niedziela, 31 stycznia 2016

Domina z szerokim uśmiechem podniosła się z ziemi, otrzepała spódnicę i podążyła za przyjacielem. Musieli przejść kawałek do dorożki, która zawiozła ich do pałacu. W czasie drogi rozmawiali o trywialnych rzeczach, takich jak aktualne zajęcia, zainteresowanie- głównie, czy rozwinęły się od dzieciństwa, aż w pewnym momencie zeszli na grunt rodzinny. Tym tematem Domina wydawał się wyjątkowo zafascynowana; ze szczegółami wypytała Enareta o jego rodzeństwo, matkę, a na końcu ojca.
-Skoro jesteś następny w kolejce do tronu, to zapewne król darzy się wyjątkowym uczuciem, prawda?- zapytała, próbując ukryć ekscytację, którą książę zignorował.
-Czy ja wiem…- wzruszył ramionami- Moim zdaniem stara się być sprawiedliwy w stosunku do każdego z osobna, zwłaszcza, iż jest nas czworo; musi wszystkie swoje dzieci obdarować równym uczuciem, choć są one różnorakie- nie będzie zachowywał się w stosunku do mnie tak samo jak do Fortisa.
-Więc chodzi tu o zachowanie- można kochać kilka osób na raz, ale każdą inaczej?- zapytała z rosnącym zainteresowaniem.
-Można to tak ująć- Enareta krępowały takie ,,babskie” rozmowy-  Nie znam się na tym, nie mam dzieci, ale czasem obserwuję ojca i widzę, jak odnosi się do każdego z naszej czwórki.
-Dla kogo jest najostrzejszy?- Domina przechyliła lekko głowę na bok.
-Chyba…- Enaret udawał, że rozmyśla nad pytaniem- nad Scarlettem- swego czasu dużo narozrabiał.
-Co zrobił?
Książę westchnął i potarł kark, jak gdyby ze wstydem, lecz Domina utknęła w nim wzrok mówiący, że nie zamierza odpuścić.
-To zdarzyło się, gdy Scarlett miał dwieście dziesięć lat; już wydawało mu się, że jest dorosły i może sobie pozwolić na wszystko- Enaret mówił, lecz patrzył w bok, jakby jego słuchaczem był drzwi pojazdu- Moc zaczęła w nim dojrzewać, ale mój brat jeszcze nie umiał jej kontrolować. Gdyby tylko jego wybryki nabrałyby rozmiaru szczeniackich wygłupów, lecz jemu zawsze marzyło się coś więcej- odkąd pamiętam jego zachowanie, a później ukształtowane poglądy były skrajne od powszechnych. Scarlett należy do tych osób, które lubią wzbudzać kontrowersję, jednak robi to za pomocą podstępów, manipulacji i kłamstwa, a nie prowokacyjnego zachowania.
-Co zrobił?- zapytała młoda kobieta z lekkim naciskiem.
-Wszczął rebelie w zamku- Enaret zaczął bawić się nitką wystającą z rękawa aksamitnego swetra.
Dziewczyna uniosła wysoko brwi, otwierając równocześnie szeroko oczy ze zdumienia, lecz nie powiedziała nic, tylko słuchała dalej.
-Podburzył podkuchenne- wmówił im, że pracują w najgorszych warunkach w zamku i że ich płaca jest poniżej minimalnej. Młode, niewinne panienki dały się nabrać i na kilka godzin wstrzymały prace.
-Co się z nim potem stało?- zapytała Domina z przejęciem.
-Po pierwsze, co stało się z podkuchennymi- Enaret zignorował częściowo pytanie koleżanki- Nie dostały miesięcznej pensji, a ich przełożone dodały każdej obowiązków, wedle swoich upodobań. Co stało się z moim bratem?- wzruszył ramionami- Rodzice podobno obopólnie zdecydowali, aby wysłać Scarletta na specjalny obóz resocjalizacyjny, choć matka wydawała się zdruzgotana taką perspektywą dla swego ukochanego syna. Suma summarum- mój młodszy brat wrócił, moim zdaniem, znacznie gorszy.
-Czyli?
Enaret spojrzał przeciągle na koleżankę- męczyły go te pytania.
-Czyli miast ogłady, nabrał tam większego wyrachowania, zdobył nowe techniki manipulacyjne oraz udoskonalił się w przekrętach. W skrócie- jest jeszcze większą szują niż dotychczas.
-Za takiego uważasz swego rodzonego brata?- w głosie Dominy można było wyczuć niewyjaśnioną złość.
Książę wzruszył ramionami.
-Za takiego dał się uważać.
Zapadła dość długa cisza; Enaret starał się odwrócić myśli od przeprowadzonej przed chwilą rozmowy, natomiast Domina analizowała każdą otrzymaną informację. Scarlett wydawał się być idealny…
-A twój ojciec?- zapytała Domina, kładąc kres głuchej ciszy, przerywanej jedynie stukotem kół.
-Co ,,mój ojciec”?- zapytał Enaret, może zbyt trochę szorstko- Chcesz wiedzieć, jaki on jest?- złagodził ton swojego głosu.
-Nasz władca jest dość ciekawą personą- dziewczyna wzruszyła ramionami, jakby pytała od niechcenia, lecz drżenie jej głosu zdradzała, iż jest bardzo zaangażowana w rozmowę- Intryguje mnie odkąd zaczęłam pojmować najprostszą politykę.
-Fakt- postać mojego ojca może wydawać się ciekawa, lecz nie dla kogoś, kto przeżył z nim trzysta sześćdziesiąt lat- książę mówił, tak jakby chciał się usprawiedliwić.
-Ale mimo wszystko jesteś w stanie mi o nim opowiedzieć, czyż nie?- Domina nie dawała za wygraną; nachyliła się do przyjaciela i utkwiła w nim ciekawskie spojrzenie.
-Spróbuję- Enaret westchnął; rozmowa nie była jego najmocniejszą stroną- Za każdym razem pozuje na stabilnego, pewnego siebie władcę i w istocie taki jest, lecz w środku, gdy nie musi zajmować najwyższego stanowiska gdziekolwiek się pojawi, czai się delikatność i wrażliwość, zarezerwowana dla ludzi, których kocha.
-Których kocha?- zapytała Domina trochę nieobecnym tonem.
Mężczyzna zignorował to, chciał skończyć jak najszybciej.
-Dla naszej czwórki stara się być stanowczy, aczkolwiek często nam pobłażał. Teraz wie, że każdy z nas ma swój rozum i stara się nauczyć nas go dobrze wykorzystać.
-Rozum?- dziewczyna spojrzała lekko zdziwiona na przyjaciela, mnąc w rękach niezapominajkę.
-Może bardziej- umysł- poprawił się Enaret- W każdym bądź razie, jest dobrym ojcem i z tego co widzę, równie oddanym mężem.
Młoda panna Pater uśmiechnęła się.
-Nigdy w to nie zwątpiłeś?- zapytała.
Książę odwrócił szybko twarz w stronę swej rozmówczyni i przyjrzał się jej; przestała bawić się kwiatkiem i teraz tylko spod swych długich rzęs obserwowała reakcję przyjaciela.
-Mam podstawy, by w to wątpić?- zapytał Enaret z wahaniem.
-Jest tylko mężczyzną- odparła Domina cicho; po chwili skupiła wzrok na swej spódnicy i więcej się już nie odezwała.
Po zaledwie kwadransie woźnica zatrzymał się na żwirowanej drodze prowadzącej do pałacu
-Jesteśmy!- zawołał, choć siedzący w powozie zdążyli to pojąć wcześniej.
Mężczyzna około pięciuset letni zeskoczył z kozła i spokojnym krokiem podszedł do drzwi powozu, by wypuścić podróżnych. Gdy wychodzili, złożył im niskie ukłony.
Domina po wyjściu z pojazdu spuściła trzymaną spódnicę i poczęła zachwycać się nad budowlą.
-Jest piękniejsza niż ją zapamiętałam- cudownie mieni się w blasku słońca- mówiła wyraźnie oczarowana.
-W istocie to nadzwyczajne miejsce zwłaszcza dla kogoś, kto dawno tu nie bywał- Enaret wydawał się nie pamiętać insynuacji dziewczyny co do wierności małżeńskiej jego ojca; z uśmiechem podał przyjaciółce ramię i zaprowadził do środka pałacu.
Nie rozpisując się nad całą, dwugodzinną wyprawą powiem tylko, że Domina była zachwycona złoceniami, ekskluzywnymi obiciami, srebrami, obrazami, zdobionymi ramami, kolumnami, dywanami, arrasami, kryształami, diamentami, a przede wszystkim strojami z gabinetu matki, do którego para ukradkiem weszła pod nieobecność królowej. By opisać wszystko ze szczegółami brakłoby na to wszystkich książek świata; Pałac Regium znany jest ze swego przepychu oraz kunsztu projektanta, który sprawił, że pierwszym wrażeniem po wejściu do samego budynku jak i każdego pokoju z osobna nie był kicz lub przesyt, a kolejnym- zniesmaczenie.
-Jest tego tak wiele, że mój umysł nie był w stanie tego wszystkiego zakodować, gdy człowiek był młody i niezbyt pojętny- mówiła Domina przeglądając suknie wieczorowe- Wierzę, że teraz moje wspomnienia będą bardziej klarowne.
-Ja również na to liczę- Enaret obserwował rosnącą ekscytację przyjaciółki- Jeśli tak się stanie, nie będziemy musieli marnować naszego jakże cennego czasu na kolejne wędrówki po zamkowych korytarzach.
-Aż tak bardzo łakniesz mojego towarzystwa?- dziewczyna nawet na niego nie spojrzała, choć te słowa wyraźnie ją usatysfakcjonowały.
-Jeżeli tylko pójdziemy w tym samym kierunku, co dotychczas…
-No może z wyjątkiem małych spięć- przerwała mu dość zuchwale znajoma.
-To bez znaczenia- Enaret kontynuował w tym samym tonie- Suma summarum liczę na twe częstsze odwiedziny w tych murach.
Tym razem Domina odwróciła się do księcia i posłała mu szeroki, szczery uśmiech.
Godzinę później młoda kobieta oświadczyła, że musi już wracać na spotkanie ze sztabem wyborczym. Enaret zatem uprzejmie zaproponował swe towarzystwo do czasu przyjazdu dorożki, po którą kazał posłać.
Młodzi ludzie schodzili właśnie z głównych schodów i śmiali się z opowiedzianej przez Dominę anegdotki z jej dzieciństwa, gdy niespodziewanie wpadli na jednego z mieszkańców pałacu.


Pierwsza godzina minęła obu mężczyzną dość szybko, ponieważ mieli wystarczająco sił. Fortisowi wydawało się, że całkiem rozumie te pierwsze zasady.  Niestety kolejne dwie godziny okazały się prawdziwą męką, a w przeciągu kolejnych sześćdziesięciu minut Scarlett musiał sięgnąć po kalikras, czyli tradycyjny królewski napój.
-Jeszcze raz- mówił Scarlett, rozlewając trunek do grubych, pięciocentymetrowych kieliszków- Kto nie może brać udziału w akcjach ratowniczych?- mężczyzna duszkiem wypił zawartość kieliszka.
-Osoby noszące… brody… bokobrody… wąsy… długie włosy- wymieniał Fortis z wyraźną trudnością- lub jeżeli… nie przestrzegają bieżącego golenia zarostu twarzy… Co to za zasada?- zapytał, a zarazem potem pociągnął spory łyk kalikrasu.
-Absurdalna, lecz funkcjonująca w naszym państwie- Scarlett usiadł w poprzek fotela tak, że teraz nogi zwisały mu bezwładnie z jednego oparcia- Ale uwierz mi, jest więcej takich bzdur. Jutro omówimy zasadę numer sześćdziesiąt cztery: ,,Opodatkowanie żywności, przekazywanej w akcie darowizny”. Innymi słowy lepiej ją zniszczyć niż dać głodującym- mężczyzna przetarł oczy ze zmęczenia.
-Już gorszy jest chyba ,,Mandat za używanie wulgaryzmów podczas ratowania ofiar wypadków”- Fortis prychnął- Jak można funkcjonować z takimi głupotami.
-A no widzisz- jakoś się da- westchnął młody książę- Ale ty tego nigdy się nie nauczysz; nie w takim tempie.
-Dzięki- odburknął mu brat.
Scarlett pokręcił głową, po czym ponownie sięgnął po butelkę i nalał sobie oraz starszemu bratu.
-Zasada numer szesnaście- powiedział władczym tonem.
-Szesnaście…- Fortis musiał wpierw przypomnieć sobie cokolwiek, co kojarzyło mu się z tą zasadą- To było o poborze do armii?- spojrzał błagająco na Scarletta; ten jednak tylko wzruszył ramionami- Więc…- wyprostował się na kanapie- do testów sprawnościowych mają podejść wszyscy młodzi mężczyźni, którzy ukończyli 216 lat oraz którzy posiadają zaświadczenie o prawidłowym rozwoju fizycznym i braku ułomności z nim związanej- wyrecytował- Dobrze?
-Prawie- odparł Scarlett bezbarwnie- To była zasada osiemnasta, a zasada szesnasta odnosi się do zwolnienia dyscyplinarnego z powodu każdego wykroczenia, które nie figuruje na tzw. Liście Wykroczeń. Jakie to są przykładowo czynności?
-Z listy?
-Tak.
Fortis znów musiał pomyśleć dłuższą chwilę nim udzielił odpowiedzi i tak się wahając.
-Opuszczenie dnia pracy, przyprowadzenie dziecka do miejsca pracy lub przyjście do pracy pod wpływem alkoholu.
-A za co można zostać zwolnionym dyscyplinarnie?- zapytał Scarlett, a zaraz potem dopił kolejną porcję kalikrasu, aby ponownie napełnić nim kieliszek.
-Za morderstwo, defraudację pieniędzy i niesubordynację, czyli nieposłuszeństwo wobec porządku ustalonego przez swego przełożonego. Uf!- Fortis westchnął głośno- Jak można to wszystko zapamiętać?
-Jeśli ma się wystarczająco otwarty umysł to owszem- można- odparł młodszy brat z nutą dumy w głosie.
-Może zrobimy sobie przerwę?- zapytał z nadzieją starszy książę.
Scarlett spojrzał przenikliwie na brata, lecz raczej zrobił to, by się z nim podroczyć. Wydawał się poważnie rozmyślać nad tym pytaniem, lecz finalnie tylko prychnął i machnął dłonią na znak przyzwolenia.
-I tak mam cos do załatwienia- odparł tak, jakby lekcje dawane bratu nie miały dla niego większego znaczenia.
-Dobra, idź- Fortis nawet na niego nie spojrzał, tylko wyszedł na balkon przylegający do sypialni brata.
Idąc korytarzem, Scarlett dokładnie zaplanował sobie wszystko, co powie. Nie chciał wyjść na niedoświadczonego, ale z kolei nie na kogoś w stylu Fortisa. Nie miał wprawy w sprawach tego typu, lecz chciał to ukryć, by nie popełnić foux pa. Nie cierpiał popełniać błędów, a zwłaszcza w tak trywialnych sprawach. Lubował się w swym idealnym postępowaniu, a każda rysa na tym perfekcyjnym obrazku wywoływała w nim gorycz, której nie mógł zapomnieć przez dłuższy czas.
Jednakże co takiego wywoływało w młodym księciu chęć zrobienia dobrego, wręcz nieskazitelnego wrażenia? Otóż Scarlett swe kroki skierował na jedno z pierwszych pięter, gdzie zamieszkiwali dworzanie lub bliższa rodzina. Oczywiście były to tylko osoby chcące żyć w pałacu, nie istniał specjalny nakaz rezydowania na dworze. Jednak pewne osoby skuszone fałszywie lukratywnymi propozycjami przyjęły je, a teraz funkcjonowały głównie jako element rozrywki rodziny królewskiej oraz uzupełnienia krzeseł podczas proszonych obiadów.
Teraz właśnie Scarlett szedł do pewnej dwórki, która naturalnym tokiem wydarzeń stała się bliską przyjaciółką Morifii. Ponadto była jedną z niewielu znajomych siostry, którą tolerował, ponieważ reszta wydawała mu się niewysłowienie głupie.
Lecz ostatecznie mężczyzna nie dotarł na miejsce. Plany pokrzyżowało mu spotkanie brata, odprowadzającego do wyjścia pewną młodą, piękną kobietę. Scarlett aż zatrzymał się z wrażenia, gdy tylko ją ujrzał.
-Cóż mój miły bracie tu robisz?- zapytał Enaret śmiejąc się z czegoś, co wcześniej powiedziała mu przyjaciółka- Szukasz szczęścia na korytarzach pałacowych?
-Nie…- książę zawahał się, taksując wzrokiem piękną istotę stojącą naprzeciw niego.
Zapadła chwilowa cisza. Nieznajomi patrzyli na siebie- jedno z zainteresowaniem, drugie z zachwytem. Enaret długo nie mógł pojąć ich reakcji na swoją obecność.
-Nie pamiętacie się?- zapytał zdziwiony.
-Najwyraźniej, jak widzisz- głos Scarletta był wyjątkowo spokojny i jakby trochę nieobecny.
-Ja oczywiście księcia znam, lecz chyba nie osobiście- kobieta uśmiechnęła się szeroko.
-Zatem przedstawię was sobie- Enaret skłonił się lekko- To oczywiście mój najmłodszy braciszek Scarlett, a to moja dawna przyjaciółka, którą dane mi było poznać przy okolicznościach składania wizyty przez mego ojca ludom zamieszkałym przy Jeziorze Exilum…
-Streszczaj się- syknął Scarlett, uśmiechając się sztucznie.
-Mam na imię Domina Pater- młoda kobieta wyciągnęła rękę do nowego znajomego.
-Faktycznie, coś mówi mi to nazwisko- książę ujął dłoń kobiety, lecz miast ją ścisnąć, schylił się i złożył na niej krótki pocałunek.
Enaret był pod pozytywnym wrażeniem zachowania brata.
-Będąc dzieckiem bywałam okazjonalnie w murach zamkowych, lecz w pewnym momencie moje wyprawy się zakończyły- mówiła Domina.
-Wielka szkoda- westchnął książę- Przez to nasza znajomość zamiast trwać odnawia się dopiero w tym momencie.
-Uważam dokładnie tak samo- dziewczyna pokręciła lekko głowa z niedowierzaniem.
Para nawet przez chwilę nie spuściła z siebie oczu, co wywołało w Enarecie uczucie piątego koła u wozu. Odchrząknął zatem, by przypomnieć tej dwójce o swej obecności.
-Śpieszyło ci się, Domino, prawda?- zapytał, być może zbyt szorstko.
-Fakt- kobieta bardzo powoli, aczkolwiek w końcu oderwała wzrok od na nowo poznanego mężczyzny i skupiła się na przyjacielu- Muszę teraz przygotować się do tej kampanii ze zdwojoną siłą.
-Jakiej kampanii?- wtrącił Scarlett.
-Na Przewodniczącego Rady Okręgu Exilum- odpowiedział mu szybko brat.
-Tak- Domina skinęła głową.
-A ja właśnie odprowadzałem moją drogą przyjaciółkę- tym razem to starszy brat uśmiechnął się sztucznie.
-A ja właśnie wracam od matki, która kazała mi przysłać cię do niej, jest w swej sypialni- skłamał naprędce Scarlett.
-Tak?- Enaret nie uwierzy mu, jednakże udał się z powrotem na górę, choć niechętnie zostawiał Dominę z bratem.
Scarlett podał ramię Dominię, na co ta ochoczo przystała. Gdy tylko para wyszła na zewnątrz, kobieta wznowiła konwersację.
-Jakże szlachetny okazał się Enaret pozwalając się zwieść i powierzyć mnie pod twą opiekę.
-W istocie, zaskoczył mnie brakiem uporu- mówił Scarlett zadowolony ze zwycięstwa.
-A ja z chęcią porozmawiam teraz z kimś innym niż Enaret- odpowiedziała mu szczerze Domina.
-Coś mi mówi, iż ta konwersacja będzie znacznie ciekawsza.
-Skąd wiesz, skoro w poprzedniej nie brałeś udziału?
-Rozmowa ze mną jest zawsze ciekawsza; Enaret w poważnej debacie nie potrafi zachować obiektywizmu, a zarazem w szczerych słowach wyrażać swych myśli.
-Ciekawa hipoteza.
-Nie hipoteza, tylko właśnie stwierdzony fakt- spojrzał z lekka kpiąco na swą towarzyszkę- Wybacz, ale znam go dłużej niż ty.
-Ależ naturalnie- Domina nie przejęła się kpiną, jedynie uśmiechnęła się zalotnie- Jednak każdy ma inny dar rozpoznawania ludzkiej natury i zwyczajów. Być może moje zdolności są lepiej rozwinięte od twoich?
-Sporna kwestia- Scarlett zatrzymał się na podjeździe- Który to twój wóz lub chociaż ten, który cię przywiózł?
-Ma być za kilka minut, Enaret wezwał ją kwadrans temu- odpowiedziała Domina rozglądając się- Aczkolwiek go nie widzę.
-To daje nam zatem więcej czasu na rozmowę- Scarlett uśmiechnął się wyjątkowo szczerze.
-Ciekawszą, czyż nie?- tym razem to w głosie kobiety można było usłyszeć nutkę kpiny.
-Mam taką nadzieję- nagle pewna myśl wpadła do głowy mężczyzna, a zważmy na to, iż to już kolejna tego dnia- A może nadarzy się i kolejna okazja?
-Co masz na myśli?- kobieta założyła ręce na piersi.
-Dziś w pałacu jest organizowana jedna z proszonych kolacji. Matka prosiła, bym przyprowadził towarzyszkę. Chciałabyś się nią stać?
-Zapraszasz mnie na kolację rodzinną?- dziewczyna zaśmiała się, lecz po chwili spoważniała- Nie żartujesz? Chcesz bym była obecna na takim wydarzeniu?
-To właściwie żadne wydarzenie- książę wzruszył ramieniem.
-Dla mnie tak- Domina chwilę zastanawiała się nad tą nietypową propozycją- Zgadzam się- skinęła w końcu głową- Powiedz mi tylko, na którą godzinę i jak mam wyglądać.
-Na 20.30, przyjdź gustownie, ale nie przesadzaj- mały błysk w oku mężczyzny zdradzał, że nie sądzi, aby dziewczyna miała w swej szafie coś wielce wyszukanego.
-Dobrze, książę- kobieta dla żarty dygnęła; gdy znów uniosła oczy ku górze (trochę jej brakowało do Scarletta) ponownie z humorem odparła- Skoro ja mam wyglądać gustownie, ty zatem również się postaraj i zrób coś z tą fryzurą, obetnij czy coś.
Mężczyzna zmarszczył nos.
-Nie podoba ci się?- zapytał z lekką złością.
-Nie do twarzy ci w długich włosach.
Scarlett zrobił krok do tyłu i przyjrzał się nowej znajomej.
-Odnoszę nieodparte wrażenie, że w głębi ciebie czai się okrucieństwo-odparł poważnie
Domina uniosła brew.
-Z naszej rozmowy raczej to nie wynika- powiedziała logicznie.
-Lecz czuję to- może dlatego tak dobrze się dogadujemy.
-Na razie- zaoponowała dziewczyna.
Książę uśmiechnął się.
-Na razie- powtórzył za nią.
W tym momencie nadjechał powóz Dominy.
-Jest więc i mój rydwan- odpowiedziała żartobliwie, lecz jej wzrok mówił coś zupełnie odwrotnego; zaintrygowały ją słowa mężczyzny.
-Do wieczora- Scarlett skłonił się, dzięki czemu dostrzegł na ziemi niebieski kwiat- Czy to twój?- zapytał, pokazując go nowej znajomej.
Domina dotknęła miejsca za uchem, gdzie niezapominajka powinna się znajdować.
-Musiał wypaść- odebrała zgubę od księcia- Dziękuję- wpięła ją z powrotem.
Scarlett ponownie się skłonił, na co młoda kobieta odpowiedziała skinieniem, lecz nie wyrzekła już żadnego słowa. Mężczyzna poczekał, aż ta wsiądzie do powozu i odjedzie. Dopiero wtedy odszedł w stronę pałacu, szepcząc do siebie:
-Okrucieństwo?- zmarszczył brwi- Skąd niby to okrucieństwo? Jak to wyczułem? I czy faktycznie?- minął dwóch strażników, którzy spoglądali na niego z konsternacją, ten jednak ciągnął dalej- I dlaczego czułem się tak…- stanął w miejscu; akurat było to schody, gdzie na ścianie znajdowało się lustro; książę przypatrzył się swemu odbiciu- Tak abstrakcyjny od innych uczuć…- zamyślony spojrzał na odbicie swych stóp- Choć staram się nimi nie prowadzić, ponieważ wytrącają człowieka z równowagi, nie pozwalają się skupić temu, co mówi rozum- zawsze praktyczny i rozważny- książę spojrzał głęboko w swoje niebieskie oczy- A jednak teraz poczułem swoistą więź z tą dziewczyną; czy można tu mówić o czymś więcej niż pierwszym dobrym wrażeniu- tego nie wiem- przeczesał włosy- A jednak była na tyle zuchwała, aby mnie- księciu!- zwracać uwagę na temat wyglądu- westchnął i począł znów wspinać się po schodach- Lecz żeby od razu używać wobec niej określenia ,,okrucieństwo”?- zamilkł, widząc przechodzącą opodal służącą; podjął wątek, gdy tylko zniknęła z pola widzenia- Być może my- ludzie ambitni- wyczuwają to u innych. Ale nie- pokręcił głową- okrucieństwo to nie ambicja. Wiążą się często ze sobą, lecz nie są bezpośrednio spokrewnione. Zatem dlaczego takie skojarzenie wywołała we mnie rozmowa z tą… z Dominą- głos lekko mu zmiękł- Ładne imię, dobrze prezentuje się przy moim; a skoro dziewczyna ma chęci na stanowisko przewodniczącego, to zapewne i na kogoś więcej- Scarlett stanął u szczytu schodów- Może stałaby się ona moją popleczniczką, gdybym tylko zaznajomił ją w swoich planach- wydaje się dobrą manipulatorską, a zarazem kimś, kto wzbudza zaufanie. Takie osoby są wielce pomocne, gdy chce się zdobyć władzę; mógłbym jej zaproponować stanowisko królowej, gdyby tylko miałaby odpowiednie predyspozycje do czynienia… zła?- był niepewny w tym, co mówi- Czy mogę to aż tak wyolbrzymić? Muszę jednak poznać pannę Pater bliżej, by stwierdzić, czy nadaje się do bycia moim pionkiem. Taka okazja nadarza się dziś wieczór i imam nadzieję, iż później będziemy mogli przedyskutować aspekty… mojej idei- Scarlett uśmiechnął się do siebie chytrze.
Mężczyzna westchnął.
-,,Koniec rozmyślań, czas wracać do tego osiłka”- pomyślał i wydłużył krok, by nie pozostawiać swego brata zbyt długo samemu sobie.
Po wejściu do swej komnaty Scarlett ujrzał swego brata wciąż stojącego na balkonie i opierającego się o balustradę, lecz teraz wyraźnie zainteresowanego kimś znajdującym się na zewnątrz.
-Więc jesteście z centrum? Świetnie, często tam bywam, a przynajmniej zacznę- Fortis roześmiał się.
Scarlett przewrócił oczami; podszedł po cichu do starszego Toma i stał przy nim przez chwilę.
-Jeśli chcecie, mogę was odprowadzić- mówił Fortis, nie zauważywszy brata- To niebezpieczne wracać tak samemu do miasta.
-Nie jesteśmy same- odparła okrągła na twarzy blondyneczka- Mamy siebie- roześmiała się, a jej koleżanka do niej dołączyła.
-No tak- próby mężczyzny spaliły na panewce- A byłyście kiedyś na kolacji w pałacu?- spróbował ponownie.
-Nie- odpowiedziała blondynka.
-Nigdy- odparła w tym samym czasie ta druga- wysoka brunetka.
-I raczej nie będziecie- wtrącił Scarlett, patrząc znacząco najpierw na nieznajome, a potem na brata.
Młode dziewczyny schyliły pokornie głowy i odeszły równym krokiem, na co Fortis spojrzał na brata z wyrzutem.
-Musiałeś przegonić takie dwa smakowite kąski?- zapytał.
Młodszy książę spojrzał na starszego spod uniesionej brwi.
-Do takiej rangi zniżasz te dwie kobiety, nie ważne jak powabne by nie były?- zapytał z niedowierzaniem; nawet on nie jest taki grubiański.
-Nie… nie to miałem na myśli- teraz Fortis przewrócił oczami, ale jak gdyby był małolatem- W moich ustach to był komplement.
-A zastanowiłeś się, czy w ich uszach też?- książę wrócił do pokoju- Lepiej zajmij się czymś, co również ci nie wychodzi, ale przynajmniej się przyda.
Starszy z mężczyzn naburmuszył się, lecz posłusznie wrócił do obowiązków. Jednak usiadłszy na kanapie i wziąwszy arkusz pełen zasad, jego resztki chęci do pracy nagle wyparowały.
-A tak wracając do naszej rozmowy- zagaił, próbując zmienić temat i odłożyć na jakiś czas powrót do nauki- Czy żadna z tych panien ci się nie spodobała?
Scarlett, w tym momencie sprawdzający, których pytań nie przerobili, spojrzał na brata nie kryjąc zdziwienia.
-Mnie?- uniósł jedną brew- W jakim sensie?
Fortis westchnął.
-Och, bracie, ty w ogóle nie jesteś otwarty na nowe znajomości- odparł.
-Nie prawda- Scarlett oburzył się na to stwierdzenie- Nawet przed chwilą poznałem dość interesującą młodą kobietę.
-No proszę- książę był wyraźnie zadowolony z takiej nowiny- Ładna?
Jego brat prychnął.
-Tak, ale nie to jest najważniejsze- pokręcił głową, wracając ostentacyjnie do przeglądania notatek.
Fortis jednak nie chciał się szybko poddać.
-Jak wyglądała? Brunetka, czy może blondynka- nachylił się w stronę brata.
-Ta wiedza nie jest ci potrzebna- Scarlett nawet nie podniósł na niego wzroku- Pytanie dwudzieste piąte.
-Ty mi tu z nauką nie wyjeżdżaj- książę zaśmiał się- Boisz się, że mogła by paść ofiarą mojego uroku.
-,,Boże- widzisz, a nie grzmisz”- pomyślał Scarlett, tracąc wiarę w inteligencję starszego brata.
  Nagle w głowę Fortisa uderzył opasły tom. Mężczyzna spadł z kanapy.
-Dlaczego znowu w głowę?- jęknął, trzymając się za nią.
-Zjeżdżaj stąd- Scarlett go zignorował; wstał z fotela i skierował kroki w kierunku okna, jak gdyby teraz podziwianie widoków stało się jego najważniejszym zajęciem.
Fortis z bólem, aczkolwiek zadowolony porwał kartki ze stołu i uciekł z tej komnaty. A gdy tylko zamknął za sobą drzwi, jego brat wzniósł oczy ku niebu.
-Ikesie, daj mi siłę, bo ja z nim już nie wytrzymam- zwrócił się do bóstwa.
Scarlett stał przez chwilę przy oknie, lecz jego oczy zaszły mgłą, spowodowaną głębokim zamyśleniem. Nad czym tak myślał? Nie- nie nad Dominą- na nią przeznaczył już czas. Teraz jego umysł zajęła ta maleńka myśl, którą pojawiła się już w rozmowie ze starszym bratem; związany z nią czyn był ryzykowny, aczkolwiek mógł przynieść od tak dawna wyczekiwany efekt. Efekt w stopniu tak potężny, że stałby się przepustką do marzeń księcia. Lecz pomysł był równie ryzykowny, co skuteczny. Mężczyzna miał zatem przed sobą alternatywy. Scarlett westchnął- teraz powinien skupić się na zbliżającej się kolacji, na którą zaprosił poznaną przed kilkunastoma minutami dziewczynę. Gdy młody Tom znów zaprzątnął sobie nią głowę, przypomniały mu się jej słowa. Ruszył się w końcu z miejsca, by wyjść na korytarz. Szczęśliwie prawie natychmiast natknął się na jedną z przechodzących akurat pokojówek.
-Zawołaj Kommotisa- rozkazał sucho, nie mogąc zwrócić się do dziewczyny po imieniu, ponieważ go nie pamiętał; ale przecież nie było mu to do szczęścia potrzebne, prawda?


O 20.27 przed pałac królewski zajechała dorożka, z której wyszła śliczna młoda kobieta, ubrana w swą najlepszą sukienkę- tiulową, w kolorze pudrowego różu, sięgającą do kotek, na cienkich ramiączkach, . Wieczór był ciepły, zatem Domina na ramiona zarzuciła jedynie jedwabną, białą chustę, by zakryć ramiona, plecy i dekolt. W misternie upięte w gęstego warkocza włosy miała wpięte małe, mieniące się gwiazdki. Biżuteria dziewczyny była sztuczna, ale efektowna- jedynie na ręce udało jej się zrobić bransoletkę z prawdziwym kwiatem od Enareta. Zachwycona sobą i zbliżającą się kolacją, panna Pater dała się poprowadzić na drugie piętro, gdzie miała czekać na swego towarzysza. Nie trwało to jednak długo- już po chwili usłyszała kroki kogoś schodzącego po schodach. Odwróciwszy się, doznała małego szoku.
-Widzę, że może nie słuchasz rozkazów, lecz rad- owszem- odezwała się bez przywitania do Scarletta.
-Po prostu doszedłem do wniosków równoznacznych z twoimi- książę schylił się nad dłonią dziewczyny i pocałował ją z prawdziwą galanterią- Gotowa?- zapytał, podając swe ramię.
Domina chętnie skorzystała z niemej propozycji. Para, z której emanował niebywały wdzięk i atypowość, udała się bocznymi schodami do jadalni, która tylko z nazwy wydawała się pospolita. Tak naprawdę z każdej strony bił już dobrze znany przepych, czyli złoto srebro, aksamit i Bóg wie, co jeszcze- za każdym razem po wejściu do jadalni odnawiało się uczucie znajdowania się w rupieciarni. Na ścianie z wielką trudnością odnajdywało się pojedyncze plamy pustej przestrzeni. Mimo to brak gustu nie odstraszył młodej kobiety, która z zachwycała się nad każdym metrem sześciennym, czy to ściany, czy podłogi. Nic nie było w stanie zepsuć jej humoru, potęgowanym perspektywą wykwintnej kolacji i to w towarzystwie takich osobistości; nikt spoza dworu nie miał wstępu na tego typu fetę, a jej się udało. Do tej pory nie była w stanie stwierdzić, co dokładnie wpłynęło na decyzję księcia. Zdawała sobie sprawę ze swego wyglądu, nie należała do szarych myszek, lecz nie sądziła, by Scarlett należał do powierzchownych mężczyzn. Musiał dostrzec w niej coś nadzwyczajnego, że tak lekką ręką zaprosił obcą osobę do swych pieleszy. Tylko co?
CDN...

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Tam- czekając na Fortisa, z którym umówił się na pomoc przy Zasadach Ustrojowych- otworzył kopertę ukradzioną królowi. W środku znajdowały się chaotyczne notatki, spisane przez kogoś o brzydkim charakterze pisma. -Co za bazgroły- westchnął Scarlett, próbując odszyfrować jedną ze stron- Co tu pisze? Deficyt?- książę uniósł wysoko brwi, gdy zdał sobie sprawę, czego dotyczą notatki.
,,Aby pozyskać pieniądze na zmniejszenie deficytu budżetowego powinniśmy nie dość, że opodatkować targi, to również aktywa bankowe. Nie znajdziemy innego sposobu na zapchanie dziury budżetowej. Społeczeństwo musi nam pomóc w zmaganiach z tym problemem, który dusi nasze państwo od setek lat. Nie tylko my powinniśmy się poświęcać narodowi- obywatele muszą wesprzeć Millenię w dążeniach do jej renowacji.”
-Piękne słowa, które są w stanie skusić mego ojca- Scarlett rzucił papiery na swe biurko.
Mężczyzna oparł się o krzesło z rezygnacją. Przetarł oczy, czując się o wiele starszym niż w rzeczywistości był.
-,,Ten stary dziad zaczyna tracić zmysły, dając się tym samym wykorzystać- myślał lekceważąco na temat swego ojca- Nie widzi, co jest dobre, a co nie, lecz najpewniej rozpoznanie tego utrudnia mu chęć zysku lub fałszywe dobro. W sumie niewiele mnie interesuje, kto i ile będzie płacił, martwi mnie jedynie, że i ja mogę kiedyś stać się takim głupcem. A jeżeli mam być królem, nie mogę sobie pozwolić na inne manipulacje niż moje- ktoś zapukał do drzwi- No i idzie kolejny idiota”- westchnął, po czym krzyknął- Wejść!
Fortis wszedł pewnym krokiem do komnaty brata. Wniósł ze sobą opary wina i kobiecych perfum.
-Czuję w kościach, iż oderwałeś się od bardzo pasjonującego zajęcia- odparł Scarlett z pewną odrazą w głosie.
Fortis uśmiechnął się szeroko, czego Scarlett nie mógł widzieć, aczkolwiek domyślił się tego.
-Masz rację, bracie i tobie radziłbym spróbować tego, hmmm… zajęcia- ton głosu mężczyzny był z lekka kpiący.
-Żeby się rozpraszać? Nie dziękuję- odrzekł książę, chowając skradzione notatki do koperty, którą następnie wrzucił do szuflady biurka.
-Od czego rozpraszać?- Fortis zaśmiał się lekko, siadając na kanapie- Od przygotowań do roli króla? To raczej nie nadejdzie zbyt szybko.
-Jeszcze się zdziwisz- odparł Scarlett cicho.
-Co?- Fortis odwrócił się w stronę brata.
-Nic- młody mężczyzna podszedł do księcia i rzucił mu na kolana stertę kartek, zapisanych od góry do dołu.
-Co to jest, do diabła?- zapytał Fortis ze złością.
-Pełna lista Zasad Ustrojowych od A do Z- Scarlett usiadł naprzeciw brata- Codziennie będziemy się uczyć po 67.
-Sześćdziesiąt siedem?- Fortis pochylił się do brata- Myślałem, że po najwyżej dwadzieścia pięć.
-Dwieście podzielone przez trzy- czyli dni- to po zaokrągleniu sześćdziesiąt siedem, kolejne trzy dni na powtórzenia, a siódmego dnia…
-…Bóg odpoczywał- przerwał mu brat i zaśmiał się- Tak nas uczyli na humanologii.
Scarlett posłał mu ostre spojrzenie.
-A siódmego dnia- kontynuował- zrobię ci test powtórzeniowy.
-A kiedy ja się przygotuję do części fizycznej i będę odpoczywał?- sprzeciwił się Fortis.
-Całe życie odpoczywasz za pomocą ćwiczeń fizycznych- Scarlett wzruszył ramionami- Takie dwa w jednym.
-Ta…- westchnął starszy książę.
-Uczyłeś się już czegoś?- ton głosu jego brata trochę zelżał.
-Co nieco… ale trudno mi je zapamiętać- Fortis podrapał się po głowie- Miałem nadzieję, że użyjemy jakiegoś podstępu na teście…- spojrzał wyczekująco na brata.
Scarlett siedział przez chwilę, nie odezwawszy się na propozycję Fortisa. Jedynie patrzył na niego wnikliwie. A przynajmniej takie wrażenie odebrał książę. W rzeczywistości Scarlett powolutku mocą uniósł ze swego łóżka jedną z poduszek, aby po chwilę zrzucić ją na głowę swego rozmówcy.
-Ała!- krzyknął mężczyzna, ponieważ uderzenie nie należało do lekkich.
-Chyba zwariowałeś- Scarletta nie interesowały jęki brata.
-No co?- zapytał zdenerwowany Fortis; podniósł poduszkę z podłogi i rzucił nią w brata, lecz ten wykonał zręczny unik- Jeśli tego nie zdam, mogę pożegnać się z kandydaturą do tronu.
Słowa brata zdziwiły Scarletta, jednak ten próbował to skrzętnie ukryć.
-Naprawdę?- zapytał, walcząc z cisnącym się na usta uśmiechem satysfakcji.
-Tak mi powiedział ojciec- wyjaśnił Fortis spokojnie- ,,Jeżeli nie będziesz w stanie zapamiętać najprostszych zasad, to jak ja mógłbym ci powierzyć tak odpowiedzialne stanowisko?”- zacytował króla; westchnął- A ja nie mam głowy do takich rzeczy.
Scarlett mruknął aprobująco, lecz myślami był daleko.
-Czy Enaret również miał taki warunek?- zapytał po chwili ciszy.
-Z tego, co wiem, to nie- wzruszył ramionami Fortis- Więc widzisz, jakie to ważne.
-Ważne?- Scarlett zwrócił teraz sto procent swej uwagi na brata- Chciałbyś być kiedyś królem?- zapytał niby to obojętnie.
-Nie wiem- jeśli nie będę miał innego wyboru- książę nie zwrócił uwagi na zmianę zachowania brata- Szczerze wolałbym żyć tak jak do tej pory. Taki styl bardzo mi odpowiada.
-Zero zmartwień, prawda?- Scarlett uśmiechnął się krzywo- To po co zdajesz ten egzamin? Przecież możesz zrezygnować.
-Ponieważ ojciec uważa, że to pokaże, czy w ogóle jestem godny królewskiej krwi, a co za tym idzie- zaszczytów.
Scarlett skinął głową na znak aprobaty. Ta informacja była dla niego kluczowa. Spowodowała również pojawienie się w głowie młodego Milleńczyka pewnego pomysłu… Książę przypomniał sobie o pozostałej dwójce pretendentów do tronu. Jeżeli zrealizowałby swój plan, rodzeństwo stałoby się tylko pionkami jak na szachownicy.
-Scarlett?
Mężczyzna poczuł się jak wybudzony z głębokiego snu; poprawił się na fotelu i odchrząknął, nim zaczął mówić:
-A zatem bierzemy się do pracy?- spojrzał na kartki, które wręczył bratu- Mamy wiele do zrobienia, a ja muszę przed kolacją załatwić pewną sprawę. Ewentualnie możemy jeszcze popracować po posiłku.
-O nie- Fortis pokręcił głową- Wieczór mam zajęty.
-Twoja strata- Scarlett był wobec tych słów obojętny; jeśli brat się nie nauczy tym lepiej dla niego- Zatem bierz pierwszą z kartek i zaczynamy.
Fortis westchnął i niechętnie posłuchał młodszego brata.


Enaret był tego dnia umówiony ze starą koleżanką, która kandydowała na przewodniczącą Rady Okręgu Exilum. Nazywa się Domina Pater i pochodzi z małej wioski rybackiej, położonej nad Jeziorem Exilum. Jeśli by jej się udało objąć to stanowisko, to byłaby pierwszą młodą osobą i do tego kobietą piastującą ten urząd. Poprosiła swego przyjaciela księcia o pomoc w zjednaniu sobie ludzi i radę urzędniczą.
Enaret obiecał Dominie, że spotkają się nad jeziorem, aby ta nie musiała wydawać pieniędzy na transport. Dziewczyna nie pochodziła z bogatej rodziny, ponieważ takowa nie znajdowała się w wiosce- z rybactwa bardzo trudno wyżyć, zwłaszcza w takim drogim kraju. Książę zdawał sobie z tego sprawę, a że bardzo przejmował się losem swoich przyszłych poddanych, postanowił osobiście zjawić się w Okręgu Exilum (taka nazwa oficjalnie figuruje w obiegu). Poza tym Enaret chciał wyrwać się na chwilę z pałacu i zobaczyć piękne zakątki Millenii.
Czekał na Dominę siedząc na brzegu Jeziora Exilum. Wpatrywał się w jego niczym nie zmąconą, spokojną taflę, idealnie gładką jak szklanka. Chciał kiedyś osiągnąć taki spokój, ponieważ choć książę wydawał się opanowany, często w środku targały nimi skrajne uczucia; zwłaszcza gdy widział biedę i czuł niemoc jej zaradzenia. Sam sobie wydawał się w takich chwilach bezużyteczny, bo jakaż była jego rola na tym świecie, jeśli nie pomoc innym? On miał pławić się w luksusach, a inni nie mieli co zjeść przez nawet kilka dni. Lecz nie tylko to go niepokoiło. Również dopadał go strach przed perspektywą objęcia rządów po ojcu. Czuł, że będzie dobrym królem, ale zarazem wiedział, iż nie jest jeszcze na to gotowy. Choć taki stan rzeczy mogła wywoływać osoba Gianny. Kochał ją i nie wątpił w to. Czuł, iż jest ona miłością jego życia, większą niż miłość do kraju i podwładnych. Mógł dla tej dziewczyny rzucić wszystko, ale jednocześnie czuł, że może być to niemożliwe. Ba!- to jest niemożliwe, ze względu na kilka jakże drobnych szczegółów, na przykład takich, iż Gianna nie przeżyje jakiś siedemset lat, tak jak Enaret oraz nie posiada zdolności chociażby w pewnym stopniu tak rozwiniętych jak jej wybranka. To były dwa główne zmartwienia Enareta, a miał ich jeszcze trochę w zapasie.
Nagle mężczyzna usłyszał czyjeś kroki. Odwrócił się i podniósłszy głowę ujrzał jedną z najpiękniejszych kobiet, jakie dane mu było podziwiać.
Domina przede wszystkim ma piękny, hollywoodzki, pełny uśmiech. Oczy są brązowe, niezbyt duże, ale i nie za małe, które okalają gęste, długie rzęsy. Brwi ma wyraźne, lecz nie krzaczaste na niewysokim czole, a jej włosy są prawdziwym arcydziełem- gęste pukle o wielu odcieniach brązu, od czekoladowego, przez orzechowe, a na końcówkach wpadają nawet w miodowy, który również pojawia się w niektórych pasmach, tworząc w blasku słońca niesamowite refleksy. Teraz jej włosy zaplątane były w długiego warkocza, opadającego luźno na ramię.
Twarz kobiety jest szczupła, ale policzki trochę pyzate, tworzące piękne tło dla uśmiechu. Domina ma piękną figurę z zaokrągleniami w odpowiednich miejscach. Ponadto nie należy do wysokich osób- prawie 160 centymetrów.
Ubrana była w tradycyjny letni stój chłopski- długą, zwiewną, brązową spódnicę oraz czerwoną koszulę bez rękawów, związaną na brzuchu. Wyglądała dość prosto, lecz właśnie w tej prostocie najbardziej onieśmielała swoją naturalnością i wręcz eteryczną urodą.
Z uśmiechem na ustach Domina zbliżała się do Enareta. Ten aby ją ujrzeć musiał przysłonić sobie oczy, ponieważ raziło go słońce, które w swej oprawie dodawało dziewczynie jeszcze większego uroku.
-Witaj, książę- Domina satyry stycznie dygnęła z wielką przesadą.
Enaret zaśmiał się i odpowiedział jej tym samym- oczywiście na tyle, na ile mógł, zważywszy na to, iż siedział w tamtym momencie na trawie.
Domina usiadła ciężko obok kolegi i rzuciła mu na kolana teczkę, którą chłopak dopiero teraz zauważył.
-To są projekty moich plakatów wyborczych, expose oraz obietnice wyborcze- odparła dziewczyna.
 -Nie za wcześnie na expose?- zapytał Enaret unosząc brew.
-Przezorny zawsze ubezpieczony- wzruszyła ramionami młoda kobieta, po czym ponownie się zaśmiała- Idę po zwycięstwo.
-Pewny kandydat, to dobry kandydat, byleby nie był pyszny- powiedział książę, może ze zbyt wielką powagą jak na taką chwilę.
-W takim razie o mnie nie musisz się martwić- jestem pewna, ale pokorna- Domina nie zważała na ton głosu przyjaciela- A teraz mógłbyś to przejrzeć.
-A, tak, oczywiście- Enaret pośpiesznie otworzył teczkę i w spokoju zaczął przeglądać propozycje kandydatki.
Chwilę trwało, nim książę zaznajomił się ze wszystkim, zastanowił się nad tym i wypunktował w swojej głowie rzeczy do poprawy. W tym czasie Domina postanowiła skorzystać ze słońca i trochę się poopalać. Jednakże, aby nie gorszyć jej towarzysza, dziewczyna jedynie rozciągnęła się nad brzegiem jeziora i pozwoliła ogrzewać promieniom słonecznym. Przysłoniła oczy ręką i oddała się marzeniom, które z chwilą stały się sennym wyobrażeniem. Dziewczyna zaczęła odpływać duchem, gdy z tego stanu wyrwał ją głos księcia.
-Mam kilka obiekcji, lecz całość jest zrobiona poprawnie- odparł Enaret, spoglądając na przyjaciółkę, nie zdając sobie sprawy, że prawie zasnęła; dopiero brak odpowiedzi z jej strony dał mężczyźnie do myślenia- Domina?- potrząsnął delikatnie dziewczynę za ramię.
-Co mówiłeś?- młoda kobieta nagle się ocknęła.
-Mówiłem, że mam kilka obiekcji, lecz reszta jest prawidłowa- powtórzył- Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewasz za to, iż nie dałem ci spać- odparł ze skruchą.
-Nie- Domina roześmiała się, przeciągając się jednocześnie- Przecież pofatygowałeś się tu, by mi pomóc, a zamiast tego ja śpię. Bardzo dobrze postąpiłeś.
-W takim razie ulżyło mi- Enaret również się roześmiał, ale krótko- Możemy zatem przejść do istoty naszego spotkania?
-Oczywiście- Domina usiadła po turecku i wyprostowała plecy, by wydawać się bardziej poważną- O jakich obiekcjach zatem mówiłeś?
-Przede wszystkim zacznijmy od tego- Enaret przyjął ton nauczyciela, a nawet można się pokusić o stwierdzenie, że mentora lub mistrza- czy wiesz, dlaczego chcesz objąć to stanowisko.
-No…- dziewczyna wydawał się lekko zaskoczona- Pomyślałam o kandydowaniu, gdy dowiedziałam się o zmniejszeniu dotacji z Mainu na rozwój rybołówstwa. Mam kilka pomysłów na wybrnięcie z tej sytuacji lub chociażby przekonanie Przewodniczącego Pierwszego Parlamentu na zwiększenie dotacji.
-No dobrze- Scarlett zapisał to na kartce, które przyniósł do swoich osobistych notatek- A czy jesteś pewna, że twoje plany są możliwe do zrealizowania?
-Tak, inaczej bym nawet nie próbowała- dziewczyna skinęła głową, czując się jak na rozmowie kwalifikacyjnej.
-Czy wydaje ci się, iż twoja kandydatura zyskuje na popularności?
-Raczej tak; rozmawiając z ludźmi wyraźnie prezentuje im, co tak naprawdę chcę osiągnąć.
-A twój konkurent lub konkurenci?
-Subiektywnie są beznadziejni- kobieta znów się roześmiała, a kolega jej zawtórował- a obiektywnie ich propozycje wydają się interesujące, lecz większość może być trudna lub nawet niemożliwa do zrealizowania- Domina prychnęła i pokręciła głową- Zaczynam mówić jak ty.
-Może ci to pomoże- Enaret odebrał to, jako kolejny żart- Wracając do sedna- musisz dokładnie zaplanować swoją kampanię, lecz z tym widzę, że nie masz problemu. Ktoś ci pomagał?
-No… powiedzmy- dziewczyna zawahała się- Co dalej?
-Dalej… zaplecze finansowe- Enaret odczytywał ze sporządzonych uprzednio notatek- Może masz jakichś fundatorów na tę kampanię?
-Tak, jest to nawet ktoś wzbudzający podziw wśród wyborców.
Książę spojrzał z uznaniem na swoją rozmówczynię.
-No to widzę przed sobą kandydata z najwyższej półki- uśmiechnął się- Będę zawiedziony, jeśli ci się nie powiedzie.
-Celuję w wygraną- oświadczyła pewnie kobieta- Przegrana nie wchodzi w grę.
-Jakbym już gdzieś to słyszał- mruknął Enaret; odchrząknął i kontynuował- Co do taktyki wyborczej nie widzę przeciwwskazań; przemówienie na spotkanie kandydatów jest napisane prostym językiem, który każdy jest w stanie pojąć, plakaty i ulotki przedstawiają inteligentną, godną zaufania młodą osobę, od której nie bije pycha i egoizm, planowana krótka audycja wyborcza w radiu, tekst odpowiedni; terminy spotkań z wyborcami, projekty mów. Tu widzę nawet, iż napisałaś sobie kilka ratunkowych odpowiedzi na debatę…
-…oraz tematy i określenia, których nie mogę pozwolić sobie podjąć lub powiedzieć- dokończyła za niego Domina z uśmiechem.
Enaret skinął głową z uznaniem.
-W takim razie widzę, że właściwie nie jestem ci w niczym potrzebny- oświadczył z dumą, jakby słuchał własnego dziecka- Widzę, że dzieciństwo u mego boku ci służy aż do dziś.
-Na coś się przydało zabieranie mnie przez ojca na nudne, oficjalne spotkanie z biedniejszymi ludami Millenii- zaśmiał się, na co Domina, choć nie chciała tego uczynić, spuściła wzrok zawstydzona; Enaret zauważył to i dopiero wtedy zrozumiał, co tak naprawdę powiedział; zapłonął rumieńcem- Przepraszam, byłem zbyt zuchwały- ścisnął delikatnie dłoń dziewczyny- Nie powinienem, zważywszy na to, iż jestem dobrze wychowanym mężczyzną i w dodatku księciem.
Domina machnęła ręką, jednak wyraźnie zadowolona z kajania się przyszłego władcy.
-To nic- powinnam się była do tego już przyzwyczaić, jednak moja ambicja czasem wyrywa się spod kontroli i każe zachowywać jak ktoś lepiej urodzony- powiedziała, spoglądając pewnie na przyjaciela, czym równocześnie zaprzeczyła swym słowom.
-Ambicja- westchnął Enaret- jest zgubna.
-Zgadzam się- młoda kobieta skinęła głową- Jednak jakże podsyca pragnienia głęboko w nas skrywane- powiedziała poważne, lecz z osobliwym błyskiem w oku.
Tym razem to Enaret spuścił głowę i przez chwilę bawił się delikatnym źdźbłem trawy, jednakże mocno trzymającym się swoimi korzonkami w glebie. W końcu dał roślince spokój i puścił ją, na co ta lekko schyliła się ku ziemi, jakby w podzięce, że wciąż są razem.
Domina przyglądała się księciu w nadziei, iż to nie ona będzie musiała rozpoczynać konwersację, jednakże po coraz dłuższym milczeniu swego towarzysza, kobieta zignorowała jego obecność i ponownie rozłożyła się na trawie, by zażyć jeszcze trochę słońca.
Enaret zrozumiał opacznie zrozumiał zachowanie przyjaciółki, nie był bowiem biegły w kobiecej naturze, mimo długiej zażyłości z Gianną, więc tak jak Domina położył się na dość niewygodnym gruncie. Gdy jednak dziewczyna nawet na niego nie spojrzała, Enaret zrozumiał już, co przez to chciała pokazać- by dał jej oczywiście spokój.
Książę otworzył usta, aby ponownie przeprosić swą towarzyszkę, gdy nagle dostrzegł obok leżącej śliczną niezapominajkę. Wyrwał ją delikatnie, po czym usiadł obok Dominy, wlepiając w nią spojrzenie pieska, który nabroił.
Młoda kobieta usłyszała i wyczuła ruchy, jakie wykonywał jej przyjaciel i domyśliła się, że na nią patrzy. Otworzyła zatem oczy, ale musiała je szybko przysłonić ze względu na to, że słońce znajdowało się już bardziej po zachodniej stronie i ją oślepiało.
-Coś się stało?- zapytała trochę niechętnie, za co mimowolnie skarciła się w duchu; powinna być miła, przynajmniej do czasu.
-Chciałem ci podarować ten skromny kwiat, który jest potwierdzeniem mojej skruchy, a zarazem twojej niezwykłej urody oraz mam nadzieję naszej nieprzemijającej przyjaźni.
Domina przez chwilę wpatrywała się w dar oraz rozmyślała nad słowami księcia. W końcu postanowiła dać za wygraną. Dźwignęła się na łokciach i z uśmiechem przyjęła kwiat.
-Dziękuję ci- założyła roślinkę za ucho i podpięła ją spinką, by nie spadła.
-Wyglądasz pięknie- odparł Enaret, wierząc w to z całego serca, zapominając na chwilę o swej wielkiej miłości.
Młoda kobieta roześmiała się.
-Nie musisz mi tego co chwilę powtarzać- powiedziała, lecz wyraźnie usatysfakcjonowana- Wiesz, co mógłbyś dla mnie zrobić?- zapytała znienacka, nawet dla samej siebie.
-Co tylko sobie życzysz.
-W takim razie czy byłbyś łaskaw spełnić moje marzenie?
-Jeżeli tylko będę w stanie- Enaret nachylił się do kobiety- Co to za życzenie?
-Chciałabym zwiedzić Pałac Regium- odparła dość zuchwale Domina.
Jednakże ton głosu przyjaciółki jedynie wywołał uśmiech na ustach księcia, aniżeli chęć negacji.
-Wszystko da się zrobić. Czy aby na pewno starczy na to dzisiejszego dnia?- zapytał.
-Nawet nie dnia, ponieważ za cztery godziny mam spotkanie z moim sztabem wyborczym- wyjaśniła Domina, wciąż jednak podekscytowana wizją zbliżającej się wycieczki.
-Skoro tak, to niestety będę musiał rozłożyć zwiedzanie na raty.
-A zatem nie stanie się ona moją ostatnią wizytą- stwierdziła Domina pewnie, unosząc brwi.
Enaret nie kontynuował dyskusji, jedynie schylił głowę, by ukryć z lekka kpiący uśmiech.
-Załatwione- odparł, unosząc głowę ku swej rozmówczyni- Zabieram cię do zamku.
CDN...