piątek, 26 lutego 2016

-Jak możesz podważać mój autorytet i podburzać moich podwładnych przeciwko mnie?- Izyros mówił cichym lodowatym tonem- Nic nie wiesz o funkcji, jaką pełnię, z jaką zmagam się każdego dnia; nie wiesz, ile wysiłku kosztuje mnie podjęcie każdej decyzji tak, aby nie wyrządzić krzywdy swojemu i innym państwom, nie wiesz!- krzyknął król.
Scarlett podszedł bliżej do króla, unosząc wysoko brodę.
-Co skłoniło cię do tak płomiennej mowy?- zapytał młody mężczyzna, bojąc się, iż jego rozmowa z Gatisem Synerem wszyła na jaw.
-Wiem, iż z jego pomocą próbujesz namówić posłów do poparcia tego durnowatego pomysłu, wygłoszonego przedwczoraj na kolacji- odparł król ze złością.
Scarlett odetchnął w duchu, jednak ten wątek był mimo wszystko wyrwany z całego kontekstu rozmowy. Mężczyzna postanowił zatem przyjąć swój tradycyjny ton w rozmowie z ojcem, czyli strugać cwaniaka.
-Widzisz, ojcze, rozumiem cię doskonale- również mówił cicho, lecz znacznie spokojniej- Dlatego chciałbym przynieść ci ulgę, wykonując całą zadaną mi pracę oraz zacieśniając więzy z innymi ważnymi osobistościami; a że moje poglądy czasem różnią się od twoich, już nie jest moją winą.
-Niezależnie, czy się różnią, mają być odpowiednie- Izyros wrócił do poprzedniego tonu- Lecz wiem i widzę, że to, co ty proponujesz sprowadzi klęskę na całą Millenię.
Scarlett starał się sprawiać wrażenie wielce zbulwersowanego, choć wierzył w moc wpływów Gatisa.
-Więc co- mówił przez zaciśnięte zęby i oddychając ciężko przez nos- przyjmiesz rozwiązanie Morifii lub tego półgłówka Fortisa?
-Nie mów tak o nim- skarcił go ojciec.
-Ale jest!- Scarlett wybuchnął, co po części wyraził szczerze; zaczął przechadzać się tam i z powrotem, gestykulując zamaszyście- Jego jedynym celem w życiu jest zdobywanie państw i kobiet, nie wie nic o sytuacji politycznej, finansowej i gospodarczej kraju. Jest kompletnie nieprzygotowany do roli króla, lecz rozpatrujesz jego kandydaturę, pomimo iż nie reprezentuje sobą nic.
-Pamiętaj o Enarecie- rzekł król podchwytliwie.
-On tylko wydaje się taki mądry- Scarlett na chwilę zatrzymał się przed ojcem- Tak naprawdę jest nieodpowiedzialny i samolubny. Być może jest bardzo inteligentny, lecz nieroztropność może zaprowadzić kraj do ruiny.
-Na podstawie czego to wnioskujesz?- Izyros odwrócił się, by rozpocząć krótką przechadzkę do tronu.
-Nie odwracaj się ode mnie- mężczyzna praktycznie wypluł to zdanie z siebie; natychmiast pojawił się przed obliczem ojca, zatrzymując go- Wnioskuję stąd, że twój pierworodny syn co jakiś czas odwiedza Ziemię, by spotkać się z tamtejszą mieszkanką.
Tego Izyros się nie spodziewał.
-Co takiego?- zapytał, nie kryjąc zdumienia- Kim ona jest?
-Pochodzi z Włoch- Scarlett był wyraźnie usatysfakcjonowany- Ma na imię Gianna.
Zapadła cisza, którą przerywały jedynie ciche odgłosy dobiegające z jadalni.
-I nic mi nie powiedziałeś?- zapytał król zimno- Wiedziałeś, czego dopuszcza się twój brat i nic nie powiedziałeś?
Scarlett cofnął się kilka kroków; pozwolił sobie na zbyt wiele.
-Jak zwykle- pokręcił głową- wszystko na mnie…
Izyros zamaszystym krokiem ruszył przed siebie, spychając syna z drogi, docierając do stóp schodów.
-Tak naprawdę- odwrócił się powoli- to ty nie nadajesz się na króla; jesteś zachłanny, fałszywy, nielojalny i w dodatku jesteś socjopatą- król zaczął wspinać się po schodach.
Zwłaszcza to ostatnie słowo najbardziej dotknęło Scarletta; stał z otwartymi ustami, przyglądając się niewidzącym wzrokiem w podłodze.
-Wiesz co- podniósł w końcu wysoko głowę, próbując się opanować; nie taki był plan- To ty mnie tak wychowałeś- mówił niskim, ostrym tonem.
Izyros zatrzymał się w pół kroku i odwrócił do syna.
-Ja? Jak śmiesz?- zapytał, a w jego oczach pojawiły się ogniki- Jesteś w równym stopniu, jak twe rodzeństwo, a oni nie ubiegają się tak o tron, jak ty.
-Bo go w ogóle nie chcą- odparł młody mężczyzna ochryple- Morifia chce być wojowniczką, Fortis wiecznym bohaterem, a Enaret chce żyć na Ziemi- Scarlett pochylił się do przodu i wskazał na siebie- To ja powinienem być królem.
-Lecz muszę cię zmartwić- odparł Izyros, zatrzymując się u szczytu schodów i chwytając w dłoń Berło Izysa- Nigdy to się nie stanie, bo ja do tego nie dopuszczę.
-Czyżby?- zapytał kpiąco Scarlett.
W następnej sekundzie za pomocą jednego ruchu dłonią mężczyzna przywołał do siebie koronę i złote jabłko. Jednak Izyros to zauważył; przeciął powietrze berłem, powalając mocą artefaktu Scarletta na ziemię. Król zszedł po swoją własność, lecz nie pomógł synowi wstać. Gdy w końcu młodemu mężczyźnie udało się stanąć na nogi, wydobył z siebie wszystkie wyrzuty.
-To ja powinienem być królem, słyszysz?!- krzyczał- A ty powinieneś umrzeć!
Izyros odwrócił się na pięcie i przyjrzał się synowi.
-Twa dusza już jest czarna- odparł tylko, po czym usiadł na tronie.
-Chcę twojej śmierci- odparł Scarlett, po czym odwrócił się i wyszedł z sali, nie zamykając drzwi.
Młody Tom naprawdę się zdenerwował- nic nie wyszło z jego zachowania zimnej krwi. Jednak teraz był pewien, czego pragnie, a czego nie- wrócić do dusznej sali i patrzeć, jak banda półgłówków robi z siebie idiotów, próbując sztucznie przypodobać się rodzinie królewskiej. Scarlett chciał chełpić się swoim zwycięstwem, co z tego, że mało znaczącym, lecz nie w gronie gorszych od siebie.
W miarę jak mężczyzna zbliżał się do jadalni, coraz głośniejszy szum zniechęcał go do wchodzenia do środka pomieszczenia. Przemógł się jednak i pchnął drzwi. Tylko kilka osób odwróciło się, słysząc jego wejście, a większość z nich spojrzała poza ramię księcia, szukając króla. Lecz i jego nieobecność, i wyraz twarzy Scarletta zdradził, iż przeprowadzona przez nich rozmowa nie należała do przyjemnych i miłych pogawędek. Nikt jednak nie zająknął się ani słowem, tylko wrócił do wykonywanych wcześniej czynności. Scarlettowi to nad wyraz odpowiadało. Przeszedł szybkim krokiem do swojego miejsca przy stole, gdzie zastał Dominę rozmawiającą z Xanthią. Dziewczyny wydawały się dobrze czuć w swoim towarzystwie. Scarlett podszedł do nich pewnie.
-Widzę, że już się panie poznały- starał się być miły, wręcz nienaturalnie miły.
-Mamy wyjątkowo wiele wspólnego- odparła Domina ze śmiechem- Szkoda tylko, że same musiałyśmy się poznać, ponieważ ty nie raczyłeś tego zrobić- dodała z lekką irytacją.
-Nie chciałem ci narzucać nowych znajomości- wytłumaczył książę oficjalnym tonem- Tu nie ma zbyt wiele ciekawych osób, przez znajomość z którymi mogłabyś uwłaczać swojej inteligencji.
Domina spojrzała ze stuporem na Scarletta; nie spodziewała się tak poważnych słów z jego ust, w dodatku takich, które mogła uznać za komplement.
-Jednakże ja chyba należę do wyjątków?- zapytała Xanthia tonem nieprzyjmującym sprzeciwu.
-Oczywiście- książę uśmiechnął się w miarę naturalnie, przez co młodej dwórce zrobiło się cieplej na sercu.
Dziewczyny wróciły do przerwanej zeń konwersacji. Scarlett z westchnieniem usiadł obok Dominy i przysłuchiwał się rozmowie. Czekał, aż Xanthia sobie pójdzie, jednak ta chwila oddalała się coraz bardziej. W takiej sytuacji Scarlett musiał użyć tradycyjnego podstępu; podszedł do rozmawiających nieopodal trzech mężczyzn.
-Widzicie siedzące tam przy stole dwie dziewczyny- blondynkę i szatynkę?- zapytał bez ogródek, z lekką pogardą jak zwykle.
Młodzi Milleńczycy dość bezczelnie odwrócili głowę w kierunku wyżej wspomnianych. Na ich twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy. Scarlett z zaciętą miną syknął w kierunku młodych chłopaków.
-Blondyneczka chciałaby zatańczyć z jednym z was- na te słowa twarze całej trójki odwróciły się raptownie w stronę księcia, który kontynuował- Tylko jeżeli się na to zdecydujecie, to musicie wiedzieć, że ona będzie udawać, iż o niczym nie ma pojęcia- skłamał.
Młodzi mężczyźni natychmiast zaczęli się przegadywać o to, który pierwszy zatańczy ze śliczną dziewczyną, na co Scarlett jedynie uśmiechnął się pod nosem i odszedł. Xanthia i Domina nawet nie zorientowały się, gdy ich zbędny towarzysz je opuścił, tak były pochłonięte rozmową, przerwaną dopiero w momencie nadejścia jednego z okłamanych przez Scarletta chłopaków. Przystojny, krótko ścięty szatyn skłonił się przed młodymi pannami, przedstawił i poprosił Xanthię do tańca. Ta zaskoczona, aczkolwiek zadowolona z uśmiechem przyjęła jego propozycję.
Scarlett z satysfakcją spoglądał na odchodzącą parę. Gdy zaczęli tańczyć skupił się na swej dzisiejszej partnerce; usiadł na miejscu Xanthi i nachylił w stronę Dominy.
-Jak długo zamierzasz tu zabawić?- zapytał ściszonym głosem, niby to od niechcenia.
Kobieta wzruszyła ramionami.
-Na razie dobrze się bawię, więc miałam nadzieję, że będę mogła zostać do końca przyjęcia- odparła niepewnie, bojąc się usłyszeć, co książę ma do powiedzenia.
-Wiesz, że to może długo potrwać, a już jest dosyć późno- mówiąc to, Scarlett patrzył na swoje kolana.
Domina westchnęła cicho z rezygnacją.
-Zamówiłbyś mi powóz do domu?- zadała pytanie, choć nie chciała tego robić.
-Właśnie do tej kwestii zmierzam- Scarlett odchrząknął lekko- Jeśli chcesz jeszcze zostać, to być może nie ma sensu, byś wracała tak daleko po nocy- starał się mówić swym normalnym, oficjalnym tonem.
-Co zatem proponujesz?- Domina nagle poczuła ukłucie ekscytacji- noc w zamku, w jednym z tych pięknych łóżek? Cudowna perspektywa.
-Abyś została na noc tutaj, w pałacu- to raczej logiczne- nie mógł powstrzymać się przed wypowiedzeniem ostatnich trzech słów.
Młoda kobieta uśmiechnęła się, choć starała się niezbyt szeroko, by nie wyjść na wariatkę.
-Mogłabym?- starała się zapytać ze skromnością w głosie.
-Oczywiście- Tom odchylił się na krześle- Nie będzie to żadnym problemem.
-Jestem… ci bardzo wdzięczna- skłoniła pokornie głowę.
-Nie wygłupiaj się- Scarlett ujął dziewczynę za podbródek, unosząc jej głowę, lecz gdy tylko Domina na niego spojrzała natychmiast cofnął dłoń- To zwykła uprzejmość.
Kobieta przyglądnęła się dokładnie księciu, co nie bardzo mu się spodobało.
-Przestań- syknął.
-Zrobiłam coś nie tak?- zapytała Domina, lecz jej mina była zacięta.
-Nie lubię, gdy ktoś traktuje mnie jak książkę i próbuje przeczytać- wyjaśnił Scarlett spokojniejszym tonem.
-Szkoda, bo wydajesz się być bardzo ciekawą książką- odparła dziewczyna cicho.
Mężczyzna spojrzał na nią z ukosa.
-Czyżby?- zapytał z niedowierzaniem, zmieszanym z kpiną.
Domina westchnęła.
-Nie rób z siebie takiej ważnej osoby- odrzekła ostro, nachylając się ku księciu- Pozwól sobie na chwilę relaksu, jak podczas tańca.
-Raczej podczas zmuszenia mnie do czegoś niechcianego przeze mnie.
-Co mimo wszystko ci się udało- tryumfujesz- ostatnie słowo wyszeptała z błyskiem w oku.
-Ty również- odparł Scarlett pod wpływem spojrzenia dziewczyny.
Nagle do rozmawiającej pary podeszła królowa.
-Przepraszam, że wam przeszkadzam, moje dzieci- zaczęła z lekką rezerwą- lecz mam pytanie do ciebie, droga Domino- na którą godzinę mam ci zamówić powóz? Pozwolę sobie na wypożyczenie jednego z mych własnych, powiedz tylko, kiedy chciałabyś opuścić zamek?
Młoda kobieta otworzyła usta, by coś powiedzieć, jednak Scarlett ją ubiegł.
-Jutro- wtrącił, na co twarz Mitis wyraziła zdumienie; książę wziął głęboki oddech- Dopiero jutro panna Pater ma zamiar opuścić pałac.
-Masz zamiar tu… nocować?- królowa wyraźnie nie była uradowana tym faktem.
-Książę był na tyle życzliwy, by złożyć mi taką propozycję- wyjaśniał Domina z pokorą.
-W takim razie muszę zlecić przygotowanie dla ciebie jednego z pokoi dla gości- powiedziała królowa, jakby w zadumie, pogodzona z decyzją syna.
-Nie trzeba- odparł Scarlett stanowczo- Domina może przecież przenocować u mnie, szkoda zachodu dla jednej osoby.
Obie panie spojrzały na młodego mężczyznę z równym zdziwieniem, jednak królowa dała wyraz również zdegustowaniu, a przez twarz Dominy przebiegł cień satysfakcji.
-To… zbyteczne- Mitis starała się mówić spokojnie, choć chciała potrząsnąć synem, by ten się opamiętał.
-Zbytecznym jest dawanie rozkazów służbie, która nie musi już pracować- to również nasi poddani, których winniśmy szanować- odparł rzeczowo Scarlett wiedząc, jakie argumenty zadziałają na jego matkę.
Poskutkowało- królowa westchnęła cicho, wyraziła aprobatę i odeszła, zaciskając usta w cienką kreskę.
Domina patrzyła za odchodzącą władczynią z szeroko otwartymi oczami, które po chwili skierowała na Toma.
-Szkoda, iż mnie pierwszą nie poinformowałeś o swych zamiarach- odparła powoli.
-Ponieważ wyraziłem je spontanicznie- Scarlett mówił z zadziwiającą jak na niego lekkością.
-W takim razie mi zaimponowałeś- dziewczyna skinęła głową z uznaniem.
-Nie jesteś zła, jak moja matka?- książę nareszcie spojrzał na młodą kobietę.
-Wręcz przeciwnie- odparła Domina z powagą, większą niż chciała.
W tym momencie oboje poczuli powstającą między nimi więź zrozumienia i solidarności.
-Czy jeszcze musimy tu siedzieć?- zapytała Domina po chwili ciszy, patrząc księciu głęboko w oczy.
-Ja nic nie muszę- to zależy jedynie od ciebie- głos Scarletta stał się bardziej poufały, lecz jego twarz nie zmieniła wyrazu.
-W takim razie wyjdźmy stąd- to całe towarzystwo zaczyna mnie nudzić- dziewczyna wstała- Pozwolisz- podała swe ramię.
Scarlett wstał, wyrabiając sobie coraz lepsze zdanie o swej partnerce na ten wieczór; z wielce delikatnym uśmiechem wziął dziewczynę pod ramię i tak wyglądając wprost zjawiskowo para udała się w stronę drzwi- on w czarnym fraku z wysokim kołnierzem, z chustą w zielony deseń pod brodą i czarną, atłasową kamizelką, ona- w szeleszczącej, jasno różowej sukience, odkrywającej jej piękne, zgrabne ramiona, z przepasaną wokół bioder białą, jedwabną chustą wydawali się piękni i unikalni, zwłaszcza unosząc wysoko brody i emanując pewnością siebie. Siedzące przy stolikach osoby odwracały za nimi głowy, jakby ujrzeli ich pierwszy raz tego wieczoru.
Scarlett oraz Domina wyszli z sali i dopiero wtedy pozwolili sobie na szerokie uśmiechy zadowolenia. Jednak para nie wyszła od razu na parter, tylko Scarlett wpierw pociągnął partnerkę w jeden z bocznych korytarzy.
-Dokąd idziemy?- zapytała dziewczyna szeptem.
-Chcę pokazać ci coś, co mam nadzieję docenisz- odparł Scarlett tajemniczo, jednak Domina wyczuła, iż mimo wszystko jest wciąż spięty.
Dziewczyna szła potulnie za księciem, jednak przerażało ją to, że korytarz z każdą chwilą pogrążał się w coraz większej ciemności. Nic jednak nie mówiła, ponieważ nie spodziewała się żadnej odpowiedzi.
W pewnym momencie nic nie było widać i Scarlett musiał dotykać ściany, by wiedzieć, kiedy skręcić. Jednak tuż za zakrętem oboje mogli dostrzec łunę kolorowego światła. Za kolejnym zakosem Domina mogła ujrzeć to, co Scarlett chciał, by doceniła- konstrukcję metalowych linii, zygzaków i różnych zawijasów oraz małych obręczy, a na nich umieszczone różnokolorowe światełka, jednak w takiej kombinacji, że kolory zlewały się ze sobą w jedno. Wyglądało to trochę jak sztuczna zorza polarna na suficie podziemi zamku.
-Kto to stworzył?- zapytała cicho Domina, przechadzając się po korytarzu.
-Matka- Scarlett oparł się o ścianę i schował ręce do kieszeni- Po wzięciu ślubu z moim ojcem i przeobrażeniu się w królową coraz trudniej jej było znaleźć czas dla siebie, a przynajmniej takiej, którą znała, zatem stworzyła to miejsce, by pobyć tu w samotności stać się na nowo Mitis Eftheią.
-Tak brzmi jej panieńskie nazwisko? Bardzo ładne- mówiła Domina z wysoko uniesioną głową- I tym się zajmowała jako panna?
-Tak, pracowała w fabryce w dziale konstrukcji ozdobnych- odparł Scarlett bez wyrazu, jakby po raz setny opowiadał tę samą nudną historię.
-Eftheia…- westchnęła panna Pater- Pięknie- dotknęła zwisającej lampki, oderwanej od kompozycji; po chwili odwróciła się do Scarletta- Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś?- zmarszczyła czoło, po części bojąc się odpowiedzi.
-Uznałem, że będziesz się tu dobrze czuć- książę wzruszył ramionami- A przynajmniej… za jakiś czas.
Domina zmrużyła lekko oczy, jednak po chwili pokręciła głową, jak gdyby lekceważąc te słowa.
Dziewczyna jeszcze przez chwilę podziwiała konstrukcję stworzoną przez nieznaną jej dotąd osobę, a przynajmniej nie z prywatnej perspektywy. W końcu podeszła do Toma i poprosiła, by już wracali. Scarlett jedynie skinął głową i ponownie wziął Dominę pod rękę.
W miarę jak para zbliżała się do komnaty księcia, młodą kobietę zaczęło nurtować jedno pytanie.
-Czego ty tak właściwie pragniesz, Scarlett?- zapytała bez oporów- Teraz i w ogóle?
Mężczyzna zignorował ją; otworzył drzwi do swej komnaty, wpuścił partnerkę do środka, po czym sam wszedł, zapalając światło.
-Rozgość się- rozkazał, podchodząc do okna, by je zamknąć.
-Nie myśl sobie, że mam tak krótką pamięć i zapomniałam, o co przed sekundą pytałam- powiedziała dziewczyna ze złością- Możesz się śmiać, lecz twoja odpowiedź może być dla mnie znacząca.
Książę odwrócił się, opierając dłonie o parapet, lecz nic nie zapowiadało na to, by miał uczynić pannie Pater kolejny zaszczyt i uraczyć ją słowem. Młoda kobieta westchnęła zrezygnowana.
Nagle światło w pokoju zgasło. Scarlett i Domina równocześnie spojrzeli na żyrandol, a potem na siebie.
-Co się dzieje?- zapytała dziewczyna.
-Pewnie znów coś się przegrzało- książę automatycznie ściszył głos- Ostatnio często się to zdarza.
Młoda kobieta skinęła głową w zamyśleniu.
-Nie odpowiedziałeś na moje pytanie- podjęła znów po chwili- Czego pragniesz?- zrobiła w stronę mężczyzny kilka kroków; niespiesznie- Czego teraz pragniesz?- położyła nacisk na przysłówek.
Domina znalazła się na wprost swego towarzysza wieczoru i cierpliwie czekała na jego odpowiedź.
Scarlett przez krótki czas wpatrywał się w na wpół oświetloną twarz dziewczyny. Światło księżyca nadawało jej tęczówce idealnego blasku tajemnicy, znanej tylko dziewczynie i osobie, której chciałaby ją powierzyć. Scarlett nagle poczuł, że chce być tą osobą. Nie- że pragnie nią być. Powaga kobiety, jej usta zaciśnięte w wąską kreskę, pewność, jaka od niej biła pozwoliły mężczyźnie zrozumieć, czego teraz pragnie Domina. Zbliżył się do niej bardziej i oparł swe czoło o jej. To stało się dla młodej kobiety sygnałem. Nie była jednak tak pewna pragnień mężczyzny, lecz postanowiła zaryzykować. Zamknęła oczy i podniosła delikatnie głowę. Odszukała jego usta i gdy tylko ich dotknęła, wszystkie plany i zamierzenia przestały istnieć. Scarlett również to poczuł, lecz początkowo był niechętny, nie wiedząc, czy dobrze jest podążać za swym sercem. Jednak gdy tylko poczuł żarliwość Dominy cały przyszły świat obrócił się w nicość. Ujął ostrożnie jej głowę i zaczął składać na jej ustach pocałunki. Delikatne, nie nachalne, wysublimowane wręcz, jednak z pewną dozą namiętności. Domina czując siłę tego uczucia położyła dłonie na jego klatce piersiowej i odwzajemniła pocałunki. Młodzi pozwolili na kilka sekund zatracić się w tym, jak w tańcu, dając się ponieść emocjom, wirując między rzeczywistością a imaginacją. Choć raz poznali swą drugą, uczuciową naturę, mogąc rozkoszować się nią i dzielić zarazem; doznawać czegoś podobnego, a jednak innego. Paradoksem jest, iż pchnęło ich do tego okrucieństwo, które w sobie odkryli. Lecz nie ono teraz nimi dyrygowało, a prawdziwe ludzka żądza poznania, jak to smakuje. Jednak po chwili przestali się jej poddawać, ponieważ długie wybuchy namiętności nie leżały w ich naturze. W tej chwili Scarlett otworzył lekko oczy, mimo wszystko wciąż dotykając ust dziewczyny. Ona również na niego spojrzała spod wpółprzymkniętych powiek. Oboje dobrze się zrozumieli. Scarlett czuł się tak pierwszy raz, choć setki razy to robił. W takim razie właśnie to- uczucie- skłoniło go do kontynuowania w podobnym duchu namiętności, której choć wtedy pozwolił dojść do głosu.
CDN...

wtorek, 23 lutego 2016

                                         OKRUCIEŃSTWO
Wszyscy zaproszeni znajdowali się już w sali. Kolacja miała rozpocząć się za dosłownie kilka minut, lecz królowa postanowiła wstrzymać się jeszcze z w rozpoczęciem posiłku do czasu pojawienia się najmłodszego syna. Jednakże głównym powodem była kultura Mitis, która nakazywała okazać wybrance syna szacunek; przecież pierwsze wrażenie było najważniejsze.
-Książę Scarlett wraz z osobą towarzyszącą- zaanonsował odźwierny i skłoniwszy się, wpuścił wyżej wymienionych do środka.
Wraz z wejściem pary do jadalni, wszystko na około umilkło. Zebrani dziwili się nie tylko towarzyszącej mężczyźnie prostej dziewczynie, lecz przede wszystkim wyglądem jego samego.
Scarlett jednak nic sobie nie robił ze zdumionych spojrzeń i poprowadził towarzyszkę do przygotowanego dla niej uprzednio miejsca, a sam zasiadł na miejscu obok. Wszyscy wnet pojęli, iż mają zachowywać się tak, jak przed wejściem księcia, dlatego w sali ponownie rozbrzmiały prowadzone do tej pory rozmowy. Mimo to raz po raz rzucone zostały przelotne spojrzenia, lecz nikt nie odważył się wyrzec ani słowa. W końcu przemilczany wątek podjęła królowa. Nachyliła się w stronę syna i jawnie zapytała.
-Cóż synu skłoniło cię do tak drastycznej zmiany?
-Nie rozumiem- mężczyzna nie zaszczycając matki spojrzeniem sięgnął po pieczone ziemniaki- Nie rozumiem, dlaczego tak was to dziwi. Myślałem, iż większą sensację wzbudzi obecność Dominy.
-Oczywiście, nikt się jej…- Mitis urwała; ze słodkim uśmiechem zwróciła się do młodej panny- …oczywiście ciebie, moja droga- znów skupiła się na synu- nie spodziewał, lecz znając twoje zdanie na temat zmian i to tak drastycznych nie spodziewaliśmy się, że…- zrobiła pauzę.
-…że zetnę włosy?- Scarlett spod uniesionej brwi spojrzał kpiąco na matkę choć bardzo starał się powstrzymać, co jednak mu nie wyszło- Och, proszę, naprawdę dziwią was takie trywialne sprawy? Przecież każdy zasługuje na zmianę, nawet ja, a że dodaje mi to w pewnym stopniu powagi, zdecydowałem się usunąć to, co uważane jest za swego rodzaju królewskość. Poza tym- Enaret również ma krótkie włosy i nikt nigdy nie robił z tego sensacji- wzruszył ramionami, zabierając się do jedzenia.
-No tak…- królowa musiała się zastanowić nad odpowiednim argumentem- Ale jego są łamliwe- zaryzykowała.
Młody Tom prychnął.
-Moje również; skończmy ten temat- uciął, nalewając sobie i partnerce wina- Lepiej postąpiłabyś, zaszczycając swoją uwagą pannę Pater.
Mitis aż wyprostowała się, słysząc reprymendę od syna. Odchrząknęła jednak, napiła się wody i zrobiła to, o co prosił ją książę.
-Czy jesteś jedną z przyjaciółek Morifii?- zapytała, próbując ukryć, iż rozkaz z ust kogoś innego niż jej męża był dla niej hańbiący.
-Nie, proszę pani, jestem dobrą znajomą Enareta, to znaczy- skłoniła lekko głowę- księcia Enareta.
-Ach- królowa spojrzała badawczo na najmłodszego syna- Scarlett mówił mi coś zgoła odmiennego.
-Pomyliłem się- odparł szybko książę, nie patrząc ani na matkę, ani na Dominę.
Panie powróciły do rozmowy. Głównie wyglądała ona tak, że Mitis zadawała pytania, a Domina jej odpowiadała, znów czując się jak na rozmowie kwalifikacyjnej.
-,,Teraz przynajmniej wiem, po kim Enaret wydaje się być takim służbistą“- pomyślała.
Konwersacja toczyła się po dość bezpiecznym gruncie. W pewnym momencie dołączył się do niej sam król, wyraźnie zaintrygowany obecnością młodej kobiety w pałacu.
-Skoro pochodził z Exilum, a twe nazwisko wiele mi mówi, to zapewne jesteś córką Milosa Patera?- zapytał tonem dyplomaty.
-W istocie- Domina skinęła głową z wyraźnym zadowoleniem z powodu przyciągnięcia królewskiej uwagi- Bywałam czasem z ojcem tutaj, w zamku, lecz było to bardzo dawno temu i zapomniałam już, jak w pałacu jest cudownie- uśmiechnęła się miło do królowej, jak gdyby myśląc, że to od niej zależał wystrój komnat zamkowych; mimo to Mitis odwzajemniła uśmiech.
-Pamiętam cię, jako małą dziewczynkę, o- taką- król zawiesił rękę w powietrzu na wysokości trochę ponad metra; roześmiał się- Wyładniałaś od tego czasu.
Domina spłonęła rumieńcem i nie powiedziała na to nic. Za to królowa dyskretnie kopnęła swego męża w piszczel. Mężczyzna natychmiast zamilkł.
-Widzę, że spodobałaś się mojemu ojcu- zauważył Scarlett, krzyżując sztućce na talerzu.
-Mam taką nadzieję- dziewczyna zrobiła porządny łyk wina, po którym odetchnęła głęboko- To może bardzo wspomóc w mojej… sprawie- odparła, nie patrząc na księcia; ten jednak to zignorował.
-To nie prawda, że podoba ci się pałac- stwierdził młody mężczyzna rozglądając się po jadalni- A przynajmniej jego… hmm…- nie wiedział, jak nazwać ten przesyt- …wystrój- dokończył.
-Coś musiałam powiedzieć- wzruszyła ramionami, tym razem już spojrzała na swego rozmówcę- Trzeba się przypodobać.
Scarlett uniósł lampkę z trunkiem.
-Chyba rozstając się popołudniu, nie pomyliłem się co do ciebie- oświadczył z uśmiechem.
Usta Dominy ponownie wygięły się w uśmiechu, gdy stuknęła swoją lampką z lampką księcia i spełniała toast.
Nagle w sali rozbrzmiał dźwięk uderzania sztućcem o szklankę. To król chciał coś ogłosić. Wszyscy zebrani natychmiast zamilkli.
-Ze względu na obecność dzisiejszego wyjątkowego gościa- tu skinął na pannę Pater- przyjaciółkę mego drogiego, najmłodszego syna.
-,,Akurat”- pomyślał Scarlett, automatycznie robiąc adekwatną minę, która nie uszła uwadze jego partnerce.
-Nie wiem, dlaczego nie lubisz swego ojca- stwierdziła, po czym wznów skupiła całą swą uwagę na oratorze, co król niejednokrotnie udowodnił.
-Postanowiłem uświetnić naszą skromną kolację- mówił dalej władca- I pozwolić na chwilę prawdziwej zabawy; zaprosiłem do nas zespół wprost z Lamrgii- skłonił się w stronę podestu, gdzie właśnie ustawiali się muzycy- by prawdziwą, wybitną muzyką pozwolili nam rozkoszować się tańcem.
Sala rozbrzmiała oklaskami, w pełni zasłużonymi.
-Proponuję, jeśli jest to w waszej mocy- zwrócił się do zespołu- byśmy zaczęli od czegoś klasycznego. Może allemande?- Izyros uśmiechnął się tak, że żeńska część instrumentalistek musiała na to przystać- W takim razie- klasnął w dłonie- Gdy tylko świetni lamagrijscy muzycy będą gotowi- zapraszam na środek.
Zespół był sekstetem; składał się z koncertmistrzów pierwszych i drugich skrzypiec, altowiolisty, wiolonczelisty, pianisty i gitarzysty, który miał nadać granej muzyce unikalną barwę. Nie łatwo było znaleźć i opracować utwory barokowe na taki skład, lecz ten zespół słynął z czynienia cudów.
Nastroili się do pięknego Steinwaya- do tej pory nikt nie wiedział, co ten wytwór ludzkich rąk tu robi- by następnie dać królowi sygnał gotowości do spełnienia artystycznego, który choć raz był należycie nagrodzony.
-W takim razie chciałbym być pierwszym, który zaprosi tę oto piękną kobietę do tańca- skłonił się, podając swej żonie dłoń, którą ta z radością przyjęła.
Para ruszyła na parkiet, gdzie zaczęła powoli wirować. Za ich przykładem poszli goście obecni na kolacji. Niektórzy zrobili to z zamiłowania do tańca, inni- by nie sprawić królowi przykrości.
Domina spoglądała na tańczących z błyskiem podekscytowania w oku, otwierając usta, jakby zaraz miało się z nich wydobyć rozmarzone westchnienie; dawno nie tańczyła, ponieważ nie miała ku temu wielu sposobności, a już tym bardziej w takim towarzystwie i akompaniamencie. Jednak Scarlett nie kwapił się do zaproszeń; siedział z założonymi rękami, bacznie obserwując przypadkową zbieraninę mas. Dziewczyna co rusz rzucała na niego ciekawskim wzrokiem, lecz ten nawet nie zwrócił na nią uwagi; wydawał się znudzony harcami na parkiecie. Panna Pater w lot pojęła swoje położenie.
Jednak po około dwudziestu minutach sytuacja dziewczyny uległa poprawie, a to dzięki Enaretowi, który podszedł do niej i szarmancko zapytał:
-Czy mogę prosić łaskawą panią do tańca?- skłonił się.
Domina zachichotała, lecz nie w stylu głupiutkiej panienki. Jednak nie mogła zignorować swego partnera.
-Pozwolisz?- zapytała, trochę z przekąsem- Czy być może to ty chciałbyś uczynić mi zaszczyt pierwszego tańca?
-Ja nie tańczę- odparł Scarlett przez zaciśnięte usta, nawet na nią spojrzawszy.
-Twoja strata- Domina wzruszyła ramionami, po czym z radością dała się drugiemu księciu poprowadzić na parkiet.
Akurat zespół zaczął grać couranta. Młodzi dali się ponieść fantazji, wymyślając co rusz nowe pozycje. Bawili się przy tym wybornie, a sama Domina co rusz wybuchała śmiechem, co irytowało niektórych- posyłali tańczącej parze zdenerwowane spojrzenia i wykrzywiali usta w grymasie niezadowolenia. Jednak przyjaciele nie zważali na to; on- bo był księciem i w pałacu mógł spełniać każdą swoją fanaberię, ona- ponieważ nie zamierzała być powściągliwa w miejscu, do którego świadomie ją zaproszono.
Co do Scarletta pewnie odczekawszy kilka minut uciekłby z sali, gdyby znienacka nie pojawiła się jego siostra, której towarzystwo wcale mu się uśmiechało.
-Ładna jest- zaczęła Morifia, bez zbędnych wstępów- Nie dziwię się, że wpadła ci w oko- jeśli już zwracasz uwagę na jakąś dziewczynę, to tylko na tą, która już od pierwszych chwil przykuwa oko i ma w sobie swoistą eteryczność.
-Może, nie wiem, nie jestem w stanie siebie obserwować- odparł sucho książę.
-Dlatego ci to mówię, a nie proszę o potwierdzenie- księżniczka dała bratu kuksańca w bok- Nie bądź taki sztywny- uśmiechnęła się- Zabaw się, zatańcz, wykorzystaj ten wieczór- zrobiła małą pauzę, obserwując reakcję mężczyzny, ale te słowa nie wywarły na nim wrażenia- Nad czym tak dumasz?- zapytała trochę nachalnie- Myślisz znowu o polityce?
-Nie, daj mi spokój- nareszcie książę uzewnętrznił jakieś uczucia, choćby za pomocą zniecierpliwienia w głosie.
-Nie możesz zadręczać się czymś tak w tym momencie nieistotnym- drążyła dalej Morifia.
-Nie myślę- Scarlett westchnął- Po prostu nudzi mnie ten wieczór.
-Jak może cię nudzić taka wyjątkowa, rzadka rozrywka?- dziewczyna roześmiała się- To najciekawszy wieczór od lat!
-Chyba dla zbyt prostych istot, nie dostrzegających jakie to bezwartościowe.
-Bezwartościowe mówisz?- Morifię zaciekawiła wypowiedź brata; sięgnęła po znajdujące się w misce nieopodal jabłko i wgryzając się w niego wsłuchiwała się w słowa młodego księcia.
-Wykonywanie dziwnych ruchów na parkiecie, w rytm niezrozumiałej dla wszystkich muzyki uważam raczej za kompromitację, nie taniec.
-Zatem samą ideę tańca uznajesz?
Scarlett westchnął.
-,,Czy ona się nudzi, czy chce mnie zainteresować tą rozmową na niezbyt ciekawy temat, próbując zastojową inteligentne zwroty?”- młody mężczyzna zadał sobie pytanie w myślach.
-Jako taką- tak, lecz moje wyobrażenie o nim jest diametralnie różne od popularnego; dla mnie powinien być dystyngowany, spokojny, wyważony, lecz równocześnie pełen uroku i delikatności. Nie- Scarlett schował twarz w dłoniach i pokręcił głową- Mówię, jak wariat.
-Raczej jak ktoś wrażliwy- poprawiła go siostra z przekonaniem.
-Ja nie należę do wrażliwych ludzi- głos mężczyzny spoważniał; najwyraźniej chciał błyskawicznie udowodnić swoją tezę.
Morifia uśmiechnęła się chytrze.
-Udowodnię ci, że jednak masz w sobie choćby małe pokłady wrażliwości- odparła.
I nim jej brat zdążył zaoponować, księżniczka już ruszyła przez labirynt tańczących par, których wykonywane pozy były żywymi przeszkodami. W końcu z podciągniętą, atłasową, błękitną suknią w ręku- by nikt jej nie podeptał, brudząc przy okazji- podeszła do zespołu i gdy tylko skończyli grać, szepnęła coś na ucho maestrowi. Ten skinął głową, po czym zaczął mówić do swoich towarzyszy. Ci skinęli usłużnie głowami i poczęli wertować nuty w poszukiwaniu odpowiedniego utworu.
Morifia prawie w podskokach podeszła do Scarletta i wyciągnęła do niego rękę.
-Zatańczysz ze mną walca angielskiego, bracie?- zapytała z uśmiechem.
-Co?- mężczyzna miał nadzieję, że się przesłyszał.
-To jest dystyngowany, spokojny i wyważony taniec- taki, jakiego oczekujesz- księżniczka nie traciła dobrego humoru, mimo niechęci młodszego brata.
Scarlett westchnął. Lecz szybko przemyślał sobie tę propozycję, stwierdzając w końcu, że chyba mu to nie zaszkodzi; podał siostrze dłoń i razem ruszyli na parkiet.
Koncertmistrz odliczył wolny takt, dając sygnał na trzecią wartość i tak oto pary zgromadzone na środku sali popłynęły w powolnym walcu. Nagle wszystko wydało się współistnieć ze sobą w idealnej harmonii- od ozdób po tańczących. Goście nieuczestniczący w zabawie przyglądali się im z niemym zachwytem. W środku czuli, że tak właśnie wygląda piękno współgrania ze sobą w czystej postaci. Mimo iż niektórzy tancerze mieli znaczne braki w sztuce wykonywania tego tańca, jednak to nawet wzmocniło efekt harmonii, która dla nich powinna się składać z niedoskonałości, tworzących to piękno, mogącym być również namacalnym, nie tylko abstrakcją składającą się z ideałów.
Mitis z dumą patrzyła na tańczące ze sobą rodzeństwo. Jednak jej uwaga w szczególności była skupiona na najmłodszym dziecku, które dawno nie widziała, by brało udział w jakiejkolwiek zabawie. Wiedziała, że to siostra go do tego nakłoniła, jednakże była zadowolona, ponieważ ostateczna decyzja należała do mężczyzny. Dodatkowo miała niebywałą okazję, by zobaczyć Scarletta podczas tańca, co nie zdarzyło jej się od około dwustu lat. Co więcej młody następca tronu wydawał się być dobrym tancerzem jak na nowicjusza.
-Widzisz naszego syna?- królowa szepnęła do męża.
-Widzę- nie jest niewidzialny- odparł dość sucho król; nie zamierzał odpuścić synowi z powodu zwykłej potańcówki.
-Och- Mitis szturchnęła męża z nieukrywaną złością- To dobrze, że Scarlett jednak wykazuje choćby minimalne zainteresowanie tym, co się wokół dzieje, a nie tylko siedzi z nosem w książkach o polityce.
-Dobrze, dobrze, ale to zapewne skończy się na tym wieczorze- Izyros nie chciał poddać się entuzjazmowi żony.
-No, a ta dziewczyna- Mitis skinęła głową w stronę Dominy- Od czasów Izdaji nie widziałam go z żadną młodą panną. Czerpię z widoku tej pary. Ty również powinieneś.
-Nie lubię złudnych nadziei- uciął krótko król, dając tym samym znak, że dyskusja dobiegła końca.
-Jesteś uparty jak…- urwała Mitis.
Izyros spojrzał spod uniesionych brwi na swoją królową.
-Jak kto?- zapytał z przekąsem; widmo kłótni zostało zażegnane.
-Jak król Millenii- odparła kobieta z szerokim uśmiechem.
Para królewska spojrzała na siebie z czułością, co pozwalało im żyć ze sobą przez te kilka setek lat.
Podczas trwania walca rodzeństwo nie zamieniło ze sobą ani słowa, co pozwoliło Morifii rozkoszować się triumfem nad bratem. Musiała jednak w duchu przyznać, że Scarlett tańczy dobrze. Zatem postanowiła sobie, iż na mówi go na jeszcze jeden taniec, tym razem z jego gościem.
-Nie tańczyłeś z Dominą prawda?- zapytała, gdy tylko powtórnie usiedli przy stole.
-Nie, tylko z tobą- odparł dość miło jej brat, jednak wynikało to raczej ze zmęczenia.
-Więc powinieneś ją poprosić, by nie czuła się urażona.
-Jeśli tego nie zrobię zapewne tak się stanie- Scarlett skinął spokojnie głową.
-W takim razie…- Morifia przeczuwała sukces.
-Będzie musiała się z tym pogodzić- mężczyzna uśmiechnął się do siostry chytrze- Ale uwierz mi- przejdzie jej.
Księżniczka uderzyła lekko młodszego brata w głowę.
-Idź do niej- syknęła.
-Nie rozkazuj mi. I nie bij mnie- mężczyzna uniósł ostrzegawczo palec wskazujący.
-Będę, bo jesteś moim młodszym- zaakcentowała przymiotnik- bratem i mam do tego prawo.
-Nigdzie nie zostało ono sprecyzowane- odparł urzędowo Scarlett, a dla świętego spokoju dodał- Zastanowię się.
Mężczyzna faktycznie rozważał, nie tyle, co propozycję, a raczej przymus. Jednak wtedy przysiadł się do niego jeden z zaufanych współpracowników ojca, będący zarówno czymś w rodzaju jego przyjaciela.
-I co, młody człowieku?- zagaił- Jak tam przygotowania do objęcia tronu? Wiele na ten temat słyszałem.
-Co dokładnie?- Scarlett zmarszczył brwi.
-Wczoraj wieczorem na nieoficjalnym spotkaniu król przedstawił nam, czyli kilku wybranym posłom, propozycję trójki z jego dzieci dotyczących sprawy Invidii. Powiem szczerze- najmniej przychylny był twojemu projektowi.
-Jakoś w ogóle nie jestem zaskoczony- odparł kwaśno młody mężczyzna.
Gatis Syner- tak miał na nazwisko ten około sześciuset letni, średniego wzrostu mężczyzna, o pucołowatej twarzy, bokobrodach, siwiejących i łysiejących ciemnych włosach na skroni oraz dużych dłoniach i coraz większym brzuchu- przybliżył się do syna swego pracodawcy i ściszył głos.
-Szczerze powiedziawszy twoja propozycja- mogę ci mówić per ,,ty“?- wywarła na mnie ogromne, wręcz piorunujące wrażenie.
Scarlett zastanowił się chwilę.
-Powinienem zapytać, czy ,,Naprawdę?”, ale wtedy pan mi zapewne odpowie sarkastycznie, że ,,Żartuje”, ja jednak po prostu panu zwyczajnie nie dowierzam. Pewnie ojciec pana przysłał, by mnie sprawdzić, a że jest pan kimś  w rodzaju przyjaciela- choć na tym stanowisku nie można liczyć na prawdziwych przyjaciół- to kazał panu mnie sprawdzić, a potem zapewne dać reprymendę za moje własne, nie zgodne z jego zdanie.
Gatis nie spodziewał się takiego wywodu. Młody książę ponownie mu zaimponował, tym razem bezpośrednio.
-Właśnie upewniłem się, że moje przypuszczenia względem twojej osoby są słuszne- powiedział nie kryjąc uśmiechu zadowolenia.
Scarlett spojrzał na mężczyznę z wielkim zdumieniem w oczach.
-Więc…- zaczął niepewnie- mój pomysł naprawdę wzbudził pańskie zainteresowanie?- zapytał, choć w duchu napominał się, iż nie może ot tak ufać politykowi, tylko dlatego, że wyraził się o nim pochlebnie.
-Tak- Gatis jeszcze bardziej zbliżył się do młodego Milleńczyka- Propozycja Fortisa jest równie dobra, lecz to twoja ma w sobie dualizm, o którym król zapomniał już kilkadziesiąt lat temu- współpraca z sojusznikami, a zarazem głębokie dbanie o interes własnego państwa. Twój ojciec kiedyś działał w bardzo podobny sposób- tak właśnie stworzyliśmy koalicję z Kupidią- wyposażoną w świetnie wyszkolone wojsko- i Lamargią- bogatą w żyzne gleby, a co za tym idzie- dobra naturalne, a jednocześnie stworzył potężne państwo, które teraz znajduje się w centrum gospodarki i ekonomii Mainu. Dodatkowo wiesz, jak zapewnić sobie bezpieczeństwo, a ponadto znając naturę swego współpracownika możesz z łatwością wykorzystać jego wady przeciwko niemu i w razie ostateczności zrzucić na niego winę. Powiedz mi tylko jedno- czy wykorzystałeś pomysł Fortisa, czy od początku tak przedstawiała się twoja idea?- Gatis był wyraźnie podekscytowany rozmową z potencjalnym następcą tronu- tym właściwym.
-Tak naprawdę po słowach ojca w mojej głowie pojawił się ogólny zarys pomysłu, jednak to propozycja brata naprowadziła mnie na właściwe tory- odparł, wciąż niewystarczająco ufny posłowi.
-I tak trzymaj- Gatis klepnął chłopaka zbyt poufale w ramię- Trzeba wykorzystywać cudze pomysły, jeśli da się z nich wyciągnąć to, co najlepsze i przeistoczyć je na własną korzyść. Nadajesz się idealnie- wypalił mężczyzna; dopiero wypowiedziawszy to zdanie zdał sobie sprawę, iż nie powinien.
-Do czego jestem idealny?- zapytał Scarlett spod uniesionej brwi; zauważył reakcję polityka na jego własne słowa, więc postanowił dowiedzieć się wszystkiego, co Syner chciał ukryć- Do czego?- zapytał ostro.
Poseł jednak pokręcił tylko głową i kolokwialnie ,,zasznurował usta”. Mężczyźni siedzieli tak przez kilka minut w milczeniu. Scarlett chciał dać podwładnemu ojca chwilę do namysłu, lecz ta coraz bardziej się przedłużała.
-Gadaj- syknął, a gdy Gatis nie posłuchał, młody książę podniósł ze stołu nóż i przystawił go do klatki piersiowej polityka, ale tak, by zajęci swoimi sprawami zgromadzeni w sali mimo wszystko tego nie zauważyli.
Gatis zląkł się, ponieważ nikt mu jeszcze w ten sposób nie groził- bronią białą i to wśród tłumu, a w dodatku robił to ktoś tak młody i niedoświadczony. I właśnie ten brak doświadczenia, związany niezwykle często z młodzieńczą brawurą wywoływał w mężczyźnie strach.
Scarlett zaznaczył w myślach, że taki sposób postępowania wywoływał zamierzony efekt. Zdając sobie jednak sprawę z okoliczności tej jakże nietypowej wymianie zdań, zwieńczonej groźbą karalną z użyciem ostrych narzędzi- tak, w taki sposób formułowały się myśli młodego księcia- mężczyzna postanowił tymczasowo się wycofać; odłożył nóż na stół i asekuracyjnie rozejrzał się, czy przedstawiona powyżej scena nie przykuła niczyjej uwagi. Na szczęście królewscy goście byli zajęci tańcem, piciem i jedzeniem. Chłopak odwrócił głowę- za nim przy oknie stała jedynie Domina, wyglądająca na rabatę. Czy jednak aby na pewno przez cały okres rozmowy dziewczyna zajęta była podziwianiem kwiatów? Scarlett nie mógł tego wiedzieć (a ja wiem), dlatego zignorował obecność swej towarzyszki wieczoru. Kierowała nim jednak w większym stopniu podświadomość, podpowiadająca, iż panna Pater posiada głęboko ukorzenione zasady moralne.
-Jeśli nie chcesz powtórki, mów, do czego jestem idealny?- Scarlett zrezygnował z ostrego tonu, lecz wciąż starał się być stanowczy.
Gatis, któremu przed oczami zdążyło przebiec tylko pół życia, w obawie przed kolejną groźbą zdecydował się wyznać prawdę, która i tak kiedyś doszłaby do uszu młodego księcia.
-Przede wszystkim sam musisz przyznać, że twój ojciec, a nasz król robi się coraz starszy, jego umysł już nie pracuje tak jak kilka setek lat temu, co poważnie rzutuje na wszelakie sprawy dotyczące naszego państwa- gospodarka, ekonomia, socjologia, polityka zagraniczna, militaria- to wszystko zaczyna wymykać się spod żelaznej kontroli Izyrosa, to znaczy- władcy- poseł zamilkł, zastanawiając się nad tym, co teraz powiedzieć, a co zachować w tajemnicy; po chwili ciszy powrócił do przerwanego wątku, lecz mówił z wahaniem- Grupa zwolenników króla z jego decyzji na decyzję zmniejsza się, a za chwilę może przeistoczyć się w przeciwników lub co gorsza- rebeliantów. Z jednej strony chcę ratować jego wysokość przed powstaniem, a z drugiej strony- uchronić kraj przed nim- ostatnie cztery słowa Gatis wyszeptał teatralnie, jednak z dużą mocą i przekonaniem- Jedynym sprawiedliwym rozwiązaniem jest zastąpienie króla kimś podobnym do niego z przeszłości. Bo wiesz- polityk poprawił się na krześle- Nie możemy- czyli parlament- akceptować złych decyzji, ale nie można równocześnie ubezwłasnowolnić lub co gorsze- zabić króla.
Scarlett lekko podskoczył na swoim miejscu. Nie podobało mu się ten czasownik, zwłaszcza ze słowem ,,król”.
-Co zatem zamierzacie, a właściwie zamierzasz?- zapytał książę sceptycznie.
-Tak jak mówiłem- zastąpimy króla…
-Kim dokładnie?- zapytał ostro Scarlett z zamkniętymi oczami, co miało dać Gatisowi do zrozumienia, iż jego cierpliwość się kończy.
-Myśleliśmy o Enarecie- zaczął poseł ostrożnie, trochę z przekorności, by napsuć krwi młodemu księciu.
-Enarecie?- zapytał Scarlett szeptem, lecz z wściekłością.
-Ale on jest za delikatny- Syner zaczął mówić wolniej i weselej, widząc swój maleńki sukces- Potem chcieliśmy być kontrowersyjni, obsadzając na tronie Morifię.
-Nigdy nie było władcy płci żeńskiej i nigdy nie będzie- następca tronu wypowiedział to zdanie spokojniej, aczkolwiek stanowczo.
-O tym samym pomyśleliśmy- Gatis wzruszył ramionami- Kobieta… nie- zmarszczył nos- Wiemy, że księżniczka jest urodzoną wojowniczką, ale głęboko w środku jest taka sama jak inne- delikatna i krucha, a my potrzebujemy kogoś innego. Nie myśl sobie- tu polityk wystawił ręce w obronnym geście- Wszyscy jak jeden mąż podziwiamy pannę Morifię za jej odwagę i siłę, nie tylko fizyczną, jednakże wciąż pozostaje kobietą- nie będzie wzbudzać respektu tak jak mężczyzna.
-Zdarzają się i takie, lecz moja siostra do nich nie należy, mimo wszystkich pozorów jakie wokół siebie stwarza- odparł Scarlett szybko, jakby od dawna mając przygotowane zdanie, czekające tylko na wyjście z głowy.
Gatis już tego nie skomentował, jedynie kontynuował dalej:
-Następny w kolejce był Fortis, ale jego wykluczyliśmy już na samym początku- mężczyzna kątem oka spojrzał na młodego księcia, przez twarz którego przemknął cień zadowolenia z powszechnej reputacji brata, z którą on gorąco się zgadzał- Jest pusty, a tym samym dla nas bezwartościowy. My potrzebujemy kogoś, kto wzbudza zaufanie i jest na tyle wyrachowany, by je wykorzystać.
Na te słowa Scarlett wyprostował się dumnie.
-W takim razie, kogo macie na myśli?- zapytał, nie patrząc na polityka.
Gatis uśmiechnął się chytrze; cel został osiągnięty, przynajmniej początkowej fazie planu.
-Wydaje mi się, iż znasz odpowiedź na to pytanie- odparł cicho, aczkolwiek pewnie.
Młody książę już teraz bez oporów pozwolił sobie na triumfalny uśmiech; czuł, że sen niemożliwy do spełnienia, staje się najbliższą rzeczywistością.
-Jak chcecie to zrobić- wprowadzić mnie na tron?- zapytał, choć w środku czuł, iż odpowiedź może sprowadzić go na ziemię.
-Dowiesz się tego w najbliższym czasie- Gatis Syner odchrząknął- Teraz powinienem już wrócić do własnego towarzystwa, by sprawa przypadkiem nie ujrzała światła dziennego… przynajmniej na ten moment- mężczyzna wstał, skłaniając głowę- Do widzenia… książę- po czym odszedł swym zwyczajnym, lekkim krokiem.
Scarlett ponownie się odwrócił- przy oknie wciąż stała Domina, lecz tym razem spoglądała prosto na swego towarzysza wieczoru. Gdy zauważyła, że nieznany dla niej osobiście mężczyzna odchodzi, powróciła na swoje miejsce przy stole.
-Czy to był poseł Syner?- zapytał, oglądając się za politykiem, który powrócił na drugi koniec stołu.
-Tak- odparł Scarlett.
Książę nie wracał uwagi na dziewczynę, mimo że ta kilkakrotnie próbowała nawiązać konwersację. Młody Tom zbywał Dominę krótkimi pomrukami, a gdy dziewczyna chciała wygarnąć mu brak kultury, w sali rozległ się dźwięk klaskania w ręce- to Enaret próbował zaprowadzić ciszę w jadalni.
-Widzę, że taki rodzaj zabawy przypadł większości naszych gości do gustu- mówił mężczyzna z szerokim uśmiechem- Ja jednak chciałbym go uatrakcyjnić- podszedł do jednego ze stołów, z którego zabrał zapaloną świecę- Teraz rebus- co to jest?- wyciągnął rękę przed siebie.
-Świeca!- krzyknął mężczyzna siedzący z tyłu sali.
-Znakomicie- roześmiał się Enaret- I właśnie ta oto świeca stanie się główną atrakcją wieczoru. W jaki sposób? Otóż poproszę do siebie jedną z par- na te słowa Morifia i Fortis podeszli do brata i ustawili ramę do tańca- w której dłonie włożę zapaloną łojówkę- zrobił to, o czym mówił- Teraz przed partnerami pozostaje jedno zadanie- zatańczyć walca angielskiego tak delikatnie, aby ogień nie zgasł. Wiem, iż będzie to trudne, aczkolwiek najważniejsza jest dobra zabawa, prawda?- książę obdarował zebranych promiennym uśmiechem, co zachęciło gości do wzięcia udziału w proponowanej rozrywce; Enaret wziął zapaloną świecę do ręki, a jego rodzeństwo- przygotowane uprzednio lampy- Jednakże ja sam chciałbym wyznaczyć pierwsze pary do wyzwania- ciągnął mężczyzna- Ponieważ najważniejszym elementem gry, by ta się powiodła, jest niezwykle delikatna partnerka- wręczył pierwszą świecę młodej parze zakochanych- Taniec ten nazywany jest ,,świetlistym”- dodał.
Młodzi następcy tronu rozdawali świece tym, którzy najlepiej ruszali się na parkiecie; młode damy były szczęśliwe po ich wybraniu, sądząc, iż naprawdę wydają się tak delikatne. Enaret jednak miał zamiar kontrolować wszystkie płomyki. Meritum przedsięwzięcia było zmuszenie najmłodszego z Tomów do choć jednego tańca z zaproszoną przez niego damą. Dlatego ostatnia ze świec trafiła w ręce zdziwionego Scarletta.
-Co ty wyprawiasz?- syknął do starszego brata.
-A twą partnerką będzie…- Enaret zignorował młodego mężczyznę- piękna panna Pater- ujął delikatną dłoń dziewczyny i pomógł jej wstać- Zapraszam wszystkim na parkiet!- klasnął w dłonie.
Milleńczycy w każdym wieku wylegli na środek sali, ustawili się do tańca i czekali tylko aż sekstet będzie gotowy, ci za to czekali, aż Enaret Tom gestem ręki zapali wszystkie świecie.
-Światło powinno być zgaszone- powiedział książę, przeciągając rozpoczęcie zabawy- ale chciałbym, aby osoby niewylosowane miały możliwość dokładnego przyjrzenia się tańczącym, by potem samym skosztować przyjemności Świetlistego Tańca- nareszcie uniósł dłoń, zapalając knoty świec- Zaczynajcie- odszedł na bok sali.
Zespół zaczął grać miłego, romantycznego walca w durowej tonacji, który natychmiast pchnął znajdujące się na parkiecie pary do tańca. Scarlett również zaczął prowadzić swą partnerkę, choć z niechęcią. Skupił się więc na tym, by ogień nie zgasł, ponieważ nie lubił niepowodzeń. Domina również oddała swą uwagę sukcesowi- w tej kwestii oboje byli niemalże identyczni.
Enaret, Morifia i Fortis stali podpierali ściany, uważnie przyglądając się najmłodszemu z braci.
-Nie możesz pozwolić, by jego płomień zgasł- przypomniała Morifia Enaretowi- Inaczej znów będzie pokazywać fochy, a tak to może zainteresuje się tą dziewczyną.
-Na razie jestem zajęty innymi- odparł jej brat w zamyśleniu, skupiając umysł na pozostałych tańczących- Ale jeśli Scarlett jeszcze nie przeszedł zdenerwowanym krokiem przez salę, to chyba dobrze sobie radzi, prawda?
-Na razie wydaje się być najlepszy- przyznał Fortis ze zdumieniem.
-Puść tamtych w rogu- kompletnie nie znają się na rzeczy- Morifia skinęła głową na wyżej nadmienionych.
W tym samym momencie płomień świecy dwóch osób około trzystu osiemdziesięcioletnich zgasł, a ich twarze wyrażały niezadowolenie i rozczarowanie- pytanie tylko czy sobą samym, czy partnerem? Enareta nie interesowała odpowiedź, a jedynie stopniowe pozbywanie się tańczących na rzecz brata. I w istocie tak się stało; parkiet zaczęło opuszczać coraz więcej osób, zawiedzionych rezultatem.
Jednak Scarlett i Domina nawet nie zdawali sobie z tego sprawy; chęć wygranej przerodziła się w pragnienie pokazania partnerowi swoich możliwości tanecznych, aż w końcu skupili się jedynie na wykonywanych krokach i przyjemności, jaką stworzona przez nich harmonia im dawała. Jednak w żaden sposób tego nie uzewnętrzniali, oboje mieli zacięte twarze, jedynie z przedzierającym się przez nie cieniem dumy.
-Trzymasz ten płomień?- zapytała Morifia starszego brata, gdy na parkiecie pozostały ostatnie cztery pary.
-Scarletta i Dominy? Właśnie nie- odparł Enaret, dziwiąc się samemu sobie- Niewiarygodne, iż tak dobrze im idzie- myślałem, że ten taniec to zwykła ściema, a tu proszę- wskazał głową młodego Toma i jego partnerkę.
-Albo nasz braciszek jest jednak delikatny, przynajmniej w setnej części, albo ta dziewczyna jest taka dobra- stwierdził Fortis z uznaniem dla drugiej z wymienionych osób.
-W takim razie zakończ już tę farsę- widać wyraźnie, kto jest zwycięzcą- rozkazała Morifia, lecz nie kryjąc uśmiechu- była zadowolona z poczynań brata- ukartowanych, ale zawsze.
Nagle po sobie zgasły płomienie dwóch z czterech par; jednocześnie obie kobiety i obaj mężczyźni spojrzeli na dymiący knot ze zdezorientowaniem, zmieszanym z gniewem. Odeszli na bok, nie patrząc na siebie, ani na pozostałych przegranych.
Na parkiecie pozostał książę z partnerką oraz przyjaciele królowej, będące małżeństwem. Tańczyli lepiej od swych młodszych przeciwników, aczkolwiek raz wykonali zbyt szybki obrót i tak zniszczyli swoją szansę na zwycięstwo. W tym samym momencie zespół przestał grać, a Scarlett z Dominą zatrzymali się, wbijając wzrok w oczy partnera. Dopiero gdy sala rozbrzmiała oklaskami- mniej lub bardziej entuzjastycznymi- zaczęli się rozglądać po jadalni pojmując, że właśnie zostali pierwszymi zwycięzcami konkursu Świetlistego Tańca. I choć bardzo tego chcieli, patrzyli po zebranych wokoło z niedowierzaniem i zdziwieniem. W końcu rozumiejąc, że dostali to, czego chcieli, skłonili się dumnie, po czym zgasili znajdującą się jeszcze w ich splecionych dłoniach świecę.
-Widzę, iż w młodym księciu tkwi nieznany do tej pory talent- odezwał się donośnym głosem Enaret, występując na środek- Wiem, że wystarczy wam sama satysfakcja z wygranej, lecz chciałbym nagrodzić was, chociażby w skromny sposób- skinął na stojące w rogu dwie służące, które wniosły na parkiet ogromny kosz kwiatów- Przyjmijcie ten prezent- odparł Enaret, zaczynając klaskać; po sekundzie przyłączyła się do niego reszta sali.
Scarlett i Domina spojrzeli na podarunek, jak na kosz pełen jadowitych węży.
-Jest twój- mruknął książę.
Panna Pater niby to prychnęła, niby się uśmiechnęła… zależy co kto chciał zobaczyć.
Na szczęście dla wygranych całe przedstawienie zakończyło się dość szybko. Na nieszczęście Scarletta kolejne miało się dopiero zacząć; idąc w stronę swojego miejsca przy stole zauważył, że ojciec kiwa na niego porozumiewawczo, jednakże minę miał marsową. Scarlett westchnął w duchu zauważywszy to, lecz potulnie poszedł za wychodzącym z sali ojcem. Ten jednak szedł kilka metrów przed synem, jak przed nieznajomym dopóty, dopóki nie doszli na pierwsze piętro do Sali Głównej. Izyros czekał, aż młody książę wejdzie do środka, po czym z trzaskiem zamknął ogromne drzwi. Został sam na sam wraz z synem, który stanął w miejscu i patrzył, jak ojciec powłóczając futrem z gronostajów, które ubrał wychodząc z jadalni, zmierza w kierunku Tronu. Jednak przed samym podestem zatrzymał się i odwrócił do Scarletta. Patrzył na niego przez dłuższą chwilę, aż w końcu poukładał wszystkie myśli w głowie.
CDN...