-Skoro jesteś następny w kolejce do tronu, to zapewne król darzy się wyjątkowym uczuciem, prawda?- zapytała, próbując ukryć ekscytację, którą książę zignorował.
-Czy ja wiem…- wzruszył ramionami- Moim zdaniem stara się być sprawiedliwy w stosunku do każdego z osobna, zwłaszcza, iż jest nas czworo; musi wszystkie swoje dzieci obdarować równym uczuciem, choć są one różnorakie- nie będzie zachowywał się w stosunku do mnie tak samo jak do Fortisa.
-Więc chodzi tu o zachowanie- można kochać kilka osób na raz, ale każdą inaczej?- zapytała z rosnącym zainteresowaniem.
-Można to tak ująć- Enareta krępowały takie ,,babskie” rozmowy- Nie znam się na tym, nie mam dzieci, ale czasem obserwuję ojca i widzę, jak odnosi się do każdego z naszej czwórki.
-Dla kogo jest najostrzejszy?- Domina przechyliła lekko głowę na bok.
-Chyba…- Enaret udawał, że rozmyśla nad pytaniem- nad Scarlettem- swego czasu dużo narozrabiał.
-Co zrobił?
Książę westchnął i potarł kark, jak gdyby ze wstydem, lecz Domina utknęła w nim wzrok mówiący, że nie zamierza odpuścić.
-To zdarzyło się, gdy Scarlett miał dwieście dziesięć lat; już wydawało mu się, że jest dorosły i może sobie pozwolić na wszystko- Enaret mówił, lecz patrzył w bok, jakby jego słuchaczem był drzwi pojazdu- Moc zaczęła w nim dojrzewać, ale mój brat jeszcze nie umiał jej kontrolować. Gdyby tylko jego wybryki nabrałyby rozmiaru szczeniackich wygłupów, lecz jemu zawsze marzyło się coś więcej- odkąd pamiętam jego zachowanie, a później ukształtowane poglądy były skrajne od powszechnych. Scarlett należy do tych osób, które lubią wzbudzać kontrowersję, jednak robi to za pomocą podstępów, manipulacji i kłamstwa, a nie prowokacyjnego zachowania.
-Co zrobił?- zapytała młoda kobieta z lekkim naciskiem.
-Wszczął rebelie w zamku- Enaret zaczął bawić się nitką wystającą z rękawa aksamitnego swetra.
Dziewczyna uniosła wysoko brwi, otwierając równocześnie szeroko oczy ze zdumienia, lecz nie powiedziała nic, tylko słuchała dalej.
-Podburzył podkuchenne- wmówił im, że pracują w najgorszych warunkach w zamku i że ich płaca jest poniżej minimalnej. Młode, niewinne panienki dały się nabrać i na kilka godzin wstrzymały prace.
-Co się z nim potem stało?- zapytała Domina z przejęciem.
-Po pierwsze, co stało się z podkuchennymi- Enaret zignorował częściowo pytanie koleżanki- Nie dostały miesięcznej pensji, a ich przełożone dodały każdej obowiązków, wedle swoich upodobań. Co stało się z moim bratem?- wzruszył ramionami- Rodzice podobno obopólnie zdecydowali, aby wysłać Scarletta na specjalny obóz resocjalizacyjny, choć matka wydawała się zdruzgotana taką perspektywą dla swego ukochanego syna. Suma summarum- mój młodszy brat wrócił, moim zdaniem, znacznie gorszy.
-Czyli?
Enaret spojrzał przeciągle na koleżankę- męczyły go te pytania.
-Czyli miast ogłady, nabrał tam większego wyrachowania, zdobył nowe techniki manipulacyjne oraz udoskonalił się w przekrętach. W skrócie- jest jeszcze większą szują niż dotychczas.
-Za takiego uważasz swego rodzonego brata?- w głosie Dominy można było wyczuć niewyjaśnioną złość.
Książę wzruszył ramionami.
-Za takiego dał się uważać.
Zapadła dość długa cisza; Enaret starał się odwrócić myśli od przeprowadzonej przed chwilą rozmowy, natomiast Domina analizowała każdą otrzymaną informację. Scarlett wydawał się być idealny…
-A twój ojciec?- zapytała Domina, kładąc kres głuchej ciszy, przerywanej jedynie stukotem kół.
-Co ,,mój ojciec”?- zapytał Enaret, może zbyt trochę szorstko- Chcesz wiedzieć, jaki on jest?- złagodził ton swojego głosu.
-Nasz władca jest dość ciekawą personą- dziewczyna wzruszyła ramionami, jakby pytała od niechcenia, lecz drżenie jej głosu zdradzała, iż jest bardzo zaangażowana w rozmowę- Intryguje mnie odkąd zaczęłam pojmować najprostszą politykę.
-Fakt- postać mojego ojca może wydawać się ciekawa, lecz nie dla kogoś, kto przeżył z nim trzysta sześćdziesiąt lat- książę mówił, tak jakby chciał się usprawiedliwić.
-Ale mimo wszystko jesteś w stanie mi o nim opowiedzieć, czyż nie?- Domina nie dawała za wygraną; nachyliła się do przyjaciela i utkwiła w nim ciekawskie spojrzenie.
-Spróbuję- Enaret westchnął; rozmowa nie była jego najmocniejszą stroną- Za każdym razem pozuje na stabilnego, pewnego siebie władcę i w istocie taki jest, lecz w środku, gdy nie musi zajmować najwyższego stanowiska gdziekolwiek się pojawi, czai się delikatność i wrażliwość, zarezerwowana dla ludzi, których kocha.
-Których kocha?- zapytała Domina trochę nieobecnym tonem.
Mężczyzna zignorował to, chciał skończyć jak najszybciej.
-Dla naszej czwórki stara się być stanowczy, aczkolwiek często nam pobłażał. Teraz wie, że każdy z nas ma swój rozum i stara się nauczyć nas go dobrze wykorzystać.
-Rozum?- dziewczyna spojrzała lekko zdziwiona na przyjaciela, mnąc w rękach niezapominajkę.
-Może bardziej- umysł- poprawił się Enaret- W każdym bądź razie, jest dobrym ojcem i z tego co widzę, równie oddanym mężem.
Młoda panna Pater uśmiechnęła się.
-Nigdy w to nie zwątpiłeś?- zapytała.
Książę odwrócił szybko twarz w stronę swej rozmówczyni i przyjrzał się jej; przestała bawić się kwiatkiem i teraz tylko spod swych długich rzęs obserwowała reakcję przyjaciela.
-Mam podstawy, by w to wątpić?- zapytał Enaret z wahaniem.
-Jest tylko mężczyzną- odparła Domina cicho; po chwili skupiła wzrok na swej spódnicy i więcej się już nie odezwała.
Po zaledwie kwadransie woźnica zatrzymał się na żwirowanej drodze prowadzącej do pałacu
-Jesteśmy!- zawołał, choć siedzący w powozie zdążyli to pojąć wcześniej.
Mężczyzna około pięciuset letni zeskoczył z kozła i spokojnym krokiem podszedł do drzwi powozu, by wypuścić podróżnych. Gdy wychodzili, złożył im niskie ukłony.
Domina po wyjściu z pojazdu spuściła trzymaną spódnicę i poczęła zachwycać się nad budowlą.
-Jest piękniejsza niż ją zapamiętałam- cudownie mieni się w blasku słońca- mówiła wyraźnie oczarowana.
-W istocie to nadzwyczajne miejsce zwłaszcza dla kogoś, kto dawno tu nie bywał- Enaret wydawał się nie pamiętać insynuacji dziewczyny co do wierności małżeńskiej jego ojca; z uśmiechem podał przyjaciółce ramię i zaprowadził do środka pałacu.
Nie rozpisując się nad całą, dwugodzinną wyprawą powiem tylko, że Domina była zachwycona złoceniami, ekskluzywnymi obiciami, srebrami, obrazami, zdobionymi ramami, kolumnami, dywanami, arrasami, kryształami, diamentami, a przede wszystkim strojami z gabinetu matki, do którego para ukradkiem weszła pod nieobecność królowej. By opisać wszystko ze szczegółami brakłoby na to wszystkich książek świata; Pałac Regium znany jest ze swego przepychu oraz kunsztu projektanta, który sprawił, że pierwszym wrażeniem po wejściu do samego budynku jak i każdego pokoju z osobna nie był kicz lub przesyt, a kolejnym- zniesmaczenie.
-Jest tego tak wiele, że mój umysł nie był w stanie tego wszystkiego zakodować, gdy człowiek był młody i niezbyt pojętny- mówiła Domina przeglądając suknie wieczorowe- Wierzę, że teraz moje wspomnienia będą bardziej klarowne.
-Ja również na to liczę- Enaret obserwował rosnącą ekscytację przyjaciółki- Jeśli tak się stanie, nie będziemy musieli marnować naszego jakże cennego czasu na kolejne wędrówki po zamkowych korytarzach.
-Aż tak bardzo łakniesz mojego towarzystwa?- dziewczyna nawet na niego nie spojrzała, choć te słowa wyraźnie ją usatysfakcjonowały.
-Jeżeli tylko pójdziemy w tym samym kierunku, co dotychczas…
-No może z wyjątkiem małych spięć- przerwała mu dość zuchwale znajoma.
-To bez znaczenia- Enaret kontynuował w tym samym tonie- Suma summarum liczę na twe częstsze odwiedziny w tych murach.
Tym razem Domina odwróciła się do księcia i posłała mu szeroki, szczery uśmiech.
Godzinę później młoda kobieta oświadczyła, że musi już wracać na spotkanie ze sztabem wyborczym. Enaret zatem uprzejmie zaproponował swe towarzystwo do czasu przyjazdu dorożki, po którą kazał posłać.
Młodzi ludzie schodzili właśnie z głównych schodów i śmiali się z opowiedzianej przez Dominę anegdotki z jej dzieciństwa, gdy niespodziewanie wpadli na jednego z mieszkańców pałacu.
Pierwsza godzina minęła obu mężczyzną dość szybko, ponieważ mieli wystarczająco sił. Fortisowi wydawało się, że całkiem rozumie te pierwsze zasady. Niestety kolejne dwie godziny okazały się prawdziwą męką, a w przeciągu kolejnych sześćdziesięciu minut Scarlett musiał sięgnąć po kalikras, czyli tradycyjny królewski napój.
-Jeszcze raz- mówił Scarlett, rozlewając trunek do grubych, pięciocentymetrowych kieliszków- Kto nie może brać udziału w akcjach ratowniczych?- mężczyzna duszkiem wypił zawartość kieliszka.
-Osoby noszące… brody… bokobrody… wąsy… długie włosy- wymieniał Fortis z wyraźną trudnością- lub jeżeli… nie przestrzegają bieżącego golenia zarostu twarzy… Co to za zasada?- zapytał, a zarazem potem pociągnął spory łyk kalikrasu.
-Absurdalna, lecz funkcjonująca w naszym państwie- Scarlett usiadł w poprzek fotela tak, że teraz nogi zwisały mu bezwładnie z jednego oparcia- Ale uwierz mi, jest więcej takich bzdur. Jutro omówimy zasadę numer sześćdziesiąt cztery: ,,Opodatkowanie żywności, przekazywanej w akcie darowizny”. Innymi słowy lepiej ją zniszczyć niż dać głodującym- mężczyzna przetarł oczy ze zmęczenia.
-Już gorszy jest chyba ,,Mandat za używanie wulgaryzmów podczas ratowania ofiar wypadków”- Fortis prychnął- Jak można funkcjonować z takimi głupotami.
-A no widzisz- jakoś się da- westchnął młody książę- Ale ty tego nigdy się nie nauczysz; nie w takim tempie.
-Dzięki- odburknął mu brat.
Scarlett pokręcił głową, po czym ponownie sięgnął po butelkę i nalał sobie oraz starszemu bratu.
-Zasada numer szesnaście- powiedział władczym tonem.
-Szesnaście…- Fortis musiał wpierw przypomnieć sobie cokolwiek, co kojarzyło mu się z tą zasadą- To było o poborze do armii?- spojrzał błagająco na Scarletta; ten jednak tylko wzruszył ramionami- Więc…- wyprostował się na kanapie- do testów sprawnościowych mają podejść wszyscy młodzi mężczyźni, którzy ukończyli 216 lat oraz którzy posiadają zaświadczenie o prawidłowym rozwoju fizycznym i braku ułomności z nim związanej- wyrecytował- Dobrze?
-Prawie- odparł Scarlett bezbarwnie- To była zasada osiemnasta, a zasada szesnasta odnosi się do zwolnienia dyscyplinarnego z powodu każdego wykroczenia, które nie figuruje na tzw. Liście Wykroczeń. Jakie to są przykładowo czynności?
-Z listy?
-Tak.
Fortis znów musiał pomyśleć dłuższą chwilę nim udzielił odpowiedzi i tak się wahając.
-Opuszczenie dnia pracy, przyprowadzenie dziecka do miejsca pracy lub przyjście do pracy pod wpływem alkoholu.
-A za co można zostać zwolnionym dyscyplinarnie?- zapytał Scarlett, a zaraz potem dopił kolejną porcję kalikrasu, aby ponownie napełnić nim kieliszek.
-Za morderstwo, defraudację pieniędzy i niesubordynację, czyli nieposłuszeństwo wobec porządku ustalonego przez swego przełożonego. Uf!- Fortis westchnął głośno- Jak można to wszystko zapamiętać?
-Jeśli ma się wystarczająco otwarty umysł to owszem- można- odparł młodszy brat z nutą dumy w głosie.
-Może zrobimy sobie przerwę?- zapytał z nadzieją starszy książę.
Scarlett spojrzał przenikliwie na brata, lecz raczej zrobił to, by się z nim podroczyć. Wydawał się poważnie rozmyślać nad tym pytaniem, lecz finalnie tylko prychnął i machnął dłonią na znak przyzwolenia.
-I tak mam cos do załatwienia- odparł tak, jakby lekcje dawane bratu nie miały dla niego większego znaczenia.
-Dobra, idź- Fortis nawet na niego nie spojrzał, tylko wyszedł na balkon przylegający do sypialni brata.
Idąc korytarzem, Scarlett dokładnie zaplanował sobie wszystko, co powie. Nie chciał wyjść na niedoświadczonego, ale z kolei nie na kogoś w stylu Fortisa. Nie miał wprawy w sprawach tego typu, lecz chciał to ukryć, by nie popełnić foux pa. Nie cierpiał popełniać błędów, a zwłaszcza w tak trywialnych sprawach. Lubował się w swym idealnym postępowaniu, a każda rysa na tym perfekcyjnym obrazku wywoływała w nim gorycz, której nie mógł zapomnieć przez dłuższy czas.
Jednakże co takiego wywoływało w młodym księciu chęć zrobienia dobrego, wręcz nieskazitelnego wrażenia? Otóż Scarlett swe kroki skierował na jedno z pierwszych pięter, gdzie zamieszkiwali dworzanie lub bliższa rodzina. Oczywiście były to tylko osoby chcące żyć w pałacu, nie istniał specjalny nakaz rezydowania na dworze. Jednak pewne osoby skuszone fałszywie lukratywnymi propozycjami przyjęły je, a teraz funkcjonowały głównie jako element rozrywki rodziny królewskiej oraz uzupełnienia krzeseł podczas proszonych obiadów.
Teraz właśnie Scarlett szedł do pewnej dwórki, która naturalnym tokiem wydarzeń stała się bliską przyjaciółką Morifii. Ponadto była jedną z niewielu znajomych siostry, którą tolerował, ponieważ reszta wydawała mu się niewysłowienie głupie.
Lecz ostatecznie mężczyzna nie dotarł na miejsce. Plany pokrzyżowało mu spotkanie brata, odprowadzającego do wyjścia pewną młodą, piękną kobietę. Scarlett aż zatrzymał się z wrażenia, gdy tylko ją ujrzał.
-Cóż mój miły bracie tu robisz?- zapytał Enaret śmiejąc się z czegoś, co wcześniej powiedziała mu przyjaciółka- Szukasz szczęścia na korytarzach pałacowych?
-Nie…- książę zawahał się, taksując wzrokiem piękną istotę stojącą naprzeciw niego.
Zapadła chwilowa cisza. Nieznajomi patrzyli na siebie- jedno z zainteresowaniem, drugie z zachwytem. Enaret długo nie mógł pojąć ich reakcji na swoją obecność.
-Nie pamiętacie się?- zapytał zdziwiony.
-Najwyraźniej, jak widzisz- głos Scarletta był wyjątkowo spokojny i jakby trochę nieobecny.
-Ja oczywiście księcia znam, lecz chyba nie osobiście- kobieta uśmiechnęła się szeroko.
-Zatem przedstawię was sobie- Enaret skłonił się lekko- To oczywiście mój najmłodszy braciszek Scarlett, a to moja dawna przyjaciółka, którą dane mi było poznać przy okolicznościach składania wizyty przez mego ojca ludom zamieszkałym przy Jeziorze Exilum…
-Streszczaj się- syknął Scarlett, uśmiechając się sztucznie.
-Mam na imię Domina Pater- młoda kobieta wyciągnęła rękę do nowego znajomego.
-Faktycznie, coś mówi mi to nazwisko- książę ujął dłoń kobiety, lecz miast ją ścisnąć, schylił się i złożył na niej krótki pocałunek.
Enaret był pod pozytywnym wrażeniem zachowania brata.
-Będąc dzieckiem bywałam okazjonalnie w murach zamkowych, lecz w pewnym momencie moje wyprawy się zakończyły- mówiła Domina.
-Wielka szkoda- westchnął książę- Przez to nasza znajomość zamiast trwać odnawia się dopiero w tym momencie.
-Uważam dokładnie tak samo- dziewczyna pokręciła lekko głowa z niedowierzaniem.
Para nawet przez chwilę nie spuściła z siebie oczu, co wywołało w Enarecie uczucie piątego koła u wozu. Odchrząknął zatem, by przypomnieć tej dwójce o swej obecności.
-Śpieszyło ci się, Domino, prawda?- zapytał, być może zbyt szorstko.
-Fakt- kobieta bardzo powoli, aczkolwiek w końcu oderwała wzrok od na nowo poznanego mężczyzny i skupiła się na przyjacielu- Muszę teraz przygotować się do tej kampanii ze zdwojoną siłą.
-Jakiej kampanii?- wtrącił Scarlett.
-Na Przewodniczącego Rady Okręgu Exilum- odpowiedział mu szybko brat.
-Tak- Domina skinęła głową.
-A ja właśnie odprowadzałem moją drogą przyjaciółkę- tym razem to starszy brat uśmiechnął się sztucznie.
-A ja właśnie wracam od matki, która kazała mi przysłać cię do niej, jest w swej sypialni- skłamał naprędce Scarlett.
-Tak?- Enaret nie uwierzy mu, jednakże udał się z powrotem na górę, choć niechętnie zostawiał Dominę z bratem.
Scarlett podał ramię Dominię, na co ta ochoczo przystała. Gdy tylko para wyszła na zewnątrz, kobieta wznowiła konwersację.
-Jakże szlachetny okazał się Enaret pozwalając się zwieść i powierzyć mnie pod twą opiekę.
-W istocie, zaskoczył mnie brakiem uporu- mówił Scarlett zadowolony ze zwycięstwa.
-A ja z chęcią porozmawiam teraz z kimś innym niż Enaret- odpowiedziała mu szczerze Domina.
-Coś mi mówi, iż ta konwersacja będzie znacznie ciekawsza.
-Skąd wiesz, skoro w poprzedniej nie brałeś udziału?
-Rozmowa ze mną jest zawsze ciekawsza; Enaret w poważnej debacie nie potrafi zachować obiektywizmu, a zarazem w szczerych słowach wyrażać swych myśli.
-Ciekawa hipoteza.
-Nie hipoteza, tylko właśnie stwierdzony fakt- spojrzał z lekka kpiąco na swą towarzyszkę- Wybacz, ale znam go dłużej niż ty.
-Ależ naturalnie- Domina nie przejęła się kpiną, jedynie uśmiechnęła się zalotnie- Jednak każdy ma inny dar rozpoznawania ludzkiej natury i zwyczajów. Być może moje zdolności są lepiej rozwinięte od twoich?
-Sporna kwestia- Scarlett zatrzymał się na podjeździe- Który to twój wóz lub chociaż ten, który cię przywiózł?
-Ma być za kilka minut, Enaret wezwał ją kwadrans temu- odpowiedziała Domina rozglądając się- Aczkolwiek go nie widzę.
-To daje nam zatem więcej czasu na rozmowę- Scarlett uśmiechnął się wyjątkowo szczerze.
-Ciekawszą, czyż nie?- tym razem to w głosie kobiety można było usłyszeć nutkę kpiny.
-Mam taką nadzieję- nagle pewna myśl wpadła do głowy mężczyzna, a zważmy na to, iż to już kolejna tego dnia- A może nadarzy się i kolejna okazja?
-Co masz na myśli?- kobieta założyła ręce na piersi.
-Dziś w pałacu jest organizowana jedna z proszonych kolacji. Matka prosiła, bym przyprowadził towarzyszkę. Chciałabyś się nią stać?
-Zapraszasz mnie na kolację rodzinną?- dziewczyna zaśmiała się, lecz po chwili spoważniała- Nie żartujesz? Chcesz bym była obecna na takim wydarzeniu?
-To właściwie żadne wydarzenie- książę wzruszył ramieniem.
-Dla mnie tak- Domina chwilę zastanawiała się nad tą nietypową propozycją- Zgadzam się- skinęła w końcu głową- Powiedz mi tylko, na którą godzinę i jak mam wyglądać.
-Na 20.30, przyjdź gustownie, ale nie przesadzaj- mały błysk w oku mężczyzny zdradzał, że nie sądzi, aby dziewczyna miała w swej szafie coś wielce wyszukanego.
-Dobrze, książę- kobieta dla żarty dygnęła; gdy znów uniosła oczy ku górze (trochę jej brakowało do Scarletta) ponownie z humorem odparła- Skoro ja mam wyglądać gustownie, ty zatem również się postaraj i zrób coś z tą fryzurą, obetnij czy coś.
Mężczyzna zmarszczył nos.
-Nie podoba ci się?- zapytał z lekką złością.
-Nie do twarzy ci w długich włosach.
Scarlett zrobił krok do tyłu i przyjrzał się nowej znajomej.
-Odnoszę nieodparte wrażenie, że w głębi ciebie czai się okrucieństwo-odparł poważnie
Domina uniosła brew.
-Z naszej rozmowy raczej to nie wynika- powiedziała logicznie.
-Lecz czuję to- może dlatego tak dobrze się dogadujemy.
-Na razie- zaoponowała dziewczyna.
Książę uśmiechnął się.
-Na razie- powtórzył za nią.
W tym momencie nadjechał powóz Dominy.
-Jest więc i mój rydwan- odpowiedziała żartobliwie, lecz jej wzrok mówił coś zupełnie odwrotnego; zaintrygowały ją słowa mężczyzny.
-Do wieczora- Scarlett skłonił się, dzięki czemu dostrzegł na ziemi niebieski kwiat- Czy to twój?- zapytał, pokazując go nowej znajomej.
Domina dotknęła miejsca za uchem, gdzie niezapominajka powinna się znajdować.
-Musiał wypaść- odebrała zgubę od księcia- Dziękuję- wpięła ją z powrotem.
Scarlett ponownie się skłonił, na co młoda kobieta odpowiedziała skinieniem, lecz nie wyrzekła już żadnego słowa. Mężczyzna poczekał, aż ta wsiądzie do powozu i odjedzie. Dopiero wtedy odszedł w stronę pałacu, szepcząc do siebie:
-Okrucieństwo?- zmarszczył brwi- Skąd niby to okrucieństwo? Jak to wyczułem? I czy faktycznie?- minął dwóch strażników, którzy spoglądali na niego z konsternacją, ten jednak ciągnął dalej- I dlaczego czułem się tak…- stanął w miejscu; akurat było to schody, gdzie na ścianie znajdowało się lustro; książę przypatrzył się swemu odbiciu- Tak abstrakcyjny od innych uczuć…- zamyślony spojrzał na odbicie swych stóp- Choć staram się nimi nie prowadzić, ponieważ wytrącają człowieka z równowagi, nie pozwalają się skupić temu, