-
Opowiadamy sobie o nierealności tej Krainy oraz jej mieszkańców –
Odparł szybko Michał.
-
W mieszkańcach nie ma nic nadzwyczajnego, wystarczy, że się
rozejrzysz – Mężczyzna szerokim gestem zatoczył łuk dokoła;
wyjął papierosa i zapalił go.
-
Aby na pewno? - Michał drążył temat – Każdy z nich może być
Marzycielem, a to już wykracza poza normy zdrowego rozsądku.
-
Powiedz to swojej dziewczynie – Maurycy wyszczerzył zęby w
uśmiechu.
-
Boisz się, że stanę się potworem? - Podchwyciła Tosia,
zaniepokojona.
-
Ależ skąd, skarbie – Chłopak ścisnął dłonie ukochanej.
-
Oczywiście, że się boi – Wtrącił Maurycy bez ogródek –
Każdy z ludzi, który się tu dostał, najbardziej obawiał się
Marzycieli i ich rzekomej ,,potwornej postaci” - Mężczyzna
raptownie nachylił się w stronę Michała – Rzeczywistość jest
inna; jak sam to ująłeś, każdy z tu obecnych może być
Marzycielem, jednak czy widzisz jakieś monstrum?
-
Nie... - Zaczął młody chłopak, lecz opiekun przerwał mu
natychmiast.
-
Właśnie i radzę ci się do tego przyzwyczaić, a nie wyrabiać
sobie opinię na temat nieprawdziwych pogłosek, bez potwierdzenia –
Maurycy mówił szybko, zdenerwowanym tonem – Jeszcze dziś
odwiedzimy Marzyciela i jeśli powiesz na nią choćby jedno złe
słowo lub zrobisz nieodpowiednią uwagę na jej temat, obiecuję –
obedrę cię ze skóry.
Michał
nie widział oczu mężczyzny, jednak domyślił się, iż ten w
tamtym momencie słał w jego stronę piorunujące spojrzenie.
-
Kim jest ta starsza pani? - Zapytała Tosia, by odciągnąć uwagę
Maurycego od jej chłopaka – Chyba bardzo ci na niej zależy; czy
to twoja matka?
-
Nie, pacjentka; moja matka nie żyje od ośmiu lat – Wyjaśnił
mężczyzna lodowatym tonem, opierając się swobodnie.
-
To dlaczego tak ci na niej zależy? - Wtrącił Michał.
-
Kiedyś bardzo mi pomogła – Ton Maurycego był beznamiętny;
uśmiechnął się, gdy kelnerka przyniosła mu kawę.
-
Myślałem, że na nikim ci nie zależy – Prychnął Michał;
chciał rozjuszyć opiekuna z czystej złośliwości.
-
Jak możesz tak twierdzić, skoro nawet mnie nie znasz? - Maurycy
dogasił papierosa, po czym skosztował kawy, uprzednio mocno ją
słodząc.
-
Obserwacja – Michał wzruszył ramionami.
-
Gówno, nie obserwacja, jesteś zbyt tępy, by w tak krótkim czasie
ocenić całe moje pięćdziesięcioletnie życie.
Młody
chłopak zbladł z wściekłości, lecz nie wybuchnął tylko
dlatego, że Tosia ściskając jego dłoń powiedziała krótkie
zdanie:
-
Nie warto.
-
Gdzie są celebrytki? - Zapytał Maurycy pogardliwym tonem.
-
Z tego, co mi pisały, powinny być za kwadrans – Odparła Tosia,
zerkając na zegarek.
-
To chyba jakoś musimy przez ten czas się wzajemnie zdzierżyć –
Mruknął mężczyzna pijąc kawę, po czym zsunął się lekko z
krzesła i wyciągnął drugiego papierosa.
-
Nie za dużo palisz? - Zwrócił mu uwagę Michał.
-
Zdecydowanie – Odparł Maurycy, odpalając truciznę i zaciągając
się nią – Palę od trzydziestu pięciu lat, lecz jestem już
takim nałogowcem, że nawet dla miłości nie byłbym w stanie
rzucić palenia.
-
To chyba nie wiesz, co to znaczy miłość – Stwierdziła Tosia,
lecz gdy tylko mężczyzna zdjął okulary i spojrzał na nią
wściekle, pożałowała swoich słów.
-
Nic o mnie obydwoje, kurwa, nie wiecie – Wycedził przez zęby –
Koniec z waszymi żałosnymi insynuacjami; jestem waszym opiekunem i
dopóki pełnię tę funkcję, pozostaniemy w kontakcie, ale potem
nie musimy udawać, że się lubimy.
-
Nie lubisz nas? - Michał zdenerwował się – Może mnie i
dziewczyn nie i nie dziwię się, w końcu jesteś stetryczałym
kawalerem, ale bądźmy szczerzy, jak mężczyzna z mężczyzną...
-
Mężczyzna z kim? - Zapytał Maurycy kpiąco, przerywając pełną
pasji przemowę.
Michał
z wściekłości poczerwieniał na twarzy, ale powstrzymał się od
przywalenia przeciwnikowi w twarz; przełknął ciężko ślinę,
odetchnął i kontynuował, lodowatym, cichym tonem:
-
Czy Tosia ci się podoba?
Maurycy
starał się brać te słowa na poważnie, ale szeroki uśmiech,
cisnący się na jego wargi, zdradzał jego stosunek do wypowiedzi
chłopaka; mężczyzna rozsiadł się wygodnie, zakładając nogę na
nogę.
-
Ani trochę – Odparł powoli, patrząc wprost w oczy Michała –
Nie widzę w niej nic atrakcyjnego.
Antoninę
mimo wszystko te słowa zabolały; poczuła się gorsza. Jej chłopak
miał podobne odczucia – jak to, w jego ukochanej, idealnej i
pięknej, nie ma nic atrakcyjnego? Zraz jednak przyjrzał się
Maurycemu z kpiącym uśmiechem.
-
Było to głupie pytanie z mojej strony – Stwierdził spod
uniesionych brwi – Jak pedałowi może podobać się jakakolwiek
dziewczyna? - Prychnął – Powinienem zapytać, czy ja przy tobie
mogę czuć się bezpieczny.
Zwodzki
odwrócił wzrok i głęboko oddychając, próbował się uspokoić;
znowu te insynuacje, nie można już być sobą.
-
Jak Karol całuje? - Michał próbował wykorzystać przewagę, jaką
udało mu się osiągnąć – Dziewczyny, które do niego przychodzą
wydają się być zadowolone.
-
Nie skupiałem się na tym, jak całuje twój koleszka, bo zależało
mi tylko na ukaraniu go – Maurycy powoli znów skoncentrował
spojrzenie na młodym studencie – Ale twoja dziewczyna całuje
dobrze.
Tosia
podskoczyła na krześle.
-
Jak mogłeś?! - Pisnęła, a łzy zebrały się w kącikach jej
oczu.
-
Kochanie, o czym on mówi....? - Michał zmarszczył brwi i spojrzał
na ukochaną zdziwiony.
-
To było na tej imprezie, na której się poznaliśmy... - Dziewczyna
zaczęła się jąkać – Byłam pijana, nie wiedziałam, co robię,
poszłyśmy do łazienki...
-
Poszłyście?! - Podchwycił chłopak – No tak, przecież on wtedy
udawał babę; czy ty jesteś lesbą?!
-
Nie... - Tosia schowała twarz w dłoniach – Przepraszam – Wstała
i poszła w stronę wejścia do kawiarni; Michał poszedł za nią.
Gdy
para zniknęła w głębi lokalu, Maurycy westchnął; nie chciał
zdradzić tego sekretu, ale nie pozwolił, aby byle gówniarz się na
nim wyżywał. A co do tego, że Tosia mu się nie podoba...
Westchnął ponownie i zsunął się trochę z krzesła. Dłońmi
mocno ścisnął krańce podłokietników i zamknął oczy. Gdy tylko
usłyszał usłyszał, że zakochani wracają, spojrzał na nich spod
uniesionej brwi, ściągając twarz. Tosia miała załzawione oczy, a
Michał zatroskaną minę.
-
Asia i Kasia za chwilę będą przy fontannie – Odparła smutno,
nie patrząc na swego opiekuna – Zapłaciliśmy, więc możemy już
iść.
Maurycy
wstał bez słowa, podniósł z ziemi papierosa, który spadł mu
niepostrzeżenie w trakcie wymiany zdań z Michałem i wyrzucił go
do popielniczki.
Trójka
osób szła w milczeniu; Zwodzki schował się za okularami
przeciwsłonecznymi, a Tosia z Michałem trzymali się mocno za ręce.
Katarzyna i Aśka jednak nie wyczuły napiętej atmosfery, będąc
zbyt zaaferowanymi nowymi ubraniami, które kupiły.
-
Jakie świetne ciuchy znalazłyśmy i to za grosze! - Zachwycała się
Kaśka, pokazując przyjaciołom pełne torby zakupowe.
-
Ja kupiłam chyba pięć par kolczyków, takie były wyprzedaże! -
Wtórowała jej Asia – Mamy też coś dla was, ale pokażemy wam
dopiero w pokoju.
-
Znalazłyśmy to w sklepie z pamiątkami – Chichotała Kasia.
-
Pewnie śmieszne czapki – Mruknęła Tosia.
-
Nie jesteśmy tandetne – Zaoponowała Katarzyna – Niespodzianka
się wam spodoba, możecie mi zaufać – Dziewczyna puściła oko do
przyjaciół.
Dwie
młode kobiety całą drogę do Krainy Marzycieli trajkotały o
ciuchach, zakupach, kosmetykach itp. Antonina po chwili wkręciła
się w rozmowę, jednak Michał i Maurycy nie potrafili prowadzić
dyskusji na tak obce dla nich tematy. Ze sobą również nie
wymienili żadnego zdania.
Pięcioro
podróżujących wysiadło na ostatniej stacji linii metra. Potem
szli jeszcze przez kwadrans, aż dotarli do niewielkiego domku na
skraju lasu. Był zbudowany z czerwonej cegły, niepomalowany,
okolony niskim płotkiem. Ogród przepełniony był różnorakimi
gatunkami kwiatów, a przed domem ustawiona była ławeczka –
jedyne miejsce, oprócz ścieżki, nieobsadzone cudnymi roślinami.
Maurycy
zapukał do drzwi i po chwili otworzyła mu niezbyt urodziwa kobieta
w średnim wieku, ubrana w fartuch pielęgniarski.
-
Witam, panie Zwodzki – Odparła przez nos, wpuszczając gości –
Nie pamiętam, aby był pan umówiony na wizytę.
-
Owszem, nie byłem, ale czy zawsze muszę się zapowiadać, żeby
ujrzeć moją ulubioną pacjentkę? - Zapytał mężczyzna
nonszalancko, uśmiechając się.
Pielęgniarka
zaśmiała się.
-
Z niej też jest taka kokietka – Gdy jej skrzeczący śmiech ustał,
zapytała – A kim są ci ludzie? - Jak gdyby dopiero w tym momencie
zauważyła, iż Maurycy nie był sam.
Mężczyzna
dokonał krótkiej prezentacji, ale na pielęgniarce nie zrobił
wrażenia fakt, iż stoi przed nią przyszła królowa – polityka
jej nie interesowała, byleby zapłata była godziwa i na czas.
-
Pani tradycyjnie odpoczywa, akurat jest po drzemce – Mruknęła
pielęgniarka; była zdania, iż jej podopieczna powinna więcej się
ruszać.
Kobieta
zaprowadziła gości do niewielkiej, przyciemnionej sypialni, której
miejsce centralne zajmowało łóżko, na którym leżała kobieta na
oko osiemdziesięcioletnia, choć w rzeczywistości miała ponad dwa
razy tyle. Jej szczupłą twarz okalały rzadkie, siwe włosy,
oblicze miała przyjemne, cerę lekko rumianą, choć wyglądała na
osobę wątłą i zasuszoną. Gdy ujrzała wszystkich gości, którzy
zechcieli ją odwiedzić, uśmiechnęła się promienne, młodniejąc
o dziesięć lat.
-
Nie spodziewałam się, że zobaczę pana tydzień przed wizytą,
panie Maurycy – Zwróciła się grzecznie do lekarza – Chyba musi
się panu nudzić.
-
Niespecjalnie – Odparł mężczyzna, zamaszystym ruchem odsłaniając
zasłony w oknach – Bardziej prawdopodobne, iż przywiodła mnie tu
tęsknota – Uśmiechnął się szelmowsko do kobiety.
-
Gdybym była w wieku tych oto tu młodych dam – Staruszka wskazała
studentki – Pewnie bym uwierzyła w twoje kłamstwo, ale przez całe
życie poznałam chyba wszystkie męskie sztuczki – Roześmiała
się – Ale podejdźcież moje drogie – Skupiła uwagę na trzech
przyjaciółkach – Niech się wam przyjrzę – śliczne cery,
długie włosy, zadbane... Ale cóż to – kostki wam nie zmarzną?
- Oburzyła się na widok spódnicy Asi i podwiniętych spodni Kasi
oraz Tosi – Wieczory są już chłodne. Zadbają panowie o nie,
prawda? - Spojrzała na Maurycego, a potem na Michała, jakby dopiero
teraz go dostrzegła.
-
Oczywiście – Odezwał się młody chłopak, chcąc zadeklarować
wzięcie na siebie tego obowiązku przed konkurentem.
-
Ale czy my się sobie przedstawiliśmy? - Staruszka zwróciła się
do swojego lekarza, który stał obok jej łóżka.
-
Nie, mój błąd – Odparł szybko Maurycy – To jest pani Józefina
– Wskazał na kobietę – A to są: Antonina, Katarzyna, Joanna
oraz Michał.
Gdy
mężczyzna wymówił imię staruszki, Tosia spojrzała na niego spod
uniesionych brwi. Nikt, oprócz Zwodzkiego, tego nie zauważył, więc
pani Józefina kontynuowała.
-
Wy jesteście tymi podróżnikami z Krakowa – Skinęła głową –
I niech zgadnę – Powiodła wzrokiem po zgromadzonych – Ty jesteś
królową – Wskazała Tosię.
-
Przyszłą – Dziewczyna zarumieniła się.
-
Dla nas, marzycieli, już nią jesteś – Sięgnęła po rękę
Antoniny, aby ją ścisnąć – Ale cóż was tutaj sprowadza? -
Zapytała lekarza – Chyba nie przyszliście popatrzeć na
zniedołężniałą staruchę?
-
Właściwie to przyszliśmy tu w towarzystwie Antoniny, która ma do
pani prośbę – Wyjaśnił Maurycy i popatrzył na Tosię, co
uczynili podobnie pozostali.
Dziewczyna
lekko się zarumieniła pod naporem ciekawskich oczu; by stworzyć
atmosferę dyskrecji, przykucnęła przy łóżku chorej i wyjaśniła
jej swój problem z odzyskaniem mocy.
-
Moje dziecko, to nic dziwnego, że na tym etapie jeszcze nic nie
umiesz – Józefina uśmiechnęła się dobrodusznie.
-
Wiem, ale sedno sprawy polega na tym, że nie wiem, jak nauczyć od
nowa swych umiejętności, a potem je kontrolować – Tosia
posmutniała.
-
I nikt inny nie jest w stanie cię nauczyć? - Kobieta spojrzała
spod uniesionych brwi na Maurycego.
-
Nie znam innego Marzyciela, do którego miałbym równie wielkie
zaufanie, jak do pani – Odezwał się mężczyzna, patrząc wprost
w oczy staruszki.
-
A więc dobrze – Józefina przeniosła swe łagodne spojrzenie na
Antoninę – Skoro jestem jedyną osobą, która jest cię w stanie
nauczyć, to podejmę się tego wyzwania; wiesz, nawet mnie to cieszy
– Odparła po chwili ciszy, nie wiadomo, do kogo – Urozmaicenie
życia na starość, odświeżenie mocy, nie tylko do przysunięcia
sobie herbaty czy włączenia telewizora – Stwierdziła z
entuzjazmem – Zatem bądź, moje dziecko – Spojrzała na Tosię –
Tutaj jutro po południu.
-
Mogę być nawet rano – Odparła dziewczyna, pełna zapału do
pracy.
-
Nie, ponieważ mam już dla ciebie pierwsze zadanie – Kobieta
uniosła palec wskazujący – Masz porządnie się wyspać,
poleniuchować z rana, a dziś lub jutro wziąć gorącą kąpiel,
jednym słowem – zrelaksować się. Co? A tak, twoi przyjaciele
również mogą przyjść jutro. A teraz wyjdźcie – Machnęła
ręką, jakby odganiała natrętne muchy – Chciałabym zamienić
słówko z panem Maurycym, sam na sam.
Przyjaciele
wymienili porozumiewawcze spojrzenia, po czym wyszli.
-
Ukrywanie pańskich tajemnic to jedna z moich ulubionych zabawa –
Przyznała pani Józefina, gdy usłyszała oddalające się kroki
studentów z Krakowa.
-
Mówi pani szczerze czy sarkastycznie? - Zapytał Maurycy spokojnie,
kucając przy łóżku chorej.
-
Szczerze; w moim wieku i stanie próżno jest szukać zabawy, chyba
że za niezły ubaw uważa się grę w bingo – Przyznała kobieta,
krzywiąc się – Cieszę się, że to właśnie ja jestem
powierniczką pańskich tajemnic.
-
Chyba byłem to pani wdzięczny – Mężczyzna wzruszył ramionami.
-
Moim zdaniem powodem pańskiego zwierzenia była świadomość, iż
ja już długo nie pożyję, dlatego mogę nie zdążyć nikomu pan
tego przekazać. A człowiek lubi się zwierzać, zwłaszcza
nieznajomym.
-
Odsprzedała mi pani tanio działkę, więc nie była mi pani całkiem
obca.
-
Transakcja nie czyni przyjaciółmi, wręcz przeciwnie – Józefina
uniosła palec wskazujący –Niech pan o tym pamięta; wydaje się
panu, że w tym wieku i po takich przejściach zna już pan wszystkie
prawdy życia, lecz jeszcze leżąc na łożu śmierci niejednego się
pan dowie.
-
Paulo Coelho czy Arystoteles? - Zapytał Maurycy kąśliwie.
-
Józefina Bukalska; czasem i mnie uda wymyślić się coś, co
mogłoby służyć za podpis zdjęcia na portalu społecznościowym –
Kobieta zachichotała.
Maurycy
jedynie uśmiechnął się z pewnym pobłażaniem.
-
Powinienem już dawno postawić pani pomnik, albo napisać hymn na
pani cześć, za to, co pani dla mnie zrobiła, a zamiast tego ja
proszę panią o kolejną przysługę – Odparł Maurycy po chwili.
-
Po pierwsze, wyświadczam przysługę tej małej...
-
Mnie w pewnym stopniu też – Wtrącił mężczyzna, ale staruszka
go zignorowała.
-
A po drugie, nudzi mi się; wiesz jak leżenie plackiem potrafi
zanudzić człowieka? - Zapytała spod uniesionych brwi.
-
Nie – Maurycy pokręcił głową, uśmiechając się z ironią –
Nie jestem tak leniwy jak pani – Zaśmiał się.
-
No, no – Kobieta mu zawtórowała, znów unosząc palec wskazujący
– Uważaj, bo może i w czynach łatwym przeciwnikiem, ale to, co
mogłabym powiedzieć, zabiłoby cię – Odparła pół żartem, pół
serio.
-
W takim razie daję pani wolność wypowiedzi – Odparł Maurycy,
wstając.
Pani
Józefina westchnęła.
-
Nigdy nie przestanie pan być dla mnie zagadką – Oznajmiła,
unosząc wzrok na lekarza.
Maurycy
prychnął.
-
Dla mnie jedyną zagadką jest, jakim cudem jeszcze żyję – Odparł
ze smutnym uśmiechem; po chwili krępującej ciszy odparł –
Lepiej już pójdę; młodzi na mnie czekają. Za tydzień znów
panią odwiedzę, a z Tosią będzie się pani umawiać
indywidualnie.
-
Dobrze, proszę pana – Odparła staruszka prześmiewczo.
Maurycy
skłonił się bez słowa i wyszedł; pani Józefina uśmiechnęła
się do siebie.
-
,,Ech, dzieciaku.... - Pomyślała, kręcąc głową – Obyś kiedyś
zaznał spokoju”.
Zmierzch
zapadał, gdy przyjaciele z Krakowa wraz ze swym opiekunem wracali do
hotelu. O tej porze dużo osób wracało metrem z pracy; wydawali się
być bardziej ludzcy niż rano – staruszkowie nie mieli aż tak
udręczonych twarzy, gdy czytali gazetę codzienną, młodzi
wypełniali metro wesołą rozmową, rozlewając na wszystkich
pasażerów radość ze skończonych zajęć. Mówili o planach na
wieczór, a niektórzy z nich byli już w strojach gotowych na
przyjęcie. Cekiny i wesołe kolory odbijały się na twarzach
robotników, wygładzając bruzdy na ich twarzach. Matki tuliły do
piersi zmęczone dzieci, które cały dzień spędziły w żłobku
lub przedszkolu; mimo iż maluchy wydawały się spać spokojnie, w
rączkach kurczowo trzymały stare misie, lalki jak modelki i
sportowe samochody, ponieważ były to ich najdroższe skarby, o
których nawet sen nie pozwolił im zapomnieć. Para zakochanych
ściskała się w kącie przedziału, a przerażonymi oczyma
ogarniała pozostałych pasażerów bojąc się, iż ktoś zabroni im
dzielenia się swoją miłością ze światem. Jednak nie wiedzieli,
iż parna atmosfera niepokoju minęła, rozproszona przez chłód
wieczoru, który dawał ulgę wszystkim podróżującym. Słońce nie
raziło ich w końcu w oczy, za to księżyc powoli wyłaniał się
zza chmur, próbując zgonić za horyzont ostatnie ciepłe barwy
dnia. Stereotypowo noc kojarzyła się z niebezpieczeństwem, lecz w
Krainie Marzycieli dawała wolność, zwłaszcza od wścibskich
spojrzeń sąsiadów. Noc zacierała różnice pomiędzy
rzeczywistością a fantazją, co pozwalało wszystkim, a zwłaszcza
przyjezdnym z Krakowa, poczuć się normalnie; nic ich już nie
ściskało za gardło, żadna osobliwość nie chowała się za
plecami.
Tosia
zamknęła oczy i przyciskając czoło do chłodnej rurki idącej od
podłoża do sufitu, wdychała świeże powietrze normalności.
Ludzkie ciała, rozmowy, zapach perfum i spoconych ubrań oraz
papierosów wypalonych przez Maurycego, który stał obok niej, a
które trwale wpisały się w jego osobowość, oczyszczały duszną
atmosferę poznania. Dziewczyna czuła chłód na twarzy i brakowało
jej jedynie zapachu grzańca, aby poczuć się jak w Krakowie.
Mimowolnie uśmiechnęła się do siebie – przypomniała sobie dom.
Dom... Nagle poczuła łzy pod powiekami. Tosia nie zdawała sobie do
tej sprawy z tego, jak bardzo tęskniła za domem, rodzicami, psem...
Normalne życie, które wiodła do poniedziałku wydawało jej się
odległe i nieznane jak planeta, niezależnie która. Dziewczyna
spojrzała na swych towarzyszy – przyjaciółki rozmawiały w
wesołym tonie, Michał grał na telefonie, a Maurycy stał do niej
tyłem, opierając głowę o drugą rurkę, najwyraźniej w taki
sposób odpoczywając. Nieodparta siła kazała jej się do niego
zwróci; Antonina rozejrzała się, po czym nachyliła w stronę
mężczyzny.
-
Tęsknię za domem – Wyszeptała.
Maurycy
nie był zaskoczony, słysząc głos dziewczyny; słyszał jej
przyspieszony oddech, więc domyślał się, iż coś złego się
dzieje, a potem poczuł jej ruch za sobą.
-
Czemu mówisz to akurat mnie? - Zapytał, przechylając lekko głowę,
by lepiej słyszeć Tosię, lecz aby jej nie widzieć.
-
Nie wiem – Dziewczyna przełknęła ciężko ślinę – Ty jeden
orientujesz się w tym wszystkim.
-
A może nie chcesz przyznać się przyjaciołom do słabości? Poza,
jaką przybierasz od dłuższego czasu jest przez nich aprobowana;
może boisz się odrzucenia?
-
Czemu wpierasz mi, że udaję? – Tosia liczyła na wsparcie, nie
naganę; jej głos stał się ostrzejszy – Czy i ty nie udawałeś?
-
A uważasz mnie za normalnego? - Maurycy pytał spokojnie.
-
Niezbyt.
-
W takim razie masz odpowiedź.
Antonina
westchnęła, próbując powstrzymać się od płaczu.
-
Po co ja się w ogóle odzywałam...
-
Bardzo tęsknisz za rodzicami? - Zapytał Maurycy szybko; nie chciał
znów jej do siebie zrazić.
-
No pewnie; brakuje mi ich ciepłych słów oraz wsparcia – Tosia
pozwoliła łzom spływać po policzkach.
-
A wiesz, że mamy tu Internet i takie coś jak Skype? Kraina
Marzycieli to naprawdę nie koniec świata.
-
Tak...? - Antonina otarła mokre policzki – Mam laptopa, ale nigdy
nie próbowałam sprawdzić, czy uda mi się nawiązać kontakt z
rodzicami.
-
No widzisz? - Mężczyzna w końcu spojrzał na swoją rozmówczynię
i uśmiechnął się – Czasem warto się do mnie zwrócić.
Tosia
odwzajemniła uśmiech, lecz zaraz potem przypomniała sobie o czymś.
-
To nie oznacza, że nie jestem na ciebie zła – Odparła poważnie.
-
Jesteś upierdliwa – Westchnął Maurycy.
Gdy
panna Kruczyńska dotarła wraz z przyjaciółmi do hotelu Marysi,
natychmiast pobiegła do swojego pokoju, prosząc, aby nikt jej nie
przeszkadzał oraz przepraszając za to, że nie zje wspólnej
kolacji. Następnie przez kolejne dwie godziny rozmawiała z
rodzicami; obie strony były podekscytowane wspólną rozmową,
której od dawna nie prowadzili. Łzy spływały po wygiętych w górę
ustach, uradowane tony w ich głosach załamywały się co chwilę od
wzruszenia, a otoczenie zarówno w pokoju Tosi, jak i w salonie jej
rodziców zamknęło się w przestrzeni komputerów. Było już
późno, gdy zdecydowali się zakończyć konwersację, ponieważ Ewa
i Wiktor musieli iść spać; życząc dobrej nocy córce, pożegnali
się. Tosia po wyłączeniu komputera siedziała jakiś czas w
ciemności. Sama, otoczona nieznaną rzeczywistością, czekająca na
największe w jej życiu zadanie. Cisza pulsowała w jej skroniach,
dopóki pukanie do drzwi nie uderzyło ją mocno w głowę.
-
Proszę – Jęknęła, marszcząc brwi; teraz zamiast ciszy, w
skroniach poczuła ból.
Gość
zaświecił światło, które oślepiło dziewczynę.
-
Czemu jesteś takim sadystą? - Zapytała Maurycego, mrugając
szybko.
-
Bo lubię – Mężczyzna wzruszył ramionami, siadając na podłodze,
naprzeciwko Tosi – Jak tam rozmowa.
-
Dziękuję, dobrze – Ból głowy nie ustąpił, ale Tosia mogła
już patrzeć przed siebie – Przyszedłeś na zwiady czy liczyłeś
na rozmowę z moją mamą?
-
Ani jedno, anie drugie – Maurycy zrobił małą pauzę, albo żeby
zebrać myśli, albo żeby zrobić dramatyczny efekt – Przyszedłem
cię przeprosić za dzisiaj, za to, co powiedziałem Michałowi.
Dziewczyna
wyprostowała się, jakby chciała uzewnętrznić zranioną dumę.
-
Wiem, że nie obiecałeś mi dochować milczenia wobec mojego
chłopaka, jednak zapewne łatwo było się domyślić, iż nie życzę
sobie, aby dowiedział się o zajściu w łazience – Odparła
oficjalnie i szorstko.
-
Wie, lecz... - Zaczął Maurycy z miną winowajcy, ale młoda kobieta
mu przerwała.
-
Lecz uniosłeś się dumą w trakcie rozmowy o Karolu, a to był twój
jedyny argument, żeby uciszyć Michała – Stwierdziła pewnie.
Mężczyzna
był pod wrażeniem.
-
Masz rację – Odparł – Mimo wszystko w moich intencjach nie było
cię urazić; nie zastanowiłem się nad konsekwencjami, za co bardzo
żałuję – Przyjął ton dziewczyny – Przyjmij, proszę, moje
przeprosiny, ponieważ nie mam zamiaru toczyć z tobą żadnej wojny,
zwłaszcza, że donikąd nas ona nie zaprowadzi.
-
Zacząłeś tę wojnę, gdy tylko pierwszy raz mnie obraziłeś; w
twoim zachowaniu nie widzę pokojowych intencji.
-
Może próbuję wyciągnąć z ciebie twoje prawdziwe ,,ja”? Chcesz
być suką do końca życia?
-
Czy ty naprawdę nie umiesz się powstrzymać? - Dziewczyna uniosła
głos.
-
Przynajmniej nikogo nie udaję, co tobie szczerze polecam; ludzie
natychmiast wyczują, że ich królowa jest sztuczna, a to będzie
dla ciebie zgubne. Służę ci jedynie dobrą radą, którą ty
odrzucasz, ponieważ nie myślisz i nie chcesz się zmienić, bo
znalazłaś gówniarzy, którzy akceptują tylko fałsz, ale ty się
ich trzymasz ze strachu. Myślisz, że jesteś mądra i może tak
było, dopóki nie poznałaś się z tymi dzieciakami. Chcę ci
jedynie pomóc, ale widzę, że twoje ostatnie słowo brzmi ,,nie”
- Mężczyzna mówił bardzo szybko.
-
I masz rację.
Maurycy
wstał, na co Tosia również się uniosła.
-
Jesteś złośliwa – Podsumował Zwodzki – Dzisiaj uniosłem się
dumą, i aby mnie ukarać, robisz to samo.
-
Tam są drzwi – Odparła dziewczyna ochrypłym głosem.
Mężczyzna
zmierzył pannę Kruczyńską wzrokiem, po czym wyszedł trzaskając
drzwiami.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz