czwartek, 10 sierpnia 2017

ROZDZIAŁ   TRZECI

Antonina   przez cały następny dzień była bardzo niecierpliwa; wizyta Józefiny wydała jej się niezwykła i tajemnicza, a zapowiedź przygotowanej dla niej niespodzianki, wywoływała dreszcze na skórze dziewczyny. Aurę tajemniczości zwiększał fakt, iż Tosia nie powiedziała ani Michałowi, ani swym przyjaciółkom, że wybiera się gdzieś z Józefiną. Jednak nie była w stanie ukryć swego podniecenia, które objawiało się w jej zachowaniu, gestach, uśmiechu, a nawet intonacji głosu, dlatego bliscy raz po raz pytali jej, co się stało. Studentka zawsze odpowiadała tak samo: ,,Nic”, lecz jej ciało mówiło same za siebie.
Po skończonych zajęciach Asia zaproponowała, aby cała czwórka poszła na pizzę, lecz Tosia odmówiła, tłumacząc się, iż obiecała rodzicom, że zadzwoni o piętnastej, bo jej mama ma imieniny. Przyjaciele jej nie wierzyli, dlatego sprawdzili w internecie, czy Ewa obchodzi dziś imieniny. Tak jak przypuszczali, Tosia kłamała – jej mama będzie solenizantką dopiero w grudniu. To skłoniło trójkę studentów do śledzenia Antoniny.
Tosia szła bardzo szybko w stronę Rynku, nie oglądając się za siebie, co zdradziłoby obecność Michała i dziewczyn, którzy zdziwili się i równocześnie zdenerwowali, widząc z kim umówiła się ich przyjaciółka. Jeśli mieli jakiekolwiek wyrzuty sumienia z powodu śledzenia Antoniny, w tym momencie się ich pozbyli. Ruszyli dyskretnie za studentkami, które doszły aż do Parku Jordana, gdzie Józefina zaprowadziła Tosię do pomnika Henryka Jordana.
- Co jest takiego niezwykłego w tym miejscu? - Zapytała panna Kruczyńska, wzruszywszy ramionami.
- Na razie nie pytaj o nic, tylko przejdź się ze mną dokoła pomnika, dobrze? - Zapytała Józefina wesoło.
Tosia zaczęła się robić podejrzliwa, lecz przystała na prośbę kobiety.
Koleżanki przeszły jedno okrążenie, potem drugie i trzecie, w trakcie którego Antonina straciła trochę cierpliwość.
- Co my wyprawiamy? - Zapytała pochmurnie – Czemu ma to służyć.
- Ma odmienić twoje życie – Odpowiedziała Józefina z tajemniczym uśmiechem, rozpoczynając czwarte okrążenie.
Michał, Asia i Kasia zza drzewa obserwowali z głębokim zdumieniem zachowanie dwóch studentek. Jednak szok na ich twarzach wywołało następujące zdarzenie – Tosia i Józefina zniknęły za pomnikiem, kończąc czwarte okrążenie... I już się nie pojawiły. Przyjaciele czekali chwilę, aż po kilku minutach Michał nie wytrzymał.
- Słyszałem, że ta laska to niezła wariatka i podobno lubi dziewczyny, więc jeśli ona tam napastuje moją Tosię, to muszę temu zapobiec – Powiedział chłopak ostro, wychodząc z ukrycia.
- Michał, nie! - Syknęła Kaśka, lecz było już za późno.
Młody mężczyzna podszedł dziarskim krokiem do miejsca, w którym spodziewał się ujrzeć Antoninę i Józefinę, ale nikogo tam nie było. Zdezorientowany wezwał do siebie przyjaciółki, które również nie potrafiły wyjaśnić, co mogło się stać. W końcu Kaśka wpadła na pomysł, aby odtworzyć zachowanie studentek i choć nie spotkało się to z entuzjastycznym przyjęciem, przyjaciele zaczęli okrążać pomnik, cały czas dyskutując o tym, co mogło się stać. Przy czwartym okrążeniu zauważyli, że za pomnikiem jest dziura.
- Jak mogliśmy jej nie zauważyć? - Zdziwiła się Asia, spoglądając w ciemny dół – Przecież jest taka głęboka.
- Może tam wpadły i potrzebują pomocy? - Wystraszyła się Kaśka.
- Spróbuję zejść i zobaczyć – Oświadczył Michał bohatersko, zaświecając latarkę w telefonie.
Jednak akcja ratunkowa nie powiodła się; w pewnym momencie studentki usłyszały krzyk i zobaczyły gasnące światło latarki.
- O nie! - Krzyknęła Aśka, a łzy nabiegły jej do oczu.
- Schodzę tam – Powiedziała Kasia i nim jej przyjaciółka zdążyła zaprotestować, dziewczyna poszła w ślady Michała.
- Nie zostawiaj mnie! - Krzyknęła spanikowana Asia i sama podążyła za przyjaciółmi.
Niestety obie dziewczyny również spadły.


Józefina, zadowolona, szła ulicą, znajdującą się we wsi Podlasie. Po chwili zatrzymała się przy jednym z domów i zastanowiwszy się trochę, weszła do ogródka, gdzie powitał ją ujadający pies.
- Siedź – Powiedziała niskim głosem, wystawiając otwartą dłoń w stronę zwierzaka.
Psiak skulił ogon i położył się na trawie, co wprawiło kobietę w jeszcze lepszy nastrój. Józefina podeszła do drzwi i nim zadzwoniła, rozejrzała się; piękny widok na góry, zielone łąki dokoła, przyjemny wietrzyk muskający twarz i unoszący delikatnie jej zwiewną, kwiecistą sukienkę oraz zachodzące słońce, obdarowujące krajobraz swymi ostatnimi promykami, a do tego cisza dokoła. Panna Kuleszka wciągnęła głęboko powietrze i z uśmiechem zadzwoniła do drzwi, które otworzyła elegancka kobieta, dobiegająca pięćdziesiątki, lecz wciąż piękna, z ładnie ułożonymi, sięgającymi ramion blond lokami i perfekcyjnym makijażem.
- Dzień dobry – Przywitała się, uśmiechając się delikatnie.
- Witaj – Odezwała się Józefina swoim normalnym głosem – Nie poznajesz mnie? - Zapytała, ściągając okulary przeciwsłoneczne.
Ewa Krupińska ze zdumieniem wpatrywała się w dobrze znane jej zielone oczy.
- Tyle lat... – Odezwała się słabo, kręcąc głową – Co cię tu sprowadza?
- Wpuść mnie, to się dowiesz.
Józefina po wejściu do przedpokoju, zrzuciła z nóg obcasy.
- Jak wy, kobiety, możecie chodzić w tym całymi dniami? - Jęknęła.
- Kwestia przyzwyczajenia.
- Zapewne – Odparła Józefina, wchodząc do salonu – Mąż jest?
- Tak, w kuchni.
- Szkoda – Kobieta uśmiechnęła się.
W tym momencie do salonu wszedł Wiktor Kruczyński – wysoki, szczupły, siwiejący o ostrych rysach i delikatnym zaroście mężczyzna - którego zdumiał widok niezwykłego gościa.
- Przepraszam, kim pani jest? - Zapytał dosyć niekulturalnie.
- Już pewnie wiele o mnie słyszałeś – Odparła Józefina, rozsiadając się na kanapie.
Wiktor spojrzał wielkimi oczyma na żonę.
- Przecież to facet jest! - Krzyknął oburzony.
- Nie byle jaki – Usłyszał od gościa – Mogę zapalić? - Zapytał nieznajomy, wyciągając papierosa i zapalniczkę.
- Jasne – Odpowiedziała Ewa, przynosząc mu popielniczkę.
- Zaraz, zaraz... - Kruczyński podszedł do gościa i otaksował go wzrokiem – Bezczelny, jak zmyjesz ten durny makijaż, to zapewne przystojny, zielone oczy, palacz,, chudy, wysoki zjawia się ni z tego , ni z owego... To ty musisz być tym słynnym Maurycym!
- Bingo! - Krzyknął mężczyzna – Az dziw, że nie wpadłeś na to od razu; kto inny mógłby przyjść do twojego domu w stroju dziwki?
- Nie wiem, w końcu w ogóle cię nie znam.
- Ale zapewne słyszałeś – Odparł Maurycy, kładąc nogi na niskim stoliku – Pewnie same złe rzeczy – Uśmiechnął się znacząco do Ewy.
- To było ponad dwadzieścia lat temu, nie waż się znów podrywać mojej żony – Syknął Wiktor, kładąc rękę na ramieniu kobiety.
- Spokojnie, kowboju – Mężczyzna uśmiechnął się chytrze – Nie po to tu przyszedłem.
- No właśnie – Odezwała się w końcu Ewa – Co cię tu sprowadza?
- Wasze dziecko – Odpowiedział Maurycy, po czym zaciągnął się.
- Znasz Tosię? - Wiktor zmarszczył brwi i usiadł naprzeciwko gościa.
- Od października udawałem studentkę na jej kierunku, żeby ją poznać, ale do rzeczy – Maurycy dogasił papierosa i usiadł prosto – Wszystko wam wyjaśnię, tylko mi nie przerywajcie; od zarania dziejów Kraina Marzycieli czeka na swojego władcę, którego zwiastuje przepowiednia. Jest w niej napisane, że królem lub królową zostanie marzyciel, wychowany wśród obcych, a Tosia jest jedyną osobą, która żyje na Ziemi i pochodzi z pokolenia, w którym urodziło się wielu marzycieli. Znawcy przepowiedni oraz tymczasowa królowa, tak zwana ,,Preletka” uważają, iż właśnie wasza córka ma zostać królową. Dodatkowo na samym końcu przepowiednia mówi, że z królowej zostanie zrodzona córka, która przejmie władzę, co jeszcze bardziej utwierdza nas w przekonaniu, że właśnie wasze dziecko ma rządzić w Krainie Marzycieli. Jednak po tym, jak ją poznałem zdałem sobie sprawę z tego, że Tosia nie zna swojego prawdziwego pochodzenia, a już tym bardziej nie wie, że jest marzycielem... O ile jest – Spojrzał głęboko w oczy Ewy.
Kobieta odetchnęła głęboko, aby się uspokoić..,
- Gdy była mała – Zaczęła mówić drżącym głosem – Pewnego dnia ruszyła mocniej rączką i wtedy spadł wazon z półki. Wiedziałam już, że moja córka jest marzycielem – Odetchnęła – Ale od drugiego roku życia nie wykazuje już żadnych zdolności.
- Jedynie co – Wtrącił Wiktor – Interesuje się tą książką, która mówi o waszym... Świecie.
- W takim razie to prawie pewne, że Tosia zostanie królową – Odparł Maurycy poważnie – Musi zostać u nas na jakiś czas, nie wiem, na jak długo; nim będzie można sprawdzić, czy jest w stanie otworzyć skrytkę z insygniami królewskimi, musi ponownie nauczyć się swojej mocy, ponieważ gdy przejdzie pomyślnie testy, nie będzie czasu na naukę – jak najszybciej zostanie koronowana.
Państwo Kruczyńscy wpatrywali się ze strachem w oczach w swego gościa.
- Jeżeli Tosia zostanie królową... - Ewa przełknęła ciężko ślinę – To już tu nie wróci? - Oczy nabiegły jej łzami, na co jej mąż objął ją czule ramieniem.
- Przykro mi – Odparł Maurycy cicho – Mamy dodatkowy kłopot; jej chłopak i dwie przyjaciółki przypadkiem dostały się do Krainy. Jeśli będą chcieli zostać, będziemy musieli skłamać na uczelni, że, nie wiem... Ulegli wypadkowi? - Mężczyzna wzruszył ramionami – Jeśli wrócą, wystarczy powiedzieć, że Tosia jest bardzo chora i wypisać jej lewe zwolnienie.
- To nieuczciwe – Wtrącił Wiktor z gniewem.
- Ale konieczne – Odparł Maurycy z naciskiem.
Na chwilę zapadła cisza, w trakcie której Ewa uspokoiła się częściowo.
- Tak jak już wspomniałem – Zaczął Maurycy wolno – Tosia nie wie, skąd pochodzisz? - Spojrzał na panią Kruczyńską, która pokręciła głową – Co jej powiedziałaś?
- Skłamałam, że wychowałam się w domu dziecka, w Giżycku. Wybrałam to miejsce, ponieważ nie sądzę, aby moja córka zechciała je kiedyś odwiedzić.
- Całkiem dobre rozwiązanie – Kącik ust mężczyzny drgnął w uśmiechu – Będę musiał jej powiedzieć prawdę, ale zapewne zechce i z tobą porozmawiać.
- Wiem – Ewa schyliła głowę.
- Lecz wyjaśnicie sobie wszystko albo po powrocie Tosi, który nie wiadomo, kiedy nastąpi, albo przyjedziecie do nas. Wątpię jednak, aby to nastąpiło w najbliższym czasie.
- My również na razie nie możemy wziąć urlopu – Odparł Wiktor sucho – Gdy uda nam się wygospodarować trochę czasu i Tosia będzie chciała z nami rozmawiać, skontaktujemy się z tobą; podasz mi swój numer telefonu? - Mężczyzna wyciągnął komórkę z kieszeni, a Maurycy podał mu numer.
Kilka minut później Ewa i Wiktor odprowadzili gościa do drzwi.
- Wiem, że nie będzie wam łatwo – Odezwał się Maurycy, zakładając buty – Lecz mogę was zapewnić, że Tosi nic się nie stanie, wyznaczono mnie na jej opiekuna, nie pytajcie, dlaczego, sam nie wiem.
- A ja nie wiem, czy w takiej sytuacji mogę być spokojny o moją córkę – Odparł Kruczyński chłodno.
- Uwierz mi, że jestem bardziej odpowiedzialny, niż kiedyś – Maurycy uśmiechnął lekko, lecz jego oczy wyrażały smutek.
- Masz jak wrócić? - Zapytała Ewa, kładąc rękę na ramieniu znajomego.
- Przyjechałem tu samochodem, ale zaparkowałem kilkanaście metrów stąd; jeszcze muszę jechać do Krakowa, ale do mojego powrotu Tosią ktoś się zajmie.
- Dobrze, ufam ci – Wyszeptała kobieta, przytulając Maurycego – Chroń ją – Powiedziała, odsuwając się od mężczyzny.

- Takie mam zadanie – Odpowiedział osobliwy gość, po czym wyszedł.
CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz