Scarlett rozkazał jednemu z gwardzistów śledzić lidera opozycji. Tak jak król przypuszczał, Akyros zorganizował spotkanie w innym miejscu, a dokładniej - w jednej z sal awaryjnych, znajdującej się w podziemiach. Następnie Tom kazał kilku innym młodym żołnierzom podrzucić plecak z ładunkami wybuchowymi do ogrodów, w miejsce, gdzie pod ziemią miały odbywać się narady. Wszystko odbywało się w czasie zmiany warty, gdy myśli gwardzistów są skupione na tym, co dostaną na obiad, a nie na tym, czy właśnie dwójka Milleńczyków przekrada się przez mur zamku. Dodatkowo wtargnięcie fałszywych zamachowców zostało nagrane na monitoring pałacowy.
Pod wieczór Scarlett zakazał swoim współpracownikom i żołnierzom zbliżać się w miejsce, gdzie znajdowały się ładunki. Dominę i Xanthię zamknął w matczynej komnacie. Sam siedział z Gatisem Synerem w swej komnacie; pili kalikras i czekali na efekt swej pracy. Ten nadszedł po dwudziestu minutach oczekiwania. Wcześniej jednak dwaj mężczyźni odbyli rozmowę.
- Wiesz, że po tej akcji mieszkańcy Millenii cię znienawidzą? - Zapytał premier.
Król prychnął, wychylając w tym momencie łyk alkoholu.
- Poczekaj na jutrzejszy dzień - Odparł z tajemniczą miną - Wszyscy wiedzą o moim jutrzejszym przemówieniu?
- Wysłałem posłańców z wieścią. Jutro przed pałacem powinno zjawić się grono Milleńczyków oraz reporterzy, którzy swoimi artykułami powiadomią tych, których zabraknie.
- Doskonale - Scarlett uśmiechnął się, rozsiadając się wygodniej na swym fotelu.
- Co to ma wspólnego z dalszą częścią twojego planu… hmm…. Pozbycia się opozycji? Tak to mogę nazwać?
- Być może, lecz nie chcę zdradzać zbyt wiele; lepiej napijmy się - Tom wzniósł toast, by odciągnąć Gatisa od tego tematu; częściowo mu się udało.
- Lecz muszę przyznać, iż ten twój plan jest wysoce misternie utkany; sądzisz, że ktoś uwierzy w taki zbieg okoliczności?
- Pewnie nikt, ale mam czym się zakryć. Nie ma wyraźnych dowodów przeciwko mnie, nawet nie wiedziałem, gdzie odbędzie się narada opozycji, sądziłem, że w sali sejmowej - Kłamał król niewinnym tonem, próbując powstrzymać chytry uśmiech.
- Marny plan - Pokręcił głową Syner, wybijając resztę kalikrasu ze swej szklanki.
Scarlett nachylił się i nalał ponownie alkoholu do szklanki premiera.
- Miałem kwadrans na wymyślenie planu - Wytłumaczył, opierając się ponownie na fotelu.
- Dobrze, czuj się usprawiedliwiony - Gatis wzruszył ramionami - A co zamierzasz zrobić z Ruchem Antykrólewskim? Podobno zbierają oddziały i sprzęt. Słyszałem plotkę o tym, że przyłączyli się do nich Pekatowie - Odparł premier z przestrachem w oczach - Jeśli będą mieli w swojej armii stwory…
- Stwory? - Zaśmiał się król - Wierzysz w te bajki? - Zapytał prześmiewczo - Chyba muszę obsadzić kogoś innego na stanowisku premiera - Odparł, wstają - Ej, Gatis, Gatis - Chciał podejść do mężczyzny, lecz w tym momencie nastąpił wybuch; król upadł na ziemię i stracił przytomność.
- Scarlett? - Władca usłyszał damski głos.
- Co się stało? - Zapytał, chwytając się za obolałą głowę; próbował się podnieść, lecz Domina powstrzymała go.
- Ktoś podłożył bombę pod pałacem, na szczęście zamek uległ tylko małym zniszczeniom. Niestety - Kobieta zwiesiła głowę i nim odezwała się ponownie, przełknęła ciężko ślinę - Ziemia zawaliła się wprost na głowy opozycji, która w tym czasie znajdowała się w podziemiach.
- Co? - Do króla jeszcze nie docierało to, co usłyszał - Czy ktoś przeżył?
- Nikt - Z oczu królowej popłynęły łzy - Kto mógł coś takiego uczynić?
W tym momencie Scarlett przypomniał sobie o swym spisku.
- Nie wiem, skarbie - Odparł, przytulając do siebie żonę; wszystko zrobił automatycznie, ponieważ jego myśli były daleko - Jak długo byłem nieprzytomny? - Zapytał po chwili ciszy.
- Niedługo - niecałe pół godziny.
- Muszę powiedzieć coś Milleńczykom - Odparł Scarlett, rozglądając się wokoło, jak gdyby szukając czegoś? - Gdzie Syner? - Zapytał.
- Na miejscu wypadku - Domina pomogła mężowi wstać - Rozsądnie będzie przejrzeć kamery monitorujące, by ustalić sprawców i okoliczności tej tragedii.
- Masz rację - Tom przypomniał sobie o kamerach - Gdy tylko zostanie to ustalone zrobię wszystko, aby do nie dopuścić do kolejnej katastrofy. Teraz pokaż mi, jak to wygląda.
Pięć minut później para królewska znalazła się na miejscu zdarzenia, które wyglądało jak pobojowisko; wielka dziura obok pałacu, w której ekipa ratownicza szukała ciał ofiar, powybijane pałacowe szyby, kilkanaście złotych blach oraz cegieł, znajdujących się za nimi, odpadło. Scarlett przyglądał się otoczeniu na wpół dumny i na wpół przerażony. Tego pierwszego uczucia nie dał po sobie znać.
- Ile jest dokładnie ofiar? - Zapytał jednego z ratowników.
- Najprawdopodobniej ofiary to cała opozycja, czyli około trzydziestu sześciu polityków.
- Skąd oni się tu wzięli? Przecież mieli obradować w sali sejmowej.
- Najprawdopodobniej Akyros wyczuł w tym podstęp i zmienił lokację - Wtrącił Gatis, podchodząc spokojnie do króla i ratownika.
- Dlaczego akurat to miejsce zostało wybrane na miejsce zamachu? - Zapytał Scarlett, udając niewiniątko.
- Być może liczyli na to, iż runie ściana zamku, lecz źle rozłożyli ładunki - Wtrącił ratownik, nieświadom podstępu.
- Zapewne - Skinął głową Gatis - Cóż za nieszczęście… - Pokręcił głową.
- Trzeba wytumaczyć wszystko Milleńczykom - Wtrąciła Domina, podchodząc do mężczyzn.
- Masz rację, najdroższa - Scarlett na pokaz przyciągnął do siebie żonę i czuościa pocałował ją w policzek - Zorganizujesz to? - Zapytał Gatisa.
- Za godzine wygłosi król mowe do narodu - Oświadzcył polityk chłodnym tonem.
Faktycznie; sześćdziesiąt minut później Scarlett stał na ambonie na placu przedpałacowym i wpatrywał się we wszsytkich zebranych.
- Planowałem zwrócić się do was jutro rano, lecz splot nieoczekiwanych wydarzeń wymusił na mnie zmiane planów - Zaczął donośnym głosem - Jak zapewne większość z was już wie, dziś doszło do zamachu, w którym zginęła cała opozycja; najprawdopodobniej sa oni przypadkowymi ofiarami, a zamachowchy mieli na celu zniszczenie ściany pałacu oraz ewentualnych poszkodowanych. Nie wiedzieli jednak, iz właśnie dziś w podziemiach będą obradować tak ważni dla nas politycy. Niezmiernie ubolewam nad tą stratą, zwłaszcza, iż to ja namówiłem opozycję na tę naradę,sądziłem jednak, iż odbędzie się ona w sali obrad. Jeszcze nie wiemy, jak stworzymy nową najszybciej zidentyfikowac sprawców zamachu oraz odpowiednio ich ukarać. Pogrzeby ofiar odbędą się następnego dnia zaraz po ich identyfikacji, prawdopodobnie uroczystości potrwają tydzień.
Wśród tłumu dało się słyszeć szepty, które coraz szybciej zaczęły przekształcać się w otwarte głosy sprzeciwu.
- Morderca stoi przed nami! - Krzyknął jakiś mężczyzna.
- Oprawca! Milleńczyków wykończy tak samo, jak opozycję! - Odezwała sie kobieta.
- Zabić króla! - Scarlett tym razem nie zorientował się, kto to powiedział, głosy zaczęły się mieszać ze sobą.
Zebrani coraz bardziej się niecierpliwili, robili się coraz głośniejsi, a Scarlett coraz bardziej nerwowy. Przywołał do siebie Kommotisa.
- Wyslijcie kilka salw ostrzegawczych, żeby się uspokoili - Rozkazał.
To jednak tylko rozjuszyło towarzystwo.
- Mordercy! - Krzyczeli.
- Pewnie i króla zabili!
W tym momencie Tom nie wytrzymał.
- Otwórzcie ogień - Rozkazał Kommotisowi.
- Jesteś pewny? - Gwardzista zarszcył brwi.
- Otwórzcie ogień! - Scarlett stracił cierpliwość; zbladł na twarzy - Zróbcie choć raz to, co wam każę!
Mężczyzna wiedział, że nie ma co zadzierać z królem; podszeł do swojego oddziału i podniósł broń.
- Strzelamy - Odparł z kamienną twarzą - Nie pytajcie, bogowie się z wami rozliczą.
Mężczyźni załadowli broń, po czym skonsternowani podeszli do skrajnych punktów sceny i zaczęli strzelać. Pzrerażony tłum zaczał się rozbiegać, lecz Scarett mocą zamknął bramę. Po chwilowej panice, gwardziści odłozyli broń.
- Niech każdy zapamięta te chwilę - Rozgrzmiał głos kórla - I niech pzrekaże ją każdemu napotkanemu Milleńczykowi, poniewaz już nikt nie może czuc się spokojnie w tym kraju; nie doceniliście zmiany na lepsze, nowe reformy miały pomóc naszej ospodare, byście przestali narzekać na kryzys, a wy zarzucacie mnie pomówieniami. Chcecie mordercy i tyrana?! Będiecie go mieć - Wysyczał z groźną miną, po czym otworzył bramę, na co reszta Milleńczyków wybiegła w popołochu - Pozbierajcie to ścierwo - Rozkazał swoim podwładnym - A potem nabijcie ich na pal - Dodał przed powrotem do zamku.
Od tego momentu wszystko się zmieniło; obywatele byli inwigilowani, karani za najmniejsze przewinienie, a ado akcji wkroczyła grupa terroystyczna z Epitymi. Nad ustawami głoswoano w nocy, a Konstytucja została zmieniona w tydzięń po zmaiekszach. Zostały wprowadzone rządy autorytarne, czemu nikt nie mgół się sprzeciwić, bo próby powołania nowej partii opozycjyjnej zostały jedynie mglistym planem. Protesty i bojkoty pojawiały się codziennie lub co drugi dzień. Millenia straciła na znaczeniu w Mainie. Thymos odwołał wojnę, angazując się w konflikt w Invidii, a pozostawiając Millenię na pastwę wojny domowej licząc, iz ulegnie autodestrukcji. Jej królową spotkał podobny los - brak szacunku i wykorzystywanie było na porządku dziennym. Jedynym powodem, dla którego nie popełniła jeszcze samobójstwa była współpraca z Ruchem Antykrólewskim.
- Scarlett oszalał - Osądziła Morifia, gdy Domina przyszła do ich bazy w nocy.
- Władza przewróciła mu w głosie - Powiedziała królowa - Dodatkowo zaczyna się dziać coś niepokojącego w jego umysle; mówi o jakichś prześladowaniach, inwigilacji, coraz częściej odwiedza Mitis, jak gdyby szukając azylu.
- A jak matka sie czuje? - Zapytał Enaret z lekkim pzrestrachem w oczach.
- Jest jak przygaśnieta gwiazda, takie porównianie mi się nasuwa zawsze, gdy ją widzę; nie jest już to ta sama kobieta, wyraźnie się martwi o swoje dzieci. Często powtarza, że wam pomaga i nad wami czuwa. Nie wiem, co ma na myśli...
- My tym bardziej - Dodał Fortis.
Komnatę, w której zanjowli sie Tomowie oraz kólowie, ogarnęła cisza, idealna do kontemplacji, lecz zbyt ciężka dla zdrowego rozsądku.
- Musimy sie zmobilizować - Odrzekł w końcu Enaret - Morifia i Fortis, jedźcie do półkowników naszych oddziałów i powiedźcie, że następna noc zasłoni Millenię chmurą nienawiści i zemsty.
Nastała chwila grozy, którą przerwało charczenie Fortis, próbującego postrzymać chichot.
- Chmura czego? - Zapytał, wpadając w histeryczny śmiech.
- Coś ci nie wyszło, braciszku - Morifia przyłączyła się do młodszego brata.
- Idźcie i oznajmijcie, że mobilizujemy się za dwadzieścia cztery godziny, wszystkie oddziały pod zamek, atakujemy pałac.
- Dobrze, panie profesorze - Fortis zasalutował z uśmiechem, po czym wraz z siostrą udali się na wypełnienei swojej misji.
Gdy tylko jego rodzeństwo wyszło, Enaret zwrócił się do Dominy.
- Obserwuję działania Scarletta na tyle, na ile jestem w stanie, większość to oczywiście pogłoski, ale wiem jedno - mój brat to mały chłopiec, próbujący bawić się w władcę.
- I tak się zachowuje - Westchnęła królowa - Wspominałam już o jego manii przesladowczej, lecz czasem wpada w panikę, potrafi siedzieć na fotelu przez dwie godziny, pić jakiś zielony płyn i wpatrywać się przed siebie przestraszonym wzrokiem, a gdy go o coś zapytasz, rozejrzy się spankikowany i zignoruje cię.
- To ostatnie to nic nowego - Mruknął Enaret - A czy ten zamach na opozycję to jego sprawa?
- Nie wiem, lecz zapewne tak; wiesz... On mi się nie zwierza, jestem tylko jego zabawką w łóżku.
Książę spojrzał na przyjaciółkę zszokowany.
- I ty sie na to godzisz? - Wyszeptał.
Domina spóściła oczy zażenowana.
- Cóz mogę? - Wzruszyła ramionami - To król, nie mogę mu się sprzeciwić.
- Gdzie się podziała ta wojowniczka, która dorastała na moich oczach?- Ujął dłoń kobiety.
- Nie pytaj, nie wiem, jestem teraz bezsilna, nikt mnie nie zechce słuchać. Moi ludzie przeszli na stronę Scarletta, zwabieni krwią i zemstą, a tego chcieli.
- Dlatego przyłączyłaś się do nas.
- Po części tak, lecz głównie dlatego, że nie godzę się na postępowanie mojego męża.
- Kochasz go, w ogóle?
Domina zmarszcyzła brwi w zastanowieniu.
- Nie wiem; zakochałam sie, to z pewnością, lecz obiektem moich uczuć był stary Scarlett.
- Może raczej ten nieznany? - Zasugerował Tom.
- Chyba masz rację... W każdym bądź razie zmienił się, zasugerowałabym nawet, że stał się dziecinny, a przyajniej takie działania podejmuje; miota się w rządzie, robi głównie to, co podyktuje mu Gatis, jest prawie całkowicie pod jego wpływem.
- A jednoczesnie robi z siebie tyrana; kompletnie nie potrafi zrównoważyć dobra społeczeństwa między dobrem pałacu. Ojciec co prawda również nie był w tym zbyt dobry, jednak potrafił przyjamniej oszukać mieszkańców. A Scarlett? Kawa na ławę! - Enaret wzburzył się - Straszy Milleńczyków i przysparza sobie wrogów. A juz ten pomysł z terrorystami to kompletne szaleństwo. Co on chce przez to osiągnąć?
- Władza dla władzy, na nicym innym mu nie zależy. No, może jeszcze na matce - Domina westchnęła - Nie mam już sił - Schowała twarz w dłoniach.
Książę uklęknął przed przyjaciółką.
- Zostań z nami - Wyszeptał - Zaopiekujemy sie tobą, teraz jest ci to bardzo potrzebne. Mimo wszystko chcesz tego dziecka?
- Chyba tak - Kobieta wzruszyła ramionami.
Para jeszcze długo rozmawiała. Enaret bezskutecznie próbował namówić Dominę do pozostania w zamku, ta jednak pozostała nieugięta, motywując to strachem przed gniewem swego męża.
- Gdy się dowie, natychmiast po znalezieniu mnie wyrządzi mi krzywdę; nie chcę sobie wyobrażać, co mógłby mi zrobić.
- A co zrobiłby, gdyby dowiedział się o tym? - Zapytał Enaret, po czym natychmiast nachylił się w stronę kobiety i ją pocałował.
- Co ty wyprawiasz? - Oburzyła się Domina, wstając - Nie rozumiesz, jak bardzo bym chciała, ale nie mogę!
- Możesz, nikt o tym nie będzie wiedział - Tom wstał i ponownie wziął królową w objęcia - Ty tego chcesz, ja tego chcę, co nam stoi na przeszkodzie?
- Przyzwoitość - Sapnęła Domina, próbując wyrwać się z książęcego uścisku.
- Nie mów mi o przyzwoitości, nie ty - Wysyczał Enaret, coraz bardziej napalony.
- Przerażasz mnie - Łzy zaczęły napływać do oczu kobiety.
Tom widząc jej reakcje,nagle zdał sobie sprawę z tego, do czego sie dopuścił.
- Wybacz mi - Powiedział, zwalniając uścisk - Nie wiem, co we mnie wstąpiło - Odszedł od przyjaciółki kilka kroków.
- Ja również tego nie rozumiem - Domina nie próbowała być wyrozumiała.
- Chyba brakuje mi czułości, ta woja jest ponad moje siły, nikt mnie na to nie przygotował...
- Trzymali cię w złotej klatcę; Scarlett próbuje to samo zrobić ze mną.
- A ty tak na mnie działasz - Westchnął Tom, nie zważając na słowa przyjaciółki.
Na twarz Domy wystapił głęboki rumieniec.
- To znaczy... Przepraszam - Enaret pogrążył się we wstydzie - Przebywam ciągle z bratem i siotrą, brakuje mi kogoś innego, a ciebie podziwiam od dawna.
- Dziekuję - Domina miała mętlik w głowie; gdyby została na noc w zamku, czułaby swoistą zemstę za krzywdy męża; chciała zostać w końcu doceniona - Może to nie jest taki głupi pomysł - Powiedział, podchąc z gracja do przyjaciela.
- O czym ty mówisz? - Enaret już nic nie wiedział.
- O nas - Królowa uśmiechnęła się - Potrzebujemy siebie nawzajem - Powiedziała, zarzucając ręce na szyję księcia - Spróbujmy - Wyszeptała w ucho mężczyzny, po czym zaczęła je całować.
Enaret słynał ze swej powściągliwości i spokoju, lecz konflikt i na nim zaczął odciskać piętno; nie pamiętał już, kim był wcześniej, nie widział zresztą powodu, by wciąż zachowywał się po staremu. Zdawał sobie sprawę z tego, iż za niedługo może podzielić los swego ojca, dlatego chciał wykorzystać to, co przynosi mu los. Chwytać dzień. Dlatego w tym momencie przyciągnął do siebie Dominę i począł ją całować tak, jak nikogo przedtem. Ona odwdzięczyła mu się tym samym, lecz w myślach wciąż miała pamięć o swym mężu, chcąc, by był na miejscu swego brata.
Następnej nocy około tysiąc pięćset osób pojawiło się pod zamkiem Fragor. Enaret patrzył na zgromadzonych z rezonem, jednocześnie obawiając się świtu.
- Plan jest prosty - Mówił, jak niegdyś jego brat - Póbujemy sforsować mury pałacu, a gdy nam się uda - szturm na budynek; nie gwarantuję wygranej, jest ona raczej znikoma, lecz przynajmniej damy przykład innym mieszkańcom Millenii, że trzeba działać, że trzeba zabić szaleńca.
Na placu przed zamkiem zawrzało; wojownicy byli gotowi na rozlew krwi, choćby mieli walczyć przeciw swoim.
- Nie mamy skonkretyzowanego planu, po prostu rzucimy się do walki, lecz będziemy walczyć do ostatniego. Armia Scarletta składa się głównie z Wyklętych - podobnych do nas, niedoświadczonych, ale gotowych zabić wszystkich, by dojść do celu. Zostało niewielu doświadczonych gwardzistów; jeszcze terroryści, powołani przez króla mogą nam zagrażać i to jest naszym najtrudniejszym zadaniem. Czy jest ktoś, kto w tym momencie jeszcze chce się wycofać?
Nikt nie podniósł ręki.
- Dobrze, w takim razie rozdzielę oddziały, kórymi dowodząc będą: Morifia, Fortis, Allod, Artop - nasz miejscowy piekarz - i ja. Dodatkwoo nie musicie obawiać się propozycji pomocy ze strony królowej Dominy, jest po naszej stronie, między innymi stworzyła dla nas broń. Później jednym z generałów zostanie Dud, nasz przyjaciel, który zmobilizuje pracowniów jednej z fabryk, o ile mu sie to uda.
W tym momencie nastąpiła kilkunastominutowa przerwa na rozdzielenie rebeliantów do poszczególnych oddziałów. W trakcie tej czynności Enaret wyrzucał sobie słabą mowę, która pierwotnie miała być mobilizująca, a została spłaszczona do prostej gadki, co było wynikiem stresu.
- Skoro jesteśmy gotowi - Odezwał się ponownie książę donosnym głosem - Ruszamy - Westchnął z przestrachem w oczach, co zauważyli wssyscy, a tylko jedna Morifia przytuliła brata do siebie, by dodać mu otuchy.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz