niedziela, 17 lipca 2016

Morifia po śmierci ojca popadła w otępienie - nie wiedziała, czy płakać, martwić się lub cieszyć, że może następca tronu nie da się manipulować rządowi. Z tego stanu wszelkimi sposobami próbował ją wyrwać Dud; tego dnia spacerowali po królewskich ogrodach, w ciszy przyglądając się rozkwitającej wiośnie.
- Myślę o twoim wierszu - Odezwała się nagle dziewczyna - Wyrecytuj go dla mnie jeszcze raz, proszę.
- Zatrzymaj się na Górze Tchnienia i spójrz w dół głęboko
Zachowaj od zapomnienia ten widok cieszący oko.
Niech czas dla ciebie stanie, niech świat skupi się w jedno
Bo łączą się krainy w Mainie i ich wielkości bledną…
- Stop - Przerwała Morifia tonem królowej - Mówisz o przeszłości czy o przyszłości?
- Nie rozumiem - Dudus zmarszczył brwi.
- Kiedyś wszystkie nasze kraje - Millenia, Lamargia, Invidia, Epitymia, Kupidia, Superbia, Acedan i Thymos były jednym królestwem - Mianem. Czy wspominasz o tym? A może korzystasz z przepowiedzi Strażniczek Świątyni, które twierdzą, że kiedyś na tronie zasiądzie Pierwszy Sprawiedliwy w Mainie i ponownie złączy nasze kraje w jedno?
- Szczerze przede wszystkim ma być to przypomnieniem o jedności, lecz w istocie te cztery wersy zawierają nadzieję na złączenie.
- Mów dalej - Przez cały czas głos Morifii był mechaniczny, a jej wzrok ani razu nie spoczął na przyjacielu.
- Przy cudzie stworzenia tego, co rozłączyć musiało się dawno
Gdzie co moje było jego, a potem oddzielne chciało być sławną…
- Tu ewidentnie masz na myśli przeszłość, lecz ,,cudzie stworzenia”? Uważasz Main jako jeden organizm za cud?
- Uważam, iż bytność tak rozległych obszarów jako jedno niezależne państwo to cud ustrojowy stworzony przez Mainczyków.
- Mainczyczy?
- Tak się kiedyś nazywaliśmy.
Morifia skinęła lekko głową.
- Kontynuuj - Rozkazała - Nie, wróć - ,,oddzielne chciało być sławną”, mówisz o konflikcie Regema Evy ze swym Głównym Doradcą, a mym przodkiem Symvolosem Tomem? Poszło o niezależność Millenii, za nim podążyli inni wysocy urzędnicy i tak rozpoczęła się najkrwawsza wojna w historii Mainu, następstwem której ten jeden, piękny organizm został podzielony na osiem podupadających królestw? Wynikło to jedynie z pychy mego ileś tam pra - pra dziadka.
- Tak, wtedy miałem na myśli te wydarzenia historyczne, lecz dlaczego w odniesieniu do krajów naszej Unii użyłaś określenia ,,podupadające”?
- Nie widzisz, co się dzieje? - Zapytała księżniczka ze złością, stając przed Dudem i pierwszy raz od dłuższego czasu spoglądając mu w oczy - Lamargia żyje w pozornym dostatku przy królu Veterisie Kalumie, lecz od dawna krążą plotki o złu na zamku, Invidia Aneparkisa Malusa stoi w ruinie, mieszkańcy są podzieleni i żyją w strachu, Epitymia to żyzna kraina, lecz egoizm królowej Lasivii Sui i jej nierozsądek sprawiły, iż dobre tereny są źle wykorzystane, ale Epitymianie jej tego nie powiedzą, sami będą zepsutymi; Kupida od zawsze była zachłanna na nowe tereny - wojsko mają dobre, ale Syllektis Auro jest jednie kolekcjonerem złota; w Superbii rządzi tyran - Probus Karnifex, a władcy tego kraju od wieków to ci, którym udało się pozbyć konkurentów i samemu nie zostać zabitym; Acedan od dawna jest podzielony, a młodzi królowie - jedyne państwo, gdzie władze sprawują zarówno król jak i królowa  - Nea i Fresko Zewgosowie na razie korzystają ze swych przywilejów, pozostawiając sejmowi rządzenie, co doprowadziło do kolejnego podziału społeczeństwa, oczywiście oficjalnego; Thymos zaraz po nas jest najpotężniejszy, a może już nas wyprzedził. Konflikt mój ojciec - król Fotia Ira…
- Na czym on właściwie polegał? - Chłopak nagle przerwał ten skomplikowany wywód, jak gdyby ignorował gniew przyjaciółki.
Morifia zawstydzona spuściła wzrok.
- Nie słyszałeś? - A gdy Dud pokręcił głową, księżniczka kontynuowała - Gdy miałam sto pięćdziesiąt sześć lat zostałam przyrzeczona wówczas dwustu cztero letniemu Fotii Irze, kiedy tylko przekroczę dwieście sześćdziesiąt cztery lata. Jednak ja uprosiłam matkę, by uprosiła starego Irę, by dali mi jeszcze czas do ślubu, którego panicznie się bałam. Ten wyraził zgodę i pojechał z synem na wojnę do Acedanu. Dostałam trzydzieści na zastanowienie się, czy chcę wyjść za Fotię… A tak właściwie to czas na ,,wyszumienie się”, jak to ujął Ira. Ten jednak przed upływem terminu umarł, a ja dostałam kolejne trzydzieści lat. Gdy jednak w dniu urodzin dowiedziałam się, że w następną niedzielę mam wyjść za Fotię, zbuntowałam się i wysłałam mu oficjalne pismo z zerwaniem umowy. Wściekł się i wypowiedział wojnę.
- Zaraz… coś mi się przypomina… Czy dodatkowy gniew nie wywołał podrobiony przez Scarletta podpis twojego ojca? - Zapytał mężczyzna ruszając przed siebie; księżniczka podążyła za nim.
- Tak, dokładnie; braciszek ucieszył się z mojej niesubordynacji -Wyjaśniła Morifia - Tak właściwie nie podrobił tego podpisu, lecz poprosił ojca o podpisanie jakichś zaległych papierów z ośrodka, w którym przebywał, że niby takie sprawdzenie po kilku latach, jak się sprawuje tak zwany były zakładnik. Ojciec sprawdził dokładnie dokumenty i nie zorientował się, że prócz miejsca na podpis, reszta jest doklejona na bardzo cienkim, lamargijskim papierze. Pod spodem znajdowało się zerwanie umowy z Fotią Irą.
- Lecz czy litery z drugiego dokumentu nie przebijały przez kartkę? W końcu sama powiedziałaś, że papier był bardzo cienki.
- A i owszem, ale wiesz oczywiście, iż ten papier jest tkany?
- Tkany papier? - Dud uniósł jedną brew - Przecież papier robi się z papy.
- Ale nie lamargijskim papier - ten jest robiony z pajęczej nici.
- No tak, zapomniałem, że żyjemy w magicznym świecie - Dudus puścił oko do przyjaciółki, i choć wyszło mu to trochę niezgrabnie, ta i tak się zaśmiała.
- Nie dokończyłeś wiersza - Zauważyła Morifia.
- A tak - Przytaknął Dud; zmarszczył brwi - Na czym to ja skończyłem…? Już wiem; w istocie jednym jesteśmy rano, choć w nocy się odłączamy
- Dwa znaczenia: Powstanie Nocne, podczas którego zebrali się buntownicy i zaatakowali władze Mainu oraz pozorna zgoda między krainami, które tak naprawdę toczą wojnę.
- Zgadłaś; cieszyć się tym dłużej nie dano, a wmawia się, że tylko tak przetrwamy.
- Jesteś zwolennikiem dawnej wspólnoty - Zauważyła księżniczka - Uważasz, że władza wmawia nam, iż podział na kraje jest słuszny.
- Nie tylko ja tak uważam - Zasępił się chłopak.
- Nie potępiam tego - Westchnęła Morifia; z drugiej strony dowiedziała się, na punkcie czego jej przyjaciel jest wrażliwy - Kontynuuj, proszę.
- Czerpać zatem trzeba z cudu, który nas w jedną koronę obleka
Wyzbądźmy się z życia nienawiści brudu, na który tylko nieprzyjaciel czeka.
- Mimo wszystko jesteś wierny Millenii - Skinęła głową kobieta - Należysz do optymistów i starasz się dostrzec zalety podziału Mainu.
- Gdy widzę, jacy władcy za niedługo obejmą panowanie - Spojrzał z powagą na następczynię tronu.
Morifia spuściła wzrok.
- Ja już się nie nadaję - Odrzekła cicho.
Dud nie odpowiedział na te słowa, jedynie nad nimi rozmyślał. W końcu po pięciu minutach ciszy ponownie się odezwał:
- To dlatego tak ci zależy na udziale w bitwie z Thymosem? - Zapytał trochę smutnym tonem - Bo uważasz, że wyniknął z twojej winy?
- Nie uważam tak - tak jest - Księżniczka wyraźnie posmutniała - Między naszymi krajami mógłby panować spokój, gdybym tylko schowała ambicje oraz dumę i wyszła za Fotię.
- Ale czy byłabyś szczęśliwa? - Dud podszedł bardzo blisko do przyjaciółki - Moim zdaniem wojna wisiała na włosku; Thymos i Millenia nienawidzą się od czasu rozpadu Mainu.
- Nasze małżeństwo miało być aktem zgody między królestwami.
- Miało być uwłaszczeniem sobie Millenii przez Thymos - Chłopak nie dawał za wygraną w argumentacji; przerażała go myśl, że gdyby Morifia była bardziej uległa, straciłby ukochaną, jednocześnie odczuwał ulgę, iż finalnie tak się nie stało.
- Teraz czeka nas zagłada - Dziewczyna nie dała się przekonać.
- Na szczęście dzięki konfliktom w Invidii Thymosanie będą przez chwilę zajęci i odłożą naszą wojnę. Dodajmy do tego fakt, iż nie mamy teraz króla, więc Ira będzie musiał zaczekać, aż Enaret zostanie koronowany i oficjalnie zajmie się sprawami kraju; może mu to zabrać nawet miesiąc.
- Mam nadzieję - Westchnęła księżniczka, po czym znów ruszyła przez ogród.
Po chwili para przysiadła na jednej z kamiennych ławek przed dużą, rzeźbioną Fontanną Zoi, na której znajdowały się podobizny wszystkich bóstw Mainu. Sama Zoi jest uznawana za boginię życia.
- Właśnie przypomniało mi się - Zaczęła nagle Morifia - Jak powiedziałam Scarlettowi z gniewem, że jego taktyką są maski.
- Takie… różne oblicza, tak? - Mimo poetyckich zapędów, Dud czasem nie pojmował niektórych metafor.
- Tak - Księżniczka skinęła powoli głową - Lecz teraz po rozmowie z tobą wydaje mi się, iż to ja częściej wdziewam maski, by pokazać, jaka to nie jestem silna, gdy tak naprawdę jestem słaba i przestraszona.
- Nie mów tak - Mężczyzna przytulił przyjaciółkę - Ty po prostu starasz się być lepszą wersją siebie, a Scarlett stara się manipulować; nie myśl, iż jesteś podobna do niego. To właściwie dobrze, że nie próbujesz okazywać swej słabości.
- Czasem bym mogła, ponieważ wieczna odwaga może być dla mnie zgubna.
- Przesadzasz - ludzie cię kochają, ponieważ łączysz w sobie cechy wojowniczki i opiekunki. Udało ci się to, bo nie okazujesz zbyt wiele słabości, nie wywyższając się i gloryfikując własnej osoby przy tym.
- Mimo wszystko wojna z Thymosem to moja wina i takiej wersji będę się trzymać - westchnęła Morifia odsuwając się od przyjaciela.
Dud nie wiedział już co zrobić; szczęście księżniczki leżało mu na sercu bardziej niż jego własne, lecz równocześnie chciał je z nią dzielić; teraz miał okazję, ale nie chciał wykorzystywać słabości Morifii. Nie był przecież draniem.
- O czym myślisz? - Zapytała nagle dziewczyna.
- Ja? - Zapytał głupio Dudus - Myślę o tym, że chcę, byś była szczęśliwa.
- Będę tylko wtedy, gdy odzyskam spokój.
- To znaczy, gdy weźmiesz udział w bitwie?
- Tak, a w razie przegranej - jeśli umrę.
- Nie mów tak - Wyszeptał Dud przybliżając się do Morifii - To na pewno strata ojca potęguje wszystkie twoje obawy…
- Dlaczego wszystkim się wydaje, iż po śmierci króla jestem załamana?! - Odparła nagle ze złością dziewczyna - Myślicie, że aż tak mi na nim zależało? Nie, to przez niego wybuchła wojna, to on chciał mnie sprzedać Fotii za pokój, przez jego brak zrozumienia posunęłam się do oszustwa!
Młody wojownik zwiesił głowę ze smutkiem i milczał przez jakiś czas, lecz księżniczka nie spuszczała z niego wściekłego spojrzenia.
- To w tobie tak długo siedziało - złość na ojca - Odparł w końcu.
Tym razem to następczyni tronu wbiła wzrok w ziemię.
- Za każdym razem bijąc w ten płócienny worek wyobrażałam sobie, iż biję w ojcowskie ego - Wyznała przez zaciśnięte zęby, nie podnosząc głowy - Nie chcę być królową - Dodała po chwili milczenia - Nawet nie lubię mieszkać w pałacu; wolałabym już żyć w jednej z tych dzielnic, tak jak ty.
- Nie lubię ich; preferuję spokojniejsze życie, na przykład na farmie.
- Ale los rzucił nas na bogactwo i tak tu musimy tkwić jeszcze przez setki lat.
- Chyba że prędzej nas zabiją.
- Ewentualnie - Morifia westchnęła; nagle dziewczyna roześmiała się - Jakiż nastrój się nam udzielił - Powiedziała.
- Samobójczy wręcz - Dodał Dud również ze śmiechem - Lepiej umrzeć niż cierpieć w dostatku - Zażartował kąśliwie.
Przyjaciele śmiali się przez chwilę; Morifia spojrzała na roześmianego Dudusa i w przypływie emocji pocałowała go. Chłopak był trochę zszokowany, lecz nie pozwolił uciec okazji z rąk i odwzajemnił pocałunek.
CDN...

niedziela, 10 lipca 2016

NAJCIĘŻSZY DZIEŃ
Nad ranem udało się dziewczynie zasnąć, niezbyt głęboko, lecz znacznie spokojniej niż uprzednio. Spała około trzy godziny, a obudził ją ból brzucha oraz odgłosy dochodzące z kuchni. Domina zeszła do pomieszczenia opatulona w lichy szlafrok.
- Witaj, mamo - Przywitała się z rodzicem.
- Dzień dobry kochanie - Kobieta uśmiechnęła się do córki podając jej śniadanie.
Panna Pater musiała coś zjeść, by przyjąć tabletki - dwa razy większą dawkę, ponieważ ból nasilał się, gdy tylko pomyślała o wyborach.
- Denerwujesz się? - Zapytała pani Pater widząc córkę sięgającą po leki.
Rodzice Dominy sądzili, tak samo jak władze kraju, iż dziś w Exilum odbywają się wybory na przewodniczącego Rady Okręgu Exilum. Nie mogli przypuszczać, co zamierza zrobić ich dziecko.
- Trochę - Skłamała dziewczyna - Nigdy nie występowałam w podobnej roli, a wszyscy przekonują mnie, jakie to mam duże szanse na wygraną, więc obawiam się nieznanego stanowiska - Uśmiechnęła się delikatnie, by matka się nie martwiła - Teraz przepraszam - Zaczęła wstając od stołu - ale muszę iść się ubrać stosownie do okazji… Nie wiem tylko, czy mam na tyle odpowiednie ubrania…
- Pożyczę ci coś - Matka mrugnęła zachęcająco okiem.
Domina ucieszyła się w duchu; wiedziała, co powiedzieć, by osiągnąć cel, a przynajmniej w takich prozaicznych sprawach.
Pani Pater pożyczyła córce swoją najładniejszą sukienkę, jeszcze za czasów panieńskich - oliwkową sukienkę - tubę do kolan z wysokim kołnierzem zapinanym tylko na jeden guzik, dlatego między zakrytą szyją a klatką piersiową była dziura odsłaniająca zadbane ciało dziewczyny, lecz nie wyglądało to wulgarnie. Matka upięła Dominie włosy w ciasnego, wysokiego koka oraz pomogła dziecku się pomalować.
- Wyglądasz pięknie - Powiedziała łzawym tonem, gdy ostatni raz pociągnęła czerwoną szminką po wargach Dominy.
- Dziękuję - Młoda kobieta pozwoliła matce pocałować ją w czoło - Jeszcze buty - Przypomniała podchodząc do szafy i wyciągając z niej czarne, starsze już czółenka, które jednakże wciąż na nią pasowały.
- Wyglądasz idealnie - Zachwycała się pani Pater.
- Dziękuję, a teraz muszę już iść, kazano mi być wcześniej - Wyjaśniła na widok zdziwionego matczynego spojrzenia.
- Dobrze - Pani Pater wstała - Powodzenia, moje dziecko - Życzyła cicho całując córkę w oba policzki.
- Nie dziękuję - Odpowiedziała Domina ze śmiechem, choć nie wierzyła w zabobony.
Dziewczyna wyszła i w wielkim pośpiechu podążyła na postój dla karetek, czyli dużych powozów, mieszczących około dziesięć osób. Każda z nich jechała w innym kierunku, nierzadko w tym samym, lecz rozdzielając się w pewnym momencie. Niezwykle ważne było wsiąść w odpowiednią, ponieważ później już nie było odwrotu, a postojów na trasie każdej karetki było około trzech - czterech. W dodatku kursowały co godzinę, więc jeśli ktoś się spóźnił lub nie zmieścił miał do wyboru czekanie, albo pójście na piechotę, co często wydawało się lepszą opcją.
Na przystanku stało już kilkoro podróżnych, w tym dwójka dzieci. Dominie nigdy nie podobało się, iż mali Milleńczycy muszą podróżować w takich warunkach. Jednak być może lepiej było, by przyzwyczajali się do takich warunków już od najmłodszych lat.
Panna Pater czuła się śmieszne wśród czekających wraz z nią; wystrojona jak na randkę wyglądała raczej na jedną z urzędniczek kontrolującą, według rządu, rozwój najbiedniejszych części Millenii, lecz mieszkańcy Exilum uważali, iż sprawdzają, czy ktoś jeszcze się trzyma i czy w związku z tym trzeba utrzymywać mit o rozwoju zapomnianej części kraju.
Stara karetka przyjechała wyrywając swym odgłosem dziewczynę z zamyślenia. Wtedy również kobieta zorientowała się, iż na przystanku stoi znacznie więcej osób niż wtedy, gdy ona tu przyszła. Jednak udało się Dominie wsiąść do karetki jadącej w stronę Rady Miasta, lecz liczba podróżnych z pewnością przekraczała dziesięć.
Tak to właśnie działało - mieszkańcy Exilum i im podobni pchali się jak zwierzęta w powozach, jadąc do miejsc, które wcale nie przekraczały warunków jazdy swoimi standardami. W tej wiosce wszystko było stare i zaniedbane, ponieważ rybołówstwo - jedyny zawód w wiosce (trzeba wiedzieć, iż wioski są dzielone ze względu na uprawiany zawód) stało się mniej opłacalne niż przed laty, a rządzący dbali o utrzymanie pozorów w Mainie, w świadomości którego funkcjonowali jako kraj pełen dostatku i urodzaju i nie przejmowali się biednymi krajanami, skoro ci jakoś dawali sobie rady.
Teraz Domina Pater kolejny raz doświadczała szarej rzeczywistości, która zniknęła na chwilę, gdy dziewczyna miała okazję od czasu do czasu rezydować w pałacu - ciepłym, bezpiecznym, luksusowym miejscu. Młoda kobieta obserwowała jadące z nią osoby - parę staruszków, czworo dzieci oraz Milleńczyków w przedziale wiekowym dwieście sześćdziesiąt - siedemset pięćdziesiąt lat. Uwagę Dominy zwrócili najmłodsi pasażerowie - ściśnięci wśród innych, kurczowo trzymający się mamy lub taty i spoglądający na nich z paniką w oczach. Potem spojrzała na najstarszych - pamiętali oni najgorsze lata ucisku, lecz wtedy z walczyli z nadzieją na lepszą przyszłość. Nie mogli wiedzieć, że władza potraktuje ich jak pospólstwo, które z czasem w biedzie wyginie. Dziewczyna omiotła wzrokiem wszystkich zgromadzonych - ich wymizerniałe twarze, wystraszone spojrzenia dzieci, stare ubrania i ziemista cera, do tego skrzypiąca, mała, niewygodna, drewniana karetka oraz wywoływane przez nią uczucie klaustrofobii przypomniały Dominie zdjęcia z podręcznika przedstawiające coś ze świata ludzi, co tam jest nazywane komorą gazową. Kobieta wiedziała, że to w czym teraz uczestniczy nijak się do tego nie umywa, ale czuła, że w takich warunkach równie dobrze można wywozić Milleńczyków na śmierć. Zwłaszcza gdy w pewnym momencie jedno z dzieci zaniosło się płaczem.
- Ja nie chcę tu być - Łkało na pytanie matki, co się stało.
Nagle karetka zatrzymała się na pierwszej stacji. Wysiadło kilku pasażerów, lecz ich miejsce zastąpiła większa ilość mieszkańców Millenii, dlatego przestrzeń zdawała się maleć z każdym oddechem. A że Domina nie należała do osób wysokich, odczuwała ten dyskomfort szczególnie. Na kolejnej stacji wysiadło dwóch Milleńczyków, a wsiadło pięciu. Kierowca nie zważał na fakt, iż liczba pasażerów przekracza dopuszczalną granice dwukrotnie. Pannie Pater zrobiło się trochę żal dzieci, której wraz z nią jechały, lecz natychmiast przypomniała sobie swoje dziecinne doświadczenia z karetkami i jej przyjazne uczucia momentalnie zniknęły, a dziewczyna przyjęła poważny wyraz twarzy.
W końcu karetka dojechała do Rady Miasta, a Domina wysiadłszy z niej nareszcie poczuła świeże powietrze w płucach, miast odoru spoconych ciał. Dodatkowo dziewczyna jako kandydatka nie wchodziła wraz z całą gawiedzią głównymi drzwiami budynku, tylko przywilejem dla niej było wejście tylnymi drzwiami, aby uniknąć reakcji tłumu, której nie można było się spodziewać, czy będzie pozytywna bądź negatywna lub by kandydat nie próbował jeszcze namawiać zgromadzonych na oddanie na niego głosu.
W małym pokoiku wydzielonym dla kandydatów Domina Pater spotkała swego rywala - Megala Chamena drepczącego nerwowo po pomieszczeniu i strzelającego od czasu do czasu palcami.
- Witaj - Przywitała się oficjalnie, zamykając drzwi.
- Dzień dobry, Domino - Odparł chłopak mechanicznie z cieniem sarkazmu w głosie - Jaki piękny dziś dzień nieprawdaż? W sam raz na wygraną - Uśmiechnął się sztucznie - Ale tak bywa po łagodnej nocy, podczas której spokojnie można roznosić propagandowe ulotki, czyż nie? - Był coraz bardziej zdenerwowany - Wszyscy nabiorą się na te twoje hasełka i wygrasz, co?
- Taką miałam nadzieję urządzając tę akcję - Domina nie dała się zbić z tropu; znała Megala i wiedziała, jakie metody stosuje, by wyjść na swoje - Dziękuję, że mi to mówisz, teraz czuję się znacznie pewniej wiedząc, iż twój zawód będzie mniejszy i oszczędzisz głosującym widowiska  zawiedzionego, rozhisteryzowanego chłopca - Odrzekła, patrząc cały czas w oczy rywalowi.
Chamen zasępił się i posłał dziewczynie mordercze spojrzenie, lecz jego złość jedynie napędzała Dominę oraz zmniejszała jej stres.
Ostatnie dziesięć minut przed wyjściem na podest para spędziła w milczeniu, choć wydawało im się, iż gdyby tylko któreś z nich się odezwało, nawiązałaby się ciekawa konwersacja. Jednak musieli pozostać spokojni i opanowani przez kolejne trzy godziny, tyle bowiem trwało głosowanie, podczas którego kandydaci musieli być stale obecni na sali i musieli przyglądać się głosującym. Nie miało to większego sensu, zwłaszcza że nic prócz obserwacji nie wolno im było robić.
Domina ledwo przeżyła te sto osiemdziesiąt minut; w lokalu było gorąco, co chwilę ktoś prychał, skrzeczał, kasłał, smarkał, a wszystko to było tak degustujące w połączeniu z parną atmosferą, że dziewczynie zaczęło się robić słabo. Na szczęście mogła mieć pod ręką butelkę wody, która ratowała ją przed utratą przytomności. Niestety kobieta nie dysponowała nią roztropnie, dlatego ostatnią godzinę spędziła spragniona i bliska omdlenia. Jednak w najkrytyczniejszym dla niej momencie rozległ się dźwięk uderzenia w gong i męka kandydatów zakończyła się. Na czas podliczania głosów zostali, tak jak głosujący, wyproszeni z sali.
Domina wyszła na zewnątrz, by odetchnąć świeżym powietrzem, to znaczy - powietrzem Exilum, pełnym smrodu ryb, pomyj wylewanych na ulice, ponieważ kanalizacja od dawna nie działała sprawnie oraz dusznego dymu z kominów, a w tamtym momencie do tej wyjątkowej mieszanki dochodziła duchota, która utrudniała oddychanie. Było to jednak lepsze niż powietrze w sali, z której dziewczyna przed chwilą wyszła. Za nią podążył Chamen, lecz rywale nie mieli zamiaru ze sobą rozmawiać, jedynie wymieniali się złowrogimi spojrzeniami. Spędzili tak długie pół godziny, podczas których głównie wpatrywali się przed siebie i pocili się na upale. W pobliżu nie było nawet ogrodu czy fontanny, aby trochę się schłodzić. Dla obojga ten dzień już należał do jednego z najcięższych, a jeszcze się nie skończył i wszystko mogło się zdarzyć. A najważniejsze było przed nimi.
Do kandydatów wyszedł jeden z pilnujących porządku na sali urzędników i zaprosił ich do środka. Sala, do której weszli ponownie, była tym razem przewietrzona, a Domina wiedząc, że spędzą tam najwyżej godzinę, odetchnęła z ulgą, ponieważ miała już dość centrum Exilum. Dziewczyna usiadła na swym poprzednim miejscu i w trakcie czekania, aż zgromadzeni się uspokoją oraz aż urzędnicy przygotują nagrodę dla zwycięzcy - czerwono - niebieską szarfę dla przywódcy i metalową, ozdobną, wysadzaną cyrkoniami sprzączkę do przypięcia na ubranie - Domina obserwowała Mieszkańców Exilum, podekscytowanych i podenerwowanych wizją powstania; dziewczyny nie zdziwiło, gdy coraz więcej Milleńczyków nie będących Wyklętymi zaczęło się zgłaszać do niej lub do Nykuru Patera w sprawie plotek o spisku, do którego chcieliby się przyłączyć. Teraz liczyła na ich głosy.
- Proszę o spokój - Powiedział donośnym głosem Pierwszy Urzędnik Okręgu Exilum; w sali natychmiast zapanowała cisza - Znamy już wyniki głosowania na Przewodniczącego Rady Exilum - Odebrał od swego pomocnika kopertę - Zdecydowaną większością trzydziestu procent głosów to stanowisko obejmie… - Wszystko to brzmiało jak żywcem wyjęte z programu telewizyjnego - Domina Pater.
W tym momencie twarz dziewczyny rozświetlił szeroki, promienny uśmiech, który posłała w stronę głośno klaszczących Mieszkańców Exilum oraz Wyklętych.


Scarlett wpatrywał się w kapłana, który nakładła na głowę Enareta koronę. Była to tylko próba koronacji, lecz młody Tom i tak poczuł ukłucie zazdrości. Czuł się, jak gdyby jego ukochaną pojął za żonę inny mężczyzna. Mimo wszystko wiedział, że do prawdziwej koronacji jego brata nigdy nie dojdzie. Dlatego teraz z zadziwiającym dla jego matki spokojem przyglądał się wszystkiemu.
- Na początku wątpiłam, iż w ogóle uraczysz nas swą obecnością, synu - Rzekła; królowa stawała się coraz śmielsza w podejmowaniu rozmów, bez obawy, że nagle wybuchnie niekontrolowanym płaczem.
- Stwierdziłem, że i tak będę musiał to za nie długo oglądać i żeby uniknąć napadu histerii, powinienem się przyzwyczaić do tego widoku - Odpowiedział Scarlett z szelmowskim uśmiechem.
- Jestem pod wrażeniem - Mitis skinęła powoli głową, a kącik jej ust zadrgał, pierwszy raz od śmierci męża.
- Mianuję cię na króla, Enarecie Justusie Tomie, z ręki boskiego Teomina- Odrzekł kapłan, rozkładając ręce przed przyszłym królem w geście przyzwolenia - Jesteś gotów. Twe nowe imię brzmi Paratis- Kapłan skłonił się młodemu mężczyźnie.
Enaret wstał, zmierzył zebranych spokojnym, aczkolwiek pewnym siebie spojrzeniem, po czym uniósł berło i jabłko i głośno powiedział:
- Jestem gotów, Najdostojniejsza Millenio. Przyjmij mnie na swego nowego władcę, a będę ci służył wiernie do ostatnich mych dni. Tak mi dopomóżcie bogowie.
W sali zagorzało od oklasków.
- ,,To jest nasz król, on nas poprowadzi do glorii” - Mówiły twarze zgromadzonych.
W tym momencie jego najmłodszy brat myślał, jak tu się przyszłego władcy pozbyć. Wiedział, że pomoże mu w tym Gatis Syner, Tymczasowy Zwierzchnik Królestwa. Postanowił udać się do niego po ostatniej lekcji z Fortisem. Jutro jego brata czekał test i Scarlett musiał się spieszyć.
Zgromadzeni w sali musieli poczekać, aż insygnia królewskie zostaną na ich oczach odłożone do złotych skrzyni i zabrana przez kapłanów oraz gwardzistów do krypty.
Po zakończeniu ceremoniału Enaret podszedł uradowany do swej matki.
- Czy widzisz mnie jako godnego następcę mego ojca, a naszego króla? - Zapytał oficjalnie, lecz w jego oczach tańczyły ogniki.
Mitis podeszła wolnym krokiem do pierworodnego, zsunęła trochę czarną chustę z głowy i uniosła ją, by spojrzeć synowi w oczy.
- Wielu możnych tego świata wygląda jak królowie, od ciebie jednak bije królewskość, a to stokroć ważniejsze - Mówiła cicho, lecz zdecydowanie - Jesteś jeszcze młody, lecz korona na twej głowie przed chwilą wydawała się być na najwłaściwszym miejscu i mam nadzieję, że pozostanie tam przez setki kolejnych lat - Czule ujęła policzek Enareta - Już jestem z ciebie dumna; czekam na twe panowanie.
- Dziękuję ci, matko - Młody Milleńczyk ukląkł na jedno kolano i skłonił głowę jak przed jedną ze świętości.
Scarlett zmierzył tę dójkę wzrokiem.
 ,,Ze mnie też będzie dumna” - Pomyślał z palącą zazdrością.
Wtedy do Toma podszedł jego starszy brat.
- Możemy iść do twej komnaty? - Zapytał Fortis lekko - Chciałbym to jak najszybciej napisać, bo wieczorem umówiłem się z taką jedną dziewką.
- ,,Dziewka” brzmi, jakbyś spotykał się z prostacką chłopką, a znając twoje upodobania, bracie, jest to pewnie zasłużonej urody młoda dwórka - Powiedział Scarlett z przekąsem, kierując kroki ku drzwiom - Jak jej na imię?
- Decora Atrium - Odpowiedział Fortis z szerokim uśmiechem - Jedna z najładniejszych dziewczyn w całym pałacu.
- Hebanowe włosy, duże oczy i talia osy - Scarlett również nie krył oczarowania młodą kobietą - Widzę, że tym razem łowy wyjątkowo ci się udały - Zaśmiał się Scarlett, choć ganił się w duchu, że przyjmuje ton i manierę starszego, głupszego brata - Dobra, chodź - Przyśpieszył kroku na schodach - Rozprawimy się z tym szybko - ,,A potem pójdę do Gatisa, by się ciebie pozbyć” - Dodał w myślach.
- Uczyłem się w każdej wolnej chwili, czyli prawie cały czas - Fortis pozostawał w wyśmienitym humorze, nie znając oczywiście zamiarów brata.
Scarlett wprowadził żołnierza do swej komnaty, posadził go przy biurku, podał mu plik kartek oraz kałamarz i rozkazał pisać. Test próbny trwał tyle, co prawidłowy, czyli dwie godziny, ponieważ podane zostają wszystkie pytania, w różnej kolejności i na każde trzeba odpowiedzieć pisemnie.
Już po dwudziestu minutach skronie Fortisa były mokre od potu, potem ręce, oddech mu przyśpieszył, a brwi zmarszczyły się. Dla Scarletta te oznaki oznaczały słabą znajomość materiału przez brata, jednak gdy po dwóch godzinach starszy Tom oddał sprawdzian, a ,,nauczyciel” począł go sprawdzać, przekonał się, iż dobrze przygotował wojownika do testu.
- Osiem błędów na dwadzieścia możliwych - Scarlett przełknął ciężko ślinę, choć próbował wyglądać na zadowolonego ze swego pierwszego ucznia - Tylko nagła amnezja nie pozwoli ci zdać - Oddał test ze sztucznym uśmiechem.
- Dziękuję, bracie - Fortis przyglądał się swej pracy z niełamaną satysfakcją - Dzięki temu mogę zostać królem, jeżeli nagle ktoś otruje Enareta - Zaśmiał się głośno.
Na te słowa młody Tom zbladł.
- Co masz na myśli mówiąc ,,otruł”? - Zapytał zdenerwowany - Insynuujesz coś? Sądzisz, że król…
- Nic nie sądzę, braciszku - Fortis najwyraźniej był ślepy i głuchy, że nie zauważył dziwnej reakcji brata - Tak mi się powiedziało; ja zawsze myślałem, że ty darłeś koty z ojcem, a tu nagle obawiasz się, że ktoś mógł zamordować króla? - Mężczyzna wciąż wesół oddał bratu test.
- Nie boję się o świętej pamięci zwłoki ojca - Odparł Scarlett ostro - tylko o to, że jeżeli ktoś wyeliminował władcę, to Mozę to uczynić również z nami.
- Sądzisz, iż ktoś dybie na nasze niewinne życia? - Prychnął wojownik - Chyba przeceniasz wartość swej egzystencji, mój drogi młodszy bracie - Ton jego głosu stał się sarkastyczny.
- To wszystko? - Tom nie chciał przedłużać tej rozmowy bojąc się przypadkowego ujawnienia prawdy.
- Tak, mój panie - Fortis wykonał głęboki ukłon, po czym ze śmiechem wyszedł z komnaty.
Scarlett odetchnął głęboko.
- ,,Nie daj się wyprowadzić z równowagi” - Powtarzał sobie w myślach.
Wtem książę przypomniał sobie o pewnym istotnym szczególe; wyszedł ze swej komnaty i gdy tylko zobaczył pierwszego lepszego pracownika pałacu, zawołał:
- Ej, ty - tak, do ciebie mówię - Podpowiedział, kiedy ogrodnik z sekatorem w ręku wskazał z lekka osłupiały na siebie; najmłodszy Tom nigdy niczego od niego nie żądał - Przynieś mi popołudniową prasę codzienną, albo powiedz, jeśli łaska, jak dzisiejsze wyniki głosowania w Exilum? O ile znasz odpowiedź.
- Z tego, co w kuchni gadali wiem, że wygrała panna Domina Pater - Odpowiedział mężczyzna niezbyt pewnym głosem.
- W porządku, możesz odejść, ale wpierw zawołaj jednego z nadwornych kurierów.
- Tak, mój panie - Ogrodnik schylił się niżej niż Fortis uprzednio i uciekł czym prędzej.
- Banda strachliwych pierdoł - Odrzekł Scarlett, gdy zamknął za sobą drzwi swojej sypialni - Za nie długo to zmienię.
Tom usiadł przy biurku i począł pisać krótki, rzeczowy list oraz jeden telegram, jeśli można tak to nazwać - informację o spotkaniu. W tym samym momencie, w którym schował kartki do kopert, do drzwi komnaty ktoś zapukał.
- Wejść - Rozkazał książę swym tradycyjnym, mało uprzejmym tonem.
Do pokoju wszedł wysoki, szeroki w ramionach kurier w żółtym stroju.
- Wzywałeś mnie, panie - Skłonił się.
- Tak - dostarcz te wiadomości do adresatów; ich nazwiska są umieszczone na kopertach - Scarlett podał słudze listy.
- Jak rozkażesz, mój panie - Kurier skłonił się po raz wtóry, choć nienawidził tego robić, po czym wyszedł, bez słowa podziękowania ze strony ,,swego pana”.
Pierwsza z wiadomości zawierała wezwanie Gatisa Synera do pałacowego sadu, a druga - gratulacje dla Dominy i prośba o przybycie wraz z kurierem, zapewne w godzinach wieczornych.
Scarlett przebrał swe eleganckie szaty na czarne spodnie i czarny podkoszulek, który kiedyś ukradł gwardzistom, gdy ci zatrzymali człowieka na terenie Millenii; wysoko postawionym Milleńczykom nie przystoiło nosić takich ludzkich rzeczy, dlatego Tom, by pozostać niezauważonym, wymknął się schodami ukrytymi za biblioteczką w swej komnacie. Przejście prowadziło wprost do jednej z nieużywanych komnat dla gości (zapewne kiedyś te schody służyły dla jednego z członków rodziny królewskiej do potajemnych spotkań z kochanką lub kochankiem niższego stanu). Znajdowała się ona na pierwszym piętrze, dlatego Scarlettowi nie pozostawało nic innego niż skoczyć z okna, na szczęście wprost na rabatę. I tak Tom chyłkiem uciekał nieraz z pałacu. Teraz otrzepał ubrania z ziemi, założył zawieszone na kołnierzu koszulki okulary przeciwsłoneczne i ruszył przed siebie.
CDN...