ROZDZIAŁ CZWARTY
Antonina obudziła się z odrętwiałą ręką w jakichś krzakach. Gdy
podniosła się trochę, ujrzała leżących wokół niej Michała,
Asię i Kasię i od razu pomyślała, że nie żyją. Podpełzła do
nich czym prędzej, lecz na szczęście wyczuła u nich puls i
oddech. Udało jej się po kilku minutach wybudzić przyjaciół.
-
Co jest? - Jęknął Michał, a gdy ujrzał przed sobą twarz
ukochanej, rozpromienił się – Tosia, jesteś cała i zdrowa –
Przytulił dziewczynę.
-
Ale gdzie my jesteśmy? - Zapytała Kaśka niezadowolona.
-
Nie mam pojęcia, nigdy tu nie byłam – Odpowiedziała Tosia,
wstając i rozglądając się; nagle ujrzała w idącego w ich stronę
mężczyznę – Może on nam powie.
Nieznajomy
był młody, mniej więcej w wieku studentów, średniego wzrostu i
szczupłej, ale nie chudej budowy. Miał gęste, krótkie, blond
włosy, niebieskie oczy, łagodne rysy, trochę duży nos, a ubrany
był w jeansy, biały podkoszulek i niebieską bluzę.
-
Witajcie – Przywitał się; miał miły, aksamitny głos – Która
z was to Antonina Kruczyńska?
Tosia
uniosła rękę, jakby odpowiadała w szkole.
-
Czyli wy jesteście przyjaciółmi Antoniny – Nieznajomy spojrzał
na pozostałych – Nie spodziewaliśmy się was, ale to nie problem,
abyście zostali ugoszczeni.
-
Super, ale gdzie jesteśmy? - Zapytała Kaśka kąśliwie.
-
W Krainie Marzycieli – Chłopak uśmiechnął się – Ja mam na
imię Andrzej i będę waszym przewodnikiem.
Cała
czwórka wpatrywała się w Andrzeja z ogromnym zdumieniem, ale to
Tosia miała wrażenie, że zaraz zemdleje – Kraina Marzycieli, o
której tyle czytała, myślała, marzyła... Okazała się być
prawdziwa, tak jak myślała. Dziewczyna była jednocześnie
zachwycona i przerażona
Ciszę,
która nastała, przerwały podniesione głosy przyjaciół Antoniny;
nie chcieli przyjąć do wiadomości, że Kraina – opisana w
słynnej książce – istnieje naprawdę. Podejrzewali, że majaczą,
co spowodował upadek, albo ktoś dosypał im narkotyku do picia lub
jedzenia. Jednak Andrzej wszystkiemu zaprzeczył.
-
Uwierzycie mi, jeśli przypomnicie sobie, co napisała o nas tamta
kobieta – z pewnością choć raz sięgnęliście po tę książkę
– Mówił – Rozumiem waszą reakcję, lecz dajcie szansę waszym
umysłom, aby pojęły istnienie tej części świata. Jesteśmy tacy
sami, jak wy, mamy tylko inne zasady i odrobinę magii, lecz to
wszystko. Nie bójcie się chociaż ludzi.
-
Zaufajcie mu – Odezwała się nagle Tosia – Ja już dawno temu
uwierzyłam, że to miejsce istnieje i właśnie się o tym
przekonałam; byłam wystraszona, tak samo jak wy, ale z minuty na
minuty uspokajam się – Spojrzała z nadzieją na przyjaciół –
Co mamy do stracenia? A jeśli to faktycznie majaki lub sen, dajcie
się ponieść – Uśmiechnęła się nieśmiało.
-
Kochanie – Michał podszedł do dziewczyny i ujął jej twarz w
dłonie – Ufam ci, ale jeśli zwariowałaś...
-
Nie, zobaczycie, że przyzwyczaicie się do tego miejsca, bo nie
różni się zbytnio od Krakowa czy innego polskiego miasta –
Stwierdziła Tosia, a jej oczy zalśniły od podniecenia – Dla was,
dla mnie w sumie również, jest to dziwne i praktycznie
nieakceptowalne, aby Kraina Marzycieli istniała, ale spróbujmy –
przecież uwielbiamy wszyscy filmy fantasy lub science – fiction, a
teraz mamy okazję przeżyć to na własnej skórze, nie mając nic
do stracenia – Powtórzyła się.
-
Masz rację – Odezwała się Asia z uśmiechem – Zawsze marzyłam
o przeżyciu jakiejś przygody i teraz mam szansę, po co ją
marnować – Podeszła do przyjaciółki – Idziemy? - Spojrzała
na Andrzeja.
-
Jeśli chcecie... Wszyscy – Spojrzał na Kaśkę i Michała.
-
Nie zostawię Tosi – Odparł młody student, przytulając swoją
dziewczynę, która czuła się coraz bardziej szczęśliwa.
Kasia
westchnęła głośno.
-
Nie zostanę tu sama – Stwierdziła z markotną miną.
Cała
piątka ruszyła zatem w stronę zabudowanej części Krainy,
ponieważ jak do tej pory otoczeni byli krzewami i polanami, a teraz
odsłaniał się przed nimi widok budynków i drogi oraz
ucywilizowanego parku. Tosia była zachwycona, widząc to wszystko, a
uroku krajobrazowi dodawało bezchmurne niebo i słońce, które
wzniosło się wysoko.
-
Zaraz – Dziewczyna nagle wystraszyła się – Która jest godzina?
- Zapytała, chwytając Andrzeja za rękaw bluzy.
-
Dziewiąta czterdzieści; spędziliście noc w tych krzakach.
-
A co z uczelnią? - Tosia zaczęła panikować.
-
To już zostało załatwione – Andrzej wydawał się być
niewzruszony zachowaniem Antoniny – Na wprost znajduje się
hotelik, prowadzony przez moją mamę – Wskazał na trzypiętrowy,
masywny budynek – Zaprowadzę was tam, ale potem. Teraz pokażę
wam świątynię i sklepy oraz pewien zakład krawiecki, gdybyście
zechcieli mieć coś oryginalnego; zakład pani Marty jest znany w
całej Krainie, dlatego warto go zobaczyć.
-
A co z naszymi rzeczami? - Zapytała Asia.
-
Zostaną tu dostarczone do wieczora, nie martwcie się.
Kolejne
dwie godziny studenci zwiedzali świątynię bogini Goeni oraz
niewielki rynek oraz jego sklepy. Nim ruszyli dalej, usiedli w jednej
z kawiarni i w ciszy wypili po kawie. Godzinę później dotarli do
,,Marth” - zakładu krawieckiego pani Marty, która przywitała
gości ze szczerym entuzjazmem.
-
Czekaliśmy na ciebie – Powiedziała, gdy przedstawiono jej Tosię;
przytuliła dziewczynę serdecznie.
Marta
miała krótkie, czerwone włosy, na nosie okulary w czarnej oprawce,
była niewysoka i choć nogi oraz talię miała szczupłą, biodra
były szerokie. Wydawała się być niewiele starsza od studentów.
-
Jak to, czekaliście na mnie? - Antonina zmarszczyła brwi.
Marta
chciała odpowiedzieć, lecz Andrzej nie pozwolił jej dojść do
słowa.
-
Maurycy ci wszystko wytłumaczy – Odparł.
-
Kto? - Zapytała Tosia, lecz wtedy drzwi zakładu otworzyły się.
Do
pomieszczenia weszli dwaj brzydcy bliźniacy, niosący wielkie pudła;
jeden z nich był niski i gruby, drugi wysoki i chudy, obaj ubrani
byli w stare garnitury. Za nimi wszedł kolejny, wysoki i chudy
mężczyzna, lecz znacznie przystojniejszy od bliźniaków; na oko
prawie trzydziestoletni, miał wyraźne kości policzkowe, niezbyt
wysokie czoło, prosty nos, zielone oczy, wąskie usta, spod cylindra
wystawały nieułożone, czarne włosy, a ubrany był prawie cały na
czarno – wąskie spodnie, oficerki, koszula i długi, staromodny,
cienki, bordowo – czarny płaszcz, w którym mężczyzna trochę
przypominał pirata. Na głowie miał cylinder, a w ręce trzymał
drewnianą laskę.
-
Postawcie to gdziekolwiek, tylko nie pod nogami – Mówił do
osobliwych bliźniaków.
-
Może byś nam pomógł? - Zapytał niski i gruby.
-
Przecież pomagam – Mężczyzna wzruszył ramionami, odkładając
cylinder i laskę na jedną z półek.
-
Aleś się namęczył! - Odparł wysoki i chudy sarkastycznie.
-
Czy wy jesteście Gienkiem i Grzesiem? - Zapytała Tosia, wskazując
na bliźniaków.
-
Tak, a co? - Burknął wysoki – Ja jestem Grzegorz, a to tam na
dole to Eugeniusz.
-
Nie na odwrót? - Dziewczyna zmarszczyła brwi; w książce to Grześ
był niski, a obaj sprawiali wrażenie bardzo przyjaznych;
rzeczywistość ją zaskoczyła.
-
Nie wierz temu, co napisała ta kobieta – Odezwał się przystojny
mężczyzna barytonem, podchodząc do Antoniny – Przed powrotem do
domu dostała do wypicia serum, które sprawiło, że zapomniała,
jak się tu dostać oraz pomieszało fakty na nasz temat.
-
To oznacza... - Zaczęła Tosia.
-
Że tamci dwaj są wyjątkowo zgryźliwi i humorzaści – Wargi
mężczyzny drgnęły w uśmiechu – A ja nazywam się Maurycy
Zwodzki – Wyciągnął dłoń w stronę dziewczyny.
-
Ciebie nie pamiętam z książki – Powiedziała panna Kruczyńska
powoli.
-
Ponieważ zostały opisane tylko te postacie, które stąd pochodzą
lub mieszkają bardzo długo; ja wtedy byłem tu właściwie tylko na
wakacje.
-
A my się nie znamy? - Wyrwał się Michał, wpatrując się ze
skupieniem w mężczyznę.
-
Ja również odniosłam takie wrażenie – Dodała Tosia,
uśmiechając się.
-
Wątpliwe – Odparł Maurycy spokojnie – Zapamiętałbym.
Zapadła
cisza, która po chwili skłoniła bliźniaków do wyjścia, bo nie
wiedzieli, czy będą jeszcze potrzebni, więc na wszelki wypadek się
ulotnili.
-
Co masz teraz zamiar robić? - Zwróciła się Kasia do Maurycego.
-
Muszę pokazać kilka miejsc Tosi; właściwie będę tu twoim
opiekunem – Popatrzył na dziewczynę, która wybałuszyła na
niego oczy.
-
A co z nami? - Zapytał Michał niezbyt zadowolony – Mamy tu zostać
nie wiadomo, na jak długo, w miejscu, które prawdopodobnie jest
bujdą; czy my jesteśmy w ukrytej kamerze?
-
Patrząc na was nie jest mi do śmiechu – Skwitował Maurycy
poważnie – Wszyscy rozumiemy, że na ten moment jest wam ciężko;
tak już jest, gdy zwykli luzie dostaną się do naszej krainy i na
odwrót, ale zaadaptujecie się, mogę wam to zagwarantować.
-
A co, jeśli nie chcemy tego sprawdzać, tylko wolimy wrócić do
domu? - Zapytała butnie Kaśka.
-
Nie widzę przeciwwskazań – Mężczyzna wzruszył ramionami –
Tosia na pewno znajdzie tu wierniejszych przyjaciół.
Kasia
zrobiła się czerwona na twarzy i zamilkła.
-
Może zostańmy tu na kilka dni? - Zapytała Asia nieśmiało –
Jeśli wciąż będziemy czuć się źle, Tosia pozwoli nam wrócić,
prawda? - Spojrzała smutno na przyjaciółkę.
-
Oczywiście – Dziewczyna uśmiechnęła się nerwowo.
-
A co powiedzieliście na uczelni? - Zapytał Michał spokojnie.
-
Załatwiliśmy fałszywe zwolnienia i powiedzieliśmy, że mieliście
wypadek i musicie przez minimum miesiąc siedzieć w domu – Kącik
ust Maurycego drgnął w uśmiechu; bawiła go kreatywność władz
oraz zdezorientowane miny studentów – Teraz może ja zabiorę
Tosię ze sobą, a wy pójdziecie z Andrzejem? - Przebiegł wzrokiem
po zgromadzonych – Nie wiedzę sprzeciwu, zatem chodźmy –
Zwrócił się do panny Kruczyńskiej.
Para
wyszła na zewnątrz i ruszyła przed siebie leśną ścieżką.
-
Pewnie zastanawiasz się, dlaczego się tu znalazłaś – Zaczął
Maurycy po chwili milczenia.
-
Może dlatego, że uwierzyłam w istnienie krainy? - Zasugerowała
Tosia.
-
A jak się tu czujesz?
-
Dobrze, jakbym znalazła swoje miejsce – Dziewczyna uśmiechnęła
się szeroko.
-
Twoi przyjaciele jeszcze długo będą czuć się źle, tak jak
mówiłem; ludzie potrzebują czasu.
-
Ale ja jakoś potrafiłam się dostosować – Odparła Tosia
naiwnie, patrząc z uśmiechem na Maurycego.
Mężczyzna
prychnął lekko, lecz wydawał się być bardzo poważny; spojrzał
ze skupieniem w oczy Antoniny.
-
Ponieważ, moja droga – Zaczął ostrożnie – Jesteś jedną z
nas.
Tosia
zatrzymała się raptownie.
-
Co? - Zapytała cicho, marszcząc brwi.
Maurycy
odwrócił się i przez chwilę patrzył na dziewczynę.
-
Twoja matka powinna była ci to powiedzieć już dawno temu, ale
chyba nie przypuszczała, że upomnimy się o ciebie – Podszedł do
Tosi – Ewa urodziła się w tutaj, w rodzinie, w której od lat
rodziło się wielu marzycieli.
Panna
Kruczyńska wciąż milczała analizując w głowie to, co usłyszała;
nagle nie była już tak wesoła, a słońce, wiatr i szum liści
zaczęły ją drażnić.
-
To znaczy... Że całe moje życie... Było kłamstwem? - Spojrzała
na Maurycego; jej spojrzenie wyrażało panikę.
-
Możesz tak to ująć, lecz twoja matka chciała się zwyczajnie
uratować – Mężczyzna podszedł do panny Kruczyńskiej – Kraina
Marzycieli to nie sielskie miejsce, które opisała tamta kobieta;
Ewa uciekała przed wojną, w tym czasie również była tu autorka
książki. Mówiłem już, że dostała serum, które pomieszało jej
fakty. Czas walk i bitew po powrocie do domu wydawał jej się
idylliczny, jakkolwiek to zabrzmi. Jeśli zapytasz ją o wojnę, nie
będzie wiedziała, co masz na myśli.
-
Co do mojej matki ma ta kobieta? - Burknęła Tosia; to miejsce
podobało jej się coraz mniej.
-
Ewa przekupiła strażnika, który zajmował się odprowadzeniem
autorki książki do... Nazwijmy to ,,wyjścia”, aby zabrał ją ze
sobą i pozwolił dostać się na Ziemię oraz nie mówił o tym
nikomu – Maurycy chwycił delikatnie Tosię za ramiona – Być
może zawdzięczasz jej życie.
Antonina
skinęła lekko głową.
-
Zawsze uważałam ją za cudowną kobietę.
-
Ja też – Odparł Maurycy, a gdy zobaczył pytające spojrzenie
dziewczyny, wyjaśnił – Wspomniałem, że byłem tu raz, na
wakacjach – wtedy ją poznałem i zaprzyjaźniliśmy się. Byłem u
niej wczoraj i wyjaśniłem, co się będzie z tobą dziać.
-
To znaczy? - Zapytała dziewczyna zniecierpliwionym tonem.
-
Chodź, wyjaśnię ci wszystko po drodze – Maurycy powoli zrobił
kilka kroków w tył, czekając aż Tosia pójdzie za nim, a gdy to
zrobiła, kontynuował – Wiesz, jak mniej więcej brzmi
przepowiednia o prawowitym władcy?
Antonina
skinęła głową, po czym wymieniła te podpunkty, o których
Maurycy uprzednio opowiedział jej rodzicom, co mężczyzna wyjaśnił
jej w podobny sposób, jak im.
-
Czyli nie dość, że jestem marzycielem, to jeszcze zostanę
królową? - Zapytała ze łzami w oczach.
-
Prawdopodobnie – Odparł mężczyzna i spojrzał na swą
towarzyszkę, a gdy ujrzał łzy spływające po policzkach,
przystanął – Hej – Odezwał się łagodnie – Spokojnie,
wszystkiego cię nauczymy, a jeśli tęsknisz za domem... Na to nic
nie możemy poradzić, ale możemy stworzyć ci nowy dom, choćby w
części zbliżony do starego.
-
Ale co będzie z moimi przyjaciółmi? - Łkała dziewczyna.
-
Kto powiedział, że nie będziesz mogła ich odwiedzać? Jeśli
zmienisz prawo, co ci przysługuje, codziennie pojedziesz do Krakowa.
-
A Michał?
-
Jeśli naprawdę cię kocha, zostanie z tobą i spróbuje się tu
odnaleźć – Maurycy spojrzał poważnie na Tosię – Nie on
pierwszy musiał tak postąpić dla kogoś, kogo kocha.
Dziewczyna
ponownie skinęła głową w skupieniu.
-
Dokąd idziemy? - Zapytała, wytarłszy łzy.
-
Do Preletki, abyście się poznały – Odparł mężczyzna, nie
patrząc na Tosię – Pamiętasz, że aby zostać królową, musisz
przejść test?
-
Tak.
-
Jeśli ci się to uda, jak najszybciej zostaniesz koronowana, a na
tronie może zasiąść tylko marzyciel, a ty jesteś w tak zwanej
,,fazie uśpionej”.
-
Kto będzie mnie szkolił? - Zapytała Tosia, gdy przestała się
śmiać.
-
Skoro ja jestem twoim opiekunem, to zapewne i nauczycielem –
Mężczyzna wzruszył ramionami.
-
Jesteś marzycielem?
-
Nie; gdybym był, nie miałbym tu życia – Maurycy prychnął pod
nosem – Ludzie z Krainy uważają, że marzyciele to potwory,
nieludzkie istoty, jedynie władcę są w stanie zaakceptować, choć
zapewne będą się bać, że zmienisz się w monstrum. Reasumując,
masz szczęście, że pewnie zostaniesz królową, bo w przeciwnym
wypadku zostałabyś zlinczowana.
Tosia
przełknęła ciężko ślinę.
-
Zamienię się w potwora? - Zapytała po chwili.
-
Wątpię – Maurycy uśmiechnął się pod nosem – Przyznam
szczerze, że spotkałem w życiu kilku marzycieli i mogę cię
zapewnić, że są tacy, jak my czy twoi przyjaciele, tylko mają
szczególne zdolności.
-
Dlaczego nie powiesz tego innym?
-
Nie uwierzyliby mi; ich cały strach wynika z niewiedzy oraz
zabobonów, które narastały przez wieki.
-
Dlaczego zatem ty masz mnie prawdopodobnie szkolić?
-
Ponieważ niedawno zajmowałem się kwestią marzycieli i tak właśnie
ich poznałem - Mężczyzna rozejrzał się – Już prawie jesteśmy
na miejscu.
Przed
Tosią ukazał się biały, masywny zamek, w kształcie sześcianu z
czterema wieżami, otoczony murem, w którym znajdowała się wielka,
drewniana brama, przez którą dziewczyna przeszła wraz z tym
towarzyszem. Droga do wejścia do zamku była wybrukowana, a po obu
stronach trawa była obsadzona drzewami wiśni. Po prawej znajdowała
się fontanna z figurką nimfy na środku, a po lewej – miejsca
parkingowe dla gości pałacowych, na które wjeżdżało się tuż
przed drzwiami zamkowymi. Przy samym wejściu stało dwóch
strażników w zbrojach i z pikami w rękach. Maurycy podszedł do
nich spokojnie i wyjaśnił, kim są oraz po co tu przybyli. Bez
żadnych przeszkód goście zostali zaprowadzeni do długiej sali z
równie długim stołem, na końcu którego stała Preletka –
młoda, drobna blondynka, o pyzatej twarzy, na której nie znajdowała
się ani odrobina makijażu.. Włosy kobiety sięgały pasa, a tren
białej sukni ciągnął się po podłodze, gdy szła z uśmiechem i
wyciągniętą ręką w stronę Tosi.
-
A więc jesteś – Westchnęła, ściskając dłoń panny
Kruczyńskiej – Czekaliśmy na ciebie od wieków – Mówiła cała
rozpromieniona – Mam na imię Liliana – Wskazała na siebie –
Kobiety w mojej rodzinie od lat piastują stanowisko Preletki i
jestem dumna, że właśnie za czasów mojej służby, tron obejmie
prawowita królowa.
-
Miło mi słyszeć takie słowa – Tosia zarumieniła się i lekko
speszyła.
-
Usłyszysz ich jeszcze mnóstwo – Wtrącił Maurycy, stojąc
prosto, z rękami splecionymi za plecami.
Dopiero
wtedy Preletka zwróciła uwagę na mężczyznę.
-
Panie Zwodzki – Skłoniła się, aby zagłuszyć swoje faux pas.
-
Już usłyszałam – Wtrąciła Tosia – Iż pan Maurycy będzie
mnie uczył poznawania mej mocy, lecz czego jeszcze będę musiała
się nauczyć?
-
Formalnie naszego prawa, historii i kultury, a nieformalnie –
musisz poznać mieszkańców i ich obyczaje – to z pewnością
uczyni cię lepszym władcą – Entuzjazm w głosie Liliany rósł z
każdym wypowiedzianym przez nią słowem – Jeszcze dziś
odwiedzisz sąd i poznasz jednego z naszych najbardziej poważanych
sędziów, pójdziecie do biblioteki, aby wypożyczyć najważniejsze
dzieła literatury Krainy oraz pójdziesz do Instytutu Historycznego,
gdzie spotkasz się z naukowcami. Wieczorem zawitacie u pani Marii,
tam, mamy nadzieję, znajdziesz swój drugi dom.
-
Pani Maria to matka Andrzeja, który wpierw was tu oprowadzał –
Wtrącił Maurycy – Jeszcze zapomniała pani wspomnieć – Zwrócił
się do Preletki – O wizycie u królowej.
-
Królowej? - Antonina czuła się zdezorientowana.
-
Pamiętasz Namiestników Stanów z książki? - Maurycy pospieszył z
wyjaśnieniem – Tak naprawdę w wyniku jednej z wojen, tereny,
którymi rządzą królowie czy królowe, czyli pięć stanów,
zostały podporządkowane wielkim rodom możnowładców, koronowanych
niedługo po zakończeniu wojny. Pozostałe, najważniejsze tereny,
znajdują się od rządami Preletki, jednak również trzeba liczyć
się zależnymi od niej stanami. Rozumiesz?
-
Rozumiem – Antonina uśmiechnęła się nerwowo– Dlaczego akurat
z nią mam się spotkać? - Dziewczyna spoważniała.
-
Ponieważ z pozostałymi czterema stanami podpisaliśmy ugody –
Wtrąciła Liliana – Zachowują autonomię, lecz współpracują z
nami; królowa Berenika niestety odmówiła.
-
I co z tego?
-
Gdy zostaniesz królową, będziecie musiały się dogadać –
Wyjaśnił Maurycy – Zgodnie z prawem Berenika powinna ustąpić z
tronu, lecz nie wiadomo, czy to zrobi; lepiej poznać ją już teraz,
by później negocjować swobodniej. Być może uda ci się poznać
jej słabą stronę, którą będziesz mogła w przyszłości
wykorzystać.
-
Mam nadzieję – Westchnęła Tosia.
-
Ojej – Pierwszy raz Preletka przejawiła inne uczucie, niż radość
– Gdzie moje maniery; przetrzymuję cię tu jak zwierze, a przecież
macie za sobą długą podróż, na pewno jesteś głodna i zmęczona
– Kobieta chwyciła swego gościa pod rękę i poprowadziła w
stronę drzwi znajdujących się na końcu sali.
Tosia
i Maurycy spędzili w zamku jeszcze pół godziny. Rozmowa toczyła
się głównie na temat życia Tosi, a pytania zadawała Liliana,
zachwycona swym gościem. Wydawała się dla Antoniny miłą odmianą
po nieprzyjemnych bliźniakach, oficjalnych Andrzeju i Maurycym oraz
niezadowolonych przyjaciołach. Jedynie Marta sprawiała wrażenie
równie sympatycznej.
Do
pałacu królowej Bereniki Antonina i Maurycy dostali się za pomocą
pożyczonego od Preletki auta. W trakcie podróży Tosia wypytywała
swego partnera o tajemniczą kobietę.
-
Jaka ona jest? - Pytała – Mam się jej bać?
-
Wiesz, ma opinię żylety – Stwierdził mężczyzna, wzruszając
ramionami – Lecz mnie udało się ją poznać trochę bliżej, w
ramach jej współpracy z Instytutem Medycznym, w którym pracuję i
uważam, że nie jest taka zła; ma charakterek, lecz wynika on
raczej z braku zaufania. Gdy ktoś go zdobędzie, darzy go większą
sympatią, niż wcześniej.
-
Tobie ufa?
-
Na to wygląda – Maurycy uśmiechnął się lekko – Chyba że po
prostu dobrze sobie radzę z jej chłodnymi docinkami.
Tosia
zachichotała.
-
Jeśli zapomnę języka w gębie, pomożesz? - Zapytała wesoło.
-
Spróbuję – Odparł Maurycy, również się uśmiechając, lecz
odwracając wzrok w stronę okna – Jak zostaniesz królową –
Odezwał się po chwili ciszy, patrząc znów na Tosię – Będziesz
mogła wybrać którykolwiek zamek na swój dom, nie musisz mieszkać
w tej białej cegle – Uśmiech przebiegł po jego twarzy, tym razem
szczery.
-
A co z ich władcami?
-
Będziecie musieli się dogadać – Mężczyzna uśmiechnął się
szerzej, ukazując rząd białych zębów; Tosi bardzo spodobał się
jego uśmiech – Jesteśmy – Oświadczył, znów spoglądając w
okno.
Zamek
zbudowany został na planie kwadratu; wysoki, ciemno – czerwony
budynek, z kilkoma strzelistymi wieżami stał na wzgórzu i rzucał
ponure widmo na wioskę, złożoną z kilku budynków umiejscowionych
wokół rynku, od którego odchodziło sześć ulic, z czego jedna
prowadziła do pałacu.
-
Jak nazywa się ten stan? - Zapytała Antonina, gdy samochód wjechał
na szosę, prowadzącą w górę.
-
Samara – Odparł Maurycy – Nie, nie ma to żadnego powiązania z
filmową postacią.
-
Domyślam się; pewnie to miasto zostało założone przed premierę
,,The Ring” - Tosia puściła oko w stronę mężczyzny, lecz ten
ją zignorował.
W
końcu kręta droga pod górę skończyła się i samochód
zaparkował na żwirowym podjeździe w kształcie okręgu. Goście
zostali przywitani przez eleganckiego, starszego lokaja.
-
Królowa czeka – Oświadczył oficjalnie i zaprowadził parę do
środka.
Hall
był typowy – długi i wysoki, z drzwiami po obu stronach, dwoma
korytarzami na końcu sali i wnęką naprzeciwko drzwi, z rzeźbą
pięknej kobiety wewnątrz. Para przeszła korytarzem znajdującym
się po prawej stronie – znów długim, z kilkoma oknami,
znajdującymi się w osobnych niszach, przez co nie dawały zbyt
dużego światła; zamek sprawiał wrażenie jeszcze bardziej
ponurego.
Tosia
i Maurycy weszli do jednej z sal – dużej i szerokiej, w której po
lewej stronie znajdował się solidny stół na kilkanaście osób,
po prawej mały aneks kuchenny oraz szafa zawalona papierami, a na
wprost – tron stojący na podeście.
Królowa
pojawiła się po kilku minutach od przybycia gości i zrobiła
wrażenie na Tosi; wysoka, szczupła, ubrana w stylową, ołówkową
spódnicę w kolorze beżu, białą, elegancką koszulę i kremowe
obcasy wybijała się z aury bajkowości, którą tworzyli pozostali
mieszkańcy. Krainy. Jednak uwadze dziewczyny nie umknęła również
uroda kobiety – mocno zaznaczone brwi, trójkątna twarz, szerokie
usta pomalowane w kolor nude, duże, brązowe oczy, zaznaczone kredką
i ciemno - kasztanowe włosy, spięte w niesfornego koka, których
kosmyki okalały twarz kobiety.
-
Witam – Powiedziała, ściskając dłoń Tosi i uśmiechając się
delikatnie – Berenika Abakowiczówna, królowa, miło mi – Mówiła
przyjemnym, niewysokim głosem.
-
Antonina Kruczyńska – Odparła Tosia, zachwycona kolejnym miłym
przyjęciem.
-
Panie Zwodzki – Berenika ścisnęła dłoń swemu drugiemu
gościowi, a uśmiech nie schodził z jej ust.
-
Królowo – Maurycy odwrócił dłoń kobiety wierzchem do góry i
pocałował ją, na co kobieta uśmiechnęła się szerzej.
Berenika
poprosiła swych gości, aby usiedli, a w tym czasie weszła
pokojówka z serwisem do herbaty.
-
Jak się czujesz? - Zapytała królowa, gdy każdy miał już przed
sobą filiżankę pełną gorącego napoju.
-
Na razie przyswajam wszystko z zachwytem – Odparła Tosia radośnie
– I czuję się, jakbym była we właściwym miejscu.
-
Dowiedziałaś się już, po co zostałaś tu sprowadzona?
-
Tak i powiem szczerze, że jestem w szoku – Dziewczyna zaśmiała
się nerwowo.
-
A jak to znoszą twoi przyjaciele?
-
Gorzej, są niezadowoleni – Antonina westchnęła – Obiecali
zostać kilka dni, lecz jeśli wciąż będą się tu czuć źle,
wyjadą.
-
Nie jestem fanką zwykłych ludzi, dlatego uważam, że osoby z
Krainy otoczą cię lepszą opieką; zatrzymałaś się u Marysi? -
Zapytała Berenika, po czym napiła się herbaty.
-
Podobno, ale jeszcze tam nie byłam.
-
Marysia to cudowna kobieta, na pewno się zaprzyjaźnicie – Królowa
uśmiechnęła się
lekko
– Zobaczysz, wszystko będzie dobrze – Powiedziała.
-
Mam nadzieję, że nic nie zrobią twoim przyjaciołom – Wtrącił
Maurycy.
-
Dlaczego? - Tosia wystraszyła się.
-
Działania prowadzone od wiek wieków przez zwykłych ludzi sprawiły,
że mieszkańcy Krainy zaczęli postrzegać ich jako diabły –
Wyjaśniła Berenika ze spokojem; zapadła cisza, więc kobieta
kontynuowała – Stąd w przepowiedni wzięło się zdanie o tym, że
diabeł i równocześnie dziecko diabła zasiądzie na tronie –
twój ojciec jest zwyczajny, ty w połowie również. Obawiasz się
tego?
-
Jeszcze nie wiem – Tosia patrzyła szerokimi oczyma na królową; w
przepowiedni nie było mowy o ,,diabłach” - Lecz Maurycy
wspominał, że i u was trwała wojna, dlatego moja matka uciekła;
czy to nic nie zmieniło?
-
Zmieniło i to bardzo dużo; człowiek już nie funkcjonuje w
świadomości mieszkańców jako diabeł – Odparł mężczyzna.
-
Lecz dopiero od ponad czterdziestu lat – Dodała Berenika –
Przełomem w naszych dziejach okazał się wybuch Wielkiej Wojny i
związana z nim destrukcja jednego z miasteczek – Szeolu, w którym
traktowano i do dziś traktuje się ludność gorzej niż zwierzęta;
brak pomocy, choćby medycznej i wieczne patrole policji, która
często wykazuje się dużą brutalnością; nikt nie, komu udało
się stamtąd uciec nie przyznaje się, że pochodzi z Szeolu. W
każdym razie społeczeństwo, przedwojenne, wciąż boi się ludzi.
-
Dlatego obawiają się ,,diabła, który ma zasiąść na tronie” -
Powiedział Maurycy sarkastycznie – Lecz teraz już wiesz, że
chodzi o gatunek, a nie twój charakter czy nadprzyrodzone moce.
Dodatkowo nie jesteś na razie zbyt potężna, a to budziło niepokój
– silny szaleniec, który skinieniem palca może wszystkich
pozabijać; właśnie w tym upatrywano się ,,diabła”.
-
Głowa mnie od tego wszystkiego zaczyna boleć – Stwierdziła
Antonina, marszcząc się.
Maurycy
westchnął przeciągle, spoglądając na Berenikę.
-
Chyba czas na nas – Odparł cicho.
-
Lokaj odprowadzi cię do drzwi głównych – Stwierdziła królowa –
A ja jeszcze chciałabym zamienić słowo z panem, panie Maurycy.
Tosia
wyszła, podtrzymywana przez tego samego człowieka, który uprzednio
przyprowadził ją do sali. Na zewnątrz mężczyzna kulturalnie
poczekał z panną Kruczyńską, aż jej opiekun nie wróci.
Do
końca dnia Tosia odwiedziła wspomniane przez Preletkę miejsca,
wynosząc z nich mnóstwo książek z dziedziny historii, prawa i
kultury Krainy Marzycieli. Dopiero wieczorem mogła zobaczyć się z
przyjaciółmi, którzy czekali na nią w restauracji pani Marii,
mieszczącej się na parterze jej hoteliku.
Restauracja
nie była duża, wszystko mieściło się w jednym pomieszczeniu;
większość sali, prócz przejścia na środku, zajmowały okrągłe
stoły z krzesłami dokoła, jednak znalazło się miejsce dla
niedużej sceny, usytuowanej na końcu pomieszczenia po lewej stronie
oraz pianina, stojącego na niej. W samym tyle restauracji, na środku
stał drewniany bar, z którego po obu stronach wychodziły filary,
łączące się z sufitem. Z prawej strony baru znajdowało się
dwoje drzwi, ułożone prostopadle do siebie – jedne prowadzące do
kuchni, drugie – do korytarza, z którego można było udać się
do pokoi hotelowych. Ściany restauracji były kremowe, z sufitu
zwisały niewielki lampy, a podłoga obłożona była panelami.
Tosia
zauważyła swoich przyjaciół siedzących przy stoliku obok drzwi,
prowadzących do korytarza. Dziewczyna z pewną ulgą podbiegła do
nich i wpadła w ramiona Michała.
-
Nareszcie jesteś – Powiedziała Asia, a Kaśka jej przytaknęła.
-
Witamy w naszych skromnych progach – Odezwał się głos za plecami
Tosi.
Dziewczyna
odwróciła się i ujrzała pulchną, aczkolwiek nie grubą, krótko
ostrzyżoną blondynkę, o przyjemnej twarzy, bardzo delikatnie
pomalowanej, średniego wzrostu, w wieku trochę ponad trzydziestu
lat.
-
Jestem Marysia – Kobieta uścisnęła Tosię – A to jest właśnie
mój hotel, w którym wybrałam ci najlepszy pokój.
-
Mieszkam sama? - Mina Antoniny zrzedła.
-
Twoje łóżko jest na tyle duże, aby pomieścić jeszcze jedną
osobę – Marysia wzruszyła ramionami – Już rozmawiałam na ten
temat z Michałem, który oświadczył, że z chęcią z tobą
zamieszka.
Na
te słowa Tosia odwróciła się w stronę chłopaka i posłała mu
szeroki uśmiech.
-
Za to twoje przyjaciółki zajmą pokój z dwoma łóżkami.
-
Cudownie, może więc udacie się tam na odpoczynek? – Zaproponował
Maurycy nagle, mówiąc dosyć szybko – To był bardzo męczący
dzień dla was wszystkich.
-
Może i masz rację... - Antonina na chwilę zawahała się –
Dobrze.
Po
wyjściu czwórki przyjaciół, Marysia naskoczyła na Maurycego,
który zwolnionym przed chwilą stoliku.
-
Dlaczego ich wygoniłeś? - Zapytała ostro, nachylając się nad
mężczyzną.
-
Sam jestem zmęczony, a oni działają mi na nerwy – Wyjaśnił
spokojnie, rozsiadając się na krześle.
-
Fakt, te dziewczyny są dziwne, a Michał spięty, ale nie można im
się dziwić – jak ty byś zareagował na ich miejscu?
-
Nie chodzi o reakcję, ale o osobowość; nie wydają się być
atrakcyjni w żaden sposób.
-
No tak, bo ty wywodzisz się z takiej elity, która potrzebuje
profesorów do rozmowy – Prychnęła Marysia.
-
Po prostu nie lubię ludzi tego pokroju, jakby wyszli z maszyny do
kopiowania; miałem okazje ich obserwować przez kilka tygodni i dla
mnie są bezwartościowi – Odparł Maurycy, patrząc głęboko w
oczy przyjaciółki – Gdybyśmy Tosi tu nie ściągnęli, stałaby
się taka sama, jak oni, a to byłaby wielka strata.
-
Pewnie masz rację – Marysia złagodniała – Oby pobyt tutaj nie
sprawił, że stanie się taka sama jak ty – Wycedziła, posyłając
mężczyźnie piorunujące spojrzenie.
Mężczyzna
wytrzymał ten wzrok, aczkolwiek gdy Marysia odeszła w stronę baru,
skarcił się w duchu i do końca wieczoru próbował ułaskawić
przyjaciółkę, pomagając jej i stając się sympatyczniejszym.
CDN...