Towarzystwo
podjechało metrem na obrzeża miasta, gdzie ulokowane były wille i
rezydencje, z których bił przepych i bogactwo ich domowników.
Maurycy zatrzymał się przed jedną z nich – bladożółty,
jednopiętrowy dom z kolumnadą z przodu, dużym ogrodem z basenem i
trzema sportowymi samochodami stojącymi na podjeździe.
-
Kim jest ten twój wujek? - Zapytała Asia, patrząc oniemiała na
idealnie czystą wodę w basenie, marząc, aby zażyć kąpieli.
-
Prawnikiem – Odparł mężczyzna beznamiętnie, idąc przed siebie;
studenci podążyli za nim, omiatając zachwyconymi spojrzeniami
wszystko, co wokół nich.
Maurycy
zadzwonił do drzwi, jednak przez dłuższy czas nikt mu nie
otwierał. Mężczyzna spojrzał na swych towarzyszy niepewnie, po
czym nacisnął klamkę i okazało się, że dom jest otwarty. Ze
środka dało się słyszeć kobiecy i męski śmiech. Podróżni
weszli do niewielkiego przedpokoju, który prowadził wprost do
salonu, na końcu którego znajdowały się masywne, drewniane
schody, po których zbiegła szczupła, wysoka kobieta o rudych,
kręconych włosach. Ubrana była jedynie w łososiowy gorset, czarne
figi i ciemne pończochy z klamerkami, a mocno upudrowane policzki
miała czerwone od śmiechu. Dyszała, najwyraźniej przed kimś
uciekając, lecz nie wydawała się być przestraszona – wręcz
przeciwnie. Ujrzawszy idącego na przedzie gościa, rozpromieniła
się; stanęła na zakręcie schodów i podekscytowana wykrzyknęła:
-
Maurycy! - I z impetem wpadła w ramiona mężczyzny.
-
Witaj, Różo – Zwodzki nie czułby zażenowania, gdyby nie
towarzyszący mu studenci.
Nagle
z piętra zbiegł mężczyzna średniego wzrostu, z wydatnym
brzuchem, ubrany jedynie w czarne spodnie, swoją drogą rozpięte, z
dyndającym z boku paskiem. Pan domu jednak nie wydawał się być
zmieszany; spokojnie zapinając spodnie podszedł do swych gości.
-
Witaj, Maurycy – Odparł nonszalancko – Przedstawisz mi nowych
znajomych? Ty, Różo, możesz w tym czasie iść na górę – Nawet
nie spojrzał na swą towarzyszkę.
Kobieta,
która wciąż wisiała na szyi Zwodzkiego, rozejrzała się po
zgromadzonych.
-
Sama czy z kimś? - Zapytała kokieteryjnie, patrząc na Michała.
-
Sama, ten pan już jest zajęty – Sprostował Maurycy, spoglądając
przelotnie na Tosię.
-
A może ty ze mną pójdziesz? - Róża zmrużyła powieki, skupiając
całą swoją uwagę na Maurycym i przysuwając się bliżej niego.
-
Może innym razem – Mężczyzna czuł się lekko zawstydzony;
odprowadził kobietę do schodów.
-
ale jeszcze kiedyś do mnie wpadniesz? - Róża wydęła usta.
-
Zapewne.
-
Obiecujesz?
-
Obiecuję – Mężczyzna uśmiechnął się ciepło, a Róża nie
zauważyła, iż był to uśmiech wymuszony.
Uradowana
kobieta klasnęła w dłonie i złożyła namiętny pocałunek na
ustach Maurycego, po czym uciekła na piętro, zostawiając znajomego
w zaambarasowaniu.
-
To ja was może sobie przedstawię – Odparł mężczyzna po chwili
ciszy, odwracając się na pięcie, by następnie dokonać
lakonicznej prezentacji.
-
To ty jesteś naszą królową. Doprawdy lepiej nie mogliśmy trafić
– Komplementował Piotr, całując Tosię po dłoniach – Taka
urocza i piękna kobieta, do tego zapewne mądra i uzdolniona, będzie
władać Krainą Marzycieli. Doskonale.
-
Już wystarczy tych podrywów – Przerwał mu Maurycy niezadowolonym
tonem.
Mężczyzna
podszedł do kanapy, stojącej pod schodami i rzucił na nią swój
płaszcz.
-
Daj się nacieszyć tak pięknym widokiem – Powiedział
Piotr,puszczając niezgrabnie oko do Antoniny.
-
Tu masz lepszy – Stwierdził Maurycy, widząc jak Róża, ubrana w
zwiewną, czerwoną sukienkę, znów zbiega po schodach.
-
Nie krępuj się – Odparła Tosia zgryźliwie – Zachowuj się,
jakby nas tu nie było.
-
Gdyby was tu nie było, ja już byłbym na górze z Różą –
Powiedział Maurycy szybko, po czym uśmiechnął się szeroko i
szczerze do nadchodzącej kobiety – Już nas opuszczasz? - Zwrócił
się do Róży
-
Niestety, obowiązki czekają – Ton kobiety był tak lekki, jakby
rozmawiali o pogodzie – Mam nadzieję, że za niedługo będę
musiała iść do ciebie – Stwierdziła, gdy szła z Maurycym w
stronę drzwi.
-
Szybciej, niż myślisz, kochana – Odparł mężczyzna,
przyciągając Różę do siebie i obdarzając ją namiętnym
pocałunkiem.
-
Pa – Rzekła miękko kobieta, odsuwając się niechętnie od
Maurycego – Do widzenia wszystkim – Rzuciła przez ramię,
wychodząc wręcz w podskokach.
-
Myślałam, że prostytutki nie całują w usta – Stwierdziła
Kaśka zgryźliwie, przypominając sobie wers piosenki Republiki.
-
Róża jest wyjątkowa; rezerwuje pocałunki oraz inny rodzaj
naginania zasad tylko dla wybranych – Odparł Maurycy, wracając do
gromadki swych podopiecznych.
-
Moim zdaniem to raczej pusta lala – Dorzuciła Tosia, krzyżując
ręce na piersi.
-
Jest czarująca; naiwna, ale czarująca – Zwodzki usiadł na
kanapie - Prawda, Michał? - Spojrzał rozbawionym wzrokiem na
młodego mężczyznę; wszystkie panie natychmiast zwróciły na
niego uwagę – Nie mów, że nie zrobiła na tobie wrażenia –
Przechylił głowę lekko w prawo.
Twarz
Michała przybrała buraczkowy odcień.
-
Spokojnie – to, ze jesteś w związku nie oznacza, że inne kobiety
nie mogą ci się podobać; to byłoby nawet wbrew naturze, gdybyś
wyrzekał się samego pociągu seksualnego. Inna sprawa, jeślibyś
za nim podążył, ale to już kwestia charakteru – Wyjaśnił
Maurycy tak, jakby stał przed nim mały chłopiec.
-
Przecież wiem – Odburknął Michał, siadając na jednym z foteli;
jego przyjaciółki również zajęły miejsca wokół niskiego,
podłużnego stolika.
-
Może ktoś ma ochotę na whisky albo papierosa? - Zapytał Piotr
znienacka; czuł, że jego obowiązkiem jest utrzymanie pogodnej
atmosfery w swym domu.
-
I whisky, i papierosa – Odparł Maurycy bez ogródek.
-
To wolno tu jednak palić? - Zapytała Asia, która na słowo
,,papieros” otworzyła szeroko oczy, dzięki czemu miało się
wrażenie, iż gałki oczne jej za chwilę wypadną.
-
Tylko w Stanie Kraina Marzycieli – Wyjaśnił gospodarz, podając
dziewczynie papierośnicę – Wymyślono, że gdzie znajduje się
zamek, tam ma być zajebiście nudno i sztucznie.
-
Tak, tak – Asia kiwała głową, lecz przede wszystkim
skoncentrowana była na wyciąganiu i odpalaniu jednego z cienkich
papierosów; następnie podała papierośnicę swojemu sąsiadowi –
Maurycemu.
-
Nie masz grubych? - Narzekał, gdy ją otworzył – Co ty, babą
jesteś?
-
Nie, ostatnio palę cienkie, bo taki mam kaprys, jak to bogaci ludzie
– Mówił Piotr, nalewając whisky dla siebie i swojego chrześniaka
– Nie pasuje, nie pal. Ktoś jeszcze chce się napić? – Zapytał,
odwracając się do swych gości – Nie? A, ty, Kasiu? Dobrze, już
nalewam.
W
tym czasie pokój wypełniał dym i smród z papierosów; atmosfera
zrobiła się duszna, zwłaszcza gdy słońce padające prze okno
grzało i tak już zmęczone twarze podróżników. Gdy chętni na
papierosy i alkohol skosztowali trunku, stali się rozleniwieni;
oparli się wygodnie o fotele, stwarzając ciekawy kontrast dla
spiętych Tosi i Michała, którzy jako jedyni nie dali się ponieść
błogiemu stanu odurzenia.
Odurzeni
odchylili głowy i wdychali dym z papierosów oraz smakowali
ostatnich kropel whisky, które zostały im na językach.
-
Coś jest w tej Krainie, co mnie hipnotyzuje – Odparła Kaśka z
zamkniętymi oczami.
-
Nasza Kraina to wyjątkowe miejsce – Podchwycił Piotr, nachylając
się w stronę Katarzyny, która siedziała na fotelu obok niego –
Musicie wybrać się nad morze – wyjątkowa dzikość i
unikatowość, nabiera się tam poczucia nieskrepowanej wolności.
-
Można uprawiać seks na plaży – Wtrącił Maurycy, nie otwierając
oczu.
-
Doprawdy? - Kasia uniosła brew, patrząc z ukosa na Piotra – Pan
to robił? - Zapytała mężczyznę.
-
Po pierwsze – nie pan, tylko Piotr, a po drugie – to moja słodka
tajemnica – Uśmiechnął się niczym gwiazdor Hollywood.
Młoda
dziewczyna zaśmiała się.
-
Założymy się, że do końca wyjazdu Kaśka wskoczy temu facetowi
do łóżka? - Michał zwrócił się do Tosi.
-
Wystarczy tydzień – Odparła Antonina kąśliwie, niezadowolona z
atmosfery, jaka się stworzyła – Nie miałeś nam pokazać
biblioteki, Piotrze? - Zapytała, starając się nie pokazywać po
sobie zdenerwowania.
-
Co? - Mężczyzna oderwał wzrok od ślicznej Kasi – Jaka
biblioteka? - Spojrzał na chrześniaka.
Maurycy
nie reagował, dlatego Asia postukała go po ramieniu.
-
Ten pokój pełen książek, który znajduje się na piętrze... Koło
sypialni – Mężczyzna spojrzał znacząco na swego wujka.
-
Wiem przecież, gdzie trzymam książki – Piotr przewrócił oczami
– Ale chyba wam się nie spieszy? - Znów zwrócił się w stronę
Kasi.
-
Nigdy się nie spieszy, jeśli chcesz poderwać młodą dziewczynę –
Zakpił Maurycy, uśmiechając się diabelsko.
Piotr
zarumienił się i oderwał wzrok od swego gościa.
-
Mnie to nie przeszkadza – Odparła Kasia, spoglądając
uwodzicielsko na Maurycego – Lubię być podrywana i wiem, gdy ktoś
to robi.
-
Zawsze? - Zapytał mężczyzna, dogaszając papierosa i wstając, nie
odrywając wzroku od ofiary – Jesteś na tyle bystra, by zauważyć
każdy gest i podtekst? - Podszedł do Kasi i pokazał jej
papierośnicę – Jednego?
-
Poproszę – Dziewczyn, odchrząknęła.
Kasia
sięgnęła po papierosa, a przed nią natychmiast pojawiła się
zapalniczka. Dziewczyna nie uczyniła żadnego gestu, więc Maurycy
delikatnie skierował jej dłoń w stronę ust i zapalił papierosa.
-
Dziękuję – Szepnęła – A moja odpowiedź jest twierdząca –
Dodała z szerokim uśmiechem.
Maurycy
odwzajemnił uśmiech, widząc w Kasi więcej, niż wydatny biust i
długie nogi.
-
Dosyć tych umizgów – Syknęła Tosia, choć gdy Maurycy spojrzał
na nią z rozbawieniem w oczach, i jej uśmiech próbował wtargnąć
na usta – Możemy iść do biblioteki? - Zapytała, wstając.
-
A jeśli nie pozwolimy i będziemy was tu przetrzymywać w dymie, aż
się udusicie? - Zapytał Maurycy, podchodząc dystyngowanym krokiem
do dziewczyny – Wtedy nie byłoby królowej, a ja miałbym spokój.
-
Zawsze myślisz o sobie? - Tosia zmarszczyła brwi.
-
Tak – Odpowiedział mężczyzna z uśmiechem.
Antonina
przyjrzała się przez chwilę jego twarzy, starając się zapamiętać
każdy możliwy szczegół, aby w razie, gdyby po koronacji go gdzieś
spotkała, mogła wydać rozkaz straży, aby go pojmali i wtrącili
do lochu.
-
Możemy już opuścić towarzystwo starych kawalerów i udać się na
piętro? - Zapytała przez zaciśnięte zęby.
-
Starych kawalerów – Maurycy prychnął.
Tosia
miała wrażenie, że mężczyzna chciał coś dodać to tego
rzuconego pokrótce zdania, jednak szybko zrezygnował z tej idei.
-
Idźcie po schodach na górę, a potem do pierwszego pokoju po lewo,
tam znajduje się biblioteka; jeśli będziecie chcieli, to
wybierzcie sobie coś z naszej literatury – Wtrącił Piotr.
-
Zabierzcie książki historyczne i prawnicze – Podpowiedział
Maurycy, siadając znów na kanapie.
Tosia
jako pierwsza wbiegła po schodach na górę, a gdy już się tam
znalazła, dyskretnie ominęła wzrokiem otwarte na oścież drzwi do
sypialni i weszła do biblioteki – przestronnej, dobrze
oświetlonej, której ściany niewiadomo, na jaki kolor zostały
pomalowane, ponieważ każdy ich centymetr zajmowały półki z
książkami – starymi, nowymi, zadbanymi, potarganymi, zakurzonymi,
oprawionymi w papier... Tosia, która od zawsze lubiła czytać,
poczuła się jak w raju. Nie myśląc o swoich powinnościach,
wpierw podbiegła do działu z literaturą piękną.
Maurycy
odprowadził dziewczynę oraz jej przyjaciół wzrokiem, po czym bez
ogródek zapytał:
-
Mógłbym pożyczyć od ciebie pieniądze?
Piotr
westchnął ciężko, niezadowolony.
-
Ile chcesz? - Mruknął, patrząc na bratanka spode łba.
-
Cztery stówy? - Zaproponował Maurycy z nadzieją.
-
Trzy – Zaoponował pan domu, idąc po portfel – Jeszcze mi ie
oddałeś za Kraków.
-
Oddam wszystko po wypłacie - Obiecał młody mężczyzna.
Piotr
wyciągnął pieniądze i podał je niechętnie chrześniakowi.
-
To na prezent dla babci – Wyjaśnił Maurycy, chowając otrzymaną
kwotę do kieszeni – Jak myślisz, co mógłbym jej kupić? Jakąś
kolię? Lubi takie błyskotki, prawda?
-
A może papierośnicę z jej imieniem? - Zaproponował Piotr,
siadając – Wiesz, że dużo pali.
-Dobry
pomysł – Maurycy skinął głową – Też dostałeś zaproszenie?
- Zapytał po chwili ciszy.
-
Taak... - Odparł pan domu przeciągle.
-
Myślisz, że będzie? - W oczach młodszego z mężczyzn pojawił
się strach.
-
Wątpię, pewnie nawet nie wiedzą, gdzie się obecnie znajduje –
Stwierdził Piotr spokojnie.
-
A skąd mieli mój adres?
-
Ode mnie – Ton gospodarza był niedbały – Ja sam dostałem
zaproszenie kilka dni temu. Wstydzą się mnie, czy co? - Mężczyzna
posmutniał.
-
Skoro się nie ożeniłeś i nie spłodziłeś dzieci, to zapewne
mają do ciebie pretensje – Szczerość Maurycego była
nieoceniona.
-
A ty? Chciałbyś się ożenić? - Nagle uwaga Piotra została
skupiona na chrześniaku.
-
Oczywiście, że bym chciał – Mruknął Maurycy, odwracając na
chwilę wzrok.
-
Z panną... N? - Pan domu nie potrafił powstrzymać się od zadania
tego pytania.
Młody
mężczyzna przez chwilę wpatrywał się w swego wujka z
rozdrażnieniem w oczach, unosząc jedną brew, lecz po chwili
skapitulował; westchnął ciężko – Z nikim innym – Odparł
smutno.
-
Ale jest niedostępna.
-
Możemy zmienić temat? - Złość Maurycego osiągnęła
niebezpieczny poziom.
-
Dobrze; co sądzisz o tej małej? - Piotr gestem wskazał piętro.
-
O Tosi? - Maurycy trochę się zdziwił – Ładna, ale niezbyt
rozgarnięta. Mam nadzieję, że jeszcze się wyrobi tutaj.
-
Przy tobie z pewnością – Piotr zaśmiał się krótko – Ale
całkiem niezła z niej sztunia – Mężczyzna mlasnął językiem.
-
Tak, całkiem – Rzucił Zwodzki sucho, odwracając wzrok.
Pan
domu przyjrzał się swemu bratankowi uważnie.
-
Czy ona ci się podoba? - Zapytał, a szeroki uśmiech rozświetlił
jego twarz.
-
Ciszej! - Syknął Maurycy, pochylając się w stronę wujka.
-
Czyli jednak?
-
Oczywiście, że nie – Mężczyzna obruszył się – Jest za
głupia.
-
Jasne, wmawiaj to sobie – Prychnął Piotr – Ciągnie cię do
niej, a ja wiem, dlaczego.
-
Możesz się uspokoić? - Maurycy czuł się, jakby rozmawiał z
dzieckiem.
-
Nie, dopóki nie powiesz mi prawdy – Gospodarz był nieustępliwy –
Lecisz na nią czy nie?
-
A nawet jeśli, to co? - Mężczyzna miał dość.
-
Czyli miałem rację – Piotr zadowolony odchylił się w fotelu.
Maurycy
ponownie westchnął, całkowicie zrezygnowany; wstał i z pustą
szklanką w ręku podszedł do barku i nalał sobie whisky.
-
Jak my to robimy, młody, co? - Zapytał nagle Piotr rozmarzonym
tonem – Panienki same pchają nam się do łóżka, a tej jedynej
nie możemy znaleźć. To znaczy... - Dodał po chwili.
-
Wiem, co masz na myśli – Wtrącił Maurycy, stojąc tyłem do
wujka i opierając się o barek; milczał przez chwilę – Z drugiej
strony – Zaczął, idąc w stronę kanapy – Lepiej być samotnym,
ale móc zaliczać panienki, niż być samotnym i zaliczać tylko
swoją rękę – Usiadł.
-
Masz rację – Odparł Piotr z entuzjazmem; uniósł swoją szklankę
– Wypijmy za to – Uśmiechnął się.
Maurycy
zawtórował chrzestnemu, jednak wiedział, że rozdrapana rana w
jego sercu znów będzie się przez dłuższy czas zrastać. A
dopiero co przebolał Kraków.
Gdy
tylko panowie wznieśli toast, dało się słyszeć kroki czterech
osób. Każda z nich niosła po kilka książek, ale tylko Tosia,
idąca na przedzie, wydawała się z tego faktu zadowolona.
-
Zabrałam dużo książek historycznych, prawnych, a nawet kilka
geograficznych oraz, jeśli nie masz nic przeciwko – Zwróciła się
do Piotra, posyłając mu nieświadomie szczery, uroczy uśmiech –
Dwa romanse, trzy kryminały i jedną fantastykę.
-
Moja droga – Pan domu wstał i ujął dłoń dziewczyny – To
zaszczyt, iż potraktowałaś moją bibliotekę jako coś więcej,
niż przymusowy zbiór informacji o naszej Krainie, ale i
zdecydowałaś się poznać jej wspaniałą beletrystykę – Złożył
delikatny pocałunek na dłoni dziewczyny.
Antonina
nie mogła przez chwilę wydusić z siebie żadnego słowa – Piotr
zrobił na niej aż tak pozytywne wrażenie.
-
Bajerant – Skwitował Maurycy; podszedł do Asi i Kasi – Dajcie
te książki, nie będziecie ich dźwigać.
Dziewczyny
usłużnie i z wdzięcznością oddały przepastne tomiska swemu
opiekunowi.
-
Teraz mamy czas na shopping, prawda? - Zapytała Kaśka z nadzieją.
-
Tak – Odparł Maurycy, przeglądając książki – Zostawimy je
tutaj – Odezwał się do Piotra, a potem wrócimy po nie i
odjedziemy najbliższą linią metra.
-
Będziecie musieli się przesiadać – Stwierdził Piotr.
-
Wiem – Zwodzki poszedł w stronę drzwi i na półce przy lustrze,
wiszącym koło wyjścia, położył książki – Ruszcie się,
musimy jeszcze dojść na stację, a potem musimy jeszcze kogoś
odwiedzić – Spojrzał znacząco na Tosię.
-
Tak, racja – Odparła dziewczyna, spoglądając kolejno na każdego
ze swych przyjaciół – Chodźmy już – Przełknęła ciężko
ślinę ze zdenerwowania oraz równocześnie podekscytowania.
W
trakcie podróży Maurycy nie odzywał się do nikogo, za to Kasia i
Asia trajkotały w najlepsze – Kraina zaczynała robić na nich
pozytywne wrażenie. Tosia i Michał również byli milczący, jednak
chłopak mocno przyciskał do siebie swoją partnerkę, więc
Antonina uznała za zbędne wypowiadanie jakiegokolwiek słowa.
W
mieście rozdzielili się na trzy, można by rzec, ,,,grupy” - dwie
przyjaciółki pobiegły do markowych sklepów, zakochani usiedli na
zewnątrz jednej z kawiarni, licząc na odrobinę normalności, a ich
opiekun poszedł po prezent dla babci.
-
Wierzysz, że to wszystko dzieje się naprawdę? - Zapytał Michał,
gdy oboje dostali zamówioną uprzednio kawę – Ta Kraina, twoja
moc, przeznaczony dla ciebie tron... nawet ten facet – Machnął
ręką, jak gdyby chciał wskazać Maurycego.
-
Z jednej strony wierzę, bo zawsze marzyłam o odnalezieniu tego
miejsca, z drugiej... Wszystko jest tak nieprawdopodobne.
-
No właśnie – Podchwycił Michał – Czuję się, jakbym cały
czas był na haju, ale to się dzieje naprawdę, nie mogę temu
zaprzeczyć. Myślisz, że to normalne? - Zmarszczył brwi z
powątpiewaniem.
-
Myślę, że tak – dzisiejsze czasy trochę nas na to przygotowały;
gdybyśmy żyli w romantyzmie, z miejsca byśmy uwierzyli w istnienie
tej Krainy. Teraz jest nam trochę trudniej, ponieważ chłodne,
spokojne rozumowanie jest wręcz wymagane w dzisiejszych czasach,
jednak z drugiej strony sądzę, że popkultura przygotowuje nas na
takie zdarzenia.
-
Czy to co mówisz, nie wydaje ci się zbyt nadzwyczajne?
-
Nie, spójrz na mnie – wpajana we mnie od dziecka książka
zawładnęła moim umysłem, dzięki czemu nie mam wątpliwości, że
wszystko dzieje się naprawdę.
-
Lecz u ciebie to naturalna reakcja na to miejsce, bo jesteś... -
Mężczyzna przełknął ślinę – Marzycielem – Dokończył
cicho, aby nikt w pobliżu go nie usłyszał; bał się o
bezpieczeństwo swojej dziewczyny.
-
A jak ty się czujesz? - Zapytała Tosia, ujmując delikatnie dużą
dłoń chłopaka.
-
Dziwnie; z jednej strony czekam, aż się obudzę, z drugiej –
jestem zafascynowany tym miejscem – Ścisnął małą dłoń
Antoniny – Staram się przezwyciężyć strach dla ciebie –
Uśmiechnął się smutno – Zależy mi na tobie, bardzo – Jego
oddech przyspieszył – Kocham cię, nie zniósłbym straty...
-
Kochanie, co się dzieje? - Tosia zaniepokoiła się; nachyliła się
w stronę Michała – Czy zrobiłam coś nie tak?
-
Ty nie – Mężczyzna pokręcił głową, wbijając wzrok w stół –
Ten cały... Maurycy – Wręcz wypluł to imię z odrazą.
-
Dlaczego? - Tosia wystraszyła się, że mężczyzna wyznał jej
chłopakowi prawdę o łazience.
-
Gdy byliśmy na górze słyszałem, jak Piotr stwierdza, iż podobasz
się Maurycemu, i choć początkowo się zapierał, to potem zapytał,
że jeśli tak, to co i to już było wystarczająco wymowne –
Michał spojrzał na ukochaną zmartwionymi oczyma – Czy coś było
między wami?
Oczy
dziewczyny powiększyły się na to pytanie, a oddech zamarł w
piersi. Lecz już po sekundzie Tosia zamrugała kilkakrotnie,
odetchnęła głęboko i ułożyła wargi w niewinny uśmiech.
-
Oczywiście, że nie – Roześmiała się – Niby kiedy?
-
W Krakowie?
-
Wtedy nie wiedziałam, że to mężczyzna.
Na
te słowa Michał roześmiał się.
-
Fakt, ja też nie wiedziałem; do tej pory nie jestem pewny –
Chłopak już całkowicie odzyskał dobry humor – A może to ciota?
Wygląda na takiego, co lubi kutasy.
-
Przestań – Syknęła Tosia; wulgarny język jej chłopaka,
połączony z pogardą, działał jej na nerwy – A co z Różą i
jego zalotami w stosunku do Kaśki?
-
Albo bi, albo zwykłe kłamstwo – Michał postawił sprawę jasno –
Raczej ja powinienem się trzymać na baczność z moją urodą
Adonisa – Przeczesał włosy ręką.
Tosię
bawiło to samouwielbienie Michała, biorąc je za żart.
-
Jeśli się z nim prześpisz, to z nami koniec – Roześmiała się,
nachylając się w stronę chłopaka.
-
Nie kuś mnie – Zachichotał mężczyzna, po czym czule pocałował
partnerkę.
-
Jakie dwa gołąbki sobie tu gruchają – Usłyszeli znajomy głos
obok siebie.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz