie mnie, jak to wszystko się dzieje, czemu tak, a nie inaczej... Moc rządzi się swoimi prawami, nie jest jakąś tam bakterią czy wirusem, stanowi ona samodzielny byt, który potrafi obdarzyć nosiciela niezwykłymi darami, jednak musi on zapłacić najwyższą cenę za nie – Spojrzał na zgromadzonych – Wszystko jasne? To może wytłumaczę wam teraz na czym polega proces odtruwania.
Wtem Antonina wyrwała się z objęć Michała i jak pocisk wybiegła z boksu, a następnie z biura, nie oglądając się za siebie.
Tosia zbiegła w dół po schodach i ruszyła przez hall, nie przejmując się zdziwionym spojrzeniem Elizy. Dziewczyna z impetem otworzyła drzwi główne i dopiero po wyjściu na zewnątrz, poczuła ulgę. Chciała wrócić do Krakowa, zapomnieć o Krainie Marzycieli oraz o tym, że ma zostać królową. W jej życiu ta decyzja niewiele by zmieniła, jednak mieszkańcy fantastycznego miejsca zostaliby bez władcy i rozpoczęłyby się czasy zawodu i nieszczęścia. Przynajmniej taka perspektywa ułożyła się w głowie Antoniny i nie została ona nawet dobrze przemyślana, gdyż nagle przy dziewczynie stanął Maurycy.
- Wiem, że cię to przeraża – Odparł, wyciągając papierosa i zapalając go – Pracowałem z Marzycielami i widziałem zarówno strach w ich oczach, jak i nadzieję na lepsze życie. Jeśli nie zgodzisz się na zabieg...
- A może nie zgodzę się zostać królową? - Przerwała Tosia butnym tonem, patrząc na mężczyznę spod ściągniętych brwi.
- I zostawisz nas na lodzie? - Zapytał, robiąc minę pełną wyrzutu.
W pannie Kruczyńskiej coś pękło.
- ,,Nie, nie możesz ich tak zostawić – Mówiła do siebie w duchu – Jesteś im potrzebna, a co cię czeka w Krakowie? Kierunek bez przyszłości".
- Mam dla ciebie propozycję – Zaczął Maurycy spokojnym tonem, wyrywając Tosię z zamyślenia – Przedstawię cię Marzycielowi.
Antonina ze zdziwieniem spojrzała na swego opiekuna.
- Przecież mówiłeś, że ich tu nie ma – Odparła powoli.
- Powiedziałem, że nie chcą się ujawniać – Wyjaśnił mężczyzna, zaciągnąwszy się; wypuścił dym – Jest jednak pewna starsza pani, która mieszka za miastem, a której ja jestem lekarzem, zatem prócz spraw stricte związanych z władaniem mocą, dowiesz się również o Czerwonej Śmierci i zobaczysz osobę chorą na własne oczy.
- Dobrze – Odparła Tosia po chwili zastanowienia się – Zależy mi na tym, aby ktoś kompetentny powiedział mi, co mam robić, aby stać się Marzycielem – Powiedziała, krzyżując ręce na piersi i patrząc na Maurycego wrogim spojrzeniem, po czym wróciła do budynku.
Zwodzki dopalił papierosa, po czym zamaszystym gestem rzucił go na bruk; mężczyzna był zdenerwowany.
Maurycy wrócił do swych towarzyszy, aby zaprowadzić ich do oddzielnego pokoju, który przypominał salę szpitalną – kilkanaście łóżek zostało ustawionych po obu stronach długiej, białej (a jakże) sali. Nie było tam nic więcej prócz okien i pojedynczych nocnych szafek obok każdego z łóżek.
- Czuję się, jak w psychiatryku – Wyszeptała Asia, ujrzawszy wnętrze pomieszczenia; każdy ze studentów pomyślał tak samo, co napawało ich uczuciem niepokoju i lęku przed mniej sympatyczną stroną Krainy.
- Tutaj właśnie leżą pacjenci, którym została podana odtrutka – Mówił Maurycy tonem przewodnika – Trzeba tu spędzić około jednego dnia, jednak jest to podobno najdłuższy dzień w życiu – Spojrzał spod uniesionych brwi na Tosię, której panika w spojrzeniu omiatającym salę niemalże zdradzała myśli dziewczyny – Jednak uratuje ci to życie.
- Jak wygląda proces odtruwania? - Michał znów zabrał głos, tym razem ostrzejszym tonem; był zły na Zwodzkiego, że tak bez emocjonalnie przekazuje jego ukochanej tak przerażającą wizję jej przyszłości.
- Jest bardzo nieprzyjemny – Maurycy szybko spojrzał na łóżka, z dziwnym, niespokojnym błyskiem w oku – Przede wszystkim pacjent musi, że to tak nazwę, dostać lewatywę, ponieważ cały czas jest przytwierdzony do łóżka. Potem podajemy odtrutkę dożylnie oraz w postaci tabletek. Reszta to podobno katusze – wymioty, zawroty głowy, ból w całym ciele, gorączka, zimne poty, problemy z oddychaniem, ponadto jednym ze skutków było coś, co pacjenci nazwali: ,,odczuwaniem mocy”, czyli trochę tak, jakby byli pod wpływem narkotyków.
- Byli na haju? - Wtrąciła Kaśka, z dziwnym uśmiechem, który cisnął się jej na usta.
- Raczej niezbyt przyjemnym i nie mam tu na myśli halucynacji, jedynie, na przykład: doznań porównywalnych do latania czy unoszenia się na wodzie, ale w ich ówczesnym stanie, Marzyciele twierdzili, iż jest to najgorszy ze skutków przyjęcia leków.
- Muszę to przejść? - Głos Tosi znów zabrzmiał jak mysi pisk.
- Jeśli nie chcesz tak cierpieć całe życie i umrzeć przedwcześnie w mękach, to tak – Maurycy wzruszył ramionami, jak gdyby los Marzycieli, z Tosią włącznie, go nie interesował.
- Kiedy mogę tu przyjść? - Nagle głos Antoniny stał się odważniejszy, jakby w pełni pogodziła się z czekającą ją próbą.
- Dopiero jak wróci ci moc – Odparł mężczyzna twardo, jak gdyby nie podobała mu się stanowczość w głosie studentki – A kiedy to nastanie – nie wiadomo.
- Wspomniałeś o pewnej staruszce – Dziewczyna nie wydawała się być speszona warknięciem mężczyzny – Może dzięki niej już za miesiąc zostanę królową.
Maurycy prychnął.
- Zobaczymy – Odparł tylko z kpiną – Zaraz tam pójdziemy – Stwierdził po chwili ciszy – Lecz najpierw pójdziemy do mojego chrzestnego; mam do niego sprawę.
- To idź, my pójdziemy na sklepy – Zbuntowała się Kaśka.
- I dla was korzystne będzie, jeśli go odwiedzicie – ma bogatą bibliotekę i zapewne pozwoli wam wypożyczyć kilka dzieł naszej Krainy.
- Super – Mruknęła dziewczyna w odpowiedzi; wolałaby kupić kilka ciuszków, niż przeglądać literaturę tej dziwnej Krainy.
- Potem dam wam wolne – Odparł – Sam będę musiał odwiedzić kilka sklepów.
Siedem osób wyszło z Zony – tak potocznie nazwano tę salę – a następnie Gabrysia i Radek pożegnawszy się wrócili do pracy, a Maurycy poszedł odwiesić kitel, po czym zaprowadził znajomych do wyjścia.
- Jak ma na imię twój wujek? - Zapytała Tosia, gdy wyszli z windy; wiedziała, jaka padnie odpowiedź, z czego jej rozmówca zdawał sobie doskonale sprawę, dlatego jedynie spojrzał kpiąco na dziewczynę.
CDN...

czwartek, 14 września 2017

ROZDZIAŁ  PIĄTY

Rano   Tosia zeszła do restauracji wypoczęta i zadowolona; wizja panowania stawała się dla niej mniej groźna, a wręcz ekscytująca. Właściwie wraz z położeniem się do łóżka, dziewczyna miała nadzieję, że Kraina nie była tylko jej snem, a przebywanie w której dawało Antoninie jeszcze jedną korzyść – mogła spokojnie spać z Michałem w jednym łóżku, bez obaw, że nie wpadną do niej rodzice z niezapowiedzianą wizytą.
Antonina przywitała się grzecznie z Marysią, która szybko przygotowała dla niej kawę z mlekiem, a dziesięć minut później – śniadanie.
- Ile kosztuje pobyt tutaj? - Zapytała dziewczyna, gdy gospodyni podała jej talerz z grzankami.
- Dla ciebie i twoich przyjaciół – nic; wszystko zostało sfinansowane przez ministerstwo – Kobieta uśmiechnęła się ciepło – Dla wszystkich mieszkańców wasza wizyta w Krainie to zaszczyt.
- Tak, już to słyszałam – Antonina zachichotała, po czym zrobiła łyk kawy – Pyszna – Odparła, oblizując się.
- Przed chwilą ją zaparzyłam, ponieważ Maurycy powinien być tu za kilka minut – Odparła Marysia, siadając przy swym gościu.
W lokalu znajdował się jeszcze tylko jeden starszy pan, pijący herbatę i czytający gazetę oraz kobieta i mężczyzna, którzy sprawiali wrażenie partnerów biznesowych – pili kawę i jedli jajecznicę. Marysia spokojnie mogła porozmawiać z Tosią.
- Chyba bardzo się dla niego postarałaś – Ciągnęła panna Kruczyńska – Czy wy jesteście... parą? - Zapytała ściszonym głosem.
- Maurycy i ja? - Marysia zaśmiała się – Nie, przyjaźnimy się, od wielu lat.
- W takim razie czyim synem jest Andrzej? Nie zauważyłam obrączki na twoim palcu.
- Jestem wdową – Odparła Marysia lakonicznie.
- Ojej – Tosia zmieszała się – Przepraszam, nie chciałam cię urazić.
- Nie wiedziałaś – Kobieta wzruszyła ramionami, jak gdyby była przyzwyczajona do pytań na temat jej męża.
Wtedy do restauracji wszedł Maurycy – bez płaszcza, w białej koszuli, z pilotkami na nosie i szerokim, uroczym uśmiechem na ustach. Widząc ten uśmiech Tosia poczuła zarówno podniecenie, jak i swego rodzaju deja vu, które wywołało dreszcze na jej skórze.
- Witam, moje panie – Mężczyzna przywitał się, całując najpierw Marysię w policzek, a potem Antoninę w wierzch dłoni, po czym usiadł między kobietami – Można liczyć na kawę, moja droga? - Zwrócił się do Marii, ściągając okulary przeciwsłoneczne; wtedy Tosia znów poczuła spokój.
- Oczywiście, mój drogi – Zawtórowała mu Marysia.
- Jak się spało? - Mężczyzna zwrócił się do Tosi.
- Bardzo dobrze, lepiej niż w Krakowie, gdy zostałam sama w mieszkaniu – Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Nie wątpię, w końcu miałaś Michała u swego boku – Uśmiech nie schodził z ust Maurycego, a pogodny humor wprost rozlewał się na wszystkich dokoła.
- Co będziemy dzisiaj robić? - Zapytała Antonina, gdy Marysia przyniosła drugą kawę i poszła obsługiwać nowych klientów.
- Musisz oczyścić swój umysł – Mężczyzna przesadnie zaakcentował ostatnie trzy słowa – Będziesz przez pół dnia medytować z kapłanem Yuki.
- A co z tobą?
- Ja mm dyżur w przychodni – Odparł Maurycy z ulgą.
- Przecież ty pracujesz w Instytucie – Tosia zmarszczyła brwi.
- Ale skończyłem medycynę, co pozwala mi zajmować się badaniami oraz leczeniem, ale bez specjalizacji, na przykład: dentystycznej.
- W książce wszystko było prostsze.
- Inne życie zawsze wydaje się być prostsze od naszego – Mężczyzna wzruszył ramionami, po czym napił się kawy.
- Wrócisz po mnie? - Zapytała nieśmiało młoda dziewczyna po chwili ciszy.
- Nawet jakbym nie chciał, to muszę – Maurycy uśmiechnął się kąśliwie – Chcesz, żeby twoja banda poszła z tobą?
- Nazywaj ich, proszę, moimi przyjaciółmi – Oczy Antoniny zwęziły się pod wpływem gniewu – Jeśli będą chcieli, ich towarzystwo sprawi mi radość.
- W takim razie zawołaj swych przyjaciół – Zaznaczył ostatnie słowo – I za pół godziny macie być gotowi – Mężczyzna wstał, dopiwszy uprzednio kawę.
- A ty gdzie idziesz?
- Do domu; mieszkam niedaleko – Maurycy wypowiedział się tak, jakby to było oczywiste.
Mężczyzna podszedł do Marysi.
- Uciekam – Odparł, całując przyjaciółkę w czoło, co wywołało uśmiech na jej twarzy.
Tosia odprowadziła nowego znajomego wzrokiem.


Kasia, Asia i Michał nie mieli nic przeciwko, aby udać się na medytację; dla dziewczyn było to coś nowego, ekscytującego, a dla chłopaka – chęć bycia blisko swej
ukochanej i okazania jej wsparcia.
Kapłan Yuki zrobił na przyjaciołach ogromne wrażenie – wysoki albinos, o niebieskawych oczach i długich włosach, ubrany w białą szatę do ziemi, z kilkoma kolorowymi wisiorami na szyi. Spokojny i wyrozumiały dla zwykłych ludzi, biła z niego wielka siła, a jego uśmiech koił.
Przez pięć godzin czwórka studentów odprężała się, a Tosia próbowała odnaleźć w sobie moc, choć nie wiedziała, jak ma tego dokonać; skupiała się na oddechu, na pojawiających się znienacka myślach i podążała za nimi. Czasem otwierała oczy i z zachwytem patrzyła na przyrodę za oknami – kolorowe liście na wysokich drzewach, egzotyczne kwiaty, płynąca w dole rzeka, ptaki mijające budynek, słońce wysoko na bezchmurnym niebie – to wszystko było niemalże na wyciągnięcie ręki, ponieważ cała sala do medytacji zrobiona była ze szkła, prócz podłogi i jednej ściany, które obłożone zostały panelami oraz boazerią.
Tosia wiedziała, że moc marzycieli polega również na władaniu żywiołami, dlatego chciała w jakiś nadprzyrodzony sposób połączyć się z otaczającą ją naturą. Niestety okazało się to dosyć trudne, tym bardziej, że pod koniec sesji dziewczyna zaczęła się denerwować na Maurycego, że zostawił ją, podczas gdy miał ją uczyć. Jej gniew zauważył kapłan Yuki.
- Nie pozwól, aby opanowały cię złe emocje, Antonino – Mówił spokojnym, wyważonym tonem – Moc to siła, a siła to odwaga, a odwaga – to pozytywna motywacja. Złymi uczuciami jest przepełniona zemsta, a ty przybyłaś tu, by mądrze i odważnie rządzić.
- Mogę być odważna i silna, ale bez mocy nie zostanę królową, a ja tej mocy nie czuję – Westchnęła dziewczyna.
- Stara, spokojnie – Odezwała się Kaśka, która od dłuższej chwili grała na telefonie – Poczujesz jak Elsa i zrobisz rozpierduchę.
- Kaśka... - Tosia pokręciła głową.
- Co zrobi? - Zapytał kapłan w tym samym czasie.
- Easy – Mówiła dalej dziewczyna – Chodzi mi o to, że na pewno poczujesz tę moc, choć sama nie wierzę, że to mówię; skoro ten świat istnieje naprawdę, a ty czujesz się tu dobrze, to coś znaczy, tylko cierpliwości.
- Na razie wciąż nie wiem, o czym ty do mnie mówisz – Odpowiedziała Antonina skołowana.
- Cierpliwości i tyle. A może ten cały Maurycy – Dodała po chwili – Powinien cię zapoznać z innymi Marzycielami, skoro z nimi pracował? Może by ci pomogli i dali kilka wskazówek.
- Przede wszystkim niech on tu w końcu przyjdzie i powie mi, co mam robić – Mruknęła Tosia.
- Już nadchodzi – Wtrącił kapłan, zamknąwszy oczy.
Dwie minuty później do drzwi ktoś zapukał.
- Proszę – Odparł albinos dźwięcznie.
Do sali wszedł Maurycy; omiótł wszystkich wzrokiem, a następnie bez przywitania, oświadczył:
- Pora się zbierać, dzieciaki.
Kasia i Asia posłusznie wstały, ponieważ miały dość tej nudy, natomiast Michał spał smacznie dopóty, dopóki przyjaciółki mocno nim potrząsnęły. Jedna tylko Tosia wciąż siedziała ze skrzyżowanymi nogami.
- A może dołączysz do nas? - Zapytała.
- Nie dziękuję; uważam medytację za stratę czasu – Mruknął mężczyzna.
- Ja tam bawiłem się świetnie – Odparł Michał, przeciągając się.
- Gdyby skupił pan na chwilę umysł, może udałoby się panu rozproszyć ten mrok, który krąży wokół pana – Wtrącił kapłan.
- Wystarczy mi, że skupiam umysł w pracy.
Kapłan wstał powoli, wyprostował się i dystyngowanym krokiem podszedł do Maurycego.
- Jest pan cieniem człowieka – Odparł cicho – Gdyby pan tylko pozwolił naszej bogini Yuce, stworzycielki wszystkiego, wejść w pański umysł i dać sobą pokierować.
- Nie wierzę w waszego bożka – Oświadczył Zwodzki, patrząc kpiąco na stojącego przed nim mężczyznę – Ani w wasze rzekome jasnowidztwo; może kiedyś za czasów stworzenia przepowiedni, twoi przodkowie potrafili ujrzeć przyszłość, ale dziś jesteście przereklamowani.
- A ty nie jesteś dobrym człowiekiem – Odparł kapłan, patrząc prosto w oczy swego rozmówcy.
- To wiem sam – Prychnął Maurycy.
- Ale to wszystko z powodu zagubienia – Ciągnął albinos, nie zważając na słowa mężczyzny – Oby udało ci się odnaleźć drogę do serca.
- Jedyna droga, jaka mnie teraz interesuje jest za moimi plecami – Maurycy był wyraźnie zmęczony tą wymianą zdań – Gotowi? - Spojrzał na czwórkę przyjaciół, która w milczeniu przysłuchiwała się rozmowie – No to idziemy. Do wiedzenia – Skłonił się kapłanowi, a w jego głosie słychać było sarkazm – Dziękuję za mądre słowa – Otworzył drzwi, przepuścił swoich towarzyszy i sam zamierzał wyjść.
- Strzeż się przeszłości – Odparł kapłan na pożegnanie.
Maurycy odwrócił się.
- A ty strzeż się cienia – Powiedział cicho, po czym wyszedł.
- Dokąd idziemy? - Zapytała Asia po wyjściu z Centrum Rekreacyjnego.
- Mój kuzyn mieszka tu niedaleko wraz z rodziną, zaprosił nas na obiad – Wyjaśnił jej Maurycy – Zadzwonił do mnie, gdy byłem w pracy, dlatego nie mówiłem wam o tym wcześniej. Jeśli nie chcecie iść, to chyba nie będzie problemem odwołanie wizyty, ale jest już pora obiadowa, do hotelu Marysi daleko, a po co wydawać pieniądze, które przydadzą wam się na przyszłość, w zależności, ile czasu tu spędzicie, podczas gdy można przy okazji poznać nowych ludzi? - Spojrzał po wszystkich zachęcająco.
- Jak nazywa się twój kuzyn? - Wtrąciła Kaśka.
- Jan Tarski, jego żona to Beata, mają trójkę dzieci – Basię, Franka i Wiktorię. To tak gwoli wstępu – Mężczyzna mówił bez emocji.
- No to pobawimy się z małymi brzdącami, super – Odparł Michał szczerze.
Tosia spojrzała zachwycona na swojego chłopaka.
- ,,Chyba lubi dzieci – Pomyślała – Ciekawe, jakim byłby ojcem?”
- A co to była za spina z tym białym gościem – Pytała dalej Kasia, idąc obok Maurycego – Nie lubicie się, czy ty z każdym tak rozmawiasz?
- Nie tyle, że się nie lubimy – Wyjaśnił mężczyzna spokojnie – Co nie tolerujemy – dla mnie to oszust, a on, jak każdy, ma wyrobioną opinię na mój temat, a wszystko dzięki plotkom; czasem wydaje mi się, że ludzie stąd nie robią nic, prócz wtykania nosa w nie swoje sprawy.
- Stwierdził, że nie jesteś dobrym człowiekiem.
- Miał rację.
- Bo? - Dziewczyna nie dawała za wygraną – Co przeskrobałeś?
- W ciągu pięćdziesięciu lat mnóstwo rzeczy.
- Ilu? - Kaśka zmarszczyła brwi – Też chcę tak wyglądać, będąc w średnim wieku.
- Kasia, uspokój się – Wtrąciła Tosia – Tutaj średnia wieku wynosi sto pięćdziesiąt, sto sześćdziesiąt lat, ale ty zawsze wyglądasz, jakbyś miała połowę mniej.
- Ale on nie wygląda na dwadzieścia pięć – Drążyła dalej dziewczyna.
- Tak odbija się wszystko to, co przeskrobałem – Dodał Maurycy z uśmiechem – U was wyglądałbym znacznie gorzej, ale tu ludzie z natury prezentują się lepiej, zdrowiej, i tak dalej – Machnął ręką.
- To dlatego z Tosi taka laska – Odparła Aśka, chichocząc.
- Trafiłem w dziesiątkę – Michał objął swoją ukochaną ramieniem – Piękna, inteligentna – Pocałował ją.
- Poczekajcie do wieczora – Skarcił ich Zwodzki – Tyle wytrzymacie, zwłaszcza że jesteśmy już na miejscu.
Piątka wędrowców stanęła przed jednopiętrowym, kremowym domkiem. Otoczony był żywopłotem, a aby dostać się do ogrodu, trzeba było wejść przez niewielką, staromodną furtkę, która skrzypiała. Do drzwi wejściowych prowadziła ścieżka wyłożona kostką brukową. W oknach wisiały delikatne, białe i różowe firanki lub stały doniczki z roślinami. Obok drzwi głównych rosły róże, a na zadbanym trawniku leżało kilka zabawek. Domek, odizolowany żywopłotem, wydawał się być bezpieczną przystanią dla gości i rodziny.
- Jak tu sielsko – Szepnęła Asia, jak gdyby bojąc się, że mówiąc głośniej zniszczy tę Arkadię.
- Fakt – Maurycy rozejrzał się, nim zadzwonił do drzwi – Nigdy nie narzekam, gdy mnie zapraszają.
Otworzyła im mała dziewczynka, na oko pięcioletnia, ubrana w niebieską sukienkę w kwiaty, z czarnymi włosami splecionymi w dwa kucyki.
- Mamo! - Krzyknęła, szczerząc się w szczerbatym uśmiechu – Wujek Maurycy i jacyś obcy przyszli! - Następnie wyciągnęła ręce w stronę mężczyzny, a ten podniósł ją – Cześć wujku – Powiedziała, całując go w policzek.
- Cześć, króliczku – Maurycy przywitał się, wyraźnie zadowolony; wszedł do przedpokoju i próbował zdjąć oficerki, cały czas trzymając dziewczynkę na rękach – Nie przywitałaś się z moimi znajomymi.
- Cześć, nieznajomi – Dziewczynka rzuciła okiem na czwórkę przyjaciół – Ja jestem Basia, a wy?
Studenci przedstawili się kolejno.
- Kasia, Asia, Basia – Dziecko roześmiało się – Ale rym! A ty jesteś królową, tak? - Spojrzała na Tosię.
- Być może – Sprostowała dziewczyna, rumieniąc się.
Wtedy do przedpokoju weszła ładna kobieta, prawie sześćdziesięcioletnia, ubrana w żółtą sukienkę i fartuch; była średniego wzrostu, z niemałym biustem i pełnymi biodrami, ale wąską talią; miała proste, czarne włosy do połowy karku i śliczne, piwne oczy.
- Witam i przepraszam za tę gadułę – Pacnęła córkę w nosek, na co mała zachichotała – Jestem Beata Tarska, zapraszam – Wskazała drogę przed siebie.
W jadalni – oddzielonej od salonu po lewej stronie i kuchni po prawej jedynie łukowatymi przejściami – stał długi stół, zastawiony i udekorowany oraz jeden kredens. Całości dopełniały obrazy i zdjęcia wiszące na ścianach oraz szklane drzwi, między kuchnią a salonem, prowadzące do ogrodu.
- Siadajcie, rozgośćcie się, mąż zaraz przyjdzie – Oświadczyła Beata, po czym wróciła do kuchni, aby dokończyć deser.
- Wujku, mogę ci pokazać króliczka? - Zapytała Basia, która stała już o własnych nogach.
- Przecież nie zostawię ich tu samych – Maurycy wskazał głową nowych znajomych, kucając przed dzieckiem.
- Zawołam Franka, pokaże im swoje sztuczki magiczne – Dziewczynka podrapała się po nosie – Chodź – Wyciągnęła rękę w stronę mężczyzny.
- Może przynieś Pruszka tutaj?
Basia przeanalizowała w głowie wszystkie wady i zalety tego pomysłu.
- Zgoda, ale jeśli zrobi na kogoś kupę, to będzie twoja wina – Stwierdziła wesoło, po czym pobiegła na piętro do swego pokoju.
- Urocze dziecko – Stwierdziła Asia, zachwycona wszystkim dokoła.
- Moja chrześnica – Odparł Maurycy, siadając obok Kasi.
- Masz dzieci? - Zapytał Michał.
- A wyglądam? - Mężczyzna nalał sobie wody, nawet nie spojrzawszy na studenta – Ani żony, ani dzieci – Sięgnął po szklankę.
- Jesteś gejem? - Wtrąciła Kasia – Bo tak wyglądasz.
- Słucham? - Maurycy prawie się zakrztusił.
- Tak dwuznacznie się ubierasz – Dodał Michał.
- Byłeś dziwnie zadowolony, gdy mówiłeś, że spałam z Michałem w jednym łóżku – Dorzuciła Tosia.
- Zwracasz się do Marysi per ,,Moja droga” i ,,Skarbie” - Odparła Asia.
- I nawet nie spojrzałeś na żadną z nas z ochotą – Oburzyła się Kasia.
Maurycy otworzył usta, żeby coś powiedzieć, lecz wtedy do salonu wszedł Jan.
- Co ja słyszę? Mój kuzyn gejem? - Roześmiał się – To ostatni mężczyzna w Krainie, którego można by osądzić o homoseksualizm; chodzą słuchy, że żadnej nie przepuści.
- Dzięki, Jasiu, za wartościową opinię – Maurycy uśmiechnął się kpiąco.
- Jan Tarski – Pan domu, ignorując kuzyna, podszedł do każdego z osobna – Miło mi gościć was w moich skromnych progach.
Jan był podobnego wzrostu, co Maurycy, nie był jednak tak wychudzony, tylko szczupły i był okrąglejszy na twarzy, miał brązowe, krótko ostrzyżone włosy oraz lekki zarost, a ubrany był w dżinsy z szerokimi nogawkami i biały podkoszulek. Gdy skończył oficjalne powitanie, do jadalni wbiegła Basia z białym, małym królikiem na rękach.
- Cześć, tato! - Krzyknęła.
- Przecież już się dziś widzieliśmy – Jan zmarszczył brwi.
- No tak... - Dziewczynka zawiesiła się na chwilę – Patrzcie, to jest Pruszek – Wyciągnęła białego królika w stronę czwórki przyjaciół.
- To może wy pobawcie się z Basią – Jan zwrócił się do swych gości – A ja z Maurycym... Wyjdziemy na jednego? - Zapytał ściszonym głosem.
- Wiesz, że nie odmówię – Zwodzki uśmiechnął się chytrze.
- Gdzie idziecie?! - Krzyknęła Beata z kuchni, słysząc dźwięk rozsuwanych drzwi – Znowu kurzyć? - Była wyraźnie niezadowolona.
- Nie, skarbie... Idziemy pozbierać zabawki z trawnika – Skłamał jej mąż, po czym wraz z krewnym zniknął w ogrodzie.
W tym czasie studenci z Krakowa zdążyli poznać Pruszka – leniwego królika, Franka – jedenastoletniego chłopca, zafascynowanego Harrym Potterem i sztuczkami magicznymi, bardzo podobnego do ojca, oraz Wiktorię – grubą czternastolatkę, o długich, czarnych, prostych włosach, splecionych w warkocza, ubraną w czerwoną mini, wzorzyste rajstopy i czarny top oraz z mocno pomalowanymi oczami. Nie zrobił na niej wrażenia fakt, że będzie jadła obiad z przyszła królową, wręcz przeciwnie – wydawała się niezadowolona z wizyty obcych, dlatego dała temu wyraz poprzez niekulturalne powitanie. Jeszcze bardziej spochmurniała, gdy zobaczyła wujka i usłyszała jego komentarz.
- O, widzę, że czarownica wyszła ze swej jamy – Zakpił.
- Ej... - Jan westchnął; Maurycy i Wiktoria od dawna toczyli wojnę na zgryźliwości, ale ojciec dziewczyny jeszcze się do nich nie przyzwyczaił.
- Wiesz, Maurycy, że w Krainie nie wolno palić – Dziewczynka spojrzała na niego spode łba.
- Chyba nas nie wydasz – Mężczyzna pochylił się w stronę Wiktorii i uśmiechnął szelmowsko.
- Ciebie z chęcią, taty – nie; kto będzie zarabiał?
- Materialistka – Syknął Maurycy.
- Jesteś jak Harry Potter? - Nagłe pytanie Franka do Tosi przerwało wymianę zdań wujka i dziewczyny.
- No... nie... nie wiem – Antonina zaśmiała się – Trochę tak, tylko w realu.
- I nie masz groźnego wroga, z którym musisz się zmierzyć – Dodała Kasia, ze śmiechem.
- W książce nie było nic na temat wroga, rzeczywistość chyba nie jest inna? - Tosia spojrzała z nadzieją na Maurycego.
- Nic mi o tym nie wiadomo – Odparł mężczyzna, spoglądając w stronę kuchni – Wiktoria, idź pomóc mamie w kuchni – Zwrócił się władczym tonem w stronę młodej dziewczyny.
- Nie jesteś moim ojcem – Odburknęła.
- Zatem ja ci karzę – Wtrącił Jaś, łagodniej niż kuzyn – Wujek ma rację. A Franek ci pomoże – Spojrzał znacząco na syna; liczył na okazanie sprawiedliwości ze swej strony.
Po wyjściu dzieci – na Basię nie zwracano uwagi, ponieważ bawiła się w kącie z królikiem – kontynuowano temat przeciwnika przyszłej królowej.
