czwartek, 14 września 2017

ROZDZIAŁ  PIĄTY

Rano   Tosia zeszła do restauracji wypoczęta i zadowolona; wizja panowania stawała się dla niej mniej groźna, a wręcz ekscytująca. Właściwie wraz z położeniem się do łóżka, dziewczyna miała nadzieję, że Kraina nie była tylko jej snem, a przebywanie w której dawało Antoninie jeszcze jedną korzyść – mogła spokojnie spać z Michałem w jednym łóżku, bez obaw, że nie wpadną do niej rodzice z niezapowiedzianą wizytą.
Antonina przywitała się grzecznie z Marysią, która szybko przygotowała dla niej kawę z mlekiem, a dziesięć minut później – śniadanie.
- Ile kosztuje pobyt tutaj? - Zapytała dziewczyna, gdy gospodyni podała jej talerz z grzankami.
- Dla ciebie i twoich przyjaciół – nic; wszystko zostało sfinansowane przez ministerstwo – Kobieta uśmiechnęła się ciepło – Dla wszystkich mieszkańców wasza wizyta w Krainie to zaszczyt.
- Tak, już to słyszałam – Antonina zachichotała, po czym zrobiła łyk kawy – Pyszna – Odparła, oblizując się.
- Przed chwilą ją zaparzyłam, ponieważ Maurycy powinien być tu za kilka minut – Odparła Marysia, siadając przy swym gościu.
W lokalu znajdował się jeszcze tylko jeden starszy pan, pijący herbatę i czytający gazetę oraz kobieta i mężczyzna, którzy sprawiali wrażenie partnerów biznesowych – pili kawę i jedli jajecznicę. Marysia spokojnie mogła porozmawiać z Tosią.
- Chyba bardzo się dla niego postarałaś – Ciągnęła panna Kruczyńska – Czy wy jesteście... parą? - Zapytała ściszonym głosem.
- Maurycy i ja? - Marysia zaśmiała się – Nie, przyjaźnimy się, od wielu lat.
- W takim razie czyim synem jest Andrzej? Nie zauważyłam obrączki na twoim palcu.
- Jestem wdową – Odparła Marysia lakonicznie.
- Ojej – Tosia zmieszała się – Przepraszam, nie chciałam cię urazić.
- Nie wiedziałaś – Kobieta wzruszyła ramionami, jak gdyby była przyzwyczajona do pytań na temat jej męża.
Wtedy do restauracji wszedł Maurycy – bez płaszcza, w białej koszuli, z pilotkami na nosie i szerokim, uroczym uśmiechem na ustach. Widząc ten uśmiech Tosia poczuła zarówno podniecenie, jak i swego rodzaju deja vu, które wywołało dreszcze na jej skórze.
- Witam, moje panie – Mężczyzna przywitał się, całując najpierw Marysię w policzek, a potem Antoninę w wierzch dłoni, po czym usiadł między kobietami – Można liczyć na kawę, moja droga? - Zwrócił się do Marii, ściągając okulary przeciwsłoneczne; wtedy Tosia znów poczuła spokój.
- Oczywiście, mój drogi – Zawtórowała mu Marysia.
- Jak się spało? - Mężczyzna zwrócił się do Tosi.
- Bardzo dobrze, lepiej niż w Krakowie, gdy zostałam sama w mieszkaniu – Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Nie wątpię, w końcu miałaś Michała u swego boku – Uśmiech nie schodził z ust Maurycego, a pogodny humor wprost rozlewał się na wszystkich dokoła.
- Co będziemy dzisiaj robić? - Zapytała Antonina, gdy Marysia przyniosła drugą kawę i poszła obsługiwać nowych klientów.
- Musisz oczyścić swój umysł – Mężczyzna przesadnie zaakcentował ostatnie trzy słowa – Będziesz przez pół dnia medytować z kapłanem Yuki.
- A co z tobą?
- Ja mm dyżur w przychodni – Odparł Maurycy z ulgą.
- Przecież ty pracujesz w Instytucie – Tosia zmarszczyła brwi.
- Ale skończyłem medycynę, co pozwala mi zajmować się badaniami oraz leczeniem, ale bez specjalizacji, na przykład: dentystycznej.
- W książce wszystko było prostsze.
- Inne życie zawsze wydaje się być prostsze od naszego – Mężczyzna wzruszył ramionami, po czym napił się kawy.
- Wrócisz po mnie? - Zapytała nieśmiało młoda dziewczyna po chwili ciszy.
- Nawet jakbym nie chciał, to muszę – Maurycy uśmiechnął się kąśliwie – Chcesz, żeby twoja banda poszła z tobą?
- Nazywaj ich, proszę, moimi przyjaciółmi – Oczy Antoniny zwęziły się pod wpływem gniewu – Jeśli będą chcieli, ich towarzystwo sprawi mi radość.
- W takim razie zawołaj swych przyjaciół – Zaznaczył ostatnie słowo – I za pół godziny macie być gotowi – Mężczyzna wstał, dopiwszy uprzednio kawę.
- A ty gdzie idziesz?
- Do domu; mieszkam niedaleko – Maurycy wypowiedział się tak, jakby to było oczywiste.
Mężczyzna podszedł do Marysi.
- Uciekam – Odparł, całując przyjaciółkę w czoło, co wywołało uśmiech na jej twarzy.
Tosia odprowadziła nowego znajomego wzrokiem.


Kasia, Asia i Michał nie mieli nic przeciwko, aby udać się na medytację; dla dziewczyn było to coś nowego, ekscytującego, a dla chłopaka – chęć bycia blisko swej
ukochanej i okazania jej wsparcia.
Kapłan Yuki zrobił na przyjaciołach ogromne wrażenie – wysoki albinos, o niebieskawych oczach i długich włosach, ubrany w białą szatę do ziemi, z kilkoma kolorowymi wisiorami na szyi. Spokojny i wyrozumiały dla zwykłych ludzi, biła z niego wielka siła, a jego uśmiech koił.
Przez pięć godzin czwórka studentów odprężała się, a Tosia próbowała odnaleźć w sobie moc, choć nie wiedziała, jak ma tego dokonać; skupiała się na oddechu, na pojawiających się znienacka myślach i podążała za nimi. Czasem otwierała oczy i z zachwytem patrzyła na przyrodę za oknami – kolorowe liście na wysokich drzewach, egzotyczne kwiaty, płynąca w dole rzeka, ptaki mijające budynek, słońce wysoko na bezchmurnym niebie – to wszystko było niemalże na wyciągnięcie ręki, ponieważ cała sala do medytacji zrobiona była ze szkła, prócz podłogi i jednej ściany, które obłożone zostały panelami oraz boazerią.
Tosia wiedziała, że moc marzycieli polega również na władaniu żywiołami, dlatego chciała w jakiś nadprzyrodzony sposób połączyć się z otaczającą ją naturą. Niestety okazało się to dosyć trudne, tym bardziej, że pod koniec sesji dziewczyna zaczęła się denerwować na Maurycego, że zostawił ją, podczas gdy miał ją uczyć. Jej gniew zauważył kapłan Yuki.
- Nie pozwól, aby opanowały cię złe emocje, Antonino – Mówił spokojnym, wyważonym tonem – Moc to siła, a siła to odwaga, a odwaga – to pozytywna motywacja. Złymi uczuciami jest przepełniona zemsta, a ty przybyłaś tu, by mądrze i odważnie rządzić.
- Mogę być odważna i silna, ale bez mocy nie zostanę królową, a ja tej mocy nie czuję – Westchnęła dziewczyna.
- Stara, spokojnie – Odezwała się Kaśka, która od dłuższej chwili grała na telefonie – Poczujesz jak Elsa i zrobisz rozpierduchę.
- Kaśka... - Tosia pokręciła głową.
- Co zrobi? - Zapytał kapłan w tym samym czasie.
- Easy – Mówiła dalej dziewczyna – Chodzi mi o to, że na pewno poczujesz tę moc, choć sama nie wierzę, że to mówię; skoro ten świat istnieje naprawdę, a ty czujesz się tu dobrze, to coś znaczy, tylko cierpliwości.
- Na razie wciąż nie wiem, o czym ty do mnie mówisz – Odpowiedziała Antonina skołowana.
- Cierpliwości i tyle. A może ten cały Maurycy – Dodała po chwili – Powinien cię zapoznać z innymi Marzycielami, skoro z nimi pracował? Może by ci pomogli i dali kilka wskazówek.
- Przede wszystkim niech on tu w końcu przyjdzie i powie mi, co mam robić – Mruknęła Tosia.
- Już nadchodzi – Wtrącił kapłan, zamknąwszy oczy.
Dwie minuty później do drzwi ktoś zapukał.
- Proszę – Odparł albinos dźwięcznie.
Do sali wszedł Maurycy; omiótł wszystkich wzrokiem, a następnie bez przywitania, oświadczył:
- Pora się zbierać, dzieciaki.
Kasia i Asia posłusznie wstały, ponieważ miały dość tej nudy, natomiast Michał spał smacznie dopóty, dopóki przyjaciółki mocno nim potrząsnęły. Jedna tylko Tosia wciąż siedziała ze skrzyżowanymi nogami.
- A może dołączysz do nas? - Zapytała.
- Nie dziękuję; uważam medytację za stratę czasu – Mruknął mężczyzna.
- Ja tam bawiłem się świetnie – Odparł Michał, przeciągając się.
- Gdyby skupił pan na chwilę umysł, może udałoby się panu rozproszyć ten mrok, który krąży wokół pana – Wtrącił kapłan.
- Wystarczy mi, że skupiam umysł w pracy.
Kapłan wstał powoli, wyprostował się i dystyngowanym krokiem podszedł do Maurycego.
- Jest pan cieniem człowieka – Odparł cicho – Gdyby pan tylko pozwolił naszej bogini Yuce, stworzycielki wszystkiego, wejść w pański umysł i dać sobą pokierować.
- Nie wierzę w waszego bożka – Oświadczył Zwodzki, patrząc kpiąco na stojącego przed nim mężczyznę – Ani w wasze rzekome jasnowidztwo; może kiedyś za czasów stworzenia przepowiedni, twoi przodkowie potrafili ujrzeć przyszłość, ale dziś jesteście przereklamowani.
- A ty nie jesteś dobrym człowiekiem – Odparł kapłan, patrząc prosto w oczy swego rozmówcy.
- To wiem sam – Prychnął Maurycy.
- Ale to wszystko z powodu zagubienia – Ciągnął albinos, nie zważając na słowa mężczyzny – Oby udało ci się odnaleźć drogę do serca.
- Jedyna droga, jaka mnie teraz interesuje jest za moimi plecami – Maurycy był wyraźnie zmęczony tą wymianą zdań – Gotowi? - Spojrzał na czwórkę przyjaciół, która w milczeniu przysłuchiwała się rozmowie – No to idziemy. Do wiedzenia – Skłonił się kapłanowi, a w jego głosie słychać było sarkazm – Dziękuję za mądre słowa – Otworzył drzwi, przepuścił swoich towarzyszy i sam zamierzał wyjść.
- Strzeż się przeszłości – Odparł kapłan na pożegnanie.
Maurycy odwrócił się.
- A ty strzeż się cienia – Powiedział cicho, po czym wyszedł.
- Dokąd idziemy? - Zapytała Asia po wyjściu z Centrum Rekreacyjnego.
- Mój kuzyn mieszka tu niedaleko wraz z rodziną, zaprosił nas na obiad – Wyjaśnił jej Maurycy – Zadzwonił do mnie, gdy byłem w pracy, dlatego nie mówiłem wam o tym wcześniej. Jeśli nie chcecie iść, to chyba nie będzie problemem odwołanie wizyty, ale jest już pora obiadowa, do hotelu Marysi daleko, a po co wydawać pieniądze, które przydadzą wam się na przyszłość, w zależności, ile czasu tu spędzicie, podczas gdy można przy okazji poznać nowych ludzi? - Spojrzał po wszystkich zachęcająco.
- Jak nazywa się twój kuzyn? - Wtrąciła Kaśka.
- Jan Tarski, jego żona to Beata, mają trójkę dzieci – Basię, Franka i Wiktorię. To tak gwoli wstępu – Mężczyzna mówił bez emocji.
- No to pobawimy się z małymi brzdącami, super – Odparł Michał szczerze.
Tosia spojrzała zachwycona na swojego chłopaka.
- ,,Chyba lubi dzieci – Pomyślała – Ciekawe, jakim byłby ojcem?”
- A co to była za spina z tym białym gościem – Pytała dalej Kasia, idąc obok Maurycego – Nie lubicie się, czy ty z każdym tak rozmawiasz?
- Nie tyle, że się nie lubimy – Wyjaśnił mężczyzna spokojnie – Co nie tolerujemy – dla mnie to oszust, a on, jak każdy, ma wyrobioną opinię na mój temat, a wszystko dzięki plotkom; czasem wydaje mi się, że ludzie stąd nie robią nic, prócz wtykania nosa w nie swoje sprawy.
- Stwierdził, że nie jesteś dobrym człowiekiem.
- Miał rację.
- Bo? - Dziewczyna nie dawała za wygraną – Co przeskrobałeś?
- W ciągu pięćdziesięciu lat mnóstwo rzeczy.
- Ilu? - Kaśka zmarszczyła brwi – Też chcę tak wyglądać, będąc w średnim wieku.
- Kasia, uspokój się – Wtrąciła Tosia – Tutaj średnia wieku wynosi sto pięćdziesiąt, sto sześćdziesiąt lat, ale ty zawsze wyglądasz, jakbyś miała połowę mniej.
- Ale on nie wygląda na dwadzieścia pięć – Drążyła dalej dziewczyna.
- Tak odbija się wszystko to, co przeskrobałem – Dodał Maurycy z uśmiechem – U was wyglądałbym znacznie gorzej, ale tu ludzie z natury prezentują się lepiej, zdrowiej, i tak dalej – Machnął ręką.
- To dlatego z Tosi taka laska – Odparła Aśka, chichocząc.
- Trafiłem w dziesiątkę – Michał objął swoją ukochaną ramieniem – Piękna, inteligentna – Pocałował ją.
- Poczekajcie do wieczora – Skarcił ich Zwodzki – Tyle wytrzymacie, zwłaszcza że jesteśmy już na miejscu.
Piątka wędrowców stanęła przed jednopiętrowym, kremowym domkiem. Otoczony był żywopłotem, a aby dostać się do ogrodu, trzeba było wejść przez niewielką, staromodną furtkę, która skrzypiała. Do drzwi wejściowych prowadziła ścieżka wyłożona kostką brukową. W oknach wisiały delikatne, białe i różowe firanki lub stały doniczki z roślinami. Obok drzwi głównych rosły róże, a na zadbanym trawniku leżało kilka zabawek. Domek, odizolowany żywopłotem, wydawał się być bezpieczną przystanią dla gości i rodziny.
- Jak tu sielsko – Szepnęła Asia, jak gdyby bojąc się, że mówiąc głośniej zniszczy tę Arkadię.
- Fakt – Maurycy rozejrzał się, nim zadzwonił do drzwi – Nigdy nie narzekam, gdy mnie zapraszają.
Otworzyła im mała dziewczynka, na oko pięcioletnia, ubrana w niebieską sukienkę w kwiaty, z czarnymi włosami splecionymi w dwa kucyki.
- Mamo! - Krzyknęła, szczerząc się w szczerbatym uśmiechu – Wujek Maurycy i jacyś obcy przyszli! - Następnie wyciągnęła ręce w stronę mężczyzny, a ten podniósł ją – Cześć wujku – Powiedziała, całując go w policzek.
- Cześć, króliczku – Maurycy przywitał się, wyraźnie zadowolony; wszedł do przedpokoju i próbował zdjąć oficerki, cały czas trzymając dziewczynkę na rękach – Nie przywitałaś się z moimi znajomymi.
- Cześć, nieznajomi – Dziewczynka rzuciła okiem na czwórkę przyjaciół – Ja jestem Basia, a wy?
Studenci przedstawili się kolejno.
- Kasia, Asia, Basia – Dziecko roześmiało się – Ale rym! A ty jesteś królową, tak? - Spojrzała na Tosię.
- Być może – Sprostowała dziewczyna, rumieniąc się.
Wtedy do przedpokoju weszła ładna kobieta, prawie sześćdziesięcioletnia, ubrana w żółtą sukienkę i fartuch; była średniego wzrostu, z niemałym biustem i pełnymi biodrami, ale wąską talią; miała proste, czarne włosy do połowy karku i śliczne, piwne oczy.
- Witam i przepraszam za tę gadułę – Pacnęła córkę w nosek, na co mała zachichotała – Jestem Beata Tarska, zapraszam – Wskazała drogę przed siebie.
W jadalni – oddzielonej od salonu po lewej stronie i kuchni po prawej jedynie łukowatymi przejściami – stał długi stół, zastawiony i udekorowany oraz jeden kredens. Całości dopełniały obrazy i zdjęcia wiszące na ścianach oraz szklane drzwi, między kuchnią a salonem, prowadzące do ogrodu.
- Siadajcie, rozgośćcie się, mąż zaraz przyjdzie – Oświadczyła Beata, po czym wróciła do kuchni, aby dokończyć deser.
- Wujku, mogę ci pokazać króliczka? - Zapytała Basia, która stała już o własnych nogach.
- Przecież nie zostawię ich tu samych – Maurycy wskazał głową nowych znajomych, kucając przed dzieckiem.
- Zawołam Franka, pokaże im swoje sztuczki magiczne – Dziewczynka podrapała się po nosie – Chodź – Wyciągnęła rękę w stronę mężczyzny.
- Może przynieś Pruszka tutaj?
Basia przeanalizowała w głowie wszystkie wady i zalety tego pomysłu.
- Zgoda, ale jeśli zrobi na kogoś kupę, to będzie twoja wina – Stwierdziła wesoło, po czym pobiegła na piętro do swego pokoju.
- Urocze dziecko – Stwierdziła Asia, zachwycona wszystkim dokoła.
- Moja chrześnica – Odparł Maurycy, siadając obok Kasi.
- Masz dzieci? - Zapytał Michał.
- A wyglądam? - Mężczyzna nalał sobie wody, nawet nie spojrzawszy na studenta – Ani żony, ani dzieci – Sięgnął po szklankę.
- Jesteś gejem? - Wtrąciła Kasia – Bo tak wyglądasz.
- Słucham? - Maurycy prawie się zakrztusił.
- Tak dwuznacznie się ubierasz – Dodał Michał.
- Byłeś dziwnie zadowolony, gdy mówiłeś, że spałam z Michałem w jednym łóżku – Dorzuciła Tosia.
- Zwracasz się do Marysi per ,,Moja droga” i ,,Skarbie” - Odparła Asia.
- I nawet nie spojrzałeś na żadną z nas z ochotą – Oburzyła się Kasia.
Maurycy otworzył usta, żeby coś powiedzieć, lecz wtedy do salonu wszedł Jan.
- Co ja słyszę? Mój kuzyn gejem? - Roześmiał się – To ostatni mężczyzna w Krainie, którego można by osądzić o homoseksualizm; chodzą słuchy, że żadnej nie przepuści.
- Dzięki, Jasiu, za wartościową opinię – Maurycy uśmiechnął się kpiąco.
- Jan Tarski – Pan domu, ignorując kuzyna, podszedł do każdego z osobna – Miło mi gościć was w moich skromnych progach.
Jan był podobnego wzrostu, co Maurycy, nie był jednak tak wychudzony, tylko szczupły i był okrąglejszy na twarzy, miał brązowe, krótko ostrzyżone włosy oraz lekki zarost, a ubrany był w dżinsy z szerokimi nogawkami i biały podkoszulek. Gdy skończył oficjalne powitanie, do jadalni wbiegła Basia z białym, małym królikiem na rękach.
- Cześć, tato! - Krzyknęła.
- Przecież już się dziś widzieliśmy – Jan zmarszczył brwi.
- No tak... - Dziewczynka zawiesiła się na chwilę – Patrzcie, to jest Pruszek – Wyciągnęła białego królika w stronę czwórki przyjaciół.
- To może wy pobawcie się z Basią – Jan zwrócił się do swych gości – A ja z Maurycym... Wyjdziemy na jednego? - Zapytał ściszonym głosem.
- Wiesz, że nie odmówię – Zwodzki uśmiechnął się chytrze.
- Gdzie idziecie?! - Krzyknęła Beata z kuchni, słysząc dźwięk rozsuwanych drzwi – Znowu kurzyć? - Była wyraźnie niezadowolona.
- Nie, skarbie... Idziemy pozbierać zabawki z trawnika – Skłamał jej mąż, po czym wraz z krewnym zniknął w ogrodzie.
W tym czasie studenci z Krakowa zdążyli poznać Pruszka – leniwego królika, Franka – jedenastoletniego chłopca, zafascynowanego Harrym Potterem i sztuczkami magicznymi, bardzo podobnego do ojca, oraz Wiktorię – grubą czternastolatkę, o długich, czarnych, prostych włosach, splecionych w warkocza, ubraną w czerwoną mini, wzorzyste rajstopy i czarny top oraz z mocno pomalowanymi oczami. Nie zrobił na niej wrażenia fakt, że będzie jadła obiad z przyszła królową, wręcz przeciwnie – wydawała się niezadowolona z wizyty obcych, dlatego dała temu wyraz poprzez niekulturalne powitanie. Jeszcze bardziej spochmurniała, gdy zobaczyła wujka i usłyszała jego komentarz.
- O, widzę, że czarownica wyszła ze swej jamy – Zakpił.
- Ej... - Jan westchnął; Maurycy i Wiktoria od dawna toczyli wojnę na zgryźliwości, ale ojciec dziewczyny jeszcze się do nich nie przyzwyczaił.
- Wiesz, Maurycy, że w Krainie nie wolno palić – Dziewczynka spojrzała na niego spode łba.
- Chyba nas nie wydasz – Mężczyzna pochylił się w stronę Wiktorii i uśmiechnął szelmowsko.
- Ciebie z chęcią, taty – nie; kto będzie zarabiał?
- Materialistka – Syknął Maurycy.
- Jesteś jak Harry Potter? - Nagłe pytanie Franka do Tosi przerwało wymianę zdań wujka i dziewczyny.
- No... nie... nie wiem – Antonina zaśmiała się – Trochę tak, tylko w realu.
- I nie masz groźnego wroga, z którym musisz się zmierzyć – Dodała Kasia, ze śmiechem.
- W książce nie było nic na temat wroga, rzeczywistość chyba nie jest inna? - Tosia spojrzała z nadzieją na Maurycego.
- Nic mi o tym nie wiadomo – Odparł mężczyzna, spoglądając w stronę kuchni – Wiktoria, idź pomóc mamie w kuchni – Zwrócił się władczym tonem w stronę młodej dziewczyny.
- Nie jesteś moim ojcem – Odburknęła.
- Zatem ja ci karzę – Wtrącił Jaś, łagodniej niż kuzyn – Wujek ma rację. A Franek ci pomoże – Spojrzał znacząco na syna; liczył na okazanie sprawiedliwości ze swej strony.
Po wyjściu dzieci – na Basię nie zwracano uwagi, ponieważ bawiła się w kącie z królikiem – kontynuowano temat przeciwnika przyszłej królowej.
- Czyli będziemy się nudzić i patrzeć, jak Tośka trenuje? - Zapytała Kasia.
- I tak będzie to ciekawsze, niż normalne życie w Krainie – Powiedział Maurycy niższym tonem.
- Chyba że Bartek się wkurzy o coś i wypowie nam wojnę – Wtrącił Jaś niby to z uśmiechem, lecz z poważnym głosem.
- Czy faktycznie nam to grozi? - Asia trochę się wystraszyła.
- Królewicz na przemówieniach czasem grozi, że nas wszystkich powybija – Wyjaśnił Maurycy sarkastycznym tonem – Lecz nie będzie rzezi, ponieważ Preletka jest równie dobrze uzbrojona, co on.
- Po co miałby was atakować? - Michał zmarszczył brwi.
- Bo jest zachłanną ciotą – Skwitował Maurycy, odchylając się na krześle.
- Nie przy dziecku – Syknął Jaś, który dopiero teraz przypomniał sobie o obecności córki.
Do salonu weszła Beata, niosąc wazę z zupą, a za nią kroczyła Wiktoria z miską sałaty w ręce oraz Franek, niosący kolejny dzbanek, tym razem z sokiem pomarańczowym. Pani Tarska poprosiła swojego męża, aby ten nalał każdemu zupy.
Gdy każdy miał już co jeść, temat toczył się dalej.
- A może ta Berenika mogłaby zostać głównym antagonistą? - Zaproponował nagle Michał.
Maurycy zmarszczył brwi, zatrzymując łyżkę z zupą w połowie drogi do jego ust.
- Dlaczego akurat ona? - Zapytał.
- Sam mówiłeś, że żyleta – Stwierdziła Tosia.
Mężczyzna spojrzał przed siebie, na Beatę, która raz wpatrywała się w niego, raz w pozostałych gości.
- Chyba nie odniosłaś takiego wrażenia – Stwierdził w końcu Maurycy.
- Lecz podobno nie lubi ludzi – Wtrąciła Kaśka – Skoro tu jesteśmy, może chcieć nas wszystkich pozabijać.
- Wątpliwe – Mruknął mężczyzna, przesuwając w końcu łyżkę w stronę swoich ust.
- Może powinniśmy się z nią spotkać, tak dla upewnienia się, że nie zrobi nam krzywdy – Zaproponował Michał, nieśmiało kończąc zdanie.
Antonina spiorunowała wzrokiem swego chłopaka; wiedziała dobrze, ze tak naprawdę chodzi mu o zobaczenie pięknej królowej na żywo.
- Nie sądzę, aby znalazła dla was czas.
- Dzieci, co wy na to, żeby wieczorem jechać na lody? - Zapytała Beata znienacka, chcąc zakończyć niewygodną dyskusję.
Rozmowa przeszła na tematy domowe, do których dołączyli nowi znajomi państwa domu, a jedynie Maurycy milczał.
- Mam prośbę - Tosia nagle zwróciła się do swego opiekuna; w tym czasie Beata i jej dzieci przynosili drugie danie – Mogłabym spotkać się z jakimś Marzycielem? Może pomógłby mi odkryć w sobie moc i podpowiedzieć, jak ją rozwinąć.
- Mówiłem ci już, że tutaj Marzyciele nie mieliby życia, zatem spodziewam się, iż żaden, nawet, gdybym go przekupił, nie zgodzi się, aby tu przyjechać – Wyjaśnił mężczyzna cierpko.
- Nawet incognito?
Maurycy westchnął; wahał się między uczciwością a kłamstwem.
- Tego nie wiem – Odparł w końcu.
- Pogadasz z którymś z nich? - Tosia przybrała minę niewinnego dziecka.
- Dobrze – Mruknął Maurycy – Ale kończymy temat.
Reszta posiłku przebiegła w luźnej atmosferze, nawet Wiktoria wydawała się być zadowolona, gdyż dobrze jej się rozmawiało z przyjaciółmi Tosi, ją samą ignorując. Ptasi śpiew wpłynął wraz z delikatnym wiatrem przez otwarte okna w salonie i kuchni, a promienie słoneczne wpadały przez duże, oszklone drzwi. Kolorowe liście drzew przyciągały uwagę zgromadzonych i nawet Pruszek stał się miłą ozdobą w jadalni, kicając między nogami domowników i gości. Aromaty z kuchni i ogrodu mieszały się ze sobą, tworząc przyjemną, sielankową woń. Z pewnością był to kawałek raju w Krainie, oddzielony od niej żywopłotem, aby brutalność rzeczywistości nie zniszczyła Arkadii, która rozbrzmiewała śmiechem i rozmową zebranych. Po zjedzonym deserze Basia podeszła do Maurycego.
- Wujku – Zaczęła, przeciągając ostatnią samogłoskę – A pokażesz mi swoje tatuaże? - Uśmiechnęła się słodko.
Mężczyzna wyraźnie się spiął.
- Nie mogę, musiałbym zdjąć koszulę, a to byłoby nieetyczne – Powiedział, uśmiechając się nerwowo, choć głos starał się mieć spokojny.
- Co to znaczy ,,nieetyczne”?
- Nieodpowiednie, brzydkie... - Wyjaśniał mężczyzna, gestykulując dłońmi – Za to Franek może pokazać ci jakąś sztuczkę – Próbował pozbyć się dziecka.
- Nie chcę, a ty możesz podwinąć rękaw i pokazać napis, albo tego śmiesznego pana z wąsami – Dziewczynka nie dawała za wygraną.
- Kiedy indziej – Maurycy nie poddawał się, a gdy Basia chciała jeszcze coś powiedzieć, zakrył jej usta rękami – Idź do królika, chyba popada bez ciebie w depresję – Spojrzał na zwierzątko, które spało pod ścianą, leżąc na boku.
- Myślisz? - Basia wystraszyła się.
- Nie jestem weterynarzem, sama się przekonaj – Mężczyzna popchnął delikatnie chrześnicę w stronę królika.
- Jak możesz wciskać jej taki kit – Jaś pokręcił głową.
- Niech się uczy od najlepszych – Odparł Maurycy szybko, po czym spojrzał na zegar wiszący na ścianie – Czas na nas – Wstał, patrząc na swych towarzyszy – Ruszcie się.
- Ale jeszcze nie skończyłyśmy rozmawiać o nowych technikach makijażu – Zaprotestowała Wiktoria gniewnie.
- Tobie i tak już nic nie pomoże.
- Ej!



Wieczorem Tosi nie dawała spokoju reakcja Maurycego na prośbę jego chrześnicy; czyżby bał się pokazać tatuaż przed nimi? Rodzina Tarskich z pewnością już go widzieli, musiał więc mieć osobiste pobudki, aby zataić istnienie, czy raczej wygląd tatuażu. Dziewczyna rozmyślała nad tym, rozpakowując rzeczy swoje i Michała, które nareszcie dotarły do Krainy. Chłopak w tym czasie brał prysznic.
- Nie zastanawiałam się do tej pory – Tosia zaczęła mówić, gdy usłyszała, że jej ukochany wyszedł z łazienki oraz poczuła intensywny zapach męskiego żelu pod prysznic – Co stało się z Józefiną? Przecież to ona zaprowadziła mnie do parku i kazała okrążyć rzeźbę; wpadłam, a wy za mną, ale ona gdzieś zniknęła – Spojrzała rozszerzonymi oczami na Michała, przepasanego jedynie białym ręcznikiem – Ciebie to nie frapuje?
- Nie wiem, jakoś zapomniałem o tej wariatce – Chłopak objął swoją dziewczynę w talii – Wolałem skupiać się na twoim szczęściu – Złożył pocałunek na jej ustach.
- Pamiętasz, gdy przy pierwszym spotkaniu – Tosia kontynuowała, gdy Michał oderwał się od niej – Maurycy wydał ci się podobny? Nie wiesz, gdzie wcześniej mogłeś go widzieć?
- Skarbie, nie pamiętam, takich jak on jest miliony – Michał spojrzał z politowaniem na ukochaną.
- Nie prawda – Dziewczyna pokręciła głową – Musisz przyznać, że jest charakterystyczny z wyglądu, zwłaszcza z twarzy; nie można go pomylić z nikim innym.
- W takim razie mam słabą pamięć do twarzy – Chłopak czuł się coraz bardziej zmęczony tą dyskusją.
- Muszę z nim rano porozmawiać – Zdecydowała panna Kruczyńska, patrząc w bok i ignorując ukochanego.
- A co Maurycy ma wspólnego z Józefiną? - Westchnął Michał, sięgając do torby i wyciągając bokserki, w których miał zamiar spać.
- Może nic, może bardzo wiele; mam nadzieję, że powie mi, co się z nią stało – Tosia zaczęła skubać swoją brodę.
Michał wyciągnął bieliznę i bez żadnego skrępowania zrzucił biały ręcznik na podłogę, ukazując swe ciało w pełnej krasie, na widok którego Tosia pisnęła i szybko się odwróciła.
- Przecież już widziałaś mnie nago – Chłopak zaśmiał się.
- Tylko częściowo – Dziewczyna stała tyłem do Michała, dlatego ten nie mógł zobaczyć czerwonych rumieńców na jej policzkach.
- Chyba nie żałujesz? - Student podszedł do ukochanej i znów objął ją w talii, opierając brodę o jej ramię – Możemy iść o krok dalej – Ugryzł ją delikatnie w płatek ucha.
- Jeszcze nie jestem gotowa – Tosia przełknęła ciężko ślinę, a jej oddech przyspieszył.
- Dobrze – Michał pocałował dziewczynę w policzek, po czym odsunął się i ubrał – Czego ja wymagam, skoro nawet nie wyznaliśmy sobie miłości?
- W sumie... - Tosia zająknęła się, stanąwszy twarzą w stronę chłopaka, który mierzył ją poważnym wzrokiem.
- Kocham cię – Powiedział – Chyba – Dodał szybko, widząc zdumione spojrzenie ukochanej.
Antonina raz po raz otwierała usta, lecz nie dobyła z gardła żadnego dźwięku.
- Cieszę się - Wychrypiała w końcu – Ja jeszcze muszę się upewnić... Na pewno nie potrwa to długo – Nieśmiały uśmiech przebiegł po jej twarzy.

Michał, choć tego po sobie nie pokazał, był trochę zawiedziony słowami Tosi.
CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz