środa, 22 listopada 2017

Zszedł szybko po schodach, lecz gdy znalazł się przy bocznym wejściu do restauracji, zatrzymał się.
Maurycy oparł się o ścianę, odchylił głowę i westchnął głęboko. Był spięty, a każdy szelest dochodzący od strony schodów sprawiał, że patrzył w tamtą stronę. Mężczyzna skrzyżował ręce na piersi, a dłońmi mocno ścisnął swe chude ramiona, co nie było spowodowane chłodem panującym w korytarzu, lecz stresem. Zawsze tak reagował – jak gdyby chciał ścisnąć się tak mocno, że zniknie, albo obronić się przed światem. Maurycy przełknął ciężko ślinę i oparł głowę o ścianę. Wdychał woń potraw dochodzącą z restauracji oraz wsłuchiwał się w szelest codzienności. Nagle mężczyzna poczuł się samotny, opuszczony nawet przez lampy wiszące w korytarzu, które nie dawały wielkiego światła na wnętrze. Maurycy pragnął wrócić teraz do domu i wtulić się w ramiona ukochanej oraz unieść wysoko w górę swoje dziecko, jednak to było niemożliwe, ponieważ żadnej z tych wartości nie posiadał, a przynajmniej na własność. Przez dłuższy czas nie wchodził do restauracji, nie chcąc zmącić miłej atmosfery rutyny, tak męczącej dla znajdujących się wewnątrz gości. Czuł się jak intruz, który swoją biografią i doświadczeniami zburzy harmonię miejsca, jednak nieprzemożna chęć dotyku i słów życzliwej osoby zwyciężyła nad niechęcią do narzucania się. Mężczyzna odetchnął pełną piersią, co mogłoby być oznaką ulgi, a dla niego było przygotowaniem się do założenia jednej z wielu masek, które nosił.
Po wejściu na salę pierwszym, co ujrzał Maurycy był uśmiech Marysi, który wzmógł poczucie samotności i chęci zbliżenia się.
- Cześć – Kobieta przywitała się wesoło, gdy tylko ujrzała przyjaciela; jej głos był dźwięczny i przyjemny.
Mężczyzna poczuł w środku ciepło spokoju.
- Cześć – Podszedł do Marysi, by złożyć pocałunek na jej policzku.
Niechcący Marysia nachyliła się w taki sposób, że Maurycy pocałował ją w kącik ust. Mężczyzna poczuł chwilowe uderzenie gorąca. Jednak na kobietę spojrzał przepraszająco, próbując powstrzymać napływającą falę podniecenia.
- ,,Nic się nie stało” - Mówił uśmiech Marysi, lecz i dla niej ten delikatny dotyk nie pozostawał obojętny; zawsze miała słabość do Maurycego.
Scena między tą dwójką trwała zaledwie kilka sekund, lecz dla nich rozciągnęła się w czasie; ich zmysły wyostrzyły się – zapachy ostrych i kwiatowych perfum zmieszały się, głosy w restauracji zaczęły się rozmywać w oddali, usta, którymi się dotknęli, paliły. Oddychali szybciej i bardziej płytko, siebie nawzajem widzieli wyraźnie, natomiast otoczenie zlało się w burą, nieciekawą barwę. Ich oczy rozjaśniły się, jak gdyby dotknęli na chwilę szczęścia, którego od tak dawna nie zaznali. W końcu Marysia, która czuła w sercu coraz większy niepokój, przerwała to.
- Przepraszam – Powiedziała, oddalając się z tacą, na której znajdowały się zamówione przez gości dania.
I nagle Maurycy usłyszał wyraźnie rozmowę ze stolika nieopodal, przy którym siedzieli goście z Krakowa; obraz wyostrzył się, każdy z gości na powrót odzyskał swoją osobowość, do nozdrzy wdarł się zapach grillowanego w kuchni mięsa, a tylko usta wciąż paliły. Mężczyzna westchnął i obrócił się na pięcie.
- I co z Tosią? - Zapytał Michał, gdy spostrzegł, że Maurycy się im przypatruje.
- Chyba wszystko w porządku – Mężczyzna wzruszył ramionami, po czym dosiadł się do studentów.
- Nie mogę patrzeć, jak bardzo za nimi tęskni – Stwierdziła smutno Asia.
- Ja tam nigdy nie przepadałam za moimi starymi – Stwierdziła Kaśka lekceważąco – Ale nie mogę powiedzieć, że ich nie lubię.
- Ja zawsze szanowałem mojego tatę – Odparł Michał z dumą – Jest dla mnie wzorem.
- A twoi rodzice? - Asia zwróciła się do Maurycego.
- Nie żyją – Odparł krótko Zwodzki, wpatrując się uparcie w stół.
- Bywa – Skwitowała Kasia, która nie chciała wprowadzać ponurej atmosfery do towarzystwa – Jakie plany na jutro? - Zapytała.
- Wy idziecie do pani Józefiny, pewnie was tam zaprowadzę, potem pojadę do pracy, wy dalej będziecie tam siedzieć, aż Andrzej po was przyjedzie.
- Dlaczego Andrzej? - Michał zmarszczył brwi.
- Po pracy mam imprezę rodzinną, wracam w niedzielę; dacie sobie beze mnie radę – Maurycy w końcu spojrzał na swych towarzyszy.
- W to nie wątpię – Odparł Michał stanowczo – Chcecie jeszcze po szklance soku? Dobra, to dla mnie i dla dziewczyn sok, a dla ciebie? Herbata. W porządku.
Studenci nie zauważyli, że włączenie się Maurycego w pewnym momencie do rozmowy było spowodowane wódką, którą mężczyzna dolał sobie do napoju.
Marysia poprosiła Maurycego, aby pomógł jej posprzątać, na co mężczyzna chętnie się zgodził; para kończyła swoją pracę po dwudziestej trzeciej. Radio cały czas grało sobie cicho w kącie i przyjaciele nie zwracało na nie zbytniej uwagi, dopóki nie usłyszeli znanych dźwięków ,,The way you make me feel". Maurycy uśmiechnął się i zaczął ruszać się w rytm muzyki, spoglądając ukradkiem na Marysię, która akurat przecierała ostatnie szklanki. Widząc swojego przyjaciela w dobrym humorze, sama zaczęła lekko podrygiwać. Uśmiechnęła się szerzej, gdy zaczął śpiewać swym mocnym, lekko ochrypłym głosem; Michael Jackson był jej ulubionym piosenkarzem, dlatego Maurycy z racji spędzania długiego czasu z Marysią musiał znać teksty jego piosenek na pamięć.
Gdy mężczyzna dał się porwać muzyce, oglądało się go z jeszcze większą przyjemnością; Marysia lubiła jego ruchy – Maurycy był bardzo rytmiczny i poruszał się z dużą lekkością, sprawiał wrażenie człowieka uwolnionego od jarzma codziennego spięcia. Jednak gdy zaczął łapać Marysię za ręce, kobieta ze śmiechem sprzeciwiła się – nie uważała się za mistrzynię tańca. W końcu jednak uległa i dała ponieść się melodii oraz swemu partnerowi, wsłuchując się w jego czysto brzmiący głos, który odbijał się echem w jej głowie, gdy tylko zamknęła oczy Wiedziała, że Maurycy próbuje ją nie tylko rozśmieszyć, lecz również uwieść; nie wstydził się stanąć za nią bardzo blisko tak, że kobieta czuła każdy centymetr jego ciała, co powodowało, iż oddychała szybciej, a rumieniec wystąpił jej na policzki. Marysia domyślała się, jak zakończy się ta noc i choć czuła narastające podniecenie, to równocześnie ogarniał ją strach, że nie powinna tego robić.
Piosenka skończyła się, spiker w radiu rozentuzjazmowanym głosem zapowiadał kolejne, ale Marysia jakby tego nie słyszała; całą jej uwagę pochłonęły usta Maurycego, wytyczające ścieżkę po jej szyi. Kobieta cicho westchnęła, ogarnięta nagłym dreszczem, choć w restauracji było ciepło, żeby nie powiedzieć – duszno.
- Maurycy – Szepnęła, po czym przełknęła ślinę – To chyba nie jest dla nas dobre – Odwróciła się i napotkała pełny pożądania wzrok przyjaciela; nogi się pod nią ugięły.
- Potrzebuję cię – Wyszeptał mężczyzna, przykładając swoje czoło do czoła Marysi; oddychał ciężko – Mam dość podejrzeń, kłamstw, udawania i tych kretynów, z którymi spędzam całe dnie – Mówił szybko, obejmując dłońmi twarz kobiety – Proszę... - Szepnął, zamykając oczy i zbliżając usta do ust przyjaciółki.
Kobieta nie potrafiła zaprotestować; znali się z Maurycym od lat i tak samo długo mężczyzna jej się podobał. Marysię podniecał jego zniżony głos i przyciemnione spojrzenie, gdy zwracał się do niej w ten sposób i lubiła, gdy jej się oddawał, sama też czuła się dzięki temu zaspokojona i atrakcyjna. Wiedziała jednak, że taki układ nie mógł trwać całe życie. W miarę jednak, jak dłonie mężczyzny coraz żarliwiej ją dotykały, a jego usta całowały ją coraz niżej i goręcej, jej chęć przeciwstawienia się malała, a potrzeby fizjologiczne brały górę.
- Dobrze – Szepnęła, odsuwając od siebie Maurycego; podeszła do radia i wyłączyła je – Chodź – Wyciągnęła rękę w stronę przyjaciela, na co szeroki uśmiech rozświetlił jego twarz.
Para zgasiła światło i zamknęła restaurację, po czym trzymając się za ręce, udała się na drugie piętro do strefy dla pracowników, gdzie mieściło się niewielkie mieszkanie kobiety.
Marysia weszła do pierwszego pokoju, który był połączeniem sypialni, jadalni oraz kuchni i zaświeciła małą lampkę przy łóżku, która rzuciła blade światło na skrawek pokoju. Zaraz po tym poczuła za sobą Maurycego – jego ciało, oddech, pocałunki i dotyk. W końcu odwróciwszy się sama zaczęła go dotykać i rozbierać równocześnie. Ucieszyła się, gdy zdjęła z niego koszulę i mogła znów pocałować jego tatuaże, które zawsze robiły na niej wrażenie. Wracała wtedy myślami do przeszłości, gdzie wszystko było dla nich dozwolone.
Maurycy położył Marysię na łóżku, ściągnął z niej jedwabną białą bluzkę i zaczął całować brzuch, którego kobieta zawsze się wstydziła. Mężczyźnie on nie przeszkadzał, zwłaszcza że nad nim znajdował się obfity biust, uwolniony uprzednio ze stanika.
Maurycy po chwili dołączył do swej przyjaciółki na łóżku. Marysia przewróciła mężczyznę na plecy i zaczęła całować go po szyi i torsie, wdychając zapach jego ostrych perfum i ciała. Maurycemu bardzo się to podobało, ponieważ bardzo odprężały go pocałunki w szyję, jeśli robiła to odpowiednia osoba, przed którą nie wstydził się otworzyć. Marysia należała do tych osób, więc gdy czuł jej usta na swoim ciele, odetchnął z ulgą i podnieceniem. W pokoju zrobiło się goręcej, w powietrzu zaczął unosić się zapach zmieszanych perfum i potu, przyspieszone oddechy obojga wypełniły sypialnię, a za chwilę dołączyło do nich ciche skrzypienie łóżka.
Marysi bardzo podobały się szczere reakcje Maurycego – rozkoszowała się jego westchnieniami, jękami – niegłośnymi, ponieważ nie chcieli, aby goście domyślili się, że właścicielka lokalu nie jest sama w pokoju – i niecierpliwymi wzdychaniami, a gdy widziała, że się uśmiechał, nie mogła powstrzymać się od tego, by go pocałować. Maurycy nie pozostawał jej dłużny. Rozkoszowali się sobą nawzajem, wiedząc, że to co robią jest już zakazane.
Tempo przyspieszyło, oddechy stały się częstsze, jęki wyraźniejsze, zapach w pokoju bardziej duszny, a łóżko skrzypiało coraz szybciej...
Około drugiej w nocy para padła spocona i zdyszana na materac, ale zadowolona. Marysia przeciągnęła się z rozkoszą i wtuliła się w Maurycego, który objął ją ramieniem.
- Zostaniesz na noc? - Zapytała kobieta dziecinnym głosem, gdy odzyskała kontrolę nad oddechem.
- Oczywiście – Maurycy pocałował kochankę w czoło.
- Tylko uważaj rano – Marysia uśmiechnęła się i mocniej wtuliła w klatkę piersiową kochanka.
Maurycy jeszcze przez chwilę leżał najpierw zadowolony, lecz potem znów zaczął myśleć o Tosi, a jego ciało znowu się spięło. Mężczyzna westchnął i spojrzał na spokojnie śpiącą Marysię; mimowolnie uśmiechnął się i wtulił w kobietę, przypominając sobie, jak bardzo była to udana noc. Ogarnął go nagły chłód, dlatego otulił siebie i kobietę mocniej kołdrą, a po chwili zasnął.
Rano Maurycy obudził się z błogim uczuciem odprężenia; odwrócił się na drugi bok, aby objąć Marysię, lecz kobiety nie było obok niego. Mężczyzna otworzył oczy i wsparłszy się na łokciu, rozejrzał się po pokoju; zobaczył resztki śniadania na stole i wyciągniętą deskę do prasowania. Spojrzał na zegar wiszący na ścianie – siódma dwadzieścia, i zgadł, że Marysia już od ponad pół godziny jest w restauracji. Maurycy westchnął – jedną z najmilszych rzeczy po upojnej nocy było dla niego budzenie się rano obok partnerki, o ile mu na niej zależało.
Mężczyzna wstał i pospiesznie się ubierając, zauważył na stoliku jeszcze drugie śniadanie – nietknięte, czekające na niego. Zjadł w pośpiechu, ponieważ nie przywiązywał zbytniej uwagi do posiłków i po cichu wyszedł z mieszkania. Maurycy miał nadzieję przemknąć niezauważonym po korytarzu, lecz gdy tylko wyszedł zza węgła, napotkał Tosię; zdezorientowany nie wiedział, co powiedzieć.
- Cześć – Przywitała się dziewczyna całkiem pogodnie jak na to, że opiekun bardzo ją poprzedniego dnia zdenerwował – Co ty tu robisz? - Zmarszczyła brwi i spojrzała na jego wymiętą koszulę.
- Marysia poprosiła mnie, bym coś odniósł do jej pokoju, który jest tam – Mężczyzna gestem wskazał właściwy kierunek.
Antonina nie odpowiedziała, tylko taksowała Maurycego wnikliwym spojrzeniem.
- Czy ty tu spałeś? - Zapytała oburzona.
- Tu, znaczy...? - Mężczyzna próbował wywinąć się od odpowiedzi.
- U Marysi, a może raczej z Marysią? - Warknęła dziewczyna.
- Cicho – Syknął Maurycy; rozejrzał się wkoło – I co z tego? - Spojrzał na dziewczynę.
- Czyli tak wygląda wasza przyjaźń tak? - Prychnęła Antonina – Myślałam, że chociaż Marysia jest porządna, a tu...
- Słuchaj – Mężczyzna chwycił mocno swoją rozmówczynię za ramię – Wydaje ci się, że pozjadałaś wszystkie rozumy, ale główną przyczyną twojego zachowania jest zapewne wpływ celebrytek...
- Nie nazywaj ich tak.
- Ale weź pod uwagę to, że jesteśmy tylko ludźmi i mamy swoje potrzeby – Maurycy zignorował słowa Tosi – Nie wiem, co zamierzasz zrobić z tą informacją, ale proszę cię o jedno – nie podejmuj pochopnej decyzji; ja mam tu wyrobioną opinię, ale nie psuj życia Marysi taką głupotą. Polubiłaś ją, prawda? - Maurycy zwolnił uścisk.
- No... Tak... - Odparła Tosia niepewnie.
- I myślisz, że fakt, iż czasem sypiamy ze sobą zmieni jej nastawienie i życzliwość w stosunku do ciebie?
- Pewnie nie – Dziewczyna westchnęła – Ale to świadczy o niej.
- Czemu ty jesteś taką suką? - Maurycy skonsternowany zmarszczył brwi – Myślałaś, że ta Kraina jest idealna, a tu proszę – szara rzeczywistość, taka jak każda inna.
- Może masz rację – Tosia wzruszyła ramionami – Ale pozwól mi chociaż z nią porozmawiać; miałam poznać mieszkańców i właśnie to chcę robić. Może jej czegoś brakuje i jako królowa będę mogła to naprawić.
- Dobrze, że zaczynasz odkładać na bok swój egoizm – Stwierdził mężczyzna spokojnie – Lecz jedynego, czego Marysi brakuje, to mężczyzna, który ją w końcu pokocha.
- Ty jej nie kochasz? - Zapytała podchwytliwie Antonina, krzyżując ręce na piersi.
Maurycy spojrzał smutno na dziewczynę.
- Darze ją głęboką przyjaźnią i szacunkiem, ale ona też mnie nie kocha – Odparł.
- To po co to wszystko? - Tosia nie umiała nazwać seksu po imieniu, pomimo czasów, w jakich się wychowywała.
- Zapewne z samotności – Maurycy oparł się plecami o ścianę – Ale nie uważam, abyśmy byli ze sobą na tyle zżyci, abyśmy mogli rozmawiać na tak dość prywatne sprawy.
- Rozumiem – Panna Kruczyńska nie chciała już go drażnić – Idziesz do niej?
- Tak, ale tylko na chwilę.
- W takim razie idź, a ja jeszcze pójdę do łazienki – Tosia ruszyła w stronę schodów, lecz jeszcze zapytała przez ramię – O której mamy być gotowi?
- Za dwie godziny.
- Dobrze – Odwróciła się.
- Tosia – Odezwał się Zwodzki na koniec; dziewczyna spojrzała na niego – Nie mów nikomu o tej rozmowie, nawet twoim przyjaciołom i przede wszystkim Andrzejowi.
Antonina skinęła w milczeniu głową i odeszła. Gdy po dziesięciu minutach weszła do restauracji, Maurycego już w niej nie było. Sala wydawała się być spokojna, delikatne promienie słoneczne wpływały przez okna, roztaczając blask na niektórych stolikach i twarzach, resztę pozostawiając w cieniu. Zapach kawy i bułeczek z masłem roztaczał się po całej sali, a zza drzwi kuchennych dobiegał dźwięk skwierczącej cebuli na jajecznicę. Goście leniwym, zaspanym spojrzeniem ogarniali salę, współtowarzyszy i gazety. Czasem ktoś ziewnął lub przeciągnął się jak kot, by po chwili wyjść po cichu, uregulowawszy rachunek za czas spokoju i melancholii. Marysia stanowiła punkt centralny tego obrazka, roztaczając aurę matrony, w zbroi z fartucha, dzierżącej długopis w dłoni. Tosia zawahała się, nim podeszła do kobiety; nie chciała psuć tej arkadyjskiej atmosfery, której często w Krainie brakowało, a jeśli już można było ją spotkać, była pozorna. Wziąwszy porządny oddech, powoli ruszyła w stronę gospodyni.
- Witaj, Marysiu – Przywitała się nieśmiało.
Kobieta odwróciła się, szeleszcząc spódnicą z deseniem w wielkie kwiaty.
- Witaj, ranny ptaszku – Maria roześmiała się serdecznie – Miałaś się wyspać – Stwierdziła to, czego dowiedziała się od przyjaciół dziewczyny.
- Odkąd tu przyjechałam, źle sypiam – Westchnęła Tosia zmęczona, opierając się o ladę – Jak zjem, pójdę się jeszcze położyć, często zasypiałam rano.
- Często miewasz problemy ze snem?
- Tylko wtedy, gdy kładę się w nocy sama – Wzruszyła ramionami z usprawiedliwieniem.
- Teraz śpisz z Michałem, prawda?
- I tak nie pomaga.
- Skądś to znam, też długo byłam sama – Marysia zabrała się za przecieranie szklanek, marginalizując swoją samotność do pozycji smugi na szkle, której właśnie się pozbyła.
- No właśnie... Chciałam z tobą porozmawiać – Tosia spuściła wzrok.
Marysia momentalnie spięła się i z brzdękiem odłożyła szklankę.
- Kawy? - Zapytała z pozornym uśmiechem – Ach, zapewne nie, przecież chcesz się zaraz położyć. To może jajecznicę? Boguś, kucharz, właśnie kończy. Nie chcesz? Nie wygłupiaj się, siadaj.
Antonina została wręcz zmuszona do zajęcia miejsca przy stoliku koło lady. Po kilku minutach świeża i pachnąca jajecznica została jej postawiona przed nosem, a aromat dania zmieszał się z zapachem kakaa, które extra przygotowała Marysia. Dziewczyna odetchnęła, przyduszona rozkoszną wonią normalności, jakby znalazła się na powrót w domu. Tylko otoczenie się zmieniło, ale nie odbierało wspomnieniom ich sielankowości.
- Jesteś czarodziejką – Odezwała się do Marysi, nakładając jajecznicę na widelec – Potrafisz stworzyć tutaj kawałek nieba – Włożyła porcję do ust i zagryzła ją ciepłym chlebem.
- Cieszę się, że ci się tutaj podoba – Odparła kobieta kulturalnie, jednak jej twarzy wciąż była napięta.
Tosia widząc minę kobiety, z trudem połknęła posiłek.
- ,,Nie psuj życia Marysi taką głupotą” - Usłyszała w głowie słowa opiekuna.
Jednak spojrzawszy ponownie na utworzone w kącikach ust kobiety zmarszczki i spojrzenie omiatające w popłochu całą salę, wiedziała, że klamka już zapadła.
- Marysiu... - Zaczęła, wstając od stołu i podchodząc powoli do kobiety – Nie myśl o mnie źle, ja tylko chcę zbliżyć się do mieszkańców Krainy i poznać ich problemy, dlatego muszę zapytać... Co jest między tobą a Maurycym?
- Nie pytaj, proszę – Odparła w tym samym czasie Marysia.
Panie spojrzały na siebie nawzajem – Maria błagalnie, Tosia z przeprosinami. Pierwsza z nich westchnęła, wbijając spojrzenie w podłogę.
- Pewnie myślisz teraz o mnie źle – Odparła, siadając przy stole, na którym leżała świeża, ale napoczęta jajecznica.
- Nie mam prawa cię oceniać, nie znając twojej przeszłości – Odparła dziewczyna, by zjednać sobie rozmówczynię; usiadła przy niedokończonym posiłku.
- Słusznie – Maria skinęła powoli głową, myśląc nad czymś intensywnie – Mimo wszystko zapewne w twojej głowie pojawiła się taka myśl, że nasza przyjaźń na tym polega, lecz muszę cię wyprowadzić z błędu – znajmy się z Maurycym już szmat czasu, poznaliśmy się w gimnazjum, to jest jakieś trzydzieści sześć lat temu, ale po liceum nasze drogi się rozeszły i właściwie dopiero od czterech lat – od kiedy Maurycy się tu wprowadził – mamy ze sobą regularny kontakt.
- I regularnie... - Zaczęła Tosia, ale ugryzła się przysłowiowo w język; niestety Marysia odgadła resztę zdania.
- Rok przed jego przyjazdem pochowałam męża – Odparła kobieta szorstko – Miałam na wychowaniu nastoletniego syna i nie w głowie byli mi obcy mężczyźni, których nie widziałam od lat.
- Nie wiem, co powiedzieć – Wyznała Antonina po chwili ciszy; jej wzrok skupiony był na stygnącym jedzeniu, które zdawało się być mniej apetyczne, niż poprzednio.
- Najlepiej nic nie mów – Warknęła Marysia, lecz skruszona mina dziewczyny roztopiła lód w jej sercu – No, drogie dziecko – Odparła matczynym tonem, sięgając po dłoń studentki – Nie martw się, nie mogłaś wiedzieć, a właściwie to normalne, że tak to odebrałaś. Powinnam ci podziękować za to, że starałaś się zachować pozoru taktu i chciałaś wysłuchać mojej wersji wydarzeń.
- Yhm – Mruknęła dziewczyna, płonąc ze wstydu – Przepraszam – Wstała gwałtownie i wyszła z restauracji.
Udała się wprost do swego pokoju, a dokładniej – do łazienki, gdzie wypełniła prawie całą wannę wodą, dodała dużo truskawkowego płynu do kąpieli i założywszy słuchawki, położyła się w wannie i skupiła na surowym brzmieniu Nirvany.


Słońce oślepiało Tosię, nie mogła nic zobaczyć, ale szła przed siebie, czując, że nie może się zatrzymać. Dziewczyna słyszała, jak dyszy, jak gdyby przebyła bardzo długą drogę. Wokół niej śpiewały ptaki, szczekały psy i wszystko wydawało się idealne, jednak Antonina czuła w sercu niepokój. Zaczęła mrugać, by zobaczyć w końcu, dokąd zmierza. Nagle ujrzała przed sobą dom i poczuła, jak usta wyginają jej się w uśmiechu od ucha do ucha. Dosłownie – dziewczyna sprawdziła, czy kąciki ust znajdują się koło uszu i uradowana, iż rzeczywiście tak jest, weszła do ogrodu, który pachniał różami i bzami, a wokół latały pszczoły. Życie kwitło, jak te kwiaty i drzewa; Tosia wciągnęła mocno woń życia i pędem ruszyła przez ścieżkę prowadzącą do domu. Przed drzwiami stał Flipper – maltańczyk – i merdał ogonem tak mocno, że panna Kruczyńska poczuła na twarzy wiatr oraz przyniesioną przez niego woń psiej sierści.
- Co, kochanie? - Zapytała psa, głaszcząc jego białą, włochatą główkę.
- Czekają na ciebie, hau! - Szczeknął Flipper, co na dziewczynie nie zrobiło żadnego wrażenia.
Tosia dziarskim krokiem pchnęła drzwi i znalazła się w podłużnej sali tronowej. Wzdłuż kamiennych ścian stała jej rodzina i przyjaciele, którzy ujrzawszy ją zaczęli klaskać z radością. Panna Kruczyńska szła między nimi, czując ciągnący się za nią długi, biały tren. Rodzice, przy których przystanęła, uśmiechali się, jednocześnie ocierając łzy i mówili, jak pięknie wygląda. Mama uścisnęła ją mocno za rękę. Antonina nie zaszczyciła ich ani słowem, tylko odwzajemniła uśmiech i poszła dalej, puszczając matczyną rękę, która chciała jeszcze trwać w mocnym uścisku.
Tosia skłoniła się w stronę Joanny i Katarzyny, które ubrane w różowe sukienki, stały obok podium i dzierżyły w rękach chryzantemy. Obok nich stał Michał; podał swej ukochanej różową różę, po czym pocałował ją w policzek, lecz gdy Antonina oddaliła się w stronę podestu, chłopak nie poszedł za nią, tylko patrzył smutno ponad jej ramię. Dziewczyna odwróciła się i ujrzała schodzącego po stopniach Maurycego. Mężczyzna podał jej dłoń, a Tosia niewiele myśląc ujęła ją i pozwoliła poprowadzić się do tronu, na którym leżała koron – piękna, wysadzana kamieniami, duża – taka, jakiej dziewczyna pragnęła. Maurycy nałożył ją na głowę królowej, uśmiechając się serdecznie, po czym ujął twarz kobiety i złożył na jej ustach pocałunek, na co zgromadzeni zaczęli klaskać jeszcze głośniej niż poprzednio.
Coś jednak niepokoiło Antoninę, a gdy spojrzała na swoją klatkę piersiową, już wiedziała – to krew spływająca po jej białej sukni i sztylet wbity w serce. Panna Kruczyńska spojrzała na swe dłonie, zbroczone krwią. Zachwiała się i cofnęła po stopniach podium, a zgromadzeni wciąż klaskali.
Gdy Tosia upadła, korona spadła z jej głowy. Podniósł ją Maurycy, ubrał na swoją głowę i ruszył wzdłuż sali, wśród oklasków i wybuchów radości, a dziewczyna patrzyła, jak cała posadzka robi się czerwona od jej krwi. Zamknęła powieki.
Nagle hałas stał się nie do wytrzymania i Tosia otworzyła oczy.
- Dziewczyno – Syknął Zwodzki, wyrywając słuchawki z jej uszu – Następnym razem wyjmij klucz z zamka, gdy zamierzasz spędzić tu dwie godziny.
- Co jest? - Zapytała Tosia rozespana.
- Zabarykadowałaś się tu rano, waliliśmy w drzwi, ale nie odpowiadałaś – Zaczęła tłumaczyć rozgorączkowana Asia – Poszliśmy do Marysi – Antonina dopiero na dźwięk imienia gospodyni zauważyła, że ta stoi w przejściu – Żeby dała nam zapasowy klucz do łazienki, ale nie mogliśmy go przekręcić i wtedy...
- Marysia przyszła po mnie – Dokończył mężczyzna szorstkim tonem.
- Przepraszam – Panna Kruczyńska ziewnęła – Zasnęłam, nawet nie wiem, kiedy. Cóż mogę więcej powiedzieć?
- Kochanie, bałem się - Odparł Michał, marszcząc brwi na zatroskanej twarzy.
- Myślałeś, że się utopię? Nie bądź śmieszny – Prychnęła dziewczyna – Co niby miałoby mi się stać?
Chłopak otworzył szerzej oczy ze zdumienia; jak Tosia mogła odzywać się do niego takim tonem, gdy on umierał ze strachu.
- Cokolwiek, zwykła suszarka mogła ci wpaść do wody – Michał próbował opanować gniew.
- Ile ja mam lat? Pięć? - Ofuknęła go ukochana – Wiem dobrze, że nie wolno suszyć włosów w trakcie kąpieli, nie jestem głupia.
- Ale za to strasznie nieprzyjemna – Stwierdził chłopak ostrym tonem, mierząc Tosię zabójczym spojrzeniem; odwrócił się na pięcie i wyszedł do pokoju, gdzie usiadł obrażony na kanapie.
- Skarbie! - Krzyknęła Antonina, uzmysłowiwszy sobie, w jaki sposób się zachowała; wstała raptownie, nie pamiętając, że jest ubrana w strój Ewy.
Pozostałe cztery osoby wytrzeszczyły na nią oczy.
- Łooo... - Odezwał się Maurycy, lekko zszokowany; chwycił za ręcznik i zasłonił nim nagie ciało dziewczyny – Co ty robisz? - Syknął, gdy Tosia okręciła ręcznik wokół siebie.
- Przepraszam, nie wiem, co we mnie wstąpiło, chyba jestem trochę zamulona – Odparła dziewczyna słabym głosem.
- To albo idź wcześniej spać, albo śpij do oporu – Poradził jej Maurycy tonem nauczyciela, odsuwając się dla dziewczyny, która właśnie wychodziła z wanny.
- A co? Boisz się, że znowu przyłapię cię rano, jak wychodzisz z sypialni Marysi po przyjacielskim seksie? - Zapytała Tosia ze złością, nie myśląc.
Maria, która do tej pory opierała się o framugę, wyprostowała się, a Asia co rusz spoglądały to na kobietę, to na Zwodzkiego, który spojrzał na Antoninę spod uniesionej prawej brwi. Zaciskał mocno zęby i patrzył w osłupieniu na dziewczynę, która znów uświadomiła sobie swój błąd i poczuła ogromny wstyd. Chciała przeprosić, ale wtedy głos zabrał Michał.
- To ja myślałem, że ty Zwodzki posuwasz facetów, z tak naprawdę ty gustujesz w baleronach – Zaśmiał się chłopak szyderczo, wciąż zdenerwowany po słowach ukochanej.
Oczy Marysi wypełniły się łzami; kobieta szybkim krokiem opuściła pokój hotelowy. Maurycy za to podszedł do Michał, chwycił go mocno za podbródek i odchylił jego głowę.
- Jeszcze raz ją tak nazwiesz – Syknął wściekły – A osobiście cię wykastruję – Gwałtownym ruchem odrzucił głowę Michała; chłopak chwycił się za obolałą szczękę, ale nie żałował swoich słów.
Maurycy pobiegł za Marysią, którą dogonił na schodach; kobieta opierała się o ścianę i płakała.
- Marysiu... - Odezwał się mężczyzna, podchodząc do przyjaciółki – Nie martw się tymi szczeniakami – Objął czule Marię, przytulając jej głowę do swojej piersi – Poza tym to moja wina, że tak gadają, gdybym wczoraj nie naciskał...
Nagle kobieta gwałtownie przyciągnęła mężczyznę do siebie i obdarowała go namiętnym pocałunkiem, który niewątpliwie bardzo się Maurycemu spodobał i szkoda mu było, gdy Marysia przerwała, by wyszeptać:
- Nigdy tak nie mów; to dzięki tobie nie zwariowałam po tym wszystkim, co się stało.

CDN...

środa, 1 listopada 2017

- Opowiadamy sobie o nierealności tej Krainy oraz jej mieszkańców – Odparł szybko Michał.
- W mieszkańcach nie ma nic nadzwyczajnego, wystarczy, że się rozejrzysz – Mężczyzna szerokim gestem zatoczył łuk dokoła; wyjął papierosa i zapalił go.
- Aby na pewno? - Michał drążył temat – Każdy z nich może być Marzycielem, a to już wykracza poza normy zdrowego rozsądku.
- Powiedz to swojej dziewczynie – Maurycy wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Boisz się, że stanę się potworem? - Podchwyciła Tosia, zaniepokojona.
- Ależ skąd, skarbie – Chłopak ścisnął dłonie ukochanej.
- Oczywiście, że się boi – Wtrącił Maurycy bez ogródek – Każdy z ludzi, który się tu dostał, najbardziej obawiał się Marzycieli i ich rzekomej ,,potwornej postaci” - Mężczyzna raptownie nachylił się w stronę Michała – Rzeczywistość jest inna; jak sam to ująłeś, każdy z tu obecnych może być Marzycielem, jednak czy widzisz jakieś monstrum?
- Nie... - Zaczął młody chłopak, lecz opiekun przerwał mu natychmiast.
- Właśnie i radzę ci się do tego przyzwyczaić, a nie wyrabiać sobie opinię na temat nieprawdziwych pogłosek, bez potwierdzenia – Maurycy mówił szybko, zdenerwowanym tonem – Jeszcze dziś odwiedzimy Marzyciela i jeśli powiesz na nią choćby jedno złe słowo lub zrobisz nieodpowiednią uwagę na jej temat, obiecuję – obedrę cię ze skóry.
Michał nie widział oczu mężczyzny, jednak domyślił się, iż ten w tamtym momencie słał w jego stronę piorunujące spojrzenie.
- Kim jest ta starsza pani? - Zapytała Tosia, by odciągnąć uwagę Maurycego od jej chłopaka – Chyba bardzo ci na niej zależy; czy to twoja matka?
- Nie, pacjentka; moja matka nie żyje od ośmiu lat – Wyjaśnił mężczyzna lodowatym tonem, opierając się swobodnie.
- To dlaczego tak ci na niej zależy? - Wtrącił Michał.
- Kiedyś bardzo mi pomogła – Ton Maurycego był beznamiętny; uśmiechnął się, gdy kelnerka przyniosła mu kawę.
- Myślałem, że na nikim ci nie zależy – Prychnął Michał; chciał rozjuszyć opiekuna z czystej złośliwości.
- Jak możesz tak twierdzić, skoro nawet mnie nie znasz? - Maurycy dogasił papierosa, po czym skosztował kawy, uprzednio mocno ją słodząc.
- Obserwacja – Michał wzruszył ramionami.
- Gówno, nie obserwacja, jesteś zbyt tępy, by w tak krótkim czasie ocenić całe moje pięćdziesięcioletnie życie.
Młody chłopak zbladł z wściekłości, lecz nie wybuchnął tylko dlatego, że Tosia ściskając jego dłoń powiedziała krótkie zdanie:
- Nie warto.
- Gdzie są celebrytki? - Zapytał Maurycy pogardliwym tonem.
- Z tego, co mi pisały, powinny być za kwadrans – Odparła Tosia, zerkając na zegarek.
- To chyba jakoś musimy przez ten czas się wzajemnie zdzierżyć – Mruknął mężczyzna pijąc kawę, po czym zsunął się lekko z krzesła i wyciągnął drugiego papierosa.
- Nie za dużo palisz? - Zwrócił mu uwagę Michał.
- Zdecydowanie – Odparł Maurycy, odpalając truciznę i zaciągając się nią – Palę od trzydziestu pięciu lat, lecz jestem już takim nałogowcem, że nawet dla miłości nie byłbym w stanie rzucić palenia.
- To chyba nie wiesz, co to znaczy miłość – Stwierdziła Tosia, lecz gdy tylko mężczyzna zdjął okulary i spojrzał na nią wściekle, pożałowała swoich słów.
- Nic o mnie obydwoje, kurwa, nie wiecie – Wycedził przez zęby – Koniec z waszymi żałosnymi insynuacjami; jestem waszym opiekunem i dopóki pełnię tę funkcję, pozostaniemy w kontakcie, ale potem nie musimy udawać, że się lubimy.
- Nie lubisz nas? - Michał zdenerwował się – Może mnie i dziewczyn nie i nie dziwię się, w końcu jesteś stetryczałym kawalerem, ale bądźmy szczerzy, jak mężczyzna z mężczyzną...
- Mężczyzna z kim? - Zapytał Maurycy kpiąco, przerywając pełną pasji przemowę.
Michał z wściekłości poczerwieniał na twarzy, ale powstrzymał się od przywalenia przeciwnikowi w twarz; przełknął ciężko ślinę, odetchnął i kontynuował, lodowatym, cichym tonem:
- Czy Tosia ci się podoba?
Maurycy starał się brać te słowa na poważnie, ale szeroki uśmiech, cisnący się na jego wargi, zdradzał jego stosunek do wypowiedzi chłopaka; mężczyzna rozsiadł się wygodnie, zakładając nogę na nogę.
- Ani trochę – Odparł powoli, patrząc wprost w oczy Michała – Nie widzę w niej nic atrakcyjnego.
Antoninę mimo wszystko te słowa zabolały; poczuła się gorsza. Jej chłopak miał podobne odczucia – jak to, w jego ukochanej, idealnej i pięknej, nie ma nic atrakcyjnego? Zraz jednak przyjrzał się Maurycemu z kpiącym uśmiechem.
- Było to głupie pytanie z mojej strony – Stwierdził spod uniesionych brwi – Jak pedałowi może podobać się jakakolwiek dziewczyna? - Prychnął – Powinienem zapytać, czy ja przy tobie mogę czuć się bezpieczny.
Zwodzki odwrócił wzrok i głęboko oddychając, próbował się uspokoić; znowu te insynuacje, nie można już być sobą.
- Jak Karol całuje? - Michał próbował wykorzystać przewagę, jaką udało mu się osiągnąć – Dziewczyny, które do niego przychodzą wydają się być zadowolone.
- Nie skupiałem się na tym, jak całuje twój koleszka, bo zależało mi tylko na ukaraniu go – Maurycy powoli znów skoncentrował spojrzenie na młodym studencie – Ale twoja dziewczyna całuje dobrze.
Tosia podskoczyła na krześle.
- Jak mogłeś?! - Pisnęła, a łzy zebrały się w kącikach jej oczu.
- Kochanie, o czym on mówi....? - Michał zmarszczył brwi i spojrzał na ukochaną zdziwiony.
- To było na tej imprezie, na której się poznaliśmy... - Dziewczyna zaczęła się jąkać – Byłam pijana, nie wiedziałam, co robię, poszłyśmy do łazienki...
- Poszłyście?! - Podchwycił chłopak – No tak, przecież on wtedy udawał babę; czy ty jesteś lesbą?!
- Nie... - Tosia schowała twarz w dłoniach – Przepraszam – Wstała i poszła w stronę wejścia do kawiarni; Michał poszedł za nią.
Gdy para zniknęła w głębi lokalu, Maurycy westchnął; nie chciał zdradzić tego sekretu, ale nie pozwolił, aby byle gówniarz się na nim wyżywał. A co do tego, że Tosia mu się nie podoba... Westchnął ponownie i zsunął się trochę z krzesła. Dłońmi mocno ścisnął krańce podłokietników i zamknął oczy. Gdy tylko usłyszał usłyszał, że zakochani wracają, spojrzał na nich spod uniesionej brwi, ściągając twarz. Tosia miała załzawione oczy, a Michał zatroskaną minę.
- Asia i Kasia za chwilę będą przy fontannie – Odparła smutno, nie patrząc na swego opiekuna – Zapłaciliśmy, więc możemy już iść.
Maurycy wstał bez słowa, podniósł z ziemi papierosa, który spadł mu niepostrzeżenie w trakcie wymiany zdań z Michałem i wyrzucił go do popielniczki.
Trójka osób szła w milczeniu; Zwodzki schował się za okularami przeciwsłonecznymi, a Tosia z Michałem trzymali się mocno za ręce. Katarzyna i Aśka jednak nie wyczuły napiętej atmosfery, będąc zbyt zaaferowanymi nowymi ubraniami, które kupiły.
- Jakie świetne ciuchy znalazłyśmy i to za grosze! - Zachwycała się Kaśka, pokazując przyjaciołom pełne torby zakupowe.
- Ja kupiłam chyba pięć par kolczyków, takie były wyprzedaże! - Wtórowała jej Asia – Mamy też coś dla was, ale pokażemy wam dopiero w pokoju.
- Znalazłyśmy to w sklepie z pamiątkami – Chichotała Kasia.
- Pewnie śmieszne czapki – Mruknęła Tosia.
- Nie jesteśmy tandetne – Zaoponowała Katarzyna – Niespodzianka się wam spodoba, możecie mi zaufać – Dziewczyna puściła oko do przyjaciół.
Dwie młode kobiety całą drogę do Krainy Marzycieli trajkotały o ciuchach, zakupach, kosmetykach itp. Antonina po chwili wkręciła się w rozmowę, jednak Michał i Maurycy nie potrafili prowadzić dyskusji na tak obce dla nich tematy. Ze sobą również nie wymienili żadnego zdania.
Pięcioro podróżujących wysiadło na ostatniej stacji linii metra. Potem szli jeszcze przez kwadrans, aż dotarli do niewielkiego domku na skraju lasu. Był zbudowany z czerwonej cegły, niepomalowany, okolony niskim płotkiem. Ogród przepełniony był różnorakimi gatunkami kwiatów, a przed domem ustawiona była ławeczka – jedyne miejsce, oprócz ścieżki, nieobsadzone cudnymi roślinami.
Maurycy zapukał do drzwi i po chwili otworzyła mu niezbyt urodziwa kobieta w średnim wieku, ubrana w fartuch pielęgniarski.
- Witam, panie Zwodzki – Odparła przez nos, wpuszczając gości – Nie pamiętam, aby był pan umówiony na wizytę.
- Owszem, nie byłem, ale czy zawsze muszę się zapowiadać, żeby ujrzeć moją ulubioną pacjentkę? - Zapytał mężczyzna nonszalancko, uśmiechając się.
Pielęgniarka zaśmiała się.
- Z niej też jest taka kokietka – Gdy jej skrzeczący śmiech ustał, zapytała – A kim są ci ludzie? - Jak gdyby dopiero w tym momencie zauważyła, iż Maurycy nie był sam.
Mężczyzna dokonał krótkiej prezentacji, ale na pielęgniarce nie zrobił wrażenia fakt, iż stoi przed nią przyszła królowa – polityka jej nie interesowała, byleby zapłata była godziwa i na czas.
- Pani tradycyjnie odpoczywa, akurat jest po drzemce – Mruknęła pielęgniarka; była zdania, iż jej podopieczna powinna więcej się ruszać.
Kobieta zaprowadziła gości do niewielkiej, przyciemnionej sypialni, której miejsce centralne zajmowało łóżko, na którym leżała kobieta na oko osiemdziesięcioletnia, choć w rzeczywistości miała ponad dwa razy tyle. Jej szczupłą twarz okalały rzadkie, siwe włosy, oblicze miała przyjemne, cerę lekko rumianą, choć wyglądała na osobę wątłą i zasuszoną. Gdy ujrzała wszystkich gości, którzy zechcieli ją odwiedzić, uśmiechnęła się promienne, młodniejąc o dziesięć lat.
- Nie spodziewałam się, że zobaczę pana tydzień przed wizytą, panie Maurycy – Zwróciła się grzecznie do lekarza – Chyba musi się panu nudzić.
- Niespecjalnie – Odparł mężczyzna, zamaszystym ruchem odsłaniając zasłony w oknach – Bardziej prawdopodobne, iż przywiodła mnie tu tęsknota – Uśmiechnął się szelmowsko do kobiety.
- Gdybym była w wieku tych oto tu młodych dam – Staruszka wskazała studentki – Pewnie bym uwierzyła w twoje kłamstwo, ale przez całe życie poznałam chyba wszystkie męskie sztuczki – Roześmiała się – Ale podejdźcież moje drogie – Skupiła uwagę na trzech przyjaciółkach – Niech się wam przyjrzę – śliczne cery, długie włosy, zadbane... Ale cóż to – kostki wam nie zmarzną? - Oburzyła się na widok spódnicy Asi i podwiniętych spodni Kasi oraz Tosi – Wieczory są już chłodne. Zadbają panowie o nie, prawda? - Spojrzała na Maurycego, a potem na Michała, jakby dopiero teraz go dostrzegła.
- Oczywiście – Odezwał się młody chłopak, chcąc zadeklarować wzięcie na siebie tego obowiązku przed konkurentem.
- Ale czy my się sobie przedstawiliśmy? - Staruszka zwróciła się do swojego lekarza, który stał obok jej łóżka.
- Nie, mój błąd – Odparł szybko Maurycy – To jest pani Józefina – Wskazał na kobietę – A to są: Antonina, Katarzyna, Joanna oraz Michał.
Gdy mężczyzna wymówił imię staruszki, Tosia spojrzała na niego spod uniesionych brwi. Nikt, oprócz Zwodzkiego, tego nie zauważył, więc pani Józefina kontynuowała.
- Wy jesteście tymi podróżnikami z Krakowa – Skinęła głową – I niech zgadnę – Powiodła wzrokiem po zgromadzonych – Ty jesteś królową – Wskazała Tosię.
- Przyszłą – Dziewczyna zarumieniła się.
- Dla nas, marzycieli, już nią jesteś – Sięgnęła po rękę Antoniny, aby ją ścisnąć – Ale cóż was tutaj sprowadza? - Zapytała lekarza – Chyba nie przyszliście popatrzeć na zniedołężniałą staruchę?
- Właściwie to przyszliśmy tu w towarzystwie Antoniny, która ma do pani prośbę – Wyjaśnił Maurycy i popatrzył na Tosię, co uczynili podobnie pozostali.
Dziewczyna lekko się zarumieniła pod naporem ciekawskich oczu; by stworzyć atmosferę dyskrecji, przykucnęła przy łóżku chorej i wyjaśniła jej swój problem z odzyskaniem mocy.
- Moje dziecko, to nic dziwnego, że na tym etapie jeszcze nic nie umiesz – Józefina uśmiechnęła się dobrodusznie.
- Wiem, ale sedno sprawy polega na tym, że nie wiem, jak nauczyć od nowa swych umiejętności, a potem je kontrolować – Tosia posmutniała.
- I nikt inny nie jest w stanie cię nauczyć? - Kobieta spojrzała spod uniesionych brwi na Maurycego.
- Nie znam innego Marzyciela, do którego miałbym równie wielkie zaufanie, jak do pani – Odezwał się mężczyzna, patrząc wprost w oczy staruszki.
- A więc dobrze – Józefina przeniosła swe łagodne spojrzenie na Antoninę – Skoro jestem jedyną osobą, która jest cię w stanie nauczyć, to podejmę się tego wyzwania; wiesz, nawet mnie to cieszy – Odparła po chwili ciszy, nie wiadomo, do kogo – Urozmaicenie życia na starość, odświeżenie mocy, nie tylko do przysunięcia sobie herbaty czy włączenia telewizora – Stwierdziła z entuzjazmem – Zatem bądź, moje dziecko – Spojrzała na Tosię – Tutaj jutro po południu.
- Mogę być nawet rano – Odparła dziewczyna, pełna zapału do pracy.
- Nie, ponieważ mam już dla ciebie pierwsze zadanie – Kobieta uniosła palec wskazujący – Masz porządnie się wyspać, poleniuchować z rana, a dziś lub jutro wziąć gorącą kąpiel, jednym słowem – zrelaksować się. Co? A tak, twoi przyjaciele również mogą przyjść jutro. A teraz wyjdźcie – Machnęła ręką, jakby odganiała natrętne muchy – Chciałabym zamienić słówko z panem Maurycym, sam na sam.
Przyjaciele wymienili porozumiewawcze spojrzenia, po czym wyszli.
- Ukrywanie pańskich tajemnic to jedna z moich ulubionych zabawa – Przyznała pani Józefina, gdy usłyszała oddalające się kroki studentów z Krakowa.
- Mówi pani szczerze czy sarkastycznie? - Zapytał Maurycy spokojnie, kucając przy łóżku chorej.
- Szczerze; w moim wieku i stanie próżno jest szukać zabawy, chyba że za niezły ubaw uważa się grę w bingo – Przyznała kobieta, krzywiąc się – Cieszę się, że to właśnie ja jestem powierniczką pańskich tajemnic.
- Chyba byłem to pani wdzięczny – Mężczyzna wzruszył ramionami.
- Moim zdaniem powodem pańskiego zwierzenia była świadomość, iż ja już długo nie pożyję, dlatego mogę nie zdążyć nikomu pan tego przekazać. A człowiek lubi się zwierzać, zwłaszcza nieznajomym.
- Odsprzedała mi pani tanio działkę, więc nie była mi pani całkiem obca.
- Transakcja nie czyni przyjaciółmi, wręcz przeciwnie – Józefina uniosła palec wskazujący –Niech pan o tym pamięta; wydaje się panu, że w tym wieku i po takich przejściach zna już pan wszystkie prawdy życia, lecz jeszcze leżąc na łożu śmierci niejednego się pan dowie.
- Paulo Coelho czy Arystoteles? - Zapytał Maurycy kąśliwie.
- Józefina Bukalska; czasem i mnie uda wymyślić się coś, co mogłoby służyć za podpis zdjęcia na portalu społecznościowym – Kobieta zachichotała.
Maurycy jedynie uśmiechnął się z pewnym pobłażaniem.
- Powinienem już dawno postawić pani pomnik, albo napisać hymn na pani cześć, za to, co pani dla mnie zrobiła, a zamiast tego ja proszę panią o kolejną przysługę – Odparł Maurycy po chwili.
- Po pierwsze, wyświadczam przysługę tej małej...
- Mnie w pewnym stopniu też – Wtrącił mężczyzna, ale staruszka go zignorowała.
- A po drugie, nudzi mi się; wiesz jak leżenie plackiem potrafi zanudzić człowieka? - Zapytała spod uniesionych brwi.
- Nie – Maurycy pokręcił głową, uśmiechając się z ironią – Nie jestem tak leniwy jak pani – Zaśmiał się.
- No, no – Kobieta mu zawtórowała, znów unosząc palec wskazujący – Uważaj, bo może i w czynach łatwym przeciwnikiem, ale to, co mogłabym powiedzieć, zabiłoby cię – Odparła pół żartem, pół serio.
- W takim razie daję pani wolność wypowiedzi – Odparł Maurycy, wstając.
Pani Józefina westchnęła.
- Nigdy nie przestanie pan być dla mnie zagadką – Oznajmiła, unosząc wzrok na lekarza.
Maurycy prychnął.
- Dla mnie jedyną zagadką jest, jakim cudem jeszcze żyję – Odparł ze smutnym uśmiechem; po chwili krępującej ciszy odparł – Lepiej już pójdę; młodzi na mnie czekają. Za tydzień znów panią odwiedzę, a z Tosią będzie się pani umawiać indywidualnie.
- Dobrze, proszę pana – Odparła staruszka prześmiewczo.
Maurycy skłonił się bez słowa i wyszedł; pani Józefina uśmiechnęła się do siebie.
- ,,Ech, dzieciaku.... - Pomyślała, kręcąc głową – Obyś kiedyś zaznał spokoju”.


Zmierzch zapadał, gdy przyjaciele z Krakowa wraz ze swym opiekunem wracali do hotelu. O tej porze dużo osób wracało metrem z pracy; wydawali się być bardziej ludzcy niż rano – staruszkowie nie mieli aż tak udręczonych twarzy, gdy czytali gazetę codzienną, młodzi wypełniali metro wesołą rozmową, rozlewając na wszystkich pasażerów radość ze skończonych zajęć. Mówili o planach na wieczór, a niektórzy z nich byli już w strojach gotowych na przyjęcie. Cekiny i wesołe kolory odbijały się na twarzach robotników, wygładzając bruzdy na ich twarzach. Matki tuliły do piersi zmęczone dzieci, które cały dzień spędziły w żłobku lub przedszkolu; mimo iż maluchy wydawały się spać spokojnie, w rączkach kurczowo trzymały stare misie, lalki jak modelki i sportowe samochody, ponieważ były to ich najdroższe skarby, o których nawet sen nie pozwolił im zapomnieć. Para zakochanych ściskała się w kącie przedziału, a przerażonymi oczyma ogarniała pozostałych pasażerów bojąc się, iż ktoś zabroni im dzielenia się swoją miłością ze światem. Jednak nie wiedzieli, iż parna atmosfera niepokoju minęła, rozproszona przez chłód wieczoru, który dawał ulgę wszystkim podróżującym. Słońce nie raziło ich w końcu w oczy, za to księżyc powoli wyłaniał się zza chmur, próbując zgonić za horyzont ostatnie ciepłe barwy dnia. Stereotypowo noc kojarzyła się z niebezpieczeństwem, lecz w Krainie Marzycieli dawała wolność, zwłaszcza od wścibskich spojrzeń sąsiadów. Noc zacierała różnice pomiędzy rzeczywistością a fantazją, co pozwalało wszystkim, a zwłaszcza przyjezdnym z Krakowa, poczuć się normalnie; nic ich już nie ściskało za gardło, żadna osobliwość nie chowała się za plecami.
Tosia zamknęła oczy i przyciskając czoło do chłodnej rurki idącej od podłoża do sufitu, wdychała świeże powietrze normalności. Ludzkie ciała, rozmowy, zapach perfum i spoconych ubrań oraz papierosów wypalonych przez Maurycego, który stał obok niej, a które trwale wpisały się w jego osobowość, oczyszczały duszną atmosferę poznania. Dziewczyna czuła chłód na twarzy i brakowało jej jedynie zapachu grzańca, aby poczuć się jak w Krakowie. Mimowolnie uśmiechnęła się do siebie – przypomniała sobie dom. Dom... Nagle poczuła łzy pod powiekami. Tosia nie zdawała sobie do tej sprawy z tego, jak bardzo tęskniła za domem, rodzicami, psem... Normalne życie, które wiodła do poniedziałku wydawało jej się odległe i nieznane jak planeta, niezależnie która. Dziewczyna spojrzała na swych towarzyszy – przyjaciółki rozmawiały w wesołym tonie, Michał grał na telefonie, a Maurycy stał do niej tyłem, opierając głowę o drugą rurkę, najwyraźniej w taki sposób odpoczywając. Nieodparta siła kazała jej się do niego zwróci; Antonina rozejrzała się, po czym nachyliła w stronę mężczyzny.
- Tęsknię za domem – Wyszeptała.
Maurycy nie był zaskoczony, słysząc głos dziewczyny; słyszał jej przyspieszony oddech, więc domyślał się, iż coś złego się dzieje, a potem poczuł jej ruch za sobą.
- Czemu mówisz to akurat mnie? - Zapytał, przechylając lekko głowę, by lepiej słyszeć Tosię, lecz aby jej nie widzieć.
- Nie wiem – Dziewczyna przełknęła ciężko ślinę – Ty jeden orientujesz się w tym wszystkim.
- A może nie chcesz przyznać się przyjaciołom do słabości? Poza, jaką przybierasz od dłuższego czasu jest przez nich aprobowana; może boisz się odrzucenia?
- Czemu wpierasz mi, że udaję? – Tosia liczyła na wsparcie, nie naganę; jej głos stał się ostrzejszy – Czy i ty nie udawałeś?
- A uważasz mnie za normalnego? - Maurycy pytał spokojnie.
- Niezbyt.
- W takim razie masz odpowiedź.
Antonina westchnęła, próbując powstrzymać się od płaczu.
- Po co ja się w ogóle odzywałam...
- Bardzo tęsknisz za rodzicami? - Zapytał Maurycy szybko; nie chciał znów jej do siebie zrazić.
- No pewnie; brakuje mi ich ciepłych słów oraz wsparcia – Tosia pozwoliła łzom spływać po policzkach.
- A wiesz, że mamy tu Internet i takie coś jak Skype? Kraina Marzycieli to naprawdę nie koniec świata.
- Tak...? - Antonina otarła mokre policzki – Mam laptopa, ale nigdy nie próbowałam sprawdzić, czy uda mi się nawiązać kontakt z rodzicami.
- No widzisz? - Mężczyzna w końcu spojrzał na swoją rozmówczynię i uśmiechnął się – Czasem warto się do mnie zwrócić.
Tosia odwzajemniła uśmiech, lecz zaraz potem przypomniała sobie o czymś.
- To nie oznacza, że nie jestem na ciebie zła – Odparła poważnie.
- Jesteś upierdliwa – Westchnął Maurycy.
Gdy panna Kruczyńska dotarła wraz z przyjaciółmi do hotelu Marysi, natychmiast pobiegła do swojego pokoju, prosząc, aby nikt jej nie przeszkadzał oraz przepraszając za to, że nie zje wspólnej kolacji. Następnie przez kolejne dwie godziny rozmawiała z rodzicami; obie strony były podekscytowane wspólną rozmową, której od dawna nie prowadzili. Łzy spływały po wygiętych w górę ustach, uradowane tony w ich głosach załamywały się co chwilę od wzruszenia, a otoczenie zarówno w pokoju Tosi, jak i w salonie jej rodziców zamknęło się w przestrzeni komputerów. Było już późno, gdy zdecydowali się zakończyć konwersację, ponieważ Ewa i Wiktor musieli iść spać; życząc dobrej nocy córce, pożegnali się. Tosia po wyłączeniu komputera siedziała jakiś czas w ciemności. Sama, otoczona nieznaną rzeczywistością, czekająca na największe w jej życiu zadanie. Cisza pulsowała w jej skroniach, dopóki pukanie do drzwi nie uderzyło ją mocno w głowę.
- Proszę – Jęknęła, marszcząc brwi; teraz zamiast ciszy, w skroniach poczuła ból.
Gość zaświecił światło, które oślepiło dziewczynę.
- Czemu jesteś takim sadystą? - Zapytała Maurycego, mrugając szybko.
- Bo lubię – Mężczyzna wzruszył ramionami, siadając na podłodze, naprzeciwko Tosi – Jak tam rozmowa.
- Dziękuję, dobrze – Ból głowy nie ustąpił, ale Tosia mogła już patrzeć przed siebie – Przyszedłeś na zwiady czy liczyłeś na rozmowę z moją mamą?
- Ani jedno, anie drugie – Maurycy zrobił małą pauzę, albo żeby zebrać myśli, albo żeby zrobić dramatyczny efekt – Przyszedłem cię przeprosić za dzisiaj, za to, co powiedziałem Michałowi.
Dziewczyna wyprostowała się, jakby chciała uzewnętrznić zranioną dumę.
- Wiem, że nie obiecałeś mi dochować milczenia wobec mojego chłopaka, jednak zapewne łatwo było się domyślić, iż nie życzę sobie, aby dowiedział się o zajściu w łazience – Odparła oficjalnie i szorstko.
- Wie, lecz... - Zaczął Maurycy z miną winowajcy, ale młoda kobieta mu przerwała.
- Lecz uniosłeś się dumą w trakcie rozmowy o Karolu, a to był twój jedyny argument, żeby uciszyć Michała – Stwierdziła pewnie.
Mężczyzna był pod wrażeniem.
- Masz rację – Odparł – Mimo wszystko w moich intencjach nie było cię urazić; nie zastanowiłem się nad konsekwencjami, za co bardzo żałuję – Przyjął ton dziewczyny – Przyjmij, proszę, moje przeprosiny, ponieważ nie mam zamiaru toczyć z tobą żadnej wojny, zwłaszcza, że donikąd nas ona nie zaprowadzi.
- Zacząłeś tę wojnę, gdy tylko pierwszy raz mnie obraziłeś; w twoim zachowaniu nie widzę pokojowych intencji.
- Może próbuję wyciągnąć z ciebie twoje prawdziwe ,,ja”? Chcesz być suką do końca życia?
- Czy ty naprawdę nie umiesz się powstrzymać? - Dziewczyna uniosła głos.
- Przynajmniej nikogo nie udaję, co tobie szczerze polecam; ludzie natychmiast wyczują, że ich królowa jest sztuczna, a to będzie dla ciebie zgubne. Służę ci jedynie dobrą radą, którą ty odrzucasz, ponieważ nie myślisz i nie chcesz się zmienić, bo znalazłaś gówniarzy, którzy akceptują tylko fałsz, ale ty się ich trzymasz ze strachu. Myślisz, że jesteś mądra i może tak było, dopóki nie poznałaś się z tymi dzieciakami. Chcę ci jedynie pomóc, ale widzę, że twoje ostatnie słowo brzmi ,,nie” - Mężczyzna mówił bardzo szybko.
- I masz rację.
Maurycy wstał, na co Tosia również się uniosła.
- Jesteś złośliwa – Podsumował Zwodzki – Dzisiaj uniosłem się dumą, i aby mnie ukarać, robisz to samo.
- Tam są drzwi – Odparła dziewczyna ochrypłym głosem.

Mężczyzna zmierzył pannę Kruczyńską wzrokiem, po czym wyszedł trzaskając drzwiami.
CDN...