- Czyli będziemy się nudzić i patrzeć, jak Tośka trenuje? - Zapytała Kasia.
- I tak będzie to ciekawsze, niż normalne życie w Krainie – Powiedział Maurycy niższym tonem.
- Chyba że Bartek się wkurzy o coś i wypowie nam wojnę – Wtrącił Jaś niby to z uśmiechem, lecz z poważnym głosem.
- Czy faktycznie nam to grozi? - Asia trochę się wystraszyła.
- Królewicz na przemówieniach czasem grozi, że nas wszystkich powybija – Wyjaśnił Maurycy sarkastycznym tonem – Lecz nie będzie rzezi, ponieważ Preletka jest równie dobrze uzbrojona, co on.
- Po co miałby was atakować? - Michał zmarszczył brwi.
- Bo jest zachłanną ciotą – Skwitował Maurycy, odchylając się na krześle.
- Nie przy dziecku – Syknął Jaś, który dopiero teraz przypomniał sobie o obecności córki.
Do salonu weszła Beata, niosąc wazę z zupą, a za nią kroczyła Wiktoria z miską sałaty w ręce oraz Franek, niosący kolejny dzbanek, tym razem z sokiem pomarańczowym. Pani Tarska poprosiła swojego męża, aby ten nalał każdemu zupy.
Gdy każdy miał już co jeść, temat toczył się dalej.
- A może ta Berenika mogłaby zostać głównym antagonistą? - Zaproponował nagle Michał.
Maurycy zmarszczył brwi, zatrzymując łyżkę z zupą w połowie drogi do jego ust.
- Dlaczego akurat ona? - Zapytał.
- Sam mówiłeś, że żyleta – Stwierdziła Tosia.
Mężczyzna spojrzał przed siebie, na Beatę, która raz wpatrywała się w niego, raz w pozostałych gości.
- Chyba nie odniosłaś takiego wrażenia – Stwierdził w końcu Maurycy.
- Lecz podobno nie lubi ludzi – Wtrąciła Kaśka – Skoro tu jesteśmy, może chcieć nas wszystkich pozabijać.
- Wątpliwe – Mruknął mężczyzna, przesuwając w końcu łyżkę w stronę swoich ust.
- Może powinniśmy się z nią spotkać, tak dla upewnienia się, że nie zrobi nam krzywdy – Zaproponował Michał, nieśmiało kończąc zdanie.
Antonina spiorunowała wzrokiem swego chłopaka; wiedziała dobrze, ze tak naprawdę chodzi mu o zobaczenie pięknej królowej na żywo.
- Nie sądzę, aby znalazła dla was czas.
- Dzieci, co wy na to, żeby wieczorem jechać na lody? - Zapytała Beata znienacka, chcąc zakończyć niewygodną dyskusję.
Rozmowa przeszła na tematy domowe, do których dołączyli nowi znajomi państwa domu, a jedynie Maurycy milczał.
- Mam prośbę - Tosia nagle zwróciła się do swego opiekuna; w tym czasie Beata i jej dzieci przynosili drugie danie – Mogłabym spotkać się z jakimś Marzycielem? Może pomógłby mi odkryć w sobie moc i podpowiedzieć, jak ją rozwinąć.
- Mówiłem ci już, że tutaj Marzyciele nie mieliby życia, zatem spodziewam się, iż żaden, nawet, gdybym go przekupił, nie zgodzi się, aby tu przyjechać – Wyjaśnił mężczyzna cierpko.
- Nawet incognito?
Maurycy westchnął; wahał się między uczciwością a kłamstwem.
- Tego nie wiem – Odparł w końcu.
- Pogadasz z którymś z nich? - Tosia przybrała minę niewinnego dziecka.
- Dobrze – Mruknął Maurycy – Ale kończymy temat.
Reszta posiłku przebiegła w luźnej atmosferze, nawet Wiktoria wydawała się być zadowolona, gdyż dobrze jej się rozmawiało z przyjaciółmi Tosi, ją samą ignorując. Ptasi śpiew wpłynął wraz z delikatnym wiatrem przez otwarte okna w salonie i kuchni, a promienie słoneczne wpadały przez duże, oszklone drzwi. Kolorowe liście drzew przyciągały uwagę zgromadzonych i nawet Pruszek stał się miłą ozdobą w jadalni, kicając między nogami domowników i gości. Aromaty z kuchni i ogrodu mieszały się ze sobą, tworząc przyjemną, sielankową woń. Z pewnością był to kawałek raju w Krainie, oddzielony od niej żywopłotem, aby brutalność rzeczywistości nie zniszczyła Arkadii, która rozbrzmiewała śmiechem i rozmową zebranych. Po zjedzonym deserze Basia podeszła do Maurycego.
- Wujku – Zaczęła, przeciągając ostatnią samogłoskę – A pokażesz mi swoje tatuaże? - Uśmiechnęła się słodko.
Mężczyzna wyraźnie się spiął.
- Nie mogę, musiałbym zdjąć koszulę, a to byłoby nieetyczne – Powiedział, uśmiechając się nerwowo, choć głos starał się mieć spokojny.
- Co to znaczy ,,nieetyczne”?
- Nieodpowiednie, brzydkie... - Wyjaśniał mężczyzna, gestykulując dłońmi – Za to Franek może pokazać ci jakąś sztuczkę – Próbował pozbyć się dziecka.
- Nie chcę, a ty możesz podwinąć rękaw i pokazać napis, albo tego śmiesznego pana z wąsami – Dziewczynka nie dawała za wygraną.
- Kiedy indziej – Maurycy nie poddawał się, a gdy Basia chciała jeszcze coś powiedzieć, zakrył jej usta rękami – Idź do królika, chyba popada bez ciebie w depresję – Spojrzał na zwierzątko, które spało pod ścianą, leżąc na boku.
- Myślisz? - Basia wystraszyła się.
- Nie jestem weterynarzem, sama się przekonaj – Mężczyzna popchnął delikatnie chrześnicę w stronę królika.
- Jak możesz wciskać jej taki kit – Jaś pokręcił głową.
- Niech się uczy od najlepszych – Odparł Maurycy szybko, po czym spojrzał na zegar wiszący na ścianie – Czas na nas – Wstał, patrząc na swych towarzyszy – Ruszcie się.
- Ale jeszcze nie skończyłyśmy rozmawiać o nowych technikach makijażu – Zaprotestowała Wiktoria gniewnie.
- Tobie i tak już nic nie pomoże.
- Ej!



Wieczorem Tosi nie dawała spokoju reakcja Maurycego na prośbę jego chrześnicy; czyżby bał się pokazać tatuaż przed nimi? Rodzina Tarskich z pewnością już go widzieli, musiał więc mieć osobiste pobudki, aby zataić istnienie, czy raczej wygląd tatuażu. Dziewczyna rozmyślała nad tym, rozpakowując rzeczy swoje i Michała, które nareszcie dotarły do Krainy. Chłopak w tym czasie brał prysznic.
- Nie zastanawiałam się do tej pory – Tosia zaczęła mówić, gdy usłyszała, że jej ukochany wyszedł z łazienki oraz poczuła intensywny zapach męskiego żelu pod prysznic – Co stało się z Józefiną? Przecież to ona zaprowadziła mnie do parku i kazała okrążyć rzeźbę; wpadłam, a wy za mną, ale ona gdzieś zniknęła – Spojrzała rozszerzonymi oczami na Michała, przepasanego jedynie białym ręcznikiem – Ciebie to nie frapuje?
- Nie wiem, jakoś zapomniałem o tej wariatce – Chłopak objął swoją dziewczynę w talii – Wolałem skupiać się na twoim szczęściu – Złożył pocałunek na jej ustach.
- Pamiętasz, gdy przy pierwszym spotkaniu – Tosia kontynuowała, gdy Michał oderwał się od niej – Maurycy wydał ci się podobny? Nie wiesz, gdzie wcześniej mogłeś go widzieć?
- Skarbie, nie pamiętam, takich jak on jest miliony – Michał spojrzał z politowaniem na ukochaną.
- Nie prawda – Dziewczyna pokręciła głową – Musisz przyznać, że jest charakterystyczny z wyglądu, zwłaszcza z twarzy; nie można go pomylić z nikim innym.
- W takim razie mam słabą pamięć do twarzy – Chłopak czuł się coraz bardziej zmęczony tą dyskusją.
- Muszę z nim rano porozmawiać – Zdecydowała panna Kruczyńska, patrząc w bok i ignorując ukochanego.
- A co Maurycy ma wspólnego z Józefiną? - Westchnął Michał, sięgając do torby i wyciągając bokserki, w których miał zamiar spać.
- Może nic, może bardzo wiele; mam nadzieję, że powie mi, co się z nią stało – Tosia zaczęła skubać swoją brodę.
Michał wyciągnął bieliznę i bez żadnego skrępowania zrzucił biały ręcznik na podłogę, ukazując swe ciało w pełnej krasie, na widok którego Tosia pisnęła i szybko się odwróciła.
- Przecież już widziałaś mnie nago – Chłopak zaśmiał się.
- Tylko częściowo – Dziewczyna stała tyłem do Michała, dlatego ten nie mógł zobaczyć czerwonych rumieńców na jej policzkach.
- Chyba nie żałujesz? - Student podszedł do ukochanej i znów objął ją w talii, opierając brodę o jej ramię – Możemy iść o krok dalej – Ugryzł ją delikatnie w płatek ucha.
- Jeszcze nie jestem gotowa – Tosia przełknęła ciężko ślinę, a jej oddech przyspieszył.
- Dobrze – Michał pocałował dziewczynę w policzek, po czym odsunął się i ubrał – Czego ja wymagam, skoro nawet nie wyznaliśmy sobie miłości?
- W sumie... - Tosia zająknęła się, stanąwszy twarzą w stronę chłopaka, który mierzył ją poważnym wzrokiem.
- Kocham cię – Powiedział – Chyba – Dodał szybko, widząc zdumione spojrzenie ukochanej.
Antonina raz po raz otwierała usta, lecz nie dobyła z gardła żadnego dźwięku.
- Cieszę się - Wychrypiała w końcu – Ja jeszcze muszę się upewnić... Na pewno nie potrwa to długo – Nieśmiały uśmiech przebiegł po jej twarzy.

Michał, choć tego po sobie nie pokazał, był trochę zawiedziony słowami Tosi.
CDN...