ROZDZIAŁ PIĄTY
Rano Tosia zeszła do restauracji wypoczęta i zadowolona; wizja panowania
stawała się dla niej mniej groźna, a wręcz ekscytująca.
Właściwie wraz z położeniem się do łóżka, dziewczyna miała
nadzieję, że Kraina nie była tylko jej snem, a przebywanie w
której dawało Antoninie jeszcze jedną korzyść – mogła
spokojnie spać z Michałem w jednym łóżku, bez obaw, że nie
wpadną do niej rodzice z niezapowiedzianą wizytą.
Antonina
przywitała się grzecznie z Marysią, która szybko przygotowała
dla niej kawę z mlekiem, a dziesięć minut później – śniadanie.
-
Ile kosztuje pobyt tutaj? - Zapytała dziewczyna, gdy gospodyni
podała jej talerz z grzankami.
-
Dla ciebie i twoich przyjaciół – nic; wszystko zostało
sfinansowane przez ministerstwo – Kobieta uśmiechnęła się
ciepło – Dla wszystkich mieszkańców wasza wizyta w Krainie to
zaszczyt.
-
Tak, już to słyszałam – Antonina zachichotała, po czym zrobiła
łyk kawy – Pyszna – Odparła, oblizując się.
-
Przed chwilą ją zaparzyłam, ponieważ Maurycy powinien być tu za
kilka minut – Odparła Marysia, siadając przy swym gościu.
W
lokalu znajdował się jeszcze tylko jeden starszy pan, pijący
herbatę i czytający gazetę oraz kobieta i mężczyzna, którzy
sprawiali wrażenie partnerów biznesowych – pili kawę i jedli
jajecznicę. Marysia spokojnie mogła porozmawiać z Tosią.
-
Chyba bardzo się dla niego postarałaś – Ciągnęła panna
Kruczyńska – Czy wy jesteście... parą? - Zapytała ściszonym
głosem.
-
Maurycy i ja? - Marysia zaśmiała się – Nie, przyjaźnimy się,
od wielu lat.
-
W takim razie czyim synem jest Andrzej? Nie zauważyłam obrączki na
twoim palcu.
-
Jestem wdową – Odparła Marysia lakonicznie.
-
Ojej – Tosia zmieszała się – Przepraszam, nie chciałam cię
urazić.
-
Nie wiedziałaś – Kobieta wzruszyła ramionami, jak gdyby była
przyzwyczajona do pytań na temat jej męża.
Wtedy
do restauracji wszedł Maurycy – bez płaszcza, w białej koszuli,
z pilotkami na nosie i szerokim, uroczym uśmiechem na ustach. Widząc
ten uśmiech Tosia poczuła zarówno podniecenie, jak i swego rodzaju
deja vu, które wywołało dreszcze na jej skórze.
-
Witam, moje panie – Mężczyzna przywitał się, całując najpierw
Marysię w policzek, a potem Antoninę w wierzch dłoni, po czym
usiadł między kobietami – Można liczyć na kawę, moja droga? -
Zwrócił się do Marii, ściągając okulary przeciwsłoneczne;
wtedy Tosia znów poczuła spokój.
-
Oczywiście, mój drogi – Zawtórowała mu Marysia.
-
Jak się spało? - Mężczyzna zwrócił się do Tosi.
-
Bardzo dobrze, lepiej niż w Krakowie, gdy zostałam sama w
mieszkaniu – Dziewczyna uśmiechnęła się.
-
Nie wątpię, w końcu miałaś Michała u swego boku – Uśmiech
nie schodził z ust Maurycego, a pogodny humor wprost rozlewał się
na wszystkich dokoła.
-
Co będziemy dzisiaj robić? - Zapytała Antonina, gdy Marysia
przyniosła drugą kawę i poszła obsługiwać nowych klientów.
-
Musisz oczyścić swój umysł – Mężczyzna przesadnie
zaakcentował ostatnie trzy słowa – Będziesz przez pół dnia
medytować z kapłanem Yuki.
-
A co z tobą?
-
Ja mm dyżur w przychodni – Odparł Maurycy z ulgą.
-
Przecież ty pracujesz w Instytucie – Tosia zmarszczyła brwi.
-
Ale skończyłem medycynę, co pozwala mi zajmować się badaniami
oraz leczeniem, ale bez specjalizacji, na przykład: dentystycznej.
-
W książce wszystko było prostsze.
-
Inne życie zawsze wydaje się być prostsze od naszego – Mężczyzna
wzruszył ramionami, po czym napił się kawy.
-
Wrócisz po mnie? - Zapytała nieśmiało młoda dziewczyna po chwili
ciszy.
-
Nawet jakbym nie chciał, to muszę – Maurycy uśmiechnął się
kąśliwie – Chcesz, żeby twoja banda poszła z tobą?
-
Nazywaj ich, proszę, moimi przyjaciółmi – Oczy Antoniny zwęziły
się pod wpływem gniewu – Jeśli będą chcieli, ich towarzystwo
sprawi mi radość.
-
W takim razie zawołaj swych przyjaciół – Zaznaczył ostatnie
słowo – I za pół godziny macie być gotowi – Mężczyzna
wstał, dopiwszy uprzednio kawę.
-
A ty gdzie idziesz?
-
Do domu; mieszkam niedaleko – Maurycy wypowiedział się tak, jakby
to było oczywiste.
Mężczyzna
podszedł do Marysi.
-
Uciekam – Odparł, całując przyjaciółkę w czoło, co wywołało
uśmiech na jej twarzy.
Tosia
odprowadziła nowego znajomego wzrokiem.
Kasia,
Asia i Michał nie mieli nic przeciwko, aby udać się na medytację;
dla dziewczyn było to coś nowego, ekscytującego, a dla chłopaka –
chęć bycia blisko swej
ukochanej
i okazania jej wsparcia.
Kapłan
Yuki zrobił na przyjaciołach ogromne wrażenie – wysoki albinos,
o niebieskawych oczach i długich włosach, ubrany w białą szatę
do ziemi, z kilkoma kolorowymi wisiorami na szyi. Spokojny i
wyrozumiały dla zwykłych ludzi, biła z niego wielka siła, a jego
uśmiech koił.
Przez
pięć godzin czwórka studentów odprężała się, a Tosia
próbowała odnaleźć w sobie moc, choć nie wiedziała, jak ma tego
dokonać; skupiała się na oddechu, na pojawiających się znienacka
myślach i podążała za nimi. Czasem otwierała oczy i z zachwytem
patrzyła na przyrodę za oknami – kolorowe liście na wysokich
drzewach, egzotyczne kwiaty, płynąca w dole rzeka, ptaki mijające
budynek, słońce wysoko na bezchmurnym niebie – to wszystko było
niemalże na wyciągnięcie ręki, ponieważ cała sala do medytacji
zrobiona była ze szkła, prócz podłogi i jednej ściany, które
obłożone zostały panelami oraz boazerią.
Tosia
wiedziała, że moc marzycieli polega również na władaniu
żywiołami, dlatego chciała w jakiś nadprzyrodzony sposób
połączyć się z otaczającą ją naturą. Niestety okazało się
to dosyć trudne, tym bardziej, że pod koniec sesji dziewczyna
zaczęła się denerwować na Maurycego, że zostawił ją, podczas
gdy miał ją uczyć. Jej gniew zauważył kapłan Yuki.
-
Nie pozwól, aby opanowały cię złe emocje, Antonino – Mówił
spokojnym, wyważonym tonem – Moc to siła, a siła to odwaga, a
odwaga – to pozytywna motywacja. Złymi uczuciami jest przepełniona
zemsta, a ty przybyłaś tu, by mądrze i odważnie rządzić.
-
Mogę być odważna i silna, ale bez mocy nie zostanę królową, a
ja tej mocy nie czuję – Westchnęła dziewczyna.
-
Stara, spokojnie – Odezwała się Kaśka, która od dłuższej
chwili grała na telefonie – Poczujesz jak Elsa i zrobisz
rozpierduchę.
-
Kaśka... - Tosia pokręciła głową.
-
Co zrobi? - Zapytał kapłan w tym samym czasie.
-
Easy – Mówiła dalej dziewczyna – Chodzi mi o to, że na pewno
poczujesz tę moc, choć sama nie wierzę, że to mówię; skoro ten
świat istnieje naprawdę, a ty czujesz się tu dobrze, to coś
znaczy, tylko cierpliwości.
-
Na razie wciąż nie wiem, o czym ty do mnie mówisz –
Odpowiedziała Antonina skołowana.
-
Cierpliwości i tyle. A może ten cały Maurycy – Dodała po chwili
– Powinien cię zapoznać z innymi Marzycielami, skoro z nimi
pracował? Może by ci pomogli i dali kilka wskazówek.
-
Przede wszystkim niech on tu w końcu przyjdzie i powie mi, co mam
robić – Mruknęła Tosia.
-
Już nadchodzi – Wtrącił kapłan, zamknąwszy oczy.
Dwie
minuty później do drzwi ktoś zapukał.
-
Proszę – Odparł albinos dźwięcznie.
Do
sali wszedł Maurycy; omiótł wszystkich wzrokiem, a następnie bez
przywitania, oświadczył:
-
Pora się zbierać, dzieciaki.
Kasia
i Asia posłusznie wstały, ponieważ miały dość tej nudy,
natomiast Michał spał smacznie dopóty, dopóki przyjaciółki
mocno nim potrząsnęły. Jedna tylko Tosia wciąż siedziała ze
skrzyżowanymi nogami.
-
A może dołączysz do nas? - Zapytała.
-
Nie dziękuję; uważam medytację za stratę czasu – Mruknął
mężczyzna.
-
Ja tam bawiłem się świetnie – Odparł Michał, przeciągając
się.
-
Gdyby skupił pan na chwilę umysł, może udałoby się panu
rozproszyć ten mrok, który krąży wokół pana – Wtrącił
kapłan.
-
Wystarczy mi, że skupiam umysł w pracy.
Kapłan
wstał powoli, wyprostował się i dystyngowanym krokiem podszedł do
Maurycego.
-
Jest pan cieniem człowieka – Odparł cicho – Gdyby pan tylko
pozwolił naszej bogini Yuce, stworzycielki wszystkiego, wejść w
pański umysł i dać sobą pokierować.
-
Nie wierzę w waszego bożka – Oświadczył Zwodzki, patrząc
kpiąco na stojącego przed nim mężczyznę – Ani w wasze rzekome
jasnowidztwo; może kiedyś za czasów stworzenia przepowiedni, twoi
przodkowie potrafili ujrzeć przyszłość, ale dziś jesteście
przereklamowani.
-
A ty nie jesteś dobrym człowiekiem – Odparł kapłan, patrząc
prosto w oczy swego rozmówcy.
-
To wiem sam – Prychnął Maurycy.
-
Ale to wszystko z powodu zagubienia – Ciągnął albinos, nie
zważając na słowa mężczyzny – Oby udało ci się odnaleźć
drogę do serca.
-
Jedyna droga, jaka mnie teraz interesuje jest za moimi plecami –
Maurycy był wyraźnie zmęczony tą wymianą zdań – Gotowi? -
Spojrzał na czwórkę przyjaciół, która w milczeniu
przysłuchiwała się rozmowie – No to idziemy. Do wiedzenia –
Skłonił się kapłanowi, a w jego głosie słychać było sarkazm –
Dziękuję za mądre słowa – Otworzył drzwi, przepuścił swoich
towarzyszy i sam zamierzał wyjść.
-
Strzeż się przeszłości – Odparł kapłan na pożegnanie.
Maurycy
odwrócił się.
-
A ty strzeż się cienia – Powiedział cicho, po czym wyszedł.
-
Dokąd idziemy? - Zapytała Asia po wyjściu z Centrum Rekreacyjnego.
-
Mój kuzyn mieszka tu niedaleko wraz z rodziną, zaprosił nas na
obiad – Wyjaśnił jej Maurycy – Zadzwonił do mnie, gdy byłem w
pracy, dlatego nie mówiłem wam o tym wcześniej. Jeśli nie chcecie
iść, to chyba nie będzie problemem odwołanie wizyty, ale jest już
pora obiadowa, do hotelu Marysi daleko, a po co wydawać pieniądze,
które przydadzą wam się na przyszłość, w zależności, ile
czasu tu spędzicie, podczas gdy można przy okazji poznać nowych
ludzi? - Spojrzał po wszystkich zachęcająco.
-
Jak nazywa się twój kuzyn? - Wtrąciła Kaśka.
-
Jan Tarski, jego żona to Beata, mają trójkę dzieci – Basię,
Franka i Wiktorię. To tak gwoli wstępu – Mężczyzna mówił bez
emocji.
-
No to pobawimy się z małymi brzdącami, super – Odparł Michał
szczerze.
Tosia
spojrzała zachwycona na swojego chłopaka.
-
,,Chyba lubi dzieci – Pomyślała – Ciekawe, jakim byłby ojcem?”
-
A co to była za spina z tym białym gościem – Pytała dalej
Kasia, idąc obok Maurycego – Nie lubicie się, czy ty z każdym
tak rozmawiasz?
-
Nie tyle, że się nie lubimy – Wyjaśnił mężczyzna spokojnie –
Co nie tolerujemy – dla mnie to oszust, a on, jak każdy, ma
wyrobioną opinię na mój temat, a wszystko dzięki plotkom; czasem
wydaje mi się, że ludzie stąd nie robią nic, prócz wtykania nosa
w nie swoje sprawy.
-
Stwierdził, że nie jesteś dobrym człowiekiem.
-
Miał rację.
-
Bo? - Dziewczyna nie dawała za wygraną – Co przeskrobałeś?
-
W ciągu pięćdziesięciu lat mnóstwo rzeczy.
-
Ilu? - Kaśka zmarszczyła brwi – Też chcę tak wyglądać, będąc
w średnim wieku.
-
Kasia, uspokój się – Wtrąciła Tosia – Tutaj średnia wieku
wynosi sto pięćdziesiąt, sto sześćdziesiąt lat, ale ty zawsze
wyglądasz, jakbyś miała połowę mniej.
-
Ale on nie wygląda na dwadzieścia pięć – Drążyła dalej
dziewczyna.
-
Tak odbija się wszystko to, co przeskrobałem – Dodał Maurycy z
uśmiechem – U was wyglądałbym znacznie gorzej, ale tu ludzie z
natury prezentują się lepiej, zdrowiej, i tak dalej – Machnął
ręką.
-
To dlatego z Tosi taka laska – Odparła Aśka, chichocząc.
-
Trafiłem w dziesiątkę – Michał objął swoją ukochaną
ramieniem – Piękna, inteligentna – Pocałował ją.
-
Poczekajcie do wieczora – Skarcił ich Zwodzki – Tyle
wytrzymacie, zwłaszcza że jesteśmy już na miejscu.
Piątka
wędrowców stanęła przed jednopiętrowym, kremowym domkiem.
Otoczony był żywopłotem, a aby dostać się do ogrodu, trzeba było
wejść przez niewielką, staromodną furtkę, która skrzypiała. Do
drzwi wejściowych prowadziła ścieżka wyłożona kostką brukową.
W oknach wisiały delikatne, białe i różowe firanki lub stały
doniczki z roślinami. Obok drzwi głównych rosły róże, a na
zadbanym trawniku leżało kilka zabawek. Domek, odizolowany
żywopłotem, wydawał się być bezpieczną przystanią dla gości i
rodziny.
-
Jak tu sielsko – Szepnęła Asia, jak gdyby bojąc się, że mówiąc
głośniej zniszczy tę Arkadię.
-
Fakt – Maurycy rozejrzał się, nim zadzwonił do drzwi – Nigdy
nie narzekam, gdy mnie zapraszają.
Otworzyła
im mała dziewczynka, na oko pięcioletnia, ubrana w niebieską
sukienkę w kwiaty, z czarnymi włosami splecionymi w dwa kucyki.
-
Mamo! - Krzyknęła, szczerząc się w szczerbatym uśmiechu –
Wujek Maurycy i jacyś obcy przyszli! - Następnie wyciągnęła ręce
w stronę mężczyzny, a ten podniósł ją – Cześć wujku –
Powiedziała, całując go w policzek.
-
Cześć, króliczku – Maurycy przywitał się, wyraźnie
zadowolony; wszedł do przedpokoju i próbował zdjąć oficerki,
cały czas trzymając dziewczynkę na rękach – Nie przywitałaś
się z moimi znajomymi.
-
Cześć, nieznajomi – Dziewczynka rzuciła okiem na czwórkę
przyjaciół – Ja jestem Basia, a wy?
Studenci
przedstawili się kolejno.
-
Kasia, Asia, Basia – Dziecko roześmiało się – Ale rym! A ty
jesteś królową, tak? - Spojrzała na Tosię.
-
Być może – Sprostowała dziewczyna, rumieniąc się.
Wtedy
do przedpokoju weszła ładna kobieta, prawie sześćdziesięcioletnia,
ubrana w żółtą sukienkę i fartuch; była średniego wzrostu, z
niemałym biustem i pełnymi biodrami, ale wąską talią; miała
proste, czarne włosy do połowy karku i śliczne, piwne oczy.
-
Witam i przepraszam za tę gadułę – Pacnęła córkę w nosek, na
co mała zachichotała – Jestem Beata Tarska, zapraszam –
Wskazała drogę przed siebie.
W
jadalni – oddzielonej od salonu po lewej stronie i kuchni po prawej
jedynie łukowatymi przejściami – stał długi stół, zastawiony
i udekorowany oraz jeden kredens. Całości dopełniały obrazy i
zdjęcia wiszące na ścianach oraz szklane drzwi, między kuchnią a
salonem, prowadzące do ogrodu.
-
Siadajcie, rozgośćcie się, mąż zaraz przyjdzie – Oświadczyła
Beata, po czym wróciła do kuchni, aby dokończyć deser.
-
Wujku, mogę ci pokazać króliczka? - Zapytała Basia, która stała
już o własnych nogach.
-
Przecież nie zostawię ich tu samych – Maurycy wskazał głową
nowych znajomych, kucając przed dzieckiem.
-
Zawołam Franka, pokaże im swoje sztuczki magiczne – Dziewczynka
podrapała się po nosie – Chodź – Wyciągnęła rękę w stronę
mężczyzny.
-
Może przynieś Pruszka tutaj?
Basia
przeanalizowała w głowie wszystkie wady i zalety tego pomysłu.
-
Zgoda, ale jeśli zrobi na kogoś kupę, to będzie twoja wina –
Stwierdziła wesoło, po czym pobiegła na piętro do swego pokoju.
-
Urocze dziecko – Stwierdziła Asia, zachwycona wszystkim dokoła.
-
Moja chrześnica – Odparł Maurycy, siadając obok Kasi.
-
Masz dzieci? - Zapytał Michał.
-
A wyglądam? - Mężczyzna nalał sobie wody, nawet nie spojrzawszy
na studenta – Ani żony, ani dzieci – Sięgnął po szklankę.
-
Jesteś gejem? - Wtrąciła Kasia – Bo tak wyglądasz.
-
Słucham? - Maurycy prawie się zakrztusił.
-
Tak dwuznacznie się ubierasz – Dodał Michał.
-
Byłeś dziwnie zadowolony, gdy mówiłeś, że spałam z Michałem w
jednym łóżku – Dorzuciła Tosia.
-
Zwracasz się do Marysi per ,,Moja droga” i ,,Skarbie” - Odparła
Asia.
-
I nawet nie spojrzałeś na żadną z nas z ochotą – Oburzyła się
Kasia.
Maurycy
otworzył usta, żeby coś powiedzieć, lecz wtedy do salonu wszedł
Jan.
-
Co ja słyszę? Mój kuzyn gejem? - Roześmiał się – To ostatni
mężczyzna w Krainie, którego można by osądzić o homoseksualizm;
chodzą słuchy, że żadnej nie przepuści.
-
Dzięki, Jasiu, za wartościową opinię – Maurycy uśmiechnął
się kpiąco.
-
Jan Tarski – Pan domu, ignorując kuzyna, podszedł do każdego z
osobna – Miło mi gościć was w moich skromnych progach.
Jan
był podobnego wzrostu, co Maurycy, nie był jednak tak wychudzony,
tylko szczupły i był okrąglejszy na twarzy, miał brązowe, krótko
ostrzyżone włosy oraz lekki zarost, a ubrany był w dżinsy z
szerokimi nogawkami i biały podkoszulek. Gdy skończył oficjalne
powitanie, do jadalni wbiegła Basia z białym, małym królikiem na
rękach.
-
Cześć, tato! - Krzyknęła.
-
Przecież już się dziś widzieliśmy – Jan zmarszczył brwi.
-
No tak... - Dziewczynka zawiesiła się na chwilę – Patrzcie, to
jest Pruszek – Wyciągnęła białego królika w stronę czwórki
przyjaciół.
-
To może wy pobawcie się z Basią – Jan zwrócił się do swych
gości – A ja z Maurycym... Wyjdziemy na jednego? - Zapytał
ściszonym głosem.
-
Wiesz, że nie odmówię – Zwodzki uśmiechnął się chytrze.
-
Gdzie idziecie?! - Krzyknęła Beata z kuchni, słysząc dźwięk
rozsuwanych drzwi – Znowu kurzyć? - Była wyraźnie niezadowolona.
-
Nie, skarbie... Idziemy pozbierać zabawki z trawnika – Skłamał
jej mąż, po czym wraz z krewnym zniknął w ogrodzie.
W
tym czasie studenci z Krakowa zdążyli poznać Pruszka – leniwego
królika, Franka – jedenastoletniego chłopca, zafascynowanego
Harrym Potterem i sztuczkami magicznymi, bardzo podobnego do ojca,
oraz Wiktorię – grubą czternastolatkę, o długich, czarnych,
prostych włosach, splecionych w warkocza, ubraną w czerwoną mini,
wzorzyste rajstopy i czarny top oraz z mocno pomalowanymi oczami. Nie
zrobił na niej wrażenia fakt, że będzie jadła obiad z przyszła
królową, wręcz przeciwnie – wydawała się niezadowolona z
wizyty obcych, dlatego dała temu wyraz poprzez niekulturalne
powitanie. Jeszcze bardziej spochmurniała, gdy zobaczyła wujka i
usłyszała jego komentarz.
-
O, widzę, że czarownica wyszła ze swej jamy – Zakpił.
-
Ej... - Jan westchnął; Maurycy i Wiktoria od dawna toczyli wojnę
na zgryźliwości, ale ojciec dziewczyny jeszcze się do nich nie
przyzwyczaił.
-
Wiesz, Maurycy, że w Krainie nie wolno palić – Dziewczynka
spojrzała na niego spode łba.
-
Chyba nas nie wydasz – Mężczyzna pochylił się w stronę
Wiktorii i uśmiechnął szelmowsko.
-
Ciebie z chęcią, taty – nie; kto będzie zarabiał?
-
Materialistka – Syknął Maurycy.
-
Jesteś jak Harry Potter? - Nagłe pytanie Franka do Tosi przerwało
wymianę zdań wujka i dziewczyny.
-
No... nie... nie wiem – Antonina zaśmiała się – Trochę tak,
tylko w realu.
-
I nie masz groźnego wroga, z którym musisz się zmierzyć –
Dodała Kasia, ze śmiechem.
-
W książce nie było nic na temat wroga, rzeczywistość chyba nie
jest inna? - Tosia spojrzała z nadzieją na Maurycego.
-
Nic mi o tym nie wiadomo – Odparł mężczyzna, spoglądając w
stronę kuchni – Wiktoria, idź pomóc mamie w kuchni – Zwrócił
się władczym tonem w stronę młodej dziewczyny.
-
Nie jesteś moim ojcem – Odburknęła.
-
Zatem ja ci karzę – Wtrącił Jaś, łagodniej niż kuzyn –
Wujek ma rację. A Franek ci pomoże – Spojrzał znacząco na syna;
liczył na okazanie sprawiedliwości ze swej strony.
Po
wyjściu dzieci – na Basię nie zwracano uwagi, ponieważ bawiła
się w kącie z królikiem – kontynuowano temat przeciwnika
przyszłej królowej.
-
Czyli będziemy się nudzić i patrzeć, jak Tośka trenuje? -
Zapytała Kasia.
-
I tak będzie to ciekawsze, niż normalne życie w Krainie –
Powiedział Maurycy niższym tonem.
-
Chyba że Bartek się wkurzy o coś i wypowie nam wojnę – Wtrącił
Jaś niby to z uśmiechem, lecz z poważnym głosem.
-
Czy faktycznie nam to grozi? - Asia trochę się wystraszyła.
-
Królewicz na przemówieniach czasem grozi, że nas wszystkich
powybija – Wyjaśnił Maurycy sarkastycznym tonem – Lecz nie
będzie rzezi, ponieważ Preletka jest równie dobrze uzbrojona, co
on.
-
Po co miałby was atakować? - Michał zmarszczył brwi.
-
Bo jest zachłanną ciotą – Skwitował Maurycy, odchylając się
na krześle.
-
Nie przy dziecku – Syknął Jaś, który dopiero teraz przypomniał
sobie o obecności córki.
Do
salonu weszła Beata, niosąc wazę z zupą, a za nią kroczyła
Wiktoria z miską sałaty w ręce oraz Franek, niosący kolejny
dzbanek, tym razem z sokiem pomarańczowym. Pani Tarska poprosiła
swojego męża, aby ten nalał każdemu zupy.
Gdy
każdy miał już co jeść, temat toczył się dalej.
-
A może ta Berenika mogłaby zostać głównym antagonistą? -
Zaproponował nagle Michał.
Maurycy
zmarszczył brwi, zatrzymując łyżkę z zupą w połowie drogi do
jego ust.
-
Dlaczego akurat ona? - Zapytał.
-
Sam mówiłeś, że żyleta – Stwierdziła Tosia.
Mężczyzna
spojrzał przed siebie, na Beatę, która raz wpatrywała się w
niego, raz w pozostałych gości.
-
Chyba nie odniosłaś takiego wrażenia – Stwierdził w końcu
Maurycy.
-
Lecz podobno nie lubi ludzi – Wtrąciła Kaśka – Skoro tu
jesteśmy, może chcieć nas wszystkich pozabijać.
-
Wątpliwe – Mruknął mężczyzna, przesuwając w końcu łyżkę w
stronę swoich ust.
-
Może powinniśmy się z nią spotkać, tak dla upewnienia się, że
nie zrobi nam krzywdy – Zaproponował Michał, nieśmiało kończąc
zdanie.
Antonina
spiorunowała wzrokiem swego chłopaka; wiedziała dobrze, ze tak
naprawdę chodzi mu o zobaczenie pięknej królowej na żywo.
-
Nie sądzę, aby znalazła dla was czas.
-
Dzieci, co wy na to, żeby wieczorem jechać na lody? - Zapytała
Beata znienacka, chcąc zakończyć niewygodną dyskusję.
Rozmowa
przeszła na tematy domowe, do których dołączyli nowi znajomi
państwa domu, a jedynie Maurycy milczał.
-
Mam prośbę - Tosia nagle zwróciła się do swego opiekuna; w tym
czasie Beata i jej dzieci przynosili drugie danie – Mogłabym
spotkać się z jakimś Marzycielem? Może pomógłby mi odkryć w
sobie moc i podpowiedzieć, jak ją rozwinąć.
-
Mówiłem ci już, że tutaj Marzyciele nie mieliby życia, zatem
spodziewam się, iż żaden, nawet, gdybym go przekupił, nie zgodzi
się, aby tu przyjechać – Wyjaśnił mężczyzna cierpko.
-
Nawet incognito?
Maurycy
westchnął; wahał się między uczciwością a kłamstwem.
-
Tego nie wiem – Odparł w końcu.
-
Pogadasz z którymś z nich? - Tosia przybrała minę niewinnego
dziecka.
-
Dobrze – Mruknął Maurycy – Ale kończymy temat.
Reszta
posiłku przebiegła w luźnej atmosferze, nawet Wiktoria wydawała
się być zadowolona, gdyż dobrze jej się rozmawiało z
przyjaciółmi Tosi, ją samą ignorując. Ptasi śpiew wpłynął
wraz z delikatnym wiatrem przez otwarte okna w salonie i kuchni, a
promienie słoneczne wpadały przez duże, oszklone drzwi. Kolorowe
liście drzew przyciągały uwagę zgromadzonych i nawet Pruszek stał
się miłą ozdobą w jadalni, kicając między nogami domowników i
gości. Aromaty z kuchni i ogrodu mieszały się ze sobą, tworząc
przyjemną, sielankową woń. Z pewnością był to kawałek raju w
Krainie, oddzielony od niej żywopłotem, aby brutalność
rzeczywistości nie zniszczyła Arkadii, która rozbrzmiewała
śmiechem i rozmową zebranych. Po zjedzonym deserze Basia podeszła
do Maurycego.
-
Wujku – Zaczęła, przeciągając ostatnią samogłoskę – A
pokażesz mi swoje tatuaże? - Uśmiechnęła się słodko.
Mężczyzna
wyraźnie się spiął.
-
Nie mogę, musiałbym zdjąć koszulę, a to byłoby nieetyczne –
Powiedział, uśmiechając się nerwowo, choć głos starał się
mieć spokojny.
-
Co to znaczy ,,nieetyczne”?
-
Nieodpowiednie, brzydkie... - Wyjaśniał mężczyzna, gestykulując
dłońmi – Za to Franek może pokazać ci jakąś sztuczkę –
Próbował pozbyć się dziecka.
-
Nie chcę, a ty możesz podwinąć rękaw i pokazać napis, albo tego
śmiesznego pana z wąsami – Dziewczynka nie dawała za wygraną.
-
Kiedy indziej – Maurycy nie poddawał się, a gdy Basia chciała
jeszcze coś powiedzieć, zakrył jej usta rękami – Idź do
królika, chyba popada bez ciebie w depresję – Spojrzał na
zwierzątko, które spało pod ścianą, leżąc na boku.
-
Myślisz? - Basia wystraszyła się.
-
Nie jestem weterynarzem, sama się przekonaj – Mężczyzna popchnął
delikatnie chrześnicę w stronę królika.
-
Jak możesz wciskać jej taki kit – Jaś pokręcił głową.
-
Niech się uczy od najlepszych – Odparł Maurycy szybko, po czym
spojrzał na zegar wiszący na ścianie – Czas na nas – Wstał,
patrząc na swych towarzyszy – Ruszcie się.
-
Ale jeszcze nie skończyłyśmy rozmawiać o nowych technikach
makijażu – Zaprotestowała Wiktoria gniewnie.
-
Tobie i tak już nic nie pomoże.
-
Ej!
Wieczorem
Tosi nie dawała spokoju reakcja Maurycego na prośbę jego
chrześnicy; czyżby bał się pokazać tatuaż przed nimi? Rodzina
Tarskich z pewnością już go widzieli, musiał więc mieć osobiste
pobudki, aby zataić istnienie, czy raczej wygląd tatuażu.
Dziewczyna rozmyślała nad tym, rozpakowując rzeczy swoje i
Michała, które nareszcie dotarły do Krainy. Chłopak w tym czasie
brał prysznic.
-
Nie zastanawiałam się do tej pory – Tosia zaczęła mówić, gdy
usłyszała, że jej ukochany wyszedł z łazienki oraz poczuła
intensywny zapach męskiego żelu pod prysznic – Co stało się z
Józefiną? Przecież to ona zaprowadziła mnie do parku i kazała
okrążyć rzeźbę; wpadłam, a wy za mną, ale ona gdzieś zniknęła
– Spojrzała rozszerzonymi oczami na Michała, przepasanego jedynie
białym ręcznikiem – Ciebie to nie frapuje?
-
Nie wiem, jakoś zapomniałem o tej wariatce – Chłopak objął
swoją dziewczynę w talii – Wolałem skupiać się na twoim
szczęściu – Złożył pocałunek na jej ustach.
-
Pamiętasz, gdy przy pierwszym spotkaniu – Tosia kontynuowała, gdy
Michał oderwał się od niej – Maurycy wydał ci się podobny? Nie
wiesz, gdzie wcześniej mogłeś go widzieć?
-
Skarbie, nie pamiętam, takich jak on jest miliony – Michał
spojrzał z politowaniem na ukochaną.
-
Nie prawda – Dziewczyna pokręciła głową – Musisz przyznać,
że jest charakterystyczny z wyglądu, zwłaszcza z twarzy; nie można
go pomylić z nikim innym.
-
W takim razie mam słabą pamięć do twarzy – Chłopak czuł się
coraz bardziej zmęczony tą dyskusją.
-
Muszę z nim rano porozmawiać – Zdecydowała panna Kruczyńska,
patrząc w bok i ignorując ukochanego.
-
A co Maurycy ma wspólnego z Józefiną? - Westchnął Michał,
sięgając do torby i wyciągając bokserki, w których miał zamiar
spać.
-
Może nic, może bardzo wiele; mam nadzieję, że powie mi, co się z
nią stało – Tosia zaczęła skubać swoją brodę.
Michał
wyciągnął bieliznę i bez żadnego skrępowania zrzucił biały
ręcznik na podłogę, ukazując swe ciało w pełnej krasie, na
widok którego Tosia pisnęła i szybko się odwróciła.
-
Przecież już widziałaś mnie nago – Chłopak zaśmiał się.
-
Tylko częściowo – Dziewczyna stała tyłem do Michała, dlatego
ten nie mógł zobaczyć czerwonych rumieńców na jej policzkach.
-
Chyba nie żałujesz? - Student podszedł do ukochanej i znów objął
ją w talii, opierając brodę o jej ramię – Możemy iść o krok
dalej – Ugryzł ją delikatnie w płatek ucha.
-
Jeszcze nie jestem gotowa – Tosia przełknęła ciężko ślinę, a
jej oddech przyspieszył.
-
Dobrze – Michał pocałował dziewczynę w policzek, po czym
odsunął się i ubrał – Czego ja wymagam, skoro nawet nie
wyznaliśmy sobie miłości?
-
W sumie... - Tosia zająknęła się, stanąwszy twarzą w stronę
chłopaka, który mierzył ją poważnym wzrokiem.
-
Kocham cię – Powiedział – Chyba – Dodał szybko, widząc
zdumione spojrzenie ukochanej.
Antonina
raz po raz otwierała usta, lecz nie dobyła z gardła żadnego
dźwięku.
-
Cieszę się - Wychrypiała w końcu – Ja jeszcze muszę się
upewnić... Na pewno nie potrwa to długo – Nieśmiały uśmiech
przebiegł po jej twarzy.
Michał,
choć tego po sobie nie pokazał, był trochę zawiedziony słowami
Tosi.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz