. W hallu natknął się na młodszego brata, który w pośpiechu i zamyśleniu schodził po schodach.
- Witaj - Powiedział dość oficjalnie.
Scarlett nie odpowiedział, jedynie zszokowany wpatrywał się w Enareta; był pewny, iż ten jest teraz uwięziony na Ziemi. Przed chwilą dostał informację od Gatisa, że portale zostały zamknięte, co więc w takim razie robi tu przyszły król.
- No cześć… - Odparł w końcu schodząc z ostatniego stopnia bardzo wolno - Byłeś już u Gianny?
- Tak.
- Sądziłem, iż jeszcze nie wrócisz.
- Poszedłem wcześniej - nie mogłem wytrzymać.
- Rozumiem - Skinął głową młodszy Tom lustrując brata i próbując wymyślić plan awaryjny - Dokąd się teraz udajesz?
- Myślałem o swojej komnacie, lecz nie nie miałem w planach tak naprawdę nic konkretnego - Enaret wzruszył ramionami.
- To dobrze - Scarletta nagle olśniło - Ponieważ Fortis chce się z Toba spotkać.
- Ze mną? - Książę wskazał na swoją osobę - Dlaczego?
- Głupie pytanie - Scarlett pokręcił głową; podszedł do brata, objął go w ramionach i zaczął prowadzić w głąb zamku - Przecież dziś ma najstraszniejszy test w swoim życiu - Teoretyczną Część Wielkiego Testu, a ty tak po prostu o tym zapomniałeś? Nawet ja pamiętam.
- Ponieważ go przygotowywałeś - Rozzłościł się trochę Enaret.
- Nieważne - Machnął ręką jego brat - Fortis chce porozmawiać ze swym ukochanym bratem, prosił mnie, bym cię sprowadził, więc oto jestem.
- Wszystko w porządku, ale dlaczego idziemy na zaplecze zamku? - Zapytał przyszły król rozglądając się po zapuszczonej części pałacu.
- Bo tam jest Fortis - Odparł Scarlett ze zdziwieniem - Za chwilę znajdziemy się w zbrojowni, gdzie nasz braciszek się relaksuje.
Starszy Tom postanowił nie zadawać więcej pytań, tylko grzecznie usłuchać brata. Jednak gdy znaleźli się w zbrojowni naszły go wątpliwości.
- Gdzie jest Fortis? - Zapytał, lecz nie usłyszał odpowiedzi; zamiast tego poczuł mocne uderzenie w potylicę - to ostatnie, co zapamiętał.
Scarlett stał nad powalonym ciałem brata, jednak nie przyglądał się zbyt długo; skrępował ręce i nogi Enareta grubymi powrozami, które znajdowały się w pomieszczeniu oraz zaklebnował mu usta jedwabnym pasem od zbroi. Następnie zamknął brata w pokoju, by pobiec czym prędzej do Gatisa Synera.
- Otwórz Portal Północny - Rozkazał bez przywitania; sapał jak szalony.
- Ciebie również miło widzieć - Odparł polityk z sarkazmem, przerywając pisanie czegoś - Dlaczego wparowujesz do mej komnaty jak do siebie i od progu zasypujesz mnie rozkazami.
- Nie przeginaj - Scarlett ze złością podszedł do mężczyzny i chwycił go mocno za kołnierz - Otwórz Portal Północny - Wysyczał.
- Po co? - Wychrypiał Syner.
- Bo mój ukochany braciszek poszedł do swej laluni troszeczkę wcześniej i za to leży skrępowany w zbrojowni na parterze - Powiedział spokojnie, puszczając ubranie polityka - Za godzinę otwórz portal na pół minuty.
- Nie mogę.
- Możesz - Scarlett wyrzucił ręce w górę i począł przechadzać się po komnacie - Zastępujesz króla w tym kraju, otworzenie jednego marnego portalu nie powinno robić ci różnicy.
- Spróbuję otworzyć jeden z bocznych, na pewno nie główny, lecz to będzie trudne.
- Dlaczego.
- Takie przepisy - Mężczyzna wzruszył ramionami.’
- Przepisy - Westchnął ciężko książę - Te durne przepisy, które podkładają kłody pod nogi miast pomagać, co mają w założeniu, prawda?
- Tak… - Odpowiedział Syner niepewnie, gubiąc się w wywodach Toma - Zrobiłeś się ostatnio mocno nerwowy…
- To przez tę farsę z puczem, nieważne - Scarlett machnął ręką - Za godzinę Portal Północny ma być otwarty.
- Ale mówiłem już…
- Nic mnie to nie interesuje, obejdź przepisy - Rzucił książę na odchodne - A gdybym nie zdążył na test Fortisa, to mu to jakoś wytłumacz; jestem zajęty - Po czym wyszedł równie szybko jak się pojawił.
Scarlett udał się do swej komnaty, skąd zabrał czarny płaszcz z wielkim kapturem - ten sam, który miał na sobie podczas wycieczki do Nykuru Patera - i tajemnym przejściem zszedł do zbrojowni. Enaret na szczęście jeszcze się nie ocknął.
Młody Tom zarzucił braterskie bezwładne ciało przez ramię, udał się do stajni, zabrał najszybszego konia i pocwałował, z bratem przerzuconym przez koński grzbiet i na wszelki wypadek zawiązanym.
Tempo było tak zawrotne, że Scarlett pokonał całą trasę w trochę ponad pięćdziesiąt minut. Kaptur płaszcza spadał mu z głowy cały czas, lecz mimo zdenerwowania książę nie zwalniał. Bardziej denerwowało go czekanie na otwarcie portalu. Nagle w dziurze przypominającej wejście do jaskini pojawiła się niebieska łuna.
- Dzięki, Gatis - Scarlett uśmiechnął się do siebie, po czym rzucił nieprzytomnego brata w głąb czeluści; nim ciało spadło, ciemność ponownie ogarnęła portal.
Tom spojrzał na zegarek ukryty w pole płaszcza - dochodziła godzina dziewiąta trzydzieści, o dziesiątej miał zacząć się Wielki Test; książę był pewny, że nie zdąży.
- ,,Może to i lepiej - Pomyślał - Ostatnio byłem chyba zbyt miły dla mego brata”
Po czym wsiadł na konia i tym razem galopem udał się do zamku.
W istocie Fortis miał nadzieję, iż jego nauczyciel będzie go wspierał przed rozpoczęciem egzaminu. Scarlett jednak zniknął i nikt nie miał pojęcia, gdzie może być. Kwadrans przed rozpoczęciem zadania wojownik rozgoryczony udał się przed salę, w której miał pisać. Ku swemu zdziwieniu zastał tam Gatisa Synera.
- Dzień dobry - Przywitał się nie znając zbyt dobrze polityka - Co pan tu robi?
- Przyszedłem w zastępstwie twego młodszego brata - Syner uśmiechnął się nieszczerze, czego jednak jego rozmówca nie zauważył - Wypadła mu nagle pewna wybitnie ważna sprawa związana z Dniami Wolnej Polityki dla Młodzieży; gorąco chciał ci dopingować, lecz sam widzisz… - Rozłożył ręce w dyplomatyczny sposób - Siła wyższa.
- Trudno - Westchnął Fortis - Lecz myślałem… Nieważne - Machnął ręką - To byłoby niepodobne do mego brata, gdyby się tu zjawił; niemożliwym jest, by okazywał sympatię na dłużej, nie pozwala sobie na to…. Ale co mnie to obchodzi - Mężczyzna nagle znów stał się sobą - aroganckim i pewnym siebie - Po co mi młodszy braciszek, skoro jestem perfekcyjnie przygotowany do wyzwania - Poprawił marynarkę od garnituru, który dziś wyjątkowo założył.
- W takim razie życzę powodzenia jedynie zgodnie z tradycją - Gatis w mocnym uścisku potrząsnął ręką księcia, po czym odszedł.
Fortis powtórzył jeszcze wszystkie zasady dla utrwalenia nim został wezwany do sali.
Mężczyzna pisał pewnie; jeżeli na początku odczuwał jakikolwiek stres, teraz już nie mógł sobie o nim przypomnieć. Test wydawał mu się prosty i wręcz przyjemny. Pisał z uśmiechem na twarzy, co wywołało zdziwienie komisji nadzorującej przebieg egzaminu.
Po dwóch godzinach Fortis mimo malującego się na jego twarzy wyczerpania, niemalże w podskokach znalazł się przed stołem komisyjnym, by oddać test, a następnie równie wesoło wyszedł z sali. Był pewny dobrego wyniku.
Rzeczywiście - jedynie odpowiedzi na dwa lub trzy pytania były błędne, a reszta perfekcyjna.
- To pytanie zamieńcie z tym - Mówił Gatis - Temu zmieńcie formułę, tu dodajcie ,,nie”… .
Mężczyzna dyktował tak przez pół godziny, aż w końcu podliczone przez komisję punkty nie pozwalały zdać księciu testu - brakowało mu dwóch poprawnych odpowiedzi.
- Tak mało brakowało… - Odparł Syner z sarkazmem.
- W istocie - Skinął głową jeden z egzaminatorów - A teraz gotówka.
- Oczywiście - Polityk wyciągnął z marynarki cztery pliki banknotów i rozdał je kolejno trzem mężczyznom oraz jednej pani - Dziękuję państwu - Skinął głową i wyszedł.
W tym samym czasie Scarlett wprowadzał ostatnie poprawki do swej płomiennej przemowy; po swoim powrocie upewnił się, iż portal jest zamknięty, a zbroje uszkodzone, więc teraz zajął się swoim zadaniem, ponieważ wszystko wydawało się być zgodne z jego oczekiwaniami.
- ,,Byleby Domina nie zawiodła” - Myślał.
Nie pokazał tego po sobie, lecz zdenerwował się, gdy usłyszał od dziewczyny, iż jej dziadek chce ją obsadzić na tronie, a jego samego wygnać, choć książę domyślił się, że chce go raczej zabić. Postanowił zatem po rebelii wdrożyć w życie kolejny plan.
Nagle mężczyzna usłyszał pukanie do drzwi; nakazał wejść.
- Witaj, synu - Powiedziała Mitis okryta czarną suknią żałobną.
- Witaj, matko - Scarlett mimo porannej niesnaski podszedł do matrony i z szacunkiem pocałował ją w rękę.
- Przyszłam, by cię przeprosić - Kobieta postanowiła nie owijać w bawełnę - To nie moja sprawa, z kim się spotykasz, zależy mi jedynie na twym szczęściu - Królowa spojrzała w oczy najmłodszego syna - Przepraszam - Wyszeptała, po czym zalała się łzami.
- Mamo - Scarlett objął kobietę, by ta mogła wypłakać się na jego ramieniu - Nie mam do ciebie żalu, rozumiem, iż to wszystko jest spowodowane odejściem ojca. Nie mam żalu… - Mówił tuląc czulę najważniejszą dla niego osobę.
- Dziękuję, skarbie - Mitis ucałowała syna w czoło - Zawsze byłeś moim oczkiem w głowie, a myśl, iż za niedługo zostaniesz mi odebrany przez inną kobietę i to taką, która nie otrzymuje mojej aprobaty…
- To jeszcze nie jest przesądzone - Mężczyzna położył ręce na matczynych ramionach - Pamiętaj jednak, że to ty jesteś dla mnie najważniejsza.
To był jeden z tych momentów, w których Scarlett był całkowicie szczery.
- Wierzę, że twoje wystąpienie zapadnie w serca młodych Milleńczyków - Powiedziała Mitis uspokoiwszy się trochę.
- Jestem tego pewien - Książę uśmiechnął się trochę chytrze.
Królowa natychmiast to zauważyła.
- Czyżbyś coś kombinował? - Zapytała bez ogródek.
- Matko… - Westchnął Scarlett, a uśmiech nie schodził mu z twarzy - Jak zwykle podejrzewasz mnie o najgorsze, a ja jedynie cieszę się, iż nareszcie mogę się czynnie zaangażować w życie polityczne naszego kraju - Zaczął prowadzić kobietę w stronę drzwi.
- W takim razie i ja jestem kontent - Odrzekła Mitis, choć niezbyt przekonująco.
Scarlett zamknąwszy drzwi za matką oparł czoło o chłodne drewno; denerwował się. Jego pewność siebie jednak nie była tak wysoka, jak przypuszczał. Właściwie czasem już nie wiedział, jaki jest - raz był pewnym siebie ignorantem, innym razem przebiegłym zimnym draniem, a teraz znów wystraszonym synem królowej. A przynajmniej tak mu się wydawało, być może zawsze był taki sam, lecz odnosił wrażenie, iż masek zaczyna mu przybywać, w zależności od tego, z kim przebywał. Kim jednak był naprawdę? Teraz - przywódcą rewolucji.
MAŁPY W CYRKU
Domina czym prędzej zmierzała do domu swego dziadka, który miał poinformować ją o przebiegu przygotowań Wyklętych.
- Wszyscy są sprawnie przygotowani, poradzą sobie w każdych warunkach i sytuacji, a jeżeli ten twój książę śmie wątpić…
- Nie, dziadku - Zaoponowała dziewczyna posępnie - To ja chcę wiedzieć, czy wszystko jest w porządku, ponieważ jedno niedociągnięcie i jesteśmy skończeni.
Nykuru przez chwilę wpatrywał się w swoją wnuczkę - nigdy nie zwracała się do niego takim tonem.
- Coraz bardziej zaczynasz mi się podobać - Odparł w końcu - Doroślejesz, zaczynasz się stawiać, bardzo dobrze - Wstał ze swego fotela - Rośniesz na przywódcę.
- Co ty robisz? - Zapytała Domina, gdy zauważyła, że pan Pater przygotowuje się do wyjścia.
- Idę z wami, bo co?
- Nie będę ryzykować twojego życia, zostajesz - Dziewczyna wyrwała starcowi płaszcz z dłoni.
- Uważasz, że te pałacowe marionetki są w stanie mnie zabić? - Rozzłościł się Nykuru.
- Uważam, że jesteś bardzo potrzebny, dlatego muszę cię chronić - Głos Dominy zelżał - Poza tym ta akcja nie jest przeznaczona dla… ciebie - Przełknęła ciężko ślinę.
Mężczyzna zauważył jej zdenerwowanie.
- Chciałaś powiedzieć - dla starych dziadków, tak? - Pater wpatrywał się uparcie w oczy wnuczki - Niech ci będzie, dziecinko - Odparł całkiem łagodnie - Ufam, że wiesz, co mówisz - Przyłożył dłoń do policzka dziewczyny.
- Oczywiście - Domina zamknęła na chwilę oczy - Lecz ja musze już iść - Powiedziała na powrót poważniejąc - Czy młodzi Wyklęci już wyruszyli? - Zapytała otwierając drzwi.
- Tak mi zameldował Exegers - Powiedział staruszek ponownie siadając w swoim fotelu.
- Więc i na mnie już pora - Skinęła głową panna Pater, po czym wyszła.
Droga konno do pałacu zajęła jej półtorej godziny, a przybyła trzydzieści minut przed rozpoczęciem mowy księcia Scarletta. Wiele Milleńczyków już zebrało się na dziedzińcu, a wśród nich Domina dostrzegła kilku współbraci. Dziewczyna zgodnie z założeniem miała pomagać Wyklętym, choć w tym momencie znacznie bardziej wolała znaleźć się w pałacu i u boku Scarletta przyglądać się początkowi klęski narodu milleńskiego. Była jednak skazana na tłum nieszczęśników.
Domina co prawda denerwowała się, lecz nie tak bardzo, jak książę Tom; dodatkowy stres wiązał się z publicznym wystąpieniem, których zawsze się lękał, choć nie brał w nich tak często udziału. Mniejsza z tym; mężczyzna chodził w te i z powrotem w skrytce na szczotki, gdzie znalazła go matka.
- Zostało ci pięć minut, synu - Powiedziała z poważną miną - Nie wiesz przypadkiem, gdzie podziewa się twój najstarszy brat? - To zdanie nasycone było złością oraz niecierpliwością.
- Skąd mógłbym to wiedzieć, gdyż do tej pory przygotowywałem się do wystąpienia? - Wzruszył ramionami z obojętna miną, krzyżując ręce na piersi.
- Obawiam się, iż mógł udać się na spotkanie z tą… Ziemianką - Kobieta wzdrygnęła się przy ostatnim słowie.
- Uważasz, że Enaret mógł dopuścić się aż takiego zaniedbania? - Mężczyzna udawał, iż broni brata.
- Przed śmiercią ojca byłoby to nie do pomyślenia, aczkolwiek w świetle naszej obecnej sytuacji… - Mitis rozejrzała się po pomieszczeniu, jak gdyby czegoś szukała - Mam nadzieję, że w porę się opamięta i wróci - Odwróciła się w stronę drzwi.
- A jak tam Fortis? Jego egzamin powinien już zostać sprawdzony, prawda? - Scarlett próbował ukryć ekscytację pomieszaną z nowym zdenerwowaniem.
- Tak, ale nie licz dziś na niego… - Królowa spuściła smutno głowę - Zabrakło mu trzech punktów do zaliczenia, jest załamany…
Scarlett wyprostował się, o ile było to bardziej możliwe.
- Czyli nie może zostać królem? - Zapytał książę powoli.
- Niestety nie - Głos kobiety załamał się trochę, lecz prawie natychmiast się otrząsnęła - Ale to nie ma większego znaczenia, ponieważ Enaret zostanie królem do swej śmierci, a tron przejmą po nim jego potomkowie - Odparła weselszym tonem.
- Naturalnie - Scarlett uśmiechnął się sztucznie - Zapewne już czas? - Nie mógł dłużej wytrzymać z nerwów.
- W istocie - Mitis skinęła głową, po czym wyszła.
Książę jeszcze minutę nie wychodził ze schowka; w pamięci sprawdzał, czy zadbał o wszystko, w tym eliminację rodzeństwa oraz zbroję gwardzistów, a raczej jej uszkodzenia. Zdawał mu się, iż może być spokojny. Zatem wyszedł i udał się w stronę drzwi wyjściowych, gdzie miał czekać, aż Minister Edukacji skończy mowę wstępną i zaprosi młodego Toma na jego wystąpienie. Gadanina polityka dłużyła się w nieskończoność, więc młody książę zdążył się wyciszyć.
- A teraz zapraszam do was młodego, debiutującego w roli oratora księcia Scarletta Toma - Zawołał minister entuzjastycznie, klaszcząc energicznie.
Chłopak wziął głęboki oddech i ruszył na mównicę z szerokim uśmiechem na ustach. Pomachał do zgromadzonych przyjaźnie, czym wydał się słuchaczom odmiennym od tego, co o nim opowiadano.
- Witam was serdecznie w naszych skromnych progach - Kilka osób roześmiało się - Zebraliście się tu, by usłyszeć, ogólnie mówiąc, o polityce prowadzonej przez pałac. W takim razie chciałbym zacząć od kwestii najoczywistszych; w ostatnich wyborach wygrała partia Siły Millenii z Apatonasem Katisem na czele. Jak powszechnie wiadomo lider oraz jego partia cieszyła się protekcją mego ojca, a naszego szanowanego króla - Młody mężczyzna przestał zaglądać do kartki, a począł improwizować, ponieważ nerwy wzięły górę - Siła Millenii chwalona za swe szczodre obietnice, mocny i długotrwały związek z wiarą zyskała sobie jego przychylność wraz z większością narodu, który wybrał ją na partię rządzącą. Do tej pory starają się wywiązać z obietnic i cieszyć się nieskazitelną opinią. No, prawie - Tu Scarlett stał się sarkastyczny, a jego uśmiech sztuczny - Lecz któż by nie przymknął oka na zbliżającą się wojnę z Thymosem? Albo na ten konflikt w sprawie Trybunału? A skoro już o tym mowa - Scarlett mówił tak, jak gdyby prowadził dyskusję z przyjacielem - Zastanawiam się, kto z was wie, o co do końca chodzi z tym Trybunałem? Wiecie zapewne to, że ważna państwowa instytucja została zablokowana, więc prawo, a także politycy nie mogą być kontrolowani. I tyle, ponieważ media dostarczają wam codziennie nowych, często sprzecznych ze sobą informacji. Ale co ja się będę rozgadywać na ten temat - Machnął ręką i zaśmiał się nerwowo - Dobrze, że chociaż wiecie, iż demonstranci w obronie demokracji są ignorowani, nawet ja wiem, że prasa podała takie informacje. Pewnie dlatego, iż król nie żyję, więc są spokojniejsi o swoje posady.
- Scarlett! - Syknęła królowa, lecz syn ją zignorował.
- A ta decyzja w sprawie Invidii? - Ciągnął dalej - Kompletna głupota, zbyt ostro potraktowano ten kraj, zamiast nawiązać współpracę, korzystając na tym. Wstrzymanie eksportu pozbawi nas zysków, lecz ojciec musiał unieść się dumą.
- Scarlett! - Tym razem głośno krzyknęła jego matka - Zabierzcie go stamtąd - Rozkazała gwardzistom.
Jednak Scarlett usłyszał ich kroki i mocą zagrodził i m przejście.
- Przyjrzyjmy się teraz partii rządzącej; wprowadzono niedawno w życie ustawę o dodatkowych sześciuset arumach dla rodzin z dójką dzieci; pierwszy zgrzyt - jedynie przy posiadaniu dwójki dzieci. Dzieci - Zaakcentował - Nie dorosłych. Małżeństwa, które oddały dzieci do adopcji zaczynają się o nie upominać, ponieważ są łasi na te pieniądze. Lecz czy zostaną one wydane na potrzeby ich pociech? Nie! Już wzrosła sprzedaż powozów, wniosek taki, iż lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na podręczniki i pomoce szkolne. Pojazdy to jeszcze nic - zacznie wzrastać sprzedaż alkoholu, a to już prowadzi do degeneracji i nie mówię tu o degenerację tych rodzin, tylko naszego rządu. Czy nie widzicie, iż Siła Millenii jest przepełniona kłamcami i oszustami? Za niedługo każą podnieść sobie pensje ze względu na ich niewyobrażalnie ciężką pracę. A wy co z tego będziecie mieć? Wyższe podatki! - Tłum zaczął niespokojnie się ruszać, wyraźnie zainteresowany mową księcia oraz przekonany do jego racji - Nie dajcie się tym pseudo-wierzącym politykom, co miesiąc klękającym w świątyni i klepiącym wyuczone modlitwy, ponieważ nie na nich opiera się nasza wiara, tylko na was! Znajdźcie w sobie odwagę do powiedzenia ,,nie” od lat panującym represjom i uciskowi, pozornie nazywanym wolnością. Stańcie do walki z fałszem i razem ze mną panujmy nad królestwem! - Na placu podniosły się wiwaty - Zapytacie zapewne ,,jak?”, skoro mam przed sobą trzech konkurentów. Po pierwsze - Enaret wybrał życie na Ziemi wraz ze swą ludzką kochanką; po drugie - Fortis nie zdał Egzaminu Wielkiego Testu; po trzecie - Spojrzał na swoją siostrę - Morifia to zdrajczyni, przez egoizm której została wypowiedziana wojna z Thymosem. Zasługuje na wygnanie!
Dziewczyna zbladła - z niedowierzaniem w oczach patrzyła na brata i słuchała wiwatującego tłumu.
- Precz! Precz! - Krzyczała młodzież.
- Lecz zapewne są wśród was wielcy miłośnicy mej siostry; co jednak powiecie na to - moja siostra wybłagała u króla Iry trzydzieści lat na ,,wyszumienie się” przed ślubem, ale jakby tego było mało po śmierci króla dostała drugie tyle, ponieważ kraj był pogrążony w żałobie. Jednak tydzień przed ślubem Morifia podstępem zdobyła królewski podpis na dokumencie zrywającym umowę z władca Thymosu, na co ten wypowiedział wojnę.
- Kłamiesz! - Krzyknęła księżniczka i ruszyła w stronę mównicy, jednak pole wytworzone przez jej brata nie pozwalało jej przejść.
- Czy chcielibyście, aby na tronie zasiadła oszustka? - Zapytał Scarlett rozkładając ręce, jak gdyby chcąc przywołać do siebie wiwaty tłumu.
- Precz! Precz! - Powtórzyli zebrani.
- W takim razie zbierzcie się i pomóżcie nam odbudować Millenię za czasów jej glorii - Mężczyzna odszukał wzrokiem Dominę, której skinieniem głowy dał sygnał do ataku.
Dziewczyna spojrzała w stronę Exegersa, który na ten czas został mianowanym dowódcą sił zbrojnych, jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało. Mężczyzna również skinął głową i w tym samym momencie zaatakował stojącego za nim gwardzistę, celując w uchwyt napierśnika. Faktycznie element zbroi spadł z łoskotem, na co Wyklęty mógł wymierzyć cios w odsłoniętą klatkę piersiową. Gwardzista upadł twarzą do ziemi.
W momencie, w którym Scarlett zauważył zwiększony ruch wśród straży, mocą odebrał gwardzistom ich broń. Na ten widok pozostali Wyklęci poczęli atakować bezbronnych żołnierzy, a ci, którzy weszli przez mur rozpoczęli szturm na pałac; mieli co prawda zostać wprowadzeni przez księcia i przegrupowani, lecz jego poranna nieobecność wszystko zepsuła.
Jedynym zadaniem Scarletta było przetrzymanie broni gwardzistów, a zatem mężczyzna stał na podeście i obserwował rozentuzjazmowany tłum oraz Wyklętych wdzierający się do pałacu i o dziwo skutecznie eliminujących straż pałacową. Oczywiście matki i Morifii już nie było; gdy tylko wybuchły zamieszki Archigos zabrał je do zamku, a raczej do podziemnych komnat, gdzie na jakiś czas mogły się skryć.
Nagle w tłumie książę dostrzegł Nykuru Patera i pomyślał, że to idealna okazja; starszy mężczyzna miał w dłoni mały mieczyk i zaatakował nim jednego z gwardzistów. Scarlett resztką mocy jaką dysponował wyrzucił sztylecik z rąk starca w stronę żołnierza. Ten orientując się ze szwej szansy podbiegł do leżącej nieopodal broni i nim Pater się zorientował, wbił nóż w jego serce.
- ,,Starzec z głowy” - Pomyślał Scarlett z satysfakcją.
CDN...