-
Nic wielkiego nie zrobiłem – Powiedział Zwodzki, wpatrując się
w usta Marysi, czekając, aż kobieta znów go pocałuje, lecz tak
się nie stało.
-
Lepiej pójdę sprawdzić, co u gości – Stwierdziła gospodyni
hotelu, po chwili ciszy.
Marysia
spojrzała w oczy przyjaciela, pełne nadziei i pożądania, po czym
odeszła szybko po schodach. Maurycy stał przez chwilę, lekko
otumaniony, ale szybko pozbierał myśli i wrócił do pokoju Tosi i
Michała.
-
Zbierajcie się jak najszybciej, przez was zaraz spóźnię się do
pracy – Rozkazał czwórce studentów, którzy stali na środku
salonu – Przyjdźcie pod mój dom – Odwrócił się na pięcie.
-
A gdzie mieszkasz? - Zapytała Tosia, otoczona przyjaciółmi; miała
na sobie czerwony sweter i dżinsy.
-
W tym niewielkim, drewnianym domu, niedaleko hotelu, z pewnością
zauważycie – Wyjaśnił mężczyzna cierpkim tonem, odwracając
głowę, po czym odszedł.
Chwile
później młodzi ludzie stali przed jednopiętrowym domkiem i
czekali, aż wyjdzie z niego ich opiekun. Nagle jednak zza węgła
wyjechał czarny Mercedes, wyprodukowany ponad dwadzieścia lat temu.
Przyjaciele popatrzyli na siebie nawzajem zdziwieni, ale wsiedli do
samochodu.
-
Nie sądziłam, że ludzie tutaj jeżdżą samochodami – Odezwała
się Tosia, która usiadła obok kierowcy – Nie ma tu zbyt
dogodnych dróg.
-
Nie myśl, że jesteśmy tak zacofani, jak w książę – Stwierdził
Maurycy ponuro; wciąż był zły – Zaraz wjedziemy na normalną
jezdnię – Odparł, zakładając na nos pilotki.
I
faktycznie – studenci mieli okazję przejechać się wygodną,
całkiem niedawno wybudowaną autostradą, otoczoną polami
uprawnymi, a potem wjechali do Muenety. Tam z każdej strony otaczały
ich wieżowce, które po kilkunastu minutach znikły na rzecz lasu i
wyboistej drogi. Wtedy Maurycy zadzwonił do szefa, aby poinformować
go o przyczynach swojego spóźnienia. Niestety musiał przekazać
Tosi słuchawkę, aby usprawiedliwiła go przed szefem, jak uczniaka.
Po zakończonej rozmowie mężczyzna oschłym tonem kazał
dziewczynie wyszukać w spisie kontaktów numer do Andrzeja, który
miał odtransportować podróżnych do hotelu. Przez całą drogę
nikt nie powiedział nic więcej.
Dopiero
gdy Maurycy zaparkował przed ceglanym domem, odwrócił się i
poinformował podopiecznych, iż wróci następnego dnia wieczorem i
do tej pory mają na siebie uważać. Ponadto po wyjściu przyjaciół
z samochodu, Tosia spontanicznie przeprosiła opiekuna.
-
Nie chodzi o mnie, tylko o Marysię – Wyjaśnił Maurycy, nie
patrząc na Antoninę – Na mój temat krąży mnóstwo plotek i
jedna w te czy we wte nie robi mi różnicy, ale Marysia jest wdową
i powiedz mi, w jakim świetle stawia ją taka sytuacja? - W końcu
spojrzał na dziewczynę, choć oczy wciąż miał zasłonięte
okularami – Jesteś w stanie mi obiecać, że twoi przyjaciele nie
zaczną plotkować na ten temat?
-
Nie – Wyszeptała Tosia, patrząc na swoje stopy – Ale postaram
się ich pilnować, o ile ty nikomu nie powiesz o mojej słabości w
klubie – Dodała nagle głośniej.
-
Nie mam zamiaru chwalić się pocałunkiem z zołzą – Odparł
powoli mężczyzna i spojrzał przed siebie, co miało oznaczać, iż
już zakończył rozmowę.
Tosia
wyszła z samochodu niezadowolona; okazała skruchę, więc czego on
jeszcze od niej chce? Zwłaszcza, jeśli jest obojętny wobec plotek.
A jeżeli reputacja Marysi tak bardzo leży mu na sercu, to trzeba
było okiełznać popęd seksualny, albo wyszaleć się gdzieś
indziej. W pewnym momencie dziewczyna była nawet zadowolona, że
sprawa ujrzała światło dzienne, może dzięki temu ta para
zakończy swój toksyczny związek? Dziewczyna podeszła do Michała
i spojrzała mu w oczy – jej ukochany był wierny, szczery i
opiekuńczy i dlatego pójdzie z nim kiedyś do łóżka, a nie
dlatego, że natura jej rozkaże tak zrobić.
-
Coś się stało? - Zapytał młody chłopak, gdy ujrzał wpatrzone w
siebie zakochane oczy.
-
Kocham cię – Odparła Tosia z rozmarzonym uśmiechem, który
złożyła na ustach Michała.
-
Jakie to słodkie – Zamruczała Asia na ten widok.
-
Zazdroszczę – Westchnęła Kaśka – Każda dziewczyna chciałaby
mieć takiego Michała, a tobie jednej się poszczęściło –
Mrugnęła okiem do przyjaciółki, gdy ta na nią spojrzała –
Szanuj go sobie – Odparła, po czym skierowała kroki w stronę
ogródka.
Drzwi
ponownie otworzyła Krystyna – pielęgniarka. Od razu poznała
studentów, ale nie była zadowolona z ich wizyty. Uważała, że jej
pacjentka musi się bardzo oszczędzać – zero stresu i emocji.
Innego zdania była oczywiście pani Józefina, która z radością
powitała swych gości.
-
Nareszcie jesteście, już opracowałam plan działania – Klasnęła
w dłonie, siadając prosto na łóżku – Wyspałaś się, moja
droga? Siadaj tu – Poklepała miejsce obok siebie, które Tosia,
chcąc nie chcąc, musiała zająć – Gotowi do pracy?
-
My to chyba nie mamy nad czym pracować – Zdziwiła się Kasia.
-
Właśnie nie; wiesz, dlaczego wizyta u albinosa nic ci nie dała? -
Spojrzała na Tosię rozgorączkowanym wzrokiem – Bo twoi
przyjaciele, mówiąc waszym językiem, całkowicie cię olali.
-
No bez przesady – Zaoponował Michał.
-
Teraz wspólnie postaramy się stworzyć dogodną, relaksującą
atmosferę – Staruszka była wyraźnie podniecona nowym wyzwaniem.
I
tak przez kolejne cztery godziny czwórka przyjaciół oraz pani
Józefina grali w różne gry, albo opowiadali sobie historie ze
swojego życia. Asia opowiedziała o swoim tragicznie zmarłym psie,
Kasia o pierwszym chłopaku, który ją zostawił, a Michał o tym,
jak zakochał się w Tosi. Józefinie zależało na tym, aby młoda
Marzycielka odczuła różne emocje, płynące ze strony jej
rówieśników.
-
Pamiętam, jak dwadzieścia dwa lata temu moja córka uciekła z domu
– Wyznała pani Józefina, po chwili ciszy – To był dla mnie
cios; trwała wtedy wojna, która zabrała mojego pierworodnego –
Kobieta spojrzała gdzieś w dal, ponad głowami młodych ludzi –
To ją załamało. Brzydziła się tym miejscem, a zwłaszcza domem,
którego każdy kąt przypominał jej o bracie. Pewnej nocy uciekła,
wraz z mężem zorientowaliśmy się rano – Zrobiła pauzę na
odpoczynek, po czym kontynuowała – Zachowała się bardzo
samolubnie, wydawało jej się, że tylko ona cierpi po stracie
Igora. Nie pomyślała, jak bardzo z Tadeuszem jej wtedy
potrzebowaliśmy i jej ucieczka była dla nas kolejnym ciosem. Ale
nie poddawaliśmy się, mieliśmy jeszcze jedno dziecko – Klemensa.
Żyliśmy dla niego i dla siebie – Kolejna pauza tym razem, aby
powstrzymać zły nabiegłe do oczu – Nawet nie wiem, co się z nią
stało, czy jest w Krainie czy uciekła do Polski, czy w ogóle
jeszcze żyje... - Spojrzała na swoje dłonie – Prawie dziesięć
lat później, gdy było coraz bezpieczniej, i Klemens nas opuścił,
ale odwiedza mnie, jak tylko może, ma przyjechać z rodziną na
święta. Myśleliśmy z Tadeuszem, że będziemy musieli teraz żyć
sami ze sobą, ale na szczęście wtedy pojawił się Maurycy –
Przyjaciele popatrzyli po sobie – Przyjechał z Międzymorza –
młody, silny i po przejściach, takie zrobił na mnie wrażenie.
Ktoś powiedział mu, że mam kawałek ziemi do odsprzedania.
Negocjacje trwały długo – on nie miał żądanej kwoty, a my z
Tadeuszem byliśmy zachłanni. Wtedy mój mąż zachorował, a
Maurycy się nim zajął. W trakcie leczenia skradł moje serce i
zgodziłam się na niższą cenę. Obserwowałam, jak buduje ten swój
drewniany domek.
-
Sam? - Zapytała Kasia.
-
W większości, czasem pomógł mu jakiś chłop z okolicy. Ja
nadzorowałam pracę – Zaśmiała się – Po wybudowaniu domu nie
zamieszkał w nim. Podobno dostał dobrą ofertę pracy, tak wtedy
się wyraził. Obiecałam, że dom będzie czekać na niego. I tak
się stało. Tadeusz wyzdrowiał, żyliśmy sobie razem, potem
Tadeusz zmarł, ja zachorowałam i musiałam wynająć tę kwokę –
Wskazała gestem drzwi – A cztery lata temu Maurycy wrócił i tym
razem zajął się mną. I mieszka w tym swoim drewnianym domku –
Kobieta zamilkła i nagle uśmiechnęła się do siebie lekko –
Pamiętam, jak wrócił i zapytałam się go, po co mu piętrowy dom,
skoro ma ponad czterdzieści lat i dalej jest sam. Odparł wtedy, że
by już trzy razy żonaty i liczy na to, że czwarty będzie
szczęśliwszy – Zaśmiała się, ale zobaczywszy zdziwione miny
słuchaczy, przestała – A może nie powinnam wam była o tym
mówić? - Odparła bardziej do siebie – No nic – Machnęła ręką
– Chcecie wiedzieć więcej, to pytajcie jego, mnie możecie pytać
o moją córkę. Krystyna! - Krzyknęła nagle – Ciastka się
skończyły, przynieś więcej!
-
Magiczne słowo! - Odkrzyknęła pielęgniarka.
-
Proszę, do cholery!
Studenci
położyli uszy po sobie; nie wiedzieli, czy to nienawiść, czy
zwyczajowe zaczepki obu kobiet.
-
I co, kochanieńka? - Józefina zwróciła się do Tosi, która
podniosła na nią wystraszone oczy królika – Czujesz przypływ
mocy? Jak to głupio brzmi – Mruknęła do siebie.
-
A co się wtedy odczuwa? - Dziewczyna zmarszczyła brwi.
-
To tak jak z miłością – Westchnęła staruszka – Czujesz i
wiesz, że to to.
Antonina
machinalnie spojrzała na Michała i uśmiechnęła się do niego.
-
Czy oba uczucia są podobne? - Zapytała Tosia, nie odrywając wzroku
od chłopaka.
-
Mniej więcej, ale moc napełnia również złość, nienawiść...
-
Miłość nierzadko również – Odezwała się nagle Kaśka,
zwieszając głowę – Możesz jednocześnie i kochać, i
nienawidzić danej osoby. Tak więc przypuszczam, że oba uczucia
niewiele się od siebie różnią. Mam rację? - Popatrzyła odważnie
na Józefinę.
-
W rzeczy samej – Kobieta skinęła głową – Miłość to nie
tylko sielanka i wieczna ekstaza; troski, problemy, nieporozumienia
oraz odmienne charaktery sprawiają, że zaczynamy się złościć na
ukochaną osobę, ale wciąż nie potrafimy przestać jej kochać na
tyle, aby nienawiść przesłoniła nam oczy.
-
Świat jest szaro – bury – Skwitowała Asia, na co Tosia
zachichotała .
– No
to mój świat jest wyjątkowo biały – Stwierdziła dziewczyna, po
czym dała całusa Michałowi.
-
,,Jeszcze zobaczymy” - Pomyślała Józefina – Najgorzej jest
chyba cierpieć z powodu miłości – Dodała na głos.
Antonina
popatrzyła na kobietę myśląc, iż mówi o sobie.
-
To co z tą mocą? - Zapytała staruszka po chwili ciszy.
Tosia
pokręciła smutno głową, dlatego następna godzina upłynęła
dziewczynie na skoncentrowaniu się na szklance i próba
przeniesienia jej umysłem. Jednak na nic się to zdało.
-
Siedzenie tu nie ma sensu – Zaczęła narzekać Kaśka.
-
Robię, co mogę, ale nigdy nie uczyłam kogoś, jak odnaleźć w
sobie moc, bo nigdy nie było takiej potrzeby, jesteś pierwszym
takim przypadkiem – Spojrzała na Tosię – Moc objawia się już
od najmłodszych lat i z nią się po prostu żyje, nieświadomie my,
marzyciele, nieświadomie nabywamy umiejętności opanowania jej,
więc nie dziw się, że nie wiem, jak mam cię uczyć.
-
To może wróćmy do domu i dajmy sobie spokój z tą Krainą? -
Ciągnęła dalej Katarzyna.
-
Chcesz, to wracaj – Odparła Antonina ze złością – Ale ja mam
obowiązek do spełnienia – Westchnęła – Gdyby tylko to
wszystko mogło trwać trochę szybciej.
-
Maurycy zrzucił na mnie obowiązek uczenia cię, podczas gdy... -
Zaczęła Józefina wzburzonym głosem, ale w porę ugryzła się w
język – Mógłby poprosić o pomoc kogoś młodszego –
Dokończyła już mniej emfatycznie.
Zapadła
cisza; Tosia siedziała zmęczona pod ścianą, Michał obejmował ją
ramieniem, Kasia i Asia patrzyły na siebie, jakby porozumiewały się
jedynie za pomocą spojrzeń, a pani Józefina opadła na poduszki,
chcąc zażyć odrobinę relaksu.
-
Drogie panny – Odezwała się Józefina zmęczonym głosem –
Idźcie po więcej herbaty.
-
Wszystkie trzy? - Zapytała Tosia, wstając.
-
A czy ja niewyraźnie mówię? - Kobieta otworzyła jedno oko –
Idźcie rzesz – Machnęła ręką.
Józefina
została sama z Michałem.
-
Młody, kochasz ty tę kobietę? - Zapytała staruszka, leżąc z
zamkniętymi oczami.
-
No... Chyba... - Mężczyzna czuł się zmieszany.
-
Ty się zdecyduj, bo bez tego nasza nauka pójdzie na marne; jak
długo jesteście razem?
-
Oficjalnie od prawie tygodnia, ale spotykamy się od miesiąca.
Józefina
prychnęła.
-
No to trochę nam to zajmie, ona potrzebuje prawdziwych uczuć, bo
jak na razie cały czas pozuje, a jakbyś czytał Gombrowicza to byś
wiedział, że pozowanie nie jest dobre - Odparła
Mężczyzna
zaczął się bać, że kobiecina zwariowała.
-
Musimy jej zagwarantować mocne wrażenia; weź ty ją dziś na
kolację, bądź romantyczny i czarujący. Czy wy już odbyliście
jakieś stosunki płciowe?
To,
jak pytanie zostało skonstruowane zawstydziło Michała; poczuł się
jak u lekarza.
-
Coś tam było, ale... Wie pani... - Jego policzki zaczerwieniły
się.
-
Seksu jeszcze nie było? Z jednej strony dobrze, z drugiej... To
byłoby mocne przeżycie, ale do niczego jej nie zmusimy.
-
Absolutnie! - Oburzył się mężczyzna, na myśl o zrobieniu krzywdy
ukochanej.
-
A może powinniśmy spróbować ją zaatakować? - Staruszka mówiła
bardziej do siebie.
-
Słucham? - Michał miał wrażenie, że się przesłyszał.
-
Nic, to nie było do ciebie... Ty wraz z tymi dwiema musicie zadbać
o mocne wrażenia dla Tosi, kłóćcie się z nią, róbcie wesołe
rzeczy... Niech odkryje w sobie uczucia.
Michał
już nic nie rozumiał.
-
Ale i wy musicie pozbyć się tych osłonek... Tak... Ciężko teraz
o autentyczność. Niech cały czas ćwiczy – Spojrzała na młodego
człowieka – Niech się skupia na tej cholernej szklance, aż
poczuje z nią interakcję – Westchnęła – Tyle na mojej
głowie...
-
Może powinniśmy już sobie iść? - Zasugerował Michał z nadzieją
w głosie; coraz bardziej bał się tej kobiety.
-
Tak, tak – Józefina machnęła ręką.
Młody
student wychodząc z sypialni natknął się na Kasię, Asię i
Tosię.
-
Spadamy stąd – Oświadczył, zabierając z rąk Kaśki imbryk na
herbatę i odstawiając go z trzaskiem na pobliski stolik.
Michał
przeglądał się w sypialnianym lustrze; poprawiał kołnierz oraz
mankiety niebieskiej koszuli w kratę. Denerwował się, ponieważ
chciał, aby wieczór należał do udanych, pod względem pomocy w
odkryciu mocy jego dziewczyny; dzięki temu szybciej wróciłby do
domu. Nie chciał zostawiać Tosi, ale słowa pani Józefiny o tym,
że jego ukochana potrzebuje prawdziwych uczuć, a dotychczas
pozowała, dały mu do myślenia. Nie wiedział nawet, czy kochał
Tosię, pewny był jednak tego, że bardzo mu na niej zależało,
skoro tak długo się o nią starał, ale czy po takim czasie można
mówić o miłości? Dopiero w tym momencie chłopak zdał sobie
sprawę z tego, jak głupio postąpił tak szybko wyznając Tosi
miłość, która być może nawet nie istniała. Przypomniał sobie
swoje kolejne związki – najdłuższy z nich trwał prawie pół
roku i nie zakończył się przyjemnie – jak można mówić komuś,
że się go kocha, a potem przestać się do niego odzywać na
tydzień i nagle zerwać? Michała wciąż to bolało.
Nagle
młody chłopak postanowił nie wyznawać miłości Tosi, dopóki nie
będzie jej pewny. W takim razie musiał zapewnić jej inne wrażenia,
niż romantyczne. Nie chciał się kłócić ze swoją dziewczyną,
więc pozostawało mu tylko ją przestraszyć, ale jak? Wtedy wpadł
mu do głowy genialny pomysł, który jednakże musiał zostać
skonsultowany. Michał chwycił za telefon i wykręcił numer do
Maurycego.
-
Słucham? - Odezwał się głos w słuchawce.
-
Tu Michał, słuchaj, mam taką sprawę... - Chłopak mówił szybko
i w podnieceniu.
-
Skąd ty masz mój numer? - Maurycego nie interesowało, co student
ma mu do powiedzenia.
-
Od Andrzeja – Odparł Michał powoli, wybity z rytmu – Nieważne,
słuchaj – Chłopak streścił opiekunowi po krótcę wizytę u
pani Józefiny – W tej sytuacji postanowiłem przestraszyć Tosię,
żeby zaczęła ruszać wszystkimi rzeczami w pokoju, a jak to
zrobię?
-
Umieram z ciekawości – Odezwał się znudzony głos w słuchawce,
który Michał zignorował.
-
Zrobimy sobie maraton horrorów – Chłopak był dumny ze swego
pomysłu – Ekstra pomysł, no nie?
-
Jeżeli chcesz, żeby nie spała, to owszem – Odparł sarkastycznie
Maurycy – Nie możesz być tak ograniczony, pójście na łatwiznę
w tym przypadku cię zawiedzie - Wytłumaczył mężczyzna z
zadziwiającą wyrozumiałością w głosie – Nie realizuj żadnego
ze swych genialnych pomysłów, dopóki nie wrócę, ok? Weź ją
tylko na randkę.
-
Dobrze, szefie – Mruknął Michał niezadowolony.
Choć
opiekun był dla niego wyjątkowo uprzejmy, młody mężczyzna nie
potrafił wierzyć w jego dobre intencje, ale musiał go słuchać.
Ostatni raz Michał przejrzał się w lustrze, uśmiechnął
zadziornie do swego odbicia i ruszył do restauracji, gdzie czekała
na niego Tosia - ubrana w małą czarną z białym kołnierzykiem.
Na nogach miała trzewiki, a w ręku trzymała cienki, beżowy
płaszcz.
-
Ślicznie wyglądasz – Skomplementował ją Michał, całując
ukochaną w policzek i wdychając równocześnie słodki zapach jej
perfum – Gotowa?
-
Oczywiście – Antonina uśmiechnęła się promiennie;wydawała się
być taka szczęśliwa.
W
tym momencie Marysia wyszła z kuchni, co przypomniało Tosi o czymś.
-
Marysia powiedziała, że jeśli się zgubimy w mieście, to możemy
zadzwonić do Andrzeja; on tam studiuje, więc to nie byłby dla
niego problem, gdyby miał nas szukać po nocy i odwieźć z powrotem
– Tosia zachichotała, jakby właśnie opowiedziała świetny
dowcip.
-
To bardzo miło – Odparł Michał, odwracając się w stronę
gospodyni, która parzyła herbatę – Pani Marysiu – Chłopak
podszedł do kobiety z zawstydzoną miną – Przepraszam za to, co
było rano, nie wiem, co we mnie wstąpiło – Odparł spontanicznie
– Jest pani dla nas taka dobra, a ja panią najzwyczajniej w
świecie niesprawiedliwie oceniłem i zrobiłem pani ogromną
przykrość. Chciałbym panią z całego serca przeprosić i
zapewnić, że nie myślę tak o pani.
-
Szybko zmieniasz zdanie – Mruknęła Marysia, odkładając z
trzaskiem filiżankę z herbatą na tackę.
-
Słucham? - Michał naprawdę nie usłyszał.
-
Cieszę się, że jesteś szczery – Odparła kobieta, ubierając
usta w nieszczery uśmiech – Bawcie się dobrze – Poklepała
młodzieńca po ramieniu – I nie hałasujcie po powrocie.
Para
ze śmiechem obiecała, że będzie cicho, po czym wyszła dziarskim
krokiem z restauracji, zostawiając Marysię z ukłuciem w sercu.
Tosia
i Michał spędzili razem cudowny wieczór; nie zgubili się w
Muenecie, zjedli pyszną kolację, tańczyli chwilę, a po powrocie
zajęli się sobą nawzajem. Wypite wino, które wciąż buzowało im
w głowach, aksamitny smak sosu do królika, który został im na
podniebieniach, muzyka latynoska hucząca im w uszach – to wszystko
w połączeniu ze spokojem i ciszą nocy, przerywaną cykaniem
świerszczy sprawiło, że para była wyjątkowo zrelaksowana. Po
wejściu do pokoju od razu zaczęli ściągać ubrania, całując się
równocześnie, jakby rozdzielenie ust miało oznaczać rozdzielenie
tej dwójki osób na zawsze. Jak jednak mieli się rozłączyć,
skoro jeszcze nawet się nie złączyli, nawet tej nocy? Tosia wciąż
uważała, że musi upłynąć trochę czasu, nim odda swój skarb
Michałowi.
Tej
nocy jednak nagość nie krępowała dziewczyny, wręcz przeciwnie –
podziwiała ciało swego ukochanego, jakby miała obok siebie posąg
greckiego bożka. Ta błogość trwała jednak do momentu, gdy Tosia
postanowiła przywołać do siebie szklankę; była pewna, że jej
się to uda, dlatego z uśmiechem na ustach wyciągnęła rękę
przed siebie, szklanka jednak ani drgnęła. Po szóstej nieudanej
próbie panna Kruczyńska otuliła się szczelnie kołdrą, czując
ponownie na policzkach płomień wstydu nagości. Na nic zdały się
pocieszne słowa Michała; Tosia czuła, że ten incydent zakrył na
zawsze przyjemne wspomnienia minionego wieczoru.
ROZDZIAŁ
ÓSMY
Goście
byli już w restauracji i składali życzenia Honoracie Zwodzkiej.
Starsza pani była bardzo zadowolona, że na jej urodziny przyjechało
tyle osób, jednak kogoś jej brakowało. Czas mijał, a kobieta z
coraz większą nadzieją patrzyła na drzwi.
W
tym czasie Piotr i Maurycy szli w pośpiechu w stronę knajpy.
Samochód musieli zostawić daleko, ponieważ parking obok
restauracji był cały zapchany. Mężczyźni nie rozmawiali ze sobą,
ponieważ Piotr był wyjątkowo zdenerwowany.
-
Czekaj – Chwycił bratanka za ramię, gdy ten chciał otworzyć
drzwi.
Mężczyzna
spojrzał na Maurycego lekko spanikowany.
-
Easy – Odparł młody Zwodzki tak, jak to miał w zwyczaju –
Wszystko będzie dobrze – I nacisnął klamkę.
Honorata
z radością ujrzała swego wnuka, który przecinał salę w poprzek
po to, aby się z nią przywitać. Uśmiechnął się szeroko, gdy
ujrzał babcię. Pocałował seniorkę w oba policzki, po czym dał
jej ładnie zapakowany prezent i złożył najserdeczniejsze
życzenia. Honorata uśmiechnęła się chytrze, gdy rozpakowała
podarunek.
-
Ty wiesz, co najbardziej lubię – Odparła ochrypłym głosem,
dzierżąc w dłoni nową papierośnicę z jej wygrawerowanymi
inicjałami.
-
Tak myślałem, że ci się spodoba – Mężczyzna zaśmiał się –
Tak w ogóle wyglądasz jak królowa – Stwierdził otaksowawszy
babcię wzrokiem.
Honorata
Zwodzka siedziała dumnie na krześle, ustawionym na środku sali, w
swojej najlepszej, szmaragdowej sukni, w biżuterii z pereł oraz
długimi, siwymi włosami spływającymi po plecach.
-
A tam pałęta się mój król – Wskazała głową męża.
Lucjan
zabawiał gości rozmową; prezentował się elegancko w dobrze
skrojonym garniturze, który zakrywał jego już wydatny brzuch.
Zarost miał dobrze wystylizowany, a siwe włosy, z kilkoma rudymi
pasmami, zaczesane gładko do tyłu.
-
Chyba podnóżek – Stwierdził Maurycy uszczypliwie.
-
Masz rację, dziadek nie pasuje do tej roli; ty powinieneś być moim
królem – Uścisnęła dłoń swojego ulubionego wnuka.
-
Dokładnie – Mężczyzna zaśmiał się – Ale zostanę nim, jeśli
spełnisz jedną moją prośbę – Rozejrzał się po sali, a
milczenie ze strony babci odebrał jako przyzwolenie – Porozmawiasz
z kimś.
Honorata
skrzywiła się, wiedząc, o kim mówią.
-
Gdzie ta niedorajda? - Mruknęła niezadowolona.
W
tym momencie kobieta dostrzegła Piotra, który szedł w jej stronę
jak pies z podkulonym ogonem. Mężczyzna był zgarbiony i wyraźnie
wystraszony; czuł się, jakby miał rozmawiać z katem na temat
swojej egzekucji.
-
Witaj, mamo – Pocałował gorącą matczyną dłoń, kłaniając
się nisko.
Maurycy
dyskretnie oddalił się w stronę pozostałych gości; musiał odbyć
rutynową i męczącą procedurę przywitania się z pozostałymi
członkami swojej rodziny.
-
Maurycy! - Krzyknął Lucjan za jego plecami w samą porę; młody
Zwodzki właśnie miał podejść do ciotki, której imienia nie
pamiętał, więc dziadek uratował go od krępującej rozmowy –
Lata się nie widzieliśmy, dlaczego? - Zapytał staruszek, ściskając
mocno dłoń wnuka – Nie mów, wiem – obowiązki i obowiązki,
świat tak pędzi, że nie masz dla nas czasu.
-
Może za wszystkim stoi wstyd ? - Odparł mężczyzna z przekąsem.
-
Za co, mój drogi? - Lucjan objął wnuka ramieniem i poprowadził po
sali; Maurycemu zawsze imponował luźny sposób bycia dziadka –
Każdy z nas ma jakieś grzeszki, ważne, żeby mieć co wspominać
na starość, siedząc wygodnie przy kominku.
-
Czyli nie macie mi nic za złe? - Maurycy spojrzał na Lucjana spod
uniesionych brwi.
-
Ależ skąd, bylebyś skończył szczęśliwie.
-
To dlaczego jesteście tacy surowi wobec Piotra?
Staruszek
westchnął i zatrzymał się, stając na przeciw swego wnuka.
-
Razem z babcią podziwiamy twoją wytrwałość i upór oraz sukces,
jaki udało ci się mimo wszystko osiągnąć – Położył ręce na
ramionach młodego człowieka – A Piotr prócz dobrego
wykształcenia i kilku sukcesów zawodowych nie ma nic.
-
Mówić ,,nic" masz na myśli żonę i gromadkę dzieci? Ja też
tego nie mam – Maurycy pozostawał sceptyczny.
-
Ale ty nie jesteś naszym synem – Westchnął Lucjan, lekko
zmęczony ta konwersacją – A Piotr jest i nie zachowuje się tak,
jakbyśmy sobie tego życzyli.
-
Słabe argumenty podtrzymują waszą wrogość w stosunku do syna.
Słuchaj – nie chcę cię męczyć – Stwierdził Maurycy trochę
na przekór samemu sobie – Obiecałem Piotrowi, że z wami
porozmawiam i wstawię się za niego u was.
-
Masz dobre serce – Odparł zmęczony Lucjan, przekonany kłamstwem
wnuka – Zaprowadzisz mnie do stołu? - Wziął Maurycego pod ramię.
Gdy
staruszek został usadzony na drugim z honorowych miejsc, Maurycy
zauważył przy oknie młodą, śliczną, rudowłosą dziewczynę.
-
Kto to? - Zapytał, patrząc na nią ukradkiem.
-
To Marcelina – córka twojej kuzynki, a wnuczka kuzynki twojego
ojca, czyli praktycznie żadna rodzina – Odezwała się Honorata,
która właśnie podeszła do stołu, prowadzona przez Piotra.
W
tym momencie Marcelina spojrzała w stronę seniorów rodu i
napotkała wzrok Maurycego, który uśmiechnął się do niej
szelmowsko; odwzajemniła uśmiech.
-
Proszę siadać – Zaskrzypiała Honorata, lecz gdy nie zauważyła
żadnej reakcji ze strony zebranych, zaczęła z całej siły uderzać
nożem o szklankę – Siadać... Proszę – Odparła, gdy sala
ucichła.
Mężowie
zaczęli odsuwać krzesła dla swych żon, dzieci siadały obok nich
i swojego kuzynostwa, które siedziało obok swoich rodziców, i tak
dalej... Skończyło się na tym, że rodzina ze strony dziadka
siedziała po jednej stronie podłużnego stołu, ze strony babci –
po drugiej, a wspólni członkowie rodziny musieli powciskać się
między porozsadzane wygodnie familie, będąc jakby nowymi członkami
w klasie, szukając w klasie swojego miejsca, którego nigdy nie będą
mieć.
-
Jako seniorka rodu – Chrypiała dalej Honorata – Odmówię teraz
modlitwę dziękczynną za to, żeśmy się tu wszyscy zgromadzili, w
tak cudowną rocznicę moich sto pięćdziesiątych urodzin...
-
Których nie dane będzie przeżyć mojemu synowi, który tak
wyniszczającą się prowadzi – Wyszeptał Piotr do ucha Maurycego,
wywołując uśmiech na jego twarzy.
-
Proszę powstać – Kontynuowała seniorka - Dziękujmy Bogu, że
dał mnie oraz mojemu ukochanemu, nieznacznie młodszemu – Tu
Honorata puściła oko do Lucjana, co wywołało przyjemny pomruk na
sali – Doczekać wspólnie tak wzniosłego wydarzenia. Niech
błogosławi naszej rodzinie, oszczędzi jej nieszczęść oraz
pozwoli dziś długo i z należytą czcią celebrować dzisiejszą
uroczystość. Amen.
-
Amen – Odparli razem Piotr i Maurycy; dawno nie wypowiadali tego
słowa.
-
A teraz toast! - Wykrzyknął Lucjan z radością.
Lampki
z szampanem zostały uprzednio przygotowane przez służbę, która
nie wiedziała, jak goście zapragną usiąść, dlatego jedni z
rodziców nie zauważyli, jak ich niepełnoletnie pociechy wychylają
duszkiem zawartość lampek. Pozostałym udało się w porę zapobiec
deprawacji młodocianych. Przynajmniej w tamtym momencie.
-
Po posiłku będzie można wejść na parkiet, jak tylko orkiestra
zacznie grać – Wyjaśniła Honorata - Teraz jednak życzyłabym
sobie, aby pewien młody mężczyzna, o doskonałych talentach
tanecznych...
-
Chyba mowa o tobie – Wyszeptał Piotr ponownie do bratanka, tym
razem jednak nie rozbawiając go.
-
Poprosił mnie do pierwszego tańca – Kobieta spojrzała na
Maurycego, który wciąż trzymał pustą lampkę w dłoniach, jakby
bez zamiaru odłożenia jej.
-
Czyż to nie z mężem powinnaś zatańczyć tak ważny taniec? -
Mężczyzna próbował się wymigać – Albo ze swym synem? -
Wskazał na Piotra.
-
Żaden z nich nie umie tak dobrze tańczyć – Stwierdziła
seniorka, rozbawiając wszystkich dokoła – Orkiestra! -
Zaskrzypiała, gdy wnuk w końcu do niej podszedł i zaprosił
szarmancko do tańca.
Muzycy
zaczęli grać ,,Luck be a lady” Franka Sinatry. Honorata nie
wypadła z rytmu, gdy przyspieszył, zbierając za to gromkie brawa
od widowni. Jej suknia szeleszczała, lecz jej tren ani razu nie
został przydeptany. Para stawiała kroki precyzyjnie, lecz razem
wyglądali komicznie – młody, elegancki mężczyzna i kobieta w
podeszłym wieku, która z figury przypominała beczkę.
CDN...