Kilka dni później ustawa o karze śmierci weszła w życie, wraz z ustawą o możliwości króla w wydawaniu samodzielnych dekretów, na które zgodę musiało wyrazić tylko połowa kworum poselskiego. Bardzo zadowolony ze swych rządów i posłuszeństwa podwładnych, władca oddawał się codziennie hedonistycznym potrzebom, przez co jego żona w swym i jego mniemaniu zmalała do roli źródła fizycznych przyjemności, a absynt i kalikras stały się nieodłącznym elementem śniadania i kolacji. Scarlett czuł się spełniony i zadowolony, co dało się odczuć w pałacu, gdzie mieszkańcom żyło się dobrze oraz w kraju, w którym Milleńczykom wiodło się gorzej, niż tego oczekiwano. Wydawane przez króla dekrety stały się dla społeczeństwa siermiężne, jak choćby ograniczenie dostępnych w sklepach produktów - na przykład dwadzieścia torebek makaronu na tydzień. Miało to uratować budżet państwa oraz zmniejszyć ilość marnowanego jedzenia. Produkty znikały błyskawicznie, mieszkańcy bali się, że zabraknie im czegoś niezbędnego, więc kupowali wszystko, co wpadło im do ręki.
Największe kolejki były w poniedziałki i wtorki, a ze względu na brak klientów w niedzielę, władca wydał kolejny dekret o zamykaniu sklepów wielobranżowych w tym dniu. W sobotę wieczór przywożono nowy towar, który następnie na spokojnie zostawał ustawiany na sklepowych półkach. To jednak zmniejszyło tylko starty sklepów, a Milleńczycy wciąż bili się o ostatnią torebkę przyprawy curry. Dlatego ukazał się kolejny dekret, wprowadzający kartki żywnościowe. Kolejki nie zmniejszyły się, ale burdy w sklepach - tak.
Scarlett był z siebie bardzo zadowolony.
W tym czasie jego rodzeństwo zbierało armię, by zniszczyć króla. Enaretowi w trakcie pobytu we Włoszech udało się dotrzeć na szczyt góry i wzniecić pożar, a przynajmniej, że tak to zostało odebrane, ponieważ chwilę później usłyszał wycie syren. I gdy księciu już się wydawało, że nici z jego planu, ponieważ straż pożarna zbliżała się coraz szybciej, ujrzał znajomą, połyskującą mgiełkę oraz uczucie lekkości. Przerwał działanie mocy i pozwolił się unieść by kilka sekund później wylądować na twardej, mieleńskiej ziemi. Przez chwilę Enaret się nie ruszał, musiał odpocząć - powrót do domu wymagał od niego wiele wysiłku i dodatkowo dochodziło do tego wycieńczenie organizmu. Tom bardzo chciał ruszyć w dalszą drogę , lecz ujrzawszy zachodzące słońce, uśmiechnął się i zapadł w błogi sen. Został obudzony dopiero nad ranem, a jego budzikiem był damski, znajomy głos.
- Tutaj jest! - Krzyczała dziewczyna - Mam nadzieję, że żyje.
- A co, jeśli…? - Zapytał jakiś mężczyzna.
- Nie waż się nawet o tym myśleć - Skarciła go ostro Morifia, której głos Enaret nareszcie rozpoznał.
- Mori? - Zapytał książę delikatnie.
- Żyje! - Wykrzyknęła dziewczyna, podbiegając do brata i porywając go w objęcia - Tak bardzo się bałam - Odparła łamiącym się głosem.
- O mnie? - Zapytał Enaret ze śmiechem - Przecież jestem niezniszczalny.
- Oczywiście, braciszku - Powiedział Fortis, podchodząc spokojnie do rodzeństwa.
- Wiecie, dlaczego się tam znalazłem? - Zapytał najstarszy Tom, czując się coraz silniejszym.
- Nie, ale patrząc na wydarzenia minionych dni, przypuszczamy, iż stoi za tym Scarlett - Odparła Morifia przez zaciśnięte szczęki.
- Tak też myślałem, bo to on przyprowadził mnie do zbrojowni, a potem już nic nie pamiętam; obudziłem się dopiero we Włoszech.
- To po co się pytasz, skoro wiesz? - Zapytał Fortis z nonszalanckim uśmiechem, dumny ze swej udanej akcji ratowniczej.
- Dla upewnienia.
- Tak - czy twój ukochany brat jest jednak gnidą - Ton głosu wojownika zmienił się na kąśliwy.
- Nie, to znaczy… - Enaret westchnął - Wiecie, że zawsze uważałem, iż muszę sprawować nad nim pieczę, uosabiałem go z bezradnością, a tym czasem…
- Oszukał nas wszystkich i zabił ojca - Syknęła Morifia.
Po tej wypowiedzi bracia spojrzeli na siostrę z lekkim szokiem w oczach.
- No co? - Dziewczyna wzruszyła ramionami - Ktoś musiał to powiedzieć głośno.
- Dobrze, rozumiem - Skinął głową Enaret, lecz wciąż pozostawał w smutnym nastroju - Opowiedzcie mi teraz, co się wydarzyło od mojego zniknięcia.
Morifia i Fortis na zmianę opowiadali o puczu oraz swych perypetiach. Zarysowali swój plan wyzwolenia kraju spod władzy młodszego brata, a na końcu cała trójka wymieniła się swymi dziwnymi snami czy wizjami, jakkolwiek to nazwać.
W takim stanie rzeczy rodzeństwo ustanowiło swą siedzibą ruiny Zamku Fragor, który budził wymagane przerażenie, aby nikt niepowołany go nie odwiedził. Przez miesiąc przyjmowali w nim delegatów, którzy przekonali się do ruin i byli gotowi przyłączyć się do Ruchu Antykrólewskiego, jak Tomowie pozwolili nazwać swoją ,,sprawę”. Wpierw zgłaszali się do nich zwolennicy starego ładu, Pekatowie, po których osobiście pojechała księżniczka oraz kilka starych szwaczek - młode straciły zapał. Po dwóch tygodniach dołączyli do nich ci, będący na początku zadowoleni ze zmian. Opowiadali rodzinie królewskiej o pogorszeniu ich warunków życia, co finalnie przekonało Enareta do walki przeciw bratu. Udało im się również skontaktować z Dudusem, który rozpoczął akcję antykrólewską w fabryce.
W tym czasie Scarlett dowiedział się od swojej żony, iż ta jest w ciąży od kilku tygodni. Wiadomość tak bardzo ucieszyła władcę, że wysłał poselstwo na cały kraj, które rozniosło radosną nowinę oraz kilka darmowych artykułów żywnościowych. Millenia świętowała przez dwa okrągłe dni, po których do Scarletta dotarła niezadowalająca go informacja, dostarczona mu przez Kommotisa.
- Ktoś z ludności odkrył zniszczony Portal Wschodni, a wiesz, dokąd on prowadzi…
- Zbyt dobrze, Kommotisie - Odparł król, popadając w zamyślenie - Zastanawia mnie jedna rzecz - jak mogliście tego nie zauważyć?, tak samo jak ucieczki mojego brata? - Zapytał chłodno - Zniszczeniu musiał towarzyszyć wybuch, być może pożar, a wy prowadząc patrole po całym kraju nie zauważyliście tego?
- Przeprowadzę kontrolę wśród gwardzistów i dowiem się, kto dopuścił się uchybienia - Obiecał Kommotis poważnym tonem.
Tak też zrobił; jeszcze tego samego dnia wieczorem przed królewski tron zostali przyprowadzeni dwaj mężczyźni - jeden dość młody, drugi w średnim wieku, ale w obojgu Scarlett rozpoznał byłych podwładnych swego ojca. Z tego względu, być może nieświadomie, Tom wymierzył im bardzo surową karę - śmierć poprzez ścięcie głowy, a potem nabicie tych głów na pal, gdzie będą wisieć przez tydzień ku przestrodze innym. Dodatkową grozę budziła ściekająca przez jakiś czas krew po drewnie. W ceremonii kary Scarlett nie pozwolił wziąć udziału Dominie.
- Dlaczego - Zapytała, marszcząc brwi.
- Ktoś musi zając się matką - Wyjaśnił Tom, jak gdyby od niechcenia - Jej okna wychodzą na plac, nie może tego zobaczyć.
- To nie jest moje zadanie; Xanthia miała się nią zajmować - Odparła kobieta wciąż w gniewie.
- Tak, lecz jest chora od dwóch dni i spędza je w zamknięciu, by nikogo innego nie zarazić - Westchnął Scarlett; czuł się jakby rozmawiał z dzieckiem - Ty i tak nie jesteś tam potrzebna.
- Jak to? - Domina była wyraźnie zdziwiona - Przecież jestem królową.
- I co z tego? - Król wzruszył ramionami, wkładając ręce do kieszeni - Nigdzie nie jest napisane, iż królowa ma być obecna przy egzekucjach czy jakichkolwiek innych wydarzeniach politycznych, prócz świąt państwowych.
- Tak? - Kobieta skrzyżowała ręce na piersi i stanęła w wojowniczej pozie - Jaka jest zatem moja rola, królu mój? - Zapytała z sarkazmem.
- Przede wszystkim nie mów do mnie takim tonem - Syknął Scarlett, podchodząc do żony, na co ta się zlękła - Czy widziałaś mą matkę obecną przy obradach sejmu czy nawet tych rzadkich egzekucjach, które do tej pory dotykały tylko wojskowych bez procesu sądowego? - Zrobił bardzo krótką pauzę - Nie, była jedynie ozdobą u boku mego ojca.
- Wydawało mi się, iż służyła mu również dobrą radą i pomocną dłonią - Domina próbowała się jeszcze bronić, lecz jej głosik był zbyt słaby, by jej rozmówca poczuł respekt; usiadła na pobliskim krześle.
- Jak kto woli - Odparł Scarlett z wyraźną uszczypliwością - Ciesz się, że nie jesteś moją babką - notorycznie zdradzaną i bitą przez dziadka.
Królowa straciła pewność siebie; przełknęła ciężko ślinę.
- Chyba masz rację - Wyszeptała z paniką w oczach, co zaalarmowało jej męża, iż posunął się za daleko.
- Spokojnie, moja droga - Odezwał się Tom ze słodyczą w głosie, klękając przed żoną - Nie bój się, ja tylko nie chcę, byś naraziła się na nieprzychylność społeczeństwa, zachowując się niestosownie - Ujął jej twarz delikatnie - Pamiętaj, że pochodzisz z ubogiej rodziny, gdzie nie nauczono go ogłady. Będąc teraz w pałacu musisz znać swe miejsce.
- Gdzie ono jest? - Zapytała Domina z butną miną, lecz jej oczy zaszły łzami.
- U mego boku, kochanie - Scarlett pocałował ukochaną w policzek; poczuł pod wargami słone łzy - Masz błyszczeć, a szczególnie teraz i powinnaś na siebie uważać - Położył ostrożnie rękę na lekko zaokrąglonym brzuchu kobiety - Z tego powodu również nie powinnaś oglądać egzekucji.
- Dlaczego wcześniej tego nie powiedziałeś? - Domina zmarszczyła brwi, choć była już spokojniejsza - Tylko wymyśliłeś taką bajeczkę z mamusią?
- To nie bajka - chcę, byś jej dziś towarzyszyła, nie może zostać sama - Wyjaśnił Tom, wstając - Zrozum, że robię to dla waszego dobra - Podał rękę żonie.
Królowa wstała i pozwoliła się zaprowadzić do teściowej. Jej ciążą stała się dla króla wymówką do zamykania Dominy w jednym pokoju z Mitis. Kobieta czuła, że to, co zrobiła było błędem, a Scarlett okazał się być wężem, który ją zwiódł; widziała, jak mąż podporządkowywał sobie jej współbraci, którzy szli za nim ślepo, zadowoleni z uciśnienia Milleńczyków i ich przelanej krwi. Domina nie miała już sił stawiać oporu, czując się w swoim ciele coraz gorzej, zwłaszcza ze świadomością, iż nosi pod sercem potomka tyrana. Jej psychiczna agonia trwała dopóty, dopóki nie usłyszała od Xanthii wieści, iż pozostali Tomowie żyją i budują armię przeciw bratu. Zapytana o to, skąd ma takie informacje, służka przyznała, iż powiedziała jej o tym była królowa, która rzekomo miała kontakt ze swoimi dziećmi. Potwierdzenie tych wiadomości Xanthia znalazła na targu u sprzedawcy owoców, którego brat przyłączył się do Ruchu Antykrólewskiego. Od tego momentu Domina żyła w rozdarciu; nie chciała porzucać tego, o co tak długo walczyła; wierzyła, iż uda jej się uzyskać władzę, lecz z drugiej strony w głębi serca czuła, że została sama ze swymi ideałami i jakakolwiek walka zakończy się dla niej tragicznie. Pozostawało jej jedynie dołączyć do opozycji. Postanowiła za wszelką cenę uciec z pałacu i dostać się do Tomów, a wiedziała, że ze swoją mocą będzie im bardzo pomocna. W dniu, w którym podjęła tak radykalną decyzję, znów poczuła siłę do walki, niemalże taką samą, jaką czuła przy swoim dziadku, słuchając jego rewolucyjnych planów.
ZDRADY
- Strasznie się ociągamy - Narzekał Fortis przy śniadaniu, które miało miejsce na tyłach zamku.
Rodzeństwo siedziało na trawie i jadło dary przyniesione przez swych zwolenników, co miało być formą zapłaty, Przynamniej dla tych, którzy coś uprawiali lub mieli swobodny dostęp do żywności.
- Nie marudź - Skarciła go Morifia, spoglądając w czyste niebo.
- Myślałem, że mamy walczyć - Kontynuował jej brat, tonem niezadowolonego ze swej nowej zabawki dziecka.
- I będziemy, ale nie na żywca, prawda? - Dziewczyna traciła powoli cierpliwość.
- Przecież wiesz, że musimy skompletować armię i zdobyć ekwipunek - Dodał Enaret spokojnym głosem - To trwa, ale dla pocieszenia powiem ci, że nasza miesięczna bezczynność również i mnie zaczyna wyprowadzać z równowagi.
- Nie widać tego po tobie - Fortis przyjrzał się bratu z uwagą.
- Wiesz przecież, że cechuje mnie powściągliwość - Wyjaśnił książę na spokojnie.
- I odrobina rozumu - Morifia nie mogła powstrzymać się od kąśliwej uwagi.
- A ty poczuciem humoru zwalającym z nóg - Odgryzł się jej Fortis - Na co w takim razie teraz czekamy? - Zwrócił się ponownie do Enareta.
- Na odpowiedź rolników, czy przyłączą się do nas oraz na dostawę zbroi od Pekatów, lecz ci dopiero mieli ją wytworzyć.
- I wtedy będziemy się bić?
- Jeśli starczy dla wszystkich - Enaret rozłożył się wygodnie na trawie.
- A może warto udać się do Fabryk? Mają tam zbrojownie, można coś ukraść - Zaproponował najmłodszy z nich.
- Tłumaczyliśmy ci to już - zbyt duże ryzyko na złapanie nas; przecież wszyscy jesteśmy uznani za poszukiwanych, oprócz mnie - Wtrąciła Morifia.
- Nigdy nie zapomnę Miterze tego, że zabiła kogoś dla mnie i zdeformowała mu twarz oraz wmówiła strażnikom, że spadła na mnie stara maszyna do szycia - Westchnął książę.
- Dzielna kobieta - Skinęła głową jego siostra.
Przez cały dzień rodzeństwo otrzymało odmowę większości rolników do przyłączenia się; jedynie kilku z nich się na to odważyło. Zbroi przywiezionej od Pekatów również było niewiele, ponieważ brakowało im surowców. Nieoczekiwana pomoc nadeszła w nocy.
Godzinę po północy Morifię zbudził szelest, dochodzący z zewnątrz, jak gdyby ktoś skradał się przez zarośla. Dziewczyna sięgnęła po sztylet, który zawsze miała przy sobie i ostrożnie podeszła do okna. Istotnie, ujrzała poruszane przez coś krzewy; oczywiście mogło to być jakieś zwierze, lecz odkąd tam przebywała, jeszcze nigdy nie została zbudzona przez tak głośne dźwięki. Księżniczka wolała upewnić się, co nachodziło ich kryjówkę w nocy, dlatego zeszła na parter (sypialnie ulokowali na pierwszym piętrze) najciszej, jak tylko potrafiła, po czym skradła się do miejsca, z którego dochodził hałas. W miarę, jak zbliżała się do niebezpieczeństwa, nabierała pewności, iż nie ma do czynienia ze zwierzęciem. Nieznajomy wyczuł obecność kobiety, dlatego szelest nagle ustał. Morifia przygotowała się do nagłego ataku, lecz nagle intruz wyłonił się ze swej kryjówki. Księżniczka natychmiast poznała swoją bratową.
- Co ty tu robisz?! - Syknęła, przepełniona zdenerwowaniem i zdezorientowaniem.
- Chcę się do was przyłączyć - Wyjaśniła Domina, unosząc ręce w geście poddania się.
- Akurat - Prychnęła Morifia - Pewnie Scarlett cię tu przysłał na przeszpiegi.
- Scarlett ma mnie za nic, nie powierzyłby mi takiego zadania.
- Nie wierzę w ani jedno twoje słowo.
- Spróbuj albo chociaż mnie wysłuchaj - Jęknęła Domina, z niewinną miną.
- Wszyscy cię wysłuchamy - Kobieta zaakcentowała rzeczownik.
- Zgadzam się, bylebym potem mogła się do was przyłączyć.
- Jesteś nazbyt zuchwała - Odparła Morifia, podchodząc do kobiety i chwytając ją mocno za nadgarstki; miała bardzo mocny uścisk.
Domina znów jęknęła, lecz zacisnęła mocno zęby i pozwoliła się prowadzić do zamku.
Panna Tom dość brutalnie obudziła swych braci, wchodząc głośno do ich komnat i zrywając z nich koce.
- Co ci się dzieje? - Zapytał Fortis, niezadowolony z postępowania siostry.
- Mamy Dominę Pater, przepraszam - Tom do przesłuchania - Oznajmiła.
To nazwisko podziałało na obu jej braci jak magnes; ubrali się w błyskawicznym tempie, by jak najszybciej znaleźć się w dawnej jadalni, gdzie przywiązana do krzesła siedziała ich bratowa.
- Domina! - Wykrzyknął Enaret na widok przyjaciółki; rumieniec wystąpił na jego policzkach - Co ty tu robisz?
- Właśnie spróbujemy się tego dowiedzieć - Odpowiedziała mu siostra, zaplatając ręce na piersi i patrząc na braci wzrokiem buntowniczki.
- Może opowiem wam moją smutną historię, a wy zadecydujecie, czy jest wiarygodna, czy nie - Domina wzruszyła ramionami na tyle, na ile mogła.
Rodzeństwo przystało na taką propozycję, po czym wysłuchali o niegodziwościach swego brata, jego barku poszanowania do żony i kolejny raz usłyszeli o tym, co jego ustawy i dekrety narobiły złego w kraju.
- Nie o to walczyłam wraz z moimi ludźmi, którzy teraz są na jego usługach - Zakończyła - Gdyby wciąż stali po mojej stronie zapewne nie byłoby mnie tu dziś, lecz tylko wy mi pozostaliście; mogę nawet umrzeć w walce, byleby odsunąć tego szaleńca od władzy.
- A co z naszą matką? - Zapytała Morifia, a kącik jej warg zadrżał, na wspomnienie Mitis.
- Izoluje ją od świata, lecz opiekę ma dobrą; zajmuje się nią Xanthia, on sam nie traktuje jej źle. Nie widują się często, ponieważ Scarlett głównie skupia się na pracy, lecz jeśli już idzie do jej komnaty, która teraz mieści się w północnej wieży, to nigdy nie wracał zły lub wytrącony z równowagi. Raczej zawsze wydawał się być spokojny - Nastała chwila ciszy - Lecz słyszałam, iż królowa ma z wami kontakt? - Kontynuowała Domina - To od niej Xanthia dowiedziała się o waszej rebelii, co potem mi przekazała.
Rodzeństwo spojrzało na kobietę z głębokim zdziwieniem.
- Z naszą matką? - Dopytał Enaret, a gdy Domina skinęła głową, dodał - Nie widzieliśmy jej od czasu wygnania nas z pałacu.
- To prawda - Potwierdził Fortis - Jak mielibyśmy to uczynić? Przez cały ten czas próbowaliśmy się wydostać z miejsc, do których zostaliśmy zesłani, a potem siedzieliśmy tu - Gestem wskazał otoczenie - Ona, z tego co mówisz, przebywała wtedy w pałacu.
- A w nocy? - Zasugerowała nowa królowa - Lub skorzystała ze zdolności multiplikacji i odwiedziła was za dnia.
- Przecież mówimy wyraźnie, że od ponad miesiąca się z nią nie widzieliśmy, ani nie kontaktowaliśmy - Odparła Morifia ze zniecierpliwieniem - W dodatku nawet, gdyby skorzystała ze swej mocy, to nie byłaby w stanie wydostać się w swej postaci z pałacu.
- Mogła ją zmienić?
- Raczej nie - Wtrącił Enaret, kręcąc głową.
- W takim razie nie wiem, dlaczego królowa skłamała - Zamyśliła się Domina.
- A może wszystko to zmyśliła Xanthia? - Zasugerowała Morifia; nigdy nie lubiła tej dziewczyny.
- To dlaczego powiedziała mi o was?
- Żebyś została złapana na próbie ucieczki, a wtedy ona zajęłaby zapewne miejsce u boku króla - Stwierdził Fortis - Kochała się do szaleństwa po kolei w każdym z nas.
- Mnie w to nie wliczaj - Zwróciła mu uwagę Morifia.
- Dlatego teraz łakomi się na Scarletta, zwłaszcza, gdy ten mianował się na króla - Dokończył najstarszy Tom - A wiesz może, jaki jest jego następny ruch polityczny?
- Mnie się nie zwierza, lecz w zamku gadają, że za niedługo będą zostaną wprowadzone poprawki do konstytucji.
- To zajmie mu jeszcze ze dwa miesiące - Westchnął Enaret.
- Lecz swoimi dekretami już poczynił pewne zmiany, lecz teraz, podobno, wedle prawa, a przynajmniej tego nowego.
- Powoli wprowadza autokratyzm; własny rząd, sprawę Trybunału rozwiązał obsadzaniem sędziów przez swoją partię, jak ją nazwał? - Morifia zwróciła się w stronę Dominy.
- Liga Sprawiedliwych - Kobieta przewróciła oczami - Podobno wymyślił ją Gatis Syner i bardzo nalegał, a Scarlett mu ustąpił.
- No właśnie - Skinęła głową księżniczka - Wszystko jest pod jego władzą, nikt nie ośmiela się mu sprzeciwić, zachowuje się, jak prezes jakiejś… chorej spółki - Dziewczyna wyrzuciła ręce w górę.
- I to w przeciągu zaledwie miesiąca - Zaśmiał się niespodziewanie Fortis, na co reszta spojrzała na niego karcąco - No co? - Wzruszył ramionami - Podziwiam go, jak nigdy, nareszcie się czymś wykazał.
- Wykazywał się już od dawna, ale dopiero teraz na tak ogromną skalę - Westchnął Enaret; nastała chwila ciszy, po której mężczyzna spojrzał na królową i zapytał - Naprawdę chcesz się do nas dołączyć? - Coś w jego głosie wskazywało na słabość w stosunku do swojej rozmówczyni.
- Nie pozwolę sobie dłużej na takie traktowanie - Domina uniosła dumnie głowę i spojrzała wyzywająco na księcia - A moja moc może się okazać najsilniejszą bronią w walce z wrogiem.
- Jaka to moc? - Zapytał Fortis, automatycznie robiąc krok w tył.
- Potrafię wytworzyć metal, który zatrzyma moc delikwenta, na którym się znajdzie i tak oto mogę zbudować zbroję, kajdany, a nawet klatkę; jeśli udałoby się schwytać Scarletta, już nie byłby w stanie nam uciec.
Nastała kolejna chwila ciszy, w trakcie której Tomowie przetwarzali w głowach zdobyte informacje.
- Jak długo by to potrwało? - Zapytał w końcu Scarlett.
- Do dwóch, trzech tygodni; dawno tego nie robiłam, dodatkowo wytwór musi być silny, a na to potrzeba czasu i energii.
- Damy ci miesiąc - Wtrąciła Morifia - jeśli stworzysz również kilka sztuk broni. Oczywiście rękojeści zostaną stworzone z czegoś, co nie zagrozi walczącym; zgadzasz się? Czy mimo innego materiału, twój metal zadziała na walczących.
- Nie jestem całkowicie pewna, lecz nie powinien mieć wpływu - Domina uśmiechnęła się chytrze, zadowolona, że wraca do działania - Zgadzam się. A teraz mnie rozwiążcie, muszę wracać do pałacu.
- Czekaj - tam wytworzysz naszą broń? - Zaoponował Fortis, podczas gdy Enaret podszedł do zakładnika, by go rozwiązać.
- Nie, jedynie elementy, które tu złożę - Odparła kobieta, potrząsając obolałymi rękami.
- Dziś udało ci się uciec, lecz jeśli następnym razem nie będziesz miała tyle szczęścia, zwłaszcza z kawałkiem metalu pod pachą - Zapytał Enaret, pomagając przyjaciółce wstać.
- Znam jedno, bezpieczne miejsce w zamku; dziś pozwoliło mi się wydostać na wolność i zapewne jeszcze nie jeden raz mi na to pozwoli - Domina uśmiechnęła się szczerze, wręcz promiennie, lecz żadne ze zgromadzonych już nic nie powiedziało.
Królowa opuściła kryjówkę opozycji jeszcze przed świtaniem.
Co rano Mitis wstawała wcześnie rano, wieczorami kładła się wcześnie spać; czuła się przy tym jak staruszka, lecz lubiła poranną ciszę oraz puste ulice, a nie mogła znieść wieczornego gwaru oraz hałasu ulicy. Z początku trudno jej było się przestawić, lecz z czasem kładła się spać nawet późnym popołudniem, byleby zapomnieć o rzeczywistości, a we śnie spotkać się z marzeniami. W swoim zacisznym pokoiku miała styczność jedynie z Xanthią, czasem z synową, a najrzadziej z gwardzistą lub kimś ze służby, dlatego marzenia były dla niej ważne i potrzebne.
Lecz po miesiącu do byłej królowej zawitał nowy gość. Królowa siedziała o poranku w fotelu, zwrócona twarzą w stronę okna, za sobą mając drzwi, a promienie wschodzącego słońca tańczyły na ścianach sypialni, gdy nagle ktoś nieśmiało zapukał o poranku. Mitis grzecznie zaprosiła nieznajomego do środka, spodziewając się widoku gwardzisty, podczas gdy ujrzała przed sobą własnego syna.
- Witaj, matko - Powiedział Scarlett, z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Dzień dobry, synu - Kobieta odpowiedziała mu tym samym - Cóż cię sprowadza do mnie o tak wczesnej porze?
- Troska - Odparł król, zamykając za sobą delikatnie drzwi - Przepraszam, że dopiero teraz, lecz cały miesiąc byłem zajęty reorganizacją władzy, co dodatkowo bardzo mnie to wszystko stresowało… Przepraszam.
- No już, nie trzeba - Mitis zamknęła książkę i ze spokojem przyjrzała się Scarlettowi - Dobrze, że jesteś. Tęskniłam.
- Ja też - Tom był wyraźnie rozentuzjazmowany wizytą; z energią podszedł do matki i uklęknął przed nią pokornie - Otoczony chmarą polityków czasem zapominam, jak to jest rozmawiać z kimś normalnym - Roześmiał się.
Mitis chciała dodać, że to samo powiedział kiedyś jego ojciec, lecz w porę ugryzła się w język.
- Z Dominą nie możesz porozmawiać? - Zapytała za to.
- Niby tak… - Scarlett skrzywił się - Lecz ona jest ostatnio taka zamknięta w sobie, nie da się z nią luźno rozmawiać.
- Zauważyłam, iż stała się ostatnio wycofana…
- Pewnie z powodu ciąży - Stwierdził Scarlett, lecz uciekał wzrokiem od matki, co ta zauważyła i postanowiła zmienić temat.
- Trochę mi się tu nudzi, ale mam książki - Uśmiechnęła się trochę nieśmiało - Chciałabym wychodzić na zewnątrz; dlaczego nie mogę?
- Boję się, że zagorzali wielbiciele mego ojca mogliby cię zaatakować, jako matkę uzurpatora - Powiedział poważnym tonem - A najbardziej zależy mi na tobie i nie chcę, by stała ci się jakakolwiek krzywda - Ujął matkę za dłonie.
- Rozumiem, synu - Mitis pogładziła chłopaka po głowie - Jakie masz teraz plany polityczne? - Zapytała.
- Zmiana konstytucji, lecz to będzie długo trwało; zapewne wydam jeszcze kilka dekretów. Przede wszystkim chcę rozszerzyć swoje przywileje - Wyjaśnił król formalnym tonem.
- Słyszałam, że Milleńczycy godzinami czekają w kolejkach, aby dostać podstawowe artykuły - Zauważyła królowa.
- Tak, lecz sami są sobie winni; rzucają się na cokolwiek, co trafi do sklepu, mając wrażenie, iż jest im to niezbędne. Nie umieją się dobrze zorganizować. Ogólnie nasze społeczeństwo jest gorsze, niż myślałem; niemalże zaściankowe, nieinteresujące się polityką i wciąż narzekające. Robią demonstracje, ale prowadzą je oszuści i jak tu poważnie słuchać ich postulatów?
Mitis milczała.
- Dodatkowo opozycja zaczyna podnosić na mnie głos - Dodał Scarlett po chwili.
- W jakiej sprawie?
- Nie podoba im się wystawianie przeze mnie samodzielnych dekretów i to, jak załatwiłem sprawę z Trybunału Konstytucyjnego; oskarżają mnie o to, że obsadziłem własnych sędziów, zwłaszcza prezesa.
- A jest tak? - Zapytała Mitis, choć znała odpowiedź.
Król milczał, zawstydzony spojrzeniem, jakie posłała mu matka.
- Co do wysłuchiwania postulatów demonstrujących - Nawiązała kobieta - Przed śmiercią swego ojca, odniosłam wrażenie, iż propagowałeś dyskusję z nimi.
- Dopóki nie dowiedziałem się, kim tak naprawdę są.
- Nie kłam - Skarciła go matka - Chciałeś jedynie dopiec ojcu - Jej syn nic nie odpowiedział, więc ta, po chwili ciszy, kontynuowała - Myślałam, że będziesz na pierwszym miejscu stawiał społeczeństwo i jego potrzeby, lecz dla ciebie liczy się tylko władza; spójrz, do czego doprowadziłeś - bójki w sklepach, wzmożona liczba aresztowań, powrót do kary śmierci… Synu, coś ty uczynił?
Scarlett podniósł głowę i napotkał zatroskany wzrok matki, co wpędziło go w zdziwienie.
- Gubię się - Wyszeptał - To dopiero pierwszy miesiąc, a ja już nie wiem, co robić i komu ufać; od pewnego czasu mam nieodparte wrażenie, iż nigdzie nie jestem bezpieczny, nawet w swojej sypialni, dlatego przyszedłem tutaj - wiem, że u twego boku mogę przestać się bać - Wyznał Tom roztrzęsionym głosem - Te dekrety są po to, by wyciągnąć kraj z kryzysu, lecz Milleńczycy o nim nie wiedzą, bo problemy budżetowe nigdy nie były podawane do publicznej wiadomości. Chcę pozbyć się problemu, by pozwolić im normalnie żyć.
- To im to powiedz, wyjaśnij całą sytuację, a nie nakręcaj przeciwko sobie.
Scarlett skinął głową w zamyśleniu, po czym położył ją na kolanach matki.
- No już - Wyszeptała kobieta jak do dziecka - Wszystko będzie dobrze - Zaczęła gładzić syna po włosach - Musisz przede wszystkim kierować się dobrem ogółu i nie dać się zmanipulować przez współpracowników.
- Masz rację - Odparł Scarlett, podnosząc głowę - Jutro rano wygłoszę przemówienie i wyjaśnię wszystko mieszkańcom.
- I bardzo dobrze - Mitis pocałowała syna w czoło, na co ten obdarzył ją uśmiechem - Moim zdaniem powinieneś jeszcze porozmawiać z Dominą; nie wiem, czy na jej nastrój wpłynęła tak ciążą, czy być może macie jakieś problemy, ale musisz z nią porozmawiać, ponieważ zmieniła się nie do poznania.
- Nie znasz jej zbyt długo.
- Lecz wystarczająco, by zauważyć, iż stała się kimś innym; martwię się o nią, nie dlatego, że ją lubię, ponieważ nie lubię, ale dlatego, iż nosi pod sercem mojego wnuka, którego zdążyłam pokochać.
- Porozmawiam z nią - Obiecał król - Zaglądałem do jej komnaty - jeszcze śpi. Ja mam zebranie za dwie godziny… Mógłbym póki co tu zostać i również zażyć jeszcze trochę snu? - Zapytał mężczyzna nieśmiało.
- Oczywiście. Cieszy mnie, iż w końcu mam towarzystwo odmienne od dotychczasowego.
Scarlett położył się w matczynym łożu i szybko zasnął. Mitis w tym czasie obserwowała go i nagle zaczęła żałować, że nim pojawił się na świecie, zdążyła go znienawidzić i nadać mu tak okrutne imię. Z czasem jednak najmłodszy, niechciany syn stał się jej oczkiem w głowie.
Król wyspany i zadowolony udał się dwie godziny później na zebranie Sejmu, w trakcie którego dyskutowano nad nowym pomysłem ministra sprawiedliwości, by kandydaci do składu Krajowej Rady Sądownictwa byli wybierani przez marszałka sejmu. Wywołało to ogromne oburzenie wśród członków opozycji, którzy zarzucili rządowi oraz królowi łamanie trójpodziału władzy, zagwarantowanego przez Konstytucję. Odwołali się ponownie do naruszenia ustawy zasadniczej poprzez kreowanie przez króla kandydata na stanowisko prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Gdy atmosfera w sali robiła się coraz gorętsza, król zarządził przerwę, w trakcie której wezwał do siebie premiera.
- Musimy się ich pozbyć - Powiedział bez ogródek do Gatisa Synera, gdy tylko ten zjawił się u jego boku.
- Opozycji? - Prychnął polityk - To niemożliwe; ona zawsze była i będzie.
- Chyba że ich wszystkich zabijemy - Zaproponował Scarlett ze spokojem w głosie.
Gatis spojrzał na swego króla zszokowany.
- Chyba nie mówisz poważnie - Syknął Syner - To wywoła bunt wśród tłumu, nikt nie uwierzy w nieszczęśliwy wypadek.
- A w zamach? - Zaproponował Scarlett, a oczy mu się zaświeciły z podekscytowania - Ludzkie nastroje są an granicy wytrzymałości, dlatego nikogo nie zdziwi próba zamachu.
- I co? Co chcesz zrobić? - Gatis był wyraźnie zdenerwowany.
- Zobaczysz; w twojej intencji jest zorganizowanie dla mnie przemówienia.
- Kiedy?
- Jutro rano. Wszyscy muszą o tym wiedzieć. Załatw to.
- Spróbuję, ale Scarlett - Syner przysunął się do chłopaka - Nie rób głupot; jesteś młody i niedoświadczony, nie wiesz, jak ogromne konsekwencje niesie każde twoje słowo czy ruch.
- Po pierwsze - Syknął król - Nie mów do mnie po imieniu; po drugie - od dziecka zajmuję się polityką i wiem o niej wszystko.
- Nie przeceniasz się zbytnio? - Zapytał polityk z kpiną.
Scarlett nie wytrzymał i nim zdążył pomyśleć, uderzył premiera w twarz. Gwar panujący dotąd w sali, ucichł. Tom rozejrzał się wokół i napotkawszy równocześnie zdziwione, zdenerwowane i zniesmaczone miny zebranych, krzyknął, by być dobrze słyszalnym:
- Nie macie swoich spraw do załatwienia?! Zastanówcie się lepiej nad ustawą, a nie niesubordynacją premiera!
- Zrzucasz winę na mnie? - Zapytał cicho Syner, gładząc się po obolałym policzku.
- Mówię jedynie prawdę - Scarlett znów się rozejrzał po sali - Zarządzam dodatkowe pięć minut przerwy! - Krzyknął, po czym wyszedł.
Scarlett wpierw pobiegł do swej komnaty po małe pudełeczko, któe kiedyś kupił na Ziemi, w trakcie jednej ze swych wypraw. Następnie wybiegł z nim do ogrodu, przez jedno z ukrytych wyjść. Wiedział, że zamek patrolują gwardziści, w końcu sam rozkazał ich rozstawić. Zostawił sobie jednak kilka ukrytych przejść, by wydostać się z pałacu niezauważonym, tak jak w tamtym momencie.
Tom udał się do zagajnika, w którym omawiał z Gatisem plan zamachu. Otworzył pudełko i wyciągnął z niego papierosa - coś, czego w Mainie nie było, więc gdyby ktoś zobaczył króla z papierosem, wiedziałby, iż ten wyprawiał się na Ziemię - terytorium wroga.
Scarlett usiadł, zapalił zakazany owoc i po pierwszym wdechu odprężył się. Zamknął oczy i oparł głowę o drzewo. Odpłynął na chwilę do czasów spokoju, lecz wrócił do rzeczywistości, gdy tylko papieros się wypalił. Następnie w błyskawicznym tempie wrócił na salę obrad. Tam kontynuowano dyskusję na temat projektu nowej ustawy, lecz tym razem król był bardziej stanowczy i nie pozwolił już więcej na krzyki, bicie w pulpity i przerywanie sobie wzajemnie w połowie zdania. Pod koniec obrad król zabrał głos.
- Ponieważ nie jesteśmy w stanie wspólnie dojść do porozumienia - Powiedział, wstając i równocześnie zapinając marynarkę, którą miał na sobie - Proponuję, by opozycja, składająca się z jednej partii, przedyskutowała to między sobą, a my - Wskazał swoich popleczników - Porozmawiamy o tym na osobności. Na jutrzejszej naradzie przedyskutujemy to na spokojnie - Zaznaczył przysłówek - Możemy nawet odstąpić wam tę salę.
Przewodniczący opozycji spojrzał na swoich współpracowników, a po chwili kiwnął głową w stronę króla.
- Dziś wieczorem? - Zapytał.
- Tak - Odparł król, po czym wyszedł z sali, nie pożegnawszy się z politykami.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz