-Jak możesz podważać mój autorytet i podburzać moich podwładnych przeciwko mnie?- Izyros mówił cichym lodowatym tonem- Nic nie wiesz o funkcji, jaką pełnię, z jaką zmagam się każdego dnia; nie wiesz, ile wysiłku kosztuje mnie podjęcie każdej decyzji tak, aby nie wyrządzić krzywdy swojemu i innym państwom, nie wiesz!- krzyknął król.
Scarlett podszedł bliżej do króla, unosząc wysoko brodę.
-Co skłoniło cię do tak płomiennej mowy?- zapytał młody mężczyzna, bojąc się, iż jego rozmowa z Gatisem Synerem wszyła na jaw.
-Wiem, iż z jego pomocą próbujesz namówić posłów do poparcia tego durnowatego pomysłu, wygłoszonego przedwczoraj na kolacji- odparł król ze złością.
Scarlett odetchnął w duchu, jednak ten wątek był mimo wszystko wyrwany z całego kontekstu rozmowy. Mężczyzna postanowił zatem przyjąć swój tradycyjny ton w rozmowie z ojcem, czyli strugać cwaniaka.
-Widzisz, ojcze, rozumiem cię doskonale- również mówił cicho, lecz znacznie spokojniej- Dlatego chciałbym przynieść ci ulgę, wykonując całą zadaną mi pracę oraz zacieśniając więzy z innymi ważnymi osobistościami; a że moje poglądy czasem różnią się od twoich, już nie jest moją winą.
-Niezależnie, czy się różnią, mają być odpowiednie- Izyros wrócił do poprzedniego tonu- Lecz wiem i widzę, że to, co ty proponujesz sprowadzi klęskę na całą Millenię.
Scarlett starał się sprawiać wrażenie wielce zbulwersowanego, choć wierzył w moc wpływów Gatisa.
-Więc co- mówił przez zaciśnięte zęby i oddychając ciężko przez nos- przyjmiesz rozwiązanie Morifii lub tego półgłówka Fortisa?
-Nie mów tak o nim- skarcił go ojciec.
-Ale jest!- Scarlett wybuchnął, co po części wyraził szczerze; zaczął przechadzać się tam i z powrotem, gestykulując zamaszyście- Jego jedynym celem w życiu jest zdobywanie państw i kobiet, nie wie nic o sytuacji politycznej, finansowej i gospodarczej kraju. Jest kompletnie nieprzygotowany do roli króla, lecz rozpatrujesz jego kandydaturę, pomimo iż nie reprezentuje sobą nic.
-Pamiętaj o Enarecie- rzekł król podchwytliwie.
-On tylko wydaje się taki mądry- Scarlett na chwilę zatrzymał się przed ojcem- Tak naprawdę jest nieodpowiedzialny i samolubny. Być może jest bardzo inteligentny, lecz nieroztropność może zaprowadzić kraj do ruiny.
-Na podstawie czego to wnioskujesz?- Izyros odwrócił się, by rozpocząć krótką przechadzkę do tronu.
-Nie odwracaj się ode mnie- mężczyzna praktycznie wypluł to zdanie z siebie; natychmiast pojawił się przed obliczem ojca, zatrzymując go- Wnioskuję stąd, że twój pierworodny syn co jakiś czas odwiedza Ziemię, by spotkać się z tamtejszą mieszkanką.
Tego Izyros się nie spodziewał.
-Co takiego?- zapytał, nie kryjąc zdumienia- Kim ona jest?
-Pochodzi z Włoch- Scarlett był wyraźnie usatysfakcjonowany- Ma na imię Gianna.
Zapadła cisza, którą przerywały jedynie ciche odgłosy dobiegające z jadalni.
-I nic mi nie powiedziałeś?- zapytał król zimno- Wiedziałeś, czego dopuszcza się twój brat i nic nie powiedziałeś?
Scarlett cofnął się kilka kroków; pozwolił sobie na zbyt wiele.
-Jak zwykle- pokręcił głową- wszystko na mnie…
Izyros zamaszystym krokiem ruszył przed siebie, spychając syna z drogi, docierając do stóp schodów.
-Tak naprawdę- odwrócił się powoli- to ty nie nadajesz się na króla; jesteś zachłanny, fałszywy, nielojalny i w dodatku jesteś socjopatą- król zaczął wspinać się po schodach.
Zwłaszcza to ostatnie słowo najbardziej dotknęło Scarletta; stał z otwartymi ustami, przyglądając się niewidzącym wzrokiem w podłodze.
-Wiesz co- podniósł w końcu wysoko głowę, próbując się opanować; nie taki był plan- To ty mnie tak wychowałeś- mówił niskim, ostrym tonem.
Izyros zatrzymał się w pół kroku i odwrócił do syna.
-Ja? Jak śmiesz?- zapytał, a w jego oczach pojawiły się ogniki- Jesteś w równym stopniu, jak twe rodzeństwo, a oni nie ubiegają się tak o tron, jak ty.
-Bo go w ogóle nie chcą- odparł młody mężczyzna ochryple- Morifia chce być wojowniczką, Fortis wiecznym bohaterem, a Enaret chce żyć na Ziemi- Scarlett pochylił się do przodu i wskazał na siebie- To ja powinienem być królem.
-Lecz muszę cię zmartwić- odparł Izyros, zatrzymując się u szczytu schodów i chwytając w dłoń Berło Izysa- Nigdy to się nie stanie, bo ja do tego nie dopuszczę.
-Czyżby?- zapytał kpiąco Scarlett.
W następnej sekundzie za pomocą jednego ruchu dłonią mężczyzna przywołał do siebie koronę i złote jabłko. Jednak Izyros to zauważył; przeciął powietrze berłem, powalając mocą artefaktu Scarletta na ziemię. Król zszedł po swoją własność, lecz nie pomógł synowi wstać. Gdy w końcu młodemu mężczyźnie udało się stanąć na nogi, wydobył z siebie wszystkie wyrzuty.
-To ja powinienem być królem, słyszysz?!- krzyczał- A ty powinieneś umrzeć!
Izyros odwrócił się na pięcie i przyjrzał się synowi.
-Twa dusza już jest czarna- odparł tylko, po czym usiadł na tronie.
-Chcę twojej śmierci- odparł Scarlett, po czym odwrócił się i wyszedł z sali, nie zamykając drzwi.
Młody Tom naprawdę się zdenerwował- nic nie wyszło z jego zachowania zimnej krwi. Jednak teraz był pewien, czego pragnie, a czego nie- wrócić do dusznej sali i patrzeć, jak banda półgłówków robi z siebie idiotów, próbując sztucznie przypodobać się rodzinie królewskiej. Scarlett chciał chełpić się swoim zwycięstwem, co z tego, że mało znaczącym, lecz nie w gronie gorszych od siebie.
W miarę jak mężczyzna zbliżał się do jadalni, coraz głośniejszy szum zniechęcał go do wchodzenia do środka pomieszczenia. Przemógł się jednak i pchnął drzwi. Tylko kilka osób odwróciło się, słysząc jego wejście, a większość z nich spojrzała poza ramię księcia, szukając króla. Lecz i jego nieobecność, i wyraz twarzy Scarletta zdradził, iż przeprowadzona przez nich rozmowa nie należała do przyjemnych i miłych pogawędek. Nikt jednak nie zająknął się ani słowem, tylko wrócił do wykonywanych wcześniej czynności. Scarlettowi to nad wyraz odpowiadało. Przeszedł szybkim krokiem do swojego miejsca przy stole, gdzie zastał Dominę rozmawiającą z Xanthią. Dziewczyny wydawały się dobrze czuć w swoim towarzystwie. Scarlett podszedł do nich pewnie.
-Widzę, że już się panie poznały- starał się być miły, wręcz nienaturalnie miły.
-Mamy wyjątkowo wiele wspólnego- odparła Domina ze śmiechem- Szkoda tylko, że same musiałyśmy się poznać, ponieważ ty nie raczyłeś tego zrobić- dodała z lekką irytacją.
-Nie chciałem ci narzucać nowych znajomości- wytłumaczył książę oficjalnym tonem- Tu nie ma zbyt wiele ciekawych osób, przez znajomość z którymi mogłabyś uwłaczać swojej inteligencji.
Domina spojrzała ze stuporem na Scarletta; nie spodziewała się tak poważnych słów z jego ust, w dodatku takich, które mogła uznać za komplement.
-Jednakże ja chyba należę do wyjątków?- zapytała Xanthia tonem nieprzyjmującym sprzeciwu.
-Oczywiście- książę uśmiechnął się w miarę naturalnie, przez co młodej dwórce zrobiło się cieplej na sercu.
Dziewczyny wróciły do przerwanej zeń konwersacji. Scarlett z westchnieniem usiadł obok Dominy i przysłuchiwał się rozmowie. Czekał, aż Xanthia sobie pójdzie, jednak ta chwila oddalała się coraz bardziej. W takiej sytuacji Scarlett musiał użyć tradycyjnego podstępu; podszedł do rozmawiających nieopodal trzech mężczyzn.
-Widzicie siedzące tam przy stole dwie dziewczyny- blondynkę i szatynkę?- zapytał bez ogródek, z lekką pogardą jak zwykle.
Młodzi Milleńczycy dość bezczelnie odwrócili głowę w kierunku wyżej wspomnianych. Na ich twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy. Scarlett z zaciętą miną syknął w kierunku młodych chłopaków.
-Blondyneczka chciałaby zatańczyć z jednym z was- na te słowa twarze całej trójki odwróciły się raptownie w stronę księcia, który kontynuował- Tylko jeżeli się na to zdecydujecie, to musicie wiedzieć, że ona będzie udawać, iż o niczym nie ma pojęcia- skłamał.
Młodzi mężczyźni natychmiast zaczęli się przegadywać o to, który pierwszy zatańczy ze śliczną dziewczyną, na co Scarlett jedynie uśmiechnął się pod nosem i odszedł. Xanthia i Domina nawet nie zorientowały się, gdy ich zbędny towarzysz je opuścił, tak były pochłonięte rozmową, przerwaną dopiero w momencie nadejścia jednego z okłamanych przez Scarletta chłopaków. Przystojny, krótko ścięty szatyn skłonił się przed młodymi pannami, przedstawił i poprosił Xanthię do tańca. Ta zaskoczona, aczkolwiek zadowolona z uśmiechem przyjęła jego propozycję.
Scarlett z satysfakcją spoglądał na odchodzącą parę. Gdy zaczęli tańczyć skupił się na swej dzisiejszej partnerce; usiadł na miejscu Xanthi i nachylił w stronę Dominy.
-Jak długo zamierzasz tu zabawić?- zapytał ściszonym głosem, niby to od niechcenia.
Kobieta wzruszyła ramionami.
-Na razie dobrze się bawię, więc miałam nadzieję, że będę mogła zostać do końca przyjęcia- odparła niepewnie, bojąc się usłyszeć, co książę ma do powiedzenia.
-Wiesz, że to może długo potrwać, a już jest dosyć późno- mówiąc to, Scarlett patrzył na swoje kolana.
Domina westchnęła cicho z rezygnacją.
-Zamówiłbyś mi powóz do domu?- zadała pytanie, choć nie chciała tego robić.
-Właśnie do tej kwestii zmierzam- Scarlett odchrząknął lekko- Jeśli chcesz jeszcze zostać, to być może nie ma sensu, byś wracała tak daleko po nocy- starał się mówić swym normalnym, oficjalnym tonem.
-Co zatem proponujesz?- Domina nagle poczuła ukłucie ekscytacji- noc w zamku, w jednym z tych pięknych łóżek? Cudowna perspektywa.
-Abyś została na noc tutaj, w pałacu- to raczej logiczne- nie mógł powstrzymać się przed wypowiedzeniem ostatnich trzech słów.
Młoda kobieta uśmiechnęła się, choć starała się niezbyt szeroko, by nie wyjść na wariatkę.
-Mogłabym?- starała się zapytać ze skromnością w głosie.
-Oczywiście- Tom odchylił się na krześle- Nie będzie to żadnym problemem.
-Jestem… ci bardzo wdzięczna- skłoniła pokornie głowę.
-Nie wygłupiaj się- Scarlett ujął dziewczynę za podbródek, unosząc jej głowę, lecz gdy tylko Domina na niego spojrzała natychmiast cofnął dłoń- To zwykła uprzejmość.
Kobieta przyglądnęła się dokładnie księciu, co nie bardzo mu się spodobało.
-Przestań- syknął.
-Zrobiłam coś nie tak?- zapytała Domina, lecz jej mina była zacięta.
-Nie lubię, gdy ktoś traktuje mnie jak książkę i próbuje przeczytać- wyjaśnił Scarlett spokojniejszym tonem.
-Szkoda, bo wydajesz się być bardzo ciekawą książką- odparła dziewczyna cicho.
Mężczyzna spojrzał na nią z ukosa.
-Czyżby?- zapytał z niedowierzaniem, zmieszanym z kpiną.
Domina westchnęła.
-Nie rób z siebie takiej ważnej osoby- odrzekła ostro, nachylając się ku księciu- Pozwól sobie na chwilę relaksu, jak podczas tańca.
-Raczej podczas zmuszenia mnie do czegoś niechcianego przeze mnie.
-Co mimo wszystko ci się udało- tryumfujesz- ostatnie słowo wyszeptała z błyskiem w oku.
-Ty również- odparł Scarlett pod wpływem spojrzenia dziewczyny.
Nagle do rozmawiającej pary podeszła królowa.
-Przepraszam, że wam przeszkadzam, moje dzieci- zaczęła z lekką rezerwą- lecz mam pytanie do ciebie, droga Domino- na którą godzinę mam ci zamówić powóz? Pozwolę sobie na wypożyczenie jednego z mych własnych, powiedz tylko, kiedy chciałabyś opuścić zamek?
Młoda kobieta otworzyła usta, by coś powiedzieć, jednak Scarlett ją ubiegł.
-Jutro- wtrącił, na co twarz Mitis wyraziła zdumienie; książę wziął głęboki oddech- Dopiero jutro panna Pater ma zamiar opuścić pałac.
-Masz zamiar tu… nocować?- królowa wyraźnie nie była uradowana tym faktem.
-Książę był na tyle życzliwy, by złożyć mi taką propozycję- wyjaśniał Domina z pokorą.
-W takim razie muszę zlecić przygotowanie dla ciebie jednego z pokoi dla gości- powiedziała królowa, jakby w zadumie, pogodzona z decyzją syna.
-Nie trzeba- odparł Scarlett stanowczo- Domina może przecież przenocować u mnie, szkoda zachodu dla jednej osoby.
Obie panie spojrzały na młodego mężczyznę z równym zdziwieniem, jednak królowa dała wyraz również zdegustowaniu, a przez twarz Dominy przebiegł cień satysfakcji.
-To… zbyteczne- Mitis starała się mówić spokojnie, choć chciała potrząsnąć synem, by ten się opamiętał.
-Zbytecznym jest dawanie rozkazów służbie, która nie musi już pracować- to również nasi poddani, których winniśmy szanować- odparł rzeczowo Scarlett wiedząc, jakie argumenty zadziałają na jego matkę.
Poskutkowało- królowa westchnęła cicho, wyraziła aprobatę i odeszła, zaciskając usta w cienką kreskę.
Domina patrzyła za odchodzącą władczynią z szeroko otwartymi oczami, które po chwili skierowała na Toma.
-Szkoda, iż mnie pierwszą nie poinformowałeś o swych zamiarach- odparła powoli.
-Ponieważ wyraziłem je spontanicznie- Scarlett mówił z zadziwiającą jak na niego lekkością.
-W takim razie mi zaimponowałeś- dziewczyna skinęła głową z uznaniem.
-Nie jesteś zła, jak moja matka?- książę nareszcie spojrzał na młodą kobietę.
-Wręcz przeciwnie- odparła Domina z powagą, większą niż chciała.
W tym momencie oboje poczuli powstającą między nimi więź zrozumienia i solidarności.
-Czy jeszcze musimy tu siedzieć?- zapytała Domina po chwili ciszy, patrząc księciu głęboko w oczy.
-Ja nic nie muszę- to zależy jedynie od ciebie- głos Scarletta stał się bardziej poufały, lecz jego twarz nie zmieniła wyrazu.
-W takim razie wyjdźmy stąd- to całe towarzystwo zaczyna mnie nudzić- dziewczyna wstała- Pozwolisz- podała swe ramię.
Scarlett wstał, wyrabiając sobie coraz lepsze zdanie o swej partnerce na ten wieczór; z wielce delikatnym uśmiechem wziął dziewczynę pod ramię i tak wyglądając wprost zjawiskowo para udała się w stronę drzwi- on w czarnym fraku z wysokim kołnierzem, z chustą w zielony deseń pod brodą i czarną, atłasową kamizelką, ona- w szeleszczącej, jasno różowej sukience, odkrywającej jej piękne, zgrabne ramiona, z przepasaną wokół bioder białą, jedwabną chustą wydawali się piękni i unikalni, zwłaszcza unosząc wysoko brody i emanując pewnością siebie. Siedzące przy stolikach osoby odwracały za nimi głowy, jakby ujrzeli ich pierwszy raz tego wieczoru.
Scarlett oraz Domina wyszli z sali i dopiero wtedy pozwolili sobie na szerokie uśmiechy zadowolenia. Jednak para nie wyszła od razu na parter, tylko Scarlett wpierw pociągnął partnerkę w jeden z bocznych korytarzy.
-Dokąd idziemy?- zapytała dziewczyna szeptem.
-Chcę pokazać ci coś, co mam nadzieję docenisz- odparł Scarlett tajemniczo, jednak Domina wyczuła, iż mimo wszystko jest wciąż spięty.
Dziewczyna szła potulnie za księciem, jednak przerażało ją to, że korytarz z każdą chwilą pogrążał się w coraz większej ciemności. Nic jednak nie mówiła, ponieważ nie spodziewała się żadnej odpowiedzi.
W pewnym momencie nic nie było widać i Scarlett musiał dotykać ściany, by wiedzieć, kiedy skręcić. Jednak tuż za zakrętem oboje mogli dostrzec łunę kolorowego światła. Za kolejnym zakosem Domina mogła ujrzeć to, co Scarlett chciał, by doceniła- konstrukcję metalowych linii, zygzaków i różnych zawijasów oraz małych obręczy, a na nich umieszczone różnokolorowe światełka, jednak w takiej kombinacji, że kolory zlewały się ze sobą w jedno. Wyglądało to trochę jak sztuczna zorza polarna na suficie podziemi zamku.
-Kto to stworzył?- zapytała cicho Domina, przechadzając się po korytarzu.
-Matka- Scarlett oparł się o ścianę i schował ręce do kieszeni- Po wzięciu ślubu z moim ojcem i przeobrażeniu się w królową coraz trudniej jej było znaleźć czas dla siebie, a przynajmniej takiej, którą znała, zatem stworzyła to miejsce, by pobyć tu w samotności stać się na nowo Mitis Eftheią.
-Tak brzmi jej panieńskie nazwisko? Bardzo ładne- mówiła Domina z wysoko uniesioną głową- I tym się zajmowała jako panna?
-Tak, pracowała w fabryce w dziale konstrukcji ozdobnych- odparł Scarlett bez wyrazu, jakby po raz setny opowiadał tę samą nudną historię.
-Eftheia…- westchnęła panna Pater- Pięknie- dotknęła zwisającej lampki, oderwanej od kompozycji; po chwili odwróciła się do Scarletta- Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś?- zmarszczyła czoło, po części bojąc się odpowiedzi.
-Uznałem, że będziesz się tu dobrze czuć- książę wzruszył ramionami- A przynajmniej… za jakiś czas.
Domina zmrużyła lekko oczy, jednak po chwili pokręciła głową, jak gdyby lekceważąc te słowa.
Dziewczyna jeszcze przez chwilę podziwiała konstrukcję stworzoną przez nieznaną jej dotąd osobę, a przynajmniej nie z prywatnej perspektywy. W końcu podeszła do Toma i poprosiła, by już wracali. Scarlett jedynie skinął głową i ponownie wziął Dominę pod rękę.
W miarę jak para zbliżała się do komnaty księcia, młodą kobietę zaczęło nurtować jedno pytanie.
-Czego ty tak właściwie pragniesz, Scarlett?- zapytała bez oporów- Teraz i w ogóle?
Mężczyzna zignorował ją; otworzył drzwi do swej komnaty, wpuścił partnerkę do środka, po czym sam wszedł, zapalając światło.
-Rozgość się- rozkazał, podchodząc do okna, by je zamknąć.
-Nie myśl sobie, że mam tak krótką pamięć i zapomniałam, o co przed sekundą pytałam- powiedziała dziewczyna ze złością- Możesz się śmiać, lecz twoja odpowiedź może być dla mnie znacząca.
Książę odwrócił się, opierając dłonie o parapet, lecz nic nie zapowiadało na to, by miał uczynić pannie Pater kolejny zaszczyt i uraczyć ją słowem. Młoda kobieta westchnęła zrezygnowana.
Nagle światło w pokoju zgasło. Scarlett i Domina równocześnie spojrzeli na żyrandol, a potem na siebie.
-Co się dzieje?- zapytała dziewczyna.
-Pewnie znów coś się przegrzało- książę automatycznie ściszył głos- Ostatnio często się to zdarza.
Młoda kobieta skinęła głową w zamyśleniu.
-Nie odpowiedziałeś na moje pytanie- podjęła znów po chwili- Czego pragniesz?- zrobiła w stronę mężczyzny kilka kroków; niespiesznie- Czego teraz pragniesz?- położyła nacisk na przysłówek.
Domina znalazła się na wprost swego towarzysza wieczoru i cierpliwie czekała na jego odpowiedź.
Scarlett przez krótki czas wpatrywał się w na wpół oświetloną twarz dziewczyny. Światło księżyca nadawało jej tęczówce idealnego blasku tajemnicy, znanej tylko dziewczynie i osobie, której chciałaby ją powierzyć. Scarlett nagle poczuł, że chce być tą osobą. Nie- że pragnie nią być. Powaga kobiety, jej usta zaciśnięte w wąską kreskę, pewność, jaka od niej biła pozwoliły mężczyźnie zrozumieć, czego teraz pragnie Domina. Zbliżył się do niej bardziej i oparł swe czoło o jej. To stało się dla młodej kobiety sygnałem. Nie była jednak tak pewna pragnień mężczyzny, lecz postanowiła zaryzykować. Zamknęła oczy i podniosła delikatnie głowę. Odszukała jego usta i gdy tylko ich dotknęła, wszystkie plany i zamierzenia przestały istnieć. Scarlett również to poczuł, lecz początkowo był niechętny, nie wiedząc, czy dobrze jest podążać za swym sercem. Jednak gdy tylko poczuł żarliwość Dominy cały przyszły świat obrócił się w nicość. Ujął ostrożnie jej głowę i zaczął składać na jej ustach pocałunki. Delikatne, nie nachalne, wysublimowane wręcz, jednak z pewną dozą namiętności. Domina czując siłę tego uczucia położyła dłonie na jego klatce piersiowej i odwzajemniła pocałunki. Młodzi pozwolili na kilka sekund zatracić się w tym, jak w tańcu, dając się ponieść emocjom, wirując między rzeczywistością a imaginacją. Choć raz poznali swą drugą, uczuciową naturę, mogąc rozkoszować się nią i dzielić zarazem; doznawać czegoś podobnego, a jednak innego. Paradoksem jest, iż pchnęło ich do tego okrucieństwo, które w sobie odkryli. Lecz nie ono teraz nimi dyrygowało, a prawdziwe ludzka żądza poznania, jak to smakuje. Jednak po chwili przestali się jej poddawać, ponieważ długie wybuchy namiętności nie leżały w ich naturze. W tej chwili Scarlett otworzył lekko oczy, mimo wszystko wciąż dotykając ust dziewczyny. Ona również na niego spojrzała spod wpółprzymkniętych powiek. Oboje dobrze się zrozumieli. Scarlett czuł się tak pierwszy raz, choć setki razy to robił. W takim razie właśnie to- uczucie- skłoniło go do kontynuowania w podobnym duchu namiętności, której choć wtedy pozwolił dojść do głosu.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz