Rano Scarlett siedział w kuchni w samym szlafroku oraz spodniach od
piżamy i tak popijał spokojnie kawę po śniadaniu, czytając
gazetę, której główne nagłówki krzyczały na temat sytuacji
politycznej kraju; po przestudiowaniu ich, król zaczął czytać
newsy na temat awantury między dwoma śpiewaczkami z Thymosu.
Stanowiło to dla niego całkiem dobrą rozrywkę. Nagle do kuchni
wszedł Iskariota.
-
Czy można? - Zapytał ze sztuczną grzecznością; w ręce ściskał
brudny, brązowy worek.
-
Jeśli masz dla mnie jakieś dobre wieści – Odparł Tom, nie
odrywając wzroku od gazety.
-
Wręcz wyborne – Prychnął snajper, podchodząc do stołu
kuchennego.
Iskariota
położył worek na stole, brudząc go krwią. Zamaszystym ruchem
ściągnął materiał z przedmiotu, który ukrywał i oczom króla
ukazała się odcięta głowa szwagra. Scarlett wciąż spokojnie
popijał kawę.
-
Zawieś ją na bramie – Rozkazał, patrząc wprost w zamknięte
powieki Duda.
-
Niech tak będzie – Odparł snajper; schował głowę ponownie do
worka, po czym wyszedł.
Scarlett
uśmiechnął się do siebie chytrze; czuł, że teraz szla
zwycięstwa obróci się na jego stronę. Nie wiedział, dlaczego,
lecz bardzo chciał się podzielić tą informacją ze swoją matką,
dlatego udał się czym prędzej do jej komnaty.
-
Witaj, matko – Powiedział, wchodząc do jej sypialni, bez pukania.
-
Witaj, synu – Westchnęła Mitis; wydawała się przy tym stara i
zmęczona, lecz Scarlett nie zwracał na to uwagi.
-
Mam dla ciebie wspaniałe wiadomości; najprawdopodobniej dziś nasze
losy się odmienią – Odparł, zacierając szybko ręce i siadając
na skraju łóżka, na którym leżała królowa.
Mitis
nawet nie spojrzała na syna.
-
Coś się stało? - Zapytał ten z przejęciem, nachylając się w
stronę kobiety.
-
Słyszałam, co zrobiłeś – Odparła Mitis zimnym tonem, na dźwięk
którego król raptownie się odsunął.
-
Masz na myśli Duda? - Zadał to pytanie niepewnie.
-
Tak – twojego szwagra, a mego zięcia.
Scarlett
zmarszczył brwi.
-
Skąd o tym wiesz? - Jego głos był ostry.
-
Byłam na ich ślubie – Odparła Mitis, jak gdyby nigdy nic – I
we Włoszech i w Fabryce...
-
O czym ty mówisz – Scarlett wstał ze złością.
-
O tym, że gdy ty wysłałeś moje dzieci na pewną śmierć oraz
zamknąłeś mnie tu, jak niewolnicę, ja duplikowałam się i wraz z
pomocą Xanthii wychodziłam stąd w nocy, by do nich dotrzeć; nie
widziałeś o tym, ponieważ wytworzona przeze mnie postać zostawała
tutaj. W sumie, ty i tak do mnie długo nie zaglądałeś... Gdy
Domina mnie tu odwiedzała, nie było dla niej zaskoczeniem, że nie
byłam zbyt rozmowna i zachowaniem przejawiałam apatię... Teraz
również taka jestem, ponieważ nie jestem już na tyle silna, by
kontrolować zachowanie klona... Mimo tego i tak od początku mam
taki humor, więc depresja by mnie nie ominęła; łatwo było mi
oszukać Fortisa i Enareta, ponieważ on nie mają kontaktu z tamtymi
kobietami, a one same nie potrzebowały rodziny do intrygi, jednak
pani Kidemon... Już od dawna nie żyje, dlatego jej rodzina zgodziła
się, bym ją udawała w wiosce oraz na ślubie Morifii.
Wykorzystałam moment, gdy ty bawiłeś się w oratora, po czym
poszedłeś spać – Mitis przełknęła ciężko ślinę – Często
w nocy uciekałam, by chociaż podejść pod zamek i sprawdzić, czy
wciąż żyją. Widziałam wtedy, jak twoja Domina również wymyka
się w nocy, dlatego wiedziałam już, że nie będziesz miał łatwo
wygrać z Ruchem. Z tego powodu skłamałam mówiąc ci, abyś
zaczekał z decyzjami, ponieważ Enaret nie zaatakuje następnej
nocy, usłyszałam to, podczas jednej z ich nocnych rozmów; na
dodatek powiem ci, że pewnej nocy twoja Domina została w zamku na
dłużej... Z Enaretem. To chyba wszystko, proszę – powtórz to
moim dzieciom – Poprosiła Mitis, po czym wstała z łóżka i
podeszła do okna, przez które zaczęła się wpatrywać ze
skupieniem.
Król
siedział jak oniemiały; wciąż jeszcze nie był w stanie przyswoić
tego, co wyznała mu matka.
-
Czyli cały czas działałaś przeciwko mnie, tak? - Wydukał w
końcu.
-
Owszem, mój drogi – Odpowiedziała królowa, patrząc na syna
przez ramię – Jesteś złym królem – napuszonym,
niezdecydowanym i bardzo nieostrożnym... W dodatku okrutnym i
zadufanym w sobie. Wciąż cię kocham, jesteś w końcu moim
dzieckiem, lecz dla ciebie jedynego nie poświęcę pozostałej
trójki – Odwróciła się – Nie mogę już tego wytrzymać –
Westchnęła ciężko – Liczyłam, że wróci mój dawny Scarlett,
lecz po tym, jak pobiłeś Dominę... - Schowała twarz w dłoniach –
Wychowałam potwora – Jęknęła.
-
W takim razie jestem zmuszony postawić orz twojej komnacie straż, a
gdy tylko dzisiejszej nocy spotkam moje rodzeństwo, nie okażę im
litości.
-
Oni nic o nie nie wiedzieli.
-
Nieważne; swoją drogą, Xanthię również każę ukarać.
-
Nic do ciebie nie dociera – Łzy zaczęły zbierać się w oczach
królowej – Może to pomoże – Westchnęła, po czym szybko
otworzyła okno i stanęło do niego tyłem.
-
Matko, co ty robisz? - Scarlett wystraszył się i skierował kroki w
jej stronę.
-
Pamiętaj, że zawsze cię kochałam, moje Indywiduum – Łza
spłynęła po policzku Mitis, która przechyliła się i wypadła
przez barierkę okna.
-
Nie! - Tom podbiegł do okna, lecz było już za późno; ciało
Mitis właśnie wylądowało na betonowej ziemi, uderzając z hukiem;
krew wypłynęła spod zwłok Efthei.
Król
natychmiast wydał dwa rozporządzenia – przeniesienie zwłok
królowej do korytarza, gdzie znajdowała się jej świecąca
konstrukcja oraz rozkaz powieszenia Xanthii. Sam napisał wiadomość,
którą wysłał poprzez posłańca do Zamku Fragor.
-
Enarecie, hełm dla Scarletta jest gotowy, w takim razie idę dzisiaj
z wami – Mówiła Domina do Toma, gdy ten akurat zajmował się
rozdzielaniem oddziału Duda do pozostałych – Do kogo mam się
dołączyć? - Zapytała, spoglądając na listę.
-
Pójdziesz z Fortisem, on się tobą zaopiekuje – Odparł książę,
nawet nie patrząc na swoją rozmówczynię – Załatwiłaś opiekę
do Emmeta?
-
Tak, zajmie się nim jedna z Pekatów – Powiedziała Domina, po
czym uważnie przyjrzała się Enaretowi – Co się dzieje? -
Zapytała.
-
Nic, co ma się dziać – Obruszył się książę – Lepiej idź
już po ten hełm i spakuj go do czegoś.
-
To już jest gotowe, w takim razie mogę posiedzieć tu, dopóki nie
wyznasz mi prawdy – Odparła kobieta, rozsiadając się wygodnie i
zakładając ręce na piersi.
Tom
westchnął.
-
Jesteś uparta – Odparł, odkładając pióro na bok – Przed
chwilą dostałem to – Wyciągnął w stronę Dominy list.
Kobieta
po przeczytaniu wiadomości zrobiła się blada jak ściana.
-
To znaczy, że Mitis... Wasza matka nie żyje? Popełniła
samobójstwo oraz przyznała się do uciekania z zamku oraz
podszywaniu się pod innych Milleńczyków? - Zapytała,
rozdziawiając usta.
-
Najwyraźniej – Westchnął Enaret – Wiem tyle, co ty; Scarlett
wysłał ten list – może kłamać, by po raz kolejny nas osłabić,
lecz wątpię, by posunął się do tego typu perfidii... Dopiero co
zabił Duda, uśmiercenie matki, jeśli tylko na papierze, jest
ryzykownym krokiem. Ponadto bardzo ja kochał i wątpię, by
wykorzystał ją w celu oszukania nas.
-
Chyba masz rację – Skinęła głową Domina – Nie wysyłał wam
wcześniej listów, prawda?
-
Nie, nie było takiej potrzeby, najwyraźniej.
-
W takim razie nie kłamie – Kobieta spuściła głowę, na znak
żałoby.
-
Muszę powiadomić o tym pozostałych – Odparł Enaret po chwili
ciszy.
-
Po akcji, dobrze? - Domina spojrzała przenikliwie w oczy księcia –
List nie miał na celu osłabienia nas, jedynie sprawiedliwego
poinformowania o śmierci królowej. Jednak jeśli przed atakiem
Fortis i Morifia – zwłaszcza ona – dowiedzą się o samobójstwie
Mitis, zważmy również na to, jak zmarła, załamią się i nie
będą w stanie walczyć, a wasza trójka jest najsilniejszym
ogniwem, rozumiesz?
-
Tak i w pełni zgadzam się z tobą – Enaret skinął energicznie
głową, wstając od stołu, przy którym siedział – Teraz
chodźmy, doprowadźmy to do końca.
-
Chyba nie liczysz, że unieszkodliwiwszy Scarletta, pójdzie nam jak
z płatka? - Prychnęła Domina, również wstając.
-
Na pewno będzie nam łatwiej – Enaret zmarszczył brwi, jakby do
końca nie wierząc w to, co mówi.
-
Pozostanie również Gatis Syner; niby nic, a jednak ma sporą władzę
– jego również trzeba unieszkodliwić.
-
Jak? Nie mam na to sił – Westchnął Tom.
-
Dobrze – Domina położyła rękę na ramieniu przyjaciela – Ja
coś wymyślę, a tymczasem – chodźmy.
Wojska
Ruchu Antykrólewskiego jak co noc ustawiły się przed zamkiem.
Domina stała blisko Fortisa, który miał ją odtransportować do
Gatisa, z którym ta listownie umówiła się przy drzwiach, którymi
uciekła.
-
Musimy zniszczyć wieżę pałacu oraz zlikwidować jak najwięcej
gwardzistów – to jest zadaniem wszystkich oddziałów, oprócz
mojego. My będziemy wyrzucać ogniste kule. Domina w tym czasie
zajmie się królem – Mówił Enaret do zgromadzonych.
-
Lichy plan – Mruknął Fortis – Za to ten hełm dla Scarletta –
to jest dobre.
-
Zaczynamy! - Krzyknął jego brat, ignorując słowa mężczyzny.
Bitwa
rozgorzała. Tym razem Ruchowi było ciężej pokonać gwardzistów i
terrorystów, którzy tym razem byli lepiej przygotowani, zgodnie z
rozkazem Gatisa Synera. Nawet udało mu się przekonać Scarletta, by
ten od początku wziął udział w pojedynku. Teraz król stał na
środku placu i starał się odrzucać ogniste kule.
Mimo
jatki, Fortisowi udało się przedrzeć na tyły pałacu wraz z
królową, która pod pachą trzymała płócienny worek z hełmem.
-
Jesteś pewna, że ten plan się uda? - Zapytał Fortis Dominy, lekko
zmęczony.
-
Tak, o ile Gatis nas nie wystawi... Lecz powiedzie się tylko, jeśli
ciebie tu nie będzie – Odparła Domina, patrząc głęboko w oczy
wojownikowi.
Fortis
wyczuł, że coś jest nie tak; Enaret by go powiadomił o tym, iż
spotkanie odbędzie się w cztery oczy, kobieta również o tym
wcześniej nie wspominała.
-
Dobrze... Mam tu gdzieś czekać? - Zapytał powoli.
-
Nie – Kobieta zdecydowanie pokręciła głową – Ty przydasz się
na polu walki, jesteś najlepszym wojownikiem – Uśmiechnęła się
przymilnie.
-
Chyba masz rację – Fortis odwzajemnił uśmiech – Ale bądź
ostrożna – Mężczyzna ujął królową za ramiona – Enaret by
mnie zabił, gdyby coś ci się stało.
-
Jestem silną kobietą – Domina mrugnęła okiem – A teraz idź,
bo przegrają bez ciebie – Domina złożyła pocałunek na policzku
wojownika.
-
Powodzenia – Fortis ścisnął mocno dłoń kobiety.
-
Nie dziękuję – Krzyknęła za nim królowa.
Tom
jednak nie odszedł za daleko; schował się za węgłem i obserwował
poczynania Dominy. Po chwili z pałacu wyszedł Gatis Syner. Para
wymieniła kilka krótkich zdań, których jednak książę z powodu
odgłosów walki oraz przyciszonych głosów rozmawiających, nie
mógł usłyszeć. Jego zdaniem jednak coś było nie tal; rozmawiali
zbyt długo, a Domina wcale nie wydawała się wystraszona, jak
wtedy, gdy dołączyła do Ruchu. W końcu Fortis nabrał pewności,
iż kobiecie nie można ufać – miast wrócić do walczących,
królowa weszła do zamku. Tom poszedł za nią. Starał się stąpać
bardzo cicho, co udawało mu się dzięki nadnaturalnym zdolnościom
wojownika. Szedł za odgłosami kroków polityka i bratowej. W pewnym
momencie Gatis odezwał się do wspólniczki.
-
Tam i na górę – Mówił cicho – Potem korytarzem w lewo i z
okna ostatniej komnaty na prawo jest poprowadzona kładka – w taki
sposób dostaniesz się na mur, do Iskarioty.
Fortis
drgnął, słysząc to imię.
-
Tylko mnie nie oszukaj – Syknął Gatis na odchodne – Żona
Scarletta nie jest lepsza od niego, liczę jednak, że gdzieś w
środku pamiętasz jeszcze o Nykuru.
-
Mam go co noc przed oczami – Wycedziła Domina przez zęby –
Załatw tylko Scarletta – Dodała, po czym odeszła.
Fortis
skradał się za kobietą, aż dotarli do dobrze oświetlonego
korytarza. Mężczyzna wiedział, że nie może tak zaryzykować,
dlatego został na schodach i obserwował bratową, która zrobiła
tak, jak polecił jej premier.
-
,,To dziwne, że jej nie zabił... Pewnie chce ją wykorzystać jako
broń” - Pomyślał Fortis, dumny ze swych mądrych konkluzji.
Gdy
Domina zniknęła za drzwiami ostatniej komnaty po prawo, Tom pobiegł
za nią. Gdy wszedł do środka, królowej już tam nie było –
przechodziła właśnie po kładce na mur. Gdy tylko znalazła się
na nim i skierowała swe kroki w prawo, Fortis podbiegł do okna i
przeszedł cicho na drugą stronę, a gdy już się tam znalazł,
ogłuszył jednego ze snajperów, zrzucił go za mur, a sam ubrał
jego kominiarkę i zabrał mu broń.
Domina
usłyszała hałas, lecz gdy odwróciła się, ujrzała stojącego za
nią terrorystę, według niej – tego samego, którego widziała,
gdy weszła na mur. Kobieta wzruszyła ramionami i podeszła
spokojnie do Iskarioty, który rozmawiał z jakimś mężczyzną. Gdy
była na tyle blisko rozmawiających, stanęła jak wryta;
nieznajomym okazał się być Scarlett, który miał być w tym
czasie na polu bitwy, a przynajmniej tak Domina założyła. Fortis
zdziwiony reakcją królowej, podszedł blisko niej i również
został zaskoczony widokiem brata.
-
Co ty tu robisz? - Zapytał król swoją żonę; Fortis na szczęście
już był w stanie słyszeć ich rozmowę.
-
Wróciłam, myślałam, że się ucieszysz – Domina wzruszyła
ramionami, lecz czy uśmiechnęła się czy nie, Fortis nie wiedział;
po jej głosie jedynie poznał, że stara się być spokojna i
radosna.
Jednak
twarz Scarletta, którą jego brat widział dość dobrze, wyrażała
nieufność.
-
Gdybyś mnie uprzedziła o swej ucieczce i była wobec mnie uczciwa,
pewnie bym się ucieszył – Odparł król szorstkim tonem; spojrzał
na brzuch żony – Co z dzieckiem? - Zapytał już bardziej
przejętym tonem.
-
Ma się dobrze, zostało w zamku – Domina zrobiła krótką pauzę,
a gdy ponownie się odezwała, jej głos był szczerze szczęśliwy –
To chłopiec, ma na imię Emmet.
Scarlett
nie potrafił ukryć radości w swych oczach, ani w uśmiechu.
-
Chciałbym go kiedyś zobaczyć – Wyznał, miękkim tonem.
-
Być może za niedługo będziesz miał okazję – Odparła Domina
podekscytowana – Ponieważ wracam do ciebie; tak naprawdę
przeszłam na stronę Ruchu, aby poznać ich strukturę, w czym
pomogła mi naiwność Enareta.
Na
te słowa, Fortis zadrżał w środku.
-
To dlaczego przychodzisz dopiero teraz, gdy prawie nic z nas nie
zostało? - Zapytał Scarlett kpiąco.
-
Ponieważ to zabrało trochę czasu, ponadto musiałam opiekować się
dzieckiem – Wyjaśnia Domina obojętnym tonem – Nawet nie
sądziłam, że tak źle wam pójdzie Czyżby Wyklętym brakowało
ich dowódcy? - Kobieta zaakcentowała ostatnie słowo.
-
Nie są przyzwyczajeni do działania grupowego.
-
Sądziłam, że z twoją mocą, Ruch po pierwszej walce przestanie
istnieć.
-
Niestety, sam nie jestem w stanie ich wszystkich pokonać; w dodatku
armia Ruchu jest większa.
-
Ale mniej wyszkolona.
-
Moja również – Scarlett spojrzał karcąco na żonę, jak gdyby
to była jej wina.
-
A oni? - Domina wskazała na snajperów.
-
Brak subordynacji – Oświadczył król, na co Iskariota zmierzył
go wzrokiem.
-
Uważaj, bo za kilka minut może nas tu już nie być – Syknął
snajper.
-
Widzisz – Scarlett wzruszył ramionami.
-
Widzę, że potrzebujesz pomocy – Domina podeszła sprężystym
krokiem do męża – A ja mogę ci pomóc; Wyklęci mnie posłuchają.
-
I nagle staną się najlepszą armią w całym Mainie? - Zapytał Tom
z ironią w głosie.
-
Najlepszą może nie, ale z pewnością bardziej zorganizowaną –
To ostatnie zdanie Fortis ledwo usłyszał.
Domina
stała naprzeciwko Scarletta i szepnęła mu coś na ucho, po czym
zbliżyła swe usta do jego ust i zaczęła je całować.
Fortisowi
nogi się ugięły; naiwnie myślał, że Domina chce im pomóc, lecz
ona postanowiła zwieść wszystkich Tomów. Mężczyzna nie wątpił,
że hełm zostanie użyty przeciwko Scarlettowi. Wojownik w ułamku
sekundy podjął decyzję; podczas gdy całujący się Scarlett i
Domina odeszli na bok, Fortis wymierzył w kobietę i oddał strzał.
Scarlett
wpierw usłyszał huk, a potem poczuł, jak ciało ukochanej
drętwieje. Spojrzał na nią – jej twarz wyrażała zaskoczenie.
-
Przepraszam – Wyszeptała, powoli się osuwając.
-
Nie – Szepnął Scarlett, po czym zaczął się rozglądać wokół
siebie; dostrzegł snajpera, a w jego oczach rozpoznał wzrok brata –
Fortis – Syknął.
Tom
widząc wzrok króla, natychmiast zaczął uciekać.
-
Zabić go! - Krzyknął do snajperów, którzy natychmiast pobiegli
za księciem.
-
Przepraszam – Wyszeptała jeszcze raz Domina, ostatkiem sił –
Chciałam cię oszukać, chciałam znów poczuć się ważna.
-
Dla mnie jesteś najważniejsza – Wyszeptał Scarlett czule –
Choć zatraciłem się i wiem, że ci tego nie okazywałem; to ja
powinienem przeprosić.
-
Strzeż się Synera – Domina drżącą dłonią dotknęła policzka
męża – Kocham cię – Szepnęła i przyciągnęła usta
Scarletta do siebie.
-
Ja ciebie też – Odparł król, nim złożył ostatni pocałunek na
ustach swej królowej.
Gdy
Scarlett odsunął się od żony, ta już nie żyła. Tom przytulił
ją mocno do siebie, żałując każdej krzywdy, jaką jej wyrządził.
Schował twarz w jej włosach, by nikt nie zobaczył łez,
spływających po jego policzkach.
W
tym czasie Fortisowi udało się uciec snajperom, w końcu znał ten
pałac znacznie lepiej od nich. Wybiegł na plac w dam środek bitwy
i od razu zaczął atakować. Pierwszy raz był taki brutalny;
nabijał gwardzistów na swój miecz, odcinał im głowy, dobijał
leżących, nawet raz widząc nadjeżdżającego konia, na grzebie
którego był wróg, Fortis położył się i gdy zwierze było nad
nim, przejechał mu mieczem wzdłuż brzucha. W taki sposób Fortis
wyładowywał wściekłość na samego siebie; jego sen się spełnił,
osierocił własnego bratanka. Nie wiedział, czy zrobił dobrze,
lecz Domina udowodniła mu, iż jest jego wrogiem. W takim razie skąd
te wyrzuty sumienia? Fortis przeklinał w duchu wszystkich bogów
milleńskich, zrzucając na nich winę.
Tym
razem Ruchowi Antykrólewskiemu nie szło już tak dobrze;
Scarlettowi udało się sprowadzić więcej koni oraz broni,
gwardziści w końcu czuli się przygotowani, a snajperzy obrali inną
taktykę, bardziej precyzyjną. Nie przejmowano się również
pałacem, którego już nikt nie był w stanie uratować. Królowi
przestało na nim zależeć przede wszystkim po śmierci matki.
Wojsko królewskie radziło sobie najlepiej, gdy walczył również
Scarlett, ten jednak teraz szedł przez zniszczone zamkowe korytarze,
z ciałem swej ukochanej na rękach; wyszedł jednym z tajemnych
przejść do ogrodu i tam, w swym ulubionym zagajniku, pod jedną z
jabłoni, ułożył zwłoki Dominy.
-
Wrócę po ciebie – Obiecał, całując zmarłą w czoło.
Mężczyzna
miał pewność, że nikt nie odkryje ciała; żadne z wojsk nie
interesowało się tym terenem, areną walki wciąż pozostawał plac
przedpałacowy. Jednak powrót okazał się dla Scarletta mniej
szczęśliwy; będąc już w pałacu, spotkał Gatisa Synera. Król
zląkł się natychmiast, zobaczywszy premiera, pamiętając o
przestrodze Dominy.
-
Szukałem cię właśnie – Odparł entuzjastycznie polityk z
dziwnym uśmiechem.
-
Nie powinieneś błąkać się wśród gwardzistów? - Zapytał
Scarlett, patrząc na Synera z ukosa.
-
A ty być na polu bitwy? - Gatis zwrócił się do swego króla
głosem pełnym ironii – Dwóch gwardzistów już się za tobą
stęskniło – Powiedział polityk, uśmiechając się chytrze.
W
tym momencie Scarlett poczuł, że stoją za nim dwaj potężni
mężczyźni.
-
Czego chcesz? - Król warknął na premiera – Przecież wiesz, że
mogę was wszystkich zniszczyć jednym skinieniem palca.
-
Niekoniecznie – Zaśmiał się Syner.
Nagle
Scarlett poczuł mocne uderzenie w głowę, a potem ogarnęła go
ciemność.
Król
obudził się w swojej komnacie, jednym z niewielu niezniszczonych
pomieszczeń; w sypialni panował półmrok, a Scarlett czuł ogromny
ucisk wokół głowy. Dotknął miejsca, które go bolało i odkrył,
że ma na sobie beton. A przynajmniej takie wywarło to na nim
pierwsze wrażenie. Dopiero po chwili odkrył, że jest to swego
rodzaju hełm, wykonany z bardzo mocnego, nieznanego mu materiału –
ni to kamień, ni to metal, nie potrafił tego zidentyfikować.
Domyślił się, co to jest, dopiero gdy chciał mocą wyważyć
zamknięte na klucz drzwi. Gdy ponownie doznał uczucia pustki w
środku, zorientował się, iż hełm stworzyła Domina.
-
,,Więc za to przepraszała” - Pomyślał, czując gniew, który
ustał, gdy przypomniał sobie o swoich okrucieństwach w stosunku do
żony.
Scarlett
westchnął z bezsilności, po czym wytężył słuch – nie słyszał
odgłosów walki. Podszedł do okna, które było zakratowane, i
zobaczył panujący wokół spokój. Wtedy do komnaty wszedł Gatis
Syner.
-
Witaj, przyjacielu – Odparł kpiąco – Cóż za ciekawą ozdobę
nosisz na swej głowie.
-
A ja głupi myślałem, że nie zależy ci na całkowitym panowaniu –
Prychnął Scarlett, mierząc mężczyznę pogardliwym wzrokiem.
Gatis
zignorował jego słowa.
-
To prezent od twojej żony – Kontynuował, podchodząc do króla –
Słyszałem, że nie żyje; podobno zabił ją twój brat, któremu
pozwoliłeś uciec. Ty – który byłbyś w stanie zabić go jednym
skinieniem palca – Ostatnie zdanie polityk wymówił bardzo powoli,
delektując się ironią swych słów.
-
Nie winię jej – Odparł Scarlett spokojnie i szczerze.
Gatis
stanął jak wryty, choć starał się nie pokazywać po sobie
zdziwienia.
-
Wracając do twego pierwszego zdania – Mówił Syner, cedząc każde
słowo przez zęby – Faktycznie, dałeś mi się zwieść; na dobre
wyszło mi udawanie przestraszonego królika, gdy ty wyciągałeś
swój nożyk – Przez jego twarz przebiegł cień ironicznego
uśmiechu – Ale tego, że raczyłeś podnieść na mnie rękę, już
ci nie daruję – Jego oblicze zrobiło się chmurne.
-
Długo szukałeś kozła ofiarnego?
-
Nie, po prostu czekałem, aż trochę podrośniesz – Premier znów
uśmiechnął się chytrze – Już po twoim buncie podkuchennych,
czy kto to był, wyczułem w tobie desperację; charakter twego ojca,
tylko ją w tobie pogłębiał. Gdy pojawiła się Domina, której
dziadka naturalnie znałem, wiedziałem, że nadszedł odpowiedni
moment. W trakcie balu, na który ją zaprosiłeś, wyczułem między
wami więź. Upewniłem się po tym waszym Świetlistym Tańcu, czy
jak to zwał.
-
Lecz ty zwróciłeś się do mnie jeszcze przed konkursem –
Scarlett zmarszczył brwi.
-
Podjąłem ryzyko – Gatis wzruszył ramionami – Znałem cię na
tyle, by zdecydować się na ten krok. Przyznam szczerze – wtedy
naprawdę mi imponowałeś, nawet przez chwilę się zastanawiałem,
czy nie byłbyś lepszym władcą ode mnie. Jednak ta nierozsądna
akcja z grożeniem mi nożem... Tak – wystraszyłem się, lecz
wiedziałem już wtedy, że nic z ciebie nie będzie. Upewniłem się
po tym, jak dałeś się zmanipulować po tych kilku wyświechtanych
komplementach. A zawiodłem się na tobie, gdy nie broniłeś swego
rodzeństwa po mojej krytyce. Pokazałeś, jak ambicja przesłania ci
oczy i choć wciąż twierdzę, że jesteś inteligenty, to jeszcze
zbyt młody i zadufany w sobie, by osiągnąć coś wielkiego. A twój
krótki okres panowania kompletnie cię odmienił – zgubiłeś
siebie, jesteś rozchwiany emocjonalnie i sam nie wiesz, czego
chcesz; jeszcze przedwczoraj sądziłem, że znów stałeś się tym
niedojrzałym Scarlettem, a już następnego dnia rano karzesz
przynosić sobie głowę Duda do porannej kawy. Nie mogę zaufał
komuś takiemu, jak ty – Oblicze Gatisa złagodniało –
Zmarnowałeś ogromny potencjał, przez swoją głupotę i ambicję;
myślałeś, że będziesz taki świetny w panowaniu, lecz nie
znalazł się nikt, by ci powiedzieć, że jeszcze się do tego nie
nadajesz, że to jeszcze nie twój czas – Syner był wyraźnie
zawiedziony, a równocześnie żal mu było Scarletta – Myślałeś,
że to ty manipulujesz, a sam dałeś się zmanipulować –
Mężczyzna westchnął ciężko – Teraz idę naprawić twoje
błędy.
Przez
chwilę Scarlett chciał błagać premiera, by pozwolił mu sobie
pomóc, lecz uniósł się dumą, spotęgowaną wywodem polityka,
dlatego król odparł jedynie z poważną, niewzruszoną miną:
-
Powodzenia.
Gatis
skinął smutnie głową, po czym wyszedł bez słowa.
Enaret
wraz z wszystkimi pozostałymi oddziałami czym prędzej wracali do
Zamku Fragor. Mężczyzna nie zrobił tradycyjnej przerwy, aby
przeliczyć liczbę wojowników; wiedział, że starty są duże, a
jeśli pozwolą sobie na przerwę, będą jeszcze większe. Dopiero
pod zamkiem książę osądził, iż już są bezpieczni i można
przeprowadzić spis ludności.
-
Nie ma połowy Milleńczyków – Powiedział do Morifii, wciąż
dysząc po długim biegu.
-
Nie wiem, skąd Scarlett wziął te wielkie armaty – Powiedziała
dziewczyna.
-
Moim zdaniem to sprawka Gatisa Synera – Fortis dołączył się do
dyskusji – Dobrze wiecie, że otrzymał hełm od Dominy i zapewne
uwięził naszego brata. Zaraz potem pewnie przejął stery nad
wojskiem i wybił połowę naszych.
Książę
miał rację; po odprowadzeniu nieprzytomnego Scarletta do komnaty,
Gatis postanowił sięgnąć po ostateczną broń, lecz nie
potrzebował ciężkich armat – swą mocą był w stanie stworzyć
wielkie kule i wystrzelić je ze swych rąk, jak armata. Nie chwalił
się swą mocą królowi, by ten go nie wykorzystał, a na wkroczenie
do akcji i pokazanie swych możliwości czekał na taki moment, aby
zjednać sobie jak najwięcej Milleńczyków – jako wielki i
potężny oraz ten, który pokonał króla – tyrana.
Jednak
rodzeństwo Tomów jeszcze o tym nie wiedzieli.
-
A co się stało z tą Dominą? - Enaret zwrócił się do brata, gdy
przebywali już bezpiecznie w zamku – W tym całym chaosie
powiedziałeś tylko tyle, że nie wróci z
nami.
O co chodzi?
Fortis
ze spuszczoną głową opowiedział o zdradzie kobiety. Jego głos w
trakcie opowiadania był gniewny, lecz lekko się załamał, gdy
opisywał, jak umarła Domina.
-
Co teraz z dzieckiem? - Zapytała Morifia z konsternacją.
-
Wychowamy je – Enaret wzruszył ramionami.
-
Może powinien wrócić do Scarletta? - Zapytał niepewnie Fortis –
W końcu to jego ojciec.
Rodzeństwo
spojrzało na niego z zaskoczeniem w oczach.
-
Chcesz już na starcie zepsuć dzieciaka – Wzburzyła się Morifia
– Nie oddam go w ręce tego potwora! - Krzyknęła.
-
To może dajmy go matce? - Zaproponował Fortis.
W
tym momencie Enaretowi zrobiło się słabo. Nie uszło to uwadze
jego siostry.
-
Wszystko w porządku? - Zapytała zmartwiona.
-
Nie do końca... - Mężczyzna przełknął ciężko ślinę, po czym
poszedł po list od Scarletta i dał go do przeczytania rodzeństwu.
-
To niemożliwe... - Morifia osunęła się na krzesło, niemalże
zemdlona.
-
I do tej pory milczałeś? - Zdenerwował się Fortis.
-
Jesteście najsilniejsi, a z tą informacją nie bylibyście w stanie
dziś walczyć; zrobiłem to dla waszego i wspólnego dobra.
Morifia
chciała zaoponować, ale młodszy brat ją powstrzymał.
-
Rozumiem cię – Skinął głową – W takim razie w kwestii
Emmeta, zostanie on z nami?
-
Tak – Odparł pewnie Enaret – Któraś z Pekatów się nim
zaopiekuje.
Morifia
spojrzała zdziwiona na braci.
-
I wy tak zwyczajnie jesteście w stanie zmienić temat?! - Obruszyła
się – Nasza matka popełniła samobójstwo i podszywała się pod
pewnych Milleńczyków, w celu pomocy nam, narażając własne
życie... Czy tylko ja zdaję sobie sprawę, jak bardzo się dla nas
poświęciła?!
-
Nie wymądrzaj się – Przerwał jej Enaret, z surową miną –
Oczywiście, że zdajemy sobie z tego sprawę oraz bardzo nami
wstrząsnął ten list, jednak nasze obecne położenie nie pozwala
nam na żałobę, ponieważ mamy dwie kwestie do omówienia –
sprawę Emmeta oraz znalezienie sposobu na pokonanie Gatisa, więc
może pomóż nam, zamiast nas krytykować, dobrze? - Warknął
książę.
Morifia
zrobiła obrażoną minę, aczkolwiek zamilkła.
-
Na ten moment, mały zostanie z nami, później zadecydujemy, co z
nim zrobić – Mówił Enaret, już spokojnym – Potrzebujemy
jednak niezawodnej, skutecznej broni, by w ogóle mówić o
jakimkolwiek ,,później”. Myślcie, co to może być.
Kilka
godzin zajęło rodzeństwu, aby wymyślić sposób na zwycięstwo. W
końcu księżniczka odezwała się cichym głosem.
-
Chyba – Odchrząknęła – Chyba mam pewien plan... Lecz jest
dosyć ryzykowny.
-
Mów, może coś z tego wyłuskamy – Zachęcił ją Enaret; prawie
świtało i mężczyzna był zmęczony, dlatego każda propozycja go
cieszyła.
-
Pomyślałam sobie, że potrzebna nam jest większa armia, ponieważ
po dzisiejszej nocy, nasze oddziały są bardzo liche. Powinniśmy
się zwrócić do potężnego, przyjaznego kraju.
-
Jak chcesz to zrobić? - Zapytał Fortis.
-
W Invidii trwa wojna, inne kraje są dosyć ubogie... Pomyślałam o
Thymosie.
Zaskoczenie
braci było tak wielkie, że przez chwilę nie mogli wydusić z
siebie słowa.
-
Wiesz, że nasze stosunki są bardzo napięte? - Wydusił w końcu
jej starszy brat.
-
Tak, lecz tylko oni mają na tyle dużą armię, by pomogła nam
zniszczyć Gatisa.
-
Jak przekonasz Fotię Irę? - Zapytał Fortis.
-
Jeszcze nie wiem; jeśli zechce, mogę nawet zostać jego żoną.
Zapadła
chwila ciszy, po której najstarszy Tom skinął głową i odrzekł:
-
Nie zaszkodzi spróbować.
Nagle
do komnaty wszedł Allod.
-
Przepraszam, że przeszkadzam – Odparł kulturalnie – Ale
chciałem was poinformować, iż przed chwilą Gatis Syner ogłosił
się królem i właśnie odbywa się jego koronacja.
Rodzeństwo
spojrzało na siebie zdziwione.
-
Przecież to nielegalne, nie jest prawnie królem – Powiedziała
Morifia, blednąc.
-
Jego najwyraźniej to nie interesuje – Wzruszył ramionami Allod.
-
Nie mógł się chociaż ogłosić interrexem? - Zdziwił się
Fortis.
-
W takim wypadku trzeba by było ogłosić nowego króla, a w obecnej
sytuacji, jest to zbędne – Odparł Enaret obojętnie – My teraz
skupmy się na przekonaniu Fotii Iry. Allodzie – Zwrócił się do
Pekata – Proszę, zleć komuś przygotowanie da nas trzech koni.
-
Z czego jednym z nich ma być Alogo – Zastrzegła sobie Morifia.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz