czwartek, 14 grudnia 2017

- Nic wielkiego nie zrobiłem – Powiedział Zwodzki, wpatrując się w usta Marysi, czekając, aż kobieta znów go pocałuje, lecz tak się nie stało.
- Lepiej pójdę sprawdzić, co u gości – Stwierdziła gospodyni hotelu, po chwili ciszy.
Marysia spojrzała w oczy przyjaciela, pełne nadziei i pożądania, po czym odeszła szybko po schodach. Maurycy stał przez chwilę, lekko otumaniony, ale szybko pozbierał myśli i wrócił do pokoju Tosi i Michała.
- Zbierajcie się jak najszybciej, przez was zaraz spóźnię się do pracy – Rozkazał czwórce studentów, którzy stali na środku salonu – Przyjdźcie pod mój dom – Odwrócił się na pięcie.
- A gdzie mieszkasz? - Zapytała Tosia, otoczona przyjaciółmi; miała na sobie czerwony sweter i dżinsy.
- W tym niewielkim, drewnianym domu, niedaleko hotelu, z pewnością zauważycie – Wyjaśnił mężczyzna cierpkim tonem, odwracając głowę, po czym odszedł.
Chwile później młodzi ludzie stali przed jednopiętrowym domkiem i czekali, aż wyjdzie z niego ich opiekun. Nagle jednak zza węgła wyjechał czarny Mercedes, wyprodukowany ponad dwadzieścia lat temu. Przyjaciele popatrzyli na siebie nawzajem zdziwieni, ale wsiedli do samochodu.
- Nie sądziłam, że ludzie tutaj jeżdżą samochodami – Odezwała się Tosia, która usiadła obok kierowcy – Nie ma tu zbyt dogodnych dróg.
- Nie myśl, że jesteśmy tak zacofani, jak w książę – Stwierdził Maurycy ponuro; wciąż był zły – Zaraz wjedziemy na normalną jezdnię – Odparł, zakładając na nos pilotki.
I faktycznie – studenci mieli okazję przejechać się wygodną, całkiem niedawno wybudowaną autostradą, otoczoną polami uprawnymi, a potem wjechali do Muenety. Tam z każdej strony otaczały ich wieżowce, które po kilkunastu minutach znikły na rzecz lasu i wyboistej drogi. Wtedy Maurycy zadzwonił do szefa, aby poinformować go o przyczynach swojego spóźnienia. Niestety musiał przekazać Tosi słuchawkę, aby usprawiedliwiła go przed szefem, jak uczniaka. Po zakończonej rozmowie mężczyzna oschłym tonem kazał dziewczynie wyszukać w spisie kontaktów numer do Andrzeja, który miał odtransportować podróżnych do hotelu. Przez całą drogę nikt nie powiedział nic więcej.
Dopiero gdy Maurycy zaparkował przed ceglanym domem, odwrócił się i poinformował podopiecznych, iż wróci następnego dnia wieczorem i do tej pory mają na siebie uważać. Ponadto po wyjściu przyjaciół z samochodu, Tosia spontanicznie przeprosiła opiekuna.
- Nie chodzi o mnie, tylko o Marysię – Wyjaśnił Maurycy, nie patrząc na Antoninę – Na mój temat krąży mnóstwo plotek i jedna w te czy we wte nie robi mi różnicy, ale Marysia jest wdową i powiedz mi, w jakim świetle stawia ją taka sytuacja? - W końcu spojrzał na dziewczynę, choć oczy wciąż miał zasłonięte okularami – Jesteś w stanie mi obiecać, że twoi przyjaciele nie zaczną plotkować na ten temat?
- Nie – Wyszeptała Tosia, patrząc na swoje stopy – Ale postaram się ich pilnować, o ile ty nikomu nie powiesz o mojej słabości w klubie – Dodała nagle głośniej.
- Nie mam zamiaru chwalić się pocałunkiem z zołzą – Odparł powoli mężczyzna i spojrzał przed siebie, co miało oznaczać, iż już zakończył rozmowę.
Tosia wyszła z samochodu niezadowolona; okazała skruchę, więc czego on jeszcze od niej chce? Zwłaszcza, jeśli jest obojętny wobec plotek. A jeżeli reputacja Marysi tak bardzo leży mu na sercu, to trzeba było okiełznać popęd seksualny, albo wyszaleć się gdzieś indziej. W pewnym momencie dziewczyna była nawet zadowolona, że sprawa ujrzała światło dzienne, może dzięki temu ta para zakończy swój toksyczny związek? Dziewczyna podeszła do Michała i spojrzała mu w oczy – jej ukochany był wierny, szczery i opiekuńczy i dlatego pójdzie z nim kiedyś do łóżka, a nie dlatego, że natura jej rozkaże tak zrobić.
- Coś się stało? - Zapytał młody chłopak, gdy ujrzał wpatrzone w siebie zakochane oczy.
- Kocham cię – Odparła Tosia z rozmarzonym uśmiechem, który złożyła na ustach Michała.
- Jakie to słodkie – Zamruczała Asia na ten widok.
- Zazdroszczę – Westchnęła Kaśka – Każda dziewczyna chciałaby mieć takiego Michała, a tobie jednej się poszczęściło – Mrugnęła okiem do przyjaciółki, gdy ta na nią spojrzała – Szanuj go sobie – Odparła, po czym skierowała kroki w stronę ogródka.
Drzwi ponownie otworzyła Krystyna – pielęgniarka. Od razu poznała studentów, ale nie była zadowolona z ich wizyty. Uważała, że jej pacjentka musi się bardzo oszczędzać – zero stresu i emocji. Innego zdania była oczywiście pani Józefina, która z radością powitała swych gości.
- Nareszcie jesteście, już opracowałam plan działania – Klasnęła w dłonie, siadając prosto na łóżku – Wyspałaś się, moja droga? Siadaj tu – Poklepała miejsce obok siebie, które Tosia, chcąc nie chcąc, musiała zająć – Gotowi do pracy?
- My to chyba nie mamy nad czym pracować – Zdziwiła się Kasia.
- Właśnie nie; wiesz, dlaczego wizyta u albinosa nic ci nie dała? - Spojrzała na Tosię rozgorączkowanym wzrokiem – Bo twoi przyjaciele, mówiąc waszym językiem, całkowicie cię olali.
- No bez przesady – Zaoponował Michał.
- Teraz wspólnie postaramy się stworzyć dogodną, relaksującą atmosferę – Staruszka była wyraźnie podniecona nowym wyzwaniem.
I tak przez kolejne cztery godziny czwórka przyjaciół oraz pani Józefina grali w różne gry, albo opowiadali sobie historie ze swojego życia. Asia opowiedziała o swoim tragicznie zmarłym psie, Kasia o pierwszym chłopaku, który ją zostawił, a Michał o tym, jak zakochał się w Tosi. Józefinie zależało na tym, aby młoda Marzycielka odczuła różne emocje, płynące ze strony jej rówieśników.
- Pamiętam, jak dwadzieścia dwa lata temu moja córka uciekła z domu – Wyznała pani Józefina, po chwili ciszy – To był dla mnie cios; trwała wtedy wojna, która zabrała mojego pierworodnego – Kobieta spojrzała gdzieś w dal, ponad głowami młodych ludzi – To ją załamało. Brzydziła się tym miejscem, a zwłaszcza domem, którego każdy kąt przypominał jej o bracie. Pewnej nocy uciekła, wraz z mężem zorientowaliśmy się rano – Zrobiła pauzę na odpoczynek, po czym kontynuowała – Zachowała się bardzo samolubnie, wydawało jej się, że tylko ona cierpi po stracie Igora. Nie pomyślała, jak bardzo z Tadeuszem jej wtedy potrzebowaliśmy i jej ucieczka była dla nas kolejnym ciosem. Ale nie poddawaliśmy się, mieliśmy jeszcze jedno dziecko – Klemensa. Żyliśmy dla niego i dla siebie – Kolejna pauza tym razem, aby powstrzymać zły nabiegłe do oczu – Nawet nie wiem, co się z nią stało, czy jest w Krainie czy uciekła do Polski, czy w ogóle jeszcze żyje... - Spojrzała na swoje dłonie – Prawie dziesięć lat później, gdy było coraz bezpieczniej, i Klemens nas opuścił, ale odwiedza mnie, jak tylko może, ma przyjechać z rodziną na święta. Myśleliśmy z Tadeuszem, że będziemy musieli teraz żyć sami ze sobą, ale na szczęście wtedy pojawił się Maurycy – Przyjaciele popatrzyli po sobie – Przyjechał z Międzymorza – młody, silny i po przejściach, takie zrobił na mnie wrażenie. Ktoś powiedział mu, że mam kawałek ziemi do odsprzedania. Negocjacje trwały długo – on nie miał żądanej kwoty, a my z Tadeuszem byliśmy zachłanni. Wtedy mój mąż zachorował, a Maurycy się nim zajął. W trakcie leczenia skradł moje serce i zgodziłam się na niższą cenę. Obserwowałam, jak buduje ten swój drewniany domek.
- Sam? - Zapytała Kasia.
- W większości, czasem pomógł mu jakiś chłop z okolicy. Ja nadzorowałam pracę – Zaśmiała się – Po wybudowaniu domu nie zamieszkał w nim. Podobno dostał dobrą ofertę pracy, tak wtedy się wyraził. Obiecałam, że dom będzie czekać na niego. I tak się stało. Tadeusz wyzdrowiał, żyliśmy sobie razem, potem Tadeusz zmarł, ja zachorowałam i musiałam wynająć tę kwokę – Wskazała gestem drzwi – A cztery lata temu Maurycy wrócił i tym razem zajął się mną. I mieszka w tym swoim drewnianym domku – Kobieta zamilkła i nagle uśmiechnęła się do siebie lekko – Pamiętam, jak wrócił i zapytałam się go, po co mu piętrowy dom, skoro ma ponad czterdzieści lat i dalej jest sam. Odparł wtedy, że by już trzy razy żonaty i liczy na to, że czwarty będzie szczęśliwszy – Zaśmiała się, ale zobaczywszy zdziwione miny słuchaczy, przestała – A może nie powinnam wam była o tym mówić? - Odparła bardziej do siebie – No nic – Machnęła ręką – Chcecie wiedzieć więcej, to pytajcie jego, mnie możecie pytać o moją córkę. Krystyna! - Krzyknęła nagle – Ciastka się skończyły, przynieś więcej!
- Magiczne słowo! - Odkrzyknęła pielęgniarka.
- Proszę, do cholery!
Studenci położyli uszy po sobie; nie wiedzieli, czy to nienawiść, czy zwyczajowe zaczepki obu kobiet.
- I co, kochanieńka? - Józefina zwróciła się do Tosi, która podniosła na nią wystraszone oczy królika – Czujesz przypływ mocy? Jak to głupio brzmi – Mruknęła do siebie.
- A co się wtedy odczuwa? - Dziewczyna zmarszczyła brwi.
- To tak jak z miłością – Westchnęła staruszka – Czujesz i wiesz, że to to.
Antonina machinalnie spojrzała na Michała i uśmiechnęła się do niego.
- Czy oba uczucia są podobne? - Zapytała Tosia, nie odrywając wzroku od chłopaka.
- Mniej więcej, ale moc napełnia również złość, nienawiść...
- Miłość nierzadko również – Odezwała się nagle Kaśka, zwieszając głowę – Możesz jednocześnie i kochać, i nienawidzić danej osoby. Tak więc przypuszczam, że oba uczucia niewiele się od siebie różnią. Mam rację? - Popatrzyła odważnie na Józefinę.
- W rzeczy samej – Kobieta skinęła głową – Miłość to nie tylko sielanka i wieczna ekstaza; troski, problemy, nieporozumienia oraz odmienne charaktery sprawiają, że zaczynamy się złościć na ukochaną osobę, ale wciąż nie potrafimy przestać jej kochać na tyle, aby nienawiść przesłoniła nam oczy.
- Świat jest szaro – bury – Skwitowała Asia, na co Tosia zachichotała .
No to mój świat jest wyjątkowo biały – Stwierdziła dziewczyna, po czym dała całusa Michałowi.
- ,,Jeszcze zobaczymy” - Pomyślała Józefina – Najgorzej jest chyba cierpieć z powodu miłości – Dodała na głos.
Antonina popatrzyła na kobietę myśląc, iż mówi o sobie.
- To co z tą mocą? - Zapytała staruszka po chwili ciszy.
Tosia pokręciła smutno głową, dlatego następna godzina upłynęła dziewczynie na skoncentrowaniu się na szklance i próba przeniesienia jej umysłem. Jednak na nic się to zdało.
- Siedzenie tu nie ma sensu – Zaczęła narzekać Kaśka.
- Robię, co mogę, ale nigdy nie uczyłam kogoś, jak odnaleźć w sobie moc, bo nigdy nie było takiej potrzeby, jesteś pierwszym takim przypadkiem – Spojrzała na Tosię – Moc objawia się już od najmłodszych lat i z nią się po prostu żyje, nieświadomie my, marzyciele, nieświadomie nabywamy umiejętności opanowania jej, więc nie dziw się, że nie wiem, jak mam cię uczyć.
- To może wróćmy do domu i dajmy sobie spokój z tą Krainą? - Ciągnęła dalej Katarzyna.
- Chcesz, to wracaj – Odparła Antonina ze złością – Ale ja mam obowiązek do spełnienia – Westchnęła – Gdyby tylko to wszystko mogło trwać trochę szybciej.
- Maurycy zrzucił na mnie obowiązek uczenia cię, podczas gdy... - Zaczęła Józefina wzburzonym głosem, ale w porę ugryzła się w język – Mógłby poprosić o pomoc kogoś młodszego – Dokończyła już mniej emfatycznie.
Zapadła cisza; Tosia siedziała zmęczona pod ścianą, Michał obejmował ją ramieniem, Kasia i Asia patrzyły na siebie, jakby porozumiewały się jedynie za pomocą spojrzeń, a pani Józefina opadła na poduszki, chcąc zażyć odrobinę relaksu.
- Drogie panny – Odezwała się Józefina zmęczonym głosem – Idźcie po więcej herbaty.
- Wszystkie trzy? - Zapytała Tosia, wstając.
- A czy ja niewyraźnie mówię? - Kobieta otworzyła jedno oko – Idźcie rzesz – Machnęła ręką.
Józefina została sama z Michałem.
- Młody, kochasz ty tę kobietę? - Zapytała staruszka, leżąc z zamkniętymi oczami.
- No... Chyba... - Mężczyzna czuł się zmieszany.
- Ty się zdecyduj, bo bez tego nasza nauka pójdzie na marne; jak długo jesteście razem?
- Oficjalnie od prawie tygodnia, ale spotykamy się od miesiąca.
Józefina prychnęła.
- No to trochę nam to zajmie, ona potrzebuje prawdziwych uczuć, bo jak na razie cały czas pozuje, a jakbyś czytał Gombrowicza to byś wiedział, że pozowanie nie jest dobre - Odparła
Mężczyzna zaczął się bać, że kobiecina zwariowała.
- Musimy jej zagwarantować mocne wrażenia; weź ty ją dziś na kolację, bądź romantyczny i czarujący. Czy wy już odbyliście jakieś stosunki płciowe?
To, jak pytanie zostało skonstruowane zawstydziło Michała; poczuł się jak u lekarza.
- Coś tam było, ale... Wie pani... - Jego policzki zaczerwieniły się.
- Seksu jeszcze nie było? Z jednej strony dobrze, z drugiej... To byłoby mocne przeżycie, ale do niczego jej nie zmusimy.
- Absolutnie! - Oburzył się mężczyzna, na myśl o zrobieniu krzywdy ukochanej.
- A może powinniśmy spróbować ją zaatakować? - Staruszka mówiła bardziej do siebie.
- Słucham? - Michał miał wrażenie, że się przesłyszał.
- Nic, to nie było do ciebie... Ty wraz z tymi dwiema musicie zadbać o mocne wrażenia dla Tosi, kłóćcie się z nią, róbcie wesołe rzeczy... Niech odkryje w sobie uczucia.
Michał już nic nie rozumiał.
- Ale i wy musicie pozbyć się tych osłonek... Tak... Ciężko teraz o autentyczność. Niech cały czas ćwiczy – Spojrzała na młodego człowieka – Niech się skupia na tej cholernej szklance, aż poczuje z nią interakcję – Westchnęła – Tyle na mojej głowie...
- Może powinniśmy już sobie iść? - Zasugerował Michał z nadzieją w głosie; coraz bardziej bał się tej kobiety.
- Tak, tak – Józefina machnęła ręką.
Młody student wychodząc z sypialni natknął się na Kasię, Asię i Tosię.
- Spadamy stąd – Oświadczył, zabierając z rąk Kaśki imbryk na herbatę i odstawiając go z trzaskiem na pobliski stolik.


Michał przeglądał się w sypialnianym lustrze; poprawiał kołnierz oraz mankiety niebieskiej koszuli w kratę. Denerwował się, ponieważ chciał, aby wieczór należał do udanych, pod względem pomocy w odkryciu mocy jego dziewczyny; dzięki temu szybciej wróciłby do domu. Nie chciał zostawiać Tosi, ale słowa pani Józefiny o tym, że jego ukochana potrzebuje prawdziwych uczuć, a dotychczas pozowała, dały mu do myślenia. Nie wiedział nawet, czy kochał Tosię, pewny był jednak tego, że bardzo mu na niej zależało, skoro tak długo się o nią starał, ale czy po takim czasie można mówić o miłości? Dopiero w tym momencie chłopak zdał sobie sprawę z tego, jak głupio postąpił tak szybko wyznając Tosi miłość, która być może nawet nie istniała. Przypomniał sobie swoje kolejne związki – najdłuższy z nich trwał prawie pół roku i nie zakończył się przyjemnie – jak można mówić komuś, że się go kocha, a potem przestać się do niego odzywać na tydzień i nagle zerwać? Michała wciąż to bolało.
Nagle młody chłopak postanowił nie wyznawać miłości Tosi, dopóki nie będzie jej pewny. W takim razie musiał zapewnić jej inne wrażenia, niż romantyczne. Nie chciał się kłócić ze swoją dziewczyną, więc pozostawało mu tylko ją przestraszyć, ale jak? Wtedy wpadł mu do głowy genialny pomysł, który jednakże musiał zostać skonsultowany. Michał chwycił za telefon i wykręcił numer do Maurycego.
- Słucham? - Odezwał się głos w słuchawce.
- Tu Michał, słuchaj, mam taką sprawę... - Chłopak mówił szybko i w podnieceniu.
- Skąd ty masz mój numer? - Maurycego nie interesowało, co student ma mu do powiedzenia.
- Od Andrzeja – Odparł Michał powoli, wybity z rytmu – Nieważne, słuchaj – Chłopak streścił opiekunowi po krótcę wizytę u pani Józefiny – W tej sytuacji postanowiłem przestraszyć Tosię, żeby zaczęła ruszać wszystkimi rzeczami w pokoju, a jak to zrobię?
- Umieram z ciekawości – Odezwał się znudzony głos w słuchawce, który Michał zignorował.
- Zrobimy sobie maraton horrorów – Chłopak był dumny ze swego pomysłu – Ekstra pomysł, no nie?
- Jeżeli chcesz, żeby nie spała, to owszem – Odparł sarkastycznie Maurycy – Nie możesz być tak ograniczony, pójście na łatwiznę w tym przypadku cię zawiedzie - Wytłumaczył mężczyzna z zadziwiającą wyrozumiałością w głosie – Nie realizuj żadnego ze swych genialnych pomysłów, dopóki nie wrócę, ok? Weź ją tylko na randkę.
- Dobrze, szefie – Mruknął Michał niezadowolony.
Choć opiekun był dla niego wyjątkowo uprzejmy, młody mężczyzna nie potrafił wierzyć w jego dobre intencje, ale musiał go słuchać. Ostatni raz Michał przejrzał się w lustrze, uśmiechnął zadziornie do swego odbicia i ruszył do restauracji, gdzie czekała na niego Tosia - ubrana w małą czarną z białym kołnierzykiem. Na nogach miała trzewiki, a w ręku trzymała cienki, beżowy płaszcz.
- Ślicznie wyglądasz – Skomplementował ją Michał, całując ukochaną w policzek i wdychając równocześnie słodki zapach jej perfum – Gotowa?
- Oczywiście – Antonina uśmiechnęła się promiennie;wydawała się być taka szczęśliwa.
W tym momencie Marysia wyszła z kuchni, co przypomniało Tosi o czymś.
- Marysia powiedziała, że jeśli się zgubimy w mieście, to możemy zadzwonić do Andrzeja; on tam studiuje, więc to nie byłby dla niego problem, gdyby miał nas szukać po nocy i odwieźć z powrotem – Tosia zachichotała, jakby właśnie opowiedziała świetny dowcip.
- To bardzo miło – Odparł Michał, odwracając się w stronę gospodyni, która parzyła herbatę – Pani Marysiu – Chłopak podszedł do kobiety z zawstydzoną miną – Przepraszam za to, co było rano, nie wiem, co we mnie wstąpiło – Odparł spontanicznie – Jest pani dla nas taka dobra, a ja panią najzwyczajniej w świecie niesprawiedliwie oceniłem i zrobiłem pani ogromną przykrość. Chciałbym panią z całego serca przeprosić i zapewnić, że nie myślę tak o pani.
- Szybko zmieniasz zdanie – Mruknęła Marysia, odkładając z trzaskiem filiżankę z herbatą na tackę.
- Słucham? - Michał naprawdę nie usłyszał.
- Cieszę się, że jesteś szczery – Odparła kobieta, ubierając usta w nieszczery uśmiech – Bawcie się dobrze – Poklepała młodzieńca po ramieniu – I nie hałasujcie po powrocie.
Para ze śmiechem obiecała, że będzie cicho, po czym wyszła dziarskim krokiem z restauracji, zostawiając Marysię z ukłuciem w sercu.


Tosia i Michał spędzili razem cudowny wieczór; nie zgubili się w Muenecie, zjedli pyszną kolację, tańczyli chwilę, a po powrocie zajęli się sobą nawzajem. Wypite wino, które wciąż buzowało im w głowach, aksamitny smak sosu do królika, który został im na podniebieniach, muzyka latynoska hucząca im w uszach – to wszystko w połączeniu ze spokojem i ciszą nocy, przerywaną cykaniem świerszczy sprawiło, że para była wyjątkowo zrelaksowana. Po wejściu do pokoju od razu zaczęli ściągać ubrania, całując się równocześnie, jakby rozdzielenie ust miało oznaczać rozdzielenie tej dwójki osób na zawsze. Jak jednak mieli się rozłączyć, skoro jeszcze nawet się nie złączyli, nawet tej nocy? Tosia wciąż uważała, że musi upłynąć trochę czasu, nim odda swój skarb Michałowi.
Tej nocy jednak nagość nie krępowała dziewczyny, wręcz przeciwnie – podziwiała ciało swego ukochanego, jakby miała obok siebie posąg greckiego bożka. Ta błogość trwała jednak do momentu, gdy Tosia postanowiła przywołać do siebie szklankę; była pewna, że jej się to uda, dlatego z uśmiechem na ustach wyciągnęła rękę przed siebie, szklanka jednak ani drgnęła. Po szóstej nieudanej próbie panna Kruczyńska otuliła się szczelnie kołdrą, czując ponownie na policzkach płomień wstydu nagości. Na nic zdały się pocieszne słowa Michała; Tosia czuła, że ten incydent zakrył na zawsze przyjemne wspomnienia minionego wieczoru.


ROZDZIAŁ ÓSMY

Goście byli już w restauracji i składali życzenia Honoracie Zwodzkiej. Starsza pani była bardzo zadowolona, że na jej urodziny przyjechało tyle osób, jednak kogoś jej brakowało. Czas mijał, a kobieta z coraz większą nadzieją patrzyła na drzwi.
W tym czasie Piotr i Maurycy szli w pośpiechu w stronę knajpy. Samochód musieli zostawić daleko, ponieważ parking obok restauracji był cały zapchany. Mężczyźni nie rozmawiali ze sobą, ponieważ Piotr był wyjątkowo zdenerwowany.
- Czekaj – Chwycił bratanka za ramię, gdy ten chciał otworzyć drzwi.
Mężczyzna spojrzał na Maurycego lekko spanikowany.
- Easy – Odparł młody Zwodzki tak, jak to miał w zwyczaju – Wszystko będzie dobrze – I nacisnął klamkę.
Honorata z radością ujrzała swego wnuka, który przecinał salę w poprzek po to, aby się z nią przywitać. Uśmiechnął się szeroko, gdy ujrzał babcię. Pocałował seniorkę w oba policzki, po czym dał jej ładnie zapakowany prezent i złożył najserdeczniejsze życzenia. Honorata uśmiechnęła się chytrze, gdy rozpakowała podarunek.
- Ty wiesz, co najbardziej lubię – Odparła ochrypłym głosem, dzierżąc w dłoni nową papierośnicę z jej wygrawerowanymi inicjałami.
- Tak myślałem, że ci się spodoba – Mężczyzna zaśmiał się – Tak w ogóle wyglądasz jak królowa – Stwierdził otaksowawszy babcię wzrokiem.
Honorata Zwodzka siedziała dumnie na krześle, ustawionym na środku sali, w swojej najlepszej, szmaragdowej sukni, w biżuterii z pereł oraz długimi, siwymi włosami spływającymi po plecach.
- A tam pałęta się mój król – Wskazała głową męża.
Lucjan zabawiał gości rozmową; prezentował się elegancko w dobrze skrojonym garniturze, który zakrywał jego już wydatny brzuch. Zarost miał dobrze wystylizowany, a siwe włosy, z kilkoma rudymi pasmami, zaczesane gładko do tyłu.
- Chyba podnóżek – Stwierdził Maurycy uszczypliwie.
- Masz rację, dziadek nie pasuje do tej roli; ty powinieneś być moim królem – Uścisnęła dłoń swojego ulubionego wnuka.
- Dokładnie – Mężczyzna zaśmiał się – Ale zostanę nim, jeśli spełnisz jedną moją prośbę – Rozejrzał się po sali, a milczenie ze strony babci odebrał jako przyzwolenie – Porozmawiasz z kimś.
Honorata skrzywiła się, wiedząc, o kim mówią.
- Gdzie ta niedorajda? - Mruknęła niezadowolona.
W tym momencie kobieta dostrzegła Piotra, który szedł w jej stronę jak pies z podkulonym ogonem. Mężczyzna był zgarbiony i wyraźnie wystraszony; czuł się, jakby miał rozmawiać z katem na temat swojej egzekucji.
- Witaj, mamo – Pocałował gorącą matczyną dłoń, kłaniając się nisko.
Maurycy dyskretnie oddalił się w stronę pozostałych gości; musiał odbyć rutynową i męczącą procedurę przywitania się z pozostałymi członkami swojej rodziny.
- Maurycy! - Krzyknął Lucjan za jego plecami w samą porę; młody Zwodzki właśnie miał podejść do ciotki, której imienia nie pamiętał, więc dziadek uratował go od krępującej rozmowy – Lata się nie widzieliśmy, dlaczego? - Zapytał staruszek, ściskając mocno dłoń wnuka – Nie mów, wiem – obowiązki i obowiązki, świat tak pędzi, że nie masz dla nas czasu.
- Może za wszystkim stoi wstyd ? - Odparł mężczyzna z przekąsem.
- Za co, mój drogi? - Lucjan objął wnuka ramieniem i poprowadził po sali; Maurycemu zawsze imponował luźny sposób bycia dziadka – Każdy z nas ma jakieś grzeszki, ważne, żeby mieć co wspominać na starość, siedząc wygodnie przy kominku.
- Czyli nie macie mi nic za złe? - Maurycy spojrzał na Lucjana spod uniesionych brwi.
- Ależ skąd, bylebyś skończył szczęśliwie.
- To dlaczego jesteście tacy surowi wobec Piotra?
Staruszek westchnął i zatrzymał się, stając na przeciw swego wnuka.
- Razem z babcią podziwiamy twoją wytrwałość i upór oraz sukces, jaki udało ci się mimo wszystko osiągnąć – Położył ręce na ramionach młodego człowieka – A Piotr prócz dobrego wykształcenia i kilku sukcesów zawodowych nie ma nic.
- Mówić ,,nic" masz na myśli żonę i gromadkę dzieci? Ja też tego nie mam – Maurycy pozostawał sceptyczny.
- Ale ty nie jesteś naszym synem – Westchnął Lucjan, lekko zmęczony ta konwersacją – A Piotr jest i nie zachowuje się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli.
- Słabe argumenty podtrzymują waszą wrogość w stosunku do syna. Słuchaj – nie chcę cię męczyć – Stwierdził Maurycy trochę na przekór samemu sobie – Obiecałem Piotrowi, że z wami porozmawiam i wstawię się za niego u was.
- Masz dobre serce – Odparł zmęczony Lucjan, przekonany kłamstwem wnuka – Zaprowadzisz mnie do stołu? - Wziął Maurycego pod ramię.
Gdy staruszek został usadzony na drugim z honorowych miejsc, Maurycy zauważył przy oknie młodą, śliczną, rudowłosą dziewczynę.
- Kto to? - Zapytał, patrząc na nią ukradkiem.
- To Marcelina – córka twojej kuzynki, a wnuczka kuzynki twojego ojca, czyli praktycznie żadna rodzina – Odezwała się Honorata, która właśnie podeszła do stołu, prowadzona przez Piotra.
W tym momencie Marcelina spojrzała w stronę seniorów rodu i napotkała wzrok Maurycego, który uśmiechnął się do niej szelmowsko; odwzajemniła uśmiech.
- Proszę siadać – Zaskrzypiała Honorata, lecz gdy nie zauważyła żadnej reakcji ze strony zebranych, zaczęła z całej siły uderzać nożem o szklankę – Siadać... Proszę – Odparła, gdy sala ucichła.
Mężowie zaczęli odsuwać krzesła dla swych żon, dzieci siadały obok nich i swojego kuzynostwa, które siedziało obok swoich rodziców, i tak dalej... Skończyło się na tym, że rodzina ze strony dziadka siedziała po jednej stronie podłużnego stołu, ze strony babci – po drugiej, a wspólni członkowie rodziny musieli powciskać się między porozsadzane wygodnie familie, będąc jakby nowymi członkami w klasie, szukając w klasie swojego miejsca, którego nigdy nie będą mieć.
- Jako seniorka rodu – Chrypiała dalej Honorata – Odmówię teraz modlitwę dziękczynną za to, żeśmy się tu wszyscy zgromadzili, w tak cudowną rocznicę moich sto pięćdziesiątych urodzin...
- Których nie dane będzie przeżyć mojemu synowi, który tak wyniszczającą się prowadzi – Wyszeptał Piotr do ucha Maurycego, wywołując uśmiech na jego twarzy.
- Proszę powstać – Kontynuowała seniorka - Dziękujmy Bogu, że dał mnie oraz mojemu ukochanemu, nieznacznie młodszemu – Tu Honorata puściła oko do Lucjana, co wywołało przyjemny pomruk na sali – Doczekać wspólnie tak wzniosłego wydarzenia. Niech błogosławi naszej rodzinie, oszczędzi jej nieszczęść oraz pozwoli dziś długo i z należytą czcią celebrować dzisiejszą uroczystość. Amen.
- Amen – Odparli razem Piotr i Maurycy; dawno nie wypowiadali tego słowa.
- A teraz toast! - Wykrzyknął Lucjan z radością.
Lampki z szampanem zostały uprzednio przygotowane przez służbę, która nie wiedziała, jak goście zapragną usiąść, dlatego jedni z rodziców nie zauważyli, jak ich niepełnoletnie pociechy wychylają duszkiem zawartość lampek. Pozostałym udało się w porę zapobiec deprawacji młodocianych. Przynajmniej w tamtym momencie.
- Po posiłku będzie można wejść na parkiet, jak tylko orkiestra zacznie grać – Wyjaśniła Honorata - Teraz jednak życzyłabym sobie, aby pewien młody mężczyzna, o doskonałych talentach tanecznych...
- Chyba mowa o tobie – Wyszeptał Piotr ponownie do bratanka, tym razem jednak nie rozbawiając go.
- Poprosił mnie do pierwszego tańca – Kobieta spojrzała na Maurycego, który wciąż trzymał pustą lampkę w dłoniach, jakby bez zamiaru odłożenia jej.
- Czyż to nie z mężem powinnaś zatańczyć tak ważny taniec? - Mężczyzna próbował się wymigać – Albo ze swym synem? - Wskazał na Piotra.
- Żaden z nich nie umie tak dobrze tańczyć – Stwierdziła seniorka, rozbawiając wszystkich dokoła – Orkiestra! - Zaskrzypiała, gdy wnuk w końcu do niej podszedł i zaprosił szarmancko do tańca.

Muzycy zaczęli grać ,,Luck be a lady” Franka Sinatry. Honorata nie wypadła z rytmu, gdy przyspieszył, zbierając za to gromkie brawa od widowni. Jej suknia szeleszczała, lecz jej tren ani razu nie został przydeptany. Para stawiała kroki precyzyjnie, lecz razem wyglądali komicznie – młody, elegancki mężczyzna i kobieta w podeszłym wieku, która z figury przypominała beczkę.
CDN...

środa, 22 listopada 2017

Zszedł szybko po schodach, lecz gdy znalazł się przy bocznym wejściu do restauracji, zatrzymał się.
Maurycy oparł się o ścianę, odchylił głowę i westchnął głęboko. Był spięty, a każdy szelest dochodzący od strony schodów sprawiał, że patrzył w tamtą stronę. Mężczyzna skrzyżował ręce na piersi, a dłońmi mocno ścisnął swe chude ramiona, co nie było spowodowane chłodem panującym w korytarzu, lecz stresem. Zawsze tak reagował – jak gdyby chciał ścisnąć się tak mocno, że zniknie, albo obronić się przed światem. Maurycy przełknął ciężko ślinę i oparł głowę o ścianę. Wdychał woń potraw dochodzącą z restauracji oraz wsłuchiwał się w szelest codzienności. Nagle mężczyzna poczuł się samotny, opuszczony nawet przez lampy wiszące w korytarzu, które nie dawały wielkiego światła na wnętrze. Maurycy pragnął wrócić teraz do domu i wtulić się w ramiona ukochanej oraz unieść wysoko w górę swoje dziecko, jednak to było niemożliwe, ponieważ żadnej z tych wartości nie posiadał, a przynajmniej na własność. Przez dłuższy czas nie wchodził do restauracji, nie chcąc zmącić miłej atmosfery rutyny, tak męczącej dla znajdujących się wewnątrz gości. Czuł się jak intruz, który swoją biografią i doświadczeniami zburzy harmonię miejsca, jednak nieprzemożna chęć dotyku i słów życzliwej osoby zwyciężyła nad niechęcią do narzucania się. Mężczyzna odetchnął pełną piersią, co mogłoby być oznaką ulgi, a dla niego było przygotowaniem się do założenia jednej z wielu masek, które nosił.
Po wejściu na salę pierwszym, co ujrzał Maurycy był uśmiech Marysi, który wzmógł poczucie samotności i chęci zbliżenia się.
- Cześć – Kobieta przywitała się wesoło, gdy tylko ujrzała przyjaciela; jej głos był dźwięczny i przyjemny.
Mężczyzna poczuł w środku ciepło spokoju.
- Cześć – Podszedł do Marysi, by złożyć pocałunek na jej policzku.
Niechcący Marysia nachyliła się w taki sposób, że Maurycy pocałował ją w kącik ust. Mężczyzna poczuł chwilowe uderzenie gorąca. Jednak na kobietę spojrzał przepraszająco, próbując powstrzymać napływającą falę podniecenia.
- ,,Nic się nie stało” - Mówił uśmiech Marysi, lecz i dla niej ten delikatny dotyk nie pozostawał obojętny; zawsze miała słabość do Maurycego.
Scena między tą dwójką trwała zaledwie kilka sekund, lecz dla nich rozciągnęła się w czasie; ich zmysły wyostrzyły się – zapachy ostrych i kwiatowych perfum zmieszały się, głosy w restauracji zaczęły się rozmywać w oddali, usta, którymi się dotknęli, paliły. Oddychali szybciej i bardziej płytko, siebie nawzajem widzieli wyraźnie, natomiast otoczenie zlało się w burą, nieciekawą barwę. Ich oczy rozjaśniły się, jak gdyby dotknęli na chwilę szczęścia, którego od tak dawna nie zaznali. W końcu Marysia, która czuła w sercu coraz większy niepokój, przerwała to.
- Przepraszam – Powiedziała, oddalając się z tacą, na której znajdowały się zamówione przez gości dania.
I nagle Maurycy usłyszał wyraźnie rozmowę ze stolika nieopodal, przy którym siedzieli goście z Krakowa; obraz wyostrzył się, każdy z gości na powrót odzyskał swoją osobowość, do nozdrzy wdarł się zapach grillowanego w kuchni mięsa, a tylko usta wciąż paliły. Mężczyzna westchnął i obrócił się na pięcie.
- I co z Tosią? - Zapytał Michał, gdy spostrzegł, że Maurycy się im przypatruje.
- Chyba wszystko w porządku – Mężczyzna wzruszył ramionami, po czym dosiadł się do studentów.
- Nie mogę patrzeć, jak bardzo za nimi tęskni – Stwierdziła smutno Asia.
- Ja tam nigdy nie przepadałam za moimi starymi – Stwierdziła Kaśka lekceważąco – Ale nie mogę powiedzieć, że ich nie lubię.
- Ja zawsze szanowałem mojego tatę – Odparł Michał z dumą – Jest dla mnie wzorem.
- A twoi rodzice? - Asia zwróciła się do Maurycego.
- Nie żyją – Odparł krótko Zwodzki, wpatrując się uparcie w stół.
- Bywa – Skwitowała Kasia, która nie chciała wprowadzać ponurej atmosfery do towarzystwa – Jakie plany na jutro? - Zapytała.
- Wy idziecie do pani Józefiny, pewnie was tam zaprowadzę, potem pojadę do pracy, wy dalej będziecie tam siedzieć, aż Andrzej po was przyjedzie.
- Dlaczego Andrzej? - Michał zmarszczył brwi.
- Po pracy mam imprezę rodzinną, wracam w niedzielę; dacie sobie beze mnie radę – Maurycy w końcu spojrzał na swych towarzyszy.
- W to nie wątpię – Odparł Michał stanowczo – Chcecie jeszcze po szklance soku? Dobra, to dla mnie i dla dziewczyn sok, a dla ciebie? Herbata. W porządku.
Studenci nie zauważyli, że włączenie się Maurycego w pewnym momencie do rozmowy było spowodowane wódką, którą mężczyzna dolał sobie do napoju.
Marysia poprosiła Maurycego, aby pomógł jej posprzątać, na co mężczyzna chętnie się zgodził; para kończyła swoją pracę po dwudziestej trzeciej. Radio cały czas grało sobie cicho w kącie i przyjaciele nie zwracało na nie zbytniej uwagi, dopóki nie usłyszeli znanych dźwięków ,,The way you make me feel". Maurycy uśmiechnął się i zaczął ruszać się w rytm muzyki, spoglądając ukradkiem na Marysię, która akurat przecierała ostatnie szklanki. Widząc swojego przyjaciela w dobrym humorze, sama zaczęła lekko podrygiwać. Uśmiechnęła się szerzej, gdy zaczął śpiewać swym mocnym, lekko ochrypłym głosem; Michael Jackson był jej ulubionym piosenkarzem, dlatego Maurycy z racji spędzania długiego czasu z Marysią musiał znać teksty jego piosenek na pamięć.
Gdy mężczyzna dał się porwać muzyce, oglądało się go z jeszcze większą przyjemnością; Marysia lubiła jego ruchy – Maurycy był bardzo rytmiczny i poruszał się z dużą lekkością, sprawiał wrażenie człowieka uwolnionego od jarzma codziennego spięcia. Jednak gdy zaczął łapać Marysię za ręce, kobieta ze śmiechem sprzeciwiła się – nie uważała się za mistrzynię tańca. W końcu jednak uległa i dała ponieść się melodii oraz swemu partnerowi, wsłuchując się w jego czysto brzmiący głos, który odbijał się echem w jej głowie, gdy tylko zamknęła oczy Wiedziała, że Maurycy próbuje ją nie tylko rozśmieszyć, lecz również uwieść; nie wstydził się stanąć za nią bardzo blisko tak, że kobieta czuła każdy centymetr jego ciała, co powodowało, iż oddychała szybciej, a rumieniec wystąpił jej na policzki. Marysia domyślała się, jak zakończy się ta noc i choć czuła narastające podniecenie, to równocześnie ogarniał ją strach, że nie powinna tego robić.
Piosenka skończyła się, spiker w radiu rozentuzjazmowanym głosem zapowiadał kolejne, ale Marysia jakby tego nie słyszała; całą jej uwagę pochłonęły usta Maurycego, wytyczające ścieżkę po jej szyi. Kobieta cicho westchnęła, ogarnięta nagłym dreszczem, choć w restauracji było ciepło, żeby nie powiedzieć – duszno.
- Maurycy – Szepnęła, po czym przełknęła ślinę – To chyba nie jest dla nas dobre – Odwróciła się i napotkała pełny pożądania wzrok przyjaciela; nogi się pod nią ugięły.
- Potrzebuję cię – Wyszeptał mężczyzna, przykładając swoje czoło do czoła Marysi; oddychał ciężko – Mam dość podejrzeń, kłamstw, udawania i tych kretynów, z którymi spędzam całe dnie – Mówił szybko, obejmując dłońmi twarz kobiety – Proszę... - Szepnął, zamykając oczy i zbliżając usta do ust przyjaciółki.
Kobieta nie potrafiła zaprotestować; znali się z Maurycym od lat i tak samo długo mężczyzna jej się podobał. Marysię podniecał jego zniżony głos i przyciemnione spojrzenie, gdy zwracał się do niej w ten sposób i lubiła, gdy jej się oddawał, sama też czuła się dzięki temu zaspokojona i atrakcyjna. Wiedziała jednak, że taki układ nie mógł trwać całe życie. W miarę jednak, jak dłonie mężczyzny coraz żarliwiej ją dotykały, a jego usta całowały ją coraz niżej i goręcej, jej chęć przeciwstawienia się malała, a potrzeby fizjologiczne brały górę.
- Dobrze – Szepnęła, odsuwając od siebie Maurycego; podeszła do radia i wyłączyła je – Chodź – Wyciągnęła rękę w stronę przyjaciela, na co szeroki uśmiech rozświetlił jego twarz.
Para zgasiła światło i zamknęła restaurację, po czym trzymając się za ręce, udała się na drugie piętro do strefy dla pracowników, gdzie mieściło się niewielkie mieszkanie kobiety.
Marysia weszła do pierwszego pokoju, który był połączeniem sypialni, jadalni oraz kuchni i zaświeciła małą lampkę przy łóżku, która rzuciła blade światło na skrawek pokoju. Zaraz po tym poczuła za sobą Maurycego – jego ciało, oddech, pocałunki i dotyk. W końcu odwróciwszy się sama zaczęła go dotykać i rozbierać równocześnie. Ucieszyła się, gdy zdjęła z niego koszulę i mogła znów pocałować jego tatuaże, które zawsze robiły na niej wrażenie. Wracała wtedy myślami do przeszłości, gdzie wszystko było dla nich dozwolone.
Maurycy położył Marysię na łóżku, ściągnął z niej jedwabną białą bluzkę i zaczął całować brzuch, którego kobieta zawsze się wstydziła. Mężczyźnie on nie przeszkadzał, zwłaszcza że nad nim znajdował się obfity biust, uwolniony uprzednio ze stanika.
Maurycy po chwili dołączył do swej przyjaciółki na łóżku. Marysia przewróciła mężczyznę na plecy i zaczęła całować go po szyi i torsie, wdychając zapach jego ostrych perfum i ciała. Maurycemu bardzo się to podobało, ponieważ bardzo odprężały go pocałunki w szyję, jeśli robiła to odpowiednia osoba, przed którą nie wstydził się otworzyć. Marysia należała do tych osób, więc gdy czuł jej usta na swoim ciele, odetchnął z ulgą i podnieceniem. W pokoju zrobiło się goręcej, w powietrzu zaczął unosić się zapach zmieszanych perfum i potu, przyspieszone oddechy obojga wypełniły sypialnię, a za chwilę dołączyło do nich ciche skrzypienie łóżka.
Marysi bardzo podobały się szczere reakcje Maurycego – rozkoszowała się jego westchnieniami, jękami – niegłośnymi, ponieważ nie chcieli, aby goście domyślili się, że właścicielka lokalu nie jest sama w pokoju – i niecierpliwymi wzdychaniami, a gdy widziała, że się uśmiechał, nie mogła powstrzymać się od tego, by go pocałować. Maurycy nie pozostawał jej dłużny. Rozkoszowali się sobą nawzajem, wiedząc, że to co robią jest już zakazane.
Tempo przyspieszyło, oddechy stały się częstsze, jęki wyraźniejsze, zapach w pokoju bardziej duszny, a łóżko skrzypiało coraz szybciej...
Około drugiej w nocy para padła spocona i zdyszana na materac, ale zadowolona. Marysia przeciągnęła się z rozkoszą i wtuliła się w Maurycego, który objął ją ramieniem.
- Zostaniesz na noc? - Zapytała kobieta dziecinnym głosem, gdy odzyskała kontrolę nad oddechem.
- Oczywiście – Maurycy pocałował kochankę w czoło.
- Tylko uważaj rano – Marysia uśmiechnęła się i mocniej wtuliła w klatkę piersiową kochanka.
Maurycy jeszcze przez chwilę leżał najpierw zadowolony, lecz potem znów zaczął myśleć o Tosi, a jego ciało znowu się spięło. Mężczyzna westchnął i spojrzał na spokojnie śpiącą Marysię; mimowolnie uśmiechnął się i wtulił w kobietę, przypominając sobie, jak bardzo była to udana noc. Ogarnął go nagły chłód, dlatego otulił siebie i kobietę mocniej kołdrą, a po chwili zasnął.
Rano Maurycy obudził się z błogim uczuciem odprężenia; odwrócił się na drugi bok, aby objąć Marysię, lecz kobiety nie było obok niego. Mężczyzna otworzył oczy i wsparłszy się na łokciu, rozejrzał się po pokoju; zobaczył resztki śniadania na stole i wyciągniętą deskę do prasowania. Spojrzał na zegar wiszący na ścianie – siódma dwadzieścia, i zgadł, że Marysia już od ponad pół godziny jest w restauracji. Maurycy westchnął – jedną z najmilszych rzeczy po upojnej nocy było dla niego budzenie się rano obok partnerki, o ile mu na niej zależało.
Mężczyzna wstał i pospiesznie się ubierając, zauważył na stoliku jeszcze drugie śniadanie – nietknięte, czekające na niego. Zjadł w pośpiechu, ponieważ nie przywiązywał zbytniej uwagi do posiłków i po cichu wyszedł z mieszkania. Maurycy miał nadzieję przemknąć niezauważonym po korytarzu, lecz gdy tylko wyszedł zza węgła, napotkał Tosię; zdezorientowany nie wiedział, co powiedzieć.
- Cześć – Przywitała się dziewczyna całkiem pogodnie jak na to, że opiekun bardzo ją poprzedniego dnia zdenerwował – Co ty tu robisz? - Zmarszczyła brwi i spojrzała na jego wymiętą koszulę.
- Marysia poprosiła mnie, bym coś odniósł do jej pokoju, który jest tam – Mężczyzna gestem wskazał właściwy kierunek.
Antonina nie odpowiedziała, tylko taksowała Maurycego wnikliwym spojrzeniem.
- Czy ty tu spałeś? - Zapytała oburzona.
- Tu, znaczy...? - Mężczyzna próbował wywinąć się od odpowiedzi.
- U Marysi, a może raczej z Marysią? - Warknęła dziewczyna.
- Cicho – Syknął Maurycy; rozejrzał się wkoło – I co z tego? - Spojrzał na dziewczynę.
- Czyli tak wygląda wasza przyjaźń tak? - Prychnęła Antonina – Myślałam, że chociaż Marysia jest porządna, a tu...
- Słuchaj – Mężczyzna chwycił mocno swoją rozmówczynię za ramię – Wydaje ci się, że pozjadałaś wszystkie rozumy, ale główną przyczyną twojego zachowania jest zapewne wpływ celebrytek...
- Nie nazywaj ich tak.
- Ale weź pod uwagę to, że jesteśmy tylko ludźmi i mamy swoje potrzeby – Maurycy zignorował słowa Tosi – Nie wiem, co zamierzasz zrobić z tą informacją, ale proszę cię o jedno – nie podejmuj pochopnej decyzji; ja mam tu wyrobioną opinię, ale nie psuj życia Marysi taką głupotą. Polubiłaś ją, prawda? - Maurycy zwolnił uścisk.
- No... Tak... - Odparła Tosia niepewnie.
- I myślisz, że fakt, iż czasem sypiamy ze sobą zmieni jej nastawienie i życzliwość w stosunku do ciebie?
- Pewnie nie – Dziewczyna westchnęła – Ale to świadczy o niej.
- Czemu ty jesteś taką suką? - Maurycy skonsternowany zmarszczył brwi – Myślałaś, że ta Kraina jest idealna, a tu proszę – szara rzeczywistość, taka jak każda inna.
- Może masz rację – Tosia wzruszyła ramionami – Ale pozwól mi chociaż z nią porozmawiać; miałam poznać mieszkańców i właśnie to chcę robić. Może jej czegoś brakuje i jako królowa będę mogła to naprawić.
- Dobrze, że zaczynasz odkładać na bok swój egoizm – Stwierdził mężczyzna spokojnie – Lecz jedynego, czego Marysi brakuje, to mężczyzna, który ją w końcu pokocha.
- Ty jej nie kochasz? - Zapytała podchwytliwie Antonina, krzyżując ręce na piersi.
Maurycy spojrzał smutno na dziewczynę.
- Darze ją głęboką przyjaźnią i szacunkiem, ale ona też mnie nie kocha – Odparł.
- To po co to wszystko? - Tosia nie umiała nazwać seksu po imieniu, pomimo czasów, w jakich się wychowywała.
- Zapewne z samotności – Maurycy oparł się plecami o ścianę – Ale nie uważam, abyśmy byli ze sobą na tyle zżyci, abyśmy mogli rozmawiać na tak dość prywatne sprawy.
- Rozumiem – Panna Kruczyńska nie chciała już go drażnić – Idziesz do niej?
- Tak, ale tylko na chwilę.
- W takim razie idź, a ja jeszcze pójdę do łazienki – Tosia ruszyła w stronę schodów, lecz jeszcze zapytała przez ramię – O której mamy być gotowi?
- Za dwie godziny.
- Dobrze – Odwróciła się.
- Tosia – Odezwał się Zwodzki na koniec; dziewczyna spojrzała na niego – Nie mów nikomu o tej rozmowie, nawet twoim przyjaciołom i przede wszystkim Andrzejowi.
Antonina skinęła w milczeniu głową i odeszła. Gdy po dziesięciu minutach weszła do restauracji, Maurycego już w niej nie było. Sala wydawała się być spokojna, delikatne promienie słoneczne wpływały przez okna, roztaczając blask na niektórych stolikach i twarzach, resztę pozostawiając w cieniu. Zapach kawy i bułeczek z masłem roztaczał się po całej sali, a zza drzwi kuchennych dobiegał dźwięk skwierczącej cebuli na jajecznicę. Goście leniwym, zaspanym spojrzeniem ogarniali salę, współtowarzyszy i gazety. Czasem ktoś ziewnął lub przeciągnął się jak kot, by po chwili wyjść po cichu, uregulowawszy rachunek za czas spokoju i melancholii. Marysia stanowiła punkt centralny tego obrazka, roztaczając aurę matrony, w zbroi z fartucha, dzierżącej długopis w dłoni. Tosia zawahała się, nim podeszła do kobiety; nie chciała psuć tej arkadyjskiej atmosfery, której często w Krainie brakowało, a jeśli już można było ją spotkać, była pozorna. Wziąwszy porządny oddech, powoli ruszyła w stronę gospodyni.
- Witaj, Marysiu – Przywitała się nieśmiało.
Kobieta odwróciła się, szeleszcząc spódnicą z deseniem w wielkie kwiaty.
- Witaj, ranny ptaszku – Maria roześmiała się serdecznie – Miałaś się wyspać – Stwierdziła to, czego dowiedziała się od przyjaciół dziewczyny.
- Odkąd tu przyjechałam, źle sypiam – Westchnęła Tosia zmęczona, opierając się o ladę – Jak zjem, pójdę się jeszcze położyć, często zasypiałam rano.
- Często miewasz problemy ze snem?
- Tylko wtedy, gdy kładę się w nocy sama – Wzruszyła ramionami z usprawiedliwieniem.
- Teraz śpisz z Michałem, prawda?
- I tak nie pomaga.
- Skądś to znam, też długo byłam sama – Marysia zabrała się za przecieranie szklanek, marginalizując swoją samotność do pozycji smugi na szkle, której właśnie się pozbyła.
- No właśnie... Chciałam z tobą porozmawiać – Tosia spuściła wzrok.
Marysia momentalnie spięła się i z brzdękiem odłożyła szklankę.
- Kawy? - Zapytała z pozornym uśmiechem – Ach, zapewne nie, przecież chcesz się zaraz położyć. To może jajecznicę? Boguś, kucharz, właśnie kończy. Nie chcesz? Nie wygłupiaj się, siadaj.
Antonina została wręcz zmuszona do zajęcia miejsca przy stoliku koło lady. Po kilku minutach świeża i pachnąca jajecznica została jej postawiona przed nosem, a aromat dania zmieszał się z zapachem kakaa, które extra przygotowała Marysia. Dziewczyna odetchnęła, przyduszona rozkoszną wonią normalności, jakby znalazła się na powrót w domu. Tylko otoczenie się zmieniło, ale nie odbierało wspomnieniom ich sielankowości.
- Jesteś czarodziejką – Odezwała się do Marysi, nakładając jajecznicę na widelec – Potrafisz stworzyć tutaj kawałek nieba – Włożyła porcję do ust i zagryzła ją ciepłym chlebem.
- Cieszę się, że ci się tutaj podoba – Odparła kobieta kulturalnie, jednak jej twarzy wciąż była napięta.
Tosia widząc minę kobiety, z trudem połknęła posiłek.
- ,,Nie psuj życia Marysi taką głupotą” - Usłyszała w głowie słowa opiekuna.
Jednak spojrzawszy ponownie na utworzone w kącikach ust kobiety zmarszczki i spojrzenie omiatające w popłochu całą salę, wiedziała, że klamka już zapadła.
- Marysiu... - Zaczęła, wstając od stołu i podchodząc powoli do kobiety – Nie myśl o mnie źle, ja tylko chcę zbliżyć się do mieszkańców Krainy i poznać ich problemy, dlatego muszę zapytać... Co jest między tobą a Maurycym?
- Nie pytaj, proszę – Odparła w tym samym czasie Marysia.
Panie spojrzały na siebie nawzajem – Maria błagalnie, Tosia z przeprosinami. Pierwsza z nich westchnęła, wbijając spojrzenie w podłogę.
- Pewnie myślisz teraz o mnie źle – Odparła, siadając przy stole, na którym leżała świeża, ale napoczęta jajecznica.
- Nie mam prawa cię oceniać, nie znając twojej przeszłości – Odparła dziewczyna, by zjednać sobie rozmówczynię; usiadła przy niedokończonym posiłku.
- Słusznie – Maria skinęła powoli głową, myśląc nad czymś intensywnie – Mimo wszystko zapewne w twojej głowie pojawiła się taka myśl, że nasza przyjaźń na tym polega, lecz muszę cię wyprowadzić z błędu – znajmy się z Maurycym już szmat czasu, poznaliśmy się w gimnazjum, to jest jakieś trzydzieści sześć lat temu, ale po liceum nasze drogi się rozeszły i właściwie dopiero od czterech lat – od kiedy Maurycy się tu wprowadził – mamy ze sobą regularny kontakt.
- I regularnie... - Zaczęła Tosia, ale ugryzła się przysłowiowo w język; niestety Marysia odgadła resztę zdania.
- Rok przed jego przyjazdem pochowałam męża – Odparła kobieta szorstko – Miałam na wychowaniu nastoletniego syna i nie w głowie byli mi obcy mężczyźni, których nie widziałam od lat.
- Nie wiem, co powiedzieć – Wyznała Antonina po chwili ciszy; jej wzrok skupiony był na stygnącym jedzeniu, które zdawało się być mniej apetyczne, niż poprzednio.
- Najlepiej nic nie mów – Warknęła Marysia, lecz skruszona mina dziewczyny roztopiła lód w jej sercu – No, drogie dziecko – Odparła matczynym tonem, sięgając po dłoń studentki – Nie martw się, nie mogłaś wiedzieć, a właściwie to normalne, że tak to odebrałaś. Powinnam ci podziękować za to, że starałaś się zachować pozoru taktu i chciałaś wysłuchać mojej wersji wydarzeń.
- Yhm – Mruknęła dziewczyna, płonąc ze wstydu – Przepraszam – Wstała gwałtownie i wyszła z restauracji.
Udała się wprost do swego pokoju, a dokładniej – do łazienki, gdzie wypełniła prawie całą wannę wodą, dodała dużo truskawkowego płynu do kąpieli i założywszy słuchawki, położyła się w wannie i skupiła na surowym brzmieniu Nirvany.


Słońce oślepiało Tosię, nie mogła nic zobaczyć, ale szła przed siebie, czując, że nie może się zatrzymać. Dziewczyna słyszała, jak dyszy, jak gdyby przebyła bardzo długą drogę. Wokół niej śpiewały ptaki, szczekały psy i wszystko wydawało się idealne, jednak Antonina czuła w sercu niepokój. Zaczęła mrugać, by zobaczyć w końcu, dokąd zmierza. Nagle ujrzała przed sobą dom i poczuła, jak usta wyginają jej się w uśmiechu od ucha do ucha. Dosłownie – dziewczyna sprawdziła, czy kąciki ust znajdują się koło uszu i uradowana, iż rzeczywiście tak jest, weszła do ogrodu, który pachniał różami i bzami, a wokół latały pszczoły. Życie kwitło, jak te kwiaty i drzewa; Tosia wciągnęła mocno woń życia i pędem ruszyła przez ścieżkę prowadzącą do domu. Przed drzwiami stał Flipper – maltańczyk – i merdał ogonem tak mocno, że panna Kruczyńska poczuła na twarzy wiatr oraz przyniesioną przez niego woń psiej sierści.
- Co, kochanie? - Zapytała psa, głaszcząc jego białą, włochatą główkę.
- Czekają na ciebie, hau! - Szczeknął Flipper, co na dziewczynie nie zrobiło żadnego wrażenia.
Tosia dziarskim krokiem pchnęła drzwi i znalazła się w podłużnej sali tronowej. Wzdłuż kamiennych ścian stała jej rodzina i przyjaciele, którzy ujrzawszy ją zaczęli klaskać z radością. Panna Kruczyńska szła między nimi, czując ciągnący się za nią długi, biały tren. Rodzice, przy których przystanęła, uśmiechali się, jednocześnie ocierając łzy i mówili, jak pięknie wygląda. Mama uścisnęła ją mocno za rękę. Antonina nie zaszczyciła ich ani słowem, tylko odwzajemniła uśmiech i poszła dalej, puszczając matczyną rękę, która chciała jeszcze trwać w mocnym uścisku.
Tosia skłoniła się w stronę Joanny i Katarzyny, które ubrane w różowe sukienki, stały obok podium i dzierżyły w rękach chryzantemy. Obok nich stał Michał; podał swej ukochanej różową różę, po czym pocałował ją w policzek, lecz gdy Antonina oddaliła się w stronę podestu, chłopak nie poszedł za nią, tylko patrzył smutno ponad jej ramię. Dziewczyna odwróciła się i ujrzała schodzącego po stopniach Maurycego. Mężczyzna podał jej dłoń, a Tosia niewiele myśląc ujęła ją i pozwoliła poprowadzić się do tronu, na którym leżała koron – piękna, wysadzana kamieniami, duża – taka, jakiej dziewczyna pragnęła. Maurycy nałożył ją na głowę królowej, uśmiechając się serdecznie, po czym ujął twarz kobiety i złożył na jej ustach pocałunek, na co zgromadzeni zaczęli klaskać jeszcze głośniej niż poprzednio.
Coś jednak niepokoiło Antoninę, a gdy spojrzała na swoją klatkę piersiową, już wiedziała – to krew spływająca po jej białej sukni i sztylet wbity w serce. Panna Kruczyńska spojrzała na swe dłonie, zbroczone krwią. Zachwiała się i cofnęła po stopniach podium, a zgromadzeni wciąż klaskali.
Gdy Tosia upadła, korona spadła z jej głowy. Podniósł ją Maurycy, ubrał na swoją głowę i ruszył wzdłuż sali, wśród oklasków i wybuchów radości, a dziewczyna patrzyła, jak cała posadzka robi się czerwona od jej krwi. Zamknęła powieki.
Nagle hałas stał się nie do wytrzymania i Tosia otworzyła oczy.
- Dziewczyno – Syknął Zwodzki, wyrywając słuchawki z jej uszu – Następnym razem wyjmij klucz z zamka, gdy zamierzasz spędzić tu dwie godziny.
- Co jest? - Zapytała Tosia rozespana.
- Zabarykadowałaś się tu rano, waliliśmy w drzwi, ale nie odpowiadałaś – Zaczęła tłumaczyć rozgorączkowana Asia – Poszliśmy do Marysi – Antonina dopiero na dźwięk imienia gospodyni zauważyła, że ta stoi w przejściu – Żeby dała nam zapasowy klucz do łazienki, ale nie mogliśmy go przekręcić i wtedy...
- Marysia przyszła po mnie – Dokończył mężczyzna szorstkim tonem.
- Przepraszam – Panna Kruczyńska ziewnęła – Zasnęłam, nawet nie wiem, kiedy. Cóż mogę więcej powiedzieć?
- Kochanie, bałem się - Odparł Michał, marszcząc brwi na zatroskanej twarzy.
- Myślałeś, że się utopię? Nie bądź śmieszny – Prychnęła dziewczyna – Co niby miałoby mi się stać?
Chłopak otworzył szerzej oczy ze zdumienia; jak Tosia mogła odzywać się do niego takim tonem, gdy on umierał ze strachu.
- Cokolwiek, zwykła suszarka mogła ci wpaść do wody – Michał próbował opanować gniew.
- Ile ja mam lat? Pięć? - Ofuknęła go ukochana – Wiem dobrze, że nie wolno suszyć włosów w trakcie kąpieli, nie jestem głupia.
- Ale za to strasznie nieprzyjemna – Stwierdził chłopak ostrym tonem, mierząc Tosię zabójczym spojrzeniem; odwrócił się na pięcie i wyszedł do pokoju, gdzie usiadł obrażony na kanapie.
- Skarbie! - Krzyknęła Antonina, uzmysłowiwszy sobie, w jaki sposób się zachowała; wstała raptownie, nie pamiętając, że jest ubrana w strój Ewy.
Pozostałe cztery osoby wytrzeszczyły na nią oczy.
- Łooo... - Odezwał się Maurycy, lekko zszokowany; chwycił za ręcznik i zasłonił nim nagie ciało dziewczyny – Co ty robisz? - Syknął, gdy Tosia okręciła ręcznik wokół siebie.
- Przepraszam, nie wiem, co we mnie wstąpiło, chyba jestem trochę zamulona – Odparła dziewczyna słabym głosem.
- To albo idź wcześniej spać, albo śpij do oporu – Poradził jej Maurycy tonem nauczyciela, odsuwając się dla dziewczyny, która właśnie wychodziła z wanny.
- A co? Boisz się, że znowu przyłapię cię rano, jak wychodzisz z sypialni Marysi po przyjacielskim seksie? - Zapytała Tosia ze złością, nie myśląc.
Maria, która do tej pory opierała się o framugę, wyprostowała się, a Asia co rusz spoglądały to na kobietę, to na Zwodzkiego, który spojrzał na Antoninę spod uniesionej prawej brwi. Zaciskał mocno zęby i patrzył w osłupieniu na dziewczynę, która znów uświadomiła sobie swój błąd i poczuła ogromny wstyd. Chciała przeprosić, ale wtedy głos zabrał Michał.
- To ja myślałem, że ty Zwodzki posuwasz facetów, z tak naprawdę ty gustujesz w baleronach – Zaśmiał się chłopak szyderczo, wciąż zdenerwowany po słowach ukochanej.
Oczy Marysi wypełniły się łzami; kobieta szybkim krokiem opuściła pokój hotelowy. Maurycy za to podszedł do Michał, chwycił go mocno za podbródek i odchylił jego głowę.
- Jeszcze raz ją tak nazwiesz – Syknął wściekły – A osobiście cię wykastruję – Gwałtownym ruchem odrzucił głowę Michała; chłopak chwycił się za obolałą szczękę, ale nie żałował swoich słów.
Maurycy pobiegł za Marysią, którą dogonił na schodach; kobieta opierała się o ścianę i płakała.
- Marysiu... - Odezwał się mężczyzna, podchodząc do przyjaciółki – Nie martw się tymi szczeniakami – Objął czule Marię, przytulając jej głowę do swojej piersi – Poza tym to moja wina, że tak gadają, gdybym wczoraj nie naciskał...
Nagle kobieta gwałtownie przyciągnęła mężczyznę do siebie i obdarowała go namiętnym pocałunkiem, który niewątpliwie bardzo się Maurycemu spodobał i szkoda mu było, gdy Marysia przerwała, by wyszeptać:
- Nigdy tak nie mów; to dzięki tobie nie zwariowałam po tym wszystkim, co się stało.

CDN...

środa, 1 listopada 2017

- Opowiadamy sobie o nierealności tej Krainy oraz jej mieszkańców – Odparł szybko Michał.
- W mieszkańcach nie ma nic nadzwyczajnego, wystarczy, że się rozejrzysz – Mężczyzna szerokim gestem zatoczył łuk dokoła; wyjął papierosa i zapalił go.
- Aby na pewno? - Michał drążył temat – Każdy z nich może być Marzycielem, a to już wykracza poza normy zdrowego rozsądku.
- Powiedz to swojej dziewczynie – Maurycy wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Boisz się, że stanę się potworem? - Podchwyciła Tosia, zaniepokojona.
- Ależ skąd, skarbie – Chłopak ścisnął dłonie ukochanej.
- Oczywiście, że się boi – Wtrącił Maurycy bez ogródek – Każdy z ludzi, który się tu dostał, najbardziej obawiał się Marzycieli i ich rzekomej ,,potwornej postaci” - Mężczyzna raptownie nachylił się w stronę Michała – Rzeczywistość jest inna; jak sam to ująłeś, każdy z tu obecnych może być Marzycielem, jednak czy widzisz jakieś monstrum?
- Nie... - Zaczął młody chłopak, lecz opiekun przerwał mu natychmiast.
- Właśnie i radzę ci się do tego przyzwyczaić, a nie wyrabiać sobie opinię na temat nieprawdziwych pogłosek, bez potwierdzenia – Maurycy mówił szybko, zdenerwowanym tonem – Jeszcze dziś odwiedzimy Marzyciela i jeśli powiesz na nią choćby jedno złe słowo lub zrobisz nieodpowiednią uwagę na jej temat, obiecuję – obedrę cię ze skóry.
Michał nie widział oczu mężczyzny, jednak domyślił się, iż ten w tamtym momencie słał w jego stronę piorunujące spojrzenie.
- Kim jest ta starsza pani? - Zapytała Tosia, by odciągnąć uwagę Maurycego od jej chłopaka – Chyba bardzo ci na niej zależy; czy to twoja matka?
- Nie, pacjentka; moja matka nie żyje od ośmiu lat – Wyjaśnił mężczyzna lodowatym tonem, opierając się swobodnie.
- To dlaczego tak ci na niej zależy? - Wtrącił Michał.
- Kiedyś bardzo mi pomogła – Ton Maurycego był beznamiętny; uśmiechnął się, gdy kelnerka przyniosła mu kawę.
- Myślałem, że na nikim ci nie zależy – Prychnął Michał; chciał rozjuszyć opiekuna z czystej złośliwości.
- Jak możesz tak twierdzić, skoro nawet mnie nie znasz? - Maurycy dogasił papierosa, po czym skosztował kawy, uprzednio mocno ją słodząc.
- Obserwacja – Michał wzruszył ramionami.
- Gówno, nie obserwacja, jesteś zbyt tępy, by w tak krótkim czasie ocenić całe moje pięćdziesięcioletnie życie.
Młody chłopak zbladł z wściekłości, lecz nie wybuchnął tylko dlatego, że Tosia ściskając jego dłoń powiedziała krótkie zdanie:
- Nie warto.
- Gdzie są celebrytki? - Zapytał Maurycy pogardliwym tonem.
- Z tego, co mi pisały, powinny być za kwadrans – Odparła Tosia, zerkając na zegarek.
- To chyba jakoś musimy przez ten czas się wzajemnie zdzierżyć – Mruknął mężczyzna pijąc kawę, po czym zsunął się lekko z krzesła i wyciągnął drugiego papierosa.
- Nie za dużo palisz? - Zwrócił mu uwagę Michał.
- Zdecydowanie – Odparł Maurycy, odpalając truciznę i zaciągając się nią – Palę od trzydziestu pięciu lat, lecz jestem już takim nałogowcem, że nawet dla miłości nie byłbym w stanie rzucić palenia.
- To chyba nie wiesz, co to znaczy miłość – Stwierdziła Tosia, lecz gdy tylko mężczyzna zdjął okulary i spojrzał na nią wściekle, pożałowała swoich słów.
- Nic o mnie obydwoje, kurwa, nie wiecie – Wycedził przez zęby – Koniec z waszymi żałosnymi insynuacjami; jestem waszym opiekunem i dopóki pełnię tę funkcję, pozostaniemy w kontakcie, ale potem nie musimy udawać, że się lubimy.
- Nie lubisz nas? - Michał zdenerwował się – Może mnie i dziewczyn nie i nie dziwię się, w końcu jesteś stetryczałym kawalerem, ale bądźmy szczerzy, jak mężczyzna z mężczyzną...
- Mężczyzna z kim? - Zapytał Maurycy kpiąco, przerywając pełną pasji przemowę.
Michał z wściekłości poczerwieniał na twarzy, ale powstrzymał się od przywalenia przeciwnikowi w twarz; przełknął ciężko ślinę, odetchnął i kontynuował, lodowatym, cichym tonem:
- Czy Tosia ci się podoba?
Maurycy starał się brać te słowa na poważnie, ale szeroki uśmiech, cisnący się na jego wargi, zdradzał jego stosunek do wypowiedzi chłopaka; mężczyzna rozsiadł się wygodnie, zakładając nogę na nogę.
- Ani trochę – Odparł powoli, patrząc wprost w oczy Michała – Nie widzę w niej nic atrakcyjnego.
Antoninę mimo wszystko te słowa zabolały; poczuła się gorsza. Jej chłopak miał podobne odczucia – jak to, w jego ukochanej, idealnej i pięknej, nie ma nic atrakcyjnego? Zraz jednak przyjrzał się Maurycemu z kpiącym uśmiechem.
- Było to głupie pytanie z mojej strony – Stwierdził spod uniesionych brwi – Jak pedałowi może podobać się jakakolwiek dziewczyna? - Prychnął – Powinienem zapytać, czy ja przy tobie mogę czuć się bezpieczny.
Zwodzki odwrócił wzrok i głęboko oddychając, próbował się uspokoić; znowu te insynuacje, nie można już być sobą.
- Jak Karol całuje? - Michał próbował wykorzystać przewagę, jaką udało mu się osiągnąć – Dziewczyny, które do niego przychodzą wydają się być zadowolone.
- Nie skupiałem się na tym, jak całuje twój koleszka, bo zależało mi tylko na ukaraniu go – Maurycy powoli znów skoncentrował spojrzenie na młodym studencie – Ale twoja dziewczyna całuje dobrze.
Tosia podskoczyła na krześle.
- Jak mogłeś?! - Pisnęła, a łzy zebrały się w kącikach jej oczu.
- Kochanie, o czym on mówi....? - Michał zmarszczył brwi i spojrzał na ukochaną zdziwiony.
- To było na tej imprezie, na której się poznaliśmy... - Dziewczyna zaczęła się jąkać – Byłam pijana, nie wiedziałam, co robię, poszłyśmy do łazienki...
- Poszłyście?! - Podchwycił chłopak – No tak, przecież on wtedy udawał babę; czy ty jesteś lesbą?!
- Nie... - Tosia schowała twarz w dłoniach – Przepraszam – Wstała i poszła w stronę wejścia do kawiarni; Michał poszedł za nią.
Gdy para zniknęła w głębi lokalu, Maurycy westchnął; nie chciał zdradzić tego sekretu, ale nie pozwolił, aby byle gówniarz się na nim wyżywał. A co do tego, że Tosia mu się nie podoba... Westchnął ponownie i zsunął się trochę z krzesła. Dłońmi mocno ścisnął krańce podłokietników i zamknął oczy. Gdy tylko usłyszał usłyszał, że zakochani wracają, spojrzał na nich spod uniesionej brwi, ściągając twarz. Tosia miała załzawione oczy, a Michał zatroskaną minę.
- Asia i Kasia za chwilę będą przy fontannie – Odparła smutno, nie patrząc na swego opiekuna – Zapłaciliśmy, więc możemy już iść.
Maurycy wstał bez słowa, podniósł z ziemi papierosa, który spadł mu niepostrzeżenie w trakcie wymiany zdań z Michałem i wyrzucił go do popielniczki.
Trójka osób szła w milczeniu; Zwodzki schował się za okularami przeciwsłonecznymi, a Tosia z Michałem trzymali się mocno za ręce. Katarzyna i Aśka jednak nie wyczuły napiętej atmosfery, będąc zbyt zaaferowanymi nowymi ubraniami, które kupiły.
- Jakie świetne ciuchy znalazłyśmy i to za grosze! - Zachwycała się Kaśka, pokazując przyjaciołom pełne torby zakupowe.
- Ja kupiłam chyba pięć par kolczyków, takie były wyprzedaże! - Wtórowała jej Asia – Mamy też coś dla was, ale pokażemy wam dopiero w pokoju.
- Znalazłyśmy to w sklepie z pamiątkami – Chichotała Kasia.
- Pewnie śmieszne czapki – Mruknęła Tosia.
- Nie jesteśmy tandetne – Zaoponowała Katarzyna – Niespodzianka się wam spodoba, możecie mi zaufać – Dziewczyna puściła oko do przyjaciół.
Dwie młode kobiety całą drogę do Krainy Marzycieli trajkotały o ciuchach, zakupach, kosmetykach itp. Antonina po chwili wkręciła się w rozmowę, jednak Michał i Maurycy nie potrafili prowadzić dyskusji na tak obce dla nich tematy. Ze sobą również nie wymienili żadnego zdania.
Pięcioro podróżujących wysiadło na ostatniej stacji linii metra. Potem szli jeszcze przez kwadrans, aż dotarli do niewielkiego domku na skraju lasu. Był zbudowany z czerwonej cegły, niepomalowany, okolony niskim płotkiem. Ogród przepełniony był różnorakimi gatunkami kwiatów, a przed domem ustawiona była ławeczka – jedyne miejsce, oprócz ścieżki, nieobsadzone cudnymi roślinami.
Maurycy zapukał do drzwi i po chwili otworzyła mu niezbyt urodziwa kobieta w średnim wieku, ubrana w fartuch pielęgniarski.
- Witam, panie Zwodzki – Odparła przez nos, wpuszczając gości – Nie pamiętam, aby był pan umówiony na wizytę.
- Owszem, nie byłem, ale czy zawsze muszę się zapowiadać, żeby ujrzeć moją ulubioną pacjentkę? - Zapytał mężczyzna nonszalancko, uśmiechając się.
Pielęgniarka zaśmiała się.
- Z niej też jest taka kokietka – Gdy jej skrzeczący śmiech ustał, zapytała – A kim są ci ludzie? - Jak gdyby dopiero w tym momencie zauważyła, iż Maurycy nie był sam.
Mężczyzna dokonał krótkiej prezentacji, ale na pielęgniarce nie zrobił wrażenia fakt, iż stoi przed nią przyszła królowa – polityka jej nie interesowała, byleby zapłata była godziwa i na czas.
- Pani tradycyjnie odpoczywa, akurat jest po drzemce – Mruknęła pielęgniarka; była zdania, iż jej podopieczna powinna więcej się ruszać.
Kobieta zaprowadziła gości do niewielkiej, przyciemnionej sypialni, której miejsce centralne zajmowało łóżko, na którym leżała kobieta na oko osiemdziesięcioletnia, choć w rzeczywistości miała ponad dwa razy tyle. Jej szczupłą twarz okalały rzadkie, siwe włosy, oblicze miała przyjemne, cerę lekko rumianą, choć wyglądała na osobę wątłą i zasuszoną. Gdy ujrzała wszystkich gości, którzy zechcieli ją odwiedzić, uśmiechnęła się promienne, młodniejąc o dziesięć lat.
- Nie spodziewałam się, że zobaczę pana tydzień przed wizytą, panie Maurycy – Zwróciła się grzecznie do lekarza – Chyba musi się panu nudzić.
- Niespecjalnie – Odparł mężczyzna, zamaszystym ruchem odsłaniając zasłony w oknach – Bardziej prawdopodobne, iż przywiodła mnie tu tęsknota – Uśmiechnął się szelmowsko do kobiety.
- Gdybym była w wieku tych oto tu młodych dam – Staruszka wskazała studentki – Pewnie bym uwierzyła w twoje kłamstwo, ale przez całe życie poznałam chyba wszystkie męskie sztuczki – Roześmiała się – Ale podejdźcież moje drogie – Skupiła uwagę na trzech przyjaciółkach – Niech się wam przyjrzę – śliczne cery, długie włosy, zadbane... Ale cóż to – kostki wam nie zmarzną? - Oburzyła się na widok spódnicy Asi i podwiniętych spodni Kasi oraz Tosi – Wieczory są już chłodne. Zadbają panowie o nie, prawda? - Spojrzała na Maurycego, a potem na Michała, jakby dopiero teraz go dostrzegła.
- Oczywiście – Odezwał się młody chłopak, chcąc zadeklarować wzięcie na siebie tego obowiązku przed konkurentem.
- Ale czy my się sobie przedstawiliśmy? - Staruszka zwróciła się do swojego lekarza, który stał obok jej łóżka.
- Nie, mój błąd – Odparł szybko Maurycy – To jest pani Józefina – Wskazał na kobietę – A to są: Antonina, Katarzyna, Joanna oraz Michał.
Gdy mężczyzna wymówił imię staruszki, Tosia spojrzała na niego spod uniesionych brwi. Nikt, oprócz Zwodzkiego, tego nie zauważył, więc pani Józefina kontynuowała.
- Wy jesteście tymi podróżnikami z Krakowa – Skinęła głową – I niech zgadnę – Powiodła wzrokiem po zgromadzonych – Ty jesteś królową – Wskazała Tosię.
- Przyszłą – Dziewczyna zarumieniła się.
- Dla nas, marzycieli, już nią jesteś – Sięgnęła po rękę Antoniny, aby ją ścisnąć – Ale cóż was tutaj sprowadza? - Zapytała lekarza – Chyba nie przyszliście popatrzeć na zniedołężniałą staruchę?
- Właściwie to przyszliśmy tu w towarzystwie Antoniny, która ma do pani prośbę – Wyjaśnił Maurycy i popatrzył na Tosię, co uczynili podobnie pozostali.
Dziewczyna lekko się zarumieniła pod naporem ciekawskich oczu; by stworzyć atmosferę dyskrecji, przykucnęła przy łóżku chorej i wyjaśniła jej swój problem z odzyskaniem mocy.
- Moje dziecko, to nic dziwnego, że na tym etapie jeszcze nic nie umiesz – Józefina uśmiechnęła się dobrodusznie.
- Wiem, ale sedno sprawy polega na tym, że nie wiem, jak nauczyć od nowa swych umiejętności, a potem je kontrolować – Tosia posmutniała.
- I nikt inny nie jest w stanie cię nauczyć? - Kobieta spojrzała spod uniesionych brwi na Maurycego.
- Nie znam innego Marzyciela, do którego miałbym równie wielkie zaufanie, jak do pani – Odezwał się mężczyzna, patrząc wprost w oczy staruszki.
- A więc dobrze – Józefina przeniosła swe łagodne spojrzenie na Antoninę – Skoro jestem jedyną osobą, która jest cię w stanie nauczyć, to podejmę się tego wyzwania; wiesz, nawet mnie to cieszy – Odparła po chwili ciszy, nie wiadomo, do kogo – Urozmaicenie życia na starość, odświeżenie mocy, nie tylko do przysunięcia sobie herbaty czy włączenia telewizora – Stwierdziła z entuzjazmem – Zatem bądź, moje dziecko – Spojrzała na Tosię – Tutaj jutro po południu.
- Mogę być nawet rano – Odparła dziewczyna, pełna zapału do pracy.
- Nie, ponieważ mam już dla ciebie pierwsze zadanie – Kobieta uniosła palec wskazujący – Masz porządnie się wyspać, poleniuchować z rana, a dziś lub jutro wziąć gorącą kąpiel, jednym słowem – zrelaksować się. Co? A tak, twoi przyjaciele również mogą przyjść jutro. A teraz wyjdźcie – Machnęła ręką, jakby odganiała natrętne muchy – Chciałabym zamienić słówko z panem Maurycym, sam na sam.
Przyjaciele wymienili porozumiewawcze spojrzenia, po czym wyszli.
- Ukrywanie pańskich tajemnic to jedna z moich ulubionych zabawa – Przyznała pani Józefina, gdy usłyszała oddalające się kroki studentów z Krakowa.
- Mówi pani szczerze czy sarkastycznie? - Zapytał Maurycy spokojnie, kucając przy łóżku chorej.
- Szczerze; w moim wieku i stanie próżno jest szukać zabawy, chyba że za niezły ubaw uważa się grę w bingo – Przyznała kobieta, krzywiąc się – Cieszę się, że to właśnie ja jestem powierniczką pańskich tajemnic.
- Chyba byłem to pani wdzięczny – Mężczyzna wzruszył ramionami.
- Moim zdaniem powodem pańskiego zwierzenia była świadomość, iż ja już długo nie pożyję, dlatego mogę nie zdążyć nikomu pan tego przekazać. A człowiek lubi się zwierzać, zwłaszcza nieznajomym.
- Odsprzedała mi pani tanio działkę, więc nie była mi pani całkiem obca.
- Transakcja nie czyni przyjaciółmi, wręcz przeciwnie – Józefina uniosła palec wskazujący –Niech pan o tym pamięta; wydaje się panu, że w tym wieku i po takich przejściach zna już pan wszystkie prawdy życia, lecz jeszcze leżąc na łożu śmierci niejednego się pan dowie.
- Paulo Coelho czy Arystoteles? - Zapytał Maurycy kąśliwie.
- Józefina Bukalska; czasem i mnie uda wymyślić się coś, co mogłoby służyć za podpis zdjęcia na portalu społecznościowym – Kobieta zachichotała.
Maurycy jedynie uśmiechnął się z pewnym pobłażaniem.
- Powinienem już dawno postawić pani pomnik, albo napisać hymn na pani cześć, za to, co pani dla mnie zrobiła, a zamiast tego ja proszę panią o kolejną przysługę – Odparł Maurycy po chwili.
- Po pierwsze, wyświadczam przysługę tej małej...
- Mnie w pewnym stopniu też – Wtrącił mężczyzna, ale staruszka go zignorowała.
- A po drugie, nudzi mi się; wiesz jak leżenie plackiem potrafi zanudzić człowieka? - Zapytała spod uniesionych brwi.
- Nie – Maurycy pokręcił głową, uśmiechając się z ironią – Nie jestem tak leniwy jak pani – Zaśmiał się.
- No, no – Kobieta mu zawtórowała, znów unosząc palec wskazujący – Uważaj, bo może i w czynach łatwym przeciwnikiem, ale to, co mogłabym powiedzieć, zabiłoby cię – Odparła pół żartem, pół serio.
- W takim razie daję pani wolność wypowiedzi – Odparł Maurycy, wstając.
Pani Józefina westchnęła.
- Nigdy nie przestanie pan być dla mnie zagadką – Oznajmiła, unosząc wzrok na lekarza.
Maurycy prychnął.
- Dla mnie jedyną zagadką jest, jakim cudem jeszcze żyję – Odparł ze smutnym uśmiechem; po chwili krępującej ciszy odparł – Lepiej już pójdę; młodzi na mnie czekają. Za tydzień znów panią odwiedzę, a z Tosią będzie się pani umawiać indywidualnie.
- Dobrze, proszę pana – Odparła staruszka prześmiewczo.
Maurycy skłonił się bez słowa i wyszedł; pani Józefina uśmiechnęła się do siebie.
- ,,Ech, dzieciaku.... - Pomyślała, kręcąc głową – Obyś kiedyś zaznał spokoju”.


Zmierzch zapadał, gdy przyjaciele z Krakowa wraz ze swym opiekunem wracali do hotelu. O tej porze dużo osób wracało metrem z pracy; wydawali się być bardziej ludzcy niż rano – staruszkowie nie mieli aż tak udręczonych twarzy, gdy czytali gazetę codzienną, młodzi wypełniali metro wesołą rozmową, rozlewając na wszystkich pasażerów radość ze skończonych zajęć. Mówili o planach na wieczór, a niektórzy z nich byli już w strojach gotowych na przyjęcie. Cekiny i wesołe kolory odbijały się na twarzach robotników, wygładzając bruzdy na ich twarzach. Matki tuliły do piersi zmęczone dzieci, które cały dzień spędziły w żłobku lub przedszkolu; mimo iż maluchy wydawały się spać spokojnie, w rączkach kurczowo trzymały stare misie, lalki jak modelki i sportowe samochody, ponieważ były to ich najdroższe skarby, o których nawet sen nie pozwolił im zapomnieć. Para zakochanych ściskała się w kącie przedziału, a przerażonymi oczyma ogarniała pozostałych pasażerów bojąc się, iż ktoś zabroni im dzielenia się swoją miłością ze światem. Jednak nie wiedzieli, iż parna atmosfera niepokoju minęła, rozproszona przez chłód wieczoru, który dawał ulgę wszystkim podróżującym. Słońce nie raziło ich w końcu w oczy, za to księżyc powoli wyłaniał się zza chmur, próbując zgonić za horyzont ostatnie ciepłe barwy dnia. Stereotypowo noc kojarzyła się z niebezpieczeństwem, lecz w Krainie Marzycieli dawała wolność, zwłaszcza od wścibskich spojrzeń sąsiadów. Noc zacierała różnice pomiędzy rzeczywistością a fantazją, co pozwalało wszystkim, a zwłaszcza przyjezdnym z Krakowa, poczuć się normalnie; nic ich już nie ściskało za gardło, żadna osobliwość nie chowała się za plecami.
Tosia zamknęła oczy i przyciskając czoło do chłodnej rurki idącej od podłoża do sufitu, wdychała świeże powietrze normalności. Ludzkie ciała, rozmowy, zapach perfum i spoconych ubrań oraz papierosów wypalonych przez Maurycego, który stał obok niej, a które trwale wpisały się w jego osobowość, oczyszczały duszną atmosferę poznania. Dziewczyna czuła chłód na twarzy i brakowało jej jedynie zapachu grzańca, aby poczuć się jak w Krakowie. Mimowolnie uśmiechnęła się do siebie – przypomniała sobie dom. Dom... Nagle poczuła łzy pod powiekami. Tosia nie zdawała sobie do tej sprawy z tego, jak bardzo tęskniła za domem, rodzicami, psem... Normalne życie, które wiodła do poniedziałku wydawało jej się odległe i nieznane jak planeta, niezależnie która. Dziewczyna spojrzała na swych towarzyszy – przyjaciółki rozmawiały w wesołym tonie, Michał grał na telefonie, a Maurycy stał do niej tyłem, opierając głowę o drugą rurkę, najwyraźniej w taki sposób odpoczywając. Nieodparta siła kazała jej się do niego zwróci; Antonina rozejrzała się, po czym nachyliła w stronę mężczyzny.
- Tęsknię za domem – Wyszeptała.
Maurycy nie był zaskoczony, słysząc głos dziewczyny; słyszał jej przyspieszony oddech, więc domyślał się, iż coś złego się dzieje, a potem poczuł jej ruch za sobą.
- Czemu mówisz to akurat mnie? - Zapytał, przechylając lekko głowę, by lepiej słyszeć Tosię, lecz aby jej nie widzieć.
- Nie wiem – Dziewczyna przełknęła ciężko ślinę – Ty jeden orientujesz się w tym wszystkim.
- A może nie chcesz przyznać się przyjaciołom do słabości? Poza, jaką przybierasz od dłuższego czasu jest przez nich aprobowana; może boisz się odrzucenia?
- Czemu wpierasz mi, że udaję? – Tosia liczyła na wsparcie, nie naganę; jej głos stał się ostrzejszy – Czy i ty nie udawałeś?
- A uważasz mnie za normalnego? - Maurycy pytał spokojnie.
- Niezbyt.
- W takim razie masz odpowiedź.
Antonina westchnęła, próbując powstrzymać się od płaczu.
- Po co ja się w ogóle odzywałam...
- Bardzo tęsknisz za rodzicami? - Zapytał Maurycy szybko; nie chciał znów jej do siebie zrazić.
- No pewnie; brakuje mi ich ciepłych słów oraz wsparcia – Tosia pozwoliła łzom spływać po policzkach.
- A wiesz, że mamy tu Internet i takie coś jak Skype? Kraina Marzycieli to naprawdę nie koniec świata.
- Tak...? - Antonina otarła mokre policzki – Mam laptopa, ale nigdy nie próbowałam sprawdzić, czy uda mi się nawiązać kontakt z rodzicami.
- No widzisz? - Mężczyzna w końcu spojrzał na swoją rozmówczynię i uśmiechnął się – Czasem warto się do mnie zwrócić.
Tosia odwzajemniła uśmiech, lecz zaraz potem przypomniała sobie o czymś.
- To nie oznacza, że nie jestem na ciebie zła – Odparła poważnie.
- Jesteś upierdliwa – Westchnął Maurycy.
Gdy panna Kruczyńska dotarła wraz z przyjaciółmi do hotelu Marysi, natychmiast pobiegła do swojego pokoju, prosząc, aby nikt jej nie przeszkadzał oraz przepraszając za to, że nie zje wspólnej kolacji. Następnie przez kolejne dwie godziny rozmawiała z rodzicami; obie strony były podekscytowane wspólną rozmową, której od dawna nie prowadzili. Łzy spływały po wygiętych w górę ustach, uradowane tony w ich głosach załamywały się co chwilę od wzruszenia, a otoczenie zarówno w pokoju Tosi, jak i w salonie jej rodziców zamknęło się w przestrzeni komputerów. Było już późno, gdy zdecydowali się zakończyć konwersację, ponieważ Ewa i Wiktor musieli iść spać; życząc dobrej nocy córce, pożegnali się. Tosia po wyłączeniu komputera siedziała jakiś czas w ciemności. Sama, otoczona nieznaną rzeczywistością, czekająca na największe w jej życiu zadanie. Cisza pulsowała w jej skroniach, dopóki pukanie do drzwi nie uderzyło ją mocno w głowę.
- Proszę – Jęknęła, marszcząc brwi; teraz zamiast ciszy, w skroniach poczuła ból.
Gość zaświecił światło, które oślepiło dziewczynę.
- Czemu jesteś takim sadystą? - Zapytała Maurycego, mrugając szybko.
- Bo lubię – Mężczyzna wzruszył ramionami, siadając na podłodze, naprzeciwko Tosi – Jak tam rozmowa.
- Dziękuję, dobrze – Ból głowy nie ustąpił, ale Tosia mogła już patrzeć przed siebie – Przyszedłeś na zwiady czy liczyłeś na rozmowę z moją mamą?
- Ani jedno, anie drugie – Maurycy zrobił małą pauzę, albo żeby zebrać myśli, albo żeby zrobić dramatyczny efekt – Przyszedłem cię przeprosić za dzisiaj, za to, co powiedziałem Michałowi.
Dziewczyna wyprostowała się, jakby chciała uzewnętrznić zranioną dumę.
- Wiem, że nie obiecałeś mi dochować milczenia wobec mojego chłopaka, jednak zapewne łatwo było się domyślić, iż nie życzę sobie, aby dowiedział się o zajściu w łazience – Odparła oficjalnie i szorstko.
- Wie, lecz... - Zaczął Maurycy z miną winowajcy, ale młoda kobieta mu przerwała.
- Lecz uniosłeś się dumą w trakcie rozmowy o Karolu, a to był twój jedyny argument, żeby uciszyć Michała – Stwierdziła pewnie.
Mężczyzna był pod wrażeniem.
- Masz rację – Odparł – Mimo wszystko w moich intencjach nie było cię urazić; nie zastanowiłem się nad konsekwencjami, za co bardzo żałuję – Przyjął ton dziewczyny – Przyjmij, proszę, moje przeprosiny, ponieważ nie mam zamiaru toczyć z tobą żadnej wojny, zwłaszcza, że donikąd nas ona nie zaprowadzi.
- Zacząłeś tę wojnę, gdy tylko pierwszy raz mnie obraziłeś; w twoim zachowaniu nie widzę pokojowych intencji.
- Może próbuję wyciągnąć z ciebie twoje prawdziwe ,,ja”? Chcesz być suką do końca życia?
- Czy ty naprawdę nie umiesz się powstrzymać? - Dziewczyna uniosła głos.
- Przynajmniej nikogo nie udaję, co tobie szczerze polecam; ludzie natychmiast wyczują, że ich królowa jest sztuczna, a to będzie dla ciebie zgubne. Służę ci jedynie dobrą radą, którą ty odrzucasz, ponieważ nie myślisz i nie chcesz się zmienić, bo znalazłaś gówniarzy, którzy akceptują tylko fałsz, ale ty się ich trzymasz ze strachu. Myślisz, że jesteś mądra i może tak było, dopóki nie poznałaś się z tymi dzieciakami. Chcę ci jedynie pomóc, ale widzę, że twoje ostatnie słowo brzmi ,,nie” - Mężczyzna mówił bardzo szybko.
- I masz rację.
Maurycy wstał, na co Tosia również się uniosła.
- Jesteś złośliwa – Podsumował Zwodzki – Dzisiaj uniosłem się dumą, i aby mnie ukarać, robisz to samo.
- Tam są drzwi – Odparła dziewczyna ochrypłym głosem.

Mężczyzna zmierzył pannę Kruczyńską wzrokiem, po czym wyszedł trzaskając drzwiami.
CDN...