sobota, 26 sierpnia 2017

ROZDZIAŁ   CZWARTY

Antonina   obudziła się z odrętwiałą ręką w jakichś krzakach. Gdy podniosła się trochę, ujrzała leżących wokół niej Michała, Asię i Kasię i od razu pomyślała, że nie żyją. Podpełzła do nich czym prędzej, lecz na szczęście wyczuła u nich puls i oddech. Udało jej się po kilku minutach wybudzić przyjaciół.
- Co jest? - Jęknął Michał, a gdy ujrzał przed sobą twarz ukochanej, rozpromienił się – Tosia, jesteś cała i zdrowa – Przytulił dziewczynę.
- Ale gdzie my jesteśmy? - Zapytała Kaśka niezadowolona.
- Nie mam pojęcia, nigdy tu nie byłam – Odpowiedziała Tosia, wstając i rozglądając się; nagle ujrzała w idącego w ich stronę mężczyznę – Może on nam powie.
Nieznajomy był młody, mniej więcej w wieku studentów, średniego wzrostu i szczupłej, ale nie chudej budowy. Miał gęste, krótkie, blond włosy, niebieskie oczy, łagodne rysy, trochę duży nos, a ubrany był w jeansy, biały podkoszulek i niebieską bluzę.
- Witajcie – Przywitał się; miał miły, aksamitny głos – Która z was to Antonina Kruczyńska?
Tosia uniosła rękę, jakby odpowiadała w szkole.
- Czyli wy jesteście przyjaciółmi Antoniny – Nieznajomy spojrzał na pozostałych – Nie spodziewaliśmy się was, ale to nie problem, abyście zostali ugoszczeni.
- Super, ale gdzie jesteśmy? - Zapytała Kaśka kąśliwie.
- W Krainie Marzycieli – Chłopak uśmiechnął się – Ja mam na imię Andrzej i będę waszym przewodnikiem.
Cała czwórka wpatrywała się w Andrzeja z ogromnym zdumieniem, ale to Tosia miała wrażenie, że zaraz zemdleje – Kraina Marzycieli, o której tyle czytała, myślała, marzyła... Okazała się być prawdziwa, tak jak myślała. Dziewczyna była jednocześnie zachwycona i przerażona
Ciszę, która nastała, przerwały podniesione głosy przyjaciół Antoniny; nie chcieli przyjąć do wiadomości, że Kraina – opisana w słynnej książce – istnieje naprawdę. Podejrzewali, że majaczą, co spowodował upadek, albo ktoś dosypał im narkotyku do picia lub jedzenia. Jednak Andrzej wszystkiemu zaprzeczył.
- Uwierzycie mi, jeśli przypomnicie sobie, co napisała o nas tamta kobieta – z pewnością choć raz sięgnęliście po tę książkę – Mówił – Rozumiem waszą reakcję, lecz dajcie szansę waszym umysłom, aby pojęły istnienie tej części świata. Jesteśmy tacy sami, jak wy, mamy tylko inne zasady i odrobinę magii, lecz to wszystko. Nie bójcie się chociaż ludzi.
- Zaufajcie mu – Odezwała się nagle Tosia – Ja już dawno temu uwierzyłam, że to miejsce istnieje i właśnie się o tym przekonałam; byłam wystraszona, tak samo jak wy, ale z minuty na minuty uspokajam się – Spojrzała z nadzieją na przyjaciół – Co mamy do stracenia? A jeśli to faktycznie majaki lub sen, dajcie się ponieść – Uśmiechnęła się nieśmiało.
- Kochanie – Michał podszedł do dziewczyny i ujął jej twarz w dłonie – Ufam ci, ale jeśli zwariowałaś...
- Nie, zobaczycie, że przyzwyczaicie się do tego miejsca, bo nie różni się zbytnio od Krakowa czy innego polskiego miasta – Stwierdziła Tosia, a jej oczy zalśniły od podniecenia – Dla was, dla mnie w sumie również, jest to dziwne i praktycznie nieakceptowalne, aby Kraina Marzycieli istniała, ale spróbujmy – przecież uwielbiamy wszyscy filmy fantasy lub science – fiction, a teraz mamy okazję przeżyć to na własnej skórze, nie mając nic do stracenia – Powtórzyła się.
- Masz rację – Odezwała się Asia z uśmiechem – Zawsze marzyłam o przeżyciu jakiejś przygody i teraz mam szansę, po co ją marnować – Podeszła do przyjaciółki – Idziemy? - Spojrzała na Andrzeja.
- Jeśli chcecie... Wszyscy – Spojrzał na Kaśkę i Michała.
- Nie zostawię Tosi – Odparł młody student, przytulając swoją dziewczynę, która czuła się coraz bardziej szczęśliwa.
Kasia westchnęła głośno.
- Nie zostanę tu sama – Stwierdziła z markotną miną.
Cała piątka ruszyła zatem w stronę zabudowanej części Krainy, ponieważ jak do tej pory otoczeni byli krzewami i polanami, a teraz odsłaniał się przed nimi widok budynków i drogi oraz ucywilizowanego parku. Tosia była zachwycona, widząc to wszystko, a uroku krajobrazowi dodawało bezchmurne niebo i słońce, które wzniosło się wysoko.
- Zaraz – Dziewczyna nagle wystraszyła się – Która jest godzina? - Zapytała, chwytając Andrzeja za rękaw bluzy.
- Dziewiąta czterdzieści; spędziliście noc w tych krzakach.
- A co z uczelnią? - Tosia zaczęła panikować.
- To już zostało załatwione – Andrzej wydawał się być niewzruszony zachowaniem Antoniny – Na wprost znajduje się hotelik, prowadzony przez moją mamę – Wskazał na trzypiętrowy, masywny budynek – Zaprowadzę was tam, ale potem. Teraz pokażę wam świątynię i sklepy oraz pewien zakład krawiecki, gdybyście zechcieli mieć coś oryginalnego; zakład pani Marty jest znany w całej Krainie, dlatego warto go zobaczyć.
- A co z naszymi rzeczami? - Zapytała Asia.
- Zostaną tu dostarczone do wieczora, nie martwcie się.
Kolejne dwie godziny studenci zwiedzali świątynię bogini Goeni oraz niewielki rynek oraz jego sklepy. Nim ruszyli dalej, usiedli w jednej z kawiarni i w ciszy wypili po kawie. Godzinę później dotarli do ,,Marth” - zakładu krawieckiego pani Marty, która przywitała gości ze szczerym entuzjazmem.
- Czekaliśmy na ciebie – Powiedziała, gdy przedstawiono jej Tosię; przytuliła dziewczynę serdecznie.
Marta miała krótkie, czerwone włosy, na nosie okulary w czarnej oprawce, była niewysoka i choć nogi oraz talię miała szczupłą, biodra były szerokie. Wydawała się być niewiele starsza od studentów.
- Jak to, czekaliście na mnie? - Antonina zmarszczyła brwi.
Marta chciała odpowiedzieć, lecz Andrzej nie pozwolił jej dojść do słowa.
- Maurycy ci wszystko wytłumaczy – Odparł.
- Kto? - Zapytała Tosia, lecz wtedy drzwi zakładu otworzyły się.
Do pomieszczenia weszli dwaj brzydcy bliźniacy, niosący wielkie pudła; jeden z nich był niski i gruby, drugi wysoki i chudy, obaj ubrani byli w stare garnitury. Za nimi wszedł kolejny, wysoki i chudy mężczyzna, lecz znacznie przystojniejszy od bliźniaków; na oko prawie trzydziestoletni, miał wyraźne kości policzkowe, niezbyt wysokie czoło, prosty nos, zielone oczy, wąskie usta, spod cylindra wystawały nieułożone, czarne włosy, a ubrany był prawie cały na czarno – wąskie spodnie, oficerki, koszula i długi, staromodny, cienki, bordowo – czarny płaszcz, w którym mężczyzna trochę przypominał pirata. Na głowie miał cylinder, a w ręce trzymał drewnianą laskę.
- Postawcie to gdziekolwiek, tylko nie pod nogami – Mówił do osobliwych bliźniaków.
- Może byś nam pomógł? - Zapytał niski i gruby.
- Przecież pomagam – Mężczyzna wzruszył ramionami, odkładając cylinder i laskę na jedną z półek.
- Aleś się namęczył! - Odparł wysoki i chudy sarkastycznie.
- Czy wy jesteście Gienkiem i Grzesiem? - Zapytała Tosia, wskazując na bliźniaków.
- Tak, a co? - Burknął wysoki – Ja jestem Grzegorz, a to tam na dole to Eugeniusz.
- Nie na odwrót? - Dziewczyna zmarszczyła brwi; w książce to Grześ był niski, a obaj sprawiali wrażenie bardzo przyjaznych; rzeczywistość ją zaskoczyła.
- Nie wierz temu, co napisała ta kobieta – Odezwał się przystojny mężczyzna barytonem, podchodząc do Antoniny – Przed powrotem do domu dostała do wypicia serum, które sprawiło, że zapomniała, jak się tu dostać oraz pomieszało fakty na nasz temat.
- To oznacza... - Zaczęła Tosia.
- Że tamci dwaj są wyjątkowo zgryźliwi i humorzaści – Wargi mężczyzny drgnęły w uśmiechu – A ja nazywam się Maurycy Zwodzki – Wyciągnął dłoń w stronę dziewczyny.
- Ciebie nie pamiętam z książki – Powiedziała panna Kruczyńska powoli.
- Ponieważ zostały opisane tylko te postacie, które stąd pochodzą lub mieszkają bardzo długo; ja wtedy byłem tu właściwie tylko na wakacje.
- A my się nie znamy? - Wyrwał się Michał, wpatrując się ze skupieniem w mężczyznę.
- Ja również odniosłam takie wrażenie – Dodała Tosia, uśmiechając się.
- Wątpliwe – Odparł Maurycy spokojnie – Zapamiętałbym.
Zapadła cisza, która po chwili skłoniła bliźniaków do wyjścia, bo nie wiedzieli, czy będą jeszcze potrzebni, więc na wszelki wypadek się ulotnili.
- Co masz teraz zamiar robić? - Zwróciła się Kasia do Maurycego.
- Muszę pokazać kilka miejsc Tosi; właściwie będę tu twoim opiekunem – Popatrzył na dziewczynę, która wybałuszyła na niego oczy.
- A co z nami? - Zapytał Michał niezbyt zadowolony – Mamy tu zostać nie wiadomo, na jak długo, w miejscu, które prawdopodobnie jest bujdą; czy my jesteśmy w ukrytej kamerze?
- Patrząc na was nie jest mi do śmiechu – Skwitował Maurycy poważnie – Wszyscy rozumiemy, że na ten moment jest wam ciężko; tak już jest, gdy zwykli luzie dostaną się do naszej krainy i na odwrót, ale zaadaptujecie się, mogę wam to zagwarantować.
- A co, jeśli nie chcemy tego sprawdzać, tylko wolimy wrócić do domu? - Zapytała butnie Kaśka.
- Nie widzę przeciwwskazań – Mężczyzna wzruszył ramionami – Tosia na pewno znajdzie tu wierniejszych przyjaciół.
Kasia zrobiła się czerwona na twarzy i zamilkła.
- Może zostańmy tu na kilka dni? - Zapytała Asia nieśmiało – Jeśli wciąż będziemy czuć się źle, Tosia pozwoli nam wrócić, prawda? - Spojrzała smutno na przyjaciółkę.
- Oczywiście – Dziewczyna uśmiechnęła się nerwowo.
- A co powiedzieliście na uczelni? - Zapytał Michał spokojnie.
- Załatwiliśmy fałszywe zwolnienia i powiedzieliśmy, że mieliście wypadek i musicie przez minimum miesiąc siedzieć w domu – Kącik ust Maurycego drgnął w uśmiechu; bawiła go kreatywność władz oraz zdezorientowane miny studentów – Teraz może ja zabiorę Tosię ze sobą, a wy pójdziecie z Andrzejem? - Przebiegł wzrokiem po zgromadzonych – Nie wiedzę sprzeciwu, zatem chodźmy – Zwrócił się do panny Kruczyńskiej.
Para wyszła na zewnątrz i ruszyła przed siebie leśną ścieżką.
- Pewnie zastanawiasz się, dlaczego się tu znalazłaś – Zaczął Maurycy po chwili milczenia.
- Może dlatego, że uwierzyłam w istnienie krainy? - Zasugerowała Tosia.
- A jak się tu czujesz?
- Dobrze, jakbym znalazła swoje miejsce – Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
- Twoi przyjaciele jeszcze długo będą czuć się źle, tak jak mówiłem; ludzie potrzebują czasu.
- Ale ja jakoś potrafiłam się dostosować – Odparła Tosia naiwnie, patrząc z uśmiechem na Maurycego.
Mężczyzna prychnął lekko, lecz wydawał się być bardzo poważny; spojrzał ze skupieniem w oczy Antoniny.
- Ponieważ, moja droga – Zaczął ostrożnie – Jesteś jedną z nas.
Tosia zatrzymała się raptownie.
- Co? - Zapytała cicho, marszcząc brwi.
Maurycy odwrócił się i przez chwilę patrzył na dziewczynę.
- Twoja matka powinna była ci to powiedzieć już dawno temu, ale chyba nie przypuszczała, że upomnimy się o ciebie – Podszedł do Tosi – Ewa urodziła się w tutaj, w rodzinie, w której od lat rodziło się wielu marzycieli.
Panna Kruczyńska wciąż milczała analizując w głowie to, co usłyszała; nagle nie była już tak wesoła, a słońce, wiatr i szum liści zaczęły ją drażnić.
- To znaczy... Że całe moje życie... Było kłamstwem? - Spojrzała na Maurycego; jej spojrzenie wyrażało panikę.
- Możesz tak to ująć, lecz twoja matka chciała się zwyczajnie uratować – Mężczyzna podszedł do panny Kruczyńskiej – Kraina Marzycieli to nie sielskie miejsce, które opisała tamta kobieta; Ewa uciekała przed wojną, w tym czasie również była tu autorka książki. Mówiłem już, że dostała serum, które pomieszało jej fakty. Czas walk i bitew po powrocie do domu wydawał jej się idylliczny, jakkolwiek to zabrzmi. Jeśli zapytasz ją o wojnę, nie będzie wiedziała, co masz na myśli.
- Co do mojej matki ma ta kobieta? - Burknęła Tosia; to miejsce podobało jej się coraz mniej.
- Ewa przekupiła strażnika, który zajmował się odprowadzeniem autorki książki do... Nazwijmy to ,,wyjścia”, aby zabrał ją ze sobą i pozwolił dostać się na Ziemię oraz nie mówił o tym nikomu – Maurycy chwycił delikatnie Tosię za ramiona – Być może zawdzięczasz jej życie.
Antonina skinęła lekko głową.
- Zawsze uważałam ją za cudowną kobietę.
- Ja też – Odparł Maurycy, a gdy zobaczył pytające spojrzenie dziewczyny, wyjaśnił – Wspomniałem, że byłem tu raz, na wakacjach – wtedy ją poznałem i zaprzyjaźniliśmy się. Byłem u niej wczoraj i wyjaśniłem, co się będzie z tobą dziać.
- To znaczy? - Zapytała dziewczyna zniecierpliwionym tonem.
- Chodź, wyjaśnię ci wszystko po drodze – Maurycy powoli zrobił kilka kroków w tył, czekając aż Tosia pójdzie za nim, a gdy to zrobiła, kontynuował – Wiesz, jak mniej więcej brzmi przepowiednia o prawowitym władcy?
Antonina skinęła głową, po czym wymieniła te podpunkty, o których Maurycy uprzednio opowiedział jej rodzicom, co mężczyzna wyjaśnił jej w podobny sposób, jak im.
- Czyli nie dość, że jestem marzycielem, to jeszcze zostanę królową? - Zapytała ze łzami w oczach.
- Prawdopodobnie – Odparł mężczyzna i spojrzał na swą towarzyszkę, a gdy ujrzał łzy spływające po policzkach, przystanął – Hej – Odezwał się łagodnie – Spokojnie, wszystkiego cię nauczymy, a jeśli tęsknisz za domem... Na to nic nie możemy poradzić, ale możemy stworzyć ci nowy dom, choćby w części zbliżony do starego.
- Ale co będzie z moimi przyjaciółmi? - Łkała dziewczyna.
- Kto powiedział, że nie będziesz mogła ich odwiedzać? Jeśli zmienisz prawo, co ci przysługuje, codziennie pojedziesz do Krakowa.
- A Michał?
- Jeśli naprawdę cię kocha, zostanie z tobą i spróbuje się tu odnaleźć – Maurycy spojrzał poważnie na Tosię – Nie on pierwszy musiał tak postąpić dla kogoś, kogo kocha.
Dziewczyna ponownie skinęła głową w skupieniu.
- Dokąd idziemy? - Zapytała, wytarłszy łzy.
- Do Preletki, abyście się poznały – Odparł mężczyzna, nie patrząc na Tosię – Pamiętasz, że aby zostać królową, musisz przejść test?
- Tak.
- Jeśli ci się to uda, jak najszybciej zostaniesz koronowana, a na tronie może zasiąść tylko marzyciel, a ty jesteś w tak zwanej ,,fazie uśpionej”.
- Kto będzie mnie szkolił? - Zapytała Tosia, gdy przestała się śmiać.
- Skoro ja jestem twoim opiekunem, to zapewne i nauczycielem – Mężczyzna wzruszył ramionami.
- Jesteś marzycielem?
- Nie; gdybym był, nie miałbym tu życia – Maurycy prychnął pod nosem – Ludzie z Krainy uważają, że marzyciele to potwory, nieludzkie istoty, jedynie władcę są w stanie zaakceptować, choć zapewne będą się bać, że zmienisz się w monstrum. Reasumując, masz szczęście, że pewnie zostaniesz królową, bo w przeciwnym wypadku zostałabyś zlinczowana.
Tosia przełknęła ciężko ślinę.
- Zamienię się w potwora? - Zapytała po chwili.
- Wątpię – Maurycy uśmiechnął się pod nosem – Przyznam szczerze, że spotkałem w życiu kilku marzycieli i mogę cię zapewnić, że są tacy, jak my czy twoi przyjaciele, tylko mają szczególne zdolności.
- Dlaczego nie powiesz tego innym?
- Nie uwierzyliby mi; ich cały strach wynika z niewiedzy oraz zabobonów, które narastały przez wieki.
- Dlaczego zatem ty masz mnie prawdopodobnie szkolić?
- Ponieważ niedawno zajmowałem się kwestią marzycieli i tak właśnie ich poznałem - Mężczyzna rozejrzał się – Już prawie jesteśmy na miejscu.
Przed Tosią ukazał się biały, masywny zamek, w kształcie sześcianu z czterema wieżami, otoczony murem, w którym znajdowała się wielka, drewniana brama, przez którą dziewczyna przeszła wraz z tym towarzyszem. Droga do wejścia do zamku była wybrukowana, a po obu stronach trawa była obsadzona drzewami wiśni. Po prawej znajdowała się fontanna z figurką nimfy na środku, a po lewej – miejsca parkingowe dla gości pałacowych, na które wjeżdżało się tuż przed drzwiami zamkowymi. Przy samym wejściu stało dwóch strażników w zbrojach i z pikami w rękach. Maurycy podszedł do nich spokojnie i wyjaśnił, kim są oraz po co tu przybyli. Bez żadnych przeszkód goście zostali zaprowadzeni do długiej sali z równie długim stołem, na końcu którego stała Preletka – młoda, drobna blondynka, o pyzatej twarzy, na której nie znajdowała się ani odrobina makijażu.. Włosy kobiety sięgały pasa, a tren białej sukni ciągnął się po podłodze, gdy szła z uśmiechem i wyciągniętą ręką w stronę Tosi.
- A więc jesteś – Westchnęła, ściskając dłoń panny Kruczyńskiej – Czekaliśmy na ciebie od wieków – Mówiła cała rozpromieniona – Mam na imię Liliana – Wskazała na siebie – Kobiety w mojej rodzinie od lat piastują stanowisko Preletki i jestem dumna, że właśnie za czasów mojej służby, tron obejmie prawowita królowa.
- Miło mi słyszeć takie słowa – Tosia zarumieniła się i lekko speszyła.
- Usłyszysz ich jeszcze mnóstwo – Wtrącił Maurycy, stojąc prosto, z rękami splecionymi za plecami.
Dopiero wtedy Preletka zwróciła uwagę na mężczyznę.
- Panie Zwodzki – Skłoniła się, aby zagłuszyć swoje faux pas.
- Już usłyszałam – Wtrąciła Tosia – Iż pan Maurycy będzie mnie uczył poznawania mej mocy, lecz czego jeszcze będę musiała się nauczyć?
- Formalnie naszego prawa, historii i kultury, a nieformalnie – musisz poznać mieszkańców i ich obyczaje – to z pewnością uczyni cię lepszym władcą – Entuzjazm w głosie Liliany rósł z każdym wypowiedzianym przez nią słowem – Jeszcze dziś odwiedzisz sąd i poznasz jednego z naszych najbardziej poważanych sędziów, pójdziecie do biblioteki, aby wypożyczyć najważniejsze dzieła literatury Krainy oraz pójdziesz do Instytutu Historycznego, gdzie spotkasz się z naukowcami. Wieczorem zawitacie u pani Marii, tam, mamy nadzieję, znajdziesz swój drugi dom.
- Pani Maria to matka Andrzeja, który wpierw was tu oprowadzał – Wtrącił Maurycy – Jeszcze zapomniała pani wspomnieć – Zwrócił się do Preletki – O wizycie u królowej.
- Królowej? - Antonina czuła się zdezorientowana.
- Pamiętasz Namiestników Stanów z książki? - Maurycy pospieszył z wyjaśnieniem – Tak naprawdę w wyniku jednej z wojen, tereny, którymi rządzą królowie czy królowe, czyli pięć stanów, zostały podporządkowane wielkim rodom możnowładców, koronowanych niedługo po zakończeniu wojny. Pozostałe, najważniejsze tereny, znajdują się od rządami Preletki, jednak również trzeba liczyć się zależnymi od niej stanami. Rozumiesz?
- Rozumiem – Antonina uśmiechnęła się nerwowo– Dlaczego akurat z nią mam się spotkać? - Dziewczyna spoważniała.
- Ponieważ z pozostałymi czterema stanami podpisaliśmy ugody – Wtrąciła Liliana – Zachowują autonomię, lecz współpracują z nami; królowa Berenika niestety odmówiła.
- I co z tego?
- Gdy zostaniesz królową, będziecie musiały się dogadać – Wyjaśnił Maurycy – Zgodnie z prawem Berenika powinna ustąpić z tronu, lecz nie wiadomo, czy to zrobi; lepiej poznać ją już teraz, by później negocjować swobodniej. Być może uda ci się poznać jej słabą stronę, którą będziesz mogła w przyszłości wykorzystać.
- Mam nadzieję – Westchnęła Tosia.
- Ojej – Pierwszy raz Preletka przejawiła inne uczucie, niż radość – Gdzie moje maniery; przetrzymuję cię tu jak zwierze, a przecież macie za sobą długą podróż, na pewno jesteś głodna i zmęczona – Kobieta chwyciła swego gościa pod rękę i poprowadziła w stronę drzwi znajdujących się na końcu sali.
Tosia i Maurycy spędzili w zamku jeszcze pół godziny. Rozmowa toczyła się głównie na temat życia Tosi, a pytania zadawała Liliana, zachwycona swym gościem. Wydawała się dla Antoniny miłą odmianą po nieprzyjemnych bliźniakach, oficjalnych Andrzeju i Maurycym oraz niezadowolonych przyjaciołach. Jedynie Marta sprawiała wrażenie równie sympatycznej.
Do pałacu królowej Bereniki Antonina i Maurycy dostali się za pomocą pożyczonego od Preletki auta. W trakcie podróży Tosia wypytywała swego partnera o tajemniczą kobietę.
- Jaka ona jest? - Pytała – Mam się jej bać?
- Wiesz, ma opinię żylety – Stwierdził mężczyzna, wzruszając ramionami – Lecz mnie udało się ją poznać trochę bliżej, w ramach jej współpracy z Instytutem Medycznym, w którym pracuję i uważam, że nie jest taka zła; ma charakterek, lecz wynika on raczej z braku zaufania. Gdy ktoś go zdobędzie, darzy go większą sympatią, niż wcześniej.
- Tobie ufa?
- Na to wygląda – Maurycy uśmiechnął się lekko – Chyba że po prostu dobrze sobie radzę z jej chłodnymi docinkami.
Tosia zachichotała.
- Jeśli zapomnę języka w gębie, pomożesz? - Zapytała wesoło.
- Spróbuję – Odparł Maurycy, również się uśmiechając, lecz odwracając wzrok w stronę okna – Jak zostaniesz królową – Odezwał się po chwili ciszy, patrząc znów na Tosię – Będziesz mogła wybrać którykolwiek zamek na swój dom, nie musisz mieszkać w tej białej cegle – Uśmiech przebiegł po jego twarzy, tym razem szczery.
- A co z ich władcami?
- Będziecie musieli się dogadać – Mężczyzna uśmiechnął się szerzej, ukazując rząd białych zębów; Tosi bardzo spodobał się jego uśmiech – Jesteśmy – Oświadczył, znów spoglądając w okno.
Zamek zbudowany został na planie kwadratu; wysoki, ciemno – czerwony budynek, z kilkoma strzelistymi wieżami stał na wzgórzu i rzucał ponure widmo na wioskę, złożoną z kilku budynków umiejscowionych wokół rynku, od którego odchodziło sześć ulic, z czego jedna prowadziła do pałacu.
- Jak nazywa się ten stan? - Zapytała Antonina, gdy samochód wjechał na szosę, prowadzącą w górę.
- Samara – Odparł Maurycy – Nie, nie ma to żadnego powiązania z filmową postacią.
- Domyślam się; pewnie to miasto zostało założone przed premierę ,,The Ring” - Tosia puściła oko w stronę mężczyzny, lecz ten ją zignorował.
W końcu kręta droga pod górę skończyła się i samochód zaparkował na żwirowym podjeździe w kształcie okręgu. Goście zostali przywitani przez eleganckiego, starszego lokaja.
- Królowa czeka – Oświadczył oficjalnie i zaprowadził parę do środka.
Hall był typowy – długi i wysoki, z drzwiami po obu stronach, dwoma korytarzami na końcu sali i wnęką naprzeciwko drzwi, z rzeźbą pięknej kobiety wewnątrz. Para przeszła korytarzem znajdującym się po prawej stronie – znów długim, z kilkoma oknami, znajdującymi się w osobnych niszach, przez co nie dawały zbyt dużego światła; zamek sprawiał wrażenie jeszcze bardziej ponurego.
Tosia i Maurycy weszli do jednej z sal – dużej i szerokiej, w której po lewej stronie znajdował się solidny stół na kilkanaście osób, po prawej mały aneks kuchenny oraz szafa zawalona papierami, a na wprost – tron stojący na podeście.
Królowa pojawiła się po kilku minutach od przybycia gości i zrobiła wrażenie na Tosi; wysoka, szczupła, ubrana w stylową, ołówkową spódnicę w kolorze beżu, białą, elegancką koszulę i kremowe obcasy wybijała się z aury bajkowości, którą tworzyli pozostali mieszkańcy. Krainy. Jednak uwadze dziewczyny nie umknęła również uroda kobiety – mocno zaznaczone brwi, trójkątna twarz, szerokie usta pomalowane w kolor nude, duże, brązowe oczy, zaznaczone kredką i ciemno - kasztanowe włosy, spięte w niesfornego koka, których kosmyki okalały twarz kobiety.
- Witam – Powiedziała, ściskając dłoń Tosi i uśmiechając się delikatnie – Berenika Abakowiczówna, królowa, miło mi – Mówiła przyjemnym, niewysokim głosem.
- Antonina Kruczyńska – Odparła Tosia, zachwycona kolejnym miłym przyjęciem.
- Panie Zwodzki – Berenika ścisnęła dłoń swemu drugiemu gościowi, a uśmiech nie schodził z jej ust.
- Królowo – Maurycy odwrócił dłoń kobiety wierzchem do góry i pocałował ją, na co kobieta uśmiechnęła się szerzej.
Berenika poprosiła swych gości, aby usiedli, a w tym czasie weszła pokojówka z serwisem do herbaty.
- Jak się czujesz? - Zapytała królowa, gdy każdy miał już przed sobą filiżankę pełną gorącego napoju.
- Na razie przyswajam wszystko z zachwytem – Odparła Tosia radośnie – I czuję się, jakbym była we właściwym miejscu.
- Dowiedziałaś się już, po co zostałaś tu sprowadzona?
- Tak i powiem szczerze, że jestem w szoku – Dziewczyna zaśmiała się nerwowo.
- A jak to znoszą twoi przyjaciele?
- Gorzej, są niezadowoleni – Antonina westchnęła – Obiecali zostać kilka dni, lecz jeśli wciąż będą się tu czuć źle, wyjadą.
- Nie jestem fanką zwykłych ludzi, dlatego uważam, że osoby z Krainy otoczą cię lepszą opieką; zatrzymałaś się u Marysi? - Zapytała Berenika, po czym napiła się herbaty.
- Podobno, ale jeszcze tam nie byłam.
- Marysia to cudowna kobieta, na pewno się zaprzyjaźnicie – Królowa uśmiechnęła się
lekko – Zobaczysz, wszystko będzie dobrze – Powiedziała.
- Mam nadzieję, że nic nie zrobią twoim przyjaciołom – Wtrącił Maurycy.
- Dlaczego? - Tosia wystraszyła się.
- Działania prowadzone od wiek wieków przez zwykłych ludzi sprawiły, że mieszkańcy Krainy zaczęli postrzegać ich jako diabły – Wyjaśniła Berenika ze spokojem; zapadła cisza, więc kobieta kontynuowała – Stąd w przepowiedni wzięło się zdanie o tym, że diabeł i równocześnie dziecko diabła zasiądzie na tronie – twój ojciec jest zwyczajny, ty w połowie również. Obawiasz się tego?
- Jeszcze nie wiem – Tosia patrzyła szerokimi oczyma na królową; w przepowiedni nie było mowy o ,,diabłach” - Lecz Maurycy wspominał, że i u was trwała wojna, dlatego moja matka uciekła; czy to nic nie zmieniło?
- Zmieniło i to bardzo dużo; człowiek już nie funkcjonuje w świadomości mieszkańców jako diabeł – Odparł mężczyzna.
- Lecz dopiero od ponad czterdziestu lat – Dodała Berenika – Przełomem w naszych dziejach okazał się wybuch Wielkiej Wojny i związana z nim destrukcja jednego z miasteczek – Szeolu, w którym traktowano i do dziś traktuje się ludność gorzej niż zwierzęta; brak pomocy, choćby medycznej i wieczne patrole policji, która często wykazuje się dużą brutalnością; nikt nie, komu udało się stamtąd uciec nie przyznaje się, że pochodzi z Szeolu. W każdym razie społeczeństwo, przedwojenne, wciąż boi się ludzi.
- Dlatego obawiają się ,,diabła, który ma zasiąść na tronie” - Powiedział Maurycy sarkastycznie – Lecz teraz już wiesz, że chodzi o gatunek, a nie twój charakter czy nadprzyrodzone moce. Dodatkowo nie jesteś na razie zbyt potężna, a to budziło niepokój – silny szaleniec, który skinieniem palca może wszystkich pozabijać; właśnie w tym upatrywano się ,,diabła”.
- Głowa mnie od tego wszystkiego zaczyna boleć – Stwierdziła Antonina, marszcząc się.
Maurycy westchnął przeciągle, spoglądając na Berenikę.
- Chyba czas na nas – Odparł cicho.
- Lokaj odprowadzi cię do drzwi głównych – Stwierdziła królowa – A ja jeszcze chciałabym zamienić słowo z panem, panie Maurycy.
Tosia wyszła, podtrzymywana przez tego samego człowieka, który uprzednio przyprowadził ją do sali. Na zewnątrz mężczyzna kulturalnie poczekał z panną Kruczyńską, aż jej opiekun nie wróci.
Do końca dnia Tosia odwiedziła wspomniane przez Preletkę miejsca, wynosząc z nich mnóstwo książek z dziedziny historii, prawa i kultury Krainy Marzycieli. Dopiero wieczorem mogła zobaczyć się z przyjaciółmi, którzy czekali na nią w restauracji pani Marii, mieszczącej się na parterze jej hoteliku.
Restauracja nie była duża, wszystko mieściło się w jednym pomieszczeniu; większość sali, prócz przejścia na środku, zajmowały okrągłe stoły z krzesłami dokoła, jednak znalazło się miejsce dla niedużej sceny, usytuowanej na końcu pomieszczenia po lewej stronie oraz pianina, stojącego na niej. W samym tyle restauracji, na środku stał drewniany bar, z którego po obu stronach wychodziły filary, łączące się z sufitem. Z prawej strony baru znajdowało się dwoje drzwi, ułożone prostopadle do siebie – jedne prowadzące do kuchni, drugie – do korytarza, z którego można było udać się do pokoi hotelowych. Ściany restauracji były kremowe, z sufitu zwisały niewielki lampy, a podłoga obłożona była panelami.
Tosia zauważyła swoich przyjaciół siedzących przy stoliku obok drzwi, prowadzących do korytarza. Dziewczyna z pewną ulgą podbiegła do nich i wpadła w ramiona Michała.
- Nareszcie jesteś – Powiedziała Asia, a Kaśka jej przytaknęła.
- Witamy w naszych skromnych progach – Odezwał się głos za plecami Tosi.
Dziewczyna odwróciła się i ujrzała pulchną, aczkolwiek nie grubą, krótko ostrzyżoną blondynkę, o przyjemnej twarzy, bardzo delikatnie pomalowanej, średniego wzrostu, w wieku trochę ponad trzydziestu lat.
- Jestem Marysia – Kobieta uścisnęła Tosię – A to jest właśnie mój hotel, w którym wybrałam ci najlepszy pokój.
- Mieszkam sama? - Mina Antoniny zrzedła.
- Twoje łóżko jest na tyle duże, aby pomieścić jeszcze jedną osobę – Marysia wzruszyła ramionami – Już rozmawiałam na ten temat z Michałem, który oświadczył, że z chęcią z tobą zamieszka.
Na te słowa Tosia odwróciła się w stronę chłopaka i posłała mu szeroki uśmiech.
- Za to twoje przyjaciółki zajmą pokój z dwoma łóżkami.
- Cudownie, może więc udacie się tam na odpoczynek? – Zaproponował Maurycy nagle, mówiąc dosyć szybko – To był bardzo męczący dzień dla was wszystkich.
- Może i masz rację... - Antonina na chwilę zawahała się – Dobrze.
Po wyjściu czwórki przyjaciół, Marysia naskoczyła na Maurycego, który zwolnionym przed chwilą stoliku.
- Dlaczego ich wygoniłeś? - Zapytała ostro, nachylając się nad mężczyzną.
- Sam jestem zmęczony, a oni działają mi na nerwy – Wyjaśnił spokojnie, rozsiadając się na krześle.
- Fakt, te dziewczyny są dziwne, a Michał spięty, ale nie można im się dziwić – jak ty byś zareagował na ich miejscu?
- Nie chodzi o reakcję, ale o osobowość; nie wydają się być atrakcyjni w żaden sposób.
- No tak, bo ty wywodzisz się z takiej elity, która potrzebuje profesorów do rozmowy – Prychnęła Marysia.
- Po prostu nie lubię ludzi tego pokroju, jakby wyszli z maszyny do kopiowania; miałem okazje ich obserwować przez kilka tygodni i dla mnie są bezwartościowi – Odparł Maurycy, patrząc głęboko w oczy przyjaciółki – Gdybyśmy Tosi tu nie ściągnęli, stałaby się taka sama, jak oni, a to byłaby wielka strata.
- Pewnie masz rację – Marysia złagodniała – Oby pobyt tutaj nie sprawił, że stanie się taka sama jak ty – Wycedziła, posyłając mężczyźnie piorunujące spojrzenie.

Mężczyzna wytrzymał ten wzrok, aczkolwiek gdy Marysia odeszła w stronę baru, skarcił się w duchu i do końca wieczoru próbował ułaskawić przyjaciółkę, pomagając jej i stając się sympatyczniejszym.
CDN...

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Jeśli  ktoś chciałby kupić książkę ,,Scarlett", zapraszam na stronę: https://ridero.eu/pl/books/scarlett/. Książka jest po kilku poprawkach i z pewnością lepiej będzie się czytać całość ;) polecam wersję elektroniczną :)

czwartek, 10 sierpnia 2017

ROZDZIAŁ   TRZECI

Antonina   przez cały następny dzień była bardzo niecierpliwa; wizyta Józefiny wydała jej się niezwykła i tajemnicza, a zapowiedź przygotowanej dla niej niespodzianki, wywoływała dreszcze na skórze dziewczyny. Aurę tajemniczości zwiększał fakt, iż Tosia nie powiedziała ani Michałowi, ani swym przyjaciółkom, że wybiera się gdzieś z Józefiną. Jednak nie była w stanie ukryć swego podniecenia, które objawiało się w jej zachowaniu, gestach, uśmiechu, a nawet intonacji głosu, dlatego bliscy raz po raz pytali jej, co się stało. Studentka zawsze odpowiadała tak samo: ,,Nic”, lecz jej ciało mówiło same za siebie.
Po skończonych zajęciach Asia zaproponowała, aby cała czwórka poszła na pizzę, lecz Tosia odmówiła, tłumacząc się, iż obiecała rodzicom, że zadzwoni o piętnastej, bo jej mama ma imieniny. Przyjaciele jej nie wierzyli, dlatego sprawdzili w internecie, czy Ewa obchodzi dziś imieniny. Tak jak przypuszczali, Tosia kłamała – jej mama będzie solenizantką dopiero w grudniu. To skłoniło trójkę studentów do śledzenia Antoniny.
Tosia szła bardzo szybko w stronę Rynku, nie oglądając się za siebie, co zdradziłoby obecność Michała i dziewczyn, którzy zdziwili się i równocześnie zdenerwowali, widząc z kim umówiła się ich przyjaciółka. Jeśli mieli jakiekolwiek wyrzuty sumienia z powodu śledzenia Antoniny, w tym momencie się ich pozbyli. Ruszyli dyskretnie za studentkami, które doszły aż do Parku Jordana, gdzie Józefina zaprowadziła Tosię do pomnika Henryka Jordana.
- Co jest takiego niezwykłego w tym miejscu? - Zapytała panna Kruczyńska, wzruszywszy ramionami.
- Na razie nie pytaj o nic, tylko przejdź się ze mną dokoła pomnika, dobrze? - Zapytała Józefina wesoło.
Tosia zaczęła się robić podejrzliwa, lecz przystała na prośbę kobiety.
Koleżanki przeszły jedno okrążenie, potem drugie i trzecie, w trakcie którego Antonina straciła trochę cierpliwość.
- Co my wyprawiamy? - Zapytała pochmurnie – Czemu ma to służyć.
- Ma odmienić twoje życie – Odpowiedziała Józefina z tajemniczym uśmiechem, rozpoczynając czwarte okrążenie.
Michał, Asia i Kasia zza drzewa obserwowali z głębokim zdumieniem zachowanie dwóch studentek. Jednak szok na ich twarzach wywołało następujące zdarzenie – Tosia i Józefina zniknęły za pomnikiem, kończąc czwarte okrążenie... I już się nie pojawiły. Przyjaciele czekali chwilę, aż po kilku minutach Michał nie wytrzymał.
- Słyszałem, że ta laska to niezła wariatka i podobno lubi dziewczyny, więc jeśli ona tam napastuje moją Tosię, to muszę temu zapobiec – Powiedział chłopak ostro, wychodząc z ukrycia.
- Michał, nie! - Syknęła Kaśka, lecz było już za późno.
Młody mężczyzna podszedł dziarskim krokiem do miejsca, w którym spodziewał się ujrzeć Antoninę i Józefinę, ale nikogo tam nie było. Zdezorientowany wezwał do siebie przyjaciółki, które również nie potrafiły wyjaśnić, co mogło się stać. W końcu Kaśka wpadła na pomysł, aby odtworzyć zachowanie studentek i choć nie spotkało się to z entuzjastycznym przyjęciem, przyjaciele zaczęli okrążać pomnik, cały czas dyskutując o tym, co mogło się stać. Przy czwartym okrążeniu zauważyli, że za pomnikiem jest dziura.
- Jak mogliśmy jej nie zauważyć? - Zdziwiła się Asia, spoglądając w ciemny dół – Przecież jest taka głęboka.
- Może tam wpadły i potrzebują pomocy? - Wystraszyła się Kaśka.
- Spróbuję zejść i zobaczyć – Oświadczył Michał bohatersko, zaświecając latarkę w telefonie.
Jednak akcja ratunkowa nie powiodła się; w pewnym momencie studentki usłyszały krzyk i zobaczyły gasnące światło latarki.
- O nie! - Krzyknęła Aśka, a łzy nabiegły jej do oczu.
- Schodzę tam – Powiedziała Kasia i nim jej przyjaciółka zdążyła zaprotestować, dziewczyna poszła w ślady Michała.
- Nie zostawiaj mnie! - Krzyknęła spanikowana Asia i sama podążyła za przyjaciółmi.
Niestety obie dziewczyny również spadły.


Józefina, zadowolona, szła ulicą, znajdującą się we wsi Podlasie. Po chwili zatrzymała się przy jednym z domów i zastanowiwszy się trochę, weszła do ogródka, gdzie powitał ją ujadający pies.
- Siedź – Powiedziała niskim głosem, wystawiając otwartą dłoń w stronę zwierzaka.
Psiak skulił ogon i położył się na trawie, co wprawiło kobietę w jeszcze lepszy nastrój. Józefina podeszła do drzwi i nim zadzwoniła, rozejrzała się; piękny widok na góry, zielone łąki dokoła, przyjemny wietrzyk muskający twarz i unoszący delikatnie jej zwiewną, kwiecistą sukienkę oraz zachodzące słońce, obdarowujące krajobraz swymi ostatnimi promykami, a do tego cisza dokoła. Panna Kuleszka wciągnęła głęboko powietrze i z uśmiechem zadzwoniła do drzwi, które otworzyła elegancka kobieta, dobiegająca pięćdziesiątki, lecz wciąż piękna, z ładnie ułożonymi, sięgającymi ramion blond lokami i perfekcyjnym makijażem.
- Dzień dobry – Przywitała się, uśmiechając się delikatnie.
- Witaj – Odezwała się Józefina swoim normalnym głosem – Nie poznajesz mnie? - Zapytała, ściągając okulary przeciwsłoneczne.
Ewa Krupińska ze zdumieniem wpatrywała się w dobrze znane jej zielone oczy.
- Tyle lat... – Odezwała się słabo, kręcąc głową – Co cię tu sprowadza?
- Wpuść mnie, to się dowiesz.
Józefina po wejściu do przedpokoju, zrzuciła z nóg obcasy.
- Jak wy, kobiety, możecie chodzić w tym całymi dniami? - Jęknęła.
- Kwestia przyzwyczajenia.
- Zapewne – Odparła Józefina, wchodząc do salonu – Mąż jest?
- Tak, w kuchni.
- Szkoda – Kobieta uśmiechnęła się.
W tym momencie do salonu wszedł Wiktor Kruczyński – wysoki, szczupły, siwiejący o ostrych rysach i delikatnym zaroście mężczyzna - którego zdumiał widok niezwykłego gościa.
- Przepraszam, kim pani jest? - Zapytał dosyć niekulturalnie.
- Już pewnie wiele o mnie słyszałeś – Odparła Józefina, rozsiadając się na kanapie.
Wiktor spojrzał wielkimi oczyma na żonę.
- Przecież to facet jest! - Krzyknął oburzony.
- Nie byle jaki – Usłyszał od gościa – Mogę zapalić? - Zapytał nieznajomy, wyciągając papierosa i zapalniczkę.
- Jasne – Odpowiedziała Ewa, przynosząc mu popielniczkę.
- Zaraz, zaraz... - Kruczyński podszedł do gościa i otaksował go wzrokiem – Bezczelny, jak zmyjesz ten durny makijaż, to zapewne przystojny, zielone oczy, palacz,, chudy, wysoki zjawia się ni z tego , ni z owego... To ty musisz być tym słynnym Maurycym!
- Bingo! - Krzyknął mężczyzna – Az dziw, że nie wpadłeś na to od razu; kto inny mógłby przyjść do twojego domu w stroju dziwki?
- Nie wiem, w końcu w ogóle cię nie znam.
- Ale zapewne słyszałeś – Odparł Maurycy, kładąc nogi na niskim stoliku – Pewnie same złe rzeczy – Uśmiechnął się znacząco do Ewy.
- To było ponad dwadzieścia lat temu, nie waż się znów podrywać mojej żony – Syknął Wiktor, kładąc rękę na ramieniu kobiety.
- Spokojnie, kowboju – Mężczyzna uśmiechnął się chytrze – Nie po to tu przyszedłem.
- No właśnie – Odezwała się w końcu Ewa – Co cię tu sprowadza?
- Wasze dziecko – Odpowiedział Maurycy, po czym zaciągnął się.
- Znasz Tosię? - Wiktor zmarszczył brwi i usiadł naprzeciwko gościa.
- Od października udawałem studentkę na jej kierunku, żeby ją poznać, ale do rzeczy – Maurycy dogasił papierosa i usiadł prosto – Wszystko wam wyjaśnię, tylko mi nie przerywajcie; od zarania dziejów Kraina Marzycieli czeka na swojego władcę, którego zwiastuje przepowiednia. Jest w niej napisane, że królem lub królową zostanie marzyciel, wychowany wśród obcych, a Tosia jest jedyną osobą, która żyje na Ziemi i pochodzi z pokolenia, w którym urodziło się wielu marzycieli. Znawcy przepowiedni oraz tymczasowa królowa, tak zwana ,,Preletka” uważają, iż właśnie wasza córka ma zostać królową. Dodatkowo na samym końcu przepowiednia mówi, że z królowej zostanie zrodzona córka, która przejmie władzę, co jeszcze bardziej utwierdza nas w przekonaniu, że właśnie wasze dziecko ma rządzić w Krainie Marzycieli. Jednak po tym, jak ją poznałem zdałem sobie sprawę z tego, że Tosia nie zna swojego prawdziwego pochodzenia, a już tym bardziej nie wie, że jest marzycielem... O ile jest – Spojrzał głęboko w oczy Ewy.
Kobieta odetchnęła głęboko, aby się uspokoić..,
- Gdy była mała – Zaczęła mówić drżącym głosem – Pewnego dnia ruszyła mocniej rączką i wtedy spadł wazon z półki. Wiedziałam już, że moja córka jest marzycielem – Odetchnęła – Ale od drugiego roku życia nie wykazuje już żadnych zdolności.
- Jedynie co – Wtrącił Wiktor – Interesuje się tą książką, która mówi o waszym... Świecie.
- W takim razie to prawie pewne, że Tosia zostanie królową – Odparł Maurycy poważnie – Musi zostać u nas na jakiś czas, nie wiem, na jak długo; nim będzie można sprawdzić, czy jest w stanie otworzyć skrytkę z insygniami królewskimi, musi ponownie nauczyć się swojej mocy, ponieważ gdy przejdzie pomyślnie testy, nie będzie czasu na naukę – jak najszybciej zostanie koronowana.
Państwo Kruczyńscy wpatrywali się ze strachem w oczach w swego gościa.
- Jeżeli Tosia zostanie królową... - Ewa przełknęła ciężko ślinę – To już tu nie wróci? - Oczy nabiegły jej łzami, na co jej mąż objął ją czule ramieniem.
- Przykro mi – Odparł Maurycy cicho – Mamy dodatkowy kłopot; jej chłopak i dwie przyjaciółki przypadkiem dostały się do Krainy. Jeśli będą chcieli zostać, będziemy musieli skłamać na uczelni, że, nie wiem... Ulegli wypadkowi? - Mężczyzna wzruszył ramionami – Jeśli wrócą, wystarczy powiedzieć, że Tosia jest bardzo chora i wypisać jej lewe zwolnienie.
- To nieuczciwe – Wtrącił Wiktor z gniewem.
- Ale konieczne – Odparł Maurycy z naciskiem.
Na chwilę zapadła cisza, w trakcie której Ewa uspokoiła się częściowo.
- Tak jak już wspomniałem – Zaczął Maurycy wolno – Tosia nie wie, skąd pochodzisz? - Spojrzał na panią Kruczyńską, która pokręciła głową – Co jej powiedziałaś?
- Skłamałam, że wychowałam się w domu dziecka, w Giżycku. Wybrałam to miejsce, ponieważ nie sądzę, aby moja córka zechciała je kiedyś odwiedzić.
- Całkiem dobre rozwiązanie – Kącik ust mężczyzny drgnął w uśmiechu – Będę musiał jej powiedzieć prawdę, ale zapewne zechce i z tobą porozmawiać.
- Wiem – Ewa schyliła głowę.
- Lecz wyjaśnicie sobie wszystko albo po powrocie Tosi, który nie wiadomo, kiedy nastąpi, albo przyjedziecie do nas. Wątpię jednak, aby to nastąpiło w najbliższym czasie.
- My również na razie nie możemy wziąć urlopu – Odparł Wiktor sucho – Gdy uda nam się wygospodarować trochę czasu i Tosia będzie chciała z nami rozmawiać, skontaktujemy się z tobą; podasz mi swój numer telefonu? - Mężczyzna wyciągnął komórkę z kieszeni, a Maurycy podał mu numer.
Kilka minut później Ewa i Wiktor odprowadzili gościa do drzwi.
- Wiem, że nie będzie wam łatwo – Odezwał się Maurycy, zakładając buty – Lecz mogę was zapewnić, że Tosi nic się nie stanie, wyznaczono mnie na jej opiekuna, nie pytajcie, dlaczego, sam nie wiem.
- A ja nie wiem, czy w takiej sytuacji mogę być spokojny o moją córkę – Odparł Kruczyński chłodno.
- Uwierz mi, że jestem bardziej odpowiedzialny, niż kiedyś – Maurycy uśmiechnął lekko, lecz jego oczy wyrażały smutek.
- Masz jak wrócić? - Zapytała Ewa, kładąc rękę na ramieniu znajomego.
- Przyjechałem tu samochodem, ale zaparkowałem kilkanaście metrów stąd; jeszcze muszę jechać do Krakowa, ale do mojego powrotu Tosią ktoś się zajmie.
- Dobrze, ufam ci – Wyszeptała kobieta, przytulając Maurycego – Chroń ją – Powiedziała, odsuwając się od mężczyzny.

- Takie mam zadanie – Odpowiedział osobliwy gość, po czym wyszedł.
CDN...

wtorek, 1 sierpnia 2017

ROZDZIAŁ DRUGI

Rano Tosia męczyła się na wykładach; bolała ją głowa, chciało jej się pic, jak gdyby przebiegła Saharę, światło w sali wykładowej ją drażniło i co chwile zbierało jej się na wymioty, choć próbowała tego po sobie nie pokazywać. Jednak bladość jej cery i ochrypły głos zdradzały, że dziewczyna ma kaca.
- Widać, że nie masz wprawy – Śmiała się Kaśka, gdy wyszły na zewnątrz po wykładzie.
- Kiedy ty zdążyłaś się tak urżnąć? - Pytała Asia.
- Następnym razem przypomnijcie mi, żebym nie piła z Józefiną – Jęknęła Antonia.
- To ona cię tak urządziła? - Zdziwiła się Kasia, wybałuszając oczy – Nie podejrzewałabym jej o to.
- Gdybym miała swój rozum, nie dopuściłabym do tego – Powiedziała Tosia, zakładając okulary przeciwsłoneczne – Ale tak mnie rozwścieczyła ta Łucja... - Wysyczała, marszcząc nos.
- Widziałam, jak tańczyła z twoim Michałem – Powiedziała Aśka współczująco.
- To nie jest mój Michał i zapewne nigdy nie będzie – Sprostowała Antonina – Teraz pewnie będzie do niego przychodzić na uczelnię – Prychnęła.
- No nie wiem... - Asia wzruszyła ramionami – Moja znajoma, Elwira, powiedziała mi, że Michał jej powiedział, że gdy siedział z Łucją przy barze po północy, przyszedł po nią jakiś przystojny facet i niezbyt zadowolony wyprowadził ją z klubu. Ona niby się opierała, ale chyba była zadowolona widząc jego zachowanie – Ponowne wzruszyła ramionami, po czym wyciągnęła miętowe linki i zapaliła jednego z nich.
Tosia zauważyła, że paląc, Aśka robi dziwny dzióbek i patrzy na wszystko szerokimi oczyma. Choć uważała ją za fajną dziewczynę, wydawała jej się niezbyt mądra, zachowując się w ten sposób i wypowiadając się tak nieskładnie.
- Ta Łucja jest jakaś napalona – Odezwała się Kaśka po chwili ciszy – W dodatku bierze wszystko, co się rusza: Józefina, Michał, a teraz ten facet, o którym mówi Aśka. Czy Elwira lub Michał go znają chociaż? - Zwróciła się do przyjaciółki.
- Elwira go nie widziała, ale powiedziała, że Michał widział go pierwszy raz na oczy.
- Skończmy temat, bo mam dość pana blondyna – Westchnęła Tosia, odwracając się w stronę drzwi głównych.
Jednak na dziedzińcu uczelni wpadła właśnie na Michała.
- Witaj, Antonino, Katarzyno i Joanno – Przywitał się, posyłając całej trójce uwodzicielski uśmiech.
- Cześć – Powitanie Tosi było niezbyt entuzjastyczne.
Dziewczyna nie zatrzymała się, nie miała zamiaru rozmawiać z kolegą, lecz ten dogonił ją i nie odstępował jej na krok.
- Co robisz po wykładach? – Zapytał chłopak.
- Idę odpocząć – Odburknęła dziewczyna.
- Może poodpoczywamy razem? - Entuzjazm studenta nie słabł.
- Nie jesteś przypadkiem umówiony z Łucją? - Zapytała, wchodząc do budynku.
- Z kim? A! - Michał uderzył się w czoło – Z tą laską z klubu... Nie, chyba ma chłopaka, ale ty nie masz, prawda?
Tosia raptownie się zatrzymała.
- To widać? - Zapytała oburzona.
- Nie – Młody chłopak wystraszył się – Wyraziłem tylko swoją nadzieję – Wyznał, wykrzywiając wargi w dół.
Antonina skarciła się w duchu za zbyt agresywne zachowanie.
- Przepraszam, jestem dziś poddenerwowana – na kacu i niewyspana – Uśmiechnęła się półgębkiem – Jeśli chcesz to możemy gdzieś iść – Powiedziała niepewnie.
Na te słowa Michał rozpromienił się.
- Po zajęciach będę czekać przed uczelnią, ok? - Zapytał, a w jego oczach zatańczyły wesołe ogniki.
Antonina po chwili namysłu uśmiechnęła się delikatnie i skinęła głową, po czym bez słowa pożegnania udała się na kolejny wykład.
O czternastej skończyły się zajęcia i gdy Tosia pakowała swoje rzeczy do torby, niespodziewanie obok niej usiadła Józefina.
- Cześć, mogę zająć ci kilka minut? - Zapytała swoim słabym, trochę nienaturalnym głosikiem; uśmiechała się delikatnie, z nadzieją w oczach.
- Dobrze... - Antonina zgodziła się powoli.
Młoda studentka zerknęła na swoje koleżanki, które zdążyły już wstać i czekały na nią; z ich min Tosia wywnioskowała, iż nie są zadowolone z wizyty Józefiny, jednak skinęła im głową w stronę drzwi.
- Spotkamy się później – Powiedziała z naciskiem.
Gdy Asia i Kasia oddaliły się, postukując obcasami, Józefina zapytała:
- Chciałam tylko zapytać, jak się czujesz? Wyglądasz koszmarnie, ale może tak się nie czujesz? - Kobieta spojrzała na koleżankę z ukosa.
- Przykro mi – czuję się tak, jak wyglądam – Sprostowała panna Kruczyńska, wzdychając – Ale mimo to – Uśmiechnęła się lekko – Właśnie jestem umówiona z Michałem.
- O! - Józefina uniosła brwi, a kąciki jej warg opadły – Z Michałem, który wczoraj obściskiwał się z Łucją?
Tosia zmarszczyła brwi w niezadowoleniu.
- O czym ty mówisz? - Zapytała z gniewem – Nie ważne – Machnęła ręką – Wczorajszy wieczór to przeszłość, chyba wszyscy chcemy o nim zapomnieć. Poza tym Michał to wolny człowiek, prawda? Coś podobnego powiedziałeś o Łucji.
- Tak, tak... - Józefina przełknęła ciężko ślinę – Przepraszam, że tak cię wczoraj urządziłam; ja jestem w stanie wypić bardzo dużo, ale nie pomyślałam o tobie – Kobieta zrobiła skruszoną minę.
- To ja powinnam wiedzieć, kiedy przestać – Tosia położyła dłoń na dłoni Józefiny, na co kobieta nagle zesztywniała i uśmiechnęła się niezręcznie, jednocześnie uciekając wzrokiem w bok; Antonina zauważyła to, więc jak najszybciej zabrała rękę – Tak właściwie to tobie należą się przeprosiny z mojej strony.
- Mnie?
- Tak, za to... - Tosia ściszyła głos do szeptu i nachyliła się w stronę koleżanki – Byłam pijana, ale mniej więcej pamiętam, co się zdarzyło w toalecie.
Józefina spojrzała wystraszona na znajomą.
- Nie masz za co – Wydukała w końcu – Kiedyś trzeba spróbować, prawda? - Zaśmiała się nerwowo – Ojej! - Krzyknęła, patrząc na zegarek – Już tak późno, a ty jesteś umówiona z Michałem – Powiedziała bardzo szybko, wstając.
- Może pójdziemy razem do wyjścia? - Zapytała Tosia spontanicznie, również podnosząc się z krzesła.
- Chyba musimy – Odparła kobieta, lecz jak gdyby niezbyt zadowolona z tego faktu.
Studentki nie rozmawiały całą drogę z auli aż do drzwi głównych, przy których czekał Michał z Karolem.
- Przepraszam za spóźnienie – Powiedziała Tosia, uśmiechając się szeroko – Znacie Józefinę? Była wczoraj w klubie.
- Tak, siedziałaś z ta blondyną i starym facetem – Odparł Michał, ściskając wyciągniętą dłoń kobiety.
- Nie pamiętasz imienia dziewczyny, z którą spędziłeś pół wieczora i z którym się całowałeś, jaki przyjazny z ciebie człowiek – Powiedziała Józefina kąśliwie, uśmiechając się sarkastycznie.
Mina Michała zrzedła.
- Ale ci dopiekła – Zaśmiał się Karol,podchodząc do kobiety – Nie dość, że fajnie rusza tyłkiem, to jeszcze ma cięty język, lubię takie – Stwierdził, podchodząc do Józefiny i wyciągając w jej stronę dłoń, której kobieta nie uścisnęła.
- Nie lepszy się odezwał – dopiero co poznaną dziewczynę wysyłasz po piwo, na jej koszt, jakby była twoją służącą – doprawdy, jesteś zajebisty – Studentka wyszczerzyła się.
- Skąd wiesz o piwie? - Zapytała ją Tosia.
- Powiedziałaś mi, gdy odprowadzałam cię do domu, ale tego nie pamiętasz – Józefina wzruszyła ramionami – Za to doskonale pamiętasz, jak całowałyśmy się w kiblu.
- Wow! - Krzyknęli chłopcy.
- Nie wiedziałem, że jesteś taka – Powiedział Karol do Tosi – Michał, wyrwij ją jak najszybciej, bo ci ucieknie z którąś ze swych koleżaneczek – Roześmiał się.
- Jesteś debilem – Odpowiedział mu przyjaciel.
- I jak było? - Karol zignorował kolegę, ponownie zwracając się do panny Kruczyńskiej.
- Ja... - Tosia była coraz bardziej zakłopotana.
- Sam się przekonaj – Odezwała się Józefina, wyzywającym tonem.
- Wow! - Powtórzył się Karol – Ale mam dziś szczęście! - Krzyknął, podchodząc do kobiety.
Byli mniej więcej tego samego wzrostu, co wyglądało dość komicznie, bo Karol był wysokim mężczyzną. W dodatku student uniósł dumnie głowę, więc Józefina zrobiła to samo. Gdy ich usta były kilka centymetrów od siebie, para zaczęła mierzyć się wzrokiem.
- No dawaj – Wyszeptała kobieta kpiąco, zamykając oczy.
Karol prychnął, po czym pocałował znajomą, lecz za chwilę krzyknął przeraźliwie.
- Co się stało? - Zapytała Tosia przestraszona.
- Ugryzła mnie w język! - Wyskomlał mężczyzna, wskazując na uśmiechającą się dumnie Józefinę.
Michał i Antonina spojrzeli wielkimi oczyma na kobietę.
- Co tak się gapicie? - Zapytała Józefina ostro, splatając dłonie przed sobą – Mieliście iść na randkę, więc lećcie! - Odgoniła ich gestem.
Para bez słowa, obawiając się kolejnego wybryku studentki, oddaliła się pospiesznie.
- A ty – Józefina zbliżyła się powoli do Karola, wskazując na niego palcem – Jeśli nie chcesz znowu oberwać – Mówiła lodowatym tonem – Będziesz mi donosić o tym, co Michałek mówi o Tosi, jasne? - Zapytała, stojąc bardzo blisko chłopaka.
- Dlaczego? - Karol był pochmurny.
- Jesteśmy przyjaciółkami i muszę wiedzieć, czy ten chłoptaś jej nie skrzywdzi, zależy mi na jej szczęściu – Syknęła.
- Co będę z tego miał? - Zapytał student butnie, splatając ręce na klatce piersiowej.
- Zapłacę ci, oczywiście, chyba nie sądziłeś, że uważam, że się mnie tak bardzo boisz – Prychnęła kobieta.
- Ile?
- To zależy od wartości wypowiedzi; jeśli uda ci się go nagrać, cena wzrośnie, a za dodatkowe nagabywanie go, mówienie o Tosi w nieprzychylny sposób, dostaniesz premię.
Karol zaśmiał się.
- Ty to jesteś pokręcona – Stwierdził – Mimo to zgadzam się, hajs zawsze się przyda. A i będzie można sobie troszeczkę pożartować – Dał kobiecie kuksańca w bok – To może teraz pocałujemy się tak naprawdę? - Puścił oko niezbyt zgrabnie.
- Spadaj – Mruknęła Józefina, wyciągając papierosa i odchodząc.


Tosia ku swemu zaskoczeniu spędziła z Michałem bardzo przyjemny czas. Najpierw byli w kawiarni, potem na spacerze, ciągle rozmawiając. Mieli podobny gust filmowy, muzyczny i literacki. Kierunek studiów wybrali z podobnych pobudek, oboje posiadali psy, które uwielbiali tak bardzo, że traktowali je jako członków rodziny. Michał pochodził z okolic Warszawy, co wywołało zaskoczenie na twarzy Antoniny.
- I nie wygodniej ci było jechać do stolicy na studia? - Zapytała, marszcząc brwi.
- Żeby stać się bucem? - Prychnął.
- W całej Polsce aż roi się od buców, spójrz choćby na swego kolegę – Powiedziała dziewczyna, uśmiechając się zadziornie.
- Mógłbym to samo powiedzieć o twojej znajomej – Michał zaakcentował ostatni zaimek.
- Jest po prostu szczera – Tosia wzruszyła ramionami – Tak właściwie to nie znam jej zbyt dobrze. Czy ty wraz z całą tą paczką chłopaków też poznaliście się dopiero tutaj?
- Nie, Maciek to właściwie mój kuzyn, a reszta to jego koledzy; znam ich już dość długo, dzięki niemu właśnie; Maciek jest stąd, z Krakowa, przyjeżdżałem tu zawsze na wakacje, więc dogadujemy się całkiem dobrze.
- Zauważyłam – Tosia zaśmiała się.
Para usiadła na jednej z ławek, stojących w alejkach na Plantach. Obrócili się tak, aby dobrze widzieć swoje twarze, co ucieszyło pannę Kruczyńską, ponieważ Michał nie próbował dobrać się do niej za wszelką cenę. Przynajmniej nie w miejscu publicznym. Jedna rzecz jednak nie dawała jej spokoju.
- Naprawdę nie pamiętałeś, jak miała na imię dziewczyna, z którą wczoraj spędziłeś pół wieczoru? - Zapytała studentka trochę niepewnie.
- Wstyd się przyznać... - Chłopak zmieszał się i unikał spojrzenia towarzyszki – Lecz faktycznie zapomniałem; tańczyło się z nią fajnie, potem trochę popiliśmy i chyba właśnie dlatego, gdy zaczęła mnie całować, nie oparłem się jej, choć tak naprawdę cały czas myślałem o tobie... - Podniósł nieśmiało wzrok na śliczną dziewczynę.
Te słowa oraz spojrzenie wywołały szybsze bicie serca Tosi; zapragnęła nachylić się i pocałować Michała, czemu sprzyjało ciepło pierwszych dni jesieni, ogrzewające jej plecy, delikatny wiatr owiewający policzki Antoniny oraz odgłosy ulicy, dochodzące jakby z innego świata, które zlały się w jeden dźwięk. Ale nie potrafiła, bała się.
- Kim był ten mężczyzna, który przyszedł po Łucję? - Usłyszała swój głos.
Michał zamrugał kilka razy, ponieważ liczył na pocałunek, a jego brak wywołał na twarzy chłopaka rozczarowanie. Mimo to odpowiedział:
- Jej facetem, tak sądzę; gdy nas zobaczył, wydawał się być wkurzony. Łucja chyba też to zauważyła, ale nic sobie z tego nie robiła. Zamiast tego zaczęła denerwować go jeszcze bardziej. Wtedy on zapytał, gdzie mieszkam, a gdy mu odpowiedziałem, stwierdził, że to daleko od domu Łucji i chyba będzie musiała iść sama, albo pozwolić mi wracać samemu, po pijaku, gdy teraz jest tak niebezpiecznie. Ale zostawił jej wybór. Chciał odejść, gdy ona szybko pozbierała swoje rzeczy i krzyknęła za nim. Wtedy odwrócił się i posłał jej uśmiech... Taki diabelski – Chłopak wzdrygnął się – Triumfujący i diabelski, był jak gdyby cień, który przyszedł po nią... – Zamyślił się na chwilę, po czym potrząsnął głową i spojrzał badawczo na Tosię – Co ja pierdolę? A ty dlaczego pytasz? - Zapytał za bardzo agresywnie.
- Nie wiem – Odpowiedziała szybko dziewczyna, przykurczając postawę – Józefina, Łucja... To całe towarzystwo wydaje się być podejrzane i chcę wiedzieć, czy przy Józefinie mogę być bezpieczna.
- Chyba że tak... - Odparł młody chłopak powoli – Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem – Powiedział, ujmując dłoń koleżanki – Nie wiem, co mnie napadło.
- To ja przepraszam; głupie pytanie w nieodpowiednim momencie – Tosia machnęła ręką, jakby chciała to zostawić za sobą.
- Nieodpowiednim momencie? - Powtórzył Michał, choć wiedział, co dziewczyna miała na myśli.
- Chyba jestem ci coś winna – Odparła gardłowym głosem, ważąc każde słowo.
Tosia nachyliła się w stronę chłopaka i pocałowała go; akt ten był bardzo delikatny, żadne z nich nie pozwoliło sobie na użycie języka, jedynie wzajemnie musnęli swoje wargi, ale aby nadać mu bardziej intymny charakter, Michał ujął policzek Tosi, co wywołało dreszcze na skórze dziewczyny. Dla obojga ta chwila trwała długo, lecz tak naprawdę zajęła tylko dwie sekundy.
Od tego czasu Michał i Tosia spotykali się coraz częściej, chodzili razem na przyjęcia i imprezy, lecz dopiero po miesiącu oficjalnie zostali parą. Józefina i Karol również nie próżnowali, ale na innym polu; chłopak zgodnie z obietnicą donosił kobiecie, co o pannie Kruczyńskiej mówił jego przyjaciel. Józefina dostała kilka nagrań, na których Karol sugerował, że Tosia jest łatwa i puszczalska, ale za każdym razem Michał bronił dziewczyny zaciekle, a raz nawet kolega zdenerwował go do tego stopnia, że uderzył go w nos. Wtedy Karol dostał podwójną zapłatę.
Znajomość z przystojnym studentem odmieniła Antoninę - stała się bardziej podobna do Kaśki i Aśki; makijaż nakładała mocniejszy, ubierała się coraz odważniej i stała się bardziej wyniosła. Przestała rozmawiać z Józefiną i gdyby nie pomoc Karola, panna Kuleszka nie wiedziałaby nic, co się dzieje u Tosi, a wtedy by poległa. Antonina jednak nie zauważyła u siebie tych zmian; czuła się dobrze, choć czasem nienaturalnie, ale najczęściej jej to nie przeszkadzało. Dopiero tydzień później odczuła skutki przebywania w towarzystwie, które z początku tak się obawiała.
Tosia spędzała wieczór samotnie; godzinę wcześniej jej mieszkanie opuścił Michał, aby pójść na trening, a Kasia i Asia umówiły się na podwójną randkę z nowo poznanymi chłopakami. Był to pierwszy samotny wieczór dziewczyny od czasów rozpoczęcia roku akademickiego. Gdy zbliżała się godzina dwudziesta trzydzieści, ktoś zadzwonił do drzwi. Antonina była pochłonięta nauką, dlatego drgnęła na dźwięk dzwonka, jakby wybudził ją ze snu. Dziewczyna nie spodziewała się gości, więc ogarnął ją mały strach; cicho podeszła do drzwi i spojrzała przez judasza, który ukazał jej postać Józefiny – ostatniej osoby, której Tosia mogłaby się spodziewać.
- Wiem, że tam jesteś! - Krzyknęła piskliwie jej koleżanka; głos kobiety sugerował, że nie była trzeźwa – Otwieraj! - Walnęła w drzwi.
Antonina westchnęła, przekręciła oczami, spojrzała w górę, jakby wołając o pomstę do nieba, aż w końcu otworzyła drzwi. Do mieszkania wpadła Józefina w krótkiej, obcisłej sukience, kremowym swetrze na ramionach i na wysokich koturnach. Połączywszy to z mocnym makijażem i oparami alkoholu oraz papierosów, wydawała się być tanią dziwką.
- Co się gapisz? - Warknęła – Masz jakieś wino? Nie? To dawaj cokolwiek! - Rozkazała, rozsiadając się na starej rogówce.
Gdy Tosia weszła do saloniku z whisky i dwoma szklankami w ręce, uderzył ją smród dymu papierosowego.
- W tym mieszkaniu nie palimy – Mruknęła, siadając naprzeciw Józefiny.
- Dziś zrobisz wyjątek – Odparła jej koleżanka wyjątkowo spokojnie i łagodnie – Masz popielniczkę? To przynieś.
Antoninie bardzo nie podobała się rola chłopca na posyłki, czuła się przez to jak parobek królowej.
- Po co tu w ogóle przyszłaś? - Zapytała gniewnie, z hukiem kładąc popielniczkę na stole – Żeby mi rozkazywać? - Usiadła ciężko, wbijając zdenerwowany wzrok w Józefinę.
- Jeszcze nie raz będę ci rozkazywać, ale mniejsza o to – Kobieta machnęła ręką – Przyszłam, ponieważ od dłuższego czasu mnie perfidnie ignorujesz; nie wiem, czym cię tak rozgniewałam, przepraszam – Zabrzmiało to sztucznie – Ale nie podoba mi się twoje zachowanie.
- Ględzisz jak stara ciotka – Burknęła Tosia, krzyżując ręce na piersi.
- Ja tylko mówię, co mi leży na sercu – Józefina wzruszyła ramionami – W każdym razie chciałabym wiedzieć, co takiego zrobiłam, że się ode mnie odwróciłaś.
- Nic nie zrobiłaś, po prostu jesteś sobą i to mnie odpycha – Powiedziała Tosia, nie patrząc na koleżankę.
Na te słowa Józefina zakrztusiła się dymem papierosowym. Po chwili ciszy zapytała:
- Co takiego? - Zmarszczyła brwi gniewnie – Jestem sobą i nie chcę udawać nikogo, tylko po to, aby przypodobać się takim głupim laskom, jak twoje koleżanki.
- Hamuj się! - Krzyknęła Antonina, w końcu zwracając oczy ku swemu gościowi.
- W tym momencie to ty powinnaś się uspokoić – Odparła Józefina niższym niż dotychczas głosem, po czym zaciągnęła się.
Tosia wzięła głęboki oddech i zamknęła oczy; dym papierosowy i mocna woń perfum gościa drażniły ją. Jedynym czynnikiem uspokajającym było miarowe cykanie świerszcza, dobiegające gdzieś z oddali.
-Co ci teraz przeszkadza? - Zapytała szeptem, nie otwierając oczu.
- To, że zmieniłaś się, podporządkowałaś, straciłaś siebie... - Oczy Józefiny nabrały smutnego wyrazu.
- O czym ty pieprzysz? - Zapytała Tosia, równocześnie otwierając oczy i marszcząc brwi.
- O twojej głupocie – Odezwała się Józefina ostro – Już tracę do ciebie cierpliwość.
- To po co tu przyszłaś? - Prychnęła Antonina.
- Żeby cię... - Zaczęła kobieta, ale niespodziewanie przerwała, wpatrując się ze skupieniem w dziewczynę – Zapytać... - Przełknęła ciężko ślinę – Dlaczego mnie unikasz.
- Nie lubię cię, taka jest odpowiedź – Tosia wzruszyła ramionami.
- Mnie się wydaje, że powodem twojego zachowania jest wpływ zacnych koleżaneczek, które od samego początku były do mnie wrogo nastawione.
- Sama dokonałam wyboru.
- Tylko pozornie; mam wrażenie, że jesteś jak zwierze przybierające barwy ochronne – chronisz swą indywidualność pod maską zrobioną z mocnego makijażu i wyzywających ciuchów, a twoim znakiem rozpoznawczym stał się zadarty nos.
- Z tego opisu wynika, że zaczęłam wyglądać jak ty, a podobno jesteś taka wyjątkowa – Tosia uśmiechnęła się krzywo, niemiło.
- Ja jestem taka z natury, ty – dla zachowania pozorów przynależności do danej grupy, która wydaje ci się taka elitarna. Boisz się odrzucenia, dlatego nie chcesz odstawać od przyjętych przez nią wzorców. Wtedy stałabyś się podobna do mnie – Józefina zaakcentowała zaimek.
Zapadła cisza; Antonina mierzyła swego gościa wzrokiem i nagle poczuła się, jakby nie był tym, za kogo się podaje. Jakby kobieta przyszła do niej na inspekcję, co wywołało w dziewczynie strach. Ponownie.
- Nie chcę cię tu – Wyszeptała.
- Jeszcze nie raz będziesz chciała mnie mieć przy sobie.
- Co masz na myśli?
- Nic, kochana – Prychnęła Józefina – Za niedługo się przekonasz.
- Śmiem wątpić – Odparła Tosia, unosząc wysoko głowę.
Panna Kuleszka zaśmiała się.
- Pijemy to whisky? - Zapytała po chwili milczenia, uśmiechając się szeroko.
- Jasne – Odpowiedziała Antonina bez chwili namysłu.
Pani domu rozlała trunek do szklanek.
- Znowu mnie upijesz – Powiedziała Tosia, gdy nalewała alkohol po raz drugi.
- Jeśli tym razem użyjesz głowy, nie dojdzie do tego – Odparła Józefina, sięgając po swoją szklankę – Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem wstawiona, ale tak jak już mówiła, nie łatwo mnie upić.
- Ważna umiejętność w tym kraju – Stwierdziła Antonina gorzko.
- Jesteś stereotypowa.
- Jestem spostrzegawcza.
- Nie sądzę.
- Dosyć! – Tosia uderzyła otwartą dłonią w stół – Jeszcze coś masz do dodania? Jeśli nie to nalegam, abyś opuściła moje mieszkanie – Wstała.
- Do tego jesteś nazbyt nerwowa; ja w sumie też, ale teraz twoje zachowanie bardziej mnie śmieszy, niż denerwuje. Mogę? - Wskazała na butelkę whisky.
Antonina gestem przyzwoliła na poczęstowanie się alkoholem po raz trzeci.
- Nie rozumiem cię – Dziewczyna pokręciła głową – Wpadasz tu, jakby nigdy nic, obrażasz mnie i wyśmiewasz, gdy twoje odzywki mnie denerwują. Kim ty jesteś, żeby tak mnie traktować?
- Za niedługo się przekonasz – Józefina uśmiechnęła się szyderczo, po czym wychyliła trzecią szklankę.
- Wiesz co – Odezwała się Tosia po chwili ciszy – Chciałabym się przekonań, jak wyglądasz, wychodząc z tego mieszkania.
Panna Kuleszka uśmiechnęła się pod nosem.
- I to mi się podoba – Stwierdziła – A nie mizdrząca się do wszystkich laleczka.
- Czy jestem taka? - Zapytała Tosia z gniewem.
- Tak i to po bardzo krótkim czasie przebywania z elitą – Ostatnie słowo kobieta wymówiła z wyraźną kpiną – Jak widać, bardzo łatwo poddajesz się czyimś wpływom, o czym już wcześniej wspomniałam.
- I pewnie będziesz jeszcze wspominać do końca naszej znajomości, czyli mam nadzieję niedługo – Dziewczyna również uśmiechnęła się kpiąco.
- To zależy od ciebie – Józefina wzruszyła ramionami, stając się nagle obojętną – jeśli taka jest twoja wola i nie chcesz utrzymywać ze mną dłużej kontaktów, niech tak będzie – Zrobiła małą pauzę – Mam tylko ostatnią prośbę – znalazłam tu w Krakowie bardzo miłe miejsce, może będziesz chciała pokazać je komuś innemu... Może Michałowi?
- Coś ty się taka miła zrobiła? - Zapytała Tosia ostro, przyjmując zamkniętą postawę.
- Zależy mi na znajomości z tobą i było mi bardzo przykro, gdy odsunęłaś się ode mnie – Józefina położyła łokcie na stole i oparła brodę na otwartych dłoniach – Myślałam, że potraktowanie cię krytycznie poskutkuje i znów będziesz tą dziewczyną, którą poznałam na rozpoczęciu roku akademickiego, ale myliłam się; teraz głupio mi, za swoje zachowanie – Zrobiła przybitą minę.
Tosia oniemiała; nie spodziewała się takich uczuć ze strony kobiety.
- Przepraszam – Powiedziała powoli – Nie chciałam cię urazić – Opuściła ręce – Chyba faktycznie potraktowałam cię zbyt ostro, tak nagle zrywając znajomość.
- Zwłaszcza po tym, co stało się w łazience w klubie, chyba do końca tego nie wyjaśniłyśmy – Odparła Józefina, przekrzywiając głowę w lewo.
- Nie ma czego wyjaśniać, to był błąd, popełniony pod wpływem alkoholu, nie miało znaczenia – Wyjaśniła Antonina szybko.
- Skoro tak – Józefina wzruszyła ramionami i pociągnęła nosem – Masz lustro? Chyba się rozmazałam.
- W mojej sypialni.
- Dziękuję – Kobieta wstała, trochę chwiejnie i poszła we wskazanym kierunku.
Tosia patrzyła na odchodzącą koleżankę i pokręciła głową, widząc jej wychudzoną sylwetkę; Józefina nie miała żadnego wcięcia w talii, a biust był ledwo zauważalny, chuda twarz, długie, kościste palce. Zaczęła się zastanawiać, czy koleżanka nie jest chora.
- Ojej! - Krzyknęła nagle kobieta z sypialni.
- Co się stało? - Zapytała Antonina, wpadając do pokoju.
- Uwielbiam tę książkę – Odpowiedziała Józefina, trzymając w ręku ,,Marzycieli”.
Tosia spłonęła rumieńcem, czując równocześnie wstyd i podekscytowanie.
- Naprawdę? - Zapytała nieśmiało, garbiąc się.
- Jest fantastyczna, a w dodatku... Tylko się nie śmiej – Kobieta uśmiechnęła się nerwowo – Ja wierzę, że... Ta kraina... Istnieje naprawdę.
Panna Kruczyńska wpatrywała się w znajomą wielkimi oczami.
- Niesamowite – Pokręciła głową – Ja też, ale nikomu się do tego nie przyznaję, bo wysłano by mnie do wariatkowa, tak jak jej autorkę.
- Ja również nie dzielę się tym z nikim, lecz tobie ufam – Powiedziała Józefina, patrząc przenikliwie na Antoninę – Czy ty mi ufasz? - Zapytała cichutko, podchodząc do dziewczyny.
- Nie mam powodu, aby było inaczej – Odparła Tosia po chwili ciszy.
Józefina wyszczerzyła zęby w uśmiechu i wpadła w ramiona koleżanki.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę – Wyznała, odkleiwszy się od Antoniny – Czy w takim razie pójdziesz ze mną jutro? - Zapytała, chwytając koleżankę za ręce.
- Z chęcią – Odpowiedziała panna Kruczyńska szczerze.
- W takim razie spotkajmy się jutro po zajęciach koło pomnika Mickiewicza, dobrze?
- Dobrze; już nie mogę się doczekać – Tym razem to Tosia przytuliła Józefinę, co zaskoczyło kobietę.
Studentki siedziały jeszcze godzinę, dopijając butelkę whisky i Tosia znów była wstawiona. Ze śmiechem pożegnała Józefinę, nie myśląc, jak bardzo dała się zwieść.

CDN...