sobota, 26 sierpnia 2017

ROZDZIAŁ   CZWARTY

Antonina   obudziła się z odrętwiałą ręką w jakichś krzakach. Gdy podniosła się trochę, ujrzała leżących wokół niej Michała, Asię i Kasię i od razu pomyślała, że nie żyją. Podpełzła do nich czym prędzej, lecz na szczęście wyczuła u nich puls i oddech. Udało jej się po kilku minutach wybudzić przyjaciół.
- Co jest? - Jęknął Michał, a gdy ujrzał przed sobą twarz ukochanej, rozpromienił się – Tosia, jesteś cała i zdrowa – Przytulił dziewczynę.
- Ale gdzie my jesteśmy? - Zapytała Kaśka niezadowolona.
- Nie mam pojęcia, nigdy tu nie byłam – Odpowiedziała Tosia, wstając i rozglądając się; nagle ujrzała w idącego w ich stronę mężczyznę – Może on nam powie.
Nieznajomy był młody, mniej więcej w wieku studentów, średniego wzrostu i szczupłej, ale nie chudej budowy. Miał gęste, krótkie, blond włosy, niebieskie oczy, łagodne rysy, trochę duży nos, a ubrany był w jeansy, biały podkoszulek i niebieską bluzę.
- Witajcie – Przywitał się; miał miły, aksamitny głos – Która z was to Antonina Kruczyńska?
Tosia uniosła rękę, jakby odpowiadała w szkole.
- Czyli wy jesteście przyjaciółmi Antoniny – Nieznajomy spojrzał na pozostałych – Nie spodziewaliśmy się was, ale to nie problem, abyście zostali ugoszczeni.
- Super, ale gdzie jesteśmy? - Zapytała Kaśka kąśliwie.
- W Krainie Marzycieli – Chłopak uśmiechnął się – Ja mam na imię Andrzej i będę waszym przewodnikiem.
Cała czwórka wpatrywała się w Andrzeja z ogromnym zdumieniem, ale to Tosia miała wrażenie, że zaraz zemdleje – Kraina Marzycieli, o której tyle czytała, myślała, marzyła... Okazała się być prawdziwa, tak jak myślała. Dziewczyna była jednocześnie zachwycona i przerażona
Ciszę, która nastała, przerwały podniesione głosy przyjaciół Antoniny; nie chcieli przyjąć do wiadomości, że Kraina – opisana w słynnej książce – istnieje naprawdę. Podejrzewali, że majaczą, co spowodował upadek, albo ktoś dosypał im narkotyku do picia lub jedzenia. Jednak Andrzej wszystkiemu zaprzeczył.
- Uwierzycie mi, jeśli przypomnicie sobie, co napisała o nas tamta kobieta – z pewnością choć raz sięgnęliście po tę książkę – Mówił – Rozumiem waszą reakcję, lecz dajcie szansę waszym umysłom, aby pojęły istnienie tej części świata. Jesteśmy tacy sami, jak wy, mamy tylko inne zasady i odrobinę magii, lecz to wszystko. Nie bójcie się chociaż ludzi.
- Zaufajcie mu – Odezwała się nagle Tosia – Ja już dawno temu uwierzyłam, że to miejsce istnieje i właśnie się o tym przekonałam; byłam wystraszona, tak samo jak wy, ale z minuty na minuty uspokajam się – Spojrzała z nadzieją na przyjaciół – Co mamy do stracenia? A jeśli to faktycznie majaki lub sen, dajcie się ponieść – Uśmiechnęła się nieśmiało.
- Kochanie – Michał podszedł do dziewczyny i ujął jej twarz w dłonie – Ufam ci, ale jeśli zwariowałaś...
- Nie, zobaczycie, że przyzwyczaicie się do tego miejsca, bo nie różni się zbytnio od Krakowa czy innego polskiego miasta – Stwierdziła Tosia, a jej oczy zalśniły od podniecenia – Dla was, dla mnie w sumie również, jest to dziwne i praktycznie nieakceptowalne, aby Kraina Marzycieli istniała, ale spróbujmy – przecież uwielbiamy wszyscy filmy fantasy lub science – fiction, a teraz mamy okazję przeżyć to na własnej skórze, nie mając nic do stracenia – Powtórzyła się.
- Masz rację – Odezwała się Asia z uśmiechem – Zawsze marzyłam o przeżyciu jakiejś przygody i teraz mam szansę, po co ją marnować – Podeszła do przyjaciółki – Idziemy? - Spojrzała na Andrzeja.
- Jeśli chcecie... Wszyscy – Spojrzał na Kaśkę i Michała.
- Nie zostawię Tosi – Odparł młody student, przytulając swoją dziewczynę, która czuła się coraz bardziej szczęśliwa.
Kasia westchnęła głośno.
- Nie zostanę tu sama – Stwierdziła z markotną miną.
Cała piątka ruszyła zatem w stronę zabudowanej części Krainy, ponieważ jak do tej pory otoczeni byli krzewami i polanami, a teraz odsłaniał się przed nimi widok budynków i drogi oraz ucywilizowanego parku. Tosia była zachwycona, widząc to wszystko, a uroku krajobrazowi dodawało bezchmurne niebo i słońce, które wzniosło się wysoko.
- Zaraz – Dziewczyna nagle wystraszyła się – Która jest godzina? - Zapytała, chwytając Andrzeja za rękaw bluzy.
- Dziewiąta czterdzieści; spędziliście noc w tych krzakach.
- A co z uczelnią? - Tosia zaczęła panikować.
- To już zostało załatwione – Andrzej wydawał się być niewzruszony zachowaniem Antoniny – Na wprost znajduje się hotelik, prowadzony przez moją mamę – Wskazał na trzypiętrowy, masywny budynek – Zaprowadzę was tam, ale potem. Teraz pokażę wam świątynię i sklepy oraz pewien zakład krawiecki, gdybyście zechcieli mieć coś oryginalnego; zakład pani Marty jest znany w całej Krainie, dlatego warto go zobaczyć.
- A co z naszymi rzeczami? - Zapytała Asia.
- Zostaną tu dostarczone do wieczora, nie martwcie się.
Kolejne dwie godziny studenci zwiedzali świątynię bogini Goeni oraz niewielki rynek oraz jego sklepy. Nim ruszyli dalej, usiedli w jednej z kawiarni i w ciszy wypili po kawie. Godzinę później dotarli do ,,Marth” - zakładu krawieckiego pani Marty, która przywitała gości ze szczerym entuzjazmem.
- Czekaliśmy na ciebie – Powiedziała, gdy przedstawiono jej Tosię; przytuliła dziewczynę serdecznie.
Marta miała krótkie, czerwone włosy, na nosie okulary w czarnej oprawce, była niewysoka i choć nogi oraz talię miała szczupłą, biodra były szerokie. Wydawała się być niewiele starsza od studentów.
- Jak to, czekaliście na mnie? - Antonina zmarszczyła brwi.
Marta chciała odpowiedzieć, lecz Andrzej nie pozwolił jej dojść do słowa.
- Maurycy ci wszystko wytłumaczy – Odparł.
- Kto? - Zapytała Tosia, lecz wtedy drzwi zakładu otworzyły się.
Do pomieszczenia weszli dwaj brzydcy bliźniacy, niosący wielkie pudła; jeden z nich był niski i gruby, drugi wysoki i chudy, obaj ubrani byli w stare garnitury. Za nimi wszedł kolejny, wysoki i chudy mężczyzna, lecz znacznie przystojniejszy od bliźniaków; na oko prawie trzydziestoletni, miał wyraźne kości policzkowe, niezbyt wysokie czoło, prosty nos, zielone oczy, wąskie usta, spod cylindra wystawały nieułożone, czarne włosy, a ubrany był prawie cały na czarno – wąskie spodnie, oficerki, koszula i długi, staromodny, cienki, bordowo – czarny płaszcz, w którym mężczyzna trochę przypominał pirata. Na głowie miał cylinder, a w ręce trzymał drewnianą laskę.
- Postawcie to gdziekolwiek, tylko nie pod nogami – Mówił do osobliwych bliźniaków.
- Może byś nam pomógł? - Zapytał niski i gruby.
- Przecież pomagam – Mężczyzna wzruszył ramionami, odkładając cylinder i laskę na jedną z półek.
- Aleś się namęczył! - Odparł wysoki i chudy sarkastycznie.
- Czy wy jesteście Gienkiem i Grzesiem? - Zapytała Tosia, wskazując na bliźniaków.
- Tak, a co? - Burknął wysoki – Ja jestem Grzegorz, a to tam na dole to Eugeniusz.
- Nie na odwrót? - Dziewczyna zmarszczyła brwi; w książce to Grześ był niski, a obaj sprawiali wrażenie bardzo przyjaznych; rzeczywistość ją zaskoczyła.
- Nie wierz temu, co napisała ta kobieta – Odezwał się przystojny mężczyzna barytonem, podchodząc do Antoniny – Przed powrotem do domu dostała do wypicia serum, które sprawiło, że zapomniała, jak się tu dostać oraz pomieszało fakty na nasz temat.
- To oznacza... - Zaczęła Tosia.
- Że tamci dwaj są wyjątkowo zgryźliwi i humorzaści – Wargi mężczyzny drgnęły w uśmiechu – A ja nazywam się Maurycy Zwodzki – Wyciągnął dłoń w stronę dziewczyny.
- Ciebie nie pamiętam z książki – Powiedziała panna Kruczyńska powoli.
- Ponieważ zostały opisane tylko te postacie, które stąd pochodzą lub mieszkają bardzo długo; ja wtedy byłem tu właściwie tylko na wakacje.
- A my się nie znamy? - Wyrwał się Michał, wpatrując się ze skupieniem w mężczyznę.
- Ja również odniosłam takie wrażenie – Dodała Tosia, uśmiechając się.
- Wątpliwe – Odparł Maurycy spokojnie – Zapamiętałbym.
Zapadła cisza, która po chwili skłoniła bliźniaków do wyjścia, bo nie wiedzieli, czy będą jeszcze potrzebni, więc na wszelki wypadek się ulotnili.
- Co masz teraz zamiar robić? - Zwróciła się Kasia do Maurycego.
- Muszę pokazać kilka miejsc Tosi; właściwie będę tu twoim opiekunem – Popatrzył na dziewczynę, która wybałuszyła na niego oczy.
- A co z nami? - Zapytał Michał niezbyt zadowolony – Mamy tu zostać nie wiadomo, na jak długo, w miejscu, które prawdopodobnie jest bujdą; czy my jesteśmy w ukrytej kamerze?
- Patrząc na was nie jest mi do śmiechu – Skwitował Maurycy poważnie – Wszyscy rozumiemy, że na ten moment jest wam ciężko; tak już jest, gdy zwykli luzie dostaną się do naszej krainy i na odwrót, ale zaadaptujecie się, mogę wam to zagwarantować.
- A co, jeśli nie chcemy tego sprawdzać, tylko wolimy wrócić do domu? - Zapytała butnie Kaśka.
- Nie widzę przeciwwskazań – Mężczyzna wzruszył ramionami – Tosia na pewno znajdzie tu wierniejszych przyjaciół.
Kasia zrobiła się czerwona na twarzy i zamilkła.
- Może zostańmy tu na kilka dni? - Zapytała Asia nieśmiało – Jeśli wciąż będziemy czuć się źle, Tosia pozwoli nam wrócić, prawda? - Spojrzała smutno na przyjaciółkę.
- Oczywiście – Dziewczyna uśmiechnęła się nerwowo.
- A co powiedzieliście na uczelni? - Zapytał Michał spokojnie.
- Załatwiliśmy fałszywe zwolnienia i powiedzieliśmy, że mieliście wypadek i musicie przez minimum miesiąc siedzieć w domu – Kącik ust Maurycego drgnął w uśmiechu; bawiła go kreatywność władz oraz zdezorientowane miny studentów – Teraz może ja zabiorę Tosię ze sobą, a wy pójdziecie z Andrzejem? - Przebiegł wzrokiem po zgromadzonych – Nie wiedzę sprzeciwu, zatem chodźmy – Zwrócił się do panny Kruczyńskiej.
Para wyszła na zewnątrz i ruszyła przed siebie leśną ścieżką.
- Pewnie zastanawiasz się, dlaczego się tu znalazłaś – Zaczął Maurycy po chwili milczenia.
- Może dlatego, że uwierzyłam w istnienie krainy? - Zasugerowała Tosia.
- A jak się tu czujesz?
- Dobrze, jakbym znalazła swoje miejsce – Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
- Twoi przyjaciele jeszcze długo będą czuć się źle, tak jak mówiłem; ludzie potrzebują czasu.
- Ale ja jakoś potrafiłam się dostosować – Odparła Tosia naiwnie, patrząc z uśmiechem na Maurycego.
Mężczyzna prychnął lekko, lecz wydawał się być bardzo poważny; spojrzał ze skupieniem w oczy Antoniny.
- Ponieważ, moja droga – Zaczął ostrożnie – Jesteś jedną z nas.
Tosia zatrzymała się raptownie.
- Co? - Zapytała cicho, marszcząc brwi.
Maurycy odwrócił się i przez chwilę patrzył na dziewczynę.
- Twoja matka powinna była ci to powiedzieć już dawno temu, ale chyba nie przypuszczała, że upomnimy się o ciebie – Podszedł do Tosi – Ewa urodziła się w tutaj, w rodzinie, w której od lat rodziło się wielu marzycieli.
Panna Kruczyńska wciąż milczała analizując w głowie to, co usłyszała; nagle nie była już tak wesoła, a słońce, wiatr i szum liści zaczęły ją drażnić.
- To znaczy... Że całe moje życie... Było kłamstwem? - Spojrzała na Maurycego; jej spojrzenie wyrażało panikę.
- Możesz tak to ująć, lecz twoja matka chciała się zwyczajnie uratować – Mężczyzna podszedł do panny Kruczyńskiej – Kraina Marzycieli to nie sielskie miejsce, które opisała tamta kobieta; Ewa uciekała przed wojną, w tym czasie również była tu autorka książki. Mówiłem już, że dostała serum, które pomieszało jej fakty. Czas walk i bitew po powrocie do domu wydawał jej się idylliczny, jakkolwiek to zabrzmi. Jeśli zapytasz ją o wojnę, nie będzie wiedziała, co masz na myśli.
- Co do mojej matki ma ta kobieta? - Burknęła Tosia; to miejsce podobało jej się coraz mniej.
- Ewa przekupiła strażnika, który zajmował się odprowadzeniem autorki książki do... Nazwijmy to ,,wyjścia”, aby zabrał ją ze sobą i pozwolił dostać się na Ziemię oraz nie mówił o tym nikomu – Maurycy chwycił delikatnie Tosię za ramiona – Być może zawdzięczasz jej życie.
Antonina skinęła lekko głową.
- Zawsze uważałam ją za cudowną kobietę.
- Ja też – Odparł Maurycy, a gdy zobaczył pytające spojrzenie dziewczyny, wyjaśnił – Wspomniałem, że byłem tu raz, na wakacjach – wtedy ją poznałem i zaprzyjaźniliśmy się. Byłem u niej wczoraj i wyjaśniłem, co się będzie z tobą dziać.
- To znaczy? - Zapytała dziewczyna zniecierpliwionym tonem.
- Chodź, wyjaśnię ci wszystko po drodze – Maurycy powoli zrobił kilka kroków w tył, czekając aż Tosia pójdzie za nim, a gdy to zrobiła, kontynuował – Wiesz, jak mniej więcej brzmi przepowiednia o prawowitym władcy?
Antonina skinęła głową, po czym wymieniła te podpunkty, o których Maurycy uprzednio opowiedział jej rodzicom, co mężczyzna wyjaśnił jej w podobny sposób, jak im.
- Czyli nie dość, że jestem marzycielem, to jeszcze zostanę królową? - Zapytała ze łzami w oczach.
- Prawdopodobnie – Odparł mężczyzna i spojrzał na swą towarzyszkę, a gdy ujrzał łzy spływające po policzkach, przystanął – Hej – Odezwał się łagodnie – Spokojnie, wszystkiego cię nauczymy, a jeśli tęsknisz za domem... Na to nic nie możemy poradzić, ale możemy stworzyć ci nowy dom, choćby w części zbliżony do starego.
- Ale co będzie z moimi przyjaciółmi? - Łkała dziewczyna.
- Kto powiedział, że nie będziesz mogła ich odwiedzać? Jeśli zmienisz prawo, co ci przysługuje, codziennie pojedziesz do Krakowa.
- A Michał?
- Jeśli naprawdę cię kocha, zostanie z tobą i spróbuje się tu odnaleźć – Maurycy spojrzał poważnie na Tosię – Nie on pierwszy musiał tak postąpić dla kogoś, kogo kocha.
Dziewczyna ponownie skinęła głową w skupieniu.
- Dokąd idziemy? - Zapytała, wytarłszy łzy.
- Do Preletki, abyście się poznały – Odparł mężczyzna, nie patrząc na Tosię – Pamiętasz, że aby zostać królową, musisz przejść test?
- Tak.
- Jeśli ci się to uda, jak najszybciej zostaniesz koronowana, a na tronie może zasiąść tylko marzyciel, a ty jesteś w tak zwanej ,,fazie uśpionej”.
- Kto będzie mnie szkolił? - Zapytała Tosia, gdy przestała się śmiać.
- Skoro ja jestem twoim opiekunem, to zapewne i nauczycielem – Mężczyzna wzruszył ramionami.
- Jesteś marzycielem?
- Nie; gdybym był, nie miałbym tu życia – Maurycy prychnął pod nosem – Ludzie z Krainy uważają, że marzyciele to potwory, nieludzkie istoty, jedynie władcę są w stanie zaakceptować, choć zapewne będą się bać, że zmienisz się w monstrum. Reasumując, masz szczęście, że pewnie zostaniesz królową, bo w przeciwnym wypadku zostałabyś zlinczowana.
Tosia przełknęła ciężko ślinę.
- Zamienię się w potwora? - Zapytała po chwili.
- Wątpię – Maurycy uśmiechnął się pod nosem – Przyznam szczerze, że spotkałem w życiu kilku marzycieli i mogę cię zapewnić, że są tacy, jak my czy twoi przyjaciele, tylko mają szczególne zdolności.
- Dlaczego nie powiesz tego innym?
- Nie uwierzyliby mi; ich cały strach wynika z niewiedzy oraz zabobonów, które narastały przez wieki.
- Dlaczego zatem ty masz mnie prawdopodobnie szkolić?
- Ponieważ niedawno zajmowałem się kwestią marzycieli i tak właśnie ich poznałem - Mężczyzna rozejrzał się – Już prawie jesteśmy na miejscu.
Przed Tosią ukazał się biały, masywny zamek, w kształcie sześcianu z czterema wieżami, otoczony murem, w którym znajdowała się wielka, drewniana brama, przez którą dziewczyna przeszła wraz z tym towarzyszem. Droga do wejścia do zamku była wybrukowana, a po obu stronach trawa była obsadzona drzewami wiśni. Po prawej znajdowała się fontanna z figurką nimfy na środku, a po lewej – miejsca parkingowe dla gości pałacowych, na które wjeżdżało się tuż przed drzwiami zamkowymi. Przy samym wejściu stało dwóch strażników w zbrojach i z pikami w rękach. Maurycy podszedł do nich spokojnie i wyjaśnił, kim są oraz po co tu przybyli. Bez żadnych przeszkód goście zostali zaprowadzeni do długiej sali z równie długim stołem, na końcu którego stała Preletka – młoda, drobna blondynka, o pyzatej twarzy, na której nie znajdowała się ani odrobina makijażu.. Włosy kobiety sięgały pasa, a tren białej sukni ciągnął się po podłodze, gdy szła z uśmiechem i wyciągniętą ręką w stronę Tosi.
- A więc jesteś – Westchnęła, ściskając dłoń panny Kruczyńskiej – Czekaliśmy na ciebie od wieków – Mówiła cała rozpromieniona – Mam na imię Liliana – Wskazała na siebie – Kobiety w mojej rodzinie od lat piastują stanowisko Preletki i jestem dumna, że właśnie za czasów mojej służby, tron obejmie prawowita królowa.
- Miło mi słyszeć takie słowa – Tosia zarumieniła się i lekko speszyła.
- Usłyszysz ich jeszcze mnóstwo – Wtrącił Maurycy, stojąc prosto, z rękami splecionymi za plecami.
Dopiero wtedy Preletka zwróciła uwagę na mężczyznę.
- Panie Zwodzki – Skłoniła się, aby zagłuszyć swoje faux pas.
- Już usłyszałam – Wtrąciła Tosia – Iż pan Maurycy będzie mnie uczył poznawania mej mocy, lecz czego jeszcze będę musiała się nauczyć?
- Formalnie naszego prawa, historii i kultury, a nieformalnie – musisz poznać mieszkańców i ich obyczaje – to z pewnością uczyni cię lepszym władcą – Entuzjazm w głosie Liliany rósł z każdym wypowiedzianym przez nią słowem – Jeszcze dziś odwiedzisz sąd i poznasz jednego z naszych najbardziej poważanych sędziów, pójdziecie do biblioteki, aby wypożyczyć najważniejsze dzieła literatury Krainy oraz pójdziesz do Instytutu Historycznego, gdzie spotkasz się z naukowcami. Wieczorem zawitacie u pani Marii, tam, mamy nadzieję, znajdziesz swój drugi dom.
- Pani Maria to matka Andrzeja, który wpierw was tu oprowadzał – Wtrącił Maurycy – Jeszcze zapomniała pani wspomnieć – Zwrócił się do Preletki – O wizycie u królowej.
- Królowej? - Antonina czuła się zdezorientowana.
- Pamiętasz Namiestników Stanów z książki? - Maurycy pospieszył z wyjaśnieniem – Tak naprawdę w wyniku jednej z wojen, tereny, którymi rządzą królowie czy królowe, czyli pięć stanów, zostały podporządkowane wielkim rodom możnowładców, koronowanych niedługo po zakończeniu wojny. Pozostałe, najważniejsze tereny, znajdują się od rządami Preletki, jednak również trzeba liczyć się zależnymi od niej stanami. Rozumiesz?
- Rozumiem – Antonina uśmiechnęła się nerwowo– Dlaczego akurat z nią mam się spotkać? - Dziewczyna spoważniała.
- Ponieważ z pozostałymi czterema stanami podpisaliśmy ugody – Wtrąciła Liliana – Zachowują autonomię, lecz współpracują z nami; królowa Berenika niestety odmówiła.
- I co z tego?
- Gdy zostaniesz królową, będziecie musiały się dogadać – Wyjaśnił Maurycy – Zgodnie z prawem Berenika powinna ustąpić z tronu, lecz nie wiadomo, czy to zrobi; lepiej poznać ją już teraz, by później negocjować swobodniej. Być może uda ci się poznać jej słabą stronę, którą będziesz mogła w przyszłości wykorzystać.
- Mam nadzieję – Westchnęła Tosia.
- Ojej – Pierwszy raz Preletka przejawiła inne uczucie, niż radość – Gdzie moje maniery; przetrzymuję cię tu jak zwierze, a przecież macie za sobą długą podróż, na pewno jesteś głodna i zmęczona – Kobieta chwyciła swego gościa pod rękę i poprowadziła w stronę drzwi znajdujących się na końcu sali.
Tosia i Maurycy spędzili w zamku jeszcze pół godziny. Rozmowa toczyła się głównie na temat życia Tosi, a pytania zadawała Liliana, zachwycona swym gościem. Wydawała się dla Antoniny miłą odmianą po nieprzyjemnych bliźniakach, oficjalnych Andrzeju i Maurycym oraz niezadowolonych przyjaciołach. Jedynie Marta sprawiała wrażenie równie sympatycznej.
Do pałacu królowej Bereniki Antonina i Maurycy dostali się za pomocą pożyczonego od Preletki auta. W trakcie podróży Tosia wypytywała swego partnera o tajemniczą kobietę.
- Jaka ona jest? - Pytała – Mam się jej bać?
- Wiesz, ma opinię żylety – Stwierdził mężczyzna, wzruszając ramionami – Lecz mnie udało się ją poznać trochę bliżej, w ramach jej współpracy z Instytutem Medycznym, w którym pracuję i uważam, że nie jest taka zła; ma charakterek, lecz wynika on raczej z braku zaufania. Gdy ktoś go zdobędzie, darzy go większą sympatią, niż wcześniej.
- Tobie ufa?
- Na to wygląda – Maurycy uśmiechnął się lekko – Chyba że po prostu dobrze sobie radzę z jej chłodnymi docinkami.
Tosia zachichotała.
- Jeśli zapomnę języka w gębie, pomożesz? - Zapytała wesoło.
- Spróbuję – Odparł Maurycy, również się uśmiechając, lecz odwracając wzrok w stronę okna – Jak zostaniesz królową – Odezwał się po chwili ciszy, patrząc znów na Tosię – Będziesz mogła wybrać którykolwiek zamek na swój dom, nie musisz mieszkać w tej białej cegle – Uśmiech przebiegł po jego twarzy, tym razem szczery.
- A co z ich władcami?
- Będziecie musieli się dogadać – Mężczyzna uśmiechnął się szerzej, ukazując rząd białych zębów; Tosi bardzo spodobał się jego uśmiech – Jesteśmy – Oświadczył, znów spoglądając w okno.
Zamek zbudowany został na planie kwadratu; wysoki, ciemno – czerwony budynek, z kilkoma strzelistymi wieżami stał na wzgórzu i rzucał ponure widmo na wioskę, złożoną z kilku budynków umiejscowionych wokół rynku, od którego odchodziło sześć ulic, z czego jedna prowadziła do pałacu.
- Jak nazywa się ten stan? - Zapytała Antonina, gdy samochód wjechał na szosę, prowadzącą w górę.
- Samara – Odparł Maurycy – Nie, nie ma to żadnego powiązania z filmową postacią.
- Domyślam się; pewnie to miasto zostało założone przed premierę ,,The Ring” - Tosia puściła oko w stronę mężczyzny, lecz ten ją zignorował.
W końcu kręta droga pod górę skończyła się i samochód zaparkował na żwirowym podjeździe w kształcie okręgu. Goście zostali przywitani przez eleganckiego, starszego lokaja.
- Królowa czeka – Oświadczył oficjalnie i zaprowadził parę do środka.
Hall był typowy – długi i wysoki, z drzwiami po obu stronach, dwoma korytarzami na końcu sali i wnęką naprzeciwko drzwi, z rzeźbą pięknej kobiety wewnątrz. Para przeszła korytarzem znajdującym się po prawej stronie – znów długim, z kilkoma oknami, znajdującymi się w osobnych niszach, przez co nie dawały zbyt dużego światła; zamek sprawiał wrażenie jeszcze bardziej ponurego.
Tosia i Maurycy weszli do jednej z sal – dużej i szerokiej, w której po lewej stronie znajdował się solidny stół na kilkanaście osób, po prawej mały aneks kuchenny oraz szafa zawalona papierami, a na wprost – tron stojący na podeście.
Królowa pojawiła się po kilku minutach od przybycia gości i zrobiła wrażenie na Tosi; wysoka, szczupła, ubrana w stylową, ołówkową spódnicę w kolorze beżu, białą, elegancką koszulę i kremowe obcasy wybijała się z aury bajkowości, którą tworzyli pozostali mieszkańcy. Krainy. Jednak uwadze dziewczyny nie umknęła również uroda kobiety – mocno zaznaczone brwi, trójkątna twarz, szerokie usta pomalowane w kolor nude, duże, brązowe oczy, zaznaczone kredką i ciemno - kasztanowe włosy, spięte w niesfornego koka, których kosmyki okalały twarz kobiety.
- Witam – Powiedziała, ściskając dłoń Tosi i uśmiechając się delikatnie – Berenika Abakowiczówna, królowa, miło mi – Mówiła przyjemnym, niewysokim głosem.
- Antonina Kruczyńska – Odparła Tosia, zachwycona kolejnym miłym przyjęciem.
- Panie Zwodzki – Berenika ścisnęła dłoń swemu drugiemu gościowi, a uśmiech nie schodził z jej ust.
- Królowo – Maurycy odwrócił dłoń kobiety wierzchem do góry i pocałował ją, na co kobieta uśmiechnęła się szerzej.
Berenika poprosiła swych gości, aby usiedli, a w tym czasie weszła pokojówka z serwisem do herbaty.
- Jak się czujesz? - Zapytała królowa, gdy każdy miał już przed sobą filiżankę pełną gorącego napoju.
- Na razie przyswajam wszystko z zachwytem – Odparła Tosia radośnie – I czuję się, jakbym była we właściwym miejscu.
- Dowiedziałaś się już, po co zostałaś tu sprowadzona?
- Tak i powiem szczerze, że jestem w szoku – Dziewczyna zaśmiała się nerwowo.
- A jak to znoszą twoi przyjaciele?
- Gorzej, są niezadowoleni – Antonina westchnęła – Obiecali zostać kilka dni, lecz jeśli wciąż będą się tu czuć źle, wyjadą.
- Nie jestem fanką zwykłych ludzi, dlatego uważam, że osoby z Krainy otoczą cię lepszą opieką; zatrzymałaś się u Marysi? - Zapytała Berenika, po czym napiła się herbaty.
- Podobno, ale jeszcze tam nie byłam.
- Marysia to cudowna kobieta, na pewno się zaprzyjaźnicie – Królowa uśmiechnęła się
lekko – Zobaczysz, wszystko będzie dobrze – Powiedziała.
- Mam nadzieję, że nic nie zrobią twoim przyjaciołom – Wtrącił Maurycy.
- Dlaczego? - Tosia wystraszyła się.
- Działania prowadzone od wiek wieków przez zwykłych ludzi sprawiły, że mieszkańcy Krainy zaczęli postrzegać ich jako diabły – Wyjaśniła Berenika ze spokojem; zapadła cisza, więc kobieta kontynuowała – Stąd w przepowiedni wzięło się zdanie o tym, że diabeł i równocześnie dziecko diabła zasiądzie na tronie – twój ojciec jest zwyczajny, ty w połowie również. Obawiasz się tego?
- Jeszcze nie wiem – Tosia patrzyła szerokimi oczyma na królową; w przepowiedni nie było mowy o ,,diabłach” - Lecz Maurycy wspominał, że i u was trwała wojna, dlatego moja matka uciekła; czy to nic nie zmieniło?
- Zmieniło i to bardzo dużo; człowiek już nie funkcjonuje w świadomości mieszkańców jako diabeł – Odparł mężczyzna.
- Lecz dopiero od ponad czterdziestu lat – Dodała Berenika – Przełomem w naszych dziejach okazał się wybuch Wielkiej Wojny i związana z nim destrukcja jednego z miasteczek – Szeolu, w którym traktowano i do dziś traktuje się ludność gorzej niż zwierzęta; brak pomocy, choćby medycznej i wieczne patrole policji, która często wykazuje się dużą brutalnością; nikt nie, komu udało się stamtąd uciec nie przyznaje się, że pochodzi z Szeolu. W każdym razie społeczeństwo, przedwojenne, wciąż boi się ludzi.
- Dlatego obawiają się ,,diabła, który ma zasiąść na tronie” - Powiedział Maurycy sarkastycznie – Lecz teraz już wiesz, że chodzi o gatunek, a nie twój charakter czy nadprzyrodzone moce. Dodatkowo nie jesteś na razie zbyt potężna, a to budziło niepokój – silny szaleniec, który skinieniem palca może wszystkich pozabijać; właśnie w tym upatrywano się ,,diabła”.
- Głowa mnie od tego wszystkiego zaczyna boleć – Stwierdziła Antonina, marszcząc się.
Maurycy westchnął przeciągle, spoglądając na Berenikę.
- Chyba czas na nas – Odparł cicho.
- Lokaj odprowadzi cię do drzwi głównych – Stwierdziła królowa – A ja jeszcze chciałabym zamienić słowo z panem, panie Maurycy.
Tosia wyszła, podtrzymywana przez tego samego człowieka, który uprzednio przyprowadził ją do sali. Na zewnątrz mężczyzna kulturalnie poczekał z panną Kruczyńską, aż jej opiekun nie wróci.
Do końca dnia Tosia odwiedziła wspomniane przez Preletkę miejsca, wynosząc z nich mnóstwo książek z dziedziny historii, prawa i kultury Krainy Marzycieli. Dopiero wieczorem mogła zobaczyć się z przyjaciółmi, którzy czekali na nią w restauracji pani Marii, mieszczącej się na parterze jej hoteliku.
Restauracja nie była duża, wszystko mieściło się w jednym pomieszczeniu; większość sali, prócz przejścia na środku, zajmowały okrągłe stoły z krzesłami dokoła, jednak znalazło się miejsce dla niedużej sceny, usytuowanej na końcu pomieszczenia po lewej stronie oraz pianina, stojącego na niej. W samym tyle restauracji, na środku stał drewniany bar, z którego po obu stronach wychodziły filary, łączące się z sufitem. Z prawej strony baru znajdowało się dwoje drzwi, ułożone prostopadle do siebie – jedne prowadzące do kuchni, drugie – do korytarza, z którego można było udać się do pokoi hotelowych. Ściany restauracji były kremowe, z sufitu zwisały niewielki lampy, a podłoga obłożona była panelami.
Tosia zauważyła swoich przyjaciół siedzących przy stoliku obok drzwi, prowadzących do korytarza. Dziewczyna z pewną ulgą podbiegła do nich i wpadła w ramiona Michała.
- Nareszcie jesteś – Powiedziała Asia, a Kaśka jej przytaknęła.
- Witamy w naszych skromnych progach – Odezwał się głos za plecami Tosi.
Dziewczyna odwróciła się i ujrzała pulchną, aczkolwiek nie grubą, krótko ostrzyżoną blondynkę, o przyjemnej twarzy, bardzo delikatnie pomalowanej, średniego wzrostu, w wieku trochę ponad trzydziestu lat.
- Jestem Marysia – Kobieta uścisnęła Tosię – A to jest właśnie mój hotel, w którym wybrałam ci najlepszy pokój.
- Mieszkam sama? - Mina Antoniny zrzedła.
- Twoje łóżko jest na tyle duże, aby pomieścić jeszcze jedną osobę – Marysia wzruszyła ramionami – Już rozmawiałam na ten temat z Michałem, który oświadczył, że z chęcią z tobą zamieszka.
Na te słowa Tosia odwróciła się w stronę chłopaka i posłała mu szeroki uśmiech.
- Za to twoje przyjaciółki zajmą pokój z dwoma łóżkami.
- Cudownie, może więc udacie się tam na odpoczynek? – Zaproponował Maurycy nagle, mówiąc dosyć szybko – To był bardzo męczący dzień dla was wszystkich.
- Może i masz rację... - Antonina na chwilę zawahała się – Dobrze.
Po wyjściu czwórki przyjaciół, Marysia naskoczyła na Maurycego, który zwolnionym przed chwilą stoliku.
- Dlaczego ich wygoniłeś? - Zapytała ostro, nachylając się nad mężczyzną.
- Sam jestem zmęczony, a oni działają mi na nerwy – Wyjaśnił spokojnie, rozsiadając się na krześle.
- Fakt, te dziewczyny są dziwne, a Michał spięty, ale nie można im się dziwić – jak ty byś zareagował na ich miejscu?
- Nie chodzi o reakcję, ale o osobowość; nie wydają się być atrakcyjni w żaden sposób.
- No tak, bo ty wywodzisz się z takiej elity, która potrzebuje profesorów do rozmowy – Prychnęła Marysia.
- Po prostu nie lubię ludzi tego pokroju, jakby wyszli z maszyny do kopiowania; miałem okazje ich obserwować przez kilka tygodni i dla mnie są bezwartościowi – Odparł Maurycy, patrząc głęboko w oczy przyjaciółki – Gdybyśmy Tosi tu nie ściągnęli, stałaby się taka sama, jak oni, a to byłaby wielka strata.
- Pewnie masz rację – Marysia złagodniała – Oby pobyt tutaj nie sprawił, że stanie się taka sama jak ty – Wycedziła, posyłając mężczyźnie piorunujące spojrzenie.

Mężczyzna wytrzymał ten wzrok, aczkolwiek gdy Marysia odeszła w stronę baru, skarcił się w duchu i do końca wieczoru próbował ułaskawić przyjaciółkę, pomagając jej i stając się sympatyczniejszym.
CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz