ROZDZIAŁ TRZECI
Antonina przez cały następny dzień była bardzo niecierpliwa; wizyta
Józefiny wydała jej się niezwykła i tajemnicza, a zapowiedź
przygotowanej dla niej niespodzianki, wywoływała dreszcze na skórze
dziewczyny. Aurę tajemniczości zwiększał fakt, iż Tosia nie
powiedziała ani Michałowi, ani swym przyjaciółkom, że wybiera
się gdzieś z Józefiną. Jednak nie była w stanie ukryć swego
podniecenia, które objawiało się w jej zachowaniu, gestach,
uśmiechu, a nawet intonacji głosu, dlatego bliscy raz po raz pytali
jej, co się stało. Studentka zawsze odpowiadała tak samo: ,,Nic”,
lecz jej ciało mówiło same za siebie.
Po
skończonych zajęciach Asia zaproponowała, aby cała czwórka
poszła na pizzę, lecz Tosia odmówiła, tłumacząc się, iż
obiecała rodzicom, że zadzwoni o piętnastej, bo jej mama ma
imieniny. Przyjaciele jej nie wierzyli, dlatego sprawdzili w
internecie, czy Ewa obchodzi dziś imieniny. Tak jak przypuszczali,
Tosia kłamała – jej mama będzie solenizantką dopiero w grudniu.
To skłoniło trójkę studentów do śledzenia Antoniny.
Tosia
szła bardzo szybko w stronę Rynku, nie oglądając się za siebie,
co zdradziłoby obecność Michała i dziewczyn, którzy zdziwili się
i równocześnie zdenerwowali, widząc z kim umówiła się ich
przyjaciółka. Jeśli mieli jakiekolwiek wyrzuty sumienia z powodu
śledzenia Antoniny, w tym momencie się ich pozbyli. Ruszyli
dyskretnie za studentkami, które doszły aż do Parku Jordana, gdzie
Józefina zaprowadziła Tosię do pomnika Henryka Jordana.
-
Co jest takiego niezwykłego w tym miejscu? - Zapytała panna
Kruczyńska, wzruszywszy ramionami.
-
Na razie nie pytaj o nic, tylko przejdź się ze mną dokoła
pomnika, dobrze? - Zapytała Józefina wesoło.
Tosia
zaczęła się robić podejrzliwa, lecz przystała na prośbę
kobiety.
Koleżanki
przeszły jedno okrążenie, potem drugie i trzecie, w trakcie
którego Antonina straciła trochę cierpliwość.
-
Co my wyprawiamy? - Zapytała pochmurnie – Czemu ma to służyć.
-
Ma odmienić twoje życie – Odpowiedziała Józefina z tajemniczym
uśmiechem, rozpoczynając czwarte okrążenie.
Michał,
Asia i Kasia zza drzewa obserwowali z głębokim zdumieniem
zachowanie dwóch studentek. Jednak szok na ich twarzach wywołało
następujące zdarzenie – Tosia i Józefina zniknęły za
pomnikiem, kończąc czwarte okrążenie... I już się nie pojawiły.
Przyjaciele czekali chwilę, aż po kilku minutach Michał nie
wytrzymał.
-
Słyszałem, że ta laska to niezła wariatka i podobno lubi
dziewczyny, więc jeśli ona tam napastuje moją Tosię, to muszę
temu zapobiec – Powiedział chłopak ostro, wychodząc z ukrycia.
-
Michał, nie! - Syknęła Kaśka, lecz było już za późno.
Młody
mężczyzna podszedł dziarskim krokiem do miejsca, w którym
spodziewał się ujrzeć Antoninę i Józefinę, ale nikogo tam nie
było. Zdezorientowany wezwał do siebie przyjaciółki, które
również nie potrafiły wyjaśnić, co mogło się stać. W końcu
Kaśka wpadła na pomysł, aby odtworzyć zachowanie studentek i choć
nie spotkało się to z entuzjastycznym przyjęciem, przyjaciele
zaczęli okrążać pomnik, cały czas dyskutując o tym, co mogło
się stać. Przy czwartym okrążeniu zauważyli, że za pomnikiem
jest dziura.
-
Jak mogliśmy jej nie zauważyć? - Zdziwiła się Asia, spoglądając
w ciemny dół – Przecież jest taka głęboka.
-
Może tam wpadły i potrzebują pomocy? - Wystraszyła się Kaśka.
-
Spróbuję zejść i zobaczyć – Oświadczył Michał bohatersko,
zaświecając latarkę w telefonie.
Jednak
akcja ratunkowa nie powiodła się; w pewnym momencie studentki
usłyszały krzyk i zobaczyły gasnące światło latarki.
-
O nie! - Krzyknęła Aśka, a łzy nabiegły jej do oczu.
-
Schodzę tam – Powiedziała Kasia i nim jej przyjaciółka zdążyła
zaprotestować, dziewczyna poszła w ślady Michała.
-
Nie zostawiaj mnie! - Krzyknęła spanikowana Asia i sama podążyła
za przyjaciółmi.
Niestety
obie dziewczyny również spadły.
Józefina,
zadowolona, szła ulicą, znajdującą się we wsi Podlasie. Po
chwili zatrzymała się przy jednym z domów i zastanowiwszy się
trochę, weszła do ogródka, gdzie powitał ją ujadający pies.
-
Siedź – Powiedziała niskim głosem, wystawiając otwartą dłoń
w stronę zwierzaka.
Psiak
skulił ogon i położył się na trawie, co wprawiło kobietę w
jeszcze lepszy nastrój. Józefina podeszła do drzwi i nim
zadzwoniła, rozejrzała się; piękny widok na góry, zielone łąki
dokoła, przyjemny wietrzyk muskający twarz i unoszący delikatnie
jej zwiewną, kwiecistą sukienkę oraz zachodzące słońce,
obdarowujące krajobraz swymi ostatnimi promykami, a do tego cisza
dokoła. Panna Kuleszka wciągnęła głęboko powietrze i z
uśmiechem zadzwoniła do drzwi, które otworzyła elegancka kobieta,
dobiegająca pięćdziesiątki, lecz wciąż piękna, z ładnie
ułożonymi, sięgającymi ramion blond lokami i perfekcyjnym
makijażem.
-
Dzień dobry – Przywitała się, uśmiechając się delikatnie.
-
Witaj – Odezwała się Józefina swoim normalnym głosem – Nie
poznajesz mnie? - Zapytała, ściągając okulary przeciwsłoneczne.
Ewa
Krupińska ze zdumieniem wpatrywała się w dobrze znane jej zielone
oczy.
-
Tyle lat... – Odezwała się słabo, kręcąc głową – Co cię
tu sprowadza?
-
Wpuść mnie, to się dowiesz.
Józefina
po wejściu do przedpokoju, zrzuciła z nóg obcasy.
-
Jak wy, kobiety, możecie chodzić w tym całymi dniami? - Jęknęła.
-
Kwestia przyzwyczajenia.
-
Zapewne – Odparła Józefina, wchodząc do salonu – Mąż jest?
-
Tak, w kuchni.
-
Szkoda – Kobieta uśmiechnęła się.
W
tym momencie do salonu wszedł Wiktor Kruczyński – wysoki,
szczupły, siwiejący o ostrych rysach i delikatnym zaroście
mężczyzna - którego zdumiał widok niezwykłego gościa.
-
Przepraszam, kim pani jest? - Zapytał dosyć niekulturalnie.
-
Już pewnie wiele o mnie słyszałeś – Odparła Józefina,
rozsiadając się na kanapie.
Wiktor
spojrzał wielkimi oczyma na żonę.
-
Przecież to facet jest! - Krzyknął oburzony.
-
Nie byle jaki – Usłyszał od gościa – Mogę zapalić? - Zapytał
nieznajomy, wyciągając papierosa i zapalniczkę.
-
Jasne – Odpowiedziała Ewa, przynosząc mu popielniczkę.
-
Zaraz, zaraz... - Kruczyński podszedł do gościa i otaksował go
wzrokiem – Bezczelny, jak zmyjesz ten durny makijaż, to zapewne
przystojny, zielone oczy, palacz,, chudy, wysoki zjawia się ni z
tego , ni z owego... To ty musisz być tym słynnym Maurycym!
-
Bingo! - Krzyknął mężczyzna – Az dziw, że nie wpadłeś na to
od razu; kto inny mógłby przyjść do twojego domu w stroju dziwki?
-
Nie wiem, w końcu w ogóle cię nie znam.
-
Ale zapewne słyszałeś – Odparł Maurycy, kładąc nogi na niskim
stoliku – Pewnie same złe rzeczy – Uśmiechnął się znacząco
do Ewy.
-
To było ponad dwadzieścia lat temu, nie waż się znów podrywać
mojej żony – Syknął Wiktor, kładąc rękę na ramieniu kobiety.
-
Spokojnie, kowboju – Mężczyzna uśmiechnął się chytrze – Nie
po to tu przyszedłem.
-
No właśnie – Odezwała się w końcu Ewa – Co cię tu
sprowadza?
-
Wasze dziecko – Odpowiedział Maurycy, po czym zaciągnął się.
-
Znasz Tosię? - Wiktor zmarszczył brwi i usiadł naprzeciwko gościa.
-
Od października udawałem studentkę na jej kierunku, żeby ją
poznać, ale do rzeczy – Maurycy dogasił papierosa i usiadł
prosto – Wszystko wam wyjaśnię, tylko mi nie przerywajcie; od
zarania dziejów Kraina Marzycieli czeka na swojego władcę, którego
zwiastuje przepowiednia. Jest w niej napisane, że królem lub
królową zostanie marzyciel, wychowany wśród obcych, a Tosia jest
jedyną osobą, która żyje na Ziemi i pochodzi z pokolenia, w
którym urodziło się wielu marzycieli. Znawcy przepowiedni oraz
tymczasowa królowa, tak zwana ,,Preletka” uważają, iż właśnie
wasza córka ma zostać królową. Dodatkowo na samym końcu
przepowiednia mówi, że z królowej zostanie zrodzona córka, która
przejmie władzę, co jeszcze bardziej utwierdza nas w przekonaniu,
że właśnie wasze dziecko ma rządzić w Krainie Marzycieli. Jednak
po tym, jak ją poznałem zdałem sobie sprawę z tego, że Tosia nie
zna swojego prawdziwego pochodzenia, a już tym bardziej nie wie, że
jest marzycielem... O ile jest – Spojrzał głęboko w oczy Ewy.
Kobieta
odetchnęła głęboko, aby się uspokoić..,
-
Gdy była mała – Zaczęła mówić drżącym głosem – Pewnego
dnia ruszyła mocniej rączką i wtedy spadł wazon z półki.
Wiedziałam już, że moja córka jest marzycielem – Odetchnęła –
Ale od drugiego roku życia nie wykazuje już żadnych zdolności.
-
Jedynie co – Wtrącił Wiktor – Interesuje się tą książką,
która mówi o waszym... Świecie.
-
W takim razie to prawie pewne, że Tosia zostanie królową –
Odparł Maurycy poważnie – Musi zostać u nas na jakiś czas, nie
wiem, na jak długo; nim będzie można sprawdzić, czy jest w stanie
otworzyć skrytkę z insygniami królewskimi, musi ponownie nauczyć
się swojej mocy, ponieważ gdy przejdzie pomyślnie testy, nie
będzie czasu na naukę – jak najszybciej zostanie koronowana.
Państwo
Kruczyńscy wpatrywali się ze strachem w oczach w swego gościa.
-
Jeżeli Tosia zostanie królową... - Ewa przełknęła ciężko
ślinę – To już tu nie wróci? - Oczy nabiegły jej łzami, na co
jej mąż objął ją czule ramieniem.
-
Przykro mi – Odparł Maurycy cicho – Mamy dodatkowy kłopot; jej
chłopak i dwie przyjaciółki przypadkiem dostały się do Krainy.
Jeśli będą chcieli zostać, będziemy musieli skłamać na
uczelni, że, nie wiem... Ulegli wypadkowi? - Mężczyzna wzruszył
ramionami – Jeśli wrócą, wystarczy powiedzieć, że Tosia jest
bardzo chora i wypisać jej lewe zwolnienie.
-
To nieuczciwe – Wtrącił Wiktor z gniewem.
-
Ale konieczne – Odparł Maurycy z naciskiem.
Na
chwilę zapadła cisza, w trakcie której Ewa uspokoiła się
częściowo.
-
Tak jak już wspomniałem – Zaczął Maurycy wolno – Tosia nie
wie, skąd pochodzisz? - Spojrzał na panią Kruczyńską, która
pokręciła głową – Co jej powiedziałaś?
-
Skłamałam, że wychowałam się w domu dziecka, w Giżycku.
Wybrałam to miejsce, ponieważ nie sądzę, aby moja córka
zechciała je kiedyś odwiedzić.
-
Całkiem dobre rozwiązanie – Kącik ust mężczyzny drgnął w
uśmiechu – Będę musiał jej powiedzieć prawdę, ale zapewne
zechce i z tobą porozmawiać.
-
Wiem – Ewa schyliła głowę.
-
Lecz wyjaśnicie sobie wszystko albo po powrocie Tosi, który nie
wiadomo, kiedy nastąpi, albo przyjedziecie do nas. Wątpię jednak,
aby to nastąpiło w najbliższym czasie.
-
My również na razie nie możemy wziąć urlopu – Odparł Wiktor
sucho – Gdy uda nam się wygospodarować trochę czasu i Tosia
będzie chciała z nami rozmawiać, skontaktujemy się z tobą;
podasz mi swój numer telefonu? - Mężczyzna wyciągnął komórkę
z kieszeni, a Maurycy podał mu numer.
Kilka
minut później Ewa i Wiktor odprowadzili gościa do drzwi.
-
Wiem, że nie będzie wam łatwo – Odezwał się Maurycy,
zakładając buty – Lecz mogę was zapewnić, że Tosi nic się nie
stanie, wyznaczono mnie na jej opiekuna, nie pytajcie, dlaczego, sam
nie wiem.
-
A ja nie wiem, czy w takiej sytuacji mogę być spokojny o moją
córkę – Odparł Kruczyński chłodno.
-
Uwierz mi, że jestem bardziej odpowiedzialny, niż kiedyś –
Maurycy uśmiechnął lekko, lecz jego oczy wyrażały smutek.
-
Masz jak wrócić? - Zapytała Ewa, kładąc rękę na ramieniu
znajomego.
-
Przyjechałem tu samochodem, ale zaparkowałem kilkanaście metrów
stąd; jeszcze muszę jechać do Krakowa, ale do mojego powrotu Tosią
ktoś się zajmie.
-
Dobrze, ufam ci – Wyszeptała kobieta, przytulając Maurycego –
Chroń ją – Powiedziała, odsuwając się od mężczyzny.
-
Takie mam zadanie – Odpowiedział osobliwy gość, po czym wyszedł.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz