Zszedł
szybko po schodach, lecz gdy znalazł się przy bocznym wejściu do
restauracji, zatrzymał się.
Maurycy
oparł się o ścianę, odchylił głowę i westchnął głęboko.
Był spięty, a każdy szelest dochodzący od strony schodów
sprawiał, że patrzył w tamtą stronę. Mężczyzna skrzyżował
ręce na piersi, a dłońmi mocno ścisnął swe chude ramiona, co
nie było spowodowane chłodem panującym w korytarzu, lecz stresem.
Zawsze tak reagował – jak gdyby chciał ścisnąć się tak mocno,
że zniknie, albo obronić się przed światem. Maurycy przełknął
ciężko ślinę i oparł głowę o ścianę. Wdychał woń potraw
dochodzącą z restauracji oraz wsłuchiwał się w szelest
codzienności. Nagle mężczyzna poczuł się samotny, opuszczony
nawet przez lampy wiszące w korytarzu, które nie dawały wielkiego
światła na wnętrze. Maurycy pragnął wrócić teraz do domu i
wtulić się w ramiona ukochanej oraz unieść wysoko w górę swoje
dziecko, jednak to było niemożliwe, ponieważ żadnej z tych
wartości nie posiadał, a przynajmniej na własność. Przez
dłuższy czas nie wchodził do restauracji, nie chcąc zmącić
miłej atmosfery rutyny, tak męczącej dla znajdujących się
wewnątrz gości. Czuł się jak intruz, który swoją biografią i
doświadczeniami zburzy harmonię miejsca, jednak nieprzemożna chęć
dotyku i słów życzliwej osoby zwyciężyła nad niechęcią do
narzucania się. Mężczyzna odetchnął pełną piersią, co mogłoby
być oznaką ulgi, a dla niego było przygotowaniem się do założenia
jednej z wielu masek, które nosił.
Po
wejściu na salę pierwszym, co ujrzał Maurycy był uśmiech Marysi,
który wzmógł poczucie samotności i chęci zbliżenia się.
-
Cześć – Kobieta przywitała się wesoło, gdy tylko ujrzała
przyjaciela; jej głos był dźwięczny i przyjemny.
Mężczyzna
poczuł w środku ciepło spokoju.
-
Cześć – Podszedł do Marysi, by złożyć pocałunek na jej
policzku.
Niechcący
Marysia nachyliła się w taki sposób, że Maurycy pocałował ją w
kącik ust. Mężczyzna poczuł chwilowe uderzenie gorąca. Jednak na
kobietę spojrzał przepraszająco, próbując powstrzymać
napływającą falę podniecenia.
-
,,Nic się nie stało” - Mówił uśmiech Marysi, lecz i dla niej
ten delikatny dotyk nie pozostawał obojętny; zawsze miała słabość
do Maurycego.
Scena
między tą dwójką trwała zaledwie kilka sekund, lecz dla nich
rozciągnęła się w czasie; ich zmysły wyostrzyły się –
zapachy ostrych i kwiatowych perfum zmieszały się, głosy w
restauracji zaczęły się rozmywać w oddali, usta, którymi się
dotknęli, paliły. Oddychali szybciej i bardziej płytko, siebie
nawzajem widzieli wyraźnie, natomiast otoczenie zlało się w burą,
nieciekawą barwę. Ich oczy rozjaśniły się, jak gdyby dotknęli
na chwilę szczęścia, którego od tak dawna nie zaznali. W końcu
Marysia, która czuła w sercu coraz większy niepokój, przerwała
to.
-
Przepraszam – Powiedziała, oddalając się z tacą, na której
znajdowały się zamówione przez gości dania.
I
nagle Maurycy usłyszał wyraźnie rozmowę ze stolika nieopodal,
przy którym siedzieli goście z Krakowa; obraz wyostrzył się,
każdy z gości na powrót odzyskał swoją osobowość, do nozdrzy
wdarł się zapach grillowanego w kuchni mięsa, a tylko usta wciąż
paliły. Mężczyzna westchnął i obrócił się na pięcie.
-
I co z Tosią? - Zapytał Michał, gdy spostrzegł, że Maurycy się
im przypatruje.
-
Chyba wszystko w porządku – Mężczyzna wzruszył ramionami, po
czym dosiadł się do studentów.
-
Nie mogę patrzeć, jak bardzo za nimi tęskni – Stwierdziła
smutno Asia.
-
Ja tam nigdy nie przepadałam za moimi starymi – Stwierdziła Kaśka
lekceważąco – Ale nie mogę powiedzieć, że ich nie lubię.
-
Ja zawsze szanowałem mojego tatę – Odparł Michał z dumą –
Jest dla mnie wzorem.
-
A twoi rodzice? - Asia zwróciła się do Maurycego.
-
Nie żyją – Odparł krótko Zwodzki, wpatrując się uparcie w
stół.
-
Bywa – Skwitowała Kasia, która nie chciała wprowadzać ponurej
atmosfery do towarzystwa – Jakie plany na jutro? - Zapytała.
-
Wy idziecie do pani Józefiny, pewnie was tam zaprowadzę, potem
pojadę do pracy, wy dalej będziecie tam siedzieć, aż Andrzej po
was przyjedzie.
-
Dlaczego Andrzej? - Michał zmarszczył brwi.
-
Po pracy mam imprezę rodzinną, wracam w niedzielę; dacie sobie
beze mnie radę – Maurycy w końcu spojrzał na swych towarzyszy.
-
W to nie wątpię – Odparł Michał stanowczo – Chcecie jeszcze
po szklance soku? Dobra, to dla mnie i dla dziewczyn sok, a dla
ciebie? Herbata. W porządku.
Studenci
nie zauważyli, że włączenie się Maurycego w pewnym momencie do
rozmowy było spowodowane wódką, którą mężczyzna dolał sobie
do napoju.
Marysia
poprosiła Maurycego, aby pomógł jej posprzątać, na co mężczyzna
chętnie się zgodził; para kończyła swoją pracę po dwudziestej
trzeciej. Radio cały czas grało sobie cicho w kącie i przyjaciele
nie zwracało na nie zbytniej uwagi, dopóki nie usłyszeli znanych
dźwięków ,,The way you make me feel". Maurycy uśmiechnął
się i zaczął ruszać się w rytm muzyki, spoglądając ukradkiem
na Marysię, która akurat przecierała ostatnie szklanki. Widząc
swojego przyjaciela w dobrym humorze, sama zaczęła lekko
podrygiwać. Uśmiechnęła się szerzej, gdy zaczął śpiewać swym
mocnym, lekko ochrypłym głosem; Michael Jackson był jej ulubionym
piosenkarzem, dlatego Maurycy z racji spędzania długiego czasu z
Marysią musiał znać teksty jego piosenek na pamięć.
Gdy
mężczyzna dał się porwać muzyce, oglądało się go z jeszcze
większą przyjemnością; Marysia lubiła jego ruchy – Maurycy był
bardzo rytmiczny i poruszał się z dużą lekkością, sprawiał
wrażenie człowieka uwolnionego od jarzma codziennego spięcia.
Jednak gdy zaczął łapać Marysię za ręce, kobieta ze śmiechem
sprzeciwiła się – nie uważała się za mistrzynię tańca. W
końcu jednak uległa i dała ponieść się melodii oraz swemu
partnerowi, wsłuchując się w jego czysto brzmiący głos, który
odbijał się echem w jej głowie, gdy tylko zamknęła oczy
Wiedziała, że Maurycy próbuje ją nie tylko rozśmieszyć, lecz
również uwieść; nie wstydził się stanąć za nią bardzo blisko
tak, że kobieta czuła każdy centymetr jego ciała, co powodowało,
iż oddychała szybciej, a rumieniec wystąpił jej na policzki.
Marysia domyślała się, jak zakończy się ta noc i choć czuła
narastające podniecenie, to równocześnie ogarniał ją strach, że
nie powinna tego robić.
Piosenka
skończyła się, spiker w radiu rozentuzjazmowanym głosem
zapowiadał kolejne, ale Marysia jakby tego nie słyszała; całą
jej uwagę pochłonęły usta Maurycego, wytyczające ścieżkę po
jej szyi. Kobieta cicho westchnęła, ogarnięta nagłym dreszczem,
choć w restauracji było ciepło, żeby nie powiedzieć – duszno.
-
Maurycy – Szepnęła, po czym przełknęła ślinę – To chyba
nie jest dla nas dobre – Odwróciła się i napotkała pełny
pożądania wzrok przyjaciela; nogi się pod nią ugięły.
-
Potrzebuję cię – Wyszeptał mężczyzna, przykładając swoje
czoło do czoła Marysi; oddychał ciężko – Mam dość podejrzeń,
kłamstw, udawania i tych kretynów, z którymi spędzam całe dnie –
Mówił szybko, obejmując dłońmi twarz kobiety – Proszę... -
Szepnął, zamykając oczy i zbliżając usta do ust przyjaciółki.
Kobieta
nie potrafiła zaprotestować; znali się z Maurycym od lat i tak
samo długo mężczyzna jej się podobał. Marysię podniecał jego
zniżony głos i przyciemnione spojrzenie, gdy zwracał się do niej
w ten sposób i lubiła, gdy jej się oddawał, sama też czuła się
dzięki temu zaspokojona i atrakcyjna. Wiedziała jednak, że taki
układ nie mógł trwać całe życie. W miarę jednak, jak dłonie
mężczyzny coraz żarliwiej ją dotykały, a jego usta całowały ją
coraz niżej i goręcej, jej chęć przeciwstawienia się malała, a
potrzeby fizjologiczne brały górę.
-
Dobrze – Szepnęła, odsuwając od siebie Maurycego; podeszła do
radia i wyłączyła je – Chodź – Wyciągnęła rękę w stronę
przyjaciela, na co szeroki uśmiech rozświetlił jego twarz.
Para
zgasiła światło i zamknęła restaurację, po czym trzymając się
za ręce, udała się na drugie piętro do strefy dla pracowników,
gdzie mieściło się niewielkie mieszkanie kobiety.
Marysia
weszła do pierwszego pokoju, który był połączeniem sypialni,
jadalni oraz kuchni i zaświeciła małą lampkę przy łóżku,
która rzuciła blade światło na skrawek pokoju. Zaraz po tym
poczuła za sobą Maurycego – jego ciało, oddech, pocałunki i
dotyk. W końcu odwróciwszy się sama zaczęła go dotykać i
rozbierać równocześnie. Ucieszyła się, gdy zdjęła z niego
koszulę i mogła znów pocałować jego tatuaże, które zawsze
robiły na niej wrażenie. Wracała wtedy myślami do przeszłości,
gdzie wszystko było dla nich dozwolone.
Maurycy
położył Marysię na łóżku, ściągnął z niej jedwabną białą
bluzkę i zaczął całować brzuch, którego kobieta zawsze się
wstydziła. Mężczyźnie on nie przeszkadzał, zwłaszcza że nad
nim znajdował się obfity biust, uwolniony uprzednio ze stanika.
Maurycy
po chwili dołączył do swej przyjaciółki na łóżku. Marysia
przewróciła mężczyznę na plecy i zaczęła całować go po szyi
i torsie, wdychając zapach jego ostrych perfum i ciała. Maurycemu
bardzo się to podobało, ponieważ bardzo odprężały go pocałunki
w szyję, jeśli robiła to odpowiednia osoba, przed którą nie
wstydził się otworzyć. Marysia należała do tych osób, więc gdy
czuł jej usta na swoim ciele, odetchnął z ulgą i podnieceniem. W
pokoju zrobiło się goręcej, w powietrzu zaczął unosić się
zapach zmieszanych perfum i potu, przyspieszone oddechy obojga
wypełniły sypialnię, a za chwilę dołączyło do nich ciche
skrzypienie łóżka.
Marysi
bardzo podobały się szczere reakcje Maurycego – rozkoszowała się
jego westchnieniami, jękami – niegłośnymi, ponieważ nie
chcieli, aby goście domyślili się, że właścicielka lokalu nie
jest sama w pokoju – i niecierpliwymi wzdychaniami, a gdy widziała,
że się uśmiechał, nie mogła powstrzymać się od tego, by go
pocałować. Maurycy nie pozostawał jej dłużny. Rozkoszowali się
sobą nawzajem, wiedząc, że to co robią jest już zakazane.
Tempo
przyspieszyło, oddechy stały się częstsze, jęki wyraźniejsze,
zapach w pokoju bardziej duszny, a łóżko skrzypiało coraz
szybciej...
Około
drugiej w nocy para padła spocona i zdyszana na materac, ale
zadowolona. Marysia przeciągnęła się z rozkoszą i wtuliła się
w Maurycego, który objął ją ramieniem.
-
Zostaniesz na noc? - Zapytała kobieta dziecinnym głosem, gdy
odzyskała kontrolę nad oddechem.
-
Oczywiście – Maurycy pocałował kochankę w czoło.
-
Tylko uważaj rano – Marysia uśmiechnęła się i mocniej wtuliła
w klatkę piersiową kochanka.
Maurycy
jeszcze przez chwilę leżał najpierw zadowolony, lecz potem znów
zaczął myśleć o Tosi, a jego ciało znowu się spięło.
Mężczyzna westchnął i spojrzał na spokojnie śpiącą Marysię;
mimowolnie uśmiechnął się i wtulił w kobietę, przypominając
sobie, jak bardzo była to udana noc. Ogarnął go nagły chłód,
dlatego otulił siebie i kobietę mocniej kołdrą, a po chwili
zasnął.
Rano
Maurycy obudził się z błogim uczuciem odprężenia; odwrócił się
na drugi bok, aby objąć Marysię, lecz kobiety nie było obok
niego. Mężczyzna otworzył oczy i wsparłszy się na łokciu,
rozejrzał się po pokoju; zobaczył resztki śniadania na stole i
wyciągniętą deskę do prasowania. Spojrzał na zegar wiszący na
ścianie – siódma dwadzieścia, i zgadł, że Marysia już od
ponad pół godziny jest w restauracji. Maurycy westchnął – jedną
z najmilszych rzeczy po upojnej nocy było dla niego budzenie się
rano obok partnerki, o ile mu na niej zależało.
Mężczyzna
wstał i pospiesznie się ubierając, zauważył na stoliku jeszcze
drugie śniadanie – nietknięte, czekające na niego. Zjadł w
pośpiechu, ponieważ nie przywiązywał zbytniej uwagi do posiłków
i po cichu wyszedł z mieszkania. Maurycy miał nadzieję przemknąć
niezauważonym po korytarzu, lecz gdy tylko wyszedł zza węgła,
napotkał Tosię; zdezorientowany nie wiedział, co powiedzieć.
-
Cześć – Przywitała się dziewczyna całkiem pogodnie jak na to,
że opiekun bardzo ją poprzedniego dnia zdenerwował – Co ty tu
robisz? - Zmarszczyła brwi i spojrzała na jego wymiętą koszulę.
-
Marysia poprosiła mnie, bym coś odniósł do jej pokoju, który
jest tam – Mężczyzna gestem wskazał właściwy kierunek.
Antonina
nie odpowiedziała, tylko taksowała Maurycego wnikliwym spojrzeniem.
-
Czy ty tu spałeś? - Zapytała oburzona.
-
Tu, znaczy...? - Mężczyzna próbował wywinąć się od odpowiedzi.
-
U Marysi, a może raczej z Marysią? - Warknęła dziewczyna.
-
Cicho – Syknął Maurycy; rozejrzał się wkoło – I co z tego? -
Spojrzał na dziewczynę.
-
Czyli tak wygląda wasza przyjaźń tak? - Prychnęła Antonina –
Myślałam, że chociaż Marysia jest porządna, a tu...
-
Słuchaj – Mężczyzna chwycił mocno swoją rozmówczynię za
ramię – Wydaje ci się, że pozjadałaś wszystkie rozumy, ale
główną przyczyną twojego zachowania jest zapewne wpływ
celebrytek...
-
Nie nazywaj ich tak.
-
Ale weź pod uwagę to, że jesteśmy tylko ludźmi i mamy swoje
potrzeby – Maurycy zignorował słowa Tosi – Nie wiem, co
zamierzasz zrobić z tą informacją, ale proszę cię o jedno –
nie podejmuj pochopnej decyzji; ja mam tu wyrobioną opinię, ale nie
psuj życia Marysi taką głupotą. Polubiłaś ją, prawda? -
Maurycy zwolnił uścisk.
-
No... Tak... - Odparła Tosia niepewnie.
-
I myślisz, że fakt, iż czasem sypiamy ze sobą zmieni jej
nastawienie i życzliwość w stosunku do ciebie?
-
Pewnie nie – Dziewczyna westchnęła – Ale to świadczy o niej.
-
Czemu ty jesteś taką suką? - Maurycy skonsternowany zmarszczył
brwi – Myślałaś, że ta Kraina jest idealna, a tu proszę –
szara rzeczywistość, taka jak każda inna.
-
Może masz rację – Tosia wzruszyła ramionami – Ale pozwól mi
chociaż z nią porozmawiać; miałam poznać mieszkańców i właśnie
to chcę robić. Może jej czegoś brakuje i jako królowa będę
mogła to naprawić.
-
Dobrze, że zaczynasz odkładać na bok swój egoizm – Stwierdził
mężczyzna spokojnie – Lecz jedynego, czego Marysi brakuje, to
mężczyzna, który ją w końcu pokocha.
-
Ty jej nie kochasz? - Zapytała podchwytliwie Antonina, krzyżując
ręce na piersi.
Maurycy
spojrzał smutno na dziewczynę.
-
Darze ją głęboką przyjaźnią i szacunkiem, ale ona też mnie nie
kocha – Odparł.
-
To po co to wszystko? - Tosia nie umiała nazwać seksu po imieniu,
pomimo czasów, w jakich się wychowywała.
-
Zapewne z samotności – Maurycy oparł się plecami o ścianę –
Ale nie uważam, abyśmy byli ze sobą na tyle zżyci, abyśmy mogli
rozmawiać na tak dość prywatne sprawy.
-
Rozumiem – Panna Kruczyńska nie chciała już go drażnić –
Idziesz do niej?
-
Tak, ale tylko na chwilę.
-
W takim razie idź, a ja jeszcze pójdę do łazienki – Tosia
ruszyła w stronę schodów, lecz jeszcze zapytała przez ramię –
O której mamy być gotowi?
-
Za dwie godziny.
-
Dobrze – Odwróciła się.
-
Tosia – Odezwał się Zwodzki na koniec; dziewczyna spojrzała na
niego – Nie mów nikomu o tej rozmowie, nawet twoim przyjaciołom i
przede wszystkim Andrzejowi.
Antonina
skinęła w milczeniu głową i odeszła. Gdy po dziesięciu minutach
weszła do restauracji, Maurycego już w niej nie było. Sala
wydawała się być spokojna, delikatne promienie słoneczne wpływały
przez okna, roztaczając blask na niektórych stolikach i twarzach,
resztę pozostawiając w cieniu. Zapach kawy i bułeczek z masłem
roztaczał się po całej sali, a zza drzwi kuchennych dobiegał
dźwięk skwierczącej cebuli na jajecznicę. Goście leniwym,
zaspanym spojrzeniem ogarniali salę, współtowarzyszy i gazety.
Czasem ktoś ziewnął lub przeciągnął się jak kot, by po chwili
wyjść po cichu, uregulowawszy rachunek za czas spokoju i
melancholii. Marysia stanowiła punkt centralny tego obrazka,
roztaczając aurę matrony, w zbroi z fartucha, dzierżącej długopis
w dłoni. Tosia zawahała się, nim podeszła do kobiety; nie chciała
psuć tej arkadyjskiej atmosfery, której często w Krainie
brakowało, a jeśli już można było ją spotkać, była pozorna.
Wziąwszy porządny oddech, powoli ruszyła w stronę gospodyni.
-
Witaj, Marysiu – Przywitała się nieśmiało.
Kobieta
odwróciła się, szeleszcząc spódnicą z deseniem w wielkie
kwiaty.
-
Witaj, ranny ptaszku – Maria roześmiała się serdecznie –
Miałaś się wyspać – Stwierdziła to, czego dowiedziała się od
przyjaciół dziewczyny.
-
Odkąd tu przyjechałam, źle sypiam – Westchnęła Tosia zmęczona,
opierając się o ladę – Jak zjem, pójdę się jeszcze położyć,
często zasypiałam rano.
-
Często miewasz problemy ze snem?
-
Tylko wtedy, gdy kładę się w nocy sama – Wzruszyła ramionami z
usprawiedliwieniem.
-
Teraz śpisz z Michałem, prawda?
-
I tak nie pomaga.
-
Skądś to znam, też długo byłam sama – Marysia zabrała się za
przecieranie szklanek, marginalizując swoją samotność do pozycji
smugi na szkle, której właśnie się pozbyła.
-
No właśnie... Chciałam z tobą porozmawiać – Tosia spuściła
wzrok.
Marysia
momentalnie spięła się i z brzdękiem odłożyła szklankę.
-
Kawy? - Zapytała z pozornym uśmiechem – Ach, zapewne nie,
przecież chcesz się zaraz położyć. To może jajecznicę? Boguś,
kucharz, właśnie kończy. Nie chcesz? Nie wygłupiaj się, siadaj.
Antonina
została wręcz zmuszona do zajęcia miejsca przy stoliku koło lady.
Po kilku minutach świeża i pachnąca jajecznica została jej
postawiona przed nosem, a aromat dania zmieszał się z zapachem
kakaa, które extra przygotowała Marysia. Dziewczyna odetchnęła,
przyduszona rozkoszną wonią normalności, jakby znalazła się na
powrót w domu. Tylko otoczenie się zmieniło, ale nie odbierało
wspomnieniom ich sielankowości.
-
Jesteś czarodziejką – Odezwała się do Marysi, nakładając
jajecznicę na widelec – Potrafisz stworzyć tutaj kawałek nieba –
Włożyła porcję do ust i zagryzła ją ciepłym chlebem.
-
Cieszę się, że ci się tutaj podoba – Odparła kobieta
kulturalnie, jednak jej twarzy wciąż była napięta.
Tosia
widząc minę kobiety, z trudem połknęła posiłek.
-
,,Nie psuj życia Marysi taką głupotą” - Usłyszała w głowie
słowa opiekuna.
Jednak
spojrzawszy ponownie na utworzone w kącikach ust kobiety zmarszczki
i spojrzenie omiatające w popłochu całą salę, wiedziała, że
klamka już zapadła.
-
Marysiu... - Zaczęła, wstając od stołu i podchodząc powoli do
kobiety – Nie myśl o mnie źle, ja tylko chcę zbliżyć się do
mieszkańców Krainy i poznać ich problemy, dlatego muszę
zapytać... Co jest między tobą a Maurycym?
-
Nie pytaj, proszę – Odparła w tym samym czasie Marysia.
Panie
spojrzały na siebie nawzajem – Maria błagalnie, Tosia z
przeprosinami. Pierwsza z nich westchnęła, wbijając spojrzenie w
podłogę.
-
Pewnie myślisz teraz o mnie źle – Odparła, siadając przy stole,
na którym leżała świeża, ale napoczęta jajecznica.
-
Nie mam prawa cię oceniać, nie znając twojej przeszłości –
Odparła dziewczyna, by zjednać sobie rozmówczynię; usiadła przy
niedokończonym posiłku.
-
Słusznie – Maria skinęła powoli głową, myśląc nad czymś
intensywnie – Mimo wszystko zapewne w twojej głowie pojawiła się
taka myśl, że nasza przyjaźń na tym polega, lecz muszę cię
wyprowadzić z błędu – znajmy się z Maurycym już szmat czasu,
poznaliśmy się w gimnazjum, to jest jakieś trzydzieści sześć
lat temu, ale po liceum nasze drogi się rozeszły i właściwie
dopiero od czterech lat – od kiedy Maurycy się tu wprowadził –
mamy ze sobą regularny kontakt.
-
I regularnie... - Zaczęła Tosia, ale ugryzła się przysłowiowo w
język; niestety Marysia odgadła resztę zdania.
-
Rok przed jego przyjazdem pochowałam męża – Odparła kobieta
szorstko – Miałam na wychowaniu nastoletniego syna i nie w głowie
byli mi obcy mężczyźni, których nie widziałam od lat.
-
Nie wiem, co powiedzieć – Wyznała Antonina po chwili ciszy; jej
wzrok skupiony był na stygnącym jedzeniu, które zdawało się być
mniej apetyczne, niż poprzednio.
-
Najlepiej nic nie mów – Warknęła Marysia, lecz skruszona mina
dziewczyny roztopiła lód w jej sercu – No, drogie dziecko –
Odparła matczynym tonem, sięgając po dłoń studentki – Nie
martw się, nie mogłaś wiedzieć, a właściwie to normalne, że
tak to odebrałaś. Powinnam ci podziękować za to, że starałaś
się zachować pozoru taktu i chciałaś wysłuchać mojej wersji
wydarzeń.
-
Yhm – Mruknęła dziewczyna, płonąc ze wstydu – Przepraszam –
Wstała gwałtownie i wyszła z restauracji.
Udała
się wprost do swego pokoju, a dokładniej – do łazienki, gdzie
wypełniła prawie całą wannę wodą, dodała dużo truskawkowego
płynu do kąpieli i założywszy słuchawki, położyła się w
wannie i skupiła na surowym brzmieniu Nirvany.
Słońce
oślepiało Tosię, nie mogła nic zobaczyć, ale szła przed siebie,
czując, że nie może się zatrzymać. Dziewczyna słyszała, jak
dyszy, jak gdyby przebyła bardzo długą drogę. Wokół niej
śpiewały ptaki, szczekały psy i wszystko wydawało się idealne,
jednak Antonina czuła w sercu niepokój. Zaczęła mrugać, by
zobaczyć w końcu, dokąd zmierza. Nagle ujrzała przed sobą dom i
poczuła, jak usta wyginają jej się w uśmiechu od ucha do ucha.
Dosłownie – dziewczyna sprawdziła, czy kąciki ust znajdują się
koło uszu i uradowana, iż rzeczywiście tak jest, weszła do
ogrodu, który pachniał różami i bzami, a wokół latały
pszczoły. Życie kwitło, jak te kwiaty i drzewa; Tosia wciągnęła
mocno woń życia i pędem ruszyła przez ścieżkę prowadzącą do
domu. Przed drzwiami stał Flipper – maltańczyk – i merdał
ogonem tak mocno, że panna Kruczyńska poczuła na twarzy wiatr oraz
przyniesioną przez niego woń psiej sierści.
-
Co, kochanie? - Zapytała psa, głaszcząc jego białą, włochatą
główkę.
-
Czekają na ciebie, hau! - Szczeknął Flipper, co na dziewczynie nie
zrobiło żadnego wrażenia.
Tosia
dziarskim krokiem pchnęła drzwi i znalazła się w podłużnej sali
tronowej. Wzdłuż kamiennych ścian stała jej rodzina i
przyjaciele, którzy ujrzawszy ją zaczęli klaskać z radością.
Panna Kruczyńska szła między nimi, czując ciągnący się za nią
długi, biały tren. Rodzice, przy których przystanęła, uśmiechali
się, jednocześnie ocierając łzy i mówili, jak pięknie wygląda.
Mama uścisnęła ją mocno za rękę. Antonina nie zaszczyciła ich
ani słowem, tylko odwzajemniła uśmiech i poszła dalej, puszczając
matczyną rękę, która chciała jeszcze trwać w mocnym uścisku.
Tosia
skłoniła się w stronę Joanny i Katarzyny, które ubrane w różowe
sukienki, stały obok podium i dzierżyły w rękach chryzantemy.
Obok nich stał Michał; podał swej ukochanej różową różę, po
czym pocałował ją w policzek, lecz gdy Antonina oddaliła się w
stronę podestu, chłopak nie poszedł za nią, tylko patrzył smutno
ponad jej ramię. Dziewczyna odwróciła się i ujrzała schodzącego
po stopniach Maurycego. Mężczyzna podał jej dłoń, a Tosia
niewiele myśląc ujęła ją i pozwoliła poprowadzić się do
tronu, na którym leżała koron – piękna, wysadzana kamieniami,
duża – taka, jakiej dziewczyna pragnęła. Maurycy nałożył ją
na głowę królowej, uśmiechając się serdecznie, po czym ujął
twarz kobiety i złożył na jej ustach pocałunek, na co zgromadzeni
zaczęli klaskać jeszcze głośniej niż poprzednio.
Coś
jednak niepokoiło Antoninę, a gdy spojrzała na swoją klatkę
piersiową, już wiedziała – to krew spływająca po jej białej
sukni i sztylet wbity w serce. Panna Kruczyńska spojrzała na swe
dłonie, zbroczone krwią. Zachwiała się i cofnęła po stopniach
podium, a zgromadzeni wciąż klaskali.
Gdy
Tosia upadła, korona spadła z jej głowy. Podniósł ją Maurycy,
ubrał na swoją głowę i ruszył wzdłuż sali, wśród oklasków i
wybuchów radości, a dziewczyna patrzyła, jak cała posadzka robi
się czerwona od jej krwi. Zamknęła powieki.
Nagle
hałas stał się nie do wytrzymania i Tosia otworzyła oczy.
-
Dziewczyno – Syknął Zwodzki, wyrywając słuchawki z jej uszu –
Następnym razem wyjmij klucz z zamka, gdy zamierzasz spędzić tu
dwie godziny.
-
Co jest? - Zapytała Tosia rozespana.
-
Zabarykadowałaś się tu rano, waliliśmy w drzwi, ale nie
odpowiadałaś – Zaczęła tłumaczyć rozgorączkowana Asia –
Poszliśmy do Marysi – Antonina dopiero na dźwięk imienia
gospodyni zauważyła, że ta stoi w przejściu – Żeby dała nam
zapasowy klucz do łazienki, ale nie mogliśmy go przekręcić i
wtedy...
-
Marysia przyszła po mnie – Dokończył mężczyzna szorstkim
tonem.
-
Przepraszam – Panna Kruczyńska ziewnęła – Zasnęłam, nawet
nie wiem, kiedy. Cóż mogę więcej powiedzieć?
-
Kochanie, bałem się - Odparł Michał, marszcząc brwi na
zatroskanej twarzy.
-
Myślałeś, że się utopię? Nie bądź śmieszny – Prychnęła
dziewczyna – Co niby miałoby mi się stać?
Chłopak
otworzył szerzej oczy ze zdumienia; jak Tosia mogła odzywać się
do niego takim tonem, gdy on umierał ze strachu.
-
Cokolwiek, zwykła suszarka mogła ci wpaść do wody – Michał
próbował opanować gniew.
-
Ile ja mam lat? Pięć? - Ofuknęła go ukochana – Wiem dobrze, że
nie wolno suszyć włosów w trakcie kąpieli, nie jestem głupia.
-
Ale za to strasznie nieprzyjemna – Stwierdził chłopak ostrym
tonem, mierząc Tosię zabójczym spojrzeniem; odwrócił się na
pięcie i wyszedł do pokoju, gdzie usiadł obrażony na kanapie.
-
Skarbie! - Krzyknęła Antonina, uzmysłowiwszy sobie, w jaki sposób
się zachowała; wstała raptownie, nie pamiętając, że jest ubrana
w strój Ewy.
Pozostałe
cztery osoby wytrzeszczyły na nią oczy.
-
Łooo... - Odezwał się Maurycy, lekko zszokowany; chwycił za
ręcznik i zasłonił nim nagie ciało dziewczyny – Co ty robisz? -
Syknął, gdy Tosia okręciła ręcznik wokół siebie.
-
Przepraszam, nie wiem, co we mnie wstąpiło, chyba jestem trochę
zamulona – Odparła dziewczyna słabym głosem.
-
To albo idź wcześniej spać, albo śpij do oporu – Poradził jej
Maurycy tonem nauczyciela, odsuwając się dla dziewczyny, która
właśnie wychodziła z wanny.
-
A co? Boisz się, że znowu przyłapię cię rano, jak wychodzisz z
sypialni Marysi po przyjacielskim seksie? - Zapytała Tosia ze
złością, nie myśląc.
Maria,
która do tej pory opierała się o framugę, wyprostowała się, a
Asia co rusz spoglądały to na kobietę, to na Zwodzkiego, który
spojrzał na Antoninę spod uniesionej prawej brwi. Zaciskał mocno
zęby i patrzył w osłupieniu na dziewczynę, która znów
uświadomiła sobie swój błąd i poczuła ogromny wstyd. Chciała
przeprosić, ale wtedy głos zabrał Michał.
-
To ja myślałem, że ty Zwodzki posuwasz facetów, z tak naprawdę
ty gustujesz w baleronach – Zaśmiał się chłopak szyderczo,
wciąż zdenerwowany po słowach ukochanej.
Oczy
Marysi wypełniły się łzami; kobieta szybkim krokiem opuściła
pokój hotelowy. Maurycy za to podszedł do Michał, chwycił go
mocno za podbródek i odchylił jego głowę.
-
Jeszcze raz ją tak nazwiesz – Syknął wściekły – A osobiście
cię wykastruję – Gwałtownym ruchem odrzucił głowę Michała;
chłopak chwycił się za obolałą szczękę, ale nie żałował
swoich słów.
Maurycy
pobiegł za Marysią, którą dogonił na schodach; kobieta opierała
się o ścianę i płakała.
-
Marysiu... - Odezwał się mężczyzna, podchodząc do przyjaciółki
– Nie martw się tymi szczeniakami – Objął czule Marię,
przytulając jej głowę do swojej piersi – Poza tym to moja wina,
że tak gadają, gdybym wczoraj nie naciskał...
Nagle
kobieta gwałtownie przyciągnęła mężczyznę do siebie i
obdarowała go namiętnym pocałunkiem, który niewątpliwie bardzo
się Maurycemu spodobał i szkoda mu było, gdy Marysia przerwała,
by wyszeptać:
-
Nigdy tak nie mów; to dzięki tobie nie zwariowałam po tym
wszystkim, co się stało.
CDN...