środa, 22 listopada 2017

Zszedł szybko po schodach, lecz gdy znalazł się przy bocznym wejściu do restauracji, zatrzymał się.
Maurycy oparł się o ścianę, odchylił głowę i westchnął głęboko. Był spięty, a każdy szelest dochodzący od strony schodów sprawiał, że patrzył w tamtą stronę. Mężczyzna skrzyżował ręce na piersi, a dłońmi mocno ścisnął swe chude ramiona, co nie było spowodowane chłodem panującym w korytarzu, lecz stresem. Zawsze tak reagował – jak gdyby chciał ścisnąć się tak mocno, że zniknie, albo obronić się przed światem. Maurycy przełknął ciężko ślinę i oparł głowę o ścianę. Wdychał woń potraw dochodzącą z restauracji oraz wsłuchiwał się w szelest codzienności. Nagle mężczyzna poczuł się samotny, opuszczony nawet przez lampy wiszące w korytarzu, które nie dawały wielkiego światła na wnętrze. Maurycy pragnął wrócić teraz do domu i wtulić się w ramiona ukochanej oraz unieść wysoko w górę swoje dziecko, jednak to było niemożliwe, ponieważ żadnej z tych wartości nie posiadał, a przynajmniej na własność. Przez dłuższy czas nie wchodził do restauracji, nie chcąc zmącić miłej atmosfery rutyny, tak męczącej dla znajdujących się wewnątrz gości. Czuł się jak intruz, który swoją biografią i doświadczeniami zburzy harmonię miejsca, jednak nieprzemożna chęć dotyku i słów życzliwej osoby zwyciężyła nad niechęcią do narzucania się. Mężczyzna odetchnął pełną piersią, co mogłoby być oznaką ulgi, a dla niego było przygotowaniem się do założenia jednej z wielu masek, które nosił.
Po wejściu na salę pierwszym, co ujrzał Maurycy był uśmiech Marysi, który wzmógł poczucie samotności i chęci zbliżenia się.
- Cześć – Kobieta przywitała się wesoło, gdy tylko ujrzała przyjaciela; jej głos był dźwięczny i przyjemny.
Mężczyzna poczuł w środku ciepło spokoju.
- Cześć – Podszedł do Marysi, by złożyć pocałunek na jej policzku.
Niechcący Marysia nachyliła się w taki sposób, że Maurycy pocałował ją w kącik ust. Mężczyzna poczuł chwilowe uderzenie gorąca. Jednak na kobietę spojrzał przepraszająco, próbując powstrzymać napływającą falę podniecenia.
- ,,Nic się nie stało” - Mówił uśmiech Marysi, lecz i dla niej ten delikatny dotyk nie pozostawał obojętny; zawsze miała słabość do Maurycego.
Scena między tą dwójką trwała zaledwie kilka sekund, lecz dla nich rozciągnęła się w czasie; ich zmysły wyostrzyły się – zapachy ostrych i kwiatowych perfum zmieszały się, głosy w restauracji zaczęły się rozmywać w oddali, usta, którymi się dotknęli, paliły. Oddychali szybciej i bardziej płytko, siebie nawzajem widzieli wyraźnie, natomiast otoczenie zlało się w burą, nieciekawą barwę. Ich oczy rozjaśniły się, jak gdyby dotknęli na chwilę szczęścia, którego od tak dawna nie zaznali. W końcu Marysia, która czuła w sercu coraz większy niepokój, przerwała to.
- Przepraszam – Powiedziała, oddalając się z tacą, na której znajdowały się zamówione przez gości dania.
I nagle Maurycy usłyszał wyraźnie rozmowę ze stolika nieopodal, przy którym siedzieli goście z Krakowa; obraz wyostrzył się, każdy z gości na powrót odzyskał swoją osobowość, do nozdrzy wdarł się zapach grillowanego w kuchni mięsa, a tylko usta wciąż paliły. Mężczyzna westchnął i obrócił się na pięcie.
- I co z Tosią? - Zapytał Michał, gdy spostrzegł, że Maurycy się im przypatruje.
- Chyba wszystko w porządku – Mężczyzna wzruszył ramionami, po czym dosiadł się do studentów.
- Nie mogę patrzeć, jak bardzo za nimi tęskni – Stwierdziła smutno Asia.
- Ja tam nigdy nie przepadałam za moimi starymi – Stwierdziła Kaśka lekceważąco – Ale nie mogę powiedzieć, że ich nie lubię.
- Ja zawsze szanowałem mojego tatę – Odparł Michał z dumą – Jest dla mnie wzorem.
- A twoi rodzice? - Asia zwróciła się do Maurycego.
- Nie żyją – Odparł krótko Zwodzki, wpatrując się uparcie w stół.
- Bywa – Skwitowała Kasia, która nie chciała wprowadzać ponurej atmosfery do towarzystwa – Jakie plany na jutro? - Zapytała.
- Wy idziecie do pani Józefiny, pewnie was tam zaprowadzę, potem pojadę do pracy, wy dalej będziecie tam siedzieć, aż Andrzej po was przyjedzie.
- Dlaczego Andrzej? - Michał zmarszczył brwi.
- Po pracy mam imprezę rodzinną, wracam w niedzielę; dacie sobie beze mnie radę – Maurycy w końcu spojrzał na swych towarzyszy.
- W to nie wątpię – Odparł Michał stanowczo – Chcecie jeszcze po szklance soku? Dobra, to dla mnie i dla dziewczyn sok, a dla ciebie? Herbata. W porządku.
Studenci nie zauważyli, że włączenie się Maurycego w pewnym momencie do rozmowy było spowodowane wódką, którą mężczyzna dolał sobie do napoju.
Marysia poprosiła Maurycego, aby pomógł jej posprzątać, na co mężczyzna chętnie się zgodził; para kończyła swoją pracę po dwudziestej trzeciej. Radio cały czas grało sobie cicho w kącie i przyjaciele nie zwracało na nie zbytniej uwagi, dopóki nie usłyszeli znanych dźwięków ,,The way you make me feel". Maurycy uśmiechnął się i zaczął ruszać się w rytm muzyki, spoglądając ukradkiem na Marysię, która akurat przecierała ostatnie szklanki. Widząc swojego przyjaciela w dobrym humorze, sama zaczęła lekko podrygiwać. Uśmiechnęła się szerzej, gdy zaczął śpiewać swym mocnym, lekko ochrypłym głosem; Michael Jackson był jej ulubionym piosenkarzem, dlatego Maurycy z racji spędzania długiego czasu z Marysią musiał znać teksty jego piosenek na pamięć.
Gdy mężczyzna dał się porwać muzyce, oglądało się go z jeszcze większą przyjemnością; Marysia lubiła jego ruchy – Maurycy był bardzo rytmiczny i poruszał się z dużą lekkością, sprawiał wrażenie człowieka uwolnionego od jarzma codziennego spięcia. Jednak gdy zaczął łapać Marysię za ręce, kobieta ze śmiechem sprzeciwiła się – nie uważała się za mistrzynię tańca. W końcu jednak uległa i dała ponieść się melodii oraz swemu partnerowi, wsłuchując się w jego czysto brzmiący głos, który odbijał się echem w jej głowie, gdy tylko zamknęła oczy Wiedziała, że Maurycy próbuje ją nie tylko rozśmieszyć, lecz również uwieść; nie wstydził się stanąć za nią bardzo blisko tak, że kobieta czuła każdy centymetr jego ciała, co powodowało, iż oddychała szybciej, a rumieniec wystąpił jej na policzki. Marysia domyślała się, jak zakończy się ta noc i choć czuła narastające podniecenie, to równocześnie ogarniał ją strach, że nie powinna tego robić.
Piosenka skończyła się, spiker w radiu rozentuzjazmowanym głosem zapowiadał kolejne, ale Marysia jakby tego nie słyszała; całą jej uwagę pochłonęły usta Maurycego, wytyczające ścieżkę po jej szyi. Kobieta cicho westchnęła, ogarnięta nagłym dreszczem, choć w restauracji było ciepło, żeby nie powiedzieć – duszno.
- Maurycy – Szepnęła, po czym przełknęła ślinę – To chyba nie jest dla nas dobre – Odwróciła się i napotkała pełny pożądania wzrok przyjaciela; nogi się pod nią ugięły.
- Potrzebuję cię – Wyszeptał mężczyzna, przykładając swoje czoło do czoła Marysi; oddychał ciężko – Mam dość podejrzeń, kłamstw, udawania i tych kretynów, z którymi spędzam całe dnie – Mówił szybko, obejmując dłońmi twarz kobiety – Proszę... - Szepnął, zamykając oczy i zbliżając usta do ust przyjaciółki.
Kobieta nie potrafiła zaprotestować; znali się z Maurycym od lat i tak samo długo mężczyzna jej się podobał. Marysię podniecał jego zniżony głos i przyciemnione spojrzenie, gdy zwracał się do niej w ten sposób i lubiła, gdy jej się oddawał, sama też czuła się dzięki temu zaspokojona i atrakcyjna. Wiedziała jednak, że taki układ nie mógł trwać całe życie. W miarę jednak, jak dłonie mężczyzny coraz żarliwiej ją dotykały, a jego usta całowały ją coraz niżej i goręcej, jej chęć przeciwstawienia się malała, a potrzeby fizjologiczne brały górę.
- Dobrze – Szepnęła, odsuwając od siebie Maurycego; podeszła do radia i wyłączyła je – Chodź – Wyciągnęła rękę w stronę przyjaciela, na co szeroki uśmiech rozświetlił jego twarz.
Para zgasiła światło i zamknęła restaurację, po czym trzymając się za ręce, udała się na drugie piętro do strefy dla pracowników, gdzie mieściło się niewielkie mieszkanie kobiety.
Marysia weszła do pierwszego pokoju, który był połączeniem sypialni, jadalni oraz kuchni i zaświeciła małą lampkę przy łóżku, która rzuciła blade światło na skrawek pokoju. Zaraz po tym poczuła za sobą Maurycego – jego ciało, oddech, pocałunki i dotyk. W końcu odwróciwszy się sama zaczęła go dotykać i rozbierać równocześnie. Ucieszyła się, gdy zdjęła z niego koszulę i mogła znów pocałować jego tatuaże, które zawsze robiły na niej wrażenie. Wracała wtedy myślami do przeszłości, gdzie wszystko było dla nich dozwolone.
Maurycy położył Marysię na łóżku, ściągnął z niej jedwabną białą bluzkę i zaczął całować brzuch, którego kobieta zawsze się wstydziła. Mężczyźnie on nie przeszkadzał, zwłaszcza że nad nim znajdował się obfity biust, uwolniony uprzednio ze stanika.
Maurycy po chwili dołączył do swej przyjaciółki na łóżku. Marysia przewróciła mężczyznę na plecy i zaczęła całować go po szyi i torsie, wdychając zapach jego ostrych perfum i ciała. Maurycemu bardzo się to podobało, ponieważ bardzo odprężały go pocałunki w szyję, jeśli robiła to odpowiednia osoba, przed którą nie wstydził się otworzyć. Marysia należała do tych osób, więc gdy czuł jej usta na swoim ciele, odetchnął z ulgą i podnieceniem. W pokoju zrobiło się goręcej, w powietrzu zaczął unosić się zapach zmieszanych perfum i potu, przyspieszone oddechy obojga wypełniły sypialnię, a za chwilę dołączyło do nich ciche skrzypienie łóżka.
Marysi bardzo podobały się szczere reakcje Maurycego – rozkoszowała się jego westchnieniami, jękami – niegłośnymi, ponieważ nie chcieli, aby goście domyślili się, że właścicielka lokalu nie jest sama w pokoju – i niecierpliwymi wzdychaniami, a gdy widziała, że się uśmiechał, nie mogła powstrzymać się od tego, by go pocałować. Maurycy nie pozostawał jej dłużny. Rozkoszowali się sobą nawzajem, wiedząc, że to co robią jest już zakazane.
Tempo przyspieszyło, oddechy stały się częstsze, jęki wyraźniejsze, zapach w pokoju bardziej duszny, a łóżko skrzypiało coraz szybciej...
Około drugiej w nocy para padła spocona i zdyszana na materac, ale zadowolona. Marysia przeciągnęła się z rozkoszą i wtuliła się w Maurycego, który objął ją ramieniem.
- Zostaniesz na noc? - Zapytała kobieta dziecinnym głosem, gdy odzyskała kontrolę nad oddechem.
- Oczywiście – Maurycy pocałował kochankę w czoło.
- Tylko uważaj rano – Marysia uśmiechnęła się i mocniej wtuliła w klatkę piersiową kochanka.
Maurycy jeszcze przez chwilę leżał najpierw zadowolony, lecz potem znów zaczął myśleć o Tosi, a jego ciało znowu się spięło. Mężczyzna westchnął i spojrzał na spokojnie śpiącą Marysię; mimowolnie uśmiechnął się i wtulił w kobietę, przypominając sobie, jak bardzo była to udana noc. Ogarnął go nagły chłód, dlatego otulił siebie i kobietę mocniej kołdrą, a po chwili zasnął.
Rano Maurycy obudził się z błogim uczuciem odprężenia; odwrócił się na drugi bok, aby objąć Marysię, lecz kobiety nie było obok niego. Mężczyzna otworzył oczy i wsparłszy się na łokciu, rozejrzał się po pokoju; zobaczył resztki śniadania na stole i wyciągniętą deskę do prasowania. Spojrzał na zegar wiszący na ścianie – siódma dwadzieścia, i zgadł, że Marysia już od ponad pół godziny jest w restauracji. Maurycy westchnął – jedną z najmilszych rzeczy po upojnej nocy było dla niego budzenie się rano obok partnerki, o ile mu na niej zależało.
Mężczyzna wstał i pospiesznie się ubierając, zauważył na stoliku jeszcze drugie śniadanie – nietknięte, czekające na niego. Zjadł w pośpiechu, ponieważ nie przywiązywał zbytniej uwagi do posiłków i po cichu wyszedł z mieszkania. Maurycy miał nadzieję przemknąć niezauważonym po korytarzu, lecz gdy tylko wyszedł zza węgła, napotkał Tosię; zdezorientowany nie wiedział, co powiedzieć.
- Cześć – Przywitała się dziewczyna całkiem pogodnie jak na to, że opiekun bardzo ją poprzedniego dnia zdenerwował – Co ty tu robisz? - Zmarszczyła brwi i spojrzała na jego wymiętą koszulę.
- Marysia poprosiła mnie, bym coś odniósł do jej pokoju, który jest tam – Mężczyzna gestem wskazał właściwy kierunek.
Antonina nie odpowiedziała, tylko taksowała Maurycego wnikliwym spojrzeniem.
- Czy ty tu spałeś? - Zapytała oburzona.
- Tu, znaczy...? - Mężczyzna próbował wywinąć się od odpowiedzi.
- U Marysi, a może raczej z Marysią? - Warknęła dziewczyna.
- Cicho – Syknął Maurycy; rozejrzał się wkoło – I co z tego? - Spojrzał na dziewczynę.
- Czyli tak wygląda wasza przyjaźń tak? - Prychnęła Antonina – Myślałam, że chociaż Marysia jest porządna, a tu...
- Słuchaj – Mężczyzna chwycił mocno swoją rozmówczynię za ramię – Wydaje ci się, że pozjadałaś wszystkie rozumy, ale główną przyczyną twojego zachowania jest zapewne wpływ celebrytek...
- Nie nazywaj ich tak.
- Ale weź pod uwagę to, że jesteśmy tylko ludźmi i mamy swoje potrzeby – Maurycy zignorował słowa Tosi – Nie wiem, co zamierzasz zrobić z tą informacją, ale proszę cię o jedno – nie podejmuj pochopnej decyzji; ja mam tu wyrobioną opinię, ale nie psuj życia Marysi taką głupotą. Polubiłaś ją, prawda? - Maurycy zwolnił uścisk.
- No... Tak... - Odparła Tosia niepewnie.
- I myślisz, że fakt, iż czasem sypiamy ze sobą zmieni jej nastawienie i życzliwość w stosunku do ciebie?
- Pewnie nie – Dziewczyna westchnęła – Ale to świadczy o niej.
- Czemu ty jesteś taką suką? - Maurycy skonsternowany zmarszczył brwi – Myślałaś, że ta Kraina jest idealna, a tu proszę – szara rzeczywistość, taka jak każda inna.
- Może masz rację – Tosia wzruszyła ramionami – Ale pozwól mi chociaż z nią porozmawiać; miałam poznać mieszkańców i właśnie to chcę robić. Może jej czegoś brakuje i jako królowa będę mogła to naprawić.
- Dobrze, że zaczynasz odkładać na bok swój egoizm – Stwierdził mężczyzna spokojnie – Lecz jedynego, czego Marysi brakuje, to mężczyzna, który ją w końcu pokocha.
- Ty jej nie kochasz? - Zapytała podchwytliwie Antonina, krzyżując ręce na piersi.
Maurycy spojrzał smutno na dziewczynę.
- Darze ją głęboką przyjaźnią i szacunkiem, ale ona też mnie nie kocha – Odparł.
- To po co to wszystko? - Tosia nie umiała nazwać seksu po imieniu, pomimo czasów, w jakich się wychowywała.
- Zapewne z samotności – Maurycy oparł się plecami o ścianę – Ale nie uważam, abyśmy byli ze sobą na tyle zżyci, abyśmy mogli rozmawiać na tak dość prywatne sprawy.
- Rozumiem – Panna Kruczyńska nie chciała już go drażnić – Idziesz do niej?
- Tak, ale tylko na chwilę.
- W takim razie idź, a ja jeszcze pójdę do łazienki – Tosia ruszyła w stronę schodów, lecz jeszcze zapytała przez ramię – O której mamy być gotowi?
- Za dwie godziny.
- Dobrze – Odwróciła się.
- Tosia – Odezwał się Zwodzki na koniec; dziewczyna spojrzała na niego – Nie mów nikomu o tej rozmowie, nawet twoim przyjaciołom i przede wszystkim Andrzejowi.
Antonina skinęła w milczeniu głową i odeszła. Gdy po dziesięciu minutach weszła do restauracji, Maurycego już w niej nie było. Sala wydawała się być spokojna, delikatne promienie słoneczne wpływały przez okna, roztaczając blask na niektórych stolikach i twarzach, resztę pozostawiając w cieniu. Zapach kawy i bułeczek z masłem roztaczał się po całej sali, a zza drzwi kuchennych dobiegał dźwięk skwierczącej cebuli na jajecznicę. Goście leniwym, zaspanym spojrzeniem ogarniali salę, współtowarzyszy i gazety. Czasem ktoś ziewnął lub przeciągnął się jak kot, by po chwili wyjść po cichu, uregulowawszy rachunek za czas spokoju i melancholii. Marysia stanowiła punkt centralny tego obrazka, roztaczając aurę matrony, w zbroi z fartucha, dzierżącej długopis w dłoni. Tosia zawahała się, nim podeszła do kobiety; nie chciała psuć tej arkadyjskiej atmosfery, której często w Krainie brakowało, a jeśli już można było ją spotkać, była pozorna. Wziąwszy porządny oddech, powoli ruszyła w stronę gospodyni.
- Witaj, Marysiu – Przywitała się nieśmiało.
Kobieta odwróciła się, szeleszcząc spódnicą z deseniem w wielkie kwiaty.
- Witaj, ranny ptaszku – Maria roześmiała się serdecznie – Miałaś się wyspać – Stwierdziła to, czego dowiedziała się od przyjaciół dziewczyny.
- Odkąd tu przyjechałam, źle sypiam – Westchnęła Tosia zmęczona, opierając się o ladę – Jak zjem, pójdę się jeszcze położyć, często zasypiałam rano.
- Często miewasz problemy ze snem?
- Tylko wtedy, gdy kładę się w nocy sama – Wzruszyła ramionami z usprawiedliwieniem.
- Teraz śpisz z Michałem, prawda?
- I tak nie pomaga.
- Skądś to znam, też długo byłam sama – Marysia zabrała się za przecieranie szklanek, marginalizując swoją samotność do pozycji smugi na szkle, której właśnie się pozbyła.
- No właśnie... Chciałam z tobą porozmawiać – Tosia spuściła wzrok.
Marysia momentalnie spięła się i z brzdękiem odłożyła szklankę.
- Kawy? - Zapytała z pozornym uśmiechem – Ach, zapewne nie, przecież chcesz się zaraz położyć. To może jajecznicę? Boguś, kucharz, właśnie kończy. Nie chcesz? Nie wygłupiaj się, siadaj.
Antonina została wręcz zmuszona do zajęcia miejsca przy stoliku koło lady. Po kilku minutach świeża i pachnąca jajecznica została jej postawiona przed nosem, a aromat dania zmieszał się z zapachem kakaa, które extra przygotowała Marysia. Dziewczyna odetchnęła, przyduszona rozkoszną wonią normalności, jakby znalazła się na powrót w domu. Tylko otoczenie się zmieniło, ale nie odbierało wspomnieniom ich sielankowości.
- Jesteś czarodziejką – Odezwała się do Marysi, nakładając jajecznicę na widelec – Potrafisz stworzyć tutaj kawałek nieba – Włożyła porcję do ust i zagryzła ją ciepłym chlebem.
- Cieszę się, że ci się tutaj podoba – Odparła kobieta kulturalnie, jednak jej twarzy wciąż była napięta.
Tosia widząc minę kobiety, z trudem połknęła posiłek.
- ,,Nie psuj życia Marysi taką głupotą” - Usłyszała w głowie słowa opiekuna.
Jednak spojrzawszy ponownie na utworzone w kącikach ust kobiety zmarszczki i spojrzenie omiatające w popłochu całą salę, wiedziała, że klamka już zapadła.
- Marysiu... - Zaczęła, wstając od stołu i podchodząc powoli do kobiety – Nie myśl o mnie źle, ja tylko chcę zbliżyć się do mieszkańców Krainy i poznać ich problemy, dlatego muszę zapytać... Co jest między tobą a Maurycym?
- Nie pytaj, proszę – Odparła w tym samym czasie Marysia.
Panie spojrzały na siebie nawzajem – Maria błagalnie, Tosia z przeprosinami. Pierwsza z nich westchnęła, wbijając spojrzenie w podłogę.
- Pewnie myślisz teraz o mnie źle – Odparła, siadając przy stole, na którym leżała świeża, ale napoczęta jajecznica.
- Nie mam prawa cię oceniać, nie znając twojej przeszłości – Odparła dziewczyna, by zjednać sobie rozmówczynię; usiadła przy niedokończonym posiłku.
- Słusznie – Maria skinęła powoli głową, myśląc nad czymś intensywnie – Mimo wszystko zapewne w twojej głowie pojawiła się taka myśl, że nasza przyjaźń na tym polega, lecz muszę cię wyprowadzić z błędu – znajmy się z Maurycym już szmat czasu, poznaliśmy się w gimnazjum, to jest jakieś trzydzieści sześć lat temu, ale po liceum nasze drogi się rozeszły i właściwie dopiero od czterech lat – od kiedy Maurycy się tu wprowadził – mamy ze sobą regularny kontakt.
- I regularnie... - Zaczęła Tosia, ale ugryzła się przysłowiowo w język; niestety Marysia odgadła resztę zdania.
- Rok przed jego przyjazdem pochowałam męża – Odparła kobieta szorstko – Miałam na wychowaniu nastoletniego syna i nie w głowie byli mi obcy mężczyźni, których nie widziałam od lat.
- Nie wiem, co powiedzieć – Wyznała Antonina po chwili ciszy; jej wzrok skupiony był na stygnącym jedzeniu, które zdawało się być mniej apetyczne, niż poprzednio.
- Najlepiej nic nie mów – Warknęła Marysia, lecz skruszona mina dziewczyny roztopiła lód w jej sercu – No, drogie dziecko – Odparła matczynym tonem, sięgając po dłoń studentki – Nie martw się, nie mogłaś wiedzieć, a właściwie to normalne, że tak to odebrałaś. Powinnam ci podziękować za to, że starałaś się zachować pozoru taktu i chciałaś wysłuchać mojej wersji wydarzeń.
- Yhm – Mruknęła dziewczyna, płonąc ze wstydu – Przepraszam – Wstała gwałtownie i wyszła z restauracji.
Udała się wprost do swego pokoju, a dokładniej – do łazienki, gdzie wypełniła prawie całą wannę wodą, dodała dużo truskawkowego płynu do kąpieli i założywszy słuchawki, położyła się w wannie i skupiła na surowym brzmieniu Nirvany.


Słońce oślepiało Tosię, nie mogła nic zobaczyć, ale szła przed siebie, czując, że nie może się zatrzymać. Dziewczyna słyszała, jak dyszy, jak gdyby przebyła bardzo długą drogę. Wokół niej śpiewały ptaki, szczekały psy i wszystko wydawało się idealne, jednak Antonina czuła w sercu niepokój. Zaczęła mrugać, by zobaczyć w końcu, dokąd zmierza. Nagle ujrzała przed sobą dom i poczuła, jak usta wyginają jej się w uśmiechu od ucha do ucha. Dosłownie – dziewczyna sprawdziła, czy kąciki ust znajdują się koło uszu i uradowana, iż rzeczywiście tak jest, weszła do ogrodu, który pachniał różami i bzami, a wokół latały pszczoły. Życie kwitło, jak te kwiaty i drzewa; Tosia wciągnęła mocno woń życia i pędem ruszyła przez ścieżkę prowadzącą do domu. Przed drzwiami stał Flipper – maltańczyk – i merdał ogonem tak mocno, że panna Kruczyńska poczuła na twarzy wiatr oraz przyniesioną przez niego woń psiej sierści.
- Co, kochanie? - Zapytała psa, głaszcząc jego białą, włochatą główkę.
- Czekają na ciebie, hau! - Szczeknął Flipper, co na dziewczynie nie zrobiło żadnego wrażenia.
Tosia dziarskim krokiem pchnęła drzwi i znalazła się w podłużnej sali tronowej. Wzdłuż kamiennych ścian stała jej rodzina i przyjaciele, którzy ujrzawszy ją zaczęli klaskać z radością. Panna Kruczyńska szła między nimi, czując ciągnący się za nią długi, biały tren. Rodzice, przy których przystanęła, uśmiechali się, jednocześnie ocierając łzy i mówili, jak pięknie wygląda. Mama uścisnęła ją mocno za rękę. Antonina nie zaszczyciła ich ani słowem, tylko odwzajemniła uśmiech i poszła dalej, puszczając matczyną rękę, która chciała jeszcze trwać w mocnym uścisku.
Tosia skłoniła się w stronę Joanny i Katarzyny, które ubrane w różowe sukienki, stały obok podium i dzierżyły w rękach chryzantemy. Obok nich stał Michał; podał swej ukochanej różową różę, po czym pocałował ją w policzek, lecz gdy Antonina oddaliła się w stronę podestu, chłopak nie poszedł za nią, tylko patrzył smutno ponad jej ramię. Dziewczyna odwróciła się i ujrzała schodzącego po stopniach Maurycego. Mężczyzna podał jej dłoń, a Tosia niewiele myśląc ujęła ją i pozwoliła poprowadzić się do tronu, na którym leżała koron – piękna, wysadzana kamieniami, duża – taka, jakiej dziewczyna pragnęła. Maurycy nałożył ją na głowę królowej, uśmiechając się serdecznie, po czym ujął twarz kobiety i złożył na jej ustach pocałunek, na co zgromadzeni zaczęli klaskać jeszcze głośniej niż poprzednio.
Coś jednak niepokoiło Antoninę, a gdy spojrzała na swoją klatkę piersiową, już wiedziała – to krew spływająca po jej białej sukni i sztylet wbity w serce. Panna Kruczyńska spojrzała na swe dłonie, zbroczone krwią. Zachwiała się i cofnęła po stopniach podium, a zgromadzeni wciąż klaskali.
Gdy Tosia upadła, korona spadła z jej głowy. Podniósł ją Maurycy, ubrał na swoją głowę i ruszył wzdłuż sali, wśród oklasków i wybuchów radości, a dziewczyna patrzyła, jak cała posadzka robi się czerwona od jej krwi. Zamknęła powieki.
Nagle hałas stał się nie do wytrzymania i Tosia otworzyła oczy.
- Dziewczyno – Syknął Zwodzki, wyrywając słuchawki z jej uszu – Następnym razem wyjmij klucz z zamka, gdy zamierzasz spędzić tu dwie godziny.
- Co jest? - Zapytała Tosia rozespana.
- Zabarykadowałaś się tu rano, waliliśmy w drzwi, ale nie odpowiadałaś – Zaczęła tłumaczyć rozgorączkowana Asia – Poszliśmy do Marysi – Antonina dopiero na dźwięk imienia gospodyni zauważyła, że ta stoi w przejściu – Żeby dała nam zapasowy klucz do łazienki, ale nie mogliśmy go przekręcić i wtedy...
- Marysia przyszła po mnie – Dokończył mężczyzna szorstkim tonem.
- Przepraszam – Panna Kruczyńska ziewnęła – Zasnęłam, nawet nie wiem, kiedy. Cóż mogę więcej powiedzieć?
- Kochanie, bałem się - Odparł Michał, marszcząc brwi na zatroskanej twarzy.
- Myślałeś, że się utopię? Nie bądź śmieszny – Prychnęła dziewczyna – Co niby miałoby mi się stać?
Chłopak otworzył szerzej oczy ze zdumienia; jak Tosia mogła odzywać się do niego takim tonem, gdy on umierał ze strachu.
- Cokolwiek, zwykła suszarka mogła ci wpaść do wody – Michał próbował opanować gniew.
- Ile ja mam lat? Pięć? - Ofuknęła go ukochana – Wiem dobrze, że nie wolno suszyć włosów w trakcie kąpieli, nie jestem głupia.
- Ale za to strasznie nieprzyjemna – Stwierdził chłopak ostrym tonem, mierząc Tosię zabójczym spojrzeniem; odwrócił się na pięcie i wyszedł do pokoju, gdzie usiadł obrażony na kanapie.
- Skarbie! - Krzyknęła Antonina, uzmysłowiwszy sobie, w jaki sposób się zachowała; wstała raptownie, nie pamiętając, że jest ubrana w strój Ewy.
Pozostałe cztery osoby wytrzeszczyły na nią oczy.
- Łooo... - Odezwał się Maurycy, lekko zszokowany; chwycił za ręcznik i zasłonił nim nagie ciało dziewczyny – Co ty robisz? - Syknął, gdy Tosia okręciła ręcznik wokół siebie.
- Przepraszam, nie wiem, co we mnie wstąpiło, chyba jestem trochę zamulona – Odparła dziewczyna słabym głosem.
- To albo idź wcześniej spać, albo śpij do oporu – Poradził jej Maurycy tonem nauczyciela, odsuwając się dla dziewczyny, która właśnie wychodziła z wanny.
- A co? Boisz się, że znowu przyłapię cię rano, jak wychodzisz z sypialni Marysi po przyjacielskim seksie? - Zapytała Tosia ze złością, nie myśląc.
Maria, która do tej pory opierała się o framugę, wyprostowała się, a Asia co rusz spoglądały to na kobietę, to na Zwodzkiego, który spojrzał na Antoninę spod uniesionej prawej brwi. Zaciskał mocno zęby i patrzył w osłupieniu na dziewczynę, która znów uświadomiła sobie swój błąd i poczuła ogromny wstyd. Chciała przeprosić, ale wtedy głos zabrał Michał.
- To ja myślałem, że ty Zwodzki posuwasz facetów, z tak naprawdę ty gustujesz w baleronach – Zaśmiał się chłopak szyderczo, wciąż zdenerwowany po słowach ukochanej.
Oczy Marysi wypełniły się łzami; kobieta szybkim krokiem opuściła pokój hotelowy. Maurycy za to podszedł do Michał, chwycił go mocno za podbródek i odchylił jego głowę.
- Jeszcze raz ją tak nazwiesz – Syknął wściekły – A osobiście cię wykastruję – Gwałtownym ruchem odrzucił głowę Michała; chłopak chwycił się za obolałą szczękę, ale nie żałował swoich słów.
Maurycy pobiegł za Marysią, którą dogonił na schodach; kobieta opierała się o ścianę i płakała.
- Marysiu... - Odezwał się mężczyzna, podchodząc do przyjaciółki – Nie martw się tymi szczeniakami – Objął czule Marię, przytulając jej głowę do swojej piersi – Poza tym to moja wina, że tak gadają, gdybym wczoraj nie naciskał...
Nagle kobieta gwałtownie przyciągnęła mężczyznę do siebie i obdarowała go namiętnym pocałunkiem, który niewątpliwie bardzo się Maurycemu spodobał i szkoda mu było, gdy Marysia przerwała, by wyszeptać:
- Nigdy tak nie mów; to dzięki tobie nie zwariowałam po tym wszystkim, co się stało.

CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz