poniedziałek, 16 października 2017

Towarzystwo podjechało metrem na obrzeża miasta, gdzie ulokowane były wille i rezydencje, z których bił przepych i bogactwo ich domowników. Maurycy zatrzymał się przed jedną z nich – bladożółty, jednopiętrowy dom z kolumnadą z przodu, dużym ogrodem z basenem i trzema sportowymi samochodami stojącymi na podjeździe.
- Kim jest ten twój wujek? - Zapytała Asia, patrząc oniemiała na idealnie czystą wodę w basenie, marząc, aby zażyć kąpieli.
- Prawnikiem – Odparł mężczyzna beznamiętnie, idąc przed siebie; studenci podążyli za nim, omiatając zachwyconymi spojrzeniami wszystko, co wokół nich.
Maurycy zadzwonił do drzwi, jednak przez dłuższy czas nikt mu nie otwierał. Mężczyzna spojrzał na swych towarzyszy niepewnie, po czym nacisnął klamkę i okazało się, że dom jest otwarty. Ze środka dało się słyszeć kobiecy i męski śmiech. Podróżni weszli do niewielkiego przedpokoju, który prowadził wprost do salonu, na końcu którego znajdowały się masywne, drewniane schody, po których zbiegła szczupła, wysoka kobieta o rudych, kręconych włosach. Ubrana była jedynie w łososiowy gorset, czarne figi i ciemne pończochy z klamerkami, a mocno upudrowane policzki miała czerwone od śmiechu. Dyszała, najwyraźniej przed kimś uciekając, lecz nie wydawała się być przestraszona – wręcz przeciwnie. Ujrzawszy idącego na przedzie gościa, rozpromieniła się; stanęła na zakręcie schodów i podekscytowana wykrzyknęła:
- Maurycy! - I z impetem wpadła w ramiona mężczyzny.
- Witaj, Różo – Zwodzki nie czułby zażenowania, gdyby nie towarzyszący mu studenci.
Nagle z piętra zbiegł mężczyzna średniego wzrostu, z wydatnym brzuchem, ubrany jedynie w czarne spodnie, swoją drogą rozpięte, z dyndającym z boku paskiem. Pan domu jednak nie wydawał się być zmieszany; spokojnie zapinając spodnie podszedł do swych gości.
- Witaj, Maurycy – Odparł nonszalancko – Przedstawisz mi nowych znajomych? Ty, Różo, możesz w tym czasie iść na górę – Nawet nie spojrzał na swą towarzyszkę.
Kobieta, która wciąż wisiała na szyi Zwodzkiego, rozejrzała się po zgromadzonych.
- Sama czy z kimś? - Zapytała kokieteryjnie, patrząc na Michała.
- Sama, ten pan już jest zajęty – Sprostował Maurycy, spoglądając przelotnie na Tosię.
- A może ty ze mną pójdziesz? - Róża zmrużyła powieki, skupiając całą swoją uwagę na Maurycym i przysuwając się bliżej niego.
- Może innym razem – Mężczyzna czuł się lekko zawstydzony; odprowadził kobietę do schodów.
- ale jeszcze kiedyś do mnie wpadniesz? - Róża wydęła usta.
- Zapewne.
- Obiecujesz?
- Obiecuję – Mężczyzna uśmiechnął się ciepło, a Róża nie zauważyła, iż był to uśmiech wymuszony.
Uradowana kobieta klasnęła w dłonie i złożyła namiętny pocałunek na ustach Maurycego, po czym uciekła na piętro, zostawiając znajomego w zaambarasowaniu.
- To ja was może sobie przedstawię – Odparł mężczyzna po chwili ciszy, odwracając się na pięcie, by następnie dokonać lakonicznej prezentacji.
- To ty jesteś naszą królową. Doprawdy lepiej nie mogliśmy trafić – Komplementował Piotr, całując Tosię po dłoniach – Taka urocza i piękna kobieta, do tego zapewne mądra i uzdolniona, będzie władać Krainą Marzycieli. Doskonale.
- Już wystarczy tych podrywów – Przerwał mu Maurycy niezadowolonym tonem.
Mężczyzna podszedł do kanapy, stojącej pod schodami i rzucił na nią swój płaszcz.
- Daj się nacieszyć tak pięknym widokiem – Powiedział Piotr,puszczając niezgrabnie oko do Antoniny.
- Tu masz lepszy – Stwierdził Maurycy, widząc jak Róża, ubrana w zwiewną, czerwoną sukienkę, znów zbiega po schodach.
- Nie krępuj się – Odparła Tosia zgryźliwie – Zachowuj się, jakby nas tu nie było.
- Gdyby was tu nie było, ja już byłbym na górze z Różą – Powiedział Maurycy szybko, po czym uśmiechnął się szeroko i szczerze do nadchodzącej kobiety – Już nas opuszczasz? - Zwrócił się do Róży
- Niestety, obowiązki czekają – Ton kobiety był tak lekki, jakby rozmawiali o pogodzie – Mam nadzieję, że za niedługo będę musiała iść do ciebie – Stwierdziła, gdy szła z Maurycym w stronę drzwi.
- Szybciej, niż myślisz, kochana – Odparł mężczyzna, przyciągając Różę do siebie i obdarzając ją namiętnym pocałunkiem.
- Pa – Rzekła miękko kobieta, odsuwając się niechętnie od Maurycego – Do widzenia wszystkim – Rzuciła przez ramię, wychodząc wręcz w podskokach.
- Myślałam, że prostytutki nie całują w usta – Stwierdziła Kaśka zgryźliwie, przypominając sobie wers piosenki Republiki.
- Róża jest wyjątkowa; rezerwuje pocałunki oraz inny rodzaj naginania zasad tylko dla wybranych – Odparł Maurycy, wracając do gromadki swych podopiecznych.
- Moim zdaniem to raczej pusta lala – Dorzuciła Tosia, krzyżując ręce na piersi.
- Jest czarująca; naiwna, ale czarująca – Zwodzki usiadł na kanapie - Prawda, Michał? - Spojrzał rozbawionym wzrokiem na młodego mężczyznę; wszystkie panie natychmiast zwróciły na niego uwagę – Nie mów, że nie zrobiła na tobie wrażenia – Przechylił głowę lekko w prawo.
Twarz Michała przybrała buraczkowy odcień.
- Spokojnie – to, ze jesteś w związku nie oznacza, że inne kobiety nie mogą ci się podobać; to byłoby nawet wbrew naturze, gdybyś wyrzekał się samego pociągu seksualnego. Inna sprawa, jeślibyś za nim podążył, ale to już kwestia charakteru – Wyjaśnił Maurycy tak, jakby stał przed nim mały chłopiec.
- Przecież wiem – Odburknął Michał, siadając na jednym z foteli; jego przyjaciółki również zajęły miejsca wokół niskiego, podłużnego stolika.
- Może ktoś ma ochotę na whisky albo papierosa? - Zapytał Piotr znienacka; czuł, że jego obowiązkiem jest utrzymanie pogodnej atmosfery w swym domu.
- I whisky, i papierosa – Odparł Maurycy bez ogródek.
- To wolno tu jednak palić? - Zapytała Asia, która na słowo ,,papieros” otworzyła szeroko oczy, dzięki czemu miało się wrażenie, iż gałki oczne jej za chwilę wypadną.
- Tylko w Stanie Kraina Marzycieli – Wyjaśnił gospodarz, podając dziewczynie papierośnicę – Wymyślono, że gdzie znajduje się zamek, tam ma być zajebiście nudno i sztucznie.
- Tak, tak – Asia kiwała głową, lecz przede wszystkim skoncentrowana była na wyciąganiu i odpalaniu jednego z cienkich papierosów; następnie podała papierośnicę swojemu sąsiadowi – Maurycemu.
- Nie masz grubych? - Narzekał, gdy ją otworzył – Co ty, babą jesteś?
- Nie, ostatnio palę cienkie, bo taki mam kaprys, jak to bogaci ludzie – Mówił Piotr, nalewając whisky dla siebie i swojego chrześniaka – Nie pasuje, nie pal. Ktoś jeszcze chce się napić? – Zapytał, odwracając się do swych gości – Nie? A, ty, Kasiu? Dobrze, już nalewam.
W tym czasie pokój wypełniał dym i smród z papierosów; atmosfera zrobiła się duszna, zwłaszcza gdy słońce padające prze okno grzało i tak już zmęczone twarze podróżników. Gdy chętni na papierosy i alkohol skosztowali trunku, stali się rozleniwieni; oparli się wygodnie o fotele, stwarzając ciekawy kontrast dla spiętych Tosi i Michała, którzy jako jedyni nie dali się ponieść błogiemu stanu odurzenia.
Odurzeni odchylili głowy i wdychali dym z papierosów oraz smakowali ostatnich kropel whisky, które zostały im na językach.
- Coś jest w tej Krainie, co mnie hipnotyzuje – Odparła Kaśka z zamkniętymi oczami.
- Nasza Kraina to wyjątkowe miejsce – Podchwycił Piotr, nachylając się w stronę Katarzyny, która siedziała na fotelu obok niego – Musicie wybrać się nad morze – wyjątkowa dzikość i unikatowość, nabiera się tam poczucia nieskrepowanej wolności.
- Można uprawiać seks na plaży – Wtrącił Maurycy, nie otwierając oczu.
- Doprawdy? - Kasia uniosła brew, patrząc z ukosa na Piotra – Pan to robił? - Zapytała mężczyznę.
- Po pierwsze – nie pan, tylko Piotr, a po drugie – to moja słodka tajemnica – Uśmiechnął się niczym gwiazdor Hollywood.
Młoda dziewczyna zaśmiała się.
- Założymy się, że do końca wyjazdu Kaśka wskoczy temu facetowi do łóżka? - Michał zwrócił się do Tosi.
- Wystarczy tydzień – Odparła Antonina kąśliwie, niezadowolona z atmosfery, jaka się stworzyła – Nie miałeś nam pokazać biblioteki, Piotrze? - Zapytała, starając się nie pokazywać po sobie zdenerwowania.
- Co? - Mężczyzna oderwał wzrok od ślicznej Kasi – Jaka biblioteka? - Spojrzał na chrześniaka.
Maurycy nie reagował, dlatego Asia postukała go po ramieniu.
- Ten pokój pełen książek, który znajduje się na piętrze... Koło sypialni – Mężczyzna spojrzał znacząco na swego wujka.
- Wiem przecież, gdzie trzymam książki – Piotr przewrócił oczami – Ale chyba wam się nie spieszy? - Znów zwrócił się w stronę Kasi.
- Nigdy się nie spieszy, jeśli chcesz poderwać młodą dziewczynę – Zakpił Maurycy, uśmiechając się diabelsko.
Piotr zarumienił się i oderwał wzrok od swego gościa.
- Mnie to nie przeszkadza – Odparła Kasia, spoglądając uwodzicielsko na Maurycego – Lubię być podrywana i wiem, gdy ktoś to robi.
- Zawsze? - Zapytał mężczyzna, dogaszając papierosa i wstając, nie odrywając wzroku od ofiary – Jesteś na tyle bystra, by zauważyć każdy gest i podtekst? - Podszedł do Kasi i pokazał jej papierośnicę – Jednego?
- Poproszę – Dziewczyn, odchrząknęła.
Kasia sięgnęła po papierosa, a przed nią natychmiast pojawiła się zapalniczka. Dziewczyna nie uczyniła żadnego gestu, więc Maurycy delikatnie skierował jej dłoń w stronę ust i zapalił papierosa.
- Dziękuję – Szepnęła – A moja odpowiedź jest twierdząca – Dodała z szerokim uśmiechem.
Maurycy odwzajemnił uśmiech, widząc w Kasi więcej, niż wydatny biust i długie nogi.
- Dosyć tych umizgów – Syknęła Tosia, choć gdy Maurycy spojrzał na nią z rozbawieniem w oczach, i jej uśmiech próbował wtargnąć na usta – Możemy iść do biblioteki? - Zapytała, wstając.
- A jeśli nie pozwolimy i będziemy was tu przetrzymywać w dymie, aż się udusicie? - Zapytał Maurycy, podchodząc dystyngowanym krokiem do dziewczyny – Wtedy nie byłoby królowej, a ja miałbym spokój.
- Zawsze myślisz o sobie? - Tosia zmarszczyła brwi.
- Tak – Odpowiedział mężczyzna z uśmiechem.
Antonina przyjrzała się przez chwilę jego twarzy, starając się zapamiętać każdy możliwy szczegół, aby w razie, gdyby po koronacji go gdzieś spotkała, mogła wydać rozkaz straży, aby go pojmali i wtrącili do lochu.
- Możemy już opuścić towarzystwo starych kawalerów i udać się na piętro? - Zapytała przez zaciśnięte zęby.
- Starych kawalerów – Maurycy prychnął.
Tosia miała wrażenie, że mężczyzna chciał coś dodać to tego rzuconego pokrótce zdania, jednak szybko zrezygnował z tej idei.
- Idźcie po schodach na górę, a potem do pierwszego pokoju po lewo, tam znajduje się biblioteka; jeśli będziecie chcieli, to wybierzcie sobie coś z naszej literatury – Wtrącił Piotr.
- Zabierzcie książki historyczne i prawnicze – Podpowiedział Maurycy, siadając znów na kanapie.
Tosia jako pierwsza wbiegła po schodach na górę, a gdy już się tam znalazła, dyskretnie ominęła wzrokiem otwarte na oścież drzwi do sypialni i weszła do biblioteki – przestronnej, dobrze oświetlonej, której ściany niewiadomo, na jaki kolor zostały pomalowane, ponieważ każdy ich centymetr zajmowały półki z książkami – starymi, nowymi, zadbanymi, potarganymi, zakurzonymi, oprawionymi w papier... Tosia, która od zawsze lubiła czytać, poczuła się jak w raju. Nie myśląc o swoich powinnościach, wpierw podbiegła do działu z literaturą piękną.
Maurycy odprowadził dziewczynę oraz jej przyjaciół wzrokiem, po czym bez ogródek zapytał:
- Mógłbym pożyczyć od ciebie pieniądze?
Piotr westchnął ciężko, niezadowolony.
- Ile chcesz? - Mruknął, patrząc na bratanka spode łba.
- Cztery stówy? - Zaproponował Maurycy z nadzieją.
- Trzy – Zaoponował pan domu, idąc po portfel – Jeszcze mi ie oddałeś za Kraków.
- Oddam wszystko po wypłacie - Obiecał młody mężczyzna.
Piotr wyciągnął pieniądze i podał je niechętnie chrześniakowi.
- To na prezent dla babci – Wyjaśnił Maurycy, chowając otrzymaną kwotę do kieszeni – Jak myślisz, co mógłbym jej kupić? Jakąś kolię? Lubi takie błyskotki, prawda?
- A może papierośnicę z jej imieniem? - Zaproponował Piotr, siadając – Wiesz, że dużo pali.
-Dobry pomysł – Maurycy skinął głową – Też dostałeś zaproszenie? - Zapytał po chwili ciszy.
- Taak... - Odparł pan domu przeciągle.
- Myślisz, że będzie? - W oczach młodszego z mężczyzn pojawił się strach.
- Wątpię, pewnie nawet nie wiedzą, gdzie się obecnie znajduje – Stwierdził Piotr spokojnie.
- A skąd mieli mój adres?
- Ode mnie – Ton gospodarza był niedbały – Ja sam dostałem zaproszenie kilka dni temu. Wstydzą się mnie, czy co? - Mężczyzna posmutniał.
- Skoro się nie ożeniłeś i nie spłodziłeś dzieci, to zapewne mają do ciebie pretensje – Szczerość Maurycego była nieoceniona.
- A ty? Chciałbyś się ożenić? - Nagle uwaga Piotra została skupiona na chrześniaku.
- Oczywiście, że bym chciał – Mruknął Maurycy, odwracając na chwilę wzrok.
- Z panną... N? - Pan domu nie potrafił powstrzymać się od zadania tego pytania.
Młody mężczyzna przez chwilę wpatrywał się w swego wujka z rozdrażnieniem w oczach, unosząc jedną brew, lecz po chwili skapitulował; westchnął ciężko – Z nikim innym – Odparł smutno.
- Ale jest niedostępna.
- Możemy zmienić temat? - Złość Maurycego osiągnęła niebezpieczny poziom.
- Dobrze; co sądzisz o tej małej? - Piotr gestem wskazał piętro.
- O Tosi? - Maurycy trochę się zdziwił – Ładna, ale niezbyt rozgarnięta. Mam nadzieję, że jeszcze się wyrobi tutaj.
- Przy tobie z pewnością – Piotr zaśmiał się krótko – Ale całkiem niezła z niej sztunia – Mężczyzna mlasnął językiem.
- Tak, całkiem – Rzucił Zwodzki sucho, odwracając wzrok.
Pan domu przyjrzał się swemu bratankowi uważnie.
- Czy ona ci się podoba? - Zapytał, a szeroki uśmiech rozświetlił jego twarz.
- Ciszej! - Syknął Maurycy, pochylając się w stronę wujka.
- Czyli jednak?
- Oczywiście, że nie – Mężczyzna obruszył się – Jest za głupia.
- Jasne, wmawiaj to sobie – Prychnął Piotr – Ciągnie cię do niej, a ja wiem, dlaczego.
- Możesz się uspokoić? - Maurycy czuł się, jakby rozmawiał z dzieckiem.
- Nie, dopóki nie powiesz mi prawdy – Gospodarz był nieustępliwy – Lecisz na nią czy nie?
- A nawet jeśli, to co? - Mężczyzna miał dość.
- Czyli miałem rację – Piotr zadowolony odchylił się w fotelu.
Maurycy ponownie westchnął, całkowicie zrezygnowany; wstał i z pustą szklanką w ręku podszedł do barku i nalał sobie whisky.
- Jak my to robimy, młody, co? - Zapytał nagle Piotr rozmarzonym tonem – Panienki same pchają nam się do łóżka, a tej jedynej nie możemy znaleźć. To znaczy... - Dodał po chwili.
- Wiem, co masz na myśli – Wtrącił Maurycy, stojąc tyłem do wujka i opierając się o barek; milczał przez chwilę – Z drugiej strony – Zaczął, idąc w stronę kanapy – Lepiej być samotnym, ale móc zaliczać panienki, niż być samotnym i zaliczać tylko swoją rękę – Usiadł.
- Masz rację – Odparł Piotr z entuzjazmem; uniósł swoją szklankę – Wypijmy za to – Uśmiechnął się.
Maurycy zawtórował chrzestnemu, jednak wiedział, że rozdrapana rana w jego sercu znów będzie się przez dłuższy czas zrastać. A dopiero co przebolał Kraków.
Gdy tylko panowie wznieśli toast, dało się słyszeć kroki czterech osób. Każda z nich niosła po kilka książek, ale tylko Tosia, idąca na przedzie, wydawała się z tego faktu zadowolona.
- Zabrałam dużo książek historycznych, prawnych, a nawet kilka geograficznych oraz, jeśli nie masz nic przeciwko – Zwróciła się do Piotra, posyłając mu nieświadomie szczery, uroczy uśmiech – Dwa romanse, trzy kryminały i jedną fantastykę.
- Moja droga – Pan domu wstał i ujął dłoń dziewczyny – To zaszczyt, iż potraktowałaś moją bibliotekę jako coś więcej, niż przymusowy zbiór informacji o naszej Krainie, ale i zdecydowałaś się poznać jej wspaniałą beletrystykę – Złożył delikatny pocałunek na dłoni dziewczyny.
Antonina nie mogła przez chwilę wydusić z siebie żadnego słowa – Piotr zrobił na niej aż tak pozytywne wrażenie.
- Bajerant – Skwitował Maurycy; podszedł do Asi i Kasi – Dajcie te książki, nie będziecie ich dźwigać.
Dziewczyny usłużnie i z wdzięcznością oddały przepastne tomiska swemu opiekunowi.
- Teraz mamy czas na shopping, prawda? - Zapytała Kaśka z nadzieją.
- Tak – Odparł Maurycy, przeglądając książki – Zostawimy je tutaj – Odezwał się do Piotra, a potem wrócimy po nie i odjedziemy najbliższą linią metra.
- Będziecie musieli się przesiadać – Stwierdził Piotr.
- Wiem – Zwodzki poszedł w stronę drzwi i na półce przy lustrze, wiszącym koło wyjścia, położył książki – Ruszcie się, musimy jeszcze dojść na stację, a potem musimy jeszcze kogoś odwiedzić – Spojrzał znacząco na Tosię.
- Tak, racja – Odparła dziewczyna, spoglądając kolejno na każdego ze swych przyjaciół – Chodźmy już – Przełknęła ciężko ślinę ze zdenerwowania oraz równocześnie podekscytowania.
W trakcie podróży Maurycy nie odzywał się do nikogo, za to Kasia i Asia trajkotały w najlepsze – Kraina zaczynała robić na nich pozytywne wrażenie. Tosia i Michał również byli milczący, jednak chłopak mocno przyciskał do siebie swoją partnerkę, więc Antonina uznała za zbędne wypowiadanie jakiegokolwiek słowa.
W mieście rozdzielili się na trzy, można by rzec, ,,,grupy” - dwie przyjaciółki pobiegły do markowych sklepów, zakochani usiedli na zewnątrz jednej z kawiarni, licząc na odrobinę normalności, a ich opiekun poszedł po prezent dla babci.
- Wierzysz, że to wszystko dzieje się naprawdę? - Zapytał Michał, gdy oboje dostali zamówioną uprzednio kawę – Ta Kraina, twoja moc, przeznaczony dla ciebie tron... nawet ten facet – Machnął ręką, jak gdyby chciał wskazać Maurycego.
- Z jednej strony wierzę, bo zawsze marzyłam o odnalezieniu tego miejsca, z drugiej... Wszystko jest tak nieprawdopodobne.
- No właśnie – Podchwycił Michał – Czuję się, jakbym cały czas był na haju, ale to się dzieje naprawdę, nie mogę temu zaprzeczyć. Myślisz, że to normalne? - Zmarszczył brwi z powątpiewaniem.
- Myślę, że tak – dzisiejsze czasy trochę nas na to przygotowały; gdybyśmy żyli w romantyzmie, z miejsca byśmy uwierzyli w istnienie tej Krainy. Teraz jest nam trochę trudniej, ponieważ chłodne, spokojne rozumowanie jest wręcz wymagane w dzisiejszych czasach, jednak z drugiej strony sądzę, że popkultura przygotowuje nas na takie zdarzenia.
- Czy to co mówisz, nie wydaje ci się zbyt nadzwyczajne?
- Nie, spójrz na mnie – wpajana we mnie od dziecka książka zawładnęła moim umysłem, dzięki czemu nie mam wątpliwości, że wszystko dzieje się naprawdę.
- Lecz u ciebie to naturalna reakcja na to miejsce, bo jesteś... - Mężczyzna przełknął ślinę – Marzycielem – Dokończył cicho, aby nikt w pobliżu go nie usłyszał; bał się o bezpieczeństwo swojej dziewczyny.
- A jak ty się czujesz? - Zapytała Tosia, ujmując delikatnie dużą dłoń chłopaka.
- Dziwnie; z jednej strony czekam, aż się obudzę, z drugiej – jestem zafascynowany tym miejscem – Ścisnął małą dłoń Antoniny – Staram się przezwyciężyć strach dla ciebie – Uśmiechnął się smutno – Zależy mi na tobie, bardzo – Jego oddech przyspieszył – Kocham cię, nie zniósłbym straty...
- Kochanie, co się dzieje? - Tosia zaniepokoiła się; nachyliła się w stronę Michała – Czy zrobiłam coś nie tak?
- Ty nie – Mężczyzna pokręcił głową, wbijając wzrok w stół – Ten cały... Maurycy – Wręcz wypluł to imię z odrazą.
- Dlaczego? - Tosia wystraszyła się, że mężczyzna wyznał jej chłopakowi prawdę o łazience.
- Gdy byliśmy na górze słyszałem, jak Piotr stwierdza, iż podobasz się Maurycemu, i choć początkowo się zapierał, to potem zapytał, że jeśli tak, to co i to już było wystarczająco wymowne – Michał spojrzał na ukochaną zmartwionymi oczyma – Czy coś było między wami?
Oczy dziewczyny powiększyły się na to pytanie, a oddech zamarł w piersi. Lecz już po sekundzie Tosia zamrugała kilkakrotnie, odetchnęła głęboko i ułożyła wargi w niewinny uśmiech.
- Oczywiście, że nie – Roześmiała się – Niby kiedy?
- W Krakowie?
- Wtedy nie wiedziałam, że to mężczyzna.
Na te słowa Michał roześmiał się.
- Fakt, ja też nie wiedziałem; do tej pory nie jestem pewny – Chłopak już całkowicie odzyskał dobry humor – A może to ciota? Wygląda na takiego, co lubi kutasy.
- Przestań – Syknęła Tosia; wulgarny język jej chłopaka, połączony z pogardą, działał jej na nerwy – A co z Różą i jego zalotami w stosunku do Kaśki?
- Albo bi, albo zwykłe kłamstwo – Michał postawił sprawę jasno – Raczej ja powinienem się trzymać na baczność z moją urodą Adonisa – Przeczesał włosy ręką.
Tosię bawiło to samouwielbienie Michała, biorąc je za żart.
- Jeśli się z nim prześpisz, to z nami koniec – Roześmiała się, nachylając się w stronę chłopaka.
- Nie kuś mnie – Zachichotał mężczyzna, po czym czule pocałował partnerkę.

- Jakie dwa gołąbki sobie tu gruchają – Usłyszeli znajomy głos obok siebie.
CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz