Kilka dni później ustawa o karze śmierci weszła w życie, wraz z ustawą o możliwości króla w wydawaniu samodzielnych dekretów, na które zgodę musiało wyrazić tylko połowa kworum poselskiego. Bardzo zadowolony ze swych rządów i posłuszeństwa podwładnych, władca oddawał się codziennie hedonistycznym potrzebom, przez co jego żona w swym i jego mniemaniu zmalała do roli źródła fizycznych przyjemności, a absynt i kalikras stały się nieodłącznym elementem śniadania i kolacji. Scarlett czuł się spełniony i zadowolony, co dało się odczuć w pałacu, gdzie mieszkańcom żyło się dobrze oraz w kraju, w którym Milleńczykom wiodło się gorzej, niż tego oczekiwano. Wydawane przez króla dekrety stały się dla społeczeństwa siermiężne, jak choćby ograniczenie dostępnych w sklepach produktów - na przykład dwadzieścia torebek makaronu na tydzień. Miało to uratować budżet państwa oraz zmniejszyć ilość marnowanego jedzenia. Produkty znikały błyskawicznie, mieszkańcy bali się, że zabraknie im czegoś niezbędnego, więc kupowali wszystko, co wpadło im do ręki.
Największe kolejki były w poniedziałki i wtorki, a ze względu na brak klientów w niedzielę, władca wydał kolejny dekret o zamykaniu sklepów wielobranżowych w tym dniu. W sobotę wieczór przywożono nowy towar, który następnie na spokojnie zostawał ustawiany na sklepowych półkach. To jednak zmniejszyło tylko starty sklepów, a Milleńczycy wciąż bili się o ostatnią torebkę przyprawy curry. Dlatego ukazał się kolejny dekret, wprowadzający kartki żywnościowe. Kolejki nie zmniejszyły się, ale burdy w sklepach - tak.
Scarlett był z siebie bardzo zadowolony.
W tym czasie jego rodzeństwo zbierało armię, by zniszczyć króla. Enaretowi w trakcie pobytu we Włoszech udało się dotrzeć na szczyt góry i wzniecić pożar, a przynajmniej, że tak to zostało odebrane, ponieważ chwilę później usłyszał wycie syren. I gdy księciu już się wydawało, że nici z jego planu, ponieważ straż pożarna zbliżała się coraz szybciej, ujrzał znajomą, połyskującą mgiełkę oraz uczucie lekkości. Przerwał działanie mocy i pozwolił się unieść by kilka sekund później wylądować na twardej, mieleńskiej ziemi. Przez chwilę Enaret się nie ruszał, musiał odpocząć - powrót do domu wymagał od niego wiele wysiłku i dodatkowo dochodziło do tego wycieńczenie organizmu. Tom bardzo chciał ruszyć w dalszą drogę , lecz ujrzawszy zachodzące słońce, uśmiechnął się i zapadł w błogi sen. Został obudzony dopiero nad ranem, a jego budzikiem był damski, znajomy głos.
- Tutaj jest! - Krzyczała dziewczyna - Mam nadzieję, że żyje.
- A co, jeśli…? - Zapytał jakiś mężczyzna.
- Nie waż się nawet o tym myśleć - Skarciła go ostro Morifia, której głos Enaret nareszcie rozpoznał.
- Mori? - Zapytał książę delikatnie.
- Żyje! - Wykrzyknęła dziewczyna, podbiegając do brata i porywając go w objęcia - Tak bardzo się bałam - Odparła łamiącym się głosem.
- O mnie? - Zapytał Enaret ze śmiechem - Przecież jestem niezniszczalny.
- Oczywiście, braciszku - Powiedział Fortis, podchodząc spokojnie do rodzeństwa.
- Wiecie, dlaczego się tam znalazłem? - Zapytał najstarszy Tom, czując się coraz silniejszym.
- Nie, ale patrząc na wydarzenia minionych dni, przypuszczamy, iż stoi za tym Scarlett - Odparła Morifia przez zaciśnięte szczęki.
- Tak też myślałem, bo to on przyprowadził mnie do zbrojowni, a potem już nic nie pamiętam; obudziłem się dopiero we Włoszech.
- To po co się pytasz, skoro wiesz? - Zapytał Fortis z nonszalanckim uśmiechem, dumny ze swej udanej akcji ratowniczej.
- Dla upewnienia.
- Tak - czy twój ukochany brat jest jednak gnidą - Ton głosu wojownika zmienił się na kąśliwy.
- Nie, to znaczy… - Enaret westchnął - Wiecie, że zawsze uważałem, iż muszę sprawować nad nim pieczę, uosabiałem go z bezradnością, a tym czasem…
- Oszukał nas wszystkich i zabił ojca - Syknęła Morifia.
Po tej wypowiedzi bracia spojrzeli na siostrę z lekkim szokiem w oczach.
- No co? - Dziewczyna wzruszyła ramionami - Ktoś musiał to powiedzieć głośno.
- Dobrze, rozumiem - Skinął głową Enaret, lecz wciąż pozostawał w smutnym nastroju - Opowiedzcie mi teraz, co się wydarzyło od mojego zniknięcia.
Morifia i Fortis na zmianę opowiadali o puczu oraz swych perypetiach. Zarysowali swój plan wyzwolenia kraju spod władzy młodszego brata, a na końcu cała trójka wymieniła się swymi dziwnymi snami czy wizjami, jakkolwiek to nazwać.
W takim stanie rzeczy rodzeństwo ustanowiło swą siedzibą ruiny Zamku Fragor, który budził wymagane przerażenie, aby nikt niepowołany go nie odwiedził. Przez miesiąc przyjmowali w nim delegatów, którzy przekonali się do ruin i byli gotowi przyłączyć się do Ruchu Antykrólewskiego, jak Tomowie pozwolili nazwać swoją ,,sprawę”. Wpierw zgłaszali się do nich zwolennicy starego ładu, Pekatowie, po których osobiście pojechała księżniczka oraz kilka starych szwaczek - młode straciły zapał. Po dwóch tygodniach dołączyli do nich ci, będący na początku zadowoleni ze zmian. Opowiadali rodzinie królewskiej o pogorszeniu ich warunków życia, co finalnie przekonało Enareta do walki przeciw bratu. Udało im się również skontaktować z Dudusem, który rozpoczął akcję antykrólewską w fabryce.
W tym czasie Scarlett dowiedział się od swojej żony, iż ta jest w ciąży od kilku tygodni. Wiadomość tak bardzo ucieszyła władcę, że wysłał poselstwo na cały kraj, które rozniosło radosną nowinę oraz kilka darmowych artykułów żywnościowych. Millenia świętowała przez dwa okrągłe dni, po których do Scarletta dotarła niezadowalająca go informacja, dostarczona mu przez Kommotisa.
- Ktoś z ludności odkrył zniszczony Portal Wschodni, a wiesz, dokąd on prowadzi…
- Zbyt dobrze, Kommotisie - Odparł król, popadając w zamyślenie - Zastanawia mnie jedna rzecz - jak mogliście tego nie zauważyć?, tak samo jak ucieczki mojego brata? - Zapytał chłodno - Zniszczeniu musiał towarzyszyć wybuch, być może pożar, a wy prowadząc patrole po całym kraju nie zauważyliście tego?
- Przeprowadzę kontrolę wśród gwardzistów i dowiem się, kto dopuścił się uchybienia - Obiecał Kommotis poważnym tonem.
Tak też zrobił; jeszcze tego samego dnia wieczorem przed królewski tron zostali przyprowadzeni dwaj mężczyźni - jeden dość młody, drugi w średnim wieku, ale w obojgu Scarlett rozpoznał byłych podwładnych swego ojca. Z tego względu, być może nieświadomie, Tom wymierzył im bardzo surową karę - śmierć poprzez ścięcie głowy, a potem nabicie tych głów na pal, gdzie będą wisieć przez tydzień ku przestrodze innym. Dodatkową grozę budziła ściekająca przez jakiś czas krew po drewnie. W ceremonii kary Scarlett nie pozwolił wziąć udziału Dominie.
- Dlaczego - Zapytała, marszcząc brwi.
- Ktoś musi zając się matką - Wyjaśnił Tom, jak gdyby od niechcenia - Jej okna wychodzą na plac, nie może tego zobaczyć.
- To nie jest moje zadanie; Xanthia miała się nią zajmować - Odparła kobieta wciąż w gniewie.
- Tak, lecz jest chora od dwóch dni i spędza je w zamknięciu, by nikogo innego nie zarazić - Westchnął Scarlett; czuł się jakby rozmawiał z dzieckiem - Ty i tak nie jesteś tam potrzebna.
- Jak to? - Domina była wyraźnie zdziwiona - Przecież jestem królową.
- I co z tego? - Król wzruszył ramionami, wkładając ręce do kieszeni - Nigdzie nie jest napisane, iż królowa ma być obecna przy egzekucjach czy jakichkolwiek innych wydarzeniach politycznych, prócz świąt państwowych.
- Tak? - Kobieta skrzyżowała ręce na piersi i stanęła w wojowniczej pozie - Jaka jest zatem moja rola, królu mój? - Zapytała z sarkazmem.
- Przede wszystkim nie mów do mnie takim tonem - Syknął Scarlett, podchodząc do żony, na co ta się zlękła - Czy widziałaś mą matkę obecną przy obradach sejmu czy nawet tych rzadkich egzekucjach, które do tej pory dotykały tylko wojskowych bez procesu sądowego? - Zrobił bardzo krótką pauzę - Nie, była jedynie ozdobą u boku mego ojca.
- Wydawało mi się, iż służyła mu również dobrą radą i pomocną dłonią - Domina próbowała się jeszcze bronić, lecz jej głosik był zbyt słaby, by jej rozmówca poczuł respekt; usiadła na pobliskim krześle.
- Jak kto woli - Odparł Scarlett z wyraźną uszczypliwością - Ciesz się, że nie jesteś moją babką - notorycznie zdradzaną i bitą przez dziadka.
Królowa straciła pewność siebie; przełknęła ciężko ślinę.
- Chyba masz rację - Wyszeptała z paniką w oczach, co zaalarmowało jej męża, iż posunął się za daleko.
- Spokojnie, moja droga - Odezwał się Tom ze słodyczą w głosie, klękając przed żoną - Nie bój się, ja tylko nie chcę, byś naraziła się na nieprzychylność społeczeństwa, zachowując się niestosownie - Ujął jej twarz delikatnie - Pamiętaj, że pochodzisz z ubogiej rodziny, gdzie nie nauczono go ogłady. Będąc teraz w pałacu musisz znać swe miejsce.
- Gdzie ono jest? - Zapytała Domina z butną miną, lecz jej oczy zaszły łzami.
- U mego boku, kochanie - Scarlett pocałował ukochaną w policzek; poczuł pod wargami słone łzy - Masz błyszczeć, a szczególnie teraz i powinnaś na siebie uważać - Położył ostrożnie rękę na lekko zaokrąglonym brzuchu kobiety - Z tego powodu również nie powinnaś oglądać egzekucji.
- Dlaczego wcześniej tego nie powiedziałeś? - Domina zmarszczyła brwi, choć była już spokojniejsza - Tylko wymyśliłeś taką bajeczkę z mamusią?
- To nie bajka - chcę, byś jej dziś towarzyszyła, nie może zostać sama - Wyjaśnił Tom, wstając - Zrozum, że robię to dla waszego dobra - Podał rękę żonie.
Królowa wstała i pozwoliła się zaprowadzić do teściowej. Jej ciążą stała się dla króla wymówką do zamykania Dominy w jednym pokoju z Mitis. Kobieta czuła, że to, co zrobiła było błędem, a Scarlett okazał się być wężem, który ją zwiódł; widziała, jak mąż podporządkowywał sobie jej współbraci, którzy szli za nim ślepo, zadowoleni z uciśnienia Milleńczyków i ich przelanej krwi. Domina nie miała już sił stawiać oporu, czując się w swoim ciele coraz gorzej, zwłaszcza ze świadomością, iż nosi pod sercem potomka tyrana. Jej psychiczna agonia trwała dopóty, dopóki nie usłyszała od Xanthii wieści, iż pozostali Tomowie żyją i budują armię przeciw bratu. Zapytana o to, skąd ma takie informacje, służka przyznała, iż powiedziała jej o tym była królowa, która rzekomo miała kontakt ze swoimi dziećmi. Potwierdzenie tych wiadomości Xanthia znalazła na targu u sprzedawcy owoców, którego brat przyłączył się do Ruchu Antykrólewskiego. Od tego momentu Domina żyła w rozdarciu; nie chciała porzucać tego, o co tak długo walczyła; wierzyła, iż uda jej się uzyskać władzę, lecz z drugiej strony w głębi serca czuła, że została sama ze swymi ideałami i jakakolwiek walka zakończy się dla niej tragicznie. Pozostawało jej jedynie dołączyć do opozycji. Postanowiła za wszelką cenę uciec z pałacu i dostać się do Tomów, a wiedziała, że ze swoją mocą będzie im bardzo pomocna. W dniu, w którym podjęła tak radykalną decyzję, znów poczuła siłę do walki, niemalże taką samą, jaką czuła przy swoim dziadku, słuchając jego rewolucyjnych planów.
ZDRADY
- Strasznie się ociągamy - Narzekał Fortis przy śniadaniu, które miało miejsce na tyłach zamku.
Rodzeństwo siedziało na trawie i jadło dary przyniesione przez swych zwolenników, co miało być formą zapłaty, Przynamniej dla tych, którzy coś uprawiali lub mieli swobodny dostęp do żywności.
- Nie marudź - Skarciła go Morifia, spoglądając w czyste niebo.
- Myślałem, że mamy walczyć - Kontynuował jej brat, tonem niezadowolonego ze swej nowej zabawki dziecka.
- I będziemy, ale nie na żywca, prawda? - Dziewczyna traciła powoli cierpliwość.
- Przecież wiesz, że musimy skompletować armię i zdobyć ekwipunek - Dodał Enaret spokojnym głosem - To trwa, ale dla pocieszenia powiem ci, że nasza miesięczna bezczynność również i mnie zaczyna wyprowadzać z równowagi.
- Nie widać tego po tobie - Fortis przyjrzał się bratu z uwagą.
- Wiesz przecież, że cechuje mnie powściągliwość - Wyjaśnił książę na spokojnie.
- I odrobina rozumu - Morifia nie mogła powstrzymać się od kąśliwej uwagi.
- A ty poczuciem humoru zwalającym z nóg - Odgryzł się jej Fortis - Na co w takim razie teraz czekamy? - Zwrócił się ponownie do Enareta.
- Na odpowiedź rolników, czy przyłączą się do nas oraz na dostawę zbroi od Pekatów, lecz ci dopiero mieli ją wytworzyć.
- I wtedy będziemy się bić?
- Jeśli starczy dla wszystkich - Enaret rozłożył się wygodnie na trawie.
- A może warto udać się do Fabryk? Mają tam zbrojownie, można coś ukraść - Zaproponował najmłodszy z nich.
- Tłumaczyliśmy ci to już - zbyt duże ryzyko na złapanie nas; przecież wszyscy jesteśmy uznani za poszukiwanych, oprócz mnie - Wtrąciła Morifia.
- Nigdy nie zapomnę Miterze tego, że zabiła kogoś dla mnie i zdeformowała mu twarz oraz wmówiła strażnikom, że spadła na mnie stara maszyna do szycia - Westchnął książę.
- Dzielna kobieta - Skinęła głową jego siostra.
Przez cały dzień rodzeństwo otrzymało odmowę większości rolników do przyłączenia się; jedynie kilku z nich się na to odważyło. Zbroi przywiezionej od Pekatów również było niewiele, ponieważ brakowało im surowców. Nieoczekiwana pomoc nadeszła w nocy.
Godzinę po północy Morifię zbudził szelest, dochodzący z zewnątrz, jak gdyby ktoś skradał się przez zarośla. Dziewczyna sięgnęła po sztylet, który zawsze miała przy sobie i ostrożnie podeszła do okna. Istotnie, ujrzała poruszane przez coś krzewy; oczywiście mogło to być jakieś zwierze, lecz odkąd tam przebywała, jeszcze nigdy nie została zbudzona przez tak głośne dźwięki. Księżniczka wolała upewnić się, co nachodziło ich kryjówkę w nocy, dlatego zeszła na parter (sypialnie ulokowali na pierwszym piętrze) najciszej, jak tylko potrafiła, po czym skradła się do miejsca, z którego dochodził hałas. W miarę, jak zbliżała się do niebezpieczeństwa, nabierała pewności, iż nie ma do czynienia ze zwierzęciem. Nieznajomy wyczuł obecność kobiety, dlatego szelest nagle ustał. Morifia przygotowała się do nagłego ataku, lecz nagle intruz wyłonił się ze swej kryjówki. Księżniczka natychmiast poznała swoją bratową.
- Co ty tu robisz?! - Syknęła, przepełniona zdenerwowaniem i zdezorientowaniem.
- Chcę się do was przyłączyć - Wyjaśniła Domina, unosząc ręce w geście poddania się.
- Akurat - Prychnęła Morifia - Pewnie Scarlett cię tu przysłał na przeszpiegi.
- Scarlett ma mnie za nic, nie powierzyłby mi takiego zadania.
- Nie wierzę w ani jedno twoje słowo.
- Spróbuj albo chociaż mnie wysłuchaj - Jęknęła Domina, z niewinną miną.
- Wszyscy cię wysłuchamy - Kobieta zaakcentowała rzeczownik.
- Zgadzam się, bylebym potem mogła się do was przyłączyć.
- Jesteś nazbyt zuchwała - Odparła Morifia, podchodząc do kobiety i chwytając ją mocno za nadgarstki; miała bardzo mocny uścisk.
Domina znów jęknęła, lecz zacisnęła mocno zęby i pozwoliła się prowadzić do zamku.
Panna Tom dość brutalnie obudziła swych braci, wchodząc głośno do ich komnat i zrywając z nich koce.
- Co ci się dzieje? - Zapytał Fortis, niezadowolony z postępowania siostry.
- Mamy Dominę Pater, przepraszam - Tom do przesłuchania - Oznajmiła.
To nazwisko podziałało na obu jej braci jak magnes; ubrali się w błyskawicznym tempie, by jak najszybciej znaleźć się w dawnej jadalni, gdzie przywiązana do krzesła siedziała ich bratowa.
- Domina! - Wykrzyknął Enaret na widok przyjaciółki; rumieniec wystąpił na jego policzkach - Co ty tu robisz?
- Właśnie spróbujemy się tego dowiedzieć - Odpowiedziała mu siostra, zaplatając ręce na piersi i patrząc na braci wzrokiem buntowniczki.
- Może opowiem wam moją smutną historię, a wy zadecydujecie, czy jest wiarygodna, czy nie - Domina wzruszyła ramionami na tyle, na ile mogła.
Rodzeństwo przystało na taką propozycję, po czym wysłuchali o niegodziwościach swego brata, jego barku poszanowania do żony i kolejny raz usłyszeli o tym, co jego ustawy i dekrety narobiły złego w kraju.
- Nie o to walczyłam wraz z moimi ludźmi, którzy teraz są na jego usługach - Zakończyła - Gdyby wciąż stali po mojej stronie zapewne nie byłoby mnie tu dziś, lecz tylko wy mi pozostaliście; mogę nawet umrzeć w walce, byleby odsunąć tego szaleńca od władzy.
- A co z naszą matką? - Zapytała Morifia, a kącik jej warg zadrżał, na wspomnienie Mitis.
- Izoluje ją od świata, lecz opiekę ma dobrą; zajmuje się nią Xanthia, on sam nie traktuje jej źle. Nie widują się często, ponieważ Scarlett głównie skupia się na pracy, lecz jeśli już idzie do jej komnaty, która teraz mieści się w północnej wieży, to nigdy nie wracał zły lub wytrącony z równowagi. Raczej zawsze wydawał się być spokojny - Nastała chwila ciszy - Lecz słyszałam, iż królowa ma z wami kontakt? - Kontynuowała Domina - To od niej Xanthia dowiedziała się o waszej rebelii, co potem mi przekazała.
Rodzeństwo spojrzało na kobietę z głębokim zdziwieniem.
- Z naszą matką? - Dopytał Enaret, a gdy Domina skinęła głową, dodał - Nie widzieliśmy jej od czasu wygnania nas z pałacu.
- To prawda - Potwierdził Fortis - Jak mielibyśmy to uczynić? Przez cały ten czas próbowaliśmy się wydostać z miejsc, do których zostaliśmy zesłani, a potem siedzieliśmy tu - Gestem wskazał otoczenie - Ona, z tego co mówisz, przebywała wtedy w pałacu.
- A w nocy? - Zasugerowała nowa królowa - Lub skorzystała ze zdolności multiplikacji i odwiedziła was za dnia.
- Przecież mówimy wyraźnie, że od ponad miesiąca się z nią nie widzieliśmy, ani nie kontaktowaliśmy - Odparła Morifia ze zniecierpliwieniem - W dodatku nawet, gdyby skorzystała ze swej mocy, to nie byłaby w stanie wydostać się w swej postaci z pałacu.
- Mogła ją zmienić?
- Raczej nie - Wtrącił Enaret, kręcąc głową.
- W takim razie nie wiem, dlaczego królowa skłamała - Zamyśliła się Domina.
- A może wszystko to zmyśliła Xanthia? - Zasugerowała Morifia; nigdy nie lubiła tej dziewczyny.
- To dlaczego powiedziała mi o was?
- Żebyś została złapana na próbie ucieczki, a wtedy ona zajęłaby zapewne miejsce u boku króla - Stwierdził Fortis - Kochała się do szaleństwa po kolei w każdym z nas.
- Mnie w to nie wliczaj - Zwróciła mu uwagę Morifia.
- Dlatego teraz łakomi się na Scarletta, zwłaszcza, gdy ten mianował się na króla - Dokończył najstarszy Tom - A wiesz może, jaki jest jego następny ruch polityczny?
- Mnie się nie zwierza, lecz w zamku gadają, że za niedługo będą zostaną wprowadzone poprawki do konstytucji.
- To zajmie mu jeszcze ze dwa miesiące - Westchnął Enaret.
- Lecz swoimi dekretami już poczynił pewne zmiany, lecz teraz, podobno, wedle prawa, a przynajmniej tego nowego.
- Powoli wprowadza autokratyzm; własny rząd, sprawę Trybunału rozwiązał obsadzaniem sędziów przez swoją partię, jak ją nazwał? - Morifia zwróciła się w stronę Dominy.
- Liga Sprawiedliwych - Kobieta przewróciła oczami - Podobno wymyślił ją Gatis Syner i bardzo nalegał, a Scarlett mu ustąpił.
- No właśnie - Skinęła głową księżniczka - Wszystko jest pod jego władzą, nikt nie ośmiela się mu sprzeciwić, zachowuje się, jak prezes jakiejś… chorej spółki - Dziewczyna wyrzuciła ręce w górę.
- I to w przeciągu zaledwie miesiąca - Zaśmiał się niespodziewanie Fortis, na co reszta spojrzała na niego karcąco - No co? - Wzruszył ramionami - Podziwiam go, jak nigdy, nareszcie się czymś wykazał.
- Wykazywał się już od dawna, ale dopiero teraz na tak ogromną skalę - Westchnął Enaret; nastała chwila ciszy, po której mężczyzna spojrzał na królową i zapytał - Naprawdę chcesz się do nas dołączyć? - Coś w jego głosie wskazywało na słabość w stosunku do swojej rozmówczyni.
- Nie pozwolę sobie dłużej na takie traktowanie - Domina uniosła dumnie głowę i spojrzała wyzywająco na księcia - A moja moc może się okazać najsilniejszą bronią w walce z wrogiem.
- Jaka to moc? - Zapytał Fortis, automatycznie robiąc krok w tył.
- Potrafię wytworzyć metal, który zatrzyma moc delikwenta, na którym się znajdzie i tak oto mogę zbudować zbroję, kajdany, a nawet klatkę; jeśli udałoby się schwytać Scarletta, już nie byłby w stanie nam uciec.
Nastała kolejna chwila ciszy, w trakcie której Tomowie przetwarzali w głowach zdobyte informacje.
- Jak długo by to potrwało? - Zapytał w końcu Scarlett.
- Do dwóch, trzech tygodni; dawno tego nie robiłam, dodatkowo wytwór musi być silny, a na to potrzeba czasu i energii.
- Damy ci miesiąc - Wtrąciła Morifia - jeśli stworzysz również kilka sztuk broni. Oczywiście rękojeści zostaną stworzone z czegoś, co nie zagrozi walczącym; zgadzasz się? Czy mimo innego materiału, twój metal zadziała na walczących.
- Nie jestem całkowicie pewna, lecz nie powinien mieć wpływu - Domina uśmiechnęła się chytrze, zadowolona, że wraca do działania - Zgadzam się. A teraz mnie rozwiążcie, muszę wracać do pałacu.
- Czekaj - tam wytworzysz naszą broń? - Zaoponował Fortis, podczas gdy Enaret podszedł do zakładnika, by go rozwiązać.
- Nie, jedynie elementy, które tu złożę - Odparła kobieta, potrząsając obolałymi rękami.
- Dziś udało ci się uciec, lecz jeśli następnym razem nie będziesz miała tyle szczęścia, zwłaszcza z kawałkiem metalu pod pachą - Zapytał Enaret, pomagając przyjaciółce wstać.
- Znam jedno, bezpieczne miejsce w zamku; dziś pozwoliło mi się wydostać na wolność i zapewne jeszcze nie jeden raz mi na to pozwoli - Domina uśmiechnęła się szczerze, wręcz promiennie, lecz żadne ze zgromadzonych już nic nie powiedziało.
Królowa opuściła kryjówkę opozycji jeszcze przed świtaniem.
Co rano Mitis wstawała wcześnie rano, wieczorami kładła się wcześnie spać; czuła się przy tym jak staruszka, lecz lubiła poranną ciszę oraz puste ulice, a nie mogła znieść wieczornego gwaru oraz hałasu ulicy. Z początku trudno jej było się przestawić, lecz z czasem kładła się spać nawet późnym popołudniem, byleby zapomnieć o rzeczywistości, a we śnie spotkać się z marzeniami. W swoim zacisznym pokoiku miała styczność jedynie z Xanthią, czasem z synową, a najrzadziej z gwardzistą lub kimś ze służby, dlatego marzenia były dla niej ważne i potrzebne.
Lecz po miesiącu do byłej królowej zawitał nowy gość. Królowa siedziała o poranku w fotelu, zwrócona twarzą w stronę okna, za sobą mając drzwi, a promienie wschodzącego słońca tańczyły na ścianach sypialni, gdy nagle ktoś nieśmiało zapukał o poranku. Mitis grzecznie zaprosiła nieznajomego do środka, spodziewając się widoku gwardzisty, podczas gdy ujrzała przed sobą własnego syna.
- Witaj, matko - Powiedział Scarlett, z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Dzień dobry, synu - Kobieta odpowiedziała mu tym samym - Cóż cię sprowadza do mnie o tak wczesnej porze?
- Troska - Odparł król, zamykając za sobą delikatnie drzwi - Przepraszam, że dopiero teraz, lecz cały miesiąc byłem zajęty reorganizacją władzy, co dodatkowo bardzo mnie to wszystko stresowało… Przepraszam.
- No już, nie trzeba - Mitis zamknęła książkę i ze spokojem przyjrzała się Scarlettowi - Dobrze, że jesteś. Tęskniłam.
- Ja też - Tom był wyraźnie rozentuzjazmowany wizytą; z energią podszedł do matki i uklęknął przed nią pokornie - Otoczony chmarą polityków czasem zapominam, jak to jest rozmawiać z kimś normalnym - Roześmiał się.
Mitis chciała dodać, że to samo powiedział kiedyś jego ojciec, lecz w porę ugryzła się w język.
- Z Dominą nie możesz porozmawiać? - Zapytała za to.
- Niby tak… - Scarlett skrzywił się - Lecz ona jest ostatnio taka zamknięta w sobie, nie da się z nią luźno rozmawiać.
- Zauważyłam, iż stała się ostatnio wycofana…
- Pewnie z powodu ciąży - Stwierdził Scarlett, lecz uciekał wzrokiem od matki, co ta zauważyła i postanowiła zmienić temat.
- Trochę mi się tu nudzi, ale mam książki - Uśmiechnęła się trochę nieśmiało - Chciałabym wychodzić na zewnątrz; dlaczego nie mogę?
- Boję się, że zagorzali wielbiciele mego ojca mogliby cię zaatakować, jako matkę uzurpatora - Powiedział poważnym tonem - A najbardziej zależy mi na tobie i nie chcę, by stała ci się jakakolwiek krzywda - Ujął matkę za dłonie.
- Rozumiem, synu - Mitis pogładziła chłopaka po głowie - Jakie masz teraz plany polityczne? - Zapytała.
- Zmiana konstytucji, lecz to będzie długo trwało; zapewne wydam jeszcze kilka dekretów. Przede wszystkim chcę rozszerzyć swoje przywileje - Wyjaśnił król formalnym tonem.
- Słyszałam, że Milleńczycy godzinami czekają w kolejkach, aby dostać podstawowe artykuły - Zauważyła królowa.
- Tak, lecz sami są sobie winni; rzucają się na cokolwiek, co trafi do sklepu, mając wrażenie, iż jest im to niezbędne. Nie umieją się dobrze zorganizować. Ogólnie nasze społeczeństwo jest gorsze, niż myślałem; niemalże zaściankowe, nieinteresujące się polityką i wciąż narzekające. Robią demonstracje, ale prowadzą je oszuści i jak tu poważnie słuchać ich postulatów?
Mitis milczała.
- Dodatkowo opozycja zaczyna podnosić na mnie głos - Dodał Scarlett po chwili.
- W jakiej sprawie?
- Nie podoba im się wystawianie przeze mnie samodzielnych dekretów i to, jak załatwiłem sprawę z Trybunału Konstytucyjnego; oskarżają mnie o to, że obsadziłem własnych sędziów, zwłaszcza prezesa.
- A jest tak? - Zapytała Mitis, choć znała odpowiedź.
Król milczał, zawstydzony spojrzeniem, jakie posłała mu matka.
- Co do wysłuchiwania postulatów demonstrujących - Nawiązała kobieta - Przed śmiercią swego ojca, odniosłam wrażenie, iż propagowałeś dyskusję z nimi.
- Dopóki nie dowiedziałem się, kim tak naprawdę są.
- Nie kłam - Skarciła go matka - Chciałeś jedynie dopiec ojcu - Jej syn nic nie odpowiedział, więc ta, po chwili ciszy, kontynuowała - Myślałam, że będziesz na pierwszym miejscu stawiał społeczeństwo i jego potrzeby, lecz dla ciebie liczy się tylko władza; spójrz, do czego doprowadziłeś - bójki w sklepach, wzmożona liczba aresztowań, powrót do kary śmierci… Synu, coś ty uczynił?
Scarlett podniósł głowę i napotkał zatroskany wzrok matki, co wpędziło go w zdziwienie.
- Gubię się - Wyszeptał - To dopiero pierwszy miesiąc, a ja już nie wiem, co robić i komu ufać; od pewnego czasu mam nieodparte wrażenie, iż nigdzie nie jestem bezpieczny, nawet w swojej sypialni, dlatego przyszedłem tutaj - wiem, że u twego boku mogę przestać się bać - Wyznał Tom roztrzęsionym głosem - Te dekrety są po to, by wyciągnąć kraj z kryzysu, lecz Milleńczycy o nim nie wiedzą, bo problemy budżetowe nigdy nie były podawane do publicznej wiadomości. Chcę pozbyć się problemu, by pozwolić im normalnie żyć.
- To im to powiedz, wyjaśnij całą sytuację, a nie nakręcaj przeciwko sobie.
Scarlett skinął głową w zamyśleniu, po czym położył ją na kolanach matki.
- No już - Wyszeptała kobieta jak do dziecka - Wszystko będzie dobrze - Zaczęła gładzić syna po włosach - Musisz przede wszystkim kierować się dobrem ogółu i nie dać się zmanipulować przez współpracowników.
- Masz rację - Odparł Scarlett, podnosząc głowę - Jutro rano wygłoszę przemówienie i wyjaśnię wszystko mieszkańcom.
- I bardzo dobrze - Mitis pocałowała syna w czoło, na co ten obdarzył ją uśmiechem - Moim zdaniem powinieneś jeszcze porozmawiać z Dominą; nie wiem, czy na jej nastrój wpłynęła tak ciążą, czy być może macie jakieś problemy, ale musisz z nią porozmawiać, ponieważ zmieniła się nie do poznania.
- Nie znasz jej zbyt długo.
- Lecz wystarczająco, by zauważyć, iż stała się kimś innym; martwię się o nią, nie dlatego, że ją lubię, ponieważ nie lubię, ale dlatego, iż nosi pod sercem mojego wnuka, którego zdążyłam pokochać.
- Porozmawiam z nią - Obiecał król - Zaglądałem do jej komnaty - jeszcze śpi. Ja mam zebranie za dwie godziny… Mógłbym póki co tu zostać i również zażyć jeszcze trochę snu? - Zapytał mężczyzna nieśmiało.
- Oczywiście. Cieszy mnie, iż w końcu mam towarzystwo odmienne od dotychczasowego.
Scarlett położył się w matczynym łożu i szybko zasnął. Mitis w tym czasie obserwowała go i nagle zaczęła żałować, że nim pojawił się na świecie, zdążyła go znienawidzić i nadać mu tak okrutne imię. Z czasem jednak najmłodszy, niechciany syn stał się jej oczkiem w głowie.
Król wyspany i zadowolony udał się dwie godziny później na zebranie Sejmu, w trakcie którego dyskutowano nad nowym pomysłem ministra sprawiedliwości, by kandydaci do składu Krajowej Rady Sądownictwa byli wybierani przez marszałka sejmu. Wywołało to ogromne oburzenie wśród członków opozycji, którzy zarzucili rządowi oraz królowi łamanie trójpodziału władzy, zagwarantowanego przez Konstytucję. Odwołali się ponownie do naruszenia ustawy zasadniczej poprzez kreowanie przez króla kandydata na stanowisko prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Gdy atmosfera w sali robiła się coraz gorętsza, król zarządził przerwę, w trakcie której wezwał do siebie premiera.
- Musimy się ich pozbyć - Powiedział bez ogródek do Gatisa Synera, gdy tylko ten zjawił się u jego boku.
- Opozycji? - Prychnął polityk - To niemożliwe; ona zawsze była i będzie.
- Chyba że ich wszystkich zabijemy - Zaproponował Scarlett ze spokojem w głosie.
Gatis spojrzał na swego króla zszokowany.
- Chyba nie mówisz poważnie - Syknął Syner - To wywoła bunt wśród tłumu, nikt nie uwierzy w nieszczęśliwy wypadek.
- A w zamach? - Zaproponował Scarlett, a oczy mu się zaświeciły z podekscytowania - Ludzkie nastroje są an granicy wytrzymałości, dlatego nikogo nie zdziwi próba zamachu.
- I co? Co chcesz zrobić? - Gatis był wyraźnie zdenerwowany.
- Zobaczysz; w twojej intencji jest zorganizowanie dla mnie przemówienia.
- Kiedy?
- Jutro rano. Wszyscy muszą o tym wiedzieć. Załatw to.
- Spróbuję, ale Scarlett - Syner przysunął się do chłopaka - Nie rób głupot; jesteś młody i niedoświadczony, nie wiesz, jak ogromne konsekwencje niesie każde twoje słowo czy ruch.
- Po pierwsze - Syknął król - Nie mów do mnie po imieniu; po drugie - od dziecka zajmuję się polityką i wiem o niej wszystko.
- Nie przeceniasz się zbytnio? - Zapytał polityk z kpiną.
Scarlett nie wytrzymał i nim zdążył pomyśleć, uderzył premiera w twarz. Gwar panujący dotąd w sali, ucichł. Tom rozejrzał się wokół i napotkawszy równocześnie zdziwione, zdenerwowane i zniesmaczone miny zebranych, krzyknął, by być dobrze słyszalnym:
- Nie macie swoich spraw do załatwienia?! Zastanówcie się lepiej nad ustawą, a nie niesubordynacją premiera!
- Zrzucasz winę na mnie? - Zapytał cicho Syner, gładząc się po obolałym policzku.
- Mówię jedynie prawdę - Scarlett znów się rozejrzał po sali - Zarządzam dodatkowe pięć minut przerwy! - Krzyknął, po czym wyszedł.
Scarlett wpierw pobiegł do swej komnaty po małe pudełeczko, któe kiedyś kupił na Ziemi, w trakcie jednej ze swych wypraw. Następnie wybiegł z nim do ogrodu, przez jedno z ukrytych wyjść. Wiedział, że zamek patrolują gwardziści, w końcu sam rozkazał ich rozstawić. Zostawił sobie jednak kilka ukrytych przejść, by wydostać się z pałacu niezauważonym, tak jak w tamtym momencie.
Tom udał się do zagajnika, w którym omawiał z Gatisem plan zamachu. Otworzył pudełko i wyciągnął z niego papierosa - coś, czego w Mainie nie było, więc gdyby ktoś zobaczył króla z papierosem, wiedziałby, iż ten wyprawiał się na Ziemię - terytorium wroga.
Scarlett usiadł, zapalił zakazany owoc i po pierwszym wdechu odprężył się. Zamknął oczy i oparł głowę o drzewo. Odpłynął na chwilę do czasów spokoju, lecz wrócił do rzeczywistości, gdy tylko papieros się wypalił. Następnie w błyskawicznym tempie wrócił na salę obrad. Tam kontynuowano dyskusję na temat projektu nowej ustawy, lecz tym razem król był bardziej stanowczy i nie pozwolił już więcej na krzyki, bicie w pulpity i przerywanie sobie wzajemnie w połowie zdania. Pod koniec obrad król zabrał głos.
- Ponieważ nie jesteśmy w stanie wspólnie dojść do porozumienia - Powiedział, wstając i równocześnie zapinając marynarkę, którą miał na sobie - Proponuję, by opozycja, składająca się z jednej partii, przedyskutowała to między sobą, a my - Wskazał swoich popleczników - Porozmawiamy o tym na osobności. Na jutrzejszej naradzie przedyskutujemy to na spokojnie - Zaznaczył przysłówek - Możemy nawet odstąpić wam tę salę.
Przewodniczący opozycji spojrzał na swoich współpracowników, a po chwili kiwnął głową w stronę króla.
- Dziś wieczorem? - Zapytał.
- Tak - Odparł król, po czym wyszedł z sali, nie pożegnawszy się z politykami.
CDN...
piątek, 24 lutego 2017
poniedziałek, 13 lutego 2017
Fortis dojechał do fabryk. Podróż minęła w bardzo niekomfortowych warunkach, ponieważ mężczyzna gnieździł się w małym powozie wraz z połową dotychczasowych mieszkańców pałacu, podczas gdy reszta, w której znajdował się Dud, została wysłana do części rolniczej Millenii. Robotnicy oczywiście rozpoznali księcia, lecz dyrektor generalny jednej z fabryk - tzw. ,,Szwalni” - wydał rozporządzenie, by ignorować osobę byłego następcy tronu i traktować jak równemu sobie lub gorzej, o ile to możliwe. W takim przypadku mężczyzna został przydzielony do sektora ,,obszywania”, gdzie towarzyszyły mu ciche, zawstydzone wizytą przedstawiciela płci męskiej, kobiety w różnym wieku. Wszystko za rozporządzeniem króla.
I tak swego pierwszego dnia roboczego, Fortis został wprowadzony w arkany obszywania kawałków materiału tak, by tworzyły jedną całość. Pomagała mu w tym starsza pani, jedyna ze wszystkich pań wykazująca swego rodzaju niezależność oraz chodząca z dumnie podniesioną głową. Miała na imię Mitera.
- Dobrze ci idzie, jesteś bardzo pojętny - Mówiła pod koniec dnia, widząc postępy adepta.
- Dlaczego wszystkie te dziewczęta - Wskazał głową na około tuzin młodych dam, pomijając drugie tyle starszych od niego kobiet - Są takie zamknięte w sobie i wycofane?
- Ponieważ jeszcze nie nauczyły się żyć; tęsknią za swoją rodziną, dziećmi, ukochanymi, całe dnie spędzają tutaj, nie będąc nigdy chwalonymi, no - może z wyjątkiem naszych prywatnych uwag - jednakże za każdy nawet najmniejszy błąd zostają karane, czy to fizycznie, czy psychicznie; uwierz mi - Nachyliła się w stronę rozmówcy i ściszyła głos - Obelgi i poniżenie działają na kobiety mocniej niż uderzenie z bata.
- Zatem brat umyślnie umieścił mnie w towarzystwie zastraszonych dziewic i starych kwok - Uświadomiwszy sobie, co powiedział, Fortis oblał się rumieńcem wstydu - Chciałem powiedzieć…
- Dokładnie to, co powiedziałeś - Przerwała mu Mitera, a w jej głosie nie słychać było żalu czy złości - Przyzwyczajony do niekończącego się tłumu wielbicielek, gotowych grzać ci co noc łoże, musisz przestawić się na chłód kobiecego serca oraz jego skromność.
Książę nic na to nie odpowiedział, tylko wrócił do obszywania czegoś, co w przyszłości miało być koszulą.
- Tak dobrze? - Zapytał po chwili.
Kobieta wzięła szmatę do rąk, obejrzała ją, rozpruła w kilku miejscach, a oddając rzekła:
- Musisz poprawić w tych miejscach.
Tak minął pierwszy dzień pracy księcia. Jednak noc nie miała dać mu odpoczynku; wpierw przez trzy godziny nie umiał zasnąć na twardym łóżku polowym, które znajdowało się w przydzielonym mu, mikroskopijnym domku, leżącym na skraju wioski robotników.
Potem nawiedził go koszmar; ujrzał w nim Dominę - na początku piękną i czarującą, czyli taką, którą zapamiętał. Szła po leśnej ścieżce, uśmiechnięta i pełna radości życia. Raz schyliła się, by zerwać błękitny kwiat i wpiąć go sobie we włosy. W pewnym momencie nastał półmrok, w którym cień musnął twarz dziewczyny; ta zlękła się, lecz gdy trochę się rozjaśniło, ruszyła w dalszą drogę, ale gubiąc zerwany uprzednio kwiat. Nie wydawała się już tak radosna, zwłaszcza gdy po chwili podmuch wiatru przywiał na jej twarz krople krwi. Domina wytarła swe czoło i przyjrzała się brudnej ręce, lecz szła dalej. Wtedy promienie słoneczne znów zatańczyły na jej obliczu, gdy tylko w czarodziejski sposób dziewczyna została ubrana w piękną białą suknię. Ewidentnie przepełniała ją radość, niestety ostatnia w jej życiu; później na nadgarstkach Dominy zaczęły pojawiać się coraz to cięższe i większe łańcuchy, przez które coraz gorzej jej się szło i nie pomagał jej rosnący brzuch. W pewnym momencie kiedyś piękna, a teraz wymęczona i niepodobna do siebie dziewczyna upadła. Ostatni uśmiech na jej twarzy wywołało dziecko, które się obok niej pojawiło. Zaraz po tym, jak malec poczłapał w inną stronę, rozległ się strzał, a umęczone ciało kobiety jedynie drgnęło, pozostawiając na jej twarzy wyraz zaskoczenia. Fortis czuł, iż bierze czynny udział w tym przedstawieniu, nie zdawał sobie jednak sprawy z tego, w jakiej roli występuje, póki nie ujrzał przed sobą swych rąk, trzymających muszkiet. Przerażenie wybudziło go z koszmaru.
- Idealnie, mój chłopcze - Usłyszał głos Mitery - Masz wyczucie czasu - właśnie miałam cię budzić na śniadanie - Kobieta widziała strach na twarzy księcia, lecz zignorowała go.
Kolejny dzień upłynął Fortisowi już na ciężkiej, mozolnej i jednostajnej pracy. Brak wrażeń oraz rutyna wprawiły go w zły nastój, a perspektywa spędzonych tak lat dobijała go.
- A gdyby tak - Odezwał się w pewnym momencie do Mitery półgłosem - Spróbować się stąd wyrwać, może nawet odebrać władzę memu bratu.
- Pomysł godny pochwały, lecz nie uda ci się tego dokonać w pojedynkę.
- Wiem, dlatego powinienem odnaleźć rodzeństwo. Razem na pewno wpadniemy na jakiś genialny pomysł.
- A może sam coś wymyślisz? - Kobieta spojrzała na mężczyznę gniewnie marszcząc brwi - Czy wszyscy muszą myśleć za ciebie?
Zdziwiła księcia ta nagła ostrość ze strony swej jedynej towarzyszki.
- W takim razie - Zaczął po chwili powoli - Muszę zebrać armię… Skąd ją wezmę?
Mitera przewróciła oczami.
- Rozejrzyj się; wystarczy obudzić ducha walki w tych młodych sercach i ruszą do walki.
- Masz na myśli te przestraszone ptaszki?
- Mam na myśli te zastraszone kobiety, które na pewno wykorzystają szansę wyzwolenia się z więzów.
Fortis westchnął w zamyśleniu.
- Wątpię, czy ja - nieznajomy, w dodatku mężczyzna i członek rodziny królewskiej - będę w stanie zapalić iskrę w ich serduszkach, ale ty…
- Tutaj się z tobą zgodzę - Mitera skinęła głową - Porozmawiam z nimi w czasie przerwy obiadowej oraz wieczorem, w szatni. O postępach poinformuję cię po obchodzie straży, wieczorem.
- Przyjdziesz do mnie?
- Przemknę się do ciebie - Kobieta mrugnęła okiem w stronę księcia.
Tak też się stało; po całodniowej obserwacji dziewcząt, Fortis zauważył zmianę ich nastroju po obiedzie. Wydawały się roztargnione i zdenerwowane, patrzyły podejrzliwie na nowego znajomego. Zachowanie dziewcząt ostudziło zapał księcia odnośnie poderwania pracownic do działania. Jednak wizyta Mitery zmieniła jego pogląd na szwaczki.
- W trakcie pierwszej rozmowy, panie w moim wieku od razu zapaliły się do pomysłu, ale te młodsze naprawdę się wystraszyły. Wieczorem próbowały jak najszybciej wyjść z szatni, lecz z pomocą przyjaciółek udało mi się je powstrzymać; wysłuchały mnie na spokojnie i obiecały to przemyśleć. Kilka z nich sprawiało wrażenie po części przekonanych.
- Czyli jesteśmy na dobrej drodze - Fortis uśmiechnął się szczerze.
- Jutro mają dać mi odpowiedź, przynajmniej część szwaczek, ponieważ niektóre natychmiast odmówiły udzielenia jakiejkolwiek pomocy.
- Aczkolwiek same, jak je ujęłaś, panie w twoim wieku, są dużą pomocą. Jeśli uda mi się odnaleźć siostrę… - Nagle mężczyzna przerwał - Jak ja to uczynię? - Wyraźnie zląkł się - Wiem, gdzie powinna być, ale nie jestem w stanie się stąd wyrwać. Mam wrażenie, przynajmniej w tym momencie, iż zwlekam.
- Nie zwlekasz, uwierz mi - Kobieta ujęła dłoń młodego mężczyzny, lecz widząc jego minę, cofnęła rękę - Znam twoją siostrę, byłam świadkiem różnych wystąpień, czytałam parę artykułów i wierzę, iż to ona odnajdzie ciebie… I to już niedługo.
Fortis patrzył na rozmówczynię spod uniesionej brwi; mowa Mitery wydawała się absurdalna, lecz jej charyzma przekonała go do słów kobiety.
- Jutro daj mi znać, kto jeszcze zgodził się zaangażować - Powiedział powoli po chwili ciszy - Teraz już idź; boję się, że ktoś cię tu złapie.
- Masz rację - Szwaczka wstała - Dobranoc.
- Dobranoc - Mężczyzna odprowadził swego gościa do drzwi, a gdy tylko ta zniknęła z pola widzenia, zgasił światło w swoim domku.
Następnego dnia zgodę na pomoc wyraziło pięć młodych szwaczek. Fortis pierwszy raz w życiu poczuł taką wdzięczność w stosunku do innych. Przed przerwą obiadową dołączyły do nich jeszcze dwie. To wystarczyło księciu. Jak na początek.
- Miałaś rację - nie wiem, co im nagadałaś, lecz obudził się w nich duch walki - Powiedział Miterze, gdy szli do stołówki.
- Wie, nie dziwi mnie ich reakcja - Kobieta spojrzała na zegar, wiszący na korytarzu; dochodziła trzynasta trzydzieści - Mam do ciebie prośbę, ale najpierw się zgódź.
- Nie wiedząc, czego ona dotyczy? Mowy nie ma.
- Zrób to… Ze względu na swoją matkę - Wyszeptała kobieta, zatrzymując się i patrząc młodemu chłopakowi prosto w oczy; to spojrzenie podziałało.
- Dobrze… - Odparł Fortis powoli - Zgadzam się. Teraz wyznaj prawdę.
- Wyjdź z fabryki, lecz tylnym wyjściem i czekaj.
- Na co? - Mężczyzna zmarszczył brwi.
- Wkrótce się przekonasz; nie pożałujesz, tylko proszę cię, idź już teraz.
- Co z obiadem? - Książę wyraźnie zląkł się.
- Raz nie zjesz, to nic się nie stanie - Mitera machnęła lekceważąco ręką - Tylko idź już, błagam i wypatruj jeźdźca.
- Kogo? - Zapytał mężczyzna, lecz nie uzyskał odpowiedzi, ponieważ szwaczka zdążyła już oddalić się od niego szybkim krokiem.
Fortis lekko skonsternowany uczynił to, o co prosiła go nowa znajoma; niezauważony przez strażników wymknął się tylnymi drzwiami, które służyły pracownikom do wyjścia na papierosa, i czekał, patrząc w dal. Gdy po pięciu minutach stracił chęć na wygłupy, kilkaset metrów przed nim zamajaczyła szybko zbliżająca się postać. Na jej widok książę aż zaniemówił, a w jego głowie pozostało jedno pytanie: ,,Skąd ona wiedziała”. W stan całkowitego osłupienia wprawiło go rozpoznanie jeźdźca, którym okazała się być jego własna siostra. Niedowierzaniu towarzyszył strach, by Morifia nie została przyuważona przez strażników, ponieważ natychmiast, tak przypuszczał, zostałaby ścięta. W panice mężczyzna zaczął energicznie machać do księżniczki, na wszelki wypadek, gdyby go nie zauważyła.
Lecz Morifia doskonale zdawała sobie sprawę z tego, do kogo się zbliża, dlatego nie mogła powstrzymać uśmiechu radości. Gdy tylko zeskoczyła z konia, wpadła w braterskie objęcia.
- Wiedziałam, że cię tu znajdę - Powiedziała na przywitanie - Jednocześnie obawa o twe życie ode mnie nie odstępowała.
- Gdybym cię nie znał, uwierzyłbym, że już dawno nie żyjesz, siostro. Ty jednak potrafisz sobie poradzić w każdej sytuacji, a twoja obecność tutaj jest na to najlepszym dowodem.
- Choć raz w życiu tak mi schlebiasz - Zaśmiała się Morifia.
Fortis również się roześmiał, po czym kontynuował:
- Nie straciłem wiary w nas, wręcz przeciwnie - zacząłem obmyślać plan działania.
- I co?
- Na razie nie mam żadnego planu, liczyłem na twoją inwencję - Wyszczerzył się Fortis - Jednak począłem formować armię, a przynajmniej jej zalążek i oto mam chętnych dziewiętnaście szwaczek - dwanaście starszych, siedem młodszych.
- Chętnych do czego?
- Do rebelii, oczywiście.
Morifia westchnęła.
- Nie jesteśmy tacy, jak Scarlett - Zganiła brata.
- Lecz nie odzyskamy domu pertraktując z nim przy herbacie - Odezwał się Fortis ostro, zły, że jego pomysł nie został od razu zaaprobowany.
Jego siostra zdziwiła się, ale przyznała mu rację.
- Ja w sumie również poczyniłam podobne kroki - Przyznała i opowiedziała bratu o swej wizycie w Lesie Pekatów.
- I ty im ufasz? - Mężczyzna zmarszczył brwi.
- Im nie, ale Allodowi - owszem - Morifia uniosła dumnie głowę.
- Skoro tak, to tylko pogratulować skuteczności - Książę uśmiechnął się lekko - Spróbuję cię teraz po kryjomu wprowadzić do fabryki. Boję się, co strażnicy mogliby ci zrobić, gdybyśmy się na nich natknęli.
- Nic by nie zrobili, bo zdążyłabym ich zabić - Odpowiedziała Morifia poważnie.
- Nie cwaniaku - Skarcił ją młodszy brat, po czym zamyślił się - Zaczekaj tu, a ja pójdę po moją znajomą; z jej pomocą będzie łatwiej.
Pięć minut później Fortis był z powrotem, prowadząc za sobą starszą kobietę, która wydała się jego siostrze znajoma.
- Czy my się już nie spotkałyśmy? - Zapytała, po przedstawieniu się sobie wzajemnie.
- Ja naturalnie już nie raz widziałam księżniczkę, lecz czy ty, pani, mnie spotkałaś, poddaję w wątpliwość - Odparła Mitera bardzo szarmancko, co zdziwiło oboje Tomów - Mam dla ciebie ubranie robocze; ubierz je tutaj, w środku nie będzie na to ani czasu, ani miejsca.
Morifia spojrzała spode łba na brata.
- Odwróć się - Rozkazała.
- Nawet, gdybyś wyglądała jak modelka, nigdy nie spojrzałbym na ciebie pożądliwym okiem - Syknął, odwracając się.
- A co z koniem? - Zapytała Morifia, ściągając chłopskie ubrania.
- Wygląda na rozumne zwierze; każ mu biec do wioski - Rozkazała szwaczka, głaszcząc Alogo po łbie.
- Nie muszę - Morifia uśmiechnęła się, po czym mocą utworzyła ścieżkę z marchewek, która ciągnęła się aż do majaczących w oddali budynków; koń natychmiast ruszył nią, zjadając ślady zbrodni po drodze.
Chwilę później Morifia nie przypominała już księżniczki. Przebrana weszła chyłkiem do fabryki, gdzie nikt nie zwrócił na nią większej uwagi, zapewnie również dzięki temu, że nie była umalowana, a jej fryzura nie była ułożona; w takiej postaci wyglądała jak jedna ze szwaczek.
- Nie możesz jednak zostać tu z nami; doskonale wiedzą, ile jest dziś pracownic; ukryjemy cię zatem w schowku ze szczotkami - Oświadczyła Mitera.
- Dobrze, to żaden problem - Morifia zdobyła się na uśmiech.
- Oby nie ujawniła ci się klaustrofobia - Kobieta mrugnęła okiem w stronę dziewczyny.
Schowek istotnie był mikroskopijnie mały - metr na metr. Lecz księżniczka dzielnie spędziła w tym pomieszczeniu resztę dnia. Wieczorem wmieszała się w tłum wracających z pracy kobiet i poszła z bratem do jego domku.
- Co teraz? - Zapytał Fortis, po zamknięciu drzwi.
- Musimy znaleźć Enareta - Odpowiedziała Morifia zdecydowanym głosem.
- Lecz gdzie on jest?
- Nie wiem… Jedynie się domyślam…
- Może to dobry trop? - Mężczyzna próbował zachęcić siostrę do mówienia.
- Nie wiem, na ile mogę ufać Scarlettowi - Odparła dziewczyna tajemniczo.
- W ogóle nie możesz mu ufać, ale teraz. Czy wcześniej wspomniał o Enarecie?
- Pod koniec swego wystąpienia; powiedział, że Enaret wybrał życie na Ziemi ze swą kochanką… Może go tam uwięził?
- To bardzo prawdopodobne i podobne do naszego braciszka. Czyli wyruszamy do Portalu Wschodniego? - Zapytał.
- Od czegoś musimy zacząć, lecz wyruszamy już teraz - Odpowiedziała księżniczka zdecydowanym tonem.
- Zabiorę tylko prowiant i ciepłe ubrania, i wyruszamy - Oświadczył Fortis, po czym wyszedł, a dwie minuty później wrócił z naręczem rzeczy.
W tym czasie Morifia siodłała Alogo, a gdy jej brat opuścił swoje tymczasowe miejsce zamieszkania, wsiadła na konia, mimo iż Fortis chciał być na jej miejscu, zgodził się jednak być pasażerem, wiedząc, że nie mają czasu na kłótnie. I tak ruszyli w drogę, która w ich mniemaniu zwiastowała lepsze czasy.
Następnego ranka po pozbyciu się rodzeństwa Scarlett przechadzał się bardzo zadowolony po pałacowych korytarzach; oglądał obrazy swych przodków chełpiąc się tym, iż za niedługo i jego podobizna zawiśnie wśród nich. Równocześnie czekał tu na Kommotisa, który miał mu zdać raport.
- I jak tam moja siostra? - Zapytał, nie patrząc na zbliżającego się poddanego, lecz słysząc jego kroki - Mam nadzieję, że już padła trupem.
- Tego nie wiem - Wzruszył ramionami mężczyzna - Lecz została odeskortowana w miejsce wskazane przez ciebie.
- Albo padła z głodu i wycieńczenia, próbując się dostać do rolników, albo zabili ją Invidijczycy, rozpoznając w niej córkę króla, który im zaszkodził.
- Mam wysłać patrol pod Torf?
- Tak; dwóch lub trzech posłańców - Dopiero powiedziawszy to, Scarlett był łaskaw spojrzeć na swego najwierniejszego sługę - Niech ktoś również dopilnuje Portalu Wschodniego, a twój patrol niech nie wraca z Torfu, tylko jedzie prosto do Fabryk, aby dopilnować Fortisa.
- Dobrze - Kommotis ukłonił się, po czym odszedł ciężkim krokiem.
Król jedynie od niego nie wymagał tytułowania swej osoby, znając jego uosobienie oraz ze względu na respekt, jaki dorożkarz o dziwo w nim budził.
Za godzinę miała zostać uchwalona ustawa, która dawała władcy uprawnienia do wydawania rozporządzeń z mocą ustawy, ustanawiała króla jako jedynego, który może ustalić rząd, wprowadzała prawo króla do rozwiązania parlamentu, jako jedynego urzędnika oraz ustalała szybszy sposób uchwalania ustaw. Po tym Scarlett miał uchwalić nowy rząd. Z satysfakcją patrzył w przyszłość; jak bardzo stanie się wielki i potężny, jak ludzie będą się przed nim kłaniać…
Przed uchwaleniem ustawy Scarlett miał wygłosić swą mowę do narodu - pierwszą za czasów swych rządów. Miał ją już całą przygotowaną i z niecierpliwością czekał, aż ujrzy miny wszystkich zgromadzonych.
- ,,Moje małpy” - Myślał.
Dobranie odpowiednich ministrów pozostawił Gatisowi, jednak to on ostatecznie miał ich zatwierdzić i jeżeli któryś mu się nie spodoba, każe go wyrzucić. Właśnie teraz Scarlett zmierzał na spotkanie z przyszłym premierem; oczywiste, iż Syner stworzył własną partię, która stanie się wiodącą w miejsce Siły Millenii.
Po pół godzinie wszystko było ustalone; jedynie życie i polityka dwóch mężczyzn i jednej kobiety nie spodobały się królowi, reszta okazała się trafnym wyborem.
- Widzę, iż nasza współpraca rysuje się obiecująco - Odparł zadowolony Scarlett po naradzie - Czy wszystkie przedstawione i zastąpione na tej liście osoby wiedzą o swym wyróżnieniu?
- Tak, prócz tych trzech, które sam wybrałeś.
- Oczywiste - Scarlett uśmiechnął się szeroko - Teraz chodźmy wygłosić moją mowę - Powiedział radośnie - Gdzie jest moja żona? - Zapytał z Nienacka.
- Chyba pod opieką Xanthii. Mam ją zawołać?
- Koniecznie.
Gatis wysłał przechodzącego gwardzistę po królową.
- Niech przyjdzie stosownie ubrana - Rzucił za nim Tom.
Dziesięć minut później para królewska była oklaskiwana przez zgromadzony przed pałacem tłum, złożony głównie z młodych Milleńczyków. Król przewidział to, dlatego mowa skierowana była głównie do nich; kwieciste słowa wplecione w proste zdania, brak wywyższania się przez mówiącego i wyraźne zrozumienie dla słuchaczy ujęło ich za serca.
- Musimy zmienić system rządzących; zacząłem od najwyższego pułapu, teraz zajmujemy się rządem, a za niedługo uchwalona zostanie ustawa, poszerzająca moje prawa, bym mógł w pełni wykorzystać swoją pozycję, a nie tylko reprezentował nasz kraj na zgromadzeniu, bez prawa głosu.
Zgromadzeni zaklaskali.
- Znam kompetentnych polityków i zamierzam zawierzyć ich opiece nasz rząd, pod moim dowództwem, by nareszcie wyciągnąć nasz kraj z dołu obłudy i lenistwa - nareszcie będziemy dumni z naszego narodu!
Tłum ponownie zaklaskał, dało się słyszeć również okrzyki.
- Nie chcę nic obiecywać, nie chcę rzucać słów na wiatr - spróbuję wyprowadzić nasz kraj z ruiny, a przynajmniej jej zaczątków. Potrzebuję w tym waszej pomocy. Tylko połączywszy wspólne siły odbudujemy potęgę.
Kolejne oklaski. Mowa ciągnęła się dalej, Scarlett opowiadał o tym, co zamierza, a przynajmniej chciałby zrobić lub zmienić.
- Mój ojciec, a wasz król został opętany przez niekompetentny rząd, lecz za kilka minut zaprzysiężony zostanie nowy - rzetelny i profesjonalny. Zaufajcie mi, a nie pożałujecie; nie zamierzam jednak zbytnio wykorzystywać swej łaskawości, dlatego kary będą surowe, lecz stosowane jedynie dla waszego dobra i bezpieczeństwa. Liczę na waszą pomoc, dlatego od dziś proszę zgłaszać się do gwardzistów, chcąc przystąpić do wojska; nie ma znaczenia wasza płeć - kobiecą waleczność stawiam na równi z męską - Po kolejnym aplauzie, kontynuował - Teraz pójdę podpisać wspomnianą uprzednio przeze mnie ustawę, nad którą jeszcze pracował mój ojciec, teraz jedynie pozostaje głosowanie nowego rządu i wejdzie w życie - Scarlett posłał zebranym szarmancki uśmiech - Życzę wam, moi drodzy, miłego dnia.
Król opuścił podium otaczany zewsząd oklaskami i okrzykami radości.
- Po pierwsze - Zaczął Gatis Syner, dopadłszy go - Mówiłeś, że karzesz im się ukorzyć i wymusić obietnicę posłuszeństwa; po drugie - dlaczego okłamałeś ich w sprawie ustawy? Przecież twój ojciec nie miał prawa wiedzieć o niej.
- Po pierwsze - zaczął Scarlett - zrezygnowałem z tyranii; po drugie - gdyby zaczęli zastanawiać się nad szybkością przygotowywania ustaw, mogłyby wyniknąć z tego kłopoty.
- Przecież oni nie są wyedukowani w tym kierunku - Prychnął polityk - Gadają tylko dużo o polityce, ale co przegrupowanie partii, to zmieniają zdanie.
- Wiem, ale lubią węszyć; rząd przecież również nie zdaje sobie sprawy z tego, że ta ustawa powstała wczoraj… Tak będzie lepiej. Wiesz, że to jest niezgodne z prawem, to wszystko zabiera czas, a ja już potrzebuję tych zmian.
- Rozumiem twoje działania, ale musisz być ostrożny.
- Zdaję sobie z tego sprawę, lecz jestem królem i potrafię zająć się tego typu kłopotami. Zasygnalizowałem już zaostrzenie prawa.
- Wojsko nie rozwiąże za ciebie wszystkich problemów.
- Jestem najpotężniejszym Milleńczykiem od stuleci - Scarlett stanął i spojrzał ostro na Synera - Potrafię sobie poradzić, bez twojego gadania - Syknął.
- Coś ci się ostatnio język wyostrzył, mój królu - Gatis próbował spojrzał na Toma z góry, choć był od niego o głowę niższy.
- Pamiętaj, że zawsze przy sobie noszę nóż, którego ty najwyraźniej się obawiasz - Mężczyzna zbliżył się do współpracownika.
Gwardziści odprowadzający urzędników spojrzeli po sobie, nie wiedząc, czy zareagować. Decyzję za nich podjęła idąca z tyłu Domina.
- Scarlett, co się dzieje? - Zapytała ostro.
- Nic, na co miałabyś wpływ, moja droga - Odpowiedział jej mąż łagodnym głosem - Gatisowi tylko coś się pomyliło… Chyba stanowiska - Otaksował wzrokiem Synera - Prawda?
- Tak… Panie - Polityk skłonił się głęboko z westchnięciem.
- W takim razie chodźmy zmieniać kraj - Król uśmiechnął się szeroko, lecz trochę sztucznie - Czy dołączysz do mnie, najmilsza? - Wyciągnął rękę w stronę kobiety.
Domina, jeszcze nieświadoma zagrożenia, zadowolona ujęła dłoń Toma i tak razem poszli w stronę Sali Rzymskiej, gdzie odbywały się narady nad ważnymi dokumentami oraz ich podpisanie. Gatis Syner szedł za parą królewską z nabzdyczoną miną.
Po godzinie ustawa oraz rząd zostały zatwierdzone, za co król ponownie tego dnia został oklaskany, co podniosło jego ego na ten poziom, na którym umysł zaczyna mylić rzeczywistość z fikcją, w której jest się idealną jednostką. Scarlett jednak wiedział, iż nie może zrobić sobie przerwy, dlatego natychmiast zabrał się do pracy nad nowym rządem, a swą żonę oddelegował do sypialni, gdzie zamierzał przyjść wieczorem, by pokazać jej, do czego tak naprawdę mu służy. Co prawda jego serce nie było w stosunku do Dominy obojętne, lecz znał jej porywczość oraz samowystarczalność, co musiał stłamsić w zarodku.
Wkraczając na Salę Obrad król czuł się pewnie, lecz gdy tylko Poboczni - urzędnicy pomocniczy - przynieśli mu stertę papierów - nowych oraz pozostałości po swoim ojcu. Mimo rozgoryczenia, pomocną dłoń ku niemu wyciągnął Gatis Syner, naprowadzając go, tłumacząc cierpliwie to, co nie mogło być dla niego wiadome, ponieważ dla wąskiego grona pozostawało tajne.
Rząd zajął się kolejną ustawą, Scarlett nie chciał tracić czasu na niepotrzebny wstęp i przywitanie. Ministrowie wydali się być posłuszni, więc król postarał się być dominujący. W takich nastrojach resztę dnia spędzili na organizacji i nowych projektach.
Wieczorem Scarlett był wykończony; wydawało mu się, że będzie lepiej, że nie straci swej pewności siebie, lecz to mu się nie udało. Postanowił odreagować w łożu swej żony.
- Nie sądziłem, iż tak bardzo zwątpię w swój rozum - Powiedział, godzinę później tuląc Dominę do siebie - Zawsze starałem się być pewny, przecież uczyłem się wszystkich reguł i praw, a dziś trudno było mi je zastosować. Czułem się przytłoczony.
- Wydaje mi się, że zjadł cię stres - Zasugerowała kobieta.
- Ja nie poddaję się stresowi; żadnym emocjom, zawsze byłem opanowany i do szpiku kości zimny, a ostatnio zaczynam się zmieniać; nawet moja matka to zauważa. A właśnie - byłaś dziś u niej?
- Tak, grałyśmy w karty - Odpowiedziała Domina z wyraźnym znudzeniem.
- Czyżby aż tak źle grała? Pamiętam ją zawsze jako dobrego gracza.
- Dziś wydawała się być zupełnie gdzieś indziej - daleko od pałacu, nieobecna… - Królowa zamyśliła się - Nie znam je zbyt dobrze osobiście, lecz zawsze reprezentowała sobą siłę i zdecydowanie… Tak samo, jak ty - Spojrzała na męża ze zdziwieniem.
- Sugerujesz coś? - W głosie Scarletta pobrzmiała nuta złości.
- Tylko tyle, iż zmiana stanowisk wam nie służy.
- Masz na myśli to, że nie nadaję się na króla?
- Nie, nic takiego nie powiedziałam, po prostu musisz się przyzwyczaić do nowej roli.
- Przyzwyczajam się do niej od stuleci - Mężczyzna wstał i zaczął się ubierać, zamaszystymi ruchami nakładając na siebie odzież - Nigdy nie sugeruj czegoś podobnego.
- A ty nie mów do mnie takim tonem - Domina podniosła głos.
- Milcz! - Krzyknął Scarlett - Jesteś kobietą, nie masz prawa głosu!
Nastała cisza, w trakcie której para patrzyła na siebie z przejęciem; ona była wściekła, on żałował słów, które padły z jego ust, a których nie mógł już odwołać i od których nie chciał się dystansować.
Domina wstała powoli z łóżka i naciągnęła na siebie szlafrok, nie spuszczając Toma z oczu.
- W takim razie w twoim mniemaniu moją jedyną rolą jest zajmowanie się domem i czekanie na ciebie w łóżku, gdy najdzie cię taka ochota?! - Syknęła.
- Nie - Odparł krótko Scarlett, po czym zwiesił głowę i westchnął; postanowił zmienić taktykę - Przepraszam, stres dziś mną rządzi, nie wiem, dlaczego to powiedziałem.
Kobieta przez chwilę się nie odzywała, jedynie wbiła wzrok w podłogę próbując powstrzymać łzy.
- Tym razem spróbuję być wyrozumiała, lecz ostatni raz; następnym razem nie będziemy mieli o czym rozmawiać - Odparła Domina, zawiązując ciasno szlafrok i siadając ciężko na łóżku.
Gdy jego żona nie patrzyła, Tom przekręcił oczami i zrobił oburzoną minę; że też czeka go tyle płaszczenia się przed jakąś kobietą, byleby tylko była usłużna i pozostawała w cieniu. Podszedł zatem do łoża, uklęknął na nim i objął swą żonę od tyłu, opierając brodę na jej ramieniu.
- Wybacz mi, błagam - Wyszeptał - Ostatnio nie pojmuję, co się ze mną dzieje, mówiłem już, że nawet matka to zauważyła; czułem się zagubiony na posiedzeniu, spodziewałem się lepszych efektów swojej pracy. Muszę kombinować, by osiągnąć swój cel, jednocześnie zachowując pozory sprawiedliwości… Gubię się, nie wiem, kim jestem.
Królowa milczała, a jej oczy były zamknięte.
- A to, że dziś przyszedłem do ciebie, jest jedynie oznaką mojej słabości, którą mogę jedynie obnażyć przy osobie, którą kocham.
- Którą co? - Domina raptownie się odwróciła.
Dopiero reakcja kobiety uświadomiła Scarlettowi to, co powiedział i jak ważne to było oraz, o dziwo, szczere.
- Kocham cię - Powtórzył z większym przekonaniem; niewyczuwalne dotąd ciepło w jego środku poczęło pulsować - Kocham cię - Gdy ujrzał łzy na policzkach ukochanej, przyciągnął ją do siebie, a jej szyję i dekolt obsypał pocałunkami - Kocham cię, kocham cię… - Powtarzał bez końca, kładąc rozrzewnioną Dominę na łóżku.
Kobieta usłyszała to wyznanie tamtej nocy jeszcze siedemdziesiąt siedem razy.
Dwa dni później Kommotis przyszedł do króla z wiadomością, iż jego siostra nie żyje.
- Kobieta o imieniu Westa dała nam szczątki ubrań księżniczki - Podał szmatki Tomowi - Powiedziała, że pochowali Morifię w czymś godnym następczyni tronu.
- Póki nie mam potomka, następcy tronu nie istnieją - Odparł Scarlett cierpko - Niech twoi ludzie odpoczną, zwierzęta również, a potem niech jadą do fabryk, zobaczyć, czy Fortis już powiesił się z rozpaczy.
Posłaniec wyszedł z królewskiej komnaty, w której oboje się znajdowali. Scarlett uśmiechnął się do siebie lekko, ciesząc się z małego sukcesu, lecz pomyślawszy o tym, co czeka go tego dnia, zakręciło mu się w głowie; mężczyzna podbiegł do okna i otworzył je na oścież, a poczuwszy świeżość powietrza, uspokoił się.
- ,,Jak możesz się tak denerwować, głupsze? - Skarcił się w myślach - Wiesz wszystko na temat rządów, dlaczego teraz zachowujesz się jak małe dziecko przed klasówką? - Odetchnął głęboko, opierając się o framugę okna - Muszę się uspokoić… Tylko jak?” - Nagle Scarlett przypomniał sobie o jednej ze swych wycieczek na Ziemię oraz o pamiątce, jaką sobie przywiózł.
Król otworzył kufer, który stał w rogu jego komnaty, gdzie na samym spodzie leżała butelka zielonego alkoholu - absyntu, z przekroczoną maksymalną dawką tujonu, lecz nie na tyle, by wywołać halucynacje. Tom uraczył się jednym kieliszkiem tegoż trunku, by po chwili poczuć się uspokojonym i gotowym do działania, bez względu na konsekwencje. Z radością ubrał na siebie czarny długi, lecz niegruby płaszcz i z pozytywnymi myślami wyszedł ze swej komnaty.
Tego dnia współpracownicy nie mogli poznać swego pracodawcy, wyrobiwszy sobie o nim zdanie poprzedniego wieczoru; był charyzmatyczny i zdecydowany, wykazywał się ogromną wiedzą, która zaimponowała jego podwładnym. Stanowczością w pół dnia przekonał polityków do swych pomysłów nowelizacyjnych, a co za tym idzie - do przygotowywania nowych ustaw. I choć alkohol w pewnym momencie przestał działać, Scarlett nie zauważył tego - czuł się wyśmienicie, sądząc iż jest to zasługą absyntu.
W trakcie długiej przerwy, król począł się zastanawiać nad prawem karnym, a dokładniej - karą śmierci.
- Jakiś czas temu, drodzy państwo, głośna w naszym kraju była sprawa dwóch mężczyzn - tak zwanych ,,bestii”, którzy dokonali okrutnych zbrodni; pierwszy z nich zgwałcił dwóch chłopców, a potem ich zabił, drugi - zabił kilka kobiet, a potem je zgwałcił. Nie są to jedyne takie przypadki w naszym kraju, lecz mówię właśnie o tych, gdyż ci zbrodniarze zostali wypuszczeni na wolność. Oczywiście nie wrócili oni do swych domów, ale zostali zamknięci w specjalnym ośrodku resocjalizacyjnym. Spędzili oni w więzieniu około dwudziestu pięciu lub trzydziestu lat. Jak już wspomniałem - nie są to jedyne takie przypadki w naszym kraju, ponieważ już za miesiąc lub półtora zostaną wypuszczeni kolejni dwaj mężczyźni - jeden zwany ,,nożownikiem”, a drugi - ,,Kubą rozpruwaczem”. Byłem świadkiem wielu świadectw osób, które znały ów ,,bestie” i które błagały mego ojca, by nie pozwolił mordercom wyjść z więzienia. Były król pozostał jednak nieugięty i ,,ustawa o bestiach” weszła w życie. Co prawda ,,bestie” nie zdążyły się do tej pory uciec z ośrodka resocjalizującego, lecz są plany wypuszczenia ich na wolność - Król zrobił pauzę i rozejrzał się po słuchaczach - Zastanawiacie się zapewne - Kontynuował po chwili - Dlaczego o tym mówię? - Kilkoro polityków skinęło głowami, a reszta skrzywiła się - Otóż już od jakiegoś czasu zastanawiam się nad przywróceniem… Kary śmierci - Przerwa okazała się efektywna, ponieważ na sali rozbrzmiało wiele zszokowanych westchnień - Powiecie pewnie, iż ta forma kry jest nieetyczna i będziecie mieć rację, ale czy postępowanie tych kreatur, bo nie jestem w stanie nazwać ich inaczej, było etyczne? - Scarlett podniósł głos, wstając z mównicy i idąc w stronę widowni - Czy mordowanie, napaści seksualne, a dodatkowo chełpienie się swymi wyczynami jest etyczne? - Szedł, co rusz wyłapując wzrokiem tych najbardziej przerażonych jego zachowaniem polityków - Dlaczego społeczeństwo ukarane obecnością takich istot, jest karane jeszcze bardziej, zdając sobie sprawę, iż pieniądze na utrzymanie ,,bestii” brane są z ich kieszeni? - Kilku zebranych zaczęło kiwać głowami, robiąc poważne miny - Dlaczego rodziny zamordowanych do tej pory nie mogą doczekać się sprawiedliwości? - Scarlett wszedł między rzędy - Największym zadośćuczynieniem dla nich byłoby zobaczyć, jak zabójcy ich krewnych wiszą na szubienicy w otoczeniu gardzących nimi Milleńczykami.
- Czy aby na pewno? - Odezwał się niski głos z tłumu.
Tom spojrzał w kierunku, z którego usłyszał pytanie i ujrzał przed sobą grubego, niskiego faceta w średnim wieku, łysego, ale za to z bujną, czarną brodą.
- Minister sprawiedliwości, jak miło - Scarlett skłonił się lekko, z uśmiechem - Godzinami wysłuchiwałem jęków i płaczów członków rodzin ofiar i wiem, czego od nas oczekują - niektórzy byli bardzo dosłowni - Zaakcentował przysłówek - Ojciec obiecywał im bezpieczeństwo, lecz wciąż odwoływał się do wyimaginowanych zasad etycznych.
- Nie sądzę, iż były one zmyślone - znając króla odwołał się do Wielkiego Kodeksu Etycznego.
Scarlett westchnął poirytowany.
- Po pierwsze - były król, po drugie - zasady te są zinterpretowane w taki sposób, by uciszyć grupy etyczne, które protestowały pod zamkiem kilka lat temu. Ojciec zamiatał problemy pod dywan, a nie je rozwiązywał.
- Co w takim razie masz zamiar zrobić, królu? - Zapytał ktoś inny, lecz Scarlett nawet na niego nie spojrzał.
- Tak jak mówiłem - przywrócić karę śmierci.
- A co, jeśli skazaniec będzie niewinny? - Odezwała się jedna z kobiet.
- Egzekucja odbędzie się podparta jedynie niezbitymi dowodami, nie dopuszczę do błędu - Odparł Tom stanowczo.
- Powinniśmy chyba zapytać Milleńczyków, co o tym sądzą - Dodał ktoś inny.
- Dość się nasłuchałem - Uciął Scarlett ostro - Będziemy o tym jeszcze dyskutować, lecz zapewniam was, że mój pomysł zostanie zrealizowany w najbliższej przyszłości - Zmierzył wzrokiem tłum.
- Czy mamy to uznać za groźbę? - Zapytał podejrzliwie minister sprawiedliwości.
- Raczej przepowiednię - Sprostował król - Będziemy na ten temat prowadzić konsultację, ale na jutro przygotuję projekt ustawy - Odwrócił się, by powrócić na mównicę,
- Zdąży król? - Zapytał minister.
- Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych - Rzucił ten przez ramię.
cdn...
I tak swego pierwszego dnia roboczego, Fortis został wprowadzony w arkany obszywania kawałków materiału tak, by tworzyły jedną całość. Pomagała mu w tym starsza pani, jedyna ze wszystkich pań wykazująca swego rodzaju niezależność oraz chodząca z dumnie podniesioną głową. Miała na imię Mitera.
- Dobrze ci idzie, jesteś bardzo pojętny - Mówiła pod koniec dnia, widząc postępy adepta.
- Dlaczego wszystkie te dziewczęta - Wskazał głową na około tuzin młodych dam, pomijając drugie tyle starszych od niego kobiet - Są takie zamknięte w sobie i wycofane?
- Ponieważ jeszcze nie nauczyły się żyć; tęsknią za swoją rodziną, dziećmi, ukochanymi, całe dnie spędzają tutaj, nie będąc nigdy chwalonymi, no - może z wyjątkiem naszych prywatnych uwag - jednakże za każdy nawet najmniejszy błąd zostają karane, czy to fizycznie, czy psychicznie; uwierz mi - Nachyliła się w stronę rozmówcy i ściszyła głos - Obelgi i poniżenie działają na kobiety mocniej niż uderzenie z bata.
- Zatem brat umyślnie umieścił mnie w towarzystwie zastraszonych dziewic i starych kwok - Uświadomiwszy sobie, co powiedział, Fortis oblał się rumieńcem wstydu - Chciałem powiedzieć…
- Dokładnie to, co powiedziałeś - Przerwała mu Mitera, a w jej głosie nie słychać było żalu czy złości - Przyzwyczajony do niekończącego się tłumu wielbicielek, gotowych grzać ci co noc łoże, musisz przestawić się na chłód kobiecego serca oraz jego skromność.
Książę nic na to nie odpowiedział, tylko wrócił do obszywania czegoś, co w przyszłości miało być koszulą.
- Tak dobrze? - Zapytał po chwili.
Kobieta wzięła szmatę do rąk, obejrzała ją, rozpruła w kilku miejscach, a oddając rzekła:
- Musisz poprawić w tych miejscach.
Tak minął pierwszy dzień pracy księcia. Jednak noc nie miała dać mu odpoczynku; wpierw przez trzy godziny nie umiał zasnąć na twardym łóżku polowym, które znajdowało się w przydzielonym mu, mikroskopijnym domku, leżącym na skraju wioski robotników.
Potem nawiedził go koszmar; ujrzał w nim Dominę - na początku piękną i czarującą, czyli taką, którą zapamiętał. Szła po leśnej ścieżce, uśmiechnięta i pełna radości życia. Raz schyliła się, by zerwać błękitny kwiat i wpiąć go sobie we włosy. W pewnym momencie nastał półmrok, w którym cień musnął twarz dziewczyny; ta zlękła się, lecz gdy trochę się rozjaśniło, ruszyła w dalszą drogę, ale gubiąc zerwany uprzednio kwiat. Nie wydawała się już tak radosna, zwłaszcza gdy po chwili podmuch wiatru przywiał na jej twarz krople krwi. Domina wytarła swe czoło i przyjrzała się brudnej ręce, lecz szła dalej. Wtedy promienie słoneczne znów zatańczyły na jej obliczu, gdy tylko w czarodziejski sposób dziewczyna została ubrana w piękną białą suknię. Ewidentnie przepełniała ją radość, niestety ostatnia w jej życiu; później na nadgarstkach Dominy zaczęły pojawiać się coraz to cięższe i większe łańcuchy, przez które coraz gorzej jej się szło i nie pomagał jej rosnący brzuch. W pewnym momencie kiedyś piękna, a teraz wymęczona i niepodobna do siebie dziewczyna upadła. Ostatni uśmiech na jej twarzy wywołało dziecko, które się obok niej pojawiło. Zaraz po tym, jak malec poczłapał w inną stronę, rozległ się strzał, a umęczone ciało kobiety jedynie drgnęło, pozostawiając na jej twarzy wyraz zaskoczenia. Fortis czuł, iż bierze czynny udział w tym przedstawieniu, nie zdawał sobie jednak sprawy z tego, w jakiej roli występuje, póki nie ujrzał przed sobą swych rąk, trzymających muszkiet. Przerażenie wybudziło go z koszmaru.
- Idealnie, mój chłopcze - Usłyszał głos Mitery - Masz wyczucie czasu - właśnie miałam cię budzić na śniadanie - Kobieta widziała strach na twarzy księcia, lecz zignorowała go.
Kolejny dzień upłynął Fortisowi już na ciężkiej, mozolnej i jednostajnej pracy. Brak wrażeń oraz rutyna wprawiły go w zły nastój, a perspektywa spędzonych tak lat dobijała go.
- A gdyby tak - Odezwał się w pewnym momencie do Mitery półgłosem - Spróbować się stąd wyrwać, może nawet odebrać władzę memu bratu.
- Pomysł godny pochwały, lecz nie uda ci się tego dokonać w pojedynkę.
- Wiem, dlatego powinienem odnaleźć rodzeństwo. Razem na pewno wpadniemy na jakiś genialny pomysł.
- A może sam coś wymyślisz? - Kobieta spojrzała na mężczyznę gniewnie marszcząc brwi - Czy wszyscy muszą myśleć za ciebie?
Zdziwiła księcia ta nagła ostrość ze strony swej jedynej towarzyszki.
- W takim razie - Zaczął po chwili powoli - Muszę zebrać armię… Skąd ją wezmę?
Mitera przewróciła oczami.
- Rozejrzyj się; wystarczy obudzić ducha walki w tych młodych sercach i ruszą do walki.
- Masz na myśli te przestraszone ptaszki?
- Mam na myśli te zastraszone kobiety, które na pewno wykorzystają szansę wyzwolenia się z więzów.
Fortis westchnął w zamyśleniu.
- Wątpię, czy ja - nieznajomy, w dodatku mężczyzna i członek rodziny królewskiej - będę w stanie zapalić iskrę w ich serduszkach, ale ty…
- Tutaj się z tobą zgodzę - Mitera skinęła głową - Porozmawiam z nimi w czasie przerwy obiadowej oraz wieczorem, w szatni. O postępach poinformuję cię po obchodzie straży, wieczorem.
- Przyjdziesz do mnie?
- Przemknę się do ciebie - Kobieta mrugnęła okiem w stronę księcia.
Tak też się stało; po całodniowej obserwacji dziewcząt, Fortis zauważył zmianę ich nastroju po obiedzie. Wydawały się roztargnione i zdenerwowane, patrzyły podejrzliwie na nowego znajomego. Zachowanie dziewcząt ostudziło zapał księcia odnośnie poderwania pracownic do działania. Jednak wizyta Mitery zmieniła jego pogląd na szwaczki.
- W trakcie pierwszej rozmowy, panie w moim wieku od razu zapaliły się do pomysłu, ale te młodsze naprawdę się wystraszyły. Wieczorem próbowały jak najszybciej wyjść z szatni, lecz z pomocą przyjaciółek udało mi się je powstrzymać; wysłuchały mnie na spokojnie i obiecały to przemyśleć. Kilka z nich sprawiało wrażenie po części przekonanych.
- Czyli jesteśmy na dobrej drodze - Fortis uśmiechnął się szczerze.
- Jutro mają dać mi odpowiedź, przynajmniej część szwaczek, ponieważ niektóre natychmiast odmówiły udzielenia jakiejkolwiek pomocy.
- Aczkolwiek same, jak je ujęłaś, panie w twoim wieku, są dużą pomocą. Jeśli uda mi się odnaleźć siostrę… - Nagle mężczyzna przerwał - Jak ja to uczynię? - Wyraźnie zląkł się - Wiem, gdzie powinna być, ale nie jestem w stanie się stąd wyrwać. Mam wrażenie, przynajmniej w tym momencie, iż zwlekam.
- Nie zwlekasz, uwierz mi - Kobieta ujęła dłoń młodego mężczyzny, lecz widząc jego minę, cofnęła rękę - Znam twoją siostrę, byłam świadkiem różnych wystąpień, czytałam parę artykułów i wierzę, iż to ona odnajdzie ciebie… I to już niedługo.
Fortis patrzył na rozmówczynię spod uniesionej brwi; mowa Mitery wydawała się absurdalna, lecz jej charyzma przekonała go do słów kobiety.
- Jutro daj mi znać, kto jeszcze zgodził się zaangażować - Powiedział powoli po chwili ciszy - Teraz już idź; boję się, że ktoś cię tu złapie.
- Masz rację - Szwaczka wstała - Dobranoc.
- Dobranoc - Mężczyzna odprowadził swego gościa do drzwi, a gdy tylko ta zniknęła z pola widzenia, zgasił światło w swoim domku.
Następnego dnia zgodę na pomoc wyraziło pięć młodych szwaczek. Fortis pierwszy raz w życiu poczuł taką wdzięczność w stosunku do innych. Przed przerwą obiadową dołączyły do nich jeszcze dwie. To wystarczyło księciu. Jak na początek.
- Miałaś rację - nie wiem, co im nagadałaś, lecz obudził się w nich duch walki - Powiedział Miterze, gdy szli do stołówki.
- Wie, nie dziwi mnie ich reakcja - Kobieta spojrzała na zegar, wiszący na korytarzu; dochodziła trzynasta trzydzieści - Mam do ciebie prośbę, ale najpierw się zgódź.
- Nie wiedząc, czego ona dotyczy? Mowy nie ma.
- Zrób to… Ze względu na swoją matkę - Wyszeptała kobieta, zatrzymując się i patrząc młodemu chłopakowi prosto w oczy; to spojrzenie podziałało.
- Dobrze… - Odparł Fortis powoli - Zgadzam się. Teraz wyznaj prawdę.
- Wyjdź z fabryki, lecz tylnym wyjściem i czekaj.
- Na co? - Mężczyzna zmarszczył brwi.
- Wkrótce się przekonasz; nie pożałujesz, tylko proszę cię, idź już teraz.
- Co z obiadem? - Książę wyraźnie zląkł się.
- Raz nie zjesz, to nic się nie stanie - Mitera machnęła lekceważąco ręką - Tylko idź już, błagam i wypatruj jeźdźca.
- Kogo? - Zapytał mężczyzna, lecz nie uzyskał odpowiedzi, ponieważ szwaczka zdążyła już oddalić się od niego szybkim krokiem.
Fortis lekko skonsternowany uczynił to, o co prosiła go nowa znajoma; niezauważony przez strażników wymknął się tylnymi drzwiami, które służyły pracownikom do wyjścia na papierosa, i czekał, patrząc w dal. Gdy po pięciu minutach stracił chęć na wygłupy, kilkaset metrów przed nim zamajaczyła szybko zbliżająca się postać. Na jej widok książę aż zaniemówił, a w jego głowie pozostało jedno pytanie: ,,Skąd ona wiedziała”. W stan całkowitego osłupienia wprawiło go rozpoznanie jeźdźca, którym okazała się być jego własna siostra. Niedowierzaniu towarzyszył strach, by Morifia nie została przyuważona przez strażników, ponieważ natychmiast, tak przypuszczał, zostałaby ścięta. W panice mężczyzna zaczął energicznie machać do księżniczki, na wszelki wypadek, gdyby go nie zauważyła.
Lecz Morifia doskonale zdawała sobie sprawę z tego, do kogo się zbliża, dlatego nie mogła powstrzymać uśmiechu radości. Gdy tylko zeskoczyła z konia, wpadła w braterskie objęcia.
- Wiedziałam, że cię tu znajdę - Powiedziała na przywitanie - Jednocześnie obawa o twe życie ode mnie nie odstępowała.
- Gdybym cię nie znał, uwierzyłbym, że już dawno nie żyjesz, siostro. Ty jednak potrafisz sobie poradzić w każdej sytuacji, a twoja obecność tutaj jest na to najlepszym dowodem.
- Choć raz w życiu tak mi schlebiasz - Zaśmiała się Morifia.
Fortis również się roześmiał, po czym kontynuował:
- Nie straciłem wiary w nas, wręcz przeciwnie - zacząłem obmyślać plan działania.
- I co?
- Na razie nie mam żadnego planu, liczyłem na twoją inwencję - Wyszczerzył się Fortis - Jednak począłem formować armię, a przynajmniej jej zalążek i oto mam chętnych dziewiętnaście szwaczek - dwanaście starszych, siedem młodszych.
- Chętnych do czego?
- Do rebelii, oczywiście.
Morifia westchnęła.
- Nie jesteśmy tacy, jak Scarlett - Zganiła brata.
- Lecz nie odzyskamy domu pertraktując z nim przy herbacie - Odezwał się Fortis ostro, zły, że jego pomysł nie został od razu zaaprobowany.
Jego siostra zdziwiła się, ale przyznała mu rację.
- Ja w sumie również poczyniłam podobne kroki - Przyznała i opowiedziała bratu o swej wizycie w Lesie Pekatów.
- I ty im ufasz? - Mężczyzna zmarszczył brwi.
- Im nie, ale Allodowi - owszem - Morifia uniosła dumnie głowę.
- Skoro tak, to tylko pogratulować skuteczności - Książę uśmiechnął się lekko - Spróbuję cię teraz po kryjomu wprowadzić do fabryki. Boję się, co strażnicy mogliby ci zrobić, gdybyśmy się na nich natknęli.
- Nic by nie zrobili, bo zdążyłabym ich zabić - Odpowiedziała Morifia poważnie.
- Nie cwaniaku - Skarcił ją młodszy brat, po czym zamyślił się - Zaczekaj tu, a ja pójdę po moją znajomą; z jej pomocą będzie łatwiej.
Pięć minut później Fortis był z powrotem, prowadząc za sobą starszą kobietę, która wydała się jego siostrze znajoma.
- Czy my się już nie spotkałyśmy? - Zapytała, po przedstawieniu się sobie wzajemnie.
- Ja naturalnie już nie raz widziałam księżniczkę, lecz czy ty, pani, mnie spotkałaś, poddaję w wątpliwość - Odparła Mitera bardzo szarmancko, co zdziwiło oboje Tomów - Mam dla ciebie ubranie robocze; ubierz je tutaj, w środku nie będzie na to ani czasu, ani miejsca.
Morifia spojrzała spode łba na brata.
- Odwróć się - Rozkazała.
- Nawet, gdybyś wyglądała jak modelka, nigdy nie spojrzałbym na ciebie pożądliwym okiem - Syknął, odwracając się.
- A co z koniem? - Zapytała Morifia, ściągając chłopskie ubrania.
- Wygląda na rozumne zwierze; każ mu biec do wioski - Rozkazała szwaczka, głaszcząc Alogo po łbie.
- Nie muszę - Morifia uśmiechnęła się, po czym mocą utworzyła ścieżkę z marchewek, która ciągnęła się aż do majaczących w oddali budynków; koń natychmiast ruszył nią, zjadając ślady zbrodni po drodze.
Chwilę później Morifia nie przypominała już księżniczki. Przebrana weszła chyłkiem do fabryki, gdzie nikt nie zwrócił na nią większej uwagi, zapewnie również dzięki temu, że nie była umalowana, a jej fryzura nie była ułożona; w takiej postaci wyglądała jak jedna ze szwaczek.
- Nie możesz jednak zostać tu z nami; doskonale wiedzą, ile jest dziś pracownic; ukryjemy cię zatem w schowku ze szczotkami - Oświadczyła Mitera.
- Dobrze, to żaden problem - Morifia zdobyła się na uśmiech.
- Oby nie ujawniła ci się klaustrofobia - Kobieta mrugnęła okiem w stronę dziewczyny.
Schowek istotnie był mikroskopijnie mały - metr na metr. Lecz księżniczka dzielnie spędziła w tym pomieszczeniu resztę dnia. Wieczorem wmieszała się w tłum wracających z pracy kobiet i poszła z bratem do jego domku.
- Co teraz? - Zapytał Fortis, po zamknięciu drzwi.
- Musimy znaleźć Enareta - Odpowiedziała Morifia zdecydowanym głosem.
- Lecz gdzie on jest?
- Nie wiem… Jedynie się domyślam…
- Może to dobry trop? - Mężczyzna próbował zachęcić siostrę do mówienia.
- Nie wiem, na ile mogę ufać Scarlettowi - Odparła dziewczyna tajemniczo.
- W ogóle nie możesz mu ufać, ale teraz. Czy wcześniej wspomniał o Enarecie?
- Pod koniec swego wystąpienia; powiedział, że Enaret wybrał życie na Ziemi ze swą kochanką… Może go tam uwięził?
- To bardzo prawdopodobne i podobne do naszego braciszka. Czyli wyruszamy do Portalu Wschodniego? - Zapytał.
- Od czegoś musimy zacząć, lecz wyruszamy już teraz - Odpowiedziała księżniczka zdecydowanym tonem.
- Zabiorę tylko prowiant i ciepłe ubrania, i wyruszamy - Oświadczył Fortis, po czym wyszedł, a dwie minuty później wrócił z naręczem rzeczy.
W tym czasie Morifia siodłała Alogo, a gdy jej brat opuścił swoje tymczasowe miejsce zamieszkania, wsiadła na konia, mimo iż Fortis chciał być na jej miejscu, zgodził się jednak być pasażerem, wiedząc, że nie mają czasu na kłótnie. I tak ruszyli w drogę, która w ich mniemaniu zwiastowała lepsze czasy.
Następnego ranka po pozbyciu się rodzeństwa Scarlett przechadzał się bardzo zadowolony po pałacowych korytarzach; oglądał obrazy swych przodków chełpiąc się tym, iż za niedługo i jego podobizna zawiśnie wśród nich. Równocześnie czekał tu na Kommotisa, który miał mu zdać raport.
- I jak tam moja siostra? - Zapytał, nie patrząc na zbliżającego się poddanego, lecz słysząc jego kroki - Mam nadzieję, że już padła trupem.
- Tego nie wiem - Wzruszył ramionami mężczyzna - Lecz została odeskortowana w miejsce wskazane przez ciebie.
- Albo padła z głodu i wycieńczenia, próbując się dostać do rolników, albo zabili ją Invidijczycy, rozpoznając w niej córkę króla, który im zaszkodził.
- Mam wysłać patrol pod Torf?
- Tak; dwóch lub trzech posłańców - Dopiero powiedziawszy to, Scarlett był łaskaw spojrzeć na swego najwierniejszego sługę - Niech ktoś również dopilnuje Portalu Wschodniego, a twój patrol niech nie wraca z Torfu, tylko jedzie prosto do Fabryk, aby dopilnować Fortisa.
- Dobrze - Kommotis ukłonił się, po czym odszedł ciężkim krokiem.
Król jedynie od niego nie wymagał tytułowania swej osoby, znając jego uosobienie oraz ze względu na respekt, jaki dorożkarz o dziwo w nim budził.
Za godzinę miała zostać uchwalona ustawa, która dawała władcy uprawnienia do wydawania rozporządzeń z mocą ustawy, ustanawiała króla jako jedynego, który może ustalić rząd, wprowadzała prawo króla do rozwiązania parlamentu, jako jedynego urzędnika oraz ustalała szybszy sposób uchwalania ustaw. Po tym Scarlett miał uchwalić nowy rząd. Z satysfakcją patrzył w przyszłość; jak bardzo stanie się wielki i potężny, jak ludzie będą się przed nim kłaniać…
Przed uchwaleniem ustawy Scarlett miał wygłosić swą mowę do narodu - pierwszą za czasów swych rządów. Miał ją już całą przygotowaną i z niecierpliwością czekał, aż ujrzy miny wszystkich zgromadzonych.
- ,,Moje małpy” - Myślał.
Dobranie odpowiednich ministrów pozostawił Gatisowi, jednak to on ostatecznie miał ich zatwierdzić i jeżeli któryś mu się nie spodoba, każe go wyrzucić. Właśnie teraz Scarlett zmierzał na spotkanie z przyszłym premierem; oczywiste, iż Syner stworzył własną partię, która stanie się wiodącą w miejsce Siły Millenii.
Po pół godzinie wszystko było ustalone; jedynie życie i polityka dwóch mężczyzn i jednej kobiety nie spodobały się królowi, reszta okazała się trafnym wyborem.
- Widzę, iż nasza współpraca rysuje się obiecująco - Odparł zadowolony Scarlett po naradzie - Czy wszystkie przedstawione i zastąpione na tej liście osoby wiedzą o swym wyróżnieniu?
- Tak, prócz tych trzech, które sam wybrałeś.
- Oczywiste - Scarlett uśmiechnął się szeroko - Teraz chodźmy wygłosić moją mowę - Powiedział radośnie - Gdzie jest moja żona? - Zapytał z Nienacka.
- Chyba pod opieką Xanthii. Mam ją zawołać?
- Koniecznie.
Gatis wysłał przechodzącego gwardzistę po królową.
- Niech przyjdzie stosownie ubrana - Rzucił za nim Tom.
Dziesięć minut później para królewska była oklaskiwana przez zgromadzony przed pałacem tłum, złożony głównie z młodych Milleńczyków. Król przewidział to, dlatego mowa skierowana była głównie do nich; kwieciste słowa wplecione w proste zdania, brak wywyższania się przez mówiącego i wyraźne zrozumienie dla słuchaczy ujęło ich za serca.
- Musimy zmienić system rządzących; zacząłem od najwyższego pułapu, teraz zajmujemy się rządem, a za niedługo uchwalona zostanie ustawa, poszerzająca moje prawa, bym mógł w pełni wykorzystać swoją pozycję, a nie tylko reprezentował nasz kraj na zgromadzeniu, bez prawa głosu.
Zgromadzeni zaklaskali.
- Znam kompetentnych polityków i zamierzam zawierzyć ich opiece nasz rząd, pod moim dowództwem, by nareszcie wyciągnąć nasz kraj z dołu obłudy i lenistwa - nareszcie będziemy dumni z naszego narodu!
Tłum ponownie zaklaskał, dało się słyszeć również okrzyki.
- Nie chcę nic obiecywać, nie chcę rzucać słów na wiatr - spróbuję wyprowadzić nasz kraj z ruiny, a przynajmniej jej zaczątków. Potrzebuję w tym waszej pomocy. Tylko połączywszy wspólne siły odbudujemy potęgę.
Kolejne oklaski. Mowa ciągnęła się dalej, Scarlett opowiadał o tym, co zamierza, a przynajmniej chciałby zrobić lub zmienić.
- Mój ojciec, a wasz król został opętany przez niekompetentny rząd, lecz za kilka minut zaprzysiężony zostanie nowy - rzetelny i profesjonalny. Zaufajcie mi, a nie pożałujecie; nie zamierzam jednak zbytnio wykorzystywać swej łaskawości, dlatego kary będą surowe, lecz stosowane jedynie dla waszego dobra i bezpieczeństwa. Liczę na waszą pomoc, dlatego od dziś proszę zgłaszać się do gwardzistów, chcąc przystąpić do wojska; nie ma znaczenia wasza płeć - kobiecą waleczność stawiam na równi z męską - Po kolejnym aplauzie, kontynuował - Teraz pójdę podpisać wspomnianą uprzednio przeze mnie ustawę, nad którą jeszcze pracował mój ojciec, teraz jedynie pozostaje głosowanie nowego rządu i wejdzie w życie - Scarlett posłał zebranym szarmancki uśmiech - Życzę wam, moi drodzy, miłego dnia.
Król opuścił podium otaczany zewsząd oklaskami i okrzykami radości.
- Po pierwsze - Zaczął Gatis Syner, dopadłszy go - Mówiłeś, że karzesz im się ukorzyć i wymusić obietnicę posłuszeństwa; po drugie - dlaczego okłamałeś ich w sprawie ustawy? Przecież twój ojciec nie miał prawa wiedzieć o niej.
- Po pierwsze - zaczął Scarlett - zrezygnowałem z tyranii; po drugie - gdyby zaczęli zastanawiać się nad szybkością przygotowywania ustaw, mogłyby wyniknąć z tego kłopoty.
- Przecież oni nie są wyedukowani w tym kierunku - Prychnął polityk - Gadają tylko dużo o polityce, ale co przegrupowanie partii, to zmieniają zdanie.
- Wiem, ale lubią węszyć; rząd przecież również nie zdaje sobie sprawy z tego, że ta ustawa powstała wczoraj… Tak będzie lepiej. Wiesz, że to jest niezgodne z prawem, to wszystko zabiera czas, a ja już potrzebuję tych zmian.
- Rozumiem twoje działania, ale musisz być ostrożny.
- Zdaję sobie z tego sprawę, lecz jestem królem i potrafię zająć się tego typu kłopotami. Zasygnalizowałem już zaostrzenie prawa.
- Wojsko nie rozwiąże za ciebie wszystkich problemów.
- Jestem najpotężniejszym Milleńczykiem od stuleci - Scarlett stanął i spojrzał ostro na Synera - Potrafię sobie poradzić, bez twojego gadania - Syknął.
- Coś ci się ostatnio język wyostrzył, mój królu - Gatis próbował spojrzał na Toma z góry, choć był od niego o głowę niższy.
- Pamiętaj, że zawsze przy sobie noszę nóż, którego ty najwyraźniej się obawiasz - Mężczyzna zbliżył się do współpracownika.
Gwardziści odprowadzający urzędników spojrzeli po sobie, nie wiedząc, czy zareagować. Decyzję za nich podjęła idąca z tyłu Domina.
- Scarlett, co się dzieje? - Zapytała ostro.
- Nic, na co miałabyś wpływ, moja droga - Odpowiedział jej mąż łagodnym głosem - Gatisowi tylko coś się pomyliło… Chyba stanowiska - Otaksował wzrokiem Synera - Prawda?
- Tak… Panie - Polityk skłonił się głęboko z westchnięciem.
- W takim razie chodźmy zmieniać kraj - Król uśmiechnął się szeroko, lecz trochę sztucznie - Czy dołączysz do mnie, najmilsza? - Wyciągnął rękę w stronę kobiety.
Domina, jeszcze nieświadoma zagrożenia, zadowolona ujęła dłoń Toma i tak razem poszli w stronę Sali Rzymskiej, gdzie odbywały się narady nad ważnymi dokumentami oraz ich podpisanie. Gatis Syner szedł za parą królewską z nabzdyczoną miną.
Po godzinie ustawa oraz rząd zostały zatwierdzone, za co król ponownie tego dnia został oklaskany, co podniosło jego ego na ten poziom, na którym umysł zaczyna mylić rzeczywistość z fikcją, w której jest się idealną jednostką. Scarlett jednak wiedział, iż nie może zrobić sobie przerwy, dlatego natychmiast zabrał się do pracy nad nowym rządem, a swą żonę oddelegował do sypialni, gdzie zamierzał przyjść wieczorem, by pokazać jej, do czego tak naprawdę mu służy. Co prawda jego serce nie było w stosunku do Dominy obojętne, lecz znał jej porywczość oraz samowystarczalność, co musiał stłamsić w zarodku.
Wkraczając na Salę Obrad król czuł się pewnie, lecz gdy tylko Poboczni - urzędnicy pomocniczy - przynieśli mu stertę papierów - nowych oraz pozostałości po swoim ojcu. Mimo rozgoryczenia, pomocną dłoń ku niemu wyciągnął Gatis Syner, naprowadzając go, tłumacząc cierpliwie to, co nie mogło być dla niego wiadome, ponieważ dla wąskiego grona pozostawało tajne.
Rząd zajął się kolejną ustawą, Scarlett nie chciał tracić czasu na niepotrzebny wstęp i przywitanie. Ministrowie wydali się być posłuszni, więc król postarał się być dominujący. W takich nastrojach resztę dnia spędzili na organizacji i nowych projektach.
Wieczorem Scarlett był wykończony; wydawało mu się, że będzie lepiej, że nie straci swej pewności siebie, lecz to mu się nie udało. Postanowił odreagować w łożu swej żony.
- Nie sądziłem, iż tak bardzo zwątpię w swój rozum - Powiedział, godzinę później tuląc Dominę do siebie - Zawsze starałem się być pewny, przecież uczyłem się wszystkich reguł i praw, a dziś trudno było mi je zastosować. Czułem się przytłoczony.
- Wydaje mi się, że zjadł cię stres - Zasugerowała kobieta.
- Ja nie poddaję się stresowi; żadnym emocjom, zawsze byłem opanowany i do szpiku kości zimny, a ostatnio zaczynam się zmieniać; nawet moja matka to zauważa. A właśnie - byłaś dziś u niej?
- Tak, grałyśmy w karty - Odpowiedziała Domina z wyraźnym znudzeniem.
- Czyżby aż tak źle grała? Pamiętam ją zawsze jako dobrego gracza.
- Dziś wydawała się być zupełnie gdzieś indziej - daleko od pałacu, nieobecna… - Królowa zamyśliła się - Nie znam je zbyt dobrze osobiście, lecz zawsze reprezentowała sobą siłę i zdecydowanie… Tak samo, jak ty - Spojrzała na męża ze zdziwieniem.
- Sugerujesz coś? - W głosie Scarletta pobrzmiała nuta złości.
- Tylko tyle, iż zmiana stanowisk wam nie służy.
- Masz na myśli to, że nie nadaję się na króla?
- Nie, nic takiego nie powiedziałam, po prostu musisz się przyzwyczaić do nowej roli.
- Przyzwyczajam się do niej od stuleci - Mężczyzna wstał i zaczął się ubierać, zamaszystymi ruchami nakładając na siebie odzież - Nigdy nie sugeruj czegoś podobnego.
- A ty nie mów do mnie takim tonem - Domina podniosła głos.
- Milcz! - Krzyknął Scarlett - Jesteś kobietą, nie masz prawa głosu!
Nastała cisza, w trakcie której para patrzyła na siebie z przejęciem; ona była wściekła, on żałował słów, które padły z jego ust, a których nie mógł już odwołać i od których nie chciał się dystansować.
Domina wstała powoli z łóżka i naciągnęła na siebie szlafrok, nie spuszczając Toma z oczu.
- W takim razie w twoim mniemaniu moją jedyną rolą jest zajmowanie się domem i czekanie na ciebie w łóżku, gdy najdzie cię taka ochota?! - Syknęła.
- Nie - Odparł krótko Scarlett, po czym zwiesił głowę i westchnął; postanowił zmienić taktykę - Przepraszam, stres dziś mną rządzi, nie wiem, dlaczego to powiedziałem.
Kobieta przez chwilę się nie odzywała, jedynie wbiła wzrok w podłogę próbując powstrzymać łzy.
- Tym razem spróbuję być wyrozumiała, lecz ostatni raz; następnym razem nie będziemy mieli o czym rozmawiać - Odparła Domina, zawiązując ciasno szlafrok i siadając ciężko na łóżku.
Gdy jego żona nie patrzyła, Tom przekręcił oczami i zrobił oburzoną minę; że też czeka go tyle płaszczenia się przed jakąś kobietą, byleby tylko była usłużna i pozostawała w cieniu. Podszedł zatem do łoża, uklęknął na nim i objął swą żonę od tyłu, opierając brodę na jej ramieniu.
- Wybacz mi, błagam - Wyszeptał - Ostatnio nie pojmuję, co się ze mną dzieje, mówiłem już, że nawet matka to zauważyła; czułem się zagubiony na posiedzeniu, spodziewałem się lepszych efektów swojej pracy. Muszę kombinować, by osiągnąć swój cel, jednocześnie zachowując pozory sprawiedliwości… Gubię się, nie wiem, kim jestem.
Królowa milczała, a jej oczy były zamknięte.
- A to, że dziś przyszedłem do ciebie, jest jedynie oznaką mojej słabości, którą mogę jedynie obnażyć przy osobie, którą kocham.
- Którą co? - Domina raptownie się odwróciła.
Dopiero reakcja kobiety uświadomiła Scarlettowi to, co powiedział i jak ważne to było oraz, o dziwo, szczere.
- Kocham cię - Powtórzył z większym przekonaniem; niewyczuwalne dotąd ciepło w jego środku poczęło pulsować - Kocham cię - Gdy ujrzał łzy na policzkach ukochanej, przyciągnął ją do siebie, a jej szyję i dekolt obsypał pocałunkami - Kocham cię, kocham cię… - Powtarzał bez końca, kładąc rozrzewnioną Dominę na łóżku.
Kobieta usłyszała to wyznanie tamtej nocy jeszcze siedemdziesiąt siedem razy.
Dwa dni później Kommotis przyszedł do króla z wiadomością, iż jego siostra nie żyje.
- Kobieta o imieniu Westa dała nam szczątki ubrań księżniczki - Podał szmatki Tomowi - Powiedziała, że pochowali Morifię w czymś godnym następczyni tronu.
- Póki nie mam potomka, następcy tronu nie istnieją - Odparł Scarlett cierpko - Niech twoi ludzie odpoczną, zwierzęta również, a potem niech jadą do fabryk, zobaczyć, czy Fortis już powiesił się z rozpaczy.
Posłaniec wyszedł z królewskiej komnaty, w której oboje się znajdowali. Scarlett uśmiechnął się do siebie lekko, ciesząc się z małego sukcesu, lecz pomyślawszy o tym, co czeka go tego dnia, zakręciło mu się w głowie; mężczyzna podbiegł do okna i otworzył je na oścież, a poczuwszy świeżość powietrza, uspokoił się.
- ,,Jak możesz się tak denerwować, głupsze? - Skarcił się w myślach - Wiesz wszystko na temat rządów, dlaczego teraz zachowujesz się jak małe dziecko przed klasówką? - Odetchnął głęboko, opierając się o framugę okna - Muszę się uspokoić… Tylko jak?” - Nagle Scarlett przypomniał sobie o jednej ze swych wycieczek na Ziemię oraz o pamiątce, jaką sobie przywiózł.
Król otworzył kufer, który stał w rogu jego komnaty, gdzie na samym spodzie leżała butelka zielonego alkoholu - absyntu, z przekroczoną maksymalną dawką tujonu, lecz nie na tyle, by wywołać halucynacje. Tom uraczył się jednym kieliszkiem tegoż trunku, by po chwili poczuć się uspokojonym i gotowym do działania, bez względu na konsekwencje. Z radością ubrał na siebie czarny długi, lecz niegruby płaszcz i z pozytywnymi myślami wyszedł ze swej komnaty.
Tego dnia współpracownicy nie mogli poznać swego pracodawcy, wyrobiwszy sobie o nim zdanie poprzedniego wieczoru; był charyzmatyczny i zdecydowany, wykazywał się ogromną wiedzą, która zaimponowała jego podwładnym. Stanowczością w pół dnia przekonał polityków do swych pomysłów nowelizacyjnych, a co za tym idzie - do przygotowywania nowych ustaw. I choć alkohol w pewnym momencie przestał działać, Scarlett nie zauważył tego - czuł się wyśmienicie, sądząc iż jest to zasługą absyntu.
W trakcie długiej przerwy, król począł się zastanawiać nad prawem karnym, a dokładniej - karą śmierci.
- Jakiś czas temu, drodzy państwo, głośna w naszym kraju była sprawa dwóch mężczyzn - tak zwanych ,,bestii”, którzy dokonali okrutnych zbrodni; pierwszy z nich zgwałcił dwóch chłopców, a potem ich zabił, drugi - zabił kilka kobiet, a potem je zgwałcił. Nie są to jedyne takie przypadki w naszym kraju, lecz mówię właśnie o tych, gdyż ci zbrodniarze zostali wypuszczeni na wolność. Oczywiście nie wrócili oni do swych domów, ale zostali zamknięci w specjalnym ośrodku resocjalizacyjnym. Spędzili oni w więzieniu około dwudziestu pięciu lub trzydziestu lat. Jak już wspomniałem - nie są to jedyne takie przypadki w naszym kraju, ponieważ już za miesiąc lub półtora zostaną wypuszczeni kolejni dwaj mężczyźni - jeden zwany ,,nożownikiem”, a drugi - ,,Kubą rozpruwaczem”. Byłem świadkiem wielu świadectw osób, które znały ów ,,bestie” i które błagały mego ojca, by nie pozwolił mordercom wyjść z więzienia. Były król pozostał jednak nieugięty i ,,ustawa o bestiach” weszła w życie. Co prawda ,,bestie” nie zdążyły się do tej pory uciec z ośrodka resocjalizującego, lecz są plany wypuszczenia ich na wolność - Król zrobił pauzę i rozejrzał się po słuchaczach - Zastanawiacie się zapewne - Kontynuował po chwili - Dlaczego o tym mówię? - Kilkoro polityków skinęło głowami, a reszta skrzywiła się - Otóż już od jakiegoś czasu zastanawiam się nad przywróceniem… Kary śmierci - Przerwa okazała się efektywna, ponieważ na sali rozbrzmiało wiele zszokowanych westchnień - Powiecie pewnie, iż ta forma kry jest nieetyczna i będziecie mieć rację, ale czy postępowanie tych kreatur, bo nie jestem w stanie nazwać ich inaczej, było etyczne? - Scarlett podniósł głos, wstając z mównicy i idąc w stronę widowni - Czy mordowanie, napaści seksualne, a dodatkowo chełpienie się swymi wyczynami jest etyczne? - Szedł, co rusz wyłapując wzrokiem tych najbardziej przerażonych jego zachowaniem polityków - Dlaczego społeczeństwo ukarane obecnością takich istot, jest karane jeszcze bardziej, zdając sobie sprawę, iż pieniądze na utrzymanie ,,bestii” brane są z ich kieszeni? - Kilku zebranych zaczęło kiwać głowami, robiąc poważne miny - Dlaczego rodziny zamordowanych do tej pory nie mogą doczekać się sprawiedliwości? - Scarlett wszedł między rzędy - Największym zadośćuczynieniem dla nich byłoby zobaczyć, jak zabójcy ich krewnych wiszą na szubienicy w otoczeniu gardzących nimi Milleńczykami.
- Czy aby na pewno? - Odezwał się niski głos z tłumu.
Tom spojrzał w kierunku, z którego usłyszał pytanie i ujrzał przed sobą grubego, niskiego faceta w średnim wieku, łysego, ale za to z bujną, czarną brodą.
- Minister sprawiedliwości, jak miło - Scarlett skłonił się lekko, z uśmiechem - Godzinami wysłuchiwałem jęków i płaczów członków rodzin ofiar i wiem, czego od nas oczekują - niektórzy byli bardzo dosłowni - Zaakcentował przysłówek - Ojciec obiecywał im bezpieczeństwo, lecz wciąż odwoływał się do wyimaginowanych zasad etycznych.
- Nie sądzę, iż były one zmyślone - znając króla odwołał się do Wielkiego Kodeksu Etycznego.
Scarlett westchnął poirytowany.
- Po pierwsze - były król, po drugie - zasady te są zinterpretowane w taki sposób, by uciszyć grupy etyczne, które protestowały pod zamkiem kilka lat temu. Ojciec zamiatał problemy pod dywan, a nie je rozwiązywał.
- Co w takim razie masz zamiar zrobić, królu? - Zapytał ktoś inny, lecz Scarlett nawet na niego nie spojrzał.
- Tak jak mówiłem - przywrócić karę śmierci.
- A co, jeśli skazaniec będzie niewinny? - Odezwała się jedna z kobiet.
- Egzekucja odbędzie się podparta jedynie niezbitymi dowodami, nie dopuszczę do błędu - Odparł Tom stanowczo.
- Powinniśmy chyba zapytać Milleńczyków, co o tym sądzą - Dodał ktoś inny.
- Dość się nasłuchałem - Uciął Scarlett ostro - Będziemy o tym jeszcze dyskutować, lecz zapewniam was, że mój pomysł zostanie zrealizowany w najbliższej przyszłości - Zmierzył wzrokiem tłum.
- Czy mamy to uznać za groźbę? - Zapytał podejrzliwie minister sprawiedliwości.
- Raczej przepowiednię - Sprostował król - Będziemy na ten temat prowadzić konsultację, ale na jutro przygotuję projekt ustawy - Odwrócił się, by powrócić na mównicę,
- Zdąży król? - Zapytał minister.
- Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych - Rzucił ten przez ramię.
cdn...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)