poniedziałek, 26 czerwca 2017

Godzinę   później rodzeństwo Tomów wyruszyło spod Zamku Fragor. Morifia starała się zachować spokój i udawało jej się to dopóty, dopóki skupiała się na jeździe. Gdy jednak znaleźli się na granicy Milleńsko – Thymosańskiej, jej pewność zaczęła uciekać, a całkiem zanikła, gdy Tomowie zatrzymali się przed Pałacem Ignis. Dziewczyna wystraszona zeskoczyła z konia. Enaret zauważył jej reakcję, dlatego podszedł do niej i położył jej rękę na ramieniu.
- Ja załatwię nam wizytę z Fotią, ty niczym się nie martw, dobrze? - Spojrzał siostrze głęboko w oczy.
- Dziękuję – Wychrypiała kobieta; z nerwów zaschło jej w gardle.
Enaret na pół godziny zniknął za murami pałacu. Gdy wrócił, na jego twarzy malowała się wściekłość, którą zawzięcie próbował zamaskować.
- Mamy kwadrans – Powiedział, wpychając swoje rodzeństwo do wejścia.
- Co ci powiedział? - Zapytał Fortis, gdy oblicze jego brata złagodniało.
- Jeszcze nikt nigdy nie obraził tak mojej rodziny – Syknął – A ja nic nie mogłem na to poradzić, aby spełnił moją prośbę.
Fortis skinął głową i już się nie odezwał.
Pałac Ignis był koloru rubionowego, zgodnie ze swym szlachetnym kamieniem. Zewsząd bił przepych, wśród którego rodzeństwo, ubrane w skromne stroje, wyglądało jak żebracy.
Trójka młodych ludzi została poprowadzona przez straż, aż do sali królewskiej, gdzie na tronie, wśród jeszcze większego przepychu siedział król Fotia Ira, sam ubrany w aksamity i jedwabie. Patrzył na przybyłych gości z góry, spojrzeniem chełpiąc się swym bogactwem, a myślami wyśmiewając Tomów.
- Proszę, proszę – Odezwał się ironicznie, widząc zbliżających się gości – Czyżbym widział moją niedoszłą żonę? - Prychnął.
Morifia spojrzała na niego; tron Fotii znajdował się na podwyższeniu, dlatego sam król mógł ciskać pogardliwe spojrzenia w kogo popadnie. Gdy kobieta widziała po raz ostatni Irę, był młody, miał średniej długości brązowe, proste włosy, ciemne oczy, lekko krzywy nos, przyjazny uśmiech i był gładko ogolony. Teraz jego włosy były dłuższe, uśmiech ironiczny oraz miał cienkiego wąsa oraz małą bródkę. Wyglądał jak wyjęty z osiemnastego wieku Francuz. Mimo to Morifia czuła się przy nim upokorzona; była brudna, na sobie miała łachy, jej włosy były przetłuszczone, a oczy zapuchnięte.
- Jak mogę wam pomóc, moje bezbronne ptaszyny? - Zapytał, wciąż z nutą sarkazmu w głosie.
- Jak zapewne wiesz, w naszym kraju aktualnie panuje wojna, dlatego nasza potyczka nie mogła się odbyć, za co szczerze dziękujemy – Enaret skłonił się bardzo nisko, czując równocześnie wstręt do samego siebie.
- Większą zabawę mam obserwując, jak Millenia wyżera się od środka, nie narażając przy tym moich obywateli – Fotia zaśmiał się paskudnie – Ale kontynuuj, nie mam zbyt wiele czasu – Machnął ręką niedbale.
- Wpierw na tronie zasiadł nasz najmłodszy brat, Scarlett, lecz okazał się tyranem, dlatego zawiązaliśmy przeciw niemu Ruch Antykrólewski, aby doprowadzić do ładu w Millenii. Niestety, on jest wspierany przez najlepszych snajperów, a nasze oddziały wykruszają się coraz bardziej. Dodatkowo wczoraj władzę bezprawnie zagarnął Gatis Syner, który jest jeszcze bardzie bezwzględny, niż Scarlett.
- Cóż ja mam do waszych spraw? - Król wydawał się być znudzony tym wywodem.
- Chcieliśmy prosić cię, królu najdroższy – Enaret ponownie się ukłonił nisko, przełykając równocześnie ślinę ze zdenerwowania – Prosić cię, byś wspomógł swoją armią nasze oddziały, byśmy wspólnie pokonali tyranów – Mężczyzna podniósł wzrok na Fotię, a gdy zobaczył jego kpiący wzrok, dał sygnał rodzeństwu, aby i oni się ukłonili.
Na chwilę nastała cisza, po której salę zapełnił donośny śmiech Fotii Iry.
- I cóż ja tego będę miał?! - Ryknął, śmiejąc się do rozpuku.
- Nasze oddanie, sojusz... - Mówił Enaret, lecz coraz mniej pewnie.
- Oraz moją rękę – Odezwała się Morifia, stając prosto.
- Już dwa razy mi ją przyrzekłaś – Prychnął król – I dwa razy oszukałaś.
- Wtedy byłam dzieckiem i zrobiono to za mnie – Morifia uniosła zdecydowane spojrzenie na Irę – Teraz decyzję podejmuję samodzielnie.
Król zastanowił się przez moment, kiwając cały czas głową.
- Mimo wszystko podziękuję za propozycję; aktualnie jestem zaręczony z córką barona Kapali – Znów przybrał kpiący wyraz twarzy – Jeśli nie macie nic lepszego do zaoferowania, wyjdźcie stąd.
- Możemy zawiązać unię – Odezwał się jeszcze Fortis – Dwa najpotężniejsze kraje Mainu razem, czyż to nie cudowna perspektywa? - Zapytał, lecz już straż chwyciła go za ręce i próbowała wyprowadzić z sali; to samo zrobiła z jego rodzeństwem.
- Czekaj! - Krzyknęła Morifia – A gdyby to nasi potomkowie wzięli ślub? Byłaby to unia personalna, twój potomek miałby wgląd w sprawy Millenii, a co za tym idzie – ty również.
Fotia podniósł rękę, tym samym dając sygnał gwardzistom, by się zatrzymali.
- Lecz z tego, co wiem, ty właśnie straciłaś męża – W jego głos znów wkradła się kpina.
- Nie trudno będzie mi znaleźć nowego; czy przeszkadza ci krew Pekatów? - Kobieta czuła się, jakby łapała się brzytwy.
Fotia Ira nareszcie uśmiechnął się zadowolony, bez ironii.
- Sami stworzyliście Pekatów – Wzruszył ramionami – Dla nas oni zawsze byli Milleńczykami.
- Czyli zgadzasz się – ślub za armię? - Morifia spojrzała z nadzieją na króla.
- Muszę ratować kraj, który stanie się moim sojusznikiem i być może domem dla mojego dziecka – Uśmiechnął się ponownie, tak, jak to zapamiętała Morifia – Każę przygotować stosowne dokumenty.
Król wyszedł z komnaty, a straż zaprowadziła Tomów do salonu dla gości.
- Nie wierzę, że się nam udało – Westchnął Fortis, gdy znaleźli się sami w komnacie – Ale dlaczego zgodził się na drugie małżeństwo, a nie na pierwsze?
- Ponieważ uniósł się honorem, który Morifia już nadszarpnęła; straciłby zapewne szacunek poddanych – Wyjaśnił.
- Ale Morifia pewnie nie zostanie królową, tylko ty, o czym Fotia dobrze wie.
- Lecz i tak będzie miał doskonałą kartę przetargową, zwłaszcza, jeśli urodzę syna, który zasiądzie na tronie Thymosu, Fotia będzie mógł go kontrolować, bo jest królem. Ja nie zostanę królową, dlatego mam mniejszy głos w tej sprawie – Odezwała się Morifia, lecz mówiąc to, jej wzrok był szklany, jakby była myślami daleko.
Kobieta myślała o Dudusie; kolejny ślub i to w tak krótkim czasie był według niej zdradą. Łzy wezbrały jej do oczu, lecz odwróciła się od braci w stronę kominka, by nie widzieli jej słabości.
Po kilkudziesięciu minutach do komnaty wszedł Fotia Ira, ubrany już znacznie skromniej.
- Przeczytaj to i podpisz – Zwrócił się do Morifii – Śluby odbędą się po pokonaniu Gatisa Synera. Jesteście panowie świadkami, dlatego podpiszcie się poniżej – Rozkazał.
Po części oficjalnej, Fotia znów uśmiechnął się przyjaźnie.
- A teraz chciałbym, byście skorzystali z mojej gościnności i poszli do pałacowych łazienek, nim wrócicie do Millenii. Nim jednak to się wydarzy, za godzinę chcę was znów zobaczyć w sali tronowej, na omówienie szczegółów naszej współpracy.
Rodzeństwo usłużnie spełniło rozkaz króla. Morifia postanowiła w całości wykorzystać daną jej godzinę, jednak odprężenie nie przyszło z łatwością; leżenie w wannie w końcu zaczęło ją drażnić, dlatego postanowiła się osuszyć i wykremować. Pozwoliło jej to na zbadanie swego ciała pod względem blizn i ran. Znalazła ich wiele, lecz największą z nich ukryła w sercu. Kobieta stała naprzeciw lustra, opierając ręce o umywalkę. Na sobie miała tylko czystą bieliznę, przyniesioną jej przez służbę. Wpatrywała się w swoją twarz, której nie widziała od dawna, ponieważ w pałacu nie było luster. Czuja wstręt do siebie, za to, jaka się stała – słaba i gotowa do oddania się byle komu, byleby spłodzić potomka. Miała nadzieję, że Allod zgodzi się na jej propozycję matrymonialną. Gdy tylko wyobraziła sobie ich wspólny ślub, łzy znów cisnęły jej się do oczu. Przemyła twarz zimną wodą, po czym ponownie spojrzała w lustro – nic się nie zmieniło, może z wyjątkiem tego, że jej twarz była bardziej czerwona. Nagle kobieta dostrzegła przed sobą całą serię kosmetyków. Wzięła konturówkę, tusz i czarny cień do powiek i pomalowała się. Efekt dokończyła czerwoną szminką i pudrem. Gdy ponownie przyjrzała się sobie, nie mogła uwierzyć, iż to wciąż ona. Przed nią stała ladacznica. Jednak Morifia nie zdecydowała się na zmycie makijażu. Następnie z przyniesionych dla niej ubrań, wybrała szerokie, czarne spodnie z wysokim stanem i białą koszulę. Buty miała płaskie i wygodne, ale jednocześnie eleganckie. Włosy zostawiła rozwiane i tak wyszła z łazienki. Gdy mijała służbę, widziała zdziwienie w ich oczach, a gdy weszła do sali tronowej, ten sam wyraz twarzy odmalował się na obliczu Fotii Iry.
- Aż żałuję, że nie zgodziłem się na pierwszą propozycję – Wyznał, uśmiechając się z zadowoleniem.
- Uwierz mi, nie masz czego żałować – Odezwała się Morifia, siadając na jednym z przygotowanych krzeseł.
Po chwili dołączyli do niej jej bracia, którzy również nie kryli swego zdziwienia. Jednak nie skomentowali tego podczas całej rozmowy z Fotią Irą, ani w trakcie powrotu do Zamku Fragor.
Na miejscu Morifia kazała jedynie czekającymi na nich Allododwi zwołać zebranie w sali jadalnej, a sama poszła do komnaty, która miała być jej sypialnią małżeńską. Tam stanęła przy oknie i patrzyła na zachodzące słońce. Czuła, iż ona również zachodzi – cała jej odwaga i waleczność uciekły wraz z jej decyzją sprzedania swego potomka Fotii Irze. A jej osobowość i sens istoty, którą przez lata stworzyła, zaginęła, gdy kobieta zrozumiała, iż będzie musiała współżyć z praktycznie obcym dla niej mężczyzną i że dziecko, którego pragnęła, nie będzie owocem miłości jej i Duda. Na wspomnienie męża łza skapnęła z oka księżniczki. Dopiero gdy poczuła wilgoć na skórze, uświadomiła sobie, że płacze. Makijaż, który Morifia sobie zrobiła, miał również na celu powstrzymanie jej od płaczu. Kobieta przypomniała sobie o swoim postanowieniu i otarła zamaszystym ruchem łzę z policzka.
- ,,Nie chciałby, żebyś płakała – Pomyślała – Musisz walczyć, ponieważ poświęcił się dla ciebie... Nie miałby zbyt wielkiego wyboru, lecz mógł w zamian za wolność, sprzedać nas Scarlettowi. On jednak zginął, wiedząc, że oddaje życie w słusznej sprawie... Również musisz się poświęcić za ogół w taki, czy inny sposób.”
Morifia wyprostowała się, przybierając pozę królowej. Spojrzała na otaczające ją pola, wiedząc, że majaczące w oddali domy będą od jutra bezpiecznym schronieniem dla ich mieszkańców.... Dzięki niej.
Księżniczka dumnym krokiem zeszła do znajdującej się na parterze sali jadalnej, gdzie czekały na nią niedobitki z oddziałów. Kobieta stanęła na podwyższeniu, zrobionym specjalnie przez Pekatów na takie okazje.
- Moi drodzy – Zaczęła uprzejmie, lecz dosyć chłodno – Poprosiłam Alloda, abyście się tu zebrali w celu przedłożenia wam umowy, jaką zawarliśmy z władcą Thymosu, Fotią Irą – Odchrząknęła – Król pomoże nam jutro w walce, która tym razem zacznie się wraz z zachodem słońca. Najpierw zaatakujemy armatami, później, po zniszczeniu muru, do walki wkroczy piechota z Thymosu. Gdy uda im się rozbić część gwardzistów, wkracza konnica. My postaramy się zdjąć snajperów. Specjalnie do tego celu, Fotia Ira dostarczy nam, wraz ze swymi wojskami, broń palną. Nie sprecyzował, co to będzie, najprawdopodobniej różne rodzaje broni, każdy wybierze taką, jaką będzie w stanie się posługiwać. Takie są wstępne ustalenia.
- A co my im za to obiecaliśmy – Odezwał się ktoś z tłumu.
Morifia spojrzała na zebranych przerażonym wzrokiem. Trwało to ułamek sekundy, po którym kobieta szybko zamrugała i znów przybrała kamienny wyraz twarzy.
- Obiecałam Fotii Irze małżeństwo naszych potomków; pozwoli nam to zawrzeć unię personalną, a samemu królowi da możliwość wgląd w przyszłą sytuację polityczną Millenii. Król jest zaręczony, dlatego nasze śluby odbędą się zaraz po zakończeniu wojny.
- Wasze? - Odezwał się ktoś inny – Rozumiem, że król ma kandydatkę na zonę, lecz ty, pani...? - Pytanie zawisło w powietrzu.
Zapadła cisza, w trakcie której Morifia otaksowała zebranych wzrokiem.
- Nie martwicie się o to – Odparła chłodno – To już moje zmartwienie – Zrobiła pauzę – Możecie się rozejść – Odparła przez zęby.
Gdy zgromadzeni zaczęli się rozchodzić, księżniczka podeszła do Alloda.
- Czy możemy chwilę porozmawiać? - Zapytała, przybierając zatroskany wyraz twarzy – W cztery oczy? - Zaakcentowała całe zdanie.
- Oczywiście, księżniczko – Mężczyzna usłużnie skinął głową – Może w mojej komnacie?
- Nie, będzie to zbyt oczywiste – Morifia rozejrzała się, jak gdyby bojąc się, że ktoś mógłby odkryć jej zamiary względem Alloda – Chodźmy do ogrodu.
Mężczyzna skinął głową i przepuścił kobietę pierwszą w drzwiach.
- Czy wszystko w porządku, księżniczko? - Zapytał, jak zwykle uprzejmie, gdy znaleźli się na tyłach zamku, zwanym potocznie ,,ogrodem” - Wyglądasz dziś inaczej.
- W porządku? - Kobieta prychnęła, odwracając się tyłem do swego rozmówcy – Straciłam męża i obiecałam zajść w ciążę z pierwszym lepszym mężczyzną – Łza znów zakręciła się jej w oku – Przepraszam za to, że się złoszczę, to przecież nie twoja wina, a ty pytasz tylko dlatego, że się martwisz – Westchnęła, odwracając się na powrót twarzą do Alloda – Czy wiesz, dlaczego poprosiłam cie o rozmowę? - Zapytała po chwili ciszy.
- Domyślam się, lecz pozwolę ci kontynuować – Odparł mężczyzna, prostując się, gotowy na propozycję.
Morifia przełknęła ślinę; miała nadzieję, że uda jej się uciec od tych słów.
- Chciałam cię prosić o rękę – Wyszeptała, wbijając wzrok w ziemię.
Zapadła cisza. Bardzo długa, podczas której księżniczce niemal udało jej spłonąć ze wstydu. Niemal, ponieważ Allod w końcu się odezwał:
- Chciałabyś, księżniczko, zatańczyć?
Kobieta raptownie uniosła głowę ze zdziwienia.
- Teraz? - Zapytała z nutą sceptycyzmu.
- Czemu nie? - Zapytał Pekat, ściągając wiecznie noszony przez siebie płaszcz i wyciągając rękę w stronę kobiety.
Morifia z milczeniem podała mężczyźnie swoją dłoń. Gdy ustawili ramę, Allod zaczął nucić melodię do tanga, jednak jak na ten taniec, dość spokojną. Para zaczęła tańczyć; okazało się, że Allod jest bardzo dobrym tancerzem, a Morifii natychmiast przypominał się jej taniec z bratem w trakcie balu.
Oboje wiedzieli, jak tańczyć, dlatego choć spokojne, wiadomo było, iż jest to tango. Czuli się, jak kochankowie, dla których jest ten taniec. Ci jednak nie wiedzieli, czy są dla siebie wrogami czy sprzymierzeńcami, dlatego gdy mężczyzna nucił spokojniejszą melodię, Morifia pozwoliła sobie nawet na przytulenie do mężczyzny. Gdy jednak Allod nucił trochę głośniej i prowadził partnerkę energiczniej, kobieta zaczęła przybierać różne figury, zapominając, kim są, chciała tylko udowodnić Allodowi, że nie będzie miał z nią tak łatwo. Na koniec, gdy Pekat nucił ostatnie dźwięki, Morifia ponownie się do niego przytuliła i pozostała tak, nawet gdy mężczyzna przestał śpiewać. Kobieta dopiero po chwili zorientowała się, iż pozostaje w niekorzystnej dla niej pozycji.
- Przepraszam – Odchrząknęła, odsuwając się – Czy to miała oznaczać, że się zgadzasz? - Zapytała dyplomatycznym tonem.
- Teraz tak – Skinął głową Allod; zabrał swój płaszcz z ziemi – Pozwól, księżniczko, że cię odprowadzę – Zaproponował, uśmiechając się delikatnie.
Morifia cieszyła się, że mężczyzna, z którym będzie miała dziecko, nigdy jej nie skrzywdzi. Wiedziała to.
CDN...

niedziela, 4 czerwca 2017

Rano  Scarlett siedział w kuchni w samym szlafroku oraz spodniach od piżamy i tak popijał spokojnie kawę po śniadaniu, czytając gazetę, której główne nagłówki krzyczały na temat sytuacji politycznej kraju; po przestudiowaniu ich, król zaczął czytać newsy na temat awantury między dwoma śpiewaczkami z Thymosu. Stanowiło to dla niego całkiem dobrą rozrywkę. Nagle do kuchni wszedł Iskariota.
- Czy można? - Zapytał ze sztuczną grzecznością; w ręce ściskał brudny, brązowy worek.
- Jeśli masz dla mnie jakieś dobre wieści – Odparł Tom, nie odrywając wzroku od gazety.
- Wręcz wyborne – Prychnął snajper, podchodząc do stołu kuchennego.
Iskariota położył worek na stole, brudząc go krwią. Zamaszystym ruchem ściągnął materiał z przedmiotu, który ukrywał i oczom króla ukazała się odcięta głowa szwagra. Scarlett wciąż spokojnie popijał kawę.
- Zawieś ją na bramie – Rozkazał, patrząc wprost w zamknięte powieki Duda.
- Niech tak będzie – Odparł snajper; schował głowę ponownie do worka, po czym wyszedł.
Scarlett uśmiechnął się do siebie chytrze; czuł, że teraz szla zwycięstwa obróci się na jego stronę. Nie wiedział, dlaczego, lecz bardzo chciał się podzielić tą informacją ze swoją matką, dlatego udał się czym prędzej do jej komnaty.
- Witaj, matko – Powiedział, wchodząc do jej sypialni, bez pukania.
- Witaj, synu – Westchnęła Mitis; wydawała się przy tym stara i zmęczona, lecz Scarlett nie zwracał na to uwagi.
- Mam dla ciebie wspaniałe wiadomości; najprawdopodobniej dziś nasze losy się odmienią – Odparł, zacierając szybko ręce i siadając na skraju łóżka, na którym leżała królowa.
Mitis nawet nie spojrzała na syna.
- Coś się stało? - Zapytał ten z przejęciem, nachylając się w stronę kobiety.
- Słyszałam, co zrobiłeś – Odparła Mitis zimnym tonem, na dźwięk którego król raptownie się odsunął.
- Masz na myśli Duda? - Zadał to pytanie niepewnie.
- Tak – twojego szwagra, a mego zięcia.
Scarlett zmarszczył brwi.
- Skąd o tym wiesz? - Jego głos był ostry.
- Byłam na ich ślubie – Odparła Mitis, jak gdyby nigdy nic – I we Włoszech i w Fabryce...
- O czym ty mówisz – Scarlett wstał ze złością.
- O tym, że gdy ty wysłałeś moje dzieci na pewną śmierć oraz zamknąłeś mnie tu, jak niewolnicę, ja duplikowałam się i wraz z pomocą Xanthii wychodziłam stąd w nocy, by do nich dotrzeć; nie widziałeś o tym, ponieważ wytworzona przeze mnie postać zostawała tutaj. W sumie, ty i tak do mnie długo nie zaglądałeś... Gdy Domina mnie tu odwiedzała, nie było dla niej zaskoczeniem, że nie byłam zbyt rozmowna i zachowaniem przejawiałam apatię... Teraz również taka jestem, ponieważ nie jestem już na tyle silna, by kontrolować zachowanie klona... Mimo tego i tak od początku mam taki humor, więc depresja by mnie nie ominęła; łatwo było mi oszukać Fortisa i Enareta, ponieważ on nie mają kontaktu z tamtymi kobietami, a one same nie potrzebowały rodziny do intrygi, jednak pani Kidemon... Już od dawna nie żyje, dlatego jej rodzina zgodziła się, bym ją udawała w wiosce oraz na ślubie Morifii. Wykorzystałam moment, gdy ty bawiłeś się w oratora, po czym poszedłeś spać – Mitis przełknęła ciężko ślinę – Często w nocy uciekałam, by chociaż podejść pod zamek i sprawdzić, czy wciąż żyją. Widziałam wtedy, jak twoja Domina również wymyka się w nocy, dlatego wiedziałam już, że nie będziesz miał łatwo wygrać z Ruchem. Z tego powodu skłamałam mówiąc ci, abyś zaczekał z decyzjami, ponieważ Enaret nie zaatakuje następnej nocy, usłyszałam to, podczas jednej z ich nocnych rozmów; na dodatek powiem ci, że pewnej nocy twoja Domina została w zamku na dłużej... Z Enaretem. To chyba wszystko, proszę – powtórz to moim dzieciom – Poprosiła Mitis, po czym wstała z łóżka i podeszła do okna, przez które zaczęła się wpatrywać ze skupieniem.
Król siedział jak oniemiały; wciąż jeszcze nie był w stanie przyswoić tego, co wyznała mu matka.
- Czyli cały czas działałaś przeciwko mnie, tak? - Wydukał w końcu.
- Owszem, mój drogi – Odpowiedziała królowa, patrząc na syna przez ramię – Jesteś złym królem – napuszonym, niezdecydowanym i bardzo nieostrożnym... W dodatku okrutnym i zadufanym w sobie. Wciąż cię kocham, jesteś w końcu moim dzieckiem, lecz dla ciebie jedynego nie poświęcę pozostałej trójki – Odwróciła się – Nie mogę już tego wytrzymać – Westchnęła ciężko – Liczyłam, że wróci mój dawny Scarlett, lecz po tym, jak pobiłeś Dominę... - Schowała twarz w dłoniach – Wychowałam potwora – Jęknęła.
- W takim razie jestem zmuszony postawić orz twojej komnacie straż, a gdy tylko dzisiejszej nocy spotkam moje rodzeństwo, nie okażę im litości.
- Oni nic o nie nie wiedzieli.
- Nieważne; swoją drogą, Xanthię również każę ukarać.
- Nic do ciebie nie dociera – Łzy zaczęły zbierać się w oczach królowej – Może to pomoże – Westchnęła, po czym szybko otworzyła okno i stanęło do niego tyłem.
- Matko, co ty robisz? - Scarlett wystraszył się i skierował kroki w jej stronę.
- Pamiętaj, że zawsze cię kochałam, moje Indywiduum – Łza spłynęła po policzku Mitis, która przechyliła się i wypadła przez barierkę okna.
- Nie! - Tom podbiegł do okna, lecz było już za późno; ciało Mitis właśnie wylądowało na betonowej ziemi, uderzając z hukiem; krew wypłynęła spod zwłok Efthei.
Król natychmiast wydał dwa rozporządzenia – przeniesienie zwłok królowej do korytarza, gdzie znajdowała się jej świecąca konstrukcja oraz rozkaz powieszenia Xanthii. Sam napisał wiadomość, którą wysłał poprzez posłańca do Zamku Fragor.


- Enarecie, hełm dla Scarletta jest gotowy, w takim razie idę dzisiaj z wami – Mówiła Domina do Toma, gdy ten akurat zajmował się rozdzielaniem oddziału Duda do pozostałych – Do kogo mam się dołączyć? - Zapytała, spoglądając na listę.
- Pójdziesz z Fortisem, on się tobą zaopiekuje – Odparł książę, nawet nie patrząc na swoją rozmówczynię – Załatwiłaś opiekę do Emmeta?
- Tak, zajmie się nim jedna z Pekatów – Powiedziała Domina, po czym uważnie przyjrzała się Enaretowi – Co się dzieje? - Zapytała.
- Nic, co ma się dziać – Obruszył się książę – Lepiej idź już po ten hełm i spakuj go do czegoś.
- To już jest gotowe, w takim razie mogę posiedzieć tu, dopóki nie wyznasz mi prawdy – Odparła kobieta, rozsiadając się wygodnie i zakładając ręce na piersi.
Tom westchnął.
- Jesteś uparta – Odparł, odkładając pióro na bok – Przed chwilą dostałem to – Wyciągnął w stronę Dominy list.
Kobieta po przeczytaniu wiadomości zrobiła się blada jak ściana.
- To znaczy, że Mitis... Wasza matka nie żyje? Popełniła samobójstwo oraz przyznała się do uciekania z zamku oraz podszywaniu się pod innych Milleńczyków? - Zapytała, rozdziawiając usta.
- Najwyraźniej – Westchnął Enaret – Wiem tyle, co ty; Scarlett wysłał ten list – może kłamać, by po raz kolejny nas osłabić, lecz wątpię, by posunął się do tego typu perfidii... Dopiero co zabił Duda, uśmiercenie matki, jeśli tylko na papierze, jest ryzykownym krokiem. Ponadto bardzo ja kochał i wątpię, by wykorzystał ją w celu oszukania nas.
- Chyba masz rację – Skinęła głową Domina – Nie wysyłał wam wcześniej listów, prawda?
- Nie, nie było takiej potrzeby, najwyraźniej.
- W takim razie nie kłamie – Kobieta spuściła głowę, na znak żałoby.
- Muszę powiadomić o tym pozostałych – Odparł Enaret po chwili ciszy.
- Po akcji, dobrze? - Domina spojrzała przenikliwie w oczy księcia – List nie miał na celu osłabienia nas, jedynie sprawiedliwego poinformowania o śmierci królowej. Jednak jeśli przed atakiem Fortis i Morifia – zwłaszcza ona – dowiedzą się o samobójstwie Mitis, zważmy również na to, jak zmarła, załamią się i nie będą w stanie walczyć, a wasza trójka jest najsilniejszym ogniwem, rozumiesz?
- Tak i w pełni zgadzam się z tobą – Enaret skinął energicznie głową, wstając od stołu, przy którym siedział – Teraz chodźmy, doprowadźmy to do końca.
- Chyba nie liczysz, że unieszkodliwiwszy Scarletta, pójdzie nam jak z płatka? - Prychnęła Domina, również wstając.
- Na pewno będzie nam łatwiej – Enaret zmarszczył brwi, jakby do końca nie wierząc w to, co mówi.
- Pozostanie również Gatis Syner; niby nic, a jednak ma sporą władzę – jego również trzeba unieszkodliwić.
- Jak? Nie mam na to sił – Westchnął Tom.
- Dobrze – Domina położyła rękę na ramieniu przyjaciela – Ja coś wymyślę, a tymczasem – chodźmy.
Wojska Ruchu Antykrólewskiego jak co noc ustawiły się przed zamkiem. Domina stała blisko Fortisa, który miał ją odtransportować do Gatisa, z którym ta listownie umówiła się przy drzwiach, którymi uciekła.
- Musimy zniszczyć wieżę pałacu oraz zlikwidować jak najwięcej gwardzistów – to jest zadaniem wszystkich oddziałów, oprócz mojego. My będziemy wyrzucać ogniste kule. Domina w tym czasie zajmie się królem – Mówił Enaret do zgromadzonych.
- Lichy plan – Mruknął Fortis – Za to ten hełm dla Scarletta – to jest dobre.
- Zaczynamy! - Krzyknął jego brat, ignorując słowa mężczyzny.
Bitwa rozgorzała. Tym razem Ruchowi było ciężej pokonać gwardzistów i terrorystów, którzy tym razem byli lepiej przygotowani, zgodnie z rozkazem Gatisa Synera. Nawet udało mu się przekonać Scarletta, by ten od początku wziął udział w pojedynku. Teraz król stał na środku placu i starał się odrzucać ogniste kule.
Mimo jatki, Fortisowi udało się przedrzeć na tyły pałacu wraz z królową, która pod pachą trzymała płócienny worek z hełmem.
- Jesteś pewna, że ten plan się uda? - Zapytał Fortis Dominy, lekko zmęczony.
- Tak, o ile Gatis nas nie wystawi... Lecz powiedzie się tylko, jeśli ciebie tu nie będzie – Odparła Domina, patrząc głęboko w oczy wojownikowi.
Fortis wyczuł, że coś jest nie tak; Enaret by go powiadomił o tym, iż spotkanie odbędzie się w cztery oczy, kobieta również o tym wcześniej nie wspominała.
- Dobrze... Mam tu gdzieś czekać? - Zapytał powoli.
- Nie – Kobieta zdecydowanie pokręciła głową – Ty przydasz się na polu walki, jesteś najlepszym wojownikiem – Uśmiechnęła się przymilnie.
- Chyba masz rację – Fortis odwzajemnił uśmiech – Ale bądź ostrożna – Mężczyzna ujął królową za ramiona – Enaret by mnie zabił, gdyby coś ci się stało.
- Jestem silną kobietą – Domina mrugnęła okiem – A teraz idź, bo przegrają bez ciebie – Domina złożyła pocałunek na policzku wojownika.
- Powodzenia – Fortis ścisnął mocno dłoń kobiety.
- Nie dziękuję – Krzyknęła za nim królowa.
Tom jednak nie odszedł za daleko; schował się za węgłem i obserwował poczynania Dominy. Po chwili z pałacu wyszedł Gatis Syner. Para wymieniła kilka krótkich zdań, których jednak książę z powodu odgłosów walki oraz przyciszonych głosów rozmawiających, nie mógł usłyszeć. Jego zdaniem jednak coś było nie tal; rozmawiali zbyt długo, a Domina wcale nie wydawała się wystraszona, jak wtedy, gdy dołączyła do Ruchu. W końcu Fortis nabrał pewności, iż kobiecie nie można ufać – miast wrócić do walczących, królowa weszła do zamku. Tom poszedł za nią. Starał się stąpać bardzo cicho, co udawało mu się dzięki nadnaturalnym zdolnościom wojownika. Szedł za odgłosami kroków polityka i bratowej. W pewnym momencie Gatis odezwał się do wspólniczki.
- Tam i na górę – Mówił cicho – Potem korytarzem w lewo i z okna ostatniej komnaty na prawo jest poprowadzona kładka – w taki sposób dostaniesz się na mur, do Iskarioty.
Fortis drgnął, słysząc to imię.
- Tylko mnie nie oszukaj – Syknął Gatis na odchodne – Żona Scarletta nie jest lepsza od niego, liczę jednak, że gdzieś w środku pamiętasz jeszcze o Nykuru.
- Mam go co noc przed oczami – Wycedziła Domina przez zęby – Załatw tylko Scarletta – Dodała, po czym odeszła.
Fortis skradał się za kobietą, aż dotarli do dobrze oświetlonego korytarza. Mężczyzna wiedział, że nie może tak zaryzykować, dlatego został na schodach i obserwował bratową, która zrobiła tak, jak polecił jej premier.
- ,,To dziwne, że jej nie zabił... Pewnie chce ją wykorzystać jako broń” - Pomyślał Fortis, dumny ze swych mądrych konkluzji.
Gdy Domina zniknęła za drzwiami ostatniej komnaty po prawo, Tom pobiegł za nią. Gdy wszedł do środka, królowej już tam nie było – przechodziła właśnie po kładce na mur. Gdy tylko znalazła się na nim i skierowała swe kroki w prawo, Fortis podbiegł do okna i przeszedł cicho na drugą stronę, a gdy już się tam znalazł, ogłuszył jednego ze snajperów, zrzucił go za mur, a sam ubrał jego kominiarkę i zabrał mu broń.
Domina usłyszała hałas, lecz gdy odwróciła się, ujrzała stojącego za nią terrorystę, według niej – tego samego, którego widziała, gdy weszła na mur. Kobieta wzruszyła ramionami i podeszła spokojnie do Iskarioty, który rozmawiał z jakimś mężczyzną. Gdy była na tyle blisko rozmawiających, stanęła jak wryta; nieznajomym okazał się być Scarlett, który miał być w tym czasie na polu bitwy, a przynajmniej tak Domina założyła. Fortis zdziwiony reakcją królowej, podszedł blisko niej i również został zaskoczony widokiem brata.
- Co ty tu robisz? - Zapytał król swoją żonę; Fortis na szczęście już był w stanie słyszeć ich rozmowę.
- Wróciłam, myślałam, że się ucieszysz – Domina wzruszyła ramionami, lecz czy uśmiechnęła się czy nie, Fortis nie wiedział; po jej głosie jedynie poznał, że stara się być spokojna i radosna.
Jednak twarz Scarletta, którą jego brat widział dość dobrze, wyrażała nieufność.
- Gdybyś mnie uprzedziła o swej ucieczce i była wobec mnie uczciwa, pewnie bym się ucieszył – Odparł król szorstkim tonem; spojrzał na brzuch żony – Co z dzieckiem? - Zapytał już bardziej przejętym tonem.
- Ma się dobrze, zostało w zamku – Domina zrobiła krótką pauzę, a gdy ponownie się odezwała, jej głos był szczerze szczęśliwy – To chłopiec, ma na imię Emmet.
Scarlett nie potrafił ukryć radości w swych oczach, ani w uśmiechu.
- Chciałbym go kiedyś zobaczyć – Wyznał, miękkim tonem.
- Być może za niedługo będziesz miał okazję – Odparła Domina podekscytowana – Ponieważ wracam do ciebie; tak naprawdę przeszłam na stronę Ruchu, aby poznać ich strukturę, w czym pomogła mi naiwność Enareta.
Na te słowa, Fortis zadrżał w środku.
- To dlaczego przychodzisz dopiero teraz, gdy prawie nic z nas nie zostało? - Zapytał Scarlett kpiąco.
- Ponieważ to zabrało trochę czasu, ponadto musiałam opiekować się dzieckiem – Wyjaśnia Domina obojętnym tonem – Nawet nie sądziłam, że tak źle wam pójdzie Czyżby Wyklętym brakowało ich dowódcy? - Kobieta zaakcentowała ostatnie słowo.
- Nie są przyzwyczajeni do działania grupowego.
- Sądziłam, że z twoją mocą, Ruch po pierwszej walce przestanie istnieć.
- Niestety, sam nie jestem w stanie ich wszystkich pokonać; w dodatku armia Ruchu jest większa.
- Ale mniej wyszkolona.
- Moja również – Scarlett spojrzał karcąco na żonę, jak gdyby to była jej wina.
- A oni? - Domina wskazała na snajperów.
- Brak subordynacji – Oświadczył król, na co Iskariota zmierzył go wzrokiem.
- Uważaj, bo za kilka minut może nas tu już nie być – Syknął snajper.
- Widzisz – Scarlett wzruszył ramionami.
- Widzę, że potrzebujesz pomocy – Domina podeszła sprężystym krokiem do męża – A ja mogę ci pomóc; Wyklęci mnie posłuchają.
- I nagle staną się najlepszą armią w całym Mainie? - Zapytał Tom z ironią w głosie.
- Najlepszą może nie, ale z pewnością bardziej zorganizowaną – To ostatnie zdanie Fortis ledwo usłyszał.
Domina stała naprzeciwko Scarletta i szepnęła mu coś na ucho, po czym zbliżyła swe usta do jego ust i zaczęła je całować.
Fortisowi nogi się ugięły; naiwnie myślał, że Domina chce im pomóc, lecz ona postanowiła zwieść wszystkich Tomów. Mężczyzna nie wątpił, że hełm zostanie użyty przeciwko Scarlettowi. Wojownik w ułamku sekundy podjął decyzję; podczas gdy całujący się Scarlett i Domina odeszli na bok, Fortis wymierzył w kobietę i oddał strzał.
Scarlett wpierw usłyszał huk, a potem poczuł, jak ciało ukochanej drętwieje. Spojrzał na nią – jej twarz wyrażała zaskoczenie.
- Przepraszam – Wyszeptała, powoli się osuwając.
- Nie – Szepnął Scarlett, po czym zaczął się rozglądać wokół siebie; dostrzegł snajpera, a w jego oczach rozpoznał wzrok brata – Fortis – Syknął.
Tom widząc wzrok króla, natychmiast zaczął uciekać.
- Zabić go! - Krzyknął do snajperów, którzy natychmiast pobiegli za księciem.
- Przepraszam – Wyszeptała jeszcze raz Domina, ostatkiem sił – Chciałam cię oszukać, chciałam znów poczuć się ważna.
- Dla mnie jesteś najważniejsza – Wyszeptał Scarlett czule – Choć zatraciłem się i wiem, że ci tego nie okazywałem; to ja powinienem przeprosić.
- Strzeż się Synera – Domina drżącą dłonią dotknęła policzka męża – Kocham cię – Szepnęła i przyciągnęła usta Scarletta do siebie.
- Ja ciebie też – Odparł król, nim złożył ostatni pocałunek na ustach swej królowej.
Gdy Scarlett odsunął się od żony, ta już nie żyła. Tom przytulił ją mocno do siebie, żałując każdej krzywdy, jaką jej wyrządził. Schował twarz w jej włosach, by nikt nie zobaczył łez, spływających po jego policzkach.
W tym czasie Fortisowi udało się uciec snajperom, w końcu znał ten pałac znacznie lepiej od nich. Wybiegł na plac w dam środek bitwy i od razu zaczął atakować. Pierwszy raz był taki brutalny; nabijał gwardzistów na swój miecz, odcinał im głowy, dobijał leżących, nawet raz widząc nadjeżdżającego konia, na grzebie którego był wróg, Fortis położył się i gdy zwierze było nad nim, przejechał mu mieczem wzdłuż brzucha. W taki sposób Fortis wyładowywał wściekłość na samego siebie; jego sen się spełnił, osierocił własnego bratanka. Nie wiedział, czy zrobił dobrze, lecz Domina udowodniła mu, iż jest jego wrogiem. W takim razie skąd te wyrzuty sumienia? Fortis przeklinał w duchu wszystkich bogów milleńskich, zrzucając na nich winę.
Tym razem Ruchowi Antykrólewskiemu nie szło już tak dobrze; Scarlettowi udało się sprowadzić więcej koni oraz broni, gwardziści w końcu czuli się przygotowani, a snajperzy obrali inną taktykę, bardziej precyzyjną. Nie przejmowano się również pałacem, którego już nikt nie był w stanie uratować. Królowi przestało na nim zależeć przede wszystkim po śmierci matki. Wojsko królewskie radziło sobie najlepiej, gdy walczył również Scarlett, ten jednak teraz szedł przez zniszczone zamkowe korytarze, z ciałem swej ukochanej na rękach; wyszedł jednym z tajemnych przejść do ogrodu i tam, w swym ulubionym zagajniku, pod jedną z jabłoni, ułożył zwłoki Dominy.
- Wrócę po ciebie – Obiecał, całując zmarłą w czoło.
Mężczyzna miał pewność, że nikt nie odkryje ciała; żadne z wojsk nie interesowało się tym terenem, areną walki wciąż pozostawał plac przedpałacowy. Jednak powrót okazał się dla Scarletta mniej szczęśliwy; będąc już w pałacu, spotkał Gatisa Synera. Król zląkł się natychmiast, zobaczywszy premiera, pamiętając o przestrodze Dominy.
- Szukałem cię właśnie – Odparł entuzjastycznie polityk z dziwnym uśmiechem.
- Nie powinieneś błąkać się wśród gwardzistów? - Zapytał Scarlett, patrząc na Synera z ukosa.
- A ty być na polu bitwy? - Gatis zwrócił się do swego króla głosem pełnym ironii – Dwóch gwardzistów już się za tobą stęskniło – Powiedział polityk, uśmiechając się chytrze.
W tym momencie Scarlett poczuł, że stoją za nim dwaj potężni mężczyźni.
- Czego chcesz? - Król warknął na premiera – Przecież wiesz, że mogę was wszystkich zniszczyć jednym skinieniem palca.
- Niekoniecznie – Zaśmiał się Syner.
Nagle Scarlett poczuł mocne uderzenie w głowę, a potem ogarnęła go ciemność.


Król obudził się w swojej komnacie, jednym z niewielu niezniszczonych pomieszczeń; w sypialni panował półmrok, a Scarlett czuł ogromny ucisk wokół głowy. Dotknął miejsca, które go bolało i odkrył, że ma na sobie beton. A przynajmniej takie wywarło to na nim pierwsze wrażenie. Dopiero po chwili odkrył, że jest to swego rodzaju hełm, wykonany z bardzo mocnego, nieznanego mu materiału – ni to kamień, ni to metal, nie potrafił tego zidentyfikować. Domyślił się, co to jest, dopiero gdy chciał mocą wyważyć zamknięte na klucz drzwi. Gdy ponownie doznał uczucia pustki w środku, zorientował się, iż hełm stworzyła Domina.
- ,,Więc za to przepraszała” - Pomyślał, czując gniew, który ustał, gdy przypomniał sobie o swoich okrucieństwach w stosunku do żony.
Scarlett westchnął z bezsilności, po czym wytężył słuch – nie słyszał odgłosów walki. Podszedł do okna, które było zakratowane, i zobaczył panujący wokół spokój. Wtedy do komnaty wszedł Gatis Syner.
- Witaj, przyjacielu – Odparł kpiąco – Cóż za ciekawą ozdobę nosisz na swej głowie.
- A ja głupi myślałem, że nie zależy ci na całkowitym panowaniu – Prychnął Scarlett, mierząc mężczyznę pogardliwym wzrokiem.
Gatis zignorował jego słowa.
- To prezent od twojej żony – Kontynuował, podchodząc do króla – Słyszałem, że nie żyje; podobno zabił ją twój brat, któremu pozwoliłeś uciec. Ty – który byłbyś w stanie zabić go jednym skinieniem palca – Ostatnie zdanie polityk wymówił bardzo powoli, delektując się ironią swych słów.
- Nie winię jej – Odparł Scarlett spokojnie i szczerze.
Gatis stanął jak wryty, choć starał się nie pokazywać po sobie zdziwienia.
- Wracając do twego pierwszego zdania – Mówił Syner, cedząc każde słowo przez zęby – Faktycznie, dałeś mi się zwieść; na dobre wyszło mi udawanie przestraszonego królika, gdy ty wyciągałeś swój nożyk – Przez jego twarz przebiegł cień ironicznego uśmiechu – Ale tego, że raczyłeś podnieść na mnie rękę, już ci nie daruję – Jego oblicze zrobiło się chmurne.
- Długo szukałeś kozła ofiarnego?
- Nie, po prostu czekałem, aż trochę podrośniesz – Premier znów uśmiechnął się chytrze – Już po twoim buncie podkuchennych, czy kto to był, wyczułem w tobie desperację; charakter twego ojca, tylko ją w tobie pogłębiał. Gdy pojawiła się Domina, której dziadka naturalnie znałem, wiedziałem, że nadszedł odpowiedni moment. W trakcie balu, na który ją zaprosiłeś, wyczułem między wami więź. Upewniłem się po tym waszym Świetlistym Tańcu, czy jak to zwał.
- Lecz ty zwróciłeś się do mnie jeszcze przed konkursem – Scarlett zmarszczył brwi.
- Podjąłem ryzyko – Gatis wzruszył ramionami – Znałem cię na tyle, by zdecydować się na ten krok. Przyznam szczerze – wtedy naprawdę mi imponowałeś, nawet przez chwilę się zastanawiałem, czy nie byłbyś lepszym władcą ode mnie. Jednak ta nierozsądna akcja z grożeniem mi nożem... Tak – wystraszyłem się, lecz wiedziałem już wtedy, że nic z ciebie nie będzie. Upewniłem się po tym, jak dałeś się zmanipulować po tych kilku wyświechtanych komplementach. A zawiodłem się na tobie, gdy nie broniłeś swego rodzeństwa po mojej krytyce. Pokazałeś, jak ambicja przesłania ci oczy i choć wciąż twierdzę, że jesteś inteligenty, to jeszcze zbyt młody i zadufany w sobie, by osiągnąć coś wielkiego. A twój krótki okres panowania kompletnie cię odmienił – zgubiłeś siebie, jesteś rozchwiany emocjonalnie i sam nie wiesz, czego chcesz; jeszcze przedwczoraj sądziłem, że znów stałeś się tym niedojrzałym Scarlettem, a już następnego dnia rano karzesz przynosić sobie głowę Duda do porannej kawy. Nie mogę zaufał komuś takiemu, jak ty – Oblicze Gatisa złagodniało – Zmarnowałeś ogromny potencjał, przez swoją głupotę i ambicję; myślałeś, że będziesz taki świetny w panowaniu, lecz nie znalazł się nikt, by ci powiedzieć, że jeszcze się do tego nie nadajesz, że to jeszcze nie twój czas – Syner był wyraźnie zawiedziony, a równocześnie żal mu było Scarletta – Myślałeś, że to ty manipulujesz, a sam dałeś się zmanipulować – Mężczyzna westchnął ciężko – Teraz idę naprawić twoje błędy.
Przez chwilę Scarlett chciał błagać premiera, by pozwolił mu sobie pomóc, lecz uniósł się dumą, spotęgowaną wywodem polityka, dlatego król odparł jedynie z poważną, niewzruszoną miną:
- Powodzenia.
Gatis skinął smutnie głową, po czym wyszedł bez słowa.


Enaret wraz z wszystkimi pozostałymi oddziałami czym prędzej wracali do Zamku Fragor. Mężczyzna nie zrobił tradycyjnej przerwy, aby przeliczyć liczbę wojowników; wiedział, że starty są duże, a jeśli pozwolą sobie na przerwę, będą jeszcze większe. Dopiero pod zamkiem książę osądził, iż już są bezpieczni i można przeprowadzić spis ludności.
- Nie ma połowy Milleńczyków – Powiedział do Morifii, wciąż dysząc po długim biegu.
- Nie wiem, skąd Scarlett wziął te wielkie armaty – Powiedziała dziewczyna.
- Moim zdaniem to sprawka Gatisa Synera – Fortis dołączył się do dyskusji – Dobrze wiecie, że otrzymał hełm od Dominy i zapewne uwięził naszego brata. Zaraz potem pewnie przejął stery nad wojskiem i wybił połowę naszych.
Książę miał rację; po odprowadzeniu nieprzytomnego Scarletta do komnaty, Gatis postanowił sięgnąć po ostateczną broń, lecz nie potrzebował ciężkich armat – swą mocą był w stanie stworzyć wielkie kule i wystrzelić je ze swych rąk, jak armata. Nie chwalił się swą mocą królowi, by ten go nie wykorzystał, a na wkroczenie do akcji i pokazanie swych możliwości czekał na taki moment, aby zjednać sobie jak najwięcej Milleńczyków – jako wielki i potężny oraz ten, który pokonał króla – tyrana.
Jednak rodzeństwo Tomów jeszcze o tym nie wiedzieli.
- A co się stało z tą Dominą? - Enaret zwrócił się do brata, gdy przebywali już bezpiecznie w zamku – W tym całym chaosie powiedziałeś tylko tyle, że nie wróci z
nami. O co chodzi?
Fortis ze spuszczoną głową opowiedział o zdradzie kobiety. Jego głos w trakcie opowiadania był gniewny, lecz lekko się załamał, gdy opisywał, jak umarła Domina.
- Co teraz z dzieckiem? - Zapytała Morifia z konsternacją.
- Wychowamy je – Enaret wzruszył ramionami.
- Może powinien wrócić do Scarletta? - Zapytał niepewnie Fortis – W końcu to jego ojciec.
Rodzeństwo spojrzało na niego z zaskoczeniem w oczach.
- Chcesz już na starcie zepsuć dzieciaka – Wzburzyła się Morifia – Nie oddam go w ręce tego potwora! - Krzyknęła.
- To może dajmy go matce? - Zaproponował Fortis.
W tym momencie Enaretowi zrobiło się słabo. Nie uszło to uwadze jego siostry.
- Wszystko w porządku? - Zapytała zmartwiona.
- Nie do końca... - Mężczyzna przełknął ciężko ślinę, po czym poszedł po list od Scarletta i dał go do przeczytania rodzeństwu.
- To niemożliwe... - Morifia osunęła się na krzesło, niemalże zemdlona.
- I do tej pory milczałeś? - Zdenerwował się Fortis.
- Jesteście najsilniejsi, a z tą informacją nie bylibyście w stanie dziś walczyć; zrobiłem to dla waszego i wspólnego dobra.
Morifia chciała zaoponować, ale młodszy brat ją powstrzymał.
- Rozumiem cię – Skinął głową – W takim razie w kwestii Emmeta, zostanie on z nami?
- Tak – Odparł pewnie Enaret – Któraś z Pekatów się nim zaopiekuje.
Morifia spojrzała zdziwiona na braci.
- I wy tak zwyczajnie jesteście w stanie zmienić temat?! - Obruszyła się – Nasza matka popełniła samobójstwo i podszywała się pod pewnych Milleńczyków, w celu pomocy nam, narażając własne życie... Czy tylko ja zdaję sobie sprawę, jak bardzo się dla nas poświęciła?!
- Nie wymądrzaj się – Przerwał jej Enaret, z surową miną – Oczywiście, że zdajemy sobie z tego sprawę oraz bardzo nami wstrząsnął ten list, jednak nasze obecne położenie nie pozwala nam na żałobę, ponieważ mamy dwie kwestie do omówienia – sprawę Emmeta oraz znalezienie sposobu na pokonanie Gatisa, więc może pomóż nam, zamiast nas krytykować, dobrze? - Warknął książę.
Morifia zrobiła obrażoną minę, aczkolwiek zamilkła.
- Na ten moment, mały zostanie z nami, później zadecydujemy, co z nim zrobić – Mówił Enaret, już spokojnym – Potrzebujemy jednak niezawodnej, skutecznej broni, by w ogóle mówić o jakimkolwiek ,,później”. Myślcie, co to może być.
Kilka godzin zajęło rodzeństwu, aby wymyślić sposób na zwycięstwo. W końcu księżniczka odezwała się cichym głosem.
- Chyba – Odchrząknęła – Chyba mam pewien plan... Lecz jest dosyć ryzykowny.
- Mów, może coś z tego wyłuskamy – Zachęcił ją Enaret; prawie świtało i mężczyzna był zmęczony, dlatego każda propozycja go cieszyła.
- Pomyślałam sobie, że potrzebna nam jest większa armia, ponieważ po dzisiejszej nocy, nasze oddziały są bardzo liche. Powinniśmy się zwrócić do potężnego, przyjaznego kraju.
- Jak chcesz to zrobić? - Zapytał Fortis.
- W Invidii trwa wojna, inne kraje są dosyć ubogie... Pomyślałam o Thymosie.
Zaskoczenie braci było tak wielkie, że przez chwilę nie mogli wydusić z siebie słowa.
- Wiesz, że nasze stosunki są bardzo napięte? - Wydusił w końcu jej starszy brat.
- Tak, lecz tylko oni mają na tyle dużą armię, by pomogła nam zniszczyć Gatisa.
- Jak przekonasz Fotię Irę? - Zapytał Fortis.
- Jeszcze nie wiem; jeśli zechce, mogę nawet zostać jego żoną.
Zapadła chwila ciszy, po której najstarszy Tom skinął głową i odrzekł:
- Nie zaszkodzi spróbować.
Nagle do komnaty wszedł Allod.
- Przepraszam, że przeszkadzam – Odparł kulturalnie – Ale chciałem was poinformować, iż przed chwilą Gatis Syner ogłosił się królem i właśnie odbywa się jego koronacja.
Rodzeństwo spojrzało na siebie zdziwione.
- Przecież to nielegalne, nie jest prawnie królem – Powiedziała Morifia, blednąc.
- Jego najwyraźniej to nie interesuje – Wzruszył ramionami Allod.
- Nie mógł się chociaż ogłosić interrexem? - Zdziwił się Fortis.
- W takim wypadku trzeba by było ogłosić nowego króla, a w obecnej sytuacji, jest to zbędne – Odparł Enaret obojętnie – My teraz skupmy się na przekonaniu Fotii Iry. Allodzie – Zwrócił się do Pekata – Proszę, zleć komuś przygotowanie da nas trzech koni.
- Z czego jednym z nich ma być Alogo – Zastrzegła sobie Morifia.
CDN...