poniedziałek, 14 marca 2016

Scarlett wszedł do prywatnego pokoju króla- pogrążonego w ciemności, mąconej jedynie słabym światłem słońca, próbującego przebić się przez ciężkie, burzowe chmury. Mężczyzna chciał zaświecić światło, lecz musiało nastąpić kolejne zwarcie, ponieważ po naciśnięciu pstryczka nie nastała wyczekiwana jasność.
Młody Tom podszedł do stolika, na którym leżało mnóstwo nieaktualnych już gazet i między brukowce schował kopertę, do której uprzednio włożył kartki z nieskładnie zapisanymi notatkami. Jednak miast wyjść, książę rozejrzał się jeszcze po komnacie. Szukał dokumentów, które pozwoliłyby mu pogrążyć panowanie ojca; wskazówek, ukazujących staczającą się mentalność króla, niezdolną do podejmowania tak trafnych decyzji jak za czasów jego glorii. Teraz Scarlett chciał rozpocząć swoją własną złotą erę, najlepiej od znieważenia poprzednika, zwłaszcza że idealna sposobność została wyznaczona przez samego Izyrosa.
Jednak o ile drzwi komnaty pozostały otwarte, tak szuflady, szafy i komody zostały przez władcę zamknięte, a młody następca tronu nie posiadał takiej mocy, by otworzyć wymienione wyżej meble, choć wydawało mu się, iż zrobi to bez problemu. Jednak król wziął taką ewentualność pod uwagę i wykorzystał umiejętność strzeżenia czegoś przed złymi duszami, które mocą był w stanie ujrzeć, a że synowi wprost powiedział, iż jego dusza z dnia na dzień staje się mroczniejsza… Scarlett był zawiedziony brakiem zaufania ze strony ojca.
Młody mężczyzna po raz ostatni przeszedł po dość niewielkiej komnacie, jak na pałacowe standardy. W pewnym momencie zauważył kontrast z jasnymi kolorami pomieszczenia- leżącą na kanapie, zgniecioną niezapominajkę. Scarlett szybkim krokiem podszedł do sofy i podniósł kwiat, który od razu rozpoznał, zwłaszcza po bezbarwnej gumce, która przytrzymywała ozdobę na ręce Dominy Pater, właśnie odjeżdżającej sprzed pałacu.
Twarz księcia stężała z szoku. Nie było innego wytłumaczenia znajdywania się niezapominajki w tym miejscu i w takim stanie. Mężczyzna aż usiadł z wrażenia, jakie wywołało nagłe odkrycie prawdy, składającej się w jedną całość z wszystkimi przypuszczeniami i poglądami. Scarlett zdał sobie sprawę, że nie zazna spokoju, jeśli czym prędzej nie rozmówi się z ojcem. Pozostał zatem na kanapie, choć było to dla niego rzeczą trudną; jedynie zmienił pozycję, siadając na środku i rozkładając ręce, jak gdyby w geście gotowości do konfrontacji z wrogiem, którym stał się przed chwilą Izyros.
Król niczego nieświadom wracał zadowolony do swej komnaty, spodziewając się wytchnienia i laby, rozkoszowania się minionymi chwilami. Lecz, jak to rodzic krnąbrnych pociech, miał szybko zapomnieć o wizji idyllicznego popołudnia. Wszedł do ciemnego pokoju i podobnie jak syn zawiódł się na . Izyros odwrócił się, mamrocząc pod nosem i ujrzawszy rozpostartą na kanapie postać, podskoczył z przerażenia, wydając głuchy krzyk.
-Ach, to ty- odetchnął, przyjrzawszy się mrocznej osobie- Wystraszyłeś mnie.
-Naprawdę?- zapytał Scarlett, uśmiechając się sztucznie i mrugając dwa razy- Nie zamierzałem, przepraszam- odetchnął głęboko z mniejszą pewnością siebie- Ty zapewne również nie zamierzałeś łamać powinności męża, prawda?- zapytał, patrząc wprost w ojcowskie oczy, pełne zumienia i niezrozumienia.
-Co masz na myśli? Dlaczego znów coś insynuujesz?- król miał dość swego najmłodszego syna; mógł postąpić tak jak jego przodkowie i pozbyć się go w wieku niemowlęcym.
-Nic nie insynuuję, jedynie stwierdzam fakty- Scarlett spokojnie wzruszył ramionami, choć w środku drżał z nerwów, zarówno skierowanych w stronę władcy, jak i spowodowanych niepewnością- Złamałeś przyrzeczenie wierności.
-Jak śmiesz oskarżać mnie o niewierność, nie mając nawet dowodów- prychnął Izyros, głowiąc się, dlaczego Scarlett celuje, by ugodzić króla w prywatności niźli polityki; to nie pasowało do chłopaka.
-Chcesz dowodów? Możesz się śmiać, lecz uznaję za nie to- pokazał niebieski kwiat ojcu- Wiem doskonale właścicielkę tej oto niezapominajki oraz na własne oczy widziałem zachowanie dziewczyny po powrocie z twej komnaty, z którego pozwoliłem wyciągnąć stosowne wnioski, znajdujące potwierdzenie w tym kwiacie, a właściwie w miejscu jego położenia oraz aktualnego stanu.
Władca zbladł; chciał znaleźć kontrargument, lecz równocześnie zdawał sobie sprawę ze swego fatalnego położenia. Wiedział, iż łatwo nie zwiedzie Scarletta, a nie miał sił na grę w fałszywość.
-Zdajesz sobie oczywiście sprawę z wartości posiadanej przez ciebie informacji?- zapytał król, przysuwając sobie fotel tak, by siedzieć na wprost syna.
-Jak najbardziej- Scarlett wydawał się być spokojnym jak stoik, lecz powyższa wypowiedź ojca nasiliła w nim tłumiony gniew zarówno na Izyrosa oraz Dominę, jak na swoją głupotę i chwilowy afekt, przyćmiewający jego zdolności logicznego myślenia.
-Powiem wprost rzecz absolutnie wiadomą- nie życzę sobie, aby królowa znała prawdę o czymś, co nie ma dla mnie większego znaczenia- odrzekł władca swym autorytarnym tonem.
-To zależy od tego, czy spełnisz moje żądania- książę czuł, że pomimo wyrzutów wobec samego siebie, narasta w nim duma.
Izyros westchnął.
-Nie spodziewałem się innej odpowiedzi z twej strony- król zwiesił głowę, lecz zaraz ponownie ją uniósł, by nie okazywać zbytniej słabości- Jak zatem brzmią twoje warunki?
-Jeden warunek- zaznaczył młody mężczyzna- Chcę, byś wstrzymał się z wymierzeniem kary Enaretowi za jego niesubordynację przynajmniej na czterdzieści osiem godzin.
Król uniósł wysoko brwi ze zdumienia i otworzył szerzej oczy.
-Szantażujesz mnie, by uzyskać coś dla kogoś innego?- zapytał, powoli dobierając słowa- Nie rozumiem, jaki miałbyś mieć w tym interes?
-Zrozumiesz po upłynięciu terminu- odparł Scarlett stanowczo- Nigdy nie myśl, że chcę zrobić coś dla innych, nie osiągając dzięki temu niczego.
-Jakbym śmiał- władca nie krył ironii, wynikającej ze zdenerwowania z postępowania syna; jak on mógł być tak nieostrożny, bagatelizując kwiat Dominy? To naprawdę nie przystoi królowi.
-Jednak nie powiem nic matce nie po to, by chronić ciebie, lecz by chronić ją przed zawodem- oświadczył książę poważnie.
Izyros próbował powstrzymać układające się w uśmiech usta.
-Jeszcze przed chwilą zaprzeczałeś przejawom bezinteresowności ze swej strony, a teraz deklarujesz na swój sposób, że interesują cię uczucia Mitis- Izyros próbował być surowy, lecz słowa syna były gwarancją jego bezpieczeństwa.
-Najwyraźniej jest ona jedyną osobą, na której mi zależy- odparł Scarlett bez emocji.
-Chociaż ona- westchnął Izyros- Jednak gnębi mnie jedna sprawa- czy zależy ci na tej dziewczynie?
Książę spuścił wzrok i ściągnął usta w rurkę, co uwydatniło jego kości policzkowe. Wydawał się zastanawiać nad odpowiedzią, lecz w rzeczywistości próbował stłumić odzywające się w podświadomości uczucia.
-Nie- odparł, spoglądając na ojca- Jest mi całkowicie obojętna; miło było spędzić wieczór w towarzystwie pięknej kobiety, ale jedyne, co czuję do niej jest powierzchowne i trywialne.
-Wolałbym, byś trochę pocierpiał- oświadczył wyjątkowo szczerze król- Nie mogę uwierzyć, że jesteś aż tak nieczuły.
-Tylko dla tego, co mi się nie przyda, czego nie będę mógł wykorzystać- Scarlett nie krył zbulwersowania.
Książę wstał i wyprostował się dumnie.
-Zatem mamy umowę- podał rękę ojcu jak biznesman.
Król wstał równie dumnie i uścisnął wyciągniętą w jego stronę dłoń.
-Liczę na twoją dyskrecję; mam nadzieję, że nie zawiedziesz mnie tak, jak swego brata-odparł Izyros poważnie.
Scarlett spojrzał poważnie na władcę.
-Jego nie szantażowałem, więc prawda nie przysporzyła mi więcej kłopotu niż kłótnia z bratem, teraz- zaakcentował- grozi mi co najmniej wygnanie.
-A ja bym tego solennie dopilnował- dodał stanowczo król.
Młody mężczyzna wyszarpał rękę z uścisku. Przez chwilę jeszcze świdrował ojca wzrokiem, po czym bez pożegnania ulotnił się cicho z komnaty.


Domina czekała na przedmieściach Exilum, ubrana w długą, czarną pelerynę. Nie miała ze sobą latarki, ani nawet świecy, która i tak zgasłaby przez nasilający się deszcz. Dziewczyna marzła, w dodatku coraz bardziej denerwowała się na swojego kompana. Chodziła w kółko, aby ogrzać się choć trochę, a przynajmniej nie zziębnąć całkowicie oraz by zabić czas. W końcu ujrzała ruch w oddali- niewielki, aczkolwiek wyraźny. Już po chwili usłyszała kroki zbliżającej się do niej postaci.
-To ty?- wyszeptała.
-A któżby inny chował się pod płaszczem rodem ze średniowiecza i umawiał się w takim grajdole?- odezwał się głos, który młoda kobieta natychmiast rozpoznała.
-Szanuj coś, co przyniesie ci wygraną- Domina skarciła Scarletta- A teraz chodź za mną, tylko cicho; musisz podążać dokładnie za moimi śladami, ponieważ nie możemy iść przez środek miasta.
-Chciałaś powiedzieć- miasteczka- poprawił ją książę, podnosząc rangę Exilum.
Panna Pater zignorowała słowa Toma. Para szła w milczeniu, przerywanym jedynie odgłosami nocnych żyjątek, deszczu oraz kroków, a czasem łamania gałęzi. Podążali w nieznanym dla Scarletta kierunku ponad dwa kwadranse; tak zwany Okręg Exilum, czyli zabudowania rybaków i ich rodzin nie należał do rozległych i szerokich w swym obwodzie, jednak teren okalający wioskę był porośnięty gęstymi zaroślami, a gdzieniegdzie nawet bagnisty, co albo Domina i Scarlett okrążali, albo- jeżeli był na tyle bezpieczny- przechodzili przez niego, jedynie brodząc po kostki. Tak dotarli do samych krańców Exilum- nie mylić z jeziorem- które znajdowało się w bliskim sąsiedztwie z ziemiami zaanektowanymi przez Wyklętych.
-Tutaj mieszkasz?- zapytał Scarlett, patrząc na mrugające w oknach domów światła niewielkich lamp.
-Nie, mój dziadek- Domina postąpiła kilka kroków na przód i przyjrzała się przestrzeni przed sobą- Ja tu tylko spędzałam czas w dzieciństwie.
-Zatem nie dziwię się, dlaczego twoje poglądy polityczne uformowały się w ten sposób- Scarlett spojrzał w dal- Widać stąd ogniska Wyklętych.
-Żyją w jeszcze większej biedzie niż my- dziewczyna podeszła do współtowarzysza i z rzewnością przyjrzała się odległej wiosce- Mój dziadek należał do nich, lecz uciekł, gdy dowiedział się, że jego syn, a mój ojciec zrobił dziecko mieszkance Exilum, to znaczy mojej matce.- opowiadała Domina w zamyśleniu.
-Nie domyśliłbym się- odparł szorstko książę.
- Dobrzy ludzie ulitowali się nad nim- Domina ciągnęła dalej, jakby nie słysząc kpin księcia- dostał fałszywy akt urodzenia oraz dokumenty tożsamości, zmienił nazwisko i rozpoczął pracę jako rybak. Nie zapomniał jednak o swoich towarzyszach zamierzchłej niedoli, jednak niedołężność nie pozwoliła mu działać. Mój ojciec ma naturę tchórza i miast pomóc Wyklętym, zaczął zawierać umowy z królem, zapominając o swym pochodzeniu. Ja jednak dostałam szansę od bogów, by poprawić los mych braci- spojrzała na Scarletta żarliwością- Nie zawiodę ich, choćby za cenę życia.
Mężczyzna chciał znów odmruknąć coś w swym kpiącym stylu, lecz wzrok i zapał dziewczyny kazał mu choć raz się nie odzywać.
-Zatem prowadź, bym jak najszybciej mógł zapoznać się ze sprawą od najważniejszego źródła- powiedział tylko, co wywołało kilkusekundowy uśmiech na twarzy Dominy, która zraz potem znów spoważniała.
-Mój dziadek- Nykuru Pater- mieszka w tamtej małej chatce- wskazała na ostatni z domków, oddalony od kompleksu trzech domostw, jakby budowniczy zaznaczał odmienność pana Patera- Prosiłam, aby zjawił się również Ogetis Exegers, tymczasowy przywódca Wyklętych- Domina zaczęła iść we wskazanym kierunku.
-Którym ty masz zostać- dodał Scarlett, podążając za dziewczyną.
-Jeżeli wgram z Megalem Chamenem, moim największym, a zarazem jedynym rywalem- wyjaśniła młoda kobieta, postępując powoli na przód- Teraz cicho- odwróciła się, przykładając palec wskazujący do ust.
W milczeniu para szła tylko chwilę, dopóki istniało zagrożenie przypadkowego podsłuchania rozmów kolaborantów. W końcu presja skończyła się wraz z wpuszczeniem zamaskowanych postaci do małego domku Nykuru Patera.
Chata składała się z dwóch izb- większej traktowanej jako salon, a mniejsza służyła za sypialnię, mimo połączenia z aneksem kuchennym. W prowizorycznym pokoju gościnnym na dużym, zapadłym fotelu siedział leciwy mężczyzna, wysuszony, chudy, wysoki, z kilkoma kłakami siwych włosów na głowie, spoglądający dużymi, zapadniętymi oczami na nowo przybyłych. Na sobie miał gruby sweter w kratę oraz sztruksowe spodnie i stare, wychodzone kapcie. Poza tym w pomieszczeniu znajdował się dwa razy starszy od księcia mężczyzna, również chudy, lecz średniego wzrostu z gołym plackiem na środku głowy oraz bujnym, czarnym wąsem. Ubrany był w stary, brązowy garnitur, wiszący na mężczyźnie jak na wieszaku.
-Moja Dominka- na wysuszonych ustach Nykuru zagościł szeroki uśmiech- Chodź przytulić starego dziadka- wyciągnął wątłą dłoń w stronę dziewczyny- Czy to jest ten twój książę, który jest naszą przepustką do zamku?- zapytał, gdy Domina spełniła jego życzenie.
-Tak- Scarlett Tom, najmłodszy, ale równie zbuntowany jak my- panna Pater uśmiechnęła się zachęcająco w stronę młodego mężczyzny.
Nykuru powoli przesunął wzrokiem po młodym mężczyźnie, poczynając od stóp, a kończąc na rozczochranych, bujnych włosach.
-Będziesz w stanie poprowadzić nas do walki?- zapytał z konsternacją ochrypłym głosem.
-Jeżeli pierwszy punkt naszego planu się powiedzie…- zaczął Scarlett.
-Pierwszy punkt?- starszy mężczyzna spojrzał ze zdziwieniem na siedzącą na oparciu fotela wnuczkę- O czym on mówi, skarbeńku?
Domina wyjaśniła wszystko dziadkowi na ucho. Po usłyszeniu tej informacji Nykuru Pater zmienił swój stosunek do młodego księcia.
 -Jeżeli jesteś gotowy na taki krok- mówił pewniejszym tonem- byłbym skłonny przyjąć cię do naszego grona Wyklętych, którym ty również się staniesz, gdy prawda wyjdzie na jaw.
-Zdaję sobie z tego sprawę- Scarlett zrobił dwa kroki w stronę rodzinnego duetu- Przyznam szczerze, że taka perspektywa niezmiernie mnie ekscytuje i jest motorem napędzającym mnie do działań.
-Taka postawa bardzo mi się podoba- Nykuru znów się uśmiechnął.
Scarlett czuł, że zaskarbił sobie sympatię starca.
-Jak zatem przedstawia się nasz cały plan; chyba już mogę mówić o sprawie jako ,,nasza”?- zapytał książę.
-Masz moje pozwolenie- Nykuru skinął głową.
Plan został przedstawiony w czasie niewiele krótszym niż dwie godziny. Jednak zostały omówione tylko jego pierwsze podpunkty, które pan Pater chciał zanalizować bardzo szczegółowo.
-Jeżeli wszystko zostanie zrealizowane z taką dokładnością- przyznał Scarlett, który podczas całej dyskusji siedział na jednym z wyszczerbionych krzeseł- nasz plan nie może się nie powieść.
-Jesteśmy sprawni i dyskretni- Domina spojrzała z powagą na księcia; ta sprawa była dla niej najważniejsza- Za kilka dni udowodnimy ci to w najśmielszy sposób.
-Fakt, pański sposób na przejęcie zamku jest trudny, lecz wielce efektowny- Scarlett uśmiechnął się do Nykuru Patera.
-Efektowność często równa się efektywności, którą my stawiamy na piedestale i która jest priorytetem w naszej najbliższej akcji- wytłumaczył starzec unosząc palec wskazujący.
-Skoro mówimy o naszych najbliższych działaniach- Domina spojrzała surowo na Scarletta- Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem i nas nie zawiedziesz; gdybyś jednak miał zamiar wszystko zrujnować…
-Jeżeli jesteś taką fatalistką to nie zabieraj się za interesy wymagające mocnych pleców- książę odgryzł się, nie lubiąc drwin z własnej osoby.
-Ważysz się ubliżać mej wnuczce w moim towarzystwie?- zapytał pan Pater podnosząc głos.
Młody mężczyzna zrobił wielkie oczy, przełykając ciężko ślinę.
-Musisz być odważny- stary uśmiechnął się delikatnie.
Scarlett odetchnął ciężko.
-Jutro udowodnię, że jak nikt inny, albo chociaż w niewiele mniejszym stopniu niż Domina- odparł.
-Teraz się nie podlizuj- ton głosu dziewczyny był poważny, lecz próba powstrzymania unoszących się kącików ust ją zdradziła.
Ogetis, stojący za fotelem Nykuru, nachylił się do starca i zapytał na ucho:
-Czy na pewno możemy mu ufać?- patrzył raz na Patera, raz na księcia- Przecież to jeden z nich- francuskich piesków Tomów. Nie jestem do niego przekonany, mimo zapewnień, że jutro…
-Czy nie widzisz determinacji na twarzy tego młodego Milleńczyka?- Nykuru jawnie przyjrzał się obgadywanemu- Jest wyraźnie przeciwko rządom ojca, da temu wyraz za kilka dni.
-Wiem, widać to wyraźnie- syknął Exegers- A co jeżeli nas zdradzi? Jest zapalony do władzy, poznaję po jego oczach i właśnie to napawa mnie niepokojem.
-Przecież to my będziemy rządzić- przy tych słowach starzec zachowywał się bardziej dyskretnie- On jest tylko naszym pionkiem, przepustką, bramą do pałacu, potem stopniowo odsuniemy go od władzy i przejmiemy kontrole nad całym Mainem- mówił wybitnie cicho tak, że nawet Domina go nie rozumiała.
-Czyli jednak celujemy w ogół?- w oczach Ogatisa zaświeciły się dwa ogniki.
-Z tym młodym Millenia będzie jedynie kolejnym punktem na naszej liście- Pater uśmiechnął się demonicznie, odsłaniając prawie bezzębną szczękę.
Exegers odwzajemnił uśmiech, prostując się na tyle, na ile pozwalała mu przygarbiona sylwetka.
W trakcie tej krótkiej wymiany zdań Scarlett i Domina spoglądali na siebie zdezorientowani; nie podobały im się szepty dwóch starszych facetów, zwłaszcza wiedząc, na czyj temat plotkują. Nykuru zauważył konsternację na twarzy wnuczki.
-Scarlett- zwrócił się donośnie do młodego następcy tronu- oficjalnie uznajemy cię za jednego z naszych współbraci- spojrzał na Dominę- Dokonałaś słusznego wyboru- skinął głową z uznaniem.
-Dziękuję- dziewczyna wydawała się pokorna- Czy zajmiemy się kolejnym szczegółem planu?
-Nie- Nykuru westchnął ze zmęczenia- Jest zbyt późno, ponadto nie chcę zdradzać za wiele.
-Może to i lepiej- książę wstał- Nie mówmy zbyt wiele, gdy wszystko może się jeszcze zmienić.
-Dokładnie- starzec zaśmiał się ochryple- Coraz bardziej zaczynasz mi się podobać… jak na księcia- dodał szybko, by nie wyjść na pochlebcę.
Domina i Scarlett z szacunkiem ukłonili się Nykuru Paterowi oraz Ogatisowi Exegersowi, po czym wyszli. Na zewnątrz odetchnęli głęboko.
-Nie wiedziałem, że jest gorszy od ciebie- skomentował mężczyzna, nie kryjąc jednak nuty rozbawienia.
-A znasz go tylko ponad dwie godziny- dziewczyna najwyraźniej podzielała zdanie młodego chłopaka- Musimy wrócić tą samą ścieżką- odparła poważniej, kierując kroki w stronę powrotną.
Scarlett potulnie szedł za piękną kobietą, myśląc nad wymówką, lecz jedyne, co przyszło mu do głowy do proste pytanie.
-Która właściwie jest godzina?
-Nie wiem- westchnęła Domina, przekraczając wystający konar- Około trzeciej w nocy- nagle w jej głowie pojawiła się pewna myśl, wynikająca oczywiście z troski- Będziesz teraz wracał do zamku?- zapytała niby to z obojętnością.
-Taki miałem zamiar- Scarlett uśmiechnął się do siebie zwycięsko.
-Masz powóz?
-Coś… w ten deseń- nic nie miał.
-Może zatem nie powinieneś tułać się w nocy po tak rozległej przestrzenni, w której niezmiernie łatwo się zgubić.
-Proponujesz coś?
Zimny pot oblał Dominę.
-Znajdę dla ciebie miejsce… mam nadzieję- dodała z westchnięciem.
-Dziękuję za troskę- odparł miło książę, triumfując w środku.
Para szła tym razem około dwadzieścia minut do jednego z ładniejszych, średnio dużych domków w sąsiedztwie. Dom pogrążony był w ciemności; Domina z największą delikatnością otworzyła drewniane drzwi i wpuściła wybitnego gościa do środka.


Pojawienie się Scarletta w pałacu o wczesnej godzinie porannej nie przeszło niezauważone. Na skradaniu się do własnej komnaty przyłapała go Mitis. Młody książę wykpił się przemożną chęcią spaceru z samego rana, lecz matka tylko pozornie mu uwierzyła. Odeszła w zamyśleniu, zaniepokojona dziwnym zachowaniem ukochanego syna.
Po południu książę kazał przyjść bratu wcześniej niż w poprzednie dwa dni. Nauka Fortisa szła opornie, lecz Scarlett wierzył w boski cud, który sprawi, że brat nie skompromituje go w oczach innych- wiadome dla wszystkich było, iż mężczyzna samodzielnie nie będzie w stanie wykuć wszystkich zasad, choćby nie wiadomo jak bardzo się starał, potrzebował mentora, który przypilnuje go, by nie zlekceważył wymierzonego przez ojca zadania.
-Powiedz mi teraz- mówił młodszy Tom po godzinie korepetycji- Za kogo uważany jest władca w królestwie?- zatrzymał się na środku pokoju z notatkami w ręku.
-Więc- Fortis zawiesił się na kilka sekund, lecz zaraz potem kontynuował płynnie- Król pełni rolę tak zwanego Indywiduum, czyli istoty samowystarczalnej, postrzeganej przez społeczeństwo jako najwyższe stworzenie boskie. Innymi słowy Indywiduum potrafi funkcjonować samodzielnie, do egzystencji nie są mu potrzebne osoby trzecie, jedynie służą za kompanów, umilających życie. W całokształcie są jednak zbędni, ponieważ Indywiduum jest w stanie wykonać wszystkie czynności samodzielnie, bez niczyjej pomocy, która najczęściej stwarza problemy niż pomaga.
-Dobrze- Scarlett pozwolił sobie na delikatny uśmiech- Idzie ci coraz lepiej- przejrzał notatki, siadając równocześnie na kanapie- Może również paść pytanie, czy uważasz Izyrosa za Indywiduum?- spojrzał z zaciekawieniem na brata.
-Będą pytać o takie rzeczy?- mina Fortisa zrzedła- Przecież mam jedynie wyrecytować te nudne zasady.
-Przede wszystkim, lecz nigdy nie wiesz, na jaką komisję trafisz i czego ona może od ciebie wymagać, a teraz- mów- książę rozsiadł się, odrzucając kartki papieru na bok.
Żołnierz westchnął; musiał pomyśleć przez dłuższy czas, nim udzielił odpowiedzi, co zniecierpliwiło młodszego Toma, dając temu wyraz, lecz nie odzywając się.
-Powinien być- zaczął Fortis, patrząc w bok- Doradcy służą głównie demokracji oraz przyciszają głos ludności, w razie oskarżeń króla o autorytaryzm. Jednak nie wydaje mi się, by nasz ojciec mógł funkcjonować bez żony i swych dzieci.
Scarlett nachylił się w stronę brata.
-Posłuchaj- złożył ręce jak do modlitwy- Podchodzisz do tego testu, by udowodnić, iż jesteś godnym następcą króla, a nie swojego ojca; jesteś postrzegany przez jury jako kandydat, nie syn władcy i również w takim stylu masz odpowiadać- bez ckliwości i odwołań do sentymentów. W tego typu wypowiedziach musisz być obiektywny, odpowiadając jak jeden z niekrólewskich mieszkańców Millenii.
Fortis spojrzał na brata z gniewem, zmieszanym z zawodem.
-Ty bardziej nadajesz się do tej roli niż ja- odparł ze zrezygnowaniem.
-Wiem, ale to ciebie ojciec powołał do testu- przyznał Scarlett jednym tonem, nie akcentując pierwszego słowa.
Fortis odchrząknął; nie chciał wydać się zainteresowany czymś innym niż jego samolubne zachcianki.
-Kontynuujemy?- zapytał- Nie przerobiliśmy chyba kilkunastu zasad, czas to nadrobić- odrzekł, sięgając po winogrona, przyniesione przez niego z ogrodu.
-Nie odpowiedziałeś na pytanie- zganił go Scarlett z powagą.
Wojownik westchnął teatralnie.
-Może ty to zrób, wtedy ja będę wiedział, jakich słów i argumentów użyć- odparował mężczyzna ze złością.
-Dobrze- książę uniósł ręce w obronnym geście- Skoro tak trudno jest pomyśleć samemu, a nie klepać wyuczona regułkę.
-Żebym ja cię zaraz nie klepnął- Fortis pochylił się z zaciśniętą pięścią.
-Spokojnie, mały rycerzyku- młodego mężczyznę najwyraźniej ten incydent rozbawił, zaraz potem jednak na powrót spoważniał- Moim zdanie- pamiętaj, że jest ono subiektywne, najpewniej nie zgodne z twoim- król radzi sobie dobrze w tej roli, jednakże zauważyłem, iż zawsze podjęta przez niego decyzja jest uprzednio przedyskutowana z osobą trzecią, by zgadzała się z powszechną opinią. Nie sprawia wrażenia nieomylnego i doskonałego, przez co jego pozycja, chociażby w rządzie, spada; dodatkowo partia rządząca popierana przez niego okazała się niesatysfakcjonująca dla społeczeństwa- burzącego się i rozłamującego. Uważam, że dobrze wykonuje swoje obowiązki, lecz Indywiduum jest stawiane na równi z boskim wysłannikiem, czego nie możemy powiedzieć o naszym władcy.
Starszy Tom przez chwilę milczał, przyglądając się mówcy w skupieniu.
-Naprawdę tak uważasz?- zapytał skonfundowany.
-Nie, na niby- Scarlett przewrócił oczami- Dziwisz się mojej opinii? Przecież doskonale znasz mój stosunek do ojca jako króla.
-Tak, wszyscy go znają, lecz każdy ma nadzieję, że z czasem się to zmieni, pogodzicie się, ale wygląda na to, że wasze relacje uległy pogorszeniu- mówił wzburzony mężczyzna.
Młody książę uniósł jedną brew i założył ręce na piersi.
-Ty nigdy tak mądrze nie przemawiasz- odrzekł powoli.
-No…- Fortis poczerwieniał na twarzy- Enaret kazał przekazać; martwi się o ciebie, lecz nie powie ci tego wprost…
-Ponieważ jesteśmy skłóceni, domyśliłem się- wzrok Scarletta stał się gniewny; mężczyzna westchnął- Nie rób tego więcej, bo mój szacunek do ciebie maleje.
-Dlaczego?- jego brat aż podskoczył na kanapie
-Mógłbyś mi to powiedzieć od serca, nie przekazując tego- książę zamaszystym gestem sięgnął po rzucone na drugi fotel notatki- Teraz zasada numer sto sześćdziesiąt cztery .
-Przestań, nie mam do tego głowy- jęknął Fortis, opadając ciężko na kanapę.
-Sto sześćdziesiąt cztery, mów- rozkazał Scarlett iście królewskim tonem, który wywołał niemały szok na twarzy jego brata.
-Każdy obywatel Millenii jest zobowiązania do oddania swego głosu w przypadku każdego rodzaju głosowania, dotyczącego ustroju państwa. Zwolnione z tego obowiązku są osoby nieletnie, po dziewięćsetnym roku życia oraz niepełnosprawne.
-Dobrze- Scarlett wstał, rzucając notatki na stół.
Mężczyzna denerwował się dzisiejszym wieczorem, jednocześnie nie mogąc się go doczekać. Chciał zakończyć już tę farsę, przynajmniej w jednym jej aspekcie, przeczuwając następstwa swych działań, które na szczęście potrwają tylko do czasu.
-,,A jeśli coś się nie uda?- pytał siebie w myślach raz za razem- Jeżeli Enaret będzie szybszy? Nie, są na to procedury, których zarówno on jak i matka będą się trzymać. Wytrzymają do wtorku. A co jeżeli odwołają Dni Wolnej Polityki dla Młodzieży? Nie- w tej sytuacji będą na nie nawet nalegać, a ja podejmę się zadania wygłoszenia mowy.”
-Te, Scarlett- Fortis pstryknął palcami jak na psa- Możemy kontynuować? Nie mam całego dnia.
Młody książę odetchnął głęboko z zamkniętymi oczami.
-,,Nie możesz dać niczego po sobie poznać- myślał, nie zważając na ponaglenia ze strony brata- Przede wszystkim przed matką- ona zaraz domyśli się, że coś z tobą jest nie tak; nie możesz być taki bojaźliwy, skoro zdecydowałeś się na taki krok. Strugasz cwaniaka, a boisz się wykonać jeden ruch nadgarstkiem, to nie przystoi na władcę, a już tym bardziej na przywódcę rebelii.”
-Hej!- krzyknął Fortis, podchodząc do brata i mocno obracając go ku sobie- Mógłbyś zająć się czymś pożytecznym?
-Mógłbym, gdybym niemu siał marnować czasu na ciebie- zripostował Scarlett, posyłając starszemu księciu zabójcze spojrzenie- Skoro tak bardzo chcesz, bym na coś się przydał, to idź stąd i daj mi skupić się na rzeczach ważnych.
-Ja i przyszłotygodniowy test jesteśmy ważni, a nie twoje chore gierki- mężczyzna coraz mocniej ściskał ramię brata.
-Więc zajmij się tym samodzielnie, bo ja już nie mam sił na uczenie półgłówka podstaw, które są potrzebne królowi, którym ty nigdy nie zostaniesz.
-No tak, zapomniałem, że ty jesteś pierwszy w kolejce do tronu, a w dodatku nieśmiertelny- ton głosu mężczyzny był pełen wściekłości.
-Nie ważne w jaki sposób, ale zostanę królem i wy wszyscy będziecie mi się kłaniać i padać przede mną na kolana- Scarlett wyprostował się dumnie.
-Prędzej zostaniesz banitą- rzucił Fortis, po czym odszedł w stronę drzwi.
-Stanę się władcą Millenii szybciej niż myślisz- odparł wyzywająco młody Tom przez ramię.
Jego brat nawet się nie odwrócił.
Scarlett stał przez dłuższy czas z zaciętą miną, spoglądając na drzwi, za którymi zniknął książę. W końcu broda zaczęła mu drżeć; czuł się osamotniony i bezsilny, czyli zupełnie inaczej niż powinien. Oczy zaszkliły mu się, co doprowadziło go do załamania. Odwrócił się szybko i napotkawszy wzrokiem szklany stolik, podszedł do niego i pchnął do przodu. Brzdęk tłuczonego szkła wypełnił komnatę. Zrzucił z siebie pelerynę i krzyknął, chwytając się za głowę. Kucał przez chwilę, próbując hamować łzy, które i tak płynęły z jego oczu. Bezsilność i strach doprowadziły go do stanu, w którym nigdy się nie znalazł- przecież był osobą o zimnej krwi i stalowych nerwach, czemu więc teraz napadł go taki zdradziecki atak szału? Scarlett czuł przygniatający go ciężar odpowiedzialności i lęku. Nie wiedział, jak się go pozbyć. Chciał zwymiotować, lecz jego organizm odmawiał posłuszeństwa. W końcu jedyne, co mu przyszło do głowy to uderzenie z całej siły zaciśniętą pięścią o podłogę. Tak też zrobił; mężczyzna poczuł ogromny ból, lecz zacisnął szczęki, by nie wydać kolejnych odgłosów.
Minęło kilkadziesiąt minut nim Scarlett wstał z podłogi; podniósł się ciężko, lecz potem opadł na fotel, zapadł się w nim i trwał tak ponad godzinę. Czuł się jak zupełnie inna osoba. Już od wielu dekad dopadała go myśl o jego istnienie, w którym zagubił się, kreując swoją wymarzoną postać zmierzłego i nieczułego księcia, aspirującego do tronu po trupach. Mężczyzna westchnął- było mu wstyd przed samym sobą- nędzną kreaturą nie potrafiącą zapanować nad trywialnymi emocjami.
Za oknami zrobiło się ciemno, pogoda ponownie zwiastowała burzę, która ogarnęła królestwo nad ranem, zaraz po tym, jak Scarlett i Domina schronili się w domu dziewczyny. Książę przypomniał sobie o pannie Pater, jej dziadku oraz rozmowie, którą wczoraj odbyli. Nagle poczuł się niezwykle ważny, ściągając dumnie ramiona do tyłu, choć wciąż siedział rozwalony na fotelu, z wyciągniętymi do przodu nogami, podpierając brodę pięścią.
Scarlett zdawał sobie sprawę z marnowania czasu, jakiego się dopuścił, mogąc go zagospodarować inaczej. Jednak nareszcie mógł poświęcić się rozmyślaniom, odsuwanym przez tyle lat od siebie. Zbyt jednak były one zawiłe, by je tu opisać, ale pochłonęły młodego Toma na tyle, że dopiero odgłosy dobiegające z zewnątrz wyrwały go z zamyślenia. Książę podszedł do okna i wyjrzawszy przez nie ostrożnie ujrzał grupę osób przed bramą wjazdową, z pochodniami w rękach, skandującą:
-Demokracja! Demokracja! Precz z rządzącym! Precz z rządzącym!
Młody mężczyzna odszedł powoli od okna, mierząc zebranych wzrokiem, po czym wyszedł na balkon. Oparł się o balustradę i wychylił się, spoglądając w dół. Strajkujący szybko go dostrzegli.
-O, jest jeden z nich!- krzyknął ktoś.
Krzyki skierowały się w stronę księcia, który tym razem był zimny jak lód i gdyby mogli go zobaczyć, natychmiast by się wycofali.
-Opublikujcie orzeczenia!- zawołał kobiecy głos.
Scarlett wrócił do swej komnaty.
-Dam wam wolność- powiedział do siebie.
Mężczyzna spojrzał na zegar wiszący na ścianie przed jego łóżkiem.
-Już czas.
Książę podszedł do szafy i wyciągnął z granatowego zawiniątka fiolkę zakupioną u Venuma. Schował ją ponownie do kieszeni tak, by nikt jej nie zobaczył, naciągnął golf na spodnie, podniósł pelerynę z podłogi, założył ją, odetchnął głęboko, po czym z uniesioną głową wyszedł z pokoju.
Całą drogę do kuchni, znajdującej się pod ziemią, Scarlett szedł oddychając płytko i nierówno. Lęk znów zaczął nad nim panować, lecz książę wiedział, iż zrobi coś, czego pragnie. Jednak nie był w stanie pozbyć się wrażenia, że wszystkie mijane przez niego osoby doskonale wiedzą o planach młodego Toma. Mężczyzna zdawał sobie jednak sprawę z tego, iż jest to tylko ułuda i wybryk jego wyobraźni.
Po pokonaniu trzech kondygnacji Scarlett znalazł się w przestrzennym hallu, w którym każdy krok niósł się szerokim echem. Tu mężczyzna musiał zatrzymać się, rozejrzeć i po upewnieniu się, że nie ma nikogo w pobliżu, skręcił w stronę małego przejścia prowadzącego do kuchni; schody prowadzące pod ziemię były kręte, stare i drewniane, dodatkowo wokół panowała ciemność, gdzieniegdzie przerywana słabym światłem dogasających świec. Tędy chodziła jedynie służba, nie ryzykowano wynoszenia dań drogą w tym stanie.
Scarlett szedł ostrożnie, lecz dość szybko, ponieważ jego nagłe pojawienie się w tym miejscu wywołałoby zamieszanie oraz natychmiastowy donos do króla. Jednak Tom miał szczęście i bez przeszkód pokonał trasę. To jednak było najmniejszym z jego zmagań na ten wieczór. Teraz wręcz na palcach książę podszedł do wielkich, dwudrzwiowych drzwi, skąd dobiegały rozmowy, zapachy oraz brzdęki talerzy i naczyń. Mężczyzna zdjął pelerynę i schował ją do kosza na brudne kitle, stojącego nieopodal, po czym wyciągnął z niego spodnie i bluzę gastronomiczna w jego rozmiarze, czepek oraz najczystszą zapaskę. Niestety nie znalazł żadnych butów na gumowej podeszwie, nawet za małych. Jeszcze tylko wyciągnął fiolkę z kieszeni jedynych spodni i wrzucił do obszerniejszej drugich.
Książę wszedł ostrożnie na kuchnię, próbując nie rzucać się w oczy; liczył na brak zainteresowania jego osobą ze strony kucharzy. Niestety wraz z przestąpieniem progu ogromnego pomieszczenia, mężczyzna poczuł się zagubiony, więc z przyczyn wyższych musiał pomóc sobie pytaniem. Zdecydował zagadać się do kucharza w toczku kucharskim mając nadzieję, iż okaże się on szefem kuchni.
-Przepraszam- zaczął, starając się, by ton jego głosu był pewny siebie- Dostałem informację, że mam dokończyć drugie danie dla króla.
Wysoki, barczysty, zarośnięty mężczyzna otaksował młodą chudzinę wzrokiem.
-Kto ci tak powiedział?- zagrzmiał.
-Yhm…- Scarlett przełknął ciężko ślinę, jednocześnie ciesząc się, iż nie został zdekonspirowany- Szef, oczywiście.
-Skoro tak- kucharz wzruszył ramionami- Marco przygotował potrawy dla władcy na piątym stanowisku- skinął głową- może zdążysz.
-Już?!- Tom spanikował.
Rzucił się we wskazanym kierunku, dziękując podświadomie losowi, ponieważ mężczyzna był najprawdopodobniej sous chefem.
Scarlett w dopadł do stanowiska, lecz gdyby był dwie sekundy wcześniej, zdążyłby wypełnić swoje zadnie, a teraz mógł jedynie popatrzeć na odchodzące w rękach kelnera danie. Książę znów poczuł bezsilność i do tego upokorzenie.
-Czy coś się stało?- zapytała młoda kobieta, trzymająca w dłoni kilka świstków.
-Nie… nic…- odparł słabym głosem Scarlett; robiło mu się słabo.
Książę czym prędzej wyszedł z kuchni, zrzucił z siebie ubranie robocze, schował je z wściekłością do kosza, założył swoją pelerynę i krocząc szeroko wyszedł udał się innym korytarzem, prowadzącym przed wejście do jadalni.
CDN...











poniedziałek, 7 marca 2016

ODKRYCIE KART
Domina starała się jak najciszej stąpać po królewskim dywanie; obudziła się w książęcej komnacie- sama. Na jednym z krzeseł znalazła jedwabną narzutkę, którą ubrała na białą, satynową, długą piżamę na ramiączkach, trochę przypominającą jej wieczorową suknię. Teraz dziewczyna szła korytarzem według wskazówek księcia do kuchni, gdzie miano jej podać śniadanie. Jednak nawet bez podpowiedzi Domina wiedziałaby, dokąd ma iść- drogę wytyczał jej zapach smażeniny i kawy oraz cichy, poranny gwar. W miarę zbliżania się do kuchni, głosy stawały się coraz wyraźniejsze i kobieta mogła je rozróżnić- rozmowa toczyła się pomiędzy Scarlettem a Mitis. Domina nie chciała im przeszkadzać, lecz jednocześnie interesował ją temat dyskusji, zwłaszcza że z ust królowej padło jej imię.
-Nie wydaje mi się, aby panna Domina Pater była odpowiednia- Mitis mówiła takim tonem, jakby karciła małe dziecko za niesubordynację.
-Matko- odezwał się Scarlett spokojnym, rzeczowym tonem- jeszcze nie zamierzam się żenić, to tylko znajoma.
-Jednak w naszej ostatniej rozmowie wspomniałeś, iż jest ona twą wybranką- ton królowej stał się podejrzliwy.
-Wybranką na ten wieczór- odparł dobitnie książę- Być może stanie się moją wybranką- musisz przyznać, iż jest ona wyjątkowo czarująca- powiedział gładko mężczyzna; Domina wyczuła w tych słowach prawdę, co bardzo jej schlebiło.
-Lecz ona jest… biedna- odparła królowa lekceważąco.
-Ty również byłaś- Domina usłyszała, jak Scarlett odsuwa krzesło i jak kolokwialnie ,,tłucze talerzami”.
-Chyba się zapominasz- odparła królowa ostrym tonem- A zaraz, zaraz- gdzie spała twoja być może wybranka?- ostatnie trzy słowa Mitis wypowiedziała z sarkazmem.
-Może będzie ci trudno w to uwierzyć, lecz byłem miły i odstąpiłem jej swoje łożę, samemu kładąc się na kanapie w mojej komnacie.
Nastała chwila ciszy.
-Masz rację- królowa mówiła spokojnie- Trudno uwierzyć w tak nagły przejaw życzliwości z twej strony, w który niestety muszę uwierzyć- kobieta westchnęła ciężko- Mam tylko nadzieję, iż po południu ta dziewczyna zniknie z terenu pałacu.
-Mogę cię o tym solennie zapewnić- Scarlett nie szczędził ironii w swojej wypowiedzi.
Domina usłyszała coraz głośniejsze kroki księcia, więc dziewczyna weszła do kuchni, by mężczyzna nie przyłapał jej na podsłuchiwaniu.
-Och, już wychodzisz?- zapytała z przekonującym zdziwieniem w głosie- A ja miałam nadzieję zjeść z tobą śniadanie.
-W takim razie muszę cię zmartwić, lecz niezwłocznie muszę napisać kilka ważnych listów- odparł Scarlett beznamiętnie- Ale możesz ten czas poświęcić mej matce, która, jestem tego pewien, z rozkoszą poświęci ci swoją uwagę- uśmiechnął się sztucznie, po czym odszedł.
Domina spojrzała za powiewającym satynowym, czarnym szlafroku księcia. Gdy zniknął na schodach, dziewczyna wzięła głęboki wdech i weszła do niedużej, przytulnej kuchni, jednak od razu można było się zorientować, że gastronomia się tu nie rozwija.
Po szybkim otaksowaniu wzrokiem pomieszczenia, Domina natrafiła na spojrzenie królowej, które szybko skupiło się na czymś innym, w tym przypadku- na dzwonku przywołującym służbę. Potem kobieta faktycznie poświęciła uwagę pannie Pater.
-Usiądź, moje dziecko- Mitis odsunęła jedno z krzeseł, a gdy gość jej syna usiadł, kontynuowała- I jak tam pierwsza noc w pałacu? Wyspałaś się?
-Tak, wyjątkowo dobrze mi się spało- odparła skrępowana młoda kobieta.
Wtedy do kuchni weszła służąca w średnim wieku. Postawiła przed Dominą parujący omlet, sztućce oraz filiżankę. Kobieta dygnęła i wyszła; gdyby w kuchni było więcej osób, prawdopodobnie nikt by nie wyczuł jej obecności. Pani Tom jednak była wyczulona na służbę i kontynuowała przerwany wątek dopiero po jej wyjściu.
-Doprawdy?- królowa udała zdziwioną, siadając naprzeciwko swej rozmówczyni- Wiem, iż wszystko w zamku winno być wygodne, jednakże mimo wszelkich starań nikt nie przemieni książęcej kanapy w najwygodniejszy mebel.
-Książę odstąpił mi swoje łoże- odrzekła Domina szybko, nalewając kawy do jeszcze ciepłej filiżanki.
Królowa zmrużyła oczy na sekundę, lecz po chwili znów była przymilna.
-W tej sytuacji jestem rada z postępowania mego syna- odparła.
Domina tylko uśmiechnęła się, po czym pozwoliła sobie na zaspokojenie głodu, a omlet pachniał wybitnie kusząco.
Mitis próbowała jeszcze wypytywać pannę Pater- o rodzinę, aktualne zajęcia, zatrudnienie rodziców, życie codzienne, jednak sama zainteresowana była tak oszczędna w słowach, że po pięciu minutach władczyni zrezygnowała z dalszych starań. W ciszy wytrzymała jednak tylko trzy minuty.
-Wybacz, moja droga, lecz za kwadrans mam umówione spotkanie z bardzo ważną personą, więc sama rozumiesz…- wzruszyła ramionami.
Młoda kobieta wstała z pokorą.
-Oczywiście nie mogę zabierać cennego czasu królowej.- skłoniła głowę, po czym ponownie zajęła swoje miejsce.
Królowa z wymuszonym uśmiechem opuściła kuchnię. Gdy zniknęła za drzwiami, Domina odetchnęła z ulgą. Jednak nie dane jej było długo cieszyć się samotnością, bowiem do pomieszczenia weszła Morifia.
-Witaj, Domino- przywitała się z lekkością, podchodząc do jednej z półek i wyciągając z niej szklankę, do której nalała herbaty znajdującej się w dzbanku stojącym na stole, po czym usiadła na miejscu jeszcze przed chwilą zajmowanym przez jej matkę- Jak się spało?
-Dobrze dziękuję- panna Pater zrobiła łyk kawy, chowając wzrok przed młodą wojowniczką.
-Spokojnie- roześmiała się Morifia- Nie mam zamiaru cię wypytywać jak mama- zrobiła to, prawda?
-W istocie- westchnęła Domina.
-Każdego tak traktuje, o ile nie pochodzi z zamku- księżniczka machnęła ręką- Jednak niewielu z naszych niezamkowych- dziewczyna ponownie się roześmiała- zostaje na noc; akurat Scarlett jest wśród nas rekordzistą- odchyliła się na krześle.
-To znaczy?- Domina zmarszczyła brwi.
-Każda ze sprowadzonych przez niego dziewczyn zostawała na noc w pałacu- księżniczka wzruszyła ramionami- Tak jak ty- dodała, oddzielając od siebie i zaznaczając każde ze słów.
Je rozmówczyni przełknęła ciężko ślinę, po czym wróciła do posiłku, chcąc tym samym zakończyć rozmowę. Jednak po raz kolejny ktoś jej w tym przeszkodził, a mianowicie zadowolony, gwiżdżący pod nosem Enaret.
-Co tam, dziewczynki?- zapytał ze śmiechem- Cudowny dziś mamy dzień- podszedł do okna, by całkiem odsunąć zasłony- Dzięki temu wpadłem na genialny pomysł.
-Mianowicie jaki?- Morifia założyła ręce na piersi, a Domina odwróciła się do stojącego za nią księcia.
-Idealny na taką pogodę- mężczyzna klasnął w dłonie- Piknik.
Nastała chwila ciszy, podczas której Morifia analizowała pomysł brata, a jej koleżanka siedziała cicho, choć ta idea od razu przypadła jej do gustu.
-Co wy na to?- zapytał Enaret z lekkim zniecierpliwieniem.
-Nie mam nic przeciwko temu- odparła w końcu Morifia.
-Ja również- dodała szybko Domina, unosząc mechanicznie rękę.
-W takim razie postanowione- Enaret ponownie klasnął w dłonie, tym razem mocniej- Około południa zorganizujemy piknik, powiedzcie mi tylko- kameralny czy zapraszamy kogoś z zewnątrz? Oczywiście ty Domino- uśmiechnął się do dziewczyny- podlegasz pod opcję numer jeden.
-W takim razie nie widzę sensu zapraszania kogokolwiek jeszcze- zadecydowała księżniczka pewnym głosem- Wystarczy nasza piątka.
-Ekhem- Enaret niby to przypadkiem odchrząknął- Raczej czwórka- nie wydaje mi się, by nasz Scarlettek zechciał wziąć w tym udział, aczkolwiek złożę mu propozycję.
-No tak- westchnęła Morifia- Przecież on jest za poważny na chwilę rozrywki- powiedziała przez nos, po czym wybuchła śmiechem- Ależ on jest komiczny- po czym wstała i wyszła, wciąż rechocząc.
Książę spojrzał spod uniesionych brwi na Dominę.
-Nie przejmuj się nią- machnął ręką na siostrę- Widzę, że nie przypadkiem mój brat zaprosił cię na wczorajsze przyjęcie- otaksował dziewczynę wzrokiem- Znam cię, wydaje mi się, dość dobrze, lecz przy nim stajesz się…- szukał odpowiedniego słowa.
-Jaka?- zapytała dziewczyna z przekąsem, równocześnie uśmiechając się pod nosem.
-Jakby to ująć? Nie tajemnicza, lecz taka… nieodgadniona- Enaret przeciągnął ostatnie słowo.
-Nieodgadniona?- zaśmiała się Domina- Jesteś pewien.
-Tak- książę usiadł obok przyjaciółki i spojrzał jej głęboko w oczy- Jakbyś z każdym wypowiedzianym w jego stronę zdaniem przeistaczała się w coś zgoła innego niż uprzednio- schylił głowę, kryjąc rumieniec.
-To… dość nietypowy, a zarazem unikalny komplement- powiedziała Domina gładko, nachylając się w stronę księcia- Dziękuję.
Enaret uniósł głowę i uśmiechnął się szeroko.
-A tak zmieniając temat- młoda kobieta sięgnęła po filiżankę i wypiła znajdujące się w niej ostatnie kilka łyków kawy- Czy wiesz, skąd mogłabym wziąć odpowiednią na dzisiejszy dzień sukienkę? Ta wieczorowa raczej nie nadaje się na piknik.
-Nie ma problemu- książę przeciągną się- Porozmawiam z Xanthią- ona na pewno coś dla ciebie znajdzie. Coś odpowiedniego- przy przymiotniku mężczyzna uśmiechnął się szeroko- Widziałem, jak wczoraj rozmawiałyście- odparł swobodnym tonem- Wydawałyście się zadowolone ze swego towarzystwa.
-Bo tak było- Domina zmieniła ton na mniej rzeczowy- Jest bardzo miłą i otwartą osobą- taką, która od razu zdobywa sympatię rozmówcy.
-Tak…- Enaret nie wydawał się do tego przekonany- Zapewne, lecz jest typową romantyczką.
-Skąd wiesz?- dziewczyna nie kryła uśmiechu rozbawienia tą rozmową.
-Ponieważ każdemu z nas po kolei, wyłączając Morifię, dobitnie dała do zrozumienia, iż jest w nim szaleńczo zakochana, ale żaden z nas nie zwracał na to uwagi, aż w końcu Xanthia przenosiła swe uczcie na następnego dziedzica.
-Mam rozumieć, że teraz durzy się w Scarllecie?
-Wszystko na to wskazuje, choć doprawdy się jej dziwię- książę zaśmiał się.
-A ja nie- Domina wzruszyła ramionami- Jest coś w twoim bracie, co potrafi ująć za serce.
-Mianowicie co?- Enaret spojrzał na przyjaciółkę spod uniesionych brwi.
-Wyjątkowość- kobieta ponownie się uśmiechnęła, tym razem ze swoistym rozmarzeniem, który zdumiał jej przyjaciela.
-Chyba nie chcę wiedzieć więcej- odparł po chwili, śmiejąc się.
-Nie jest ci to potrzebne do szczęścia, prawda?- Domina dołączyła do niego.
-W rzeczy samej- Enaret podniósł się z krzesła- A teraz wybacz mi, lecz muszę powiadomić pozostałą dwójkę o moim genialnym pomyślę oraz przygotować wszystko na piknik.
-A nim to zrobisz, mógłbyś mnie zaprowadzić do Xanthi?- Domina również wstała.
Książę gestem dłoni kazał iść dziewczynie jako pierwszej, na co ta dygnęła za śmiechem. Para wyszła z sali i powędrowała do gabinetu królowej, gdzie przebywała Xanthia. Na szczęście Mitis nie było w środku. Młoda dwórka pomogła nowej znajomej dobrać idealną sukienkę- zwiewną, lecz nie wyzywającą, odpowiednią na królewski piknik- żółtą z szyfonu, ponad kolano. Potem Xanthia zajęła się układaniem fryzury Dominie oraz umalowaniem jej. Na całe przygotowania zeszły prawie dwie godziny, ponieważ dziewczyny, coraz lepiej czując się w swym towarzystwie, zaczęły się wygłupiać, aczkolwiek w granicach rozsądku.


Przed 12.00 Fortis wyszedł do ogrodu, gdzie zastał swego brata uradowanego jak małe dziecko, układającego na kolorowym kocu talerze z jedzeniem. Książę po cicho podszedł do Enareta i gdy był dość blisko, uderzył brata w oba policzki.
-Ał, zwariowałeś?!- krzyknął Enaret, odwracając się- Przez ciebie wywróciłem talerz z owocami!
-No to je pozbieraj- zaśmiał się Fortis, siadając na kocu i sięgając po wolno leżącą pomarańczę.
-Łapy precz- książę uderzył brata w dłoń- Poczekaj na panie, a potem, gdy się poczęstują, możesz zabierać się za jedzenie.
-Ach, ta twoja galanteria- młody wojownik położył się, podkładając ręce pod głowę- Nigdy za wiele.
-Ty za to mógłbyś się jej nauczyć- mruknął Enaret, układając owoce z powrotem na talerzu.
-Pomyślmy… Nie- Fortis prychnął śmiechem, po czym oddał się swej ulubionej czynności- odpoczynkowi.
Mężczyźni w milczeniu czekali na damy, które kwadrans po południu nareszcie pojawiły się w ogrodzie.
-Są i nasze piękności!- wykrzyknął Fortis, podnosząc się na łokciach- Zapraszamy miłe panie.
-Usiądźcie- Enaret wskazał miejsca na kocu, nie mogąc oderwać wzroku od Dominy, która z włosami spiętymi w luźnego koka i delikatnym makijażem prezentowała się dla niego zjawiskowo.
Dziewczyny usiadły wygodnie na kocu.
-Scarletta jednak nie ma?- zapytała młoda Millenka, poprawiając bransoletkę z kwiatem od przyjaciela.
-Nie- najstarszy z rodzeństwa pokręcił głową, jednak bez żalu w głosie- Powiedział, że jest zajęty- imitował głos brata- i nie ma czasu na tego typu pierdoły oraz że my powinniśmy dać sobie spokój z tą całą maskaradą.
-Maskaradą?- prychnął Fortis, siadając po turecku- To tylko niewinna zabawa. Ba! Zabawa!- wyrzucił ręce w górę- Spotkanie towarzyskie na świeżym powietrzu, ot co.
-Masz całkowitą rację- odparł Enaret z radością- Dlatego możesz już zjeść tą pomarańczę, masz- podrzucił owoc w górę, a jego brat go złapał i z zadowoleniem począł obierać- Panie również możecie się częstować, proszę- podsunął dziewczyną talerze pełne owoców, kanapek i warzyw- Mam jeszcze- sięgnął do koszyka- Ta dam!- uniósł butelkę szampana.
Pozostała trójka klasnęła z entuzjazmem w dłonie.
-Lecz to zostawimy na później- odłożył butelkę na bok.
Dziewczyny i Fortis jęknęli i próbowali wpłynąć na decyzję najstarszego z nich, lecz ten pozostawał nieugięty i szybko zajął ich rozmową.
Przez dłuższy czas czwórka zebranych dyskutowała o rzeczach błahych, śmiejąc się przy tym i wygłupiając, na przykład celując owocami w usta drugiej osoby, co często kończyło się dosyć komicznie. Gdy ta sztuka udała się najstarszemu księciu, ten wpadł na kolejny ze swych genialnych pomysłów.
-Posłuchajcie…- zaczął Enaret ze śmiechem, lecz nagle przerwał, utknąwszy wzrok w punkcie ponad głową Morifii.
Cała czwórka jak jeden mąż odwróciła głowy w tym samym kierunku. Ich oczom ukazał się Scarlett, lecz jakby w innej postaci niż dotychczas; ubrany był w biały, przylegający do ciała półgolf z rękawem do łokcia, czarne długie spodnie i czarne trzewiki, a na nosie miał okulary pilotki. Niby nic niezwykłego, jednak jego postawa i wyraz twarzy, które emanowały dumą i pewnością siebie zrobiły wrażenie na obserwujących go młodych Milleńczykach. Scarlett wydawał się poważnym ,już dorosłym mężczyzną, a do tej pory uważany był raczej za szczeniaka lub zamiennie- gówniarza.
Teraz jednak, gdy zatrzymał się u szczytu schodów do ogrodu i taksował otoczenie zza okularów przeciwsłonecznych, a potem przeszedł dumnie przez środek ogrodu, nie rzuciwszy nawet okiem na piknikujących, zrobił na nich dobre wrażenie, jakkolwiek dziwne by się to nie wydawało, ale młody książę roztaczał wokół siebie wrażenie pewnego i gotowego do działania, czym zaimponował zgromadzonym na kocu.
-Nasz mały braciszek wydaje się być dorosły i samodzielny- przerwał ciszę Fortis- Nie wiem, jak on to robi, ale do tego momentu, za każdym razem, gdy go ujrzałem, pierwsze skojarzenie z nim związane to wiecznie starający się Scarlett, któremu nic się nie udaje, a teraz- spójrzcie na niego- dorósł o jakieś czterdzieści osiem lat.
-Czyli tak jakby był w moim wieku- dodała Morifia- A ja mam już dość oleju w głowie.
-Zaraz- zaoponował Fortis- Ja jestem młodszy od ciebie; sugerujesz coś?- zapytał, jednak z nieukrywanym rozbawieniem.
-Tak- że daleko ci do mnie- księżniczka lekko popchnęła brata.
-Spokój- Enaret udawał, że się złości.
-Fajni jesteście, jak na dzieci pary królewskiej- wtrąciła Domina, sięgając po truskawkę i połykając ją w całości.
-Ocho ho!- zawołał najstarszy z Tomów śmiejąc się, w czym zawtórowało mu rodzeństwo- Teraz nasz zacny gość coś sugeruje!
Dyskusja trwała nadal., wśród śmiechów i chichotów, lecz Scarlett już nic z tego nie słyszał. Szedł dalej przed siebie, udając, że jest głuchy na słowa siedzących w cieniu drzewa. Miał swój powód, by zachowywać się tak pewnie i dość arogancko, ponieważ musiał ukryć czyhający w nim strach. Strach przed tym, co miał zamiar zrobić. Strach przed przekonaniem, w którym utwierdził się poprzedniego wieczoru. Strach gdzieś w głębi przed samym sobą. Próbował zaślepić siebie i innych pozornym wrażeniem spokoju i dumy, podczas gdy w środku drżał.
Scarlett szedł przez ogród około kwadrans, póki nie doszedł do wyznaczonego miejsca. Zatrzymał się na środku niewielkiej polany i ściągnąwszy okulary zaczął się rozglądać na wszystkie strony. Słońce trochę raziło go w oczy, więc przysłonił je i wtedy w odległych zaroślach dostrzegł mały ruch.
-Pssst, książę- syknął męski głos.
-Venum?- Scarlett poszedł za głosem.
-Tutaj- z wysokiej trawy wyłoniła się chuda, krzywa ręka.
-Chodź tu, nikt nas nie widzi- odparł książę niecierpliwie; ponownie założył okulary i przeszedł na środek polany.
-Na pewno?- szepnął mężczyzna z przestrachem, wychylając głowę z zarośli.
-Tak- westchnął młody Tom; chciał to już mieć za sobą.
Nagle pojawiła się przy nim mała postać, chuda i pokrzywiona jak jej ręka. Niewidomy na jedno oko Venum, z kikutem zamiast nogi, opierający się o starą, drewnianą laskę uchodził w królestwie za personę niegodną uwagi, parającą się wróżbiarstwem i czarną magią. Tak naprawdę większość z tych plotek, które wyszły od samego zainteresowanego, były tanim chwytem marketingowym. Venum umiał przyrządzać napary, olejki i mikstury, lecz czary i zaklęcia nie leżały w jego mocy. Młody książę wszystko to wiedział, jednak od starca potrzebował tylko jednej, małej fiolki.
-Jest i ona- Venum wyciągnął naczynko z płóciennej torby, by z dumą wręczyć je najmłodszemu następcy tronu.
Scarlett wziął ostrożnie fiolkę z rąk mężczyzny. Przyjrzał się pod światło bardzo jasno różowemu proszkowi, po czym naprędce schował zdobycz do kieszeni- naczynie było na tyle małe, że z łatwością zmieściło się w boku nietypowej skrytki tak, by nie zostało zauważone.
-Ile?- zapytał, patrząc z góry na Venuma.
-Dwieście arumów- oświadczył stary z nieukrywanym, bezzębnym uśmiechem.
-Co?- zbulwersował się Scarlett, podnosząc głos, jednak rozejrzawszy się dokoła, dodał ciszej- Dobrze- westchnął, wyciągając z kieszeni pomięte banknoty- Ale nie pokazuj mi się więcej na oczy.
-Tak, panie- Venum przechwycił pieniądze i skłoniwszy się nisko zaczął wycofywać się w głąb bujnej trawy, by po chwili w niej zniknąć.
Książę raz jeszcze uniósł fiolkę z proszkiem, by przyjrzeć się jej dokładnie. To była ostatnia okazja na podziwianie takiego tworu, ponieważ później będzie musiał skrzętnie go ukrywać, bo nie mógł sobie pozwolić na zdemaskowanie. Założył okulary i ruszył w stronę pałacu.
Scarlett w tym samym tempie i z tą samą pewnością siebie szedł z powrotem przez ogród. Jednak doszedł tylko do drzew klonowych, gdy nagle ktoś rzucił się na niego z boku. Nim młody chłopak zorientował się, co się dzieje, już leżał na ziemi przygnieciony przez Fortisa.
-Mam go!- krzyknął super żołnierz.
Z ukrycia wyłonili się kolejno: Morifia, Enaret, a na końcu Domina.
-Zwariowałeś?- zapytał Scarlett ze złością, wstając, gdy tylko brat go puścił.
-Na twoim punkcie królu- Fortis próbował uściskać brata, lecz ten mocno go odepchnął.
-Ej, spokojnie- Enaret stanął między młodszymi braćmi- To tylko wygłupy.
-Wiem- odparł Scarlett, strzepując trawę z ubrania i schylając się po leżące na trawie okulary- Wy tylko się wygłupiacie.
-Ty też byś czasem mógł- Morifia podeszła do niego z drugiej strony; chwyciła chłopaka za kark, pochylając go ku ziemi, by pięścią przejechać mu po głowie.
Scarlettowi jednak udało się wyrwać siostrze.
-Jesteście nienormalni- odparł poprawiając nową fryzurę, jednak uśmiechnął się i to wyjątkowo szczerze- Z kim ja żyję?- zapytał, unosząc oczy ku górze.
-Z podobnymi tobie- Enaret ze śmiechem wzruszył ramionami- Też jesteś nienormalny, a raczej- nienormalnie poważny.
-Ktoś musi- westchnął najmłodszy Tom, zakładając pilotki.
Rodzeństwo zaśmiało się chórem, co wywołało kolejny uśmiech na ustach Scarletta.
-A ty, co o nim powiesz?- Fortis położył rękę na ramieniu brata, odwracając go w stronę Dominy.
-Jest na swój sposób czarujący- odpowiedziała dziewczyna, lekko się rumieniąc.
-Ho, ho!- krzyknął młody wojownik- Coś jest na rzeczy!
-Nic- uciął krótko Scarlett z nieukrywaną złością, zmierzając ponownie w stronę zamku.
Jednak tym razem zatrzymał go Enaret, zawracając z powrotem.
-Nie, nie jest taki zły- odparł na wpół zamyślony; przyjrzał się młodemu następcy tronu- Nawet ta twoja postura skoczka narciarskiego jest znośna.
-Kogo?- zapytała Domina; ona nie miała lekcji wiedzy o Ziemi.
-To tacy ludzie na dwóch chudych, długich deskach przytwierdzonych do butów zjeżdżający z takiej skoczni- książę pokazywał wszystko na swoich rękach- na końcu której wybijają się i próbują wylądować jak najdalej.
-To bez sensu- wzruszyła ramionami dziewczyna.
-Ludzie to uwielbiają.
-Bardziej Europejczycy albo Japończycy- dodała Morifia.
-No tak- przyznał jej jedyny starszy brat- W każdym bądź razie, nie miałbym nic przeciwko takiej bratowej- Enaret puścił oko do koleżanki, co wyszło trochę żenująco, ale Domina nie mogła zwrócić mu uwagi.
-Nie zapędzaj się- skarcił go Scarlett po ojcowsku.
-A jednak!- Fortis objął brata po męsku- Mały zazdrośnik.
-Po prostu bronię honoru damy- odparł Scarlett, ponownie wyrywając się z uścisku.
-W takim razie towarzysz tejże damie do końca jej wizyty w zamku- zaproponował Enaret, jednak nie spodziewając się zgody ze strony brata; miał się jednak nie lada zdziwić.
-Skoro nalegasz- odwrócił się Scarlett, posyłając starszemu Tomowi sztuczny uśmiech, choć jego słowa były szczere.
Fortis i Morifia spojrzeli ze zdumieniem na najmłodszego brata, Enaret zmarszczył brwi w zastanowieniu, a Domina wstrzymała powietrze, ekscytując się wizją spędzenia jeszcze chwili z księciem. Jednak starała się nie uzewnętrzniać swych uczuć, przynajmniej w tym towarzystwie.
Gdy cała piątka znalazła się przy miejscu piknikowania, najmłodszy Tom wykonał ręką gest i wyciągnął z koszyka szampana.
-Nie ukrywajcie takich dobrodziejstw- odparł, odkorkowując mocą butelkę.
Dziewczyny krzyknęły, gdy rozległ się stłumiony huk, lecz gdy młody książę począł rozlewać napój do kieliszków, wszyscy byli wyraźnie zadowoleni, że ktoś nareszcie się tym zajął, ponieważ do tej pory nie udało się namówić na to Enareta.
Scarlett w istocie dołączył do zorganizowanej przez brata rozrywki. Siedział z rodzeństwem i swym gościem ponad godzinę, rozmawiał normalnie, śmiał się, co prawda nie błaznował jak reszta, lecz również nie komentował ich zachowania, nie starał się wybić inteligencją ponad resztę i najwyraźniej się rozluźnił. Jednak czy była to zasługa relaksacyjnego wpływu spędzenia czasu na zewnątrz, a nie z nosem w książkach czy może planu, który zaczynał się coraz bardziej klarować? Sam Scarlett nie był w stanie tego rozstrzygnąć, lecz ważny dla niego był coraz mocniej odczuwany wewnętrzny spokój.
-Co wy na to, by zorganizować w pałacu coś na wzór Dni Otwartych Drzwi?- zaproponował w pewnym momencie Fortis.
-Na czym by to miało polegać?- zapytała Morifia ze śmiechem.
-Oczywiście na zaproszeniu do zamku wszystkich zainteresowanych z zewnątrz- wyjaśnił mężczyzna spokojnie i rzeczowo, co bardziej przypominało wypowiedź jego starszego brata.
-Innymi słowy Fortis chce zrobić szybki przegląd najładniejszych dziewczyn w królestwie- odparł wesoło Scarlett, znajdując się w pozycji półleżącej.
Zebrani roześmiali się.
-Wyjątkowo trafnie to ująłeś, młody- zaśmiał się twórca pomysłu- To przedsięwzięcie będzie tylko pretekstem do nieoficjalnego konkursu Miss Millenii.
-Nagroda główna- jeden wieczór z zacnym księciem Fortisem- dorzuciła wesoło Morifia, nie szczędząc jednak ironii.
-Śmiejcie się, śmiejcie- mężczyzna machnął ręką na rodzeństwo- Ale jakże zszokowani będziecie, gdy zrealizuję moją autorską ideę- przy ostatnich trzech słowach żołnierz postukał się w klatkę piersiową.
Enaret co prawda wydawał się słuchać rozmowy młodszych od niego, lecz tak po prawdzie skupił się na dobrych, przynajmniej w tym momencie, relacjach rodzeństwa. Uśmiechał się, jednak nie z powodu wypowiedzianych przez nich słów, a ich zachowania wobec siebie. Chciał, by tak było zawsze, lecz znając charakter każdego z osobna wiedział, iż jest to niemożliwe na normalnym gruncie; nie w chwilach relaksu i odpoczynku, zwłaszcza że partnerowała im Domina, przy której Tomowie chcieli pokazać się z jak najlepszej strony, aczkolwiek Scarlettowi poprzedniego wieczoru po części się to udało. Teraz wydawał się kontynuować farsę.
-Moim zdaniem powinieneś zagrać w otwarte karty- doszło do uszu Enareta- Każ porozklejać plakaty informujące o wyborach najpiękniejszej Millenki, powiadom o nagrodzie i dacie konkursu. To pozwoli młodym damom się przygotować.
-W jaki sposób?- zdziwił się Fortis, jak gdyby myśląc, że kobiety w każdej sytuacji prezentują się pięknie i promiennie, nie potrzebując jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz.
-Tradycyjnie- zakupy, wizyty u kosmetyczek, solarium, fryzjer… Standardowe czynności- wymieniał Scarlett na palcach.
-Skąd ty wiesz takie rzeczy?- mężczyzna przyjrzał się bratu.
Ten wzruszył ramionami.
-Życie- odparł uśmiechając się tajemniczo.
Morifia, Domina i Enaret wybuchli śmiechem.
-Powiedział młodszy do starszego- skwitował ostatni z wymienionych.
-Dalej nie rozumiem- Fortis pokręcił głową ze zrezygnowaniem.
Pozostała czwórka zaśmiała się z jego niewiedzy.
-A ty, młody- zaczął trochę zdenerwowany wojownik- od kiedy stałeś się takim znawcą kobiecych zwyczajów, co?
-Od wczoraj- zaśmiał się Scarlett, sięgając po jabłko i ugryzł je.
-Jeden wieczór inny od wszystkich, kolejna wygrana i nagle nasz kochany Scarlett stał się znawcą we wszystkich dziedzinach życia- zakpiła Morifia.
-W pewnym sensie masz rację- wydaje mi się, jakbym stał się znawcą… w pewnej dziedzinie- odparł Scarlett, dziwiąc się swej otwartości, lecz chęć sprowokowania rodzeństwa była dla niego nieodparta.
Fortis przesadnie wciągnął głęboko powietrze.
-Jakiejże to, synu?- zapytał nie kryjąc ironii.
-Szatańskie plany- oto moja nowa specjalizacja- odpowiedział młody mężczyzna pół żartem pół serio.
Nagle jak spod ziemi obok piknikujących wyrósł jeden ze starszych gwardzistów.
-Witam- skłonił się każdemu po kolei- Król, gdy tylko skończycie państwo posiłek i rozmowę, prosi, by wpierw na spotkanie z nim udał się książę Enaret, a potem nasz przemiły gość panna Pater- skinął znów głową wyżej wymienionym, po czym równie cicho jak się pojawił, zniknął.
Zgromadzeni na kocu spojrzeli po sobie kolejno.
-Kolejna pogadanka- westchnął Scarlett, z nutą satysfakcji w głosie; nareszcie nie dotyczyła ona jego osoby.
-W takim razie- zaczęła Morifia, przełykając kawałek mandarynki- Wy idźcie do ojca, a my posprzątamy- zadecydowała, wstając z koca.
-Ja muszę iść na trening- wykpił się Fortis, czym prędzej zrywając się na nogi i kierując kroki w stronę boiska.
-Tylko przyjdź do mnie przed kolacją!- zawołał za nim Scarlett, również się podnosząc się z miejsca i ponownie zakładając okulary przeciwsłoneczne. Żołnierz skinął dłonią na młodszego brata, po czym zniknął za węgłem. Domina i Enaret również się ulotnili; Morifia oraz Scarlett zostali sami. Rodzeństwo w ciszy zabrało się za porządki, chowając jedzenie i kieliszki do koszyka. Strzepując wspólnie koc wojowniczka nareszcie postanowiła rozpocząć konwersację.
-Ty tak na poważnie z Dominą- zapytała od niechcenia, wewnątrz płonąc z ciekawości.
Scarlett zatrzymał się z rogami koca w dłoniach; przyglądał się zza pilotek siostrze.
-Nie mam czasu na romanse- odezwał się swym poważnym, wyniosłym tonem.
-Wielki powrót Scarletta Toma, ostatniego z pretendentów do tronu- zakpiła Morifia, szarpiąc za materiał i zmuszając brata do pomocy- Co to było przed chwilą? Jakaś gra? Uśpienie naszej czujności?- zmarszczyła brwi- Przed czym? Co ty chcesz zrobić, Scarlett?- jej głos delikatnie się załamał, lecz odchrząknęła i kontynuowała- Od jakiegoś czasu twoja obecność coraz bardziej mnie przeraża- raz jesteś wyniosły, potem przymilny, a pomiędzy tym chamski lub cichy i zamyślony, przebywający we własnym, wyimaginowanym świecie.
-To chyba dobrze, że nie jestem jednowymiarowy jak wy- znów szarpnął, tym razem mocniej- Chce się wyróżniać, a nie być zakwalifikowanym wyłącznie do jednej kategorii, typu mądrala, pseudo-wojowniczka czy fatalny podrywacz.
Morifia podeszła do brata, składając koc na pół, by potem wyszarpać go z rąk Scarletta.
-Za kogo ty się masz?- zapytała, patrząc gniewnie na młodszego od niej- Za wszechmocnego i wszechwiedzącego? Nie, wiem- strzeliła palcami- Uważasz siebie za to cholerne indywiduum- warknęła- Tak naprawdę nie jesteś nawet w połowie tak sprytny, jak ci się wydaje; bez wsparcia matki nic byś nie osiągnął, nie jesteś w stanie niczego załatwić, bez pomocy osoby trzeciej.
-Przynajmniej nie boję się mówić o pragnieniach wprost i dążę do ich realizacji, nie chowając się z ambicjami w cieniu- mężczyzna podniósł kosz z ziemi- Gdybyś chciała, mogłabyś być wielka- zrobił dwa kroki w tył, przyglądając się siostrze- Lecz będąc sobą niewiele zdziałasz.
-A więc maski- to twoja taktyka, tak?- Morifia skinęła głową, nagle pojmując ideologię brata.
-Nic nie będziesz w stanie osiągnąć, polegając na cechach wrodzonych- Scarlett rozłożył ręce.
-W takim razie ty na jakich polegasz?
-Na sztucznych- odparł Scarlett, pochylając się w stronę dziewczyny.
-Tak sztucznych jak ty sam- Morifia załamała się w duchu; nareszcie zrozumiała postępowanie brata- Udajesz kogoś, kim nie jesteś, byleby spełnić ambicję- wskazała ręką na księcia- Wyzbywasz się swojego jestestwa i nikt już nie jest w stanie zatrzymać tego procesu- założyła ręce na piersi, z czego przez jedną rękę miała przełożony koc.
Scarlett przyjrzał się, jak sam raczył nazwać, pseudo-wojowniczce.
-Nawet tego nie chcę- odparł cicho, po czym odszedł w stronę francuskich drzwi, prowadzących do wnętrza pałacu.
Tam mężczyzna nareszcie mógł odetchnąć- z początku był zadowolony z towarzystwa, jednak specyfika nowej dla niego sytuacji w pewnym momencie zaczęła go przytłaczać. Dobrze że w pobliżu był szampan, którym mógł zapić wyrzuty sumienia, powstające na skutek wyrzeczenia się osoby, którą książę przez lata stworzył. Scarlett westchnął; chciał czasem żyć normalnie, lecz już nie był w stanie- za bardzo przyzwyczaił się do poważnej postawy następcy tronu. Następca tronu, właśnie… Tom uśmiechnął się- te dwa słowa pozwoliły mu otrząsnąć się z nieprzyjemnego uczucia zdrady samego siebie i skupić się na tym, czego pragnął najbardziej. Scarlett udał się w stronę jednych z bocznych, krętych, ozdobnych schodów. Jednak w Polowie przystanął.
-,,Czego pragniesz?”- zadźwięczał mu głos w głowie.
Na to pytanie jeszcze nie odpowiedział.
Enaret stał ze schyloną głową przed ojcowskim obliczem, na środku jego prywatnej komnaty. Jednocześnie czuł wstyd, wysłuchując krzyków Izyrosa, lecz wiedząc, o co ojciec ma pretensje, narastała w nim wściekłość na brata- tego najmłodszego.
Izyros zawezwał syna do siebie, by rozmówić się z nim w kwestii Ziemianki, a raczej skarcić go za postępowanie oraz zakazać dalszego spotykania się z nią.
-Za każdym razem, opuszczając Main i udając się na Ziemię, łamałeś jeden z najważniejszych zakazów naszego królestwa, a mianowicie nawiązywanie relacji z Ludźmi, na jakiejkolwiek płaszczyźnie by one nie były- mówił król władczym, gniewnym tonem- Zawiodłem się na tobie; spodziewałem się po mym pierworodnym rozsądku i najwyższej odpowiedzialności, nie wyskoków i niesubordynacji wobec swego króla- mężczyzna spojrzał z góry na chłopaka- W takiej sytuacji nie wiem, czy będziesz godnym mnie następcą.
Enaret pierwszy raz odważył się spojrzeć na twarz ojca.
-Wybierając między miłością a władzą, decyduję się na miłość- odparł książę pewnie.
-Miłość, miłość- Izyros wyrzucił ręce w górę- Nie wiesz, na czym ona polega- to nie szaleńczy afekt, pożądanie i namiętność, ale oddanie i wiara w drugą osobę, a ponadto zaufanie i szacunek. Poza tym jak ty sobie wyobrażasz związek z tą… Ziemianką?- wymówił ostatnie słowo z odrazą- Ty masz ponad trzysta pięćdziesiąt lat, a ona pewnie dwadzieściaparę. Związek bez przyszłości, a gdy ta kobieta dowie się, że przez ten cały czas ją oszukiwałeś, to nie dość, że uzna cię za kłamcę, to jeszcze wariata!
Enaret ponownie skłonił głowę.
-O tym nie pomyślałem- odrzekł cicho.
Król prychnął.
-W takim razie widzę, iż moje nadzieję w stosunku do twej osoby są płonne- odparł mężczyzna- Będę musiał zdecydować o twym losie, a na razie- oddal się- machnął dłonią na drzwi, po czym odwrócił się plecami do dziecka.
-Mam wpuścić Dominę?- zapytał Enaret na odchodne.
Izyros skinął głową.
Gdy drzwi się otworzyły, młoda Millenka podskoczyła na krześle.
-Teraz ja?- wskazała na siebie.
-Tak- ton głosu księcia wskazywał na żałosność jego położenia- Powiedz mi tylko- zatrzymał jeszcze koleżankę- czy było dużo słychać?
Domina westchnęła.
-Wszystko- wyszeptała, po czym zniknęła w komnacie króla.


Scarlett właśnie leżał na kanapie, raz jeszcze przeglądając skradzione papiery, gdy do jego komnaty wpadł Enaret.
-Ty podstępna żmijo- warknął, podchodząc do brata.
Młody książę nie zdążył nawet się zająknąć- Enaret chwycił go oburącz za sweter, podciągnął do góry i postawił na nogach.
-Co to ma być?!- krzyknął- To ja mówię ci coś w sekrecie, a ty biegniesz kablować ojcu, tak?!- szarpnął bratem, trzymając go w uścisku- W ten sposób ma wyglądać braterskie zaufanie?!
-Nie miałem wyboru- stęknął Scarlett ledwo łapiąc oddech, ponieważ kołnierz golfa coraz mocniej zaciskał mu się na szyi.
-Jak to nie miałeś wyboru?! Zawsze jest jakaś alternatywa, ty najwyraźniej nie umiałeś jej wykorzystać- ton głosu mężczyzny zelżał, w przeciwieństwie do uścisku.
Scarlett zaczął się szarpać; próbował odciągnąć brata od siebie, chwytając go za nadgarstki i odpychając, lecz Enaret okazał się wyjątkowo silny, zwłaszcza napędzany wściekłością.
-Zdradziłeś mnie, bracie- szarpnął ostatni raz, po czym puścił księcia.
Młody mężczyzna upadł na kanapę, krztusząc się i próbując złapać oddech.
-Jeszcze będziesz mi za to dziękować- wydusił zachrypniętym głosem.
-Za co?- Enaret zaczął chodzić po książęcej komnacie- Za zniszczenie moich nadziei na miłość oraz pozbawienie mnie szacunku ojca? Pewnie zrobiłeś to, by pozbyć się przeszkody do zdobycia tronu, czyż nie?- odwrócił się w stronę brata, który właśnie odzyskiwał zdolność prawidłowego oddychania.
-Zrobiłem to dla twojego dobra- skłamał młodszy Tom- Sparzyłbyś się na tej Ziemiance, gdyby dowiedziała się prawdy o tobie; pomyśl, jakby wasz związek miał wyglądać?
-Dla mnie ważniejsze by było to, że istnieje, pomimo przeciwności.
-Głupcze- zaśmiał się Scarlett, spoglądając na brata- Mówisz jak bohater taniego romansu, otrząśnij się- wstał z kanapy i począł zmierzać w stronę swego rozmówcy- ta farsa długo nie miałaby sensu, a najpewniej zostałaby przerwana przez śmierć tej kobiety, podczas gdy ty wciąż wyglądałbyś na młody wiek- stanął twarzą w twarz z niewiele niższym od niego mężczyzną- Wyświadczyłem ci przysługę, której twoje ego nie jest w stanie docenić.
Enaret spojrzał z ukosa na brata.
-Chcesz mojego docenienia?- zapytał kpiąco- To masz- wycelował zaciśniętą w pięść dłonią prosto w twarz Scarletta.
Mężczyzna jęknął, padając na oparcie kanapy, uderzając się przy okazji drewnianym elementem w przeponę, co wywołało kolejny napad kaszlu i bezdech. Jednak Enaret nie zamierzał mu pomagać; odszedł bez słowa, obrzucając księcia jedynie nienawistnym spojrzeniem.
Scarlett czuł się jak rodząca kobieta; walczył o zbawienny haust powietrza, choć początkowo wydawało mu się to walką z wiatrakami. Dopiero po chwili poczuł jakieś efekty, które z czasem pozwoliły mu normalnie oddychać, choć z wielkim bólem. Mężczyzna obszedł kanapę, po czym padł na mebel jak długi, przygniatając przy okazji ważne dla niego dokumenty. Szybko jednak się w tym zorientował i wyciągnął papiery spod siebie.
-Co my tu jeszcze mamy…- mruknął, po czym nastąpiła kolejna fala kaszlu, więc Scarlett siedział już cicho.
Analizował ostanie projekty nowej partii- dofinansowanie na każde dziecko, darmowe leki dla osób po ukończeniu dziewięciuset lat, obniżenie wieku emerytalnego, minimalna płaca w fabrykach- 13 arumów za godzinę, obniżenie podatku od towarów i usług, opodatkowanie targu i banku, podwyższenie kwoty wolnej od podatku, wprowadzenie szesnastoprocentowej stawki podatku od osób prawnych, nie dopuszczenie do zwolnienia rybaków z Wioski Exilum, zmniejszając tym samym import ryb.
-,,To wszystko tylko czcze gadanie- myślał Scarlett- Z tym dofinansowaniem już zaczynają kombinować; że niby na drugie dziecko i przyznawane tylko, jeżeli to starsze nie osiągnęło pełnoletniości oraz inne tego typu głupoty. Darmowe leki, ale tylko na choroby odpowiednie do wieku. Opodatkowawszy targ i banki obywatele będą musieli płacić więcej za towary oraz transakcje. Zawód rybaka jest na wymarciu, a dotychczasowi się starzeją i coraz częściej odmawiają pracy. Ponadto prawie nic nie jest finansowane na ich korzyść. Na resztę brak pieniędzy; jak oni chcą tego wszystkiego dokonać? Chyba z czystym sumieniem można uznać, że obietnice były słowami rzuconymi na wiatr i jednym wielkim oszustwem. Ten Apatonas Katis co tydzień biegnie do świątyni, by oddać ofiarę bogom, a on sam powinien zostać nią zostać za przebłaganie za swe winy i krzywdy wyrządzone społeczeństwu. Ale nie- mój ojciec będzie hodował pasożyty na swej piersi, gotowe zagryźć go jak wygłodniałe wilki, byleby nachapać się przy korycie jak najwięcej, przy pomocy jak największej krzywdy Milleńczyków, którzy po części sami są sobie winni, dając się oślepić kłamstwami- książę westchnął- Chociaż po tej sprawie z łamaniem prawa przez rządzących oraz narastające wątpliwości społeczeństwa w stosunku do dofinansowania dzieci Milleńczycy zaczęli coraz głośniej i efektywniej protestować, organizując różnorodne marsze- mężczyzna prychnął- Zapewne wymyślą lub sama przyjdzie afera dotycząca jakiejś ważnej persony- czy to bohatera wojennego, narodowego albo powszechnego symbolu- Scarlett sięgnął po gazetę leżącą na stole i zaczął ją wertować; zatrzymał się już na drugiej stronie- Co to? Zamieszki na południowo-zachodniej granicy milleńsko-invidyjskiej? Ludność Invidii próbuje opuścić kraj, pogrążony w wojnie domowej, lecz wstępne rozmowy przywódców państw Mainu- kiedy oni zdążyli to przedyskutować? Chyba każdy zadecydował sam, co później pokryło się ze zdaniem innych- nie przyniosły spodziewanego efektu i w obozach tak zwanych ,,uchodźców” podniosły się głosy oburzenia na tego typu działania; Invidyjczycy głośno komentują bierność wspólnoty, która bardziej niż o dobro wszystkich dba o zasady i czyste ręce- książę odłożył dziennik na stół- Dlaczego my nic o tym nie wiemy? A przynajmniej ja, bo tamci ignoranci widzą najdalej na swój koniec nosa. Muszę porozmawiać z ojcem, ale może nie teraz… Mimo wszystko- spojrzał na leżące na jego brzuchu skradzione notatki- pójdę do jego komnaty, by je oddać; obym nie natknął się na króla.”
Scarlett wstał, lecz w tym samym momencie do komnaty weszła rozanielona Domina. Uśmiechnęła się zalotnie do zdezorientowanego księcia.
-Co tak patrzysz?- zapytała ze śmiechem- To tylko ja- Domina Pater.
-Ale taka jakby… inna- Scarlett odchylił się, chcąc uważniej przyjrzeć się koleżance.
-Co masz na myśli?- dziewczyna zrzuciła ozdobne pantofelki ze stóp i przemaszerowała boso przez książęcą sypialnię.
-Wydajesz się jeszcze bardziej promienna niż podczas wczorajszego balu- mężczyzna odwrócił się powoli na pięcie- Frapuje mnie, co doprowadziło cię do takiego stanu.
Domina westchnęła z rozmarzeniem, opadając na łóżko księcia.
-Królewskość… tego miejsca- dodała z tajemniczym uśmiechem, podnosząc się na łokciach.
Scarlett przyjrzał się kobiecie z nieufnością.
-Dlaczego jesteś taka podejrzanie zrelaksowana i spokojna?- podszedł powoli do dziewczyny.
-Być może dostanę to, czego od dawna pragnę- odparła Domina cicho, zagryzając wargę.
Książę zmarszczył brwi.
-Co dokładnie?- zapytał.
Młoda kobieta zaśmiała się; zabrzmiało to trochę złowieszczo.
-Wydaje mi się, że będę ci potrzebna- odparła po chwili ciszy.
-Na jakiej płaszczyźnie?- Scarlett usiadł obok kobiety.
-Dowiedziałam się czegoś, co może przysłużyć zarówno tobie jak i mnie- nachyliła się w stronę księcia, spoglądając mu głęboko w oczy.
Scarlett przez chwilę wytrzymał to spojrzenie.
-Czego mianowicie?- zapytał cicho.
Domina jednak tylko uśmiechnęła się chytrze, po czym wstała i podeszła do stolika.
-Czytałeś dzisiejszą gazetę?- zapytała głośno.
-Tak, ale co to ma wspólnego z tą twoją tajemniczą otoczką?
Dziewczyna przyniosła mężczyźnie dziennik, rzuciła mu na kolana i postukała w nagłówek.
-Czytałeś o zamieszkach na granicy?- zapytała poważniejszym tonem.
-Owszem, skoro potwierdziłem twoje poprzednie pytanie- Scarlett wciąż pozostawał nieufny w stosunku do nowej znajomej.
Domina prychnęła.
-Zdajesz sobie doskonale sprawę z tego, gdzie się odbywają, prawda?- zapytała.
-Przecież wyraźnie piszę- mężczyzna zniecierpliwiony wskazał ręką linijkę z podaną informacją- na południowo-wschodniej granicy milleńsko-invidyjskiej.
-Czyli na północy kraju, czyż nie?- uśmiech młodej kobiety stawał się coraz szerszy.
Książę westchnął.
-A geografii to dziewczynka nie miała, że tak wypytuje?- zapytał z przekąsem.
-Powiedz mi teraz- Domina zignorowała słowa kolegi- Co znajduje się trochę na wschód od granicy z Invidią? Coś bardzo podobnego- przechyliła głowę jak mały piesek, opierając ręce na gazecie leżącej na kolanach Scarletta.
Mężczyzna pomyślał chwilę, unosząc ku temu głowę w górę.
-Portal Północny, Wodospad Awy, zakole Rzeki Oneir- wzruszył ramionami- Nie ma nic więcej.
-No tak- zasępiła się Domina- Wy zawsze zapominacie o marginesie.
-Chodzi ci o tereny zamieszkane przez ludzi wyklętych?- Scarlett odchylił głowę, by lepiej przyjrzeć się dziewczynie.
-Bingo- uśmiech znów zagościł na ustach młodej kobiety; Domina usiadła obok księcia- Po twej wczorajszej rozmowie z Gatisem Synerem jestem już całkowicie pewna, że właśnie na ciebie powinien paść mój wybór.
-Czyli jednak podsłuchiwałaś- odparł książę z wyrzutem.
-Nie zaprzeczę- kobieta wydawała się być z tego dumna.
Scarlett pokręcił głową z zamkniętymi oczami.
-Poczekaj… wybór na co?- zapytał, coraz bardziej zdezorientowany.
Domina odetchnęła głęboko.
-Nam obu zależy na podobnej wartości, ja jednak mam za sobą jeszcze szereg ludzi, którym muszę, a właściwie chcę pomóc- zaczęła z poważną miną.
-Masz na myśli…- wszystko zaczęło się układać w książęcej głowie- Ludzi Wyklętych, złożonych z tej warstwy społecznej, której król się wyparł, czyli najuboższej? Kooperujesz z nimi?
-Ja jestem jedną z nich.
Zapadła cisza; Scarlett nareszcie zrozumiał starania Dominy stosunku do rodziny królewskiej, a przede wszystkim jego samego.
-Zastanawiała mnie twoja kandydatura- zaczął powoli- Nie wydajesz się osobą skorą do zajmowania urzędu Przewodniczącego Rady Okręgu, zwłaszcza takiej wioski jak Exilum- biednej i zacofanej.
-Może chciałabym coś zmienić?
-Nie- uciął krótko mężczyzna- Odniosłem wrażenie, zwłaszcza podczas naszego pierwszego spotkania, iż jesteś zła, a nawet pokusiłbym się o użycie przymiotnika okrutna. Ty w całej swej palecie charakteru potrafisz być słodka i przymilna, w środku przygotowując plan morderstwa; nie nadajesz się na zwykłego przewodniczącego, ty powinnaś stać się kimś więcej.
-Naprawdę uważasz mnie za taką dwulicową?
Scarlett nachylił się w stronę dziewczyny i ściszył głos do szeptu.
-Spójrz na nas- jesteśmy do siebie w tej kwestii podobni- dla zaspokojenia czyjejś ciekawości lub oczekiwań potrafimy stać się chodzącym dobrem, lecz w rzeczywistości dbamy jedynie o własny interes. Pomyśl, ile moglibyśmy razem osiągnąć- książę zrobił pauzę na kolejną analizę swych myśli- Myślałem wczoraj nad tym; gdybyś faktycznie okazała się istotą tak nadzwyczajną jaką się zdajesz, to wspólnie osiągnęlibyśmy niewyobrażalnie wiele- w głosie mężczyzny można było wyczuć wyraźne podekscytowanie.
-Lecz nie znałeś wtedy moich intencji i szczerze mówiąc, dalej nie znasz- zaoponowała Domina.
-Byłabyś królową, czego chcieć więcej, zważywszy na twoją sytuację materialną- Scarlett powiedział to lekko, bez wyrzutów.
-Wiesz czego pragnę?- kobieta lekko się wzburzyła- Wolności dla mnie i moich braci.
-W takim razie zyskuję jeszcze armię- tym razem to książę uśmiechnął się chytrze.
-A my przywódcę, a dokładniej- węża w pałacu- Domina ze swą szczerością nie pozostawała dłużna Tomowi.
Jednak Scarlett jedynie uśmiechnął się sztucznie, po czym kontynuował.
-A teraz żeby było jasne- pod pretekstem wyborów na przewodniczącego chcesz zdobyć poparcie wśród ludności wyklętej, tak? Oni też organizują jakieś głosowanie?
-Tak- na Przewodniczącego Ruchu Oporu- dziewczyna wypowiedziała to zdanie z dumą, jakby już wygrała.
-Doskonale; a zatem prosisz mojego brata o pomoc, która może się dla niego okazać niezwykle zgubna, czyż tak?
-Zgadza się- Domina skinęła energicznie głową.
-Próbujesz mi się podlizać, ponieważ wiesz, iż jestem najpewniejszą opcją do wyboru spośród najważniejszych mieszkańców pałacu.
-Ponownie muszę przyznać ci rację.
-Zastanawia mnie tylko rola mego ojca w tym wszystkim.
-Rola króla?- kobieta zmarszczyła brwi.
-Nie wróciłabyś taka rozanielona i pewna siebie, gdyby coś ci się nie udało i gdybyś nie czuła się pewnie.
-Powtórzyłeś się- dziewczyna chciała odwrócić uwagę księcia od rozpoczętego przez niego wątku.
-To bez znaczenia; po co ojciec kazał cię przysłać?
-To sprawa między nami.
-Nami?- Scarlett próbował powstrzymać triumfalny uśmiech- Od kiedy zwiesz połączenie ciebie i króla mianem ,,was”?
-To… przypadek- Domina zarumieniła się.
-Nie, raczej zapomnienie o dystansie, jaki miałaś zachować mówiąc o nim- książę wydawał się dumny ze swych obserwacji, lecz w środku chciał zobaczyć prawdziwe zaprzeczenie ze strony swego gościa.
Dziewczyna zrobiła krótką pauzę, lecz nie na tyle, by nie uszła ona uwadze mężczyzny.
-Dlaczego się wahasz?- zapytał.
-Nie waham się- po prostu chciałabym, aby moja wypowiedź była jasna i klarowana- Domina wzburzyła się.
-Cokolwiek teraz powiesz, będzie zaprzeczeniem samej sobie, co nigdy nie jest jasne i klarowne.
-Zatem, co chcesz wiedzieć?- dziewczyna założyła ręce na ramiona.
-Prawdę.
-Więc muszą ci wystarczyć moje dotychczasowe zapewnienia- kobieta postanowiła pozostać nieugiętą- To tylko przypadek, wspomnienie o mnie i królu jak o ,,nas”, a pozostałe kwestie są prawdą i tego się trzymajmy- Domina zręcznie zmieniła temat; nachyliła się w stronę swego rozmówcy- Możemy pomóc sobie nawzajem- my zdobędziemy wolność i dominację, a ty- upragnioną koronę.
-Myślisz, że pstryknę palcami i tego dokonam?- książę zakpił ze słów młodej buntowniczki- Wybrałaś na przywódcę najmniej wpływowego z Tomów.
-Tak też myślałam, lecz od wczorajszego wieczoru wiem, iż jesteś w stanie wiele zdziałać.
Scarlett nie krył zdumienia.
-W jaki sposób?- zapytał.
Domina uśmiechnęła się szeroko.
-Mitis- nie umie się oprzeć swemu najmłodszemu dziecku, zrobi, co tylko będziesz chciał.
-To nie wystarczy- książę pokręcił głową z rezygnacją.
Dziewczyna odetchnęła głęboko.
-Musisz wiedzieć- zaczęła powoli- że moją mocą jest słyszenie najbliższych rozmów- mówiła z pewną rezerwą- Stąd znam szczegóły twojej dyskusji z Synerem oraz królem… Wiem, co mu wtedy powiedziałeś.
Scarlett otworzył szerzej oczy ze zdziwienia.
-A ja cię trzymałem we własnej sypialni- powiedział trochę z przekąsem- Co zatem zamierzasz z tym zrobić? Z informacjami zdobytymi w podstępny sposób?
-Po pierwsze- kobieta uniosła palec wskazujący- wykorzystałam jedynie moje zdolności, po drugie- dzięki tym informacją wiem, na czym stoję i w jaki sposób powinnam cię, brzydko mówiąc, wykorzystać.
-Zatem mów; jak brzmi twój diaboliczny plan?- książę jeszcze wahał się przed podjęciem współpracy ze swym gościem.
-Wyobrażam sobie- Domina ściszyła głos- że popuścisz wodze fantazji, byśmy wraz z pobratymcami mogli opanować ludność zamku, zdobywając tym samym panowanie; twoim zadaniem będzie wyeliminowanie rodzeństwa, lecz to już zapewne od dawna planujesz.
-W istocie- Scarlettowi udzieliło się zaangażowanie dziewczyny- Nawet bez twego udziału zacząłem podejmować pewne kroki w tej sprawie…
-Jakie?- przerwała mu Domina z zainteresowaniem.
Książę wstał, podszedł do sejfu, wpisał kod, a po otwarciu ciężkich, aczkolwiek niewielkich drzwi wyciągnął ze środka schowka mały flakonik z jasnoróżowym proszkiem. Z odległości dwóch metrów rzucił przedmiot w wyciągnięte dłonie Dominy; kobieta bez słowa przyjrzała się zawartości fiolki, a gdy już zidentyfikowała podejrzaną zawartość uśmiechnęła się szeroko, wiedząc z czym ma do czynienia.
-Ikra- powiedziała z zadowoleniem.
-W rzeczy samej- Scarlett wyciągnął rękę i przywołał flakon z powrotem do siebie- A więc zgadłaś; poczyniłem stosowne kroki, które znajdą swe zastosowanie jeszcze dziś.
-Nie- zaoponowała kobieta stanowczo, z nutą złości.
Scarlett zmarszczył brwi; nie spodobał mu się ton głosu Dominy.
-Możesz jaśniej?- zapytał, zastanawiając się równocześnie, czy dobrze czyni nawiązując współpracę z panną Pater.
-Nie chcę postępować pochopnie- dziewczyna szybko wytłumaczyła powód swej agresji.
Książę zgodził się z dziewczyną, iż faktycznie najlepiej będzie załatwić jeszcze jedną sprawę przed zabraniem się za wdrażanie planu w życie, choć w tej sytuacji jest to raczej stwierdzone z dozą cynizmu.
-W takim razie dalsze działania omówimy przy naszym najbliższym spotkaniu- odparła Domina dyplomatycznie, po czym wstała z dumą- Czy mógłbyś zamówić mi dorożkę lub cokolwiek, bym mogła jak najszybciej wrócić do domu i ogłosić dobrą nowinę moim braciom.
-Dobrze- Scarlett skinął głową, podchodząc do drzwi, lecz nagle raptownie uniósł brodę- Lecz już teraz musze cię ostrzec, że każda strata ze strony twoich ludzi będzie mi obojętna i nie będziesz miała prawa oskarżać mnie o czyjąkolwiek śmierć.
Domina podeszła powoli do księcia.
-Jeżeli coś takiego się wydarzy- dziewczyna mówiła grobowym tonem- sami będą sobie winni; mój plan nie zakłada strat, więc śmierć będzie tylko i wyłącznie dowodem niesubordynacji ze strony moich ludzi.
Kącik ust Scarletta uniósł się delikatnie.
-Czuję, że nasza współpraca rozkwitnie- odparł podając dłoń pannie Pater, którą ta mocno uścisnęła- A teraz wybacz- mężczyzna zabrał notatki i kopertę do ręki, otworzył drzwi i rozejrzał się po korytarzu- lecz muszę cię zostawić; każe pokojówce wezwać jeden z powozów- po czym podszedł do nadchodzącej, starszej już służącej i powiedział jej coś cicho- Załatwione- oświadczył, wracają do Dominy.
Scarlett złożył pocałunek na dłoni swego gościa, po czym odszedł w przeciwnym kierunku niż tym, w którym pokojówka kazała dziewczynie iść za sobą.
Książę nie mógł uwierzyć w ten łut szczęścia- oto jego marzenia, pragnienia, oczekiwania przyspieszają swój bieg i stają się coraz łatwiejsze w realizacji. Mężczyzna odetchnął z ulgą- może przełożyć pierwszy punkt swego, jak to ujął, szatańskiego planu o dwadzieścia cztery godziny. Teraz szedł do ojcowskiej komnaty z większym spokojem, który jednak miał ponownie zostać zachwiany.
CDN...