środa, 1 listopada 2017

- Opowiadamy sobie o nierealności tej Krainy oraz jej mieszkańców – Odparł szybko Michał.
- W mieszkańcach nie ma nic nadzwyczajnego, wystarczy, że się rozejrzysz – Mężczyzna szerokim gestem zatoczył łuk dokoła; wyjął papierosa i zapalił go.
- Aby na pewno? - Michał drążył temat – Każdy z nich może być Marzycielem, a to już wykracza poza normy zdrowego rozsądku.
- Powiedz to swojej dziewczynie – Maurycy wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Boisz się, że stanę się potworem? - Podchwyciła Tosia, zaniepokojona.
- Ależ skąd, skarbie – Chłopak ścisnął dłonie ukochanej.
- Oczywiście, że się boi – Wtrącił Maurycy bez ogródek – Każdy z ludzi, który się tu dostał, najbardziej obawiał się Marzycieli i ich rzekomej ,,potwornej postaci” - Mężczyzna raptownie nachylił się w stronę Michała – Rzeczywistość jest inna; jak sam to ująłeś, każdy z tu obecnych może być Marzycielem, jednak czy widzisz jakieś monstrum?
- Nie... - Zaczął młody chłopak, lecz opiekun przerwał mu natychmiast.
- Właśnie i radzę ci się do tego przyzwyczaić, a nie wyrabiać sobie opinię na temat nieprawdziwych pogłosek, bez potwierdzenia – Maurycy mówił szybko, zdenerwowanym tonem – Jeszcze dziś odwiedzimy Marzyciela i jeśli powiesz na nią choćby jedno złe słowo lub zrobisz nieodpowiednią uwagę na jej temat, obiecuję – obedrę cię ze skóry.
Michał nie widział oczu mężczyzny, jednak domyślił się, iż ten w tamtym momencie słał w jego stronę piorunujące spojrzenie.
- Kim jest ta starsza pani? - Zapytała Tosia, by odciągnąć uwagę Maurycego od jej chłopaka – Chyba bardzo ci na niej zależy; czy to twoja matka?
- Nie, pacjentka; moja matka nie żyje od ośmiu lat – Wyjaśnił mężczyzna lodowatym tonem, opierając się swobodnie.
- To dlaczego tak ci na niej zależy? - Wtrącił Michał.
- Kiedyś bardzo mi pomogła – Ton Maurycego był beznamiętny; uśmiechnął się, gdy kelnerka przyniosła mu kawę.
- Myślałem, że na nikim ci nie zależy – Prychnął Michał; chciał rozjuszyć opiekuna z czystej złośliwości.
- Jak możesz tak twierdzić, skoro nawet mnie nie znasz? - Maurycy dogasił papierosa, po czym skosztował kawy, uprzednio mocno ją słodząc.
- Obserwacja – Michał wzruszył ramionami.
- Gówno, nie obserwacja, jesteś zbyt tępy, by w tak krótkim czasie ocenić całe moje pięćdziesięcioletnie życie.
Młody chłopak zbladł z wściekłości, lecz nie wybuchnął tylko dlatego, że Tosia ściskając jego dłoń powiedziała krótkie zdanie:
- Nie warto.
- Gdzie są celebrytki? - Zapytał Maurycy pogardliwym tonem.
- Z tego, co mi pisały, powinny być za kwadrans – Odparła Tosia, zerkając na zegarek.
- To chyba jakoś musimy przez ten czas się wzajemnie zdzierżyć – Mruknął mężczyzna pijąc kawę, po czym zsunął się lekko z krzesła i wyciągnął drugiego papierosa.
- Nie za dużo palisz? - Zwrócił mu uwagę Michał.
- Zdecydowanie – Odparł Maurycy, odpalając truciznę i zaciągając się nią – Palę od trzydziestu pięciu lat, lecz jestem już takim nałogowcem, że nawet dla miłości nie byłbym w stanie rzucić palenia.
- To chyba nie wiesz, co to znaczy miłość – Stwierdziła Tosia, lecz gdy tylko mężczyzna zdjął okulary i spojrzał na nią wściekle, pożałowała swoich słów.
- Nic o mnie obydwoje, kurwa, nie wiecie – Wycedził przez zęby – Koniec z waszymi żałosnymi insynuacjami; jestem waszym opiekunem i dopóki pełnię tę funkcję, pozostaniemy w kontakcie, ale potem nie musimy udawać, że się lubimy.
- Nie lubisz nas? - Michał zdenerwował się – Może mnie i dziewczyn nie i nie dziwię się, w końcu jesteś stetryczałym kawalerem, ale bądźmy szczerzy, jak mężczyzna z mężczyzną...
- Mężczyzna z kim? - Zapytał Maurycy kpiąco, przerywając pełną pasji przemowę.
Michał z wściekłości poczerwieniał na twarzy, ale powstrzymał się od przywalenia przeciwnikowi w twarz; przełknął ciężko ślinę, odetchnął i kontynuował, lodowatym, cichym tonem:
- Czy Tosia ci się podoba?
Maurycy starał się brać te słowa na poważnie, ale szeroki uśmiech, cisnący się na jego wargi, zdradzał jego stosunek do wypowiedzi chłopaka; mężczyzna rozsiadł się wygodnie, zakładając nogę na nogę.
- Ani trochę – Odparł powoli, patrząc wprost w oczy Michała – Nie widzę w niej nic atrakcyjnego.
Antoninę mimo wszystko te słowa zabolały; poczuła się gorsza. Jej chłopak miał podobne odczucia – jak to, w jego ukochanej, idealnej i pięknej, nie ma nic atrakcyjnego? Zraz jednak przyjrzał się Maurycemu z kpiącym uśmiechem.
- Było to głupie pytanie z mojej strony – Stwierdził spod uniesionych brwi – Jak pedałowi może podobać się jakakolwiek dziewczyna? - Prychnął – Powinienem zapytać, czy ja przy tobie mogę czuć się bezpieczny.
Zwodzki odwrócił wzrok i głęboko oddychając, próbował się uspokoić; znowu te insynuacje, nie można już być sobą.
- Jak Karol całuje? - Michał próbował wykorzystać przewagę, jaką udało mu się osiągnąć – Dziewczyny, które do niego przychodzą wydają się być zadowolone.
- Nie skupiałem się na tym, jak całuje twój koleszka, bo zależało mi tylko na ukaraniu go – Maurycy powoli znów skoncentrował spojrzenie na młodym studencie – Ale twoja dziewczyna całuje dobrze.
Tosia podskoczyła na krześle.
- Jak mogłeś?! - Pisnęła, a łzy zebrały się w kącikach jej oczu.
- Kochanie, o czym on mówi....? - Michał zmarszczył brwi i spojrzał na ukochaną zdziwiony.
- To było na tej imprezie, na której się poznaliśmy... - Dziewczyna zaczęła się jąkać – Byłam pijana, nie wiedziałam, co robię, poszłyśmy do łazienki...
- Poszłyście?! - Podchwycił chłopak – No tak, przecież on wtedy udawał babę; czy ty jesteś lesbą?!
- Nie... - Tosia schowała twarz w dłoniach – Przepraszam – Wstała i poszła w stronę wejścia do kawiarni; Michał poszedł za nią.
Gdy para zniknęła w głębi lokalu, Maurycy westchnął; nie chciał zdradzić tego sekretu, ale nie pozwolił, aby byle gówniarz się na nim wyżywał. A co do tego, że Tosia mu się nie podoba... Westchnął ponownie i zsunął się trochę z krzesła. Dłońmi mocno ścisnął krańce podłokietników i zamknął oczy. Gdy tylko usłyszał usłyszał, że zakochani wracają, spojrzał na nich spod uniesionej brwi, ściągając twarz. Tosia miała załzawione oczy, a Michał zatroskaną minę.
- Asia i Kasia za chwilę będą przy fontannie – Odparła smutno, nie patrząc na swego opiekuna – Zapłaciliśmy, więc możemy już iść.
Maurycy wstał bez słowa, podniósł z ziemi papierosa, który spadł mu niepostrzeżenie w trakcie wymiany zdań z Michałem i wyrzucił go do popielniczki.
Trójka osób szła w milczeniu; Zwodzki schował się za okularami przeciwsłonecznymi, a Tosia z Michałem trzymali się mocno za ręce. Katarzyna i Aśka jednak nie wyczuły napiętej atmosfery, będąc zbyt zaaferowanymi nowymi ubraniami, które kupiły.
- Jakie świetne ciuchy znalazłyśmy i to za grosze! - Zachwycała się Kaśka, pokazując przyjaciołom pełne torby zakupowe.
- Ja kupiłam chyba pięć par kolczyków, takie były wyprzedaże! - Wtórowała jej Asia – Mamy też coś dla was, ale pokażemy wam dopiero w pokoju.
- Znalazłyśmy to w sklepie z pamiątkami – Chichotała Kasia.
- Pewnie śmieszne czapki – Mruknęła Tosia.
- Nie jesteśmy tandetne – Zaoponowała Katarzyna – Niespodzianka się wam spodoba, możecie mi zaufać – Dziewczyna puściła oko do przyjaciół.
Dwie młode kobiety całą drogę do Krainy Marzycieli trajkotały o ciuchach, zakupach, kosmetykach itp. Antonina po chwili wkręciła się w rozmowę, jednak Michał i Maurycy nie potrafili prowadzić dyskusji na tak obce dla nich tematy. Ze sobą również nie wymienili żadnego zdania.
Pięcioro podróżujących wysiadło na ostatniej stacji linii metra. Potem szli jeszcze przez kwadrans, aż dotarli do niewielkiego domku na skraju lasu. Był zbudowany z czerwonej cegły, niepomalowany, okolony niskim płotkiem. Ogród przepełniony był różnorakimi gatunkami kwiatów, a przed domem ustawiona była ławeczka – jedyne miejsce, oprócz ścieżki, nieobsadzone cudnymi roślinami.
Maurycy zapukał do drzwi i po chwili otworzyła mu niezbyt urodziwa kobieta w średnim wieku, ubrana w fartuch pielęgniarski.
- Witam, panie Zwodzki – Odparła przez nos, wpuszczając gości – Nie pamiętam, aby był pan umówiony na wizytę.
- Owszem, nie byłem, ale czy zawsze muszę się zapowiadać, żeby ujrzeć moją ulubioną pacjentkę? - Zapytał mężczyzna nonszalancko, uśmiechając się.
Pielęgniarka zaśmiała się.
- Z niej też jest taka kokietka – Gdy jej skrzeczący śmiech ustał, zapytała – A kim są ci ludzie? - Jak gdyby dopiero w tym momencie zauważyła, iż Maurycy nie był sam.
Mężczyzna dokonał krótkiej prezentacji, ale na pielęgniarce nie zrobił wrażenia fakt, iż stoi przed nią przyszła królowa – polityka jej nie interesowała, byleby zapłata była godziwa i na czas.
- Pani tradycyjnie odpoczywa, akurat jest po drzemce – Mruknęła pielęgniarka; była zdania, iż jej podopieczna powinna więcej się ruszać.
Kobieta zaprowadziła gości do niewielkiej, przyciemnionej sypialni, której miejsce centralne zajmowało łóżko, na którym leżała kobieta na oko osiemdziesięcioletnia, choć w rzeczywistości miała ponad dwa razy tyle. Jej szczupłą twarz okalały rzadkie, siwe włosy, oblicze miała przyjemne, cerę lekko rumianą, choć wyglądała na osobę wątłą i zasuszoną. Gdy ujrzała wszystkich gości, którzy zechcieli ją odwiedzić, uśmiechnęła się promienne, młodniejąc o dziesięć lat.
- Nie spodziewałam się, że zobaczę pana tydzień przed wizytą, panie Maurycy – Zwróciła się grzecznie do lekarza – Chyba musi się panu nudzić.
- Niespecjalnie – Odparł mężczyzna, zamaszystym ruchem odsłaniając zasłony w oknach – Bardziej prawdopodobne, iż przywiodła mnie tu tęsknota – Uśmiechnął się szelmowsko do kobiety.
- Gdybym była w wieku tych oto tu młodych dam – Staruszka wskazała studentki – Pewnie bym uwierzyła w twoje kłamstwo, ale przez całe życie poznałam chyba wszystkie męskie sztuczki – Roześmiała się – Ale podejdźcież moje drogie – Skupiła uwagę na trzech przyjaciółkach – Niech się wam przyjrzę – śliczne cery, długie włosy, zadbane... Ale cóż to – kostki wam nie zmarzną? - Oburzyła się na widok spódnicy Asi i podwiniętych spodni Kasi oraz Tosi – Wieczory są już chłodne. Zadbają panowie o nie, prawda? - Spojrzała na Maurycego, a potem na Michała, jakby dopiero teraz go dostrzegła.
- Oczywiście – Odezwał się młody chłopak, chcąc zadeklarować wzięcie na siebie tego obowiązku przed konkurentem.
- Ale czy my się sobie przedstawiliśmy? - Staruszka zwróciła się do swojego lekarza, który stał obok jej łóżka.
- Nie, mój błąd – Odparł szybko Maurycy – To jest pani Józefina – Wskazał na kobietę – A to są: Antonina, Katarzyna, Joanna oraz Michał.
Gdy mężczyzna wymówił imię staruszki, Tosia spojrzała na niego spod uniesionych brwi. Nikt, oprócz Zwodzkiego, tego nie zauważył, więc pani Józefina kontynuowała.
- Wy jesteście tymi podróżnikami z Krakowa – Skinęła głową – I niech zgadnę – Powiodła wzrokiem po zgromadzonych – Ty jesteś królową – Wskazała Tosię.
- Przyszłą – Dziewczyna zarumieniła się.
- Dla nas, marzycieli, już nią jesteś – Sięgnęła po rękę Antoniny, aby ją ścisnąć – Ale cóż was tutaj sprowadza? - Zapytała lekarza – Chyba nie przyszliście popatrzeć na zniedołężniałą staruchę?
- Właściwie to przyszliśmy tu w towarzystwie Antoniny, która ma do pani prośbę – Wyjaśnił Maurycy i popatrzył na Tosię, co uczynili podobnie pozostali.
Dziewczyna lekko się zarumieniła pod naporem ciekawskich oczu; by stworzyć atmosferę dyskrecji, przykucnęła przy łóżku chorej i wyjaśniła jej swój problem z odzyskaniem mocy.
- Moje dziecko, to nic dziwnego, że na tym etapie jeszcze nic nie umiesz – Józefina uśmiechnęła się dobrodusznie.
- Wiem, ale sedno sprawy polega na tym, że nie wiem, jak nauczyć od nowa swych umiejętności, a potem je kontrolować – Tosia posmutniała.
- I nikt inny nie jest w stanie cię nauczyć? - Kobieta spojrzała spod uniesionych brwi na Maurycego.
- Nie znam innego Marzyciela, do którego miałbym równie wielkie zaufanie, jak do pani – Odezwał się mężczyzna, patrząc wprost w oczy staruszki.
- A więc dobrze – Józefina przeniosła swe łagodne spojrzenie na Antoninę – Skoro jestem jedyną osobą, która jest cię w stanie nauczyć, to podejmę się tego wyzwania; wiesz, nawet mnie to cieszy – Odparła po chwili ciszy, nie wiadomo, do kogo – Urozmaicenie życia na starość, odświeżenie mocy, nie tylko do przysunięcia sobie herbaty czy włączenia telewizora – Stwierdziła z entuzjazmem – Zatem bądź, moje dziecko – Spojrzała na Tosię – Tutaj jutro po południu.
- Mogę być nawet rano – Odparła dziewczyna, pełna zapału do pracy.
- Nie, ponieważ mam już dla ciebie pierwsze zadanie – Kobieta uniosła palec wskazujący – Masz porządnie się wyspać, poleniuchować z rana, a dziś lub jutro wziąć gorącą kąpiel, jednym słowem – zrelaksować się. Co? A tak, twoi przyjaciele również mogą przyjść jutro. A teraz wyjdźcie – Machnęła ręką, jakby odganiała natrętne muchy – Chciałabym zamienić słówko z panem Maurycym, sam na sam.
Przyjaciele wymienili porozumiewawcze spojrzenia, po czym wyszli.
- Ukrywanie pańskich tajemnic to jedna z moich ulubionych zabawa – Przyznała pani Józefina, gdy usłyszała oddalające się kroki studentów z Krakowa.
- Mówi pani szczerze czy sarkastycznie? - Zapytał Maurycy spokojnie, kucając przy łóżku chorej.
- Szczerze; w moim wieku i stanie próżno jest szukać zabawy, chyba że za niezły ubaw uważa się grę w bingo – Przyznała kobieta, krzywiąc się – Cieszę się, że to właśnie ja jestem powierniczką pańskich tajemnic.
- Chyba byłem to pani wdzięczny – Mężczyzna wzruszył ramionami.
- Moim zdaniem powodem pańskiego zwierzenia była świadomość, iż ja już długo nie pożyję, dlatego mogę nie zdążyć nikomu pan tego przekazać. A człowiek lubi się zwierzać, zwłaszcza nieznajomym.
- Odsprzedała mi pani tanio działkę, więc nie była mi pani całkiem obca.
- Transakcja nie czyni przyjaciółmi, wręcz przeciwnie – Józefina uniosła palec wskazujący –Niech pan o tym pamięta; wydaje się panu, że w tym wieku i po takich przejściach zna już pan wszystkie prawdy życia, lecz jeszcze leżąc na łożu śmierci niejednego się pan dowie.
- Paulo Coelho czy Arystoteles? - Zapytał Maurycy kąśliwie.
- Józefina Bukalska; czasem i mnie uda wymyślić się coś, co mogłoby służyć za podpis zdjęcia na portalu społecznościowym – Kobieta zachichotała.
Maurycy jedynie uśmiechnął się z pewnym pobłażaniem.
- Powinienem już dawno postawić pani pomnik, albo napisać hymn na pani cześć, za to, co pani dla mnie zrobiła, a zamiast tego ja proszę panią o kolejną przysługę – Odparł Maurycy po chwili.
- Po pierwsze, wyświadczam przysługę tej małej...
- Mnie w pewnym stopniu też – Wtrącił mężczyzna, ale staruszka go zignorowała.
- A po drugie, nudzi mi się; wiesz jak leżenie plackiem potrafi zanudzić człowieka? - Zapytała spod uniesionych brwi.
- Nie – Maurycy pokręcił głową, uśmiechając się z ironią – Nie jestem tak leniwy jak pani – Zaśmiał się.
- No, no – Kobieta mu zawtórowała, znów unosząc palec wskazujący – Uważaj, bo może i w czynach łatwym przeciwnikiem, ale to, co mogłabym powiedzieć, zabiłoby cię – Odparła pół żartem, pół serio.
- W takim razie daję pani wolność wypowiedzi – Odparł Maurycy, wstając.
Pani Józefina westchnęła.
- Nigdy nie przestanie pan być dla mnie zagadką – Oznajmiła, unosząc wzrok na lekarza.
Maurycy prychnął.
- Dla mnie jedyną zagadką jest, jakim cudem jeszcze żyję – Odparł ze smutnym uśmiechem; po chwili krępującej ciszy odparł – Lepiej już pójdę; młodzi na mnie czekają. Za tydzień znów panią odwiedzę, a z Tosią będzie się pani umawiać indywidualnie.
- Dobrze, proszę pana – Odparła staruszka prześmiewczo.
Maurycy skłonił się bez słowa i wyszedł; pani Józefina uśmiechnęła się do siebie.
- ,,Ech, dzieciaku.... - Pomyślała, kręcąc głową – Obyś kiedyś zaznał spokoju”.


Zmierzch zapadał, gdy przyjaciele z Krakowa wraz ze swym opiekunem wracali do hotelu. O tej porze dużo osób wracało metrem z pracy; wydawali się być bardziej ludzcy niż rano – staruszkowie nie mieli aż tak udręczonych twarzy, gdy czytali gazetę codzienną, młodzi wypełniali metro wesołą rozmową, rozlewając na wszystkich pasażerów radość ze skończonych zajęć. Mówili o planach na wieczór, a niektórzy z nich byli już w strojach gotowych na przyjęcie. Cekiny i wesołe kolory odbijały się na twarzach robotników, wygładzając bruzdy na ich twarzach. Matki tuliły do piersi zmęczone dzieci, które cały dzień spędziły w żłobku lub przedszkolu; mimo iż maluchy wydawały się spać spokojnie, w rączkach kurczowo trzymały stare misie, lalki jak modelki i sportowe samochody, ponieważ były to ich najdroższe skarby, o których nawet sen nie pozwolił im zapomnieć. Para zakochanych ściskała się w kącie przedziału, a przerażonymi oczyma ogarniała pozostałych pasażerów bojąc się, iż ktoś zabroni im dzielenia się swoją miłością ze światem. Jednak nie wiedzieli, iż parna atmosfera niepokoju minęła, rozproszona przez chłód wieczoru, który dawał ulgę wszystkim podróżującym. Słońce nie raziło ich w końcu w oczy, za to księżyc powoli wyłaniał się zza chmur, próbując zgonić za horyzont ostatnie ciepłe barwy dnia. Stereotypowo noc kojarzyła się z niebezpieczeństwem, lecz w Krainie Marzycieli dawała wolność, zwłaszcza od wścibskich spojrzeń sąsiadów. Noc zacierała różnice pomiędzy rzeczywistością a fantazją, co pozwalało wszystkim, a zwłaszcza przyjezdnym z Krakowa, poczuć się normalnie; nic ich już nie ściskało za gardło, żadna osobliwość nie chowała się za plecami.
Tosia zamknęła oczy i przyciskając czoło do chłodnej rurki idącej od podłoża do sufitu, wdychała świeże powietrze normalności. Ludzkie ciała, rozmowy, zapach perfum i spoconych ubrań oraz papierosów wypalonych przez Maurycego, który stał obok niej, a które trwale wpisały się w jego osobowość, oczyszczały duszną atmosferę poznania. Dziewczyna czuła chłód na twarzy i brakowało jej jedynie zapachu grzańca, aby poczuć się jak w Krakowie. Mimowolnie uśmiechnęła się do siebie – przypomniała sobie dom. Dom... Nagle poczuła łzy pod powiekami. Tosia nie zdawała sobie do tej sprawy z tego, jak bardzo tęskniła za domem, rodzicami, psem... Normalne życie, które wiodła do poniedziałku wydawało jej się odległe i nieznane jak planeta, niezależnie która. Dziewczyna spojrzała na swych towarzyszy – przyjaciółki rozmawiały w wesołym tonie, Michał grał na telefonie, a Maurycy stał do niej tyłem, opierając głowę o drugą rurkę, najwyraźniej w taki sposób odpoczywając. Nieodparta siła kazała jej się do niego zwróci; Antonina rozejrzała się, po czym nachyliła w stronę mężczyzny.
- Tęsknię za domem – Wyszeptała.
Maurycy nie był zaskoczony, słysząc głos dziewczyny; słyszał jej przyspieszony oddech, więc domyślał się, iż coś złego się dzieje, a potem poczuł jej ruch za sobą.
- Czemu mówisz to akurat mnie? - Zapytał, przechylając lekko głowę, by lepiej słyszeć Tosię, lecz aby jej nie widzieć.
- Nie wiem – Dziewczyna przełknęła ciężko ślinę – Ty jeden orientujesz się w tym wszystkim.
- A może nie chcesz przyznać się przyjaciołom do słabości? Poza, jaką przybierasz od dłuższego czasu jest przez nich aprobowana; może boisz się odrzucenia?
- Czemu wpierasz mi, że udaję? – Tosia liczyła na wsparcie, nie naganę; jej głos stał się ostrzejszy – Czy i ty nie udawałeś?
- A uważasz mnie za normalnego? - Maurycy pytał spokojnie.
- Niezbyt.
- W takim razie masz odpowiedź.
Antonina westchnęła, próbując powstrzymać się od płaczu.
- Po co ja się w ogóle odzywałam...
- Bardzo tęsknisz za rodzicami? - Zapytał Maurycy szybko; nie chciał znów jej do siebie zrazić.
- No pewnie; brakuje mi ich ciepłych słów oraz wsparcia – Tosia pozwoliła łzom spływać po policzkach.
- A wiesz, że mamy tu Internet i takie coś jak Skype? Kraina Marzycieli to naprawdę nie koniec świata.
- Tak...? - Antonina otarła mokre policzki – Mam laptopa, ale nigdy nie próbowałam sprawdzić, czy uda mi się nawiązać kontakt z rodzicami.
- No widzisz? - Mężczyzna w końcu spojrzał na swoją rozmówczynię i uśmiechnął się – Czasem warto się do mnie zwrócić.
Tosia odwzajemniła uśmiech, lecz zaraz potem przypomniała sobie o czymś.
- To nie oznacza, że nie jestem na ciebie zła – Odparła poważnie.
- Jesteś upierdliwa – Westchnął Maurycy.
Gdy panna Kruczyńska dotarła wraz z przyjaciółmi do hotelu Marysi, natychmiast pobiegła do swojego pokoju, prosząc, aby nikt jej nie przeszkadzał oraz przepraszając za to, że nie zje wspólnej kolacji. Następnie przez kolejne dwie godziny rozmawiała z rodzicami; obie strony były podekscytowane wspólną rozmową, której od dawna nie prowadzili. Łzy spływały po wygiętych w górę ustach, uradowane tony w ich głosach załamywały się co chwilę od wzruszenia, a otoczenie zarówno w pokoju Tosi, jak i w salonie jej rodziców zamknęło się w przestrzeni komputerów. Było już późno, gdy zdecydowali się zakończyć konwersację, ponieważ Ewa i Wiktor musieli iść spać; życząc dobrej nocy córce, pożegnali się. Tosia po wyłączeniu komputera siedziała jakiś czas w ciemności. Sama, otoczona nieznaną rzeczywistością, czekająca na największe w jej życiu zadanie. Cisza pulsowała w jej skroniach, dopóki pukanie do drzwi nie uderzyło ją mocno w głowę.
- Proszę – Jęknęła, marszcząc brwi; teraz zamiast ciszy, w skroniach poczuła ból.
Gość zaświecił światło, które oślepiło dziewczynę.
- Czemu jesteś takim sadystą? - Zapytała Maurycego, mrugając szybko.
- Bo lubię – Mężczyzna wzruszył ramionami, siadając na podłodze, naprzeciwko Tosi – Jak tam rozmowa.
- Dziękuję, dobrze – Ból głowy nie ustąpił, ale Tosia mogła już patrzeć przed siebie – Przyszedłeś na zwiady czy liczyłeś na rozmowę z moją mamą?
- Ani jedno, anie drugie – Maurycy zrobił małą pauzę, albo żeby zebrać myśli, albo żeby zrobić dramatyczny efekt – Przyszedłem cię przeprosić za dzisiaj, za to, co powiedziałem Michałowi.
Dziewczyna wyprostowała się, jakby chciała uzewnętrznić zranioną dumę.
- Wiem, że nie obiecałeś mi dochować milczenia wobec mojego chłopaka, jednak zapewne łatwo było się domyślić, iż nie życzę sobie, aby dowiedział się o zajściu w łazience – Odparła oficjalnie i szorstko.
- Wie, lecz... - Zaczął Maurycy z miną winowajcy, ale młoda kobieta mu przerwała.
- Lecz uniosłeś się dumą w trakcie rozmowy o Karolu, a to był twój jedyny argument, żeby uciszyć Michała – Stwierdziła pewnie.
Mężczyzna był pod wrażeniem.
- Masz rację – Odparł – Mimo wszystko w moich intencjach nie było cię urazić; nie zastanowiłem się nad konsekwencjami, za co bardzo żałuję – Przyjął ton dziewczyny – Przyjmij, proszę, moje przeprosiny, ponieważ nie mam zamiaru toczyć z tobą żadnej wojny, zwłaszcza, że donikąd nas ona nie zaprowadzi.
- Zacząłeś tę wojnę, gdy tylko pierwszy raz mnie obraziłeś; w twoim zachowaniu nie widzę pokojowych intencji.
- Może próbuję wyciągnąć z ciebie twoje prawdziwe ,,ja”? Chcesz być suką do końca życia?
- Czy ty naprawdę nie umiesz się powstrzymać? - Dziewczyna uniosła głos.
- Przynajmniej nikogo nie udaję, co tobie szczerze polecam; ludzie natychmiast wyczują, że ich królowa jest sztuczna, a to będzie dla ciebie zgubne. Służę ci jedynie dobrą radą, którą ty odrzucasz, ponieważ nie myślisz i nie chcesz się zmienić, bo znalazłaś gówniarzy, którzy akceptują tylko fałsz, ale ty się ich trzymasz ze strachu. Myślisz, że jesteś mądra i może tak było, dopóki nie poznałaś się z tymi dzieciakami. Chcę ci jedynie pomóc, ale widzę, że twoje ostatnie słowo brzmi ,,nie” - Mężczyzna mówił bardzo szybko.
- I masz rację.
Maurycy wstał, na co Tosia również się uniosła.
- Jesteś złośliwa – Podsumował Zwodzki – Dzisiaj uniosłem się dumą, i aby mnie ukarać, robisz to samo.
- Tam są drzwi – Odparła dziewczyna ochrypłym głosem.

Mężczyzna zmierzył pannę Kruczyńską wzrokiem, po czym wyszedł trzaskając drzwiami.
CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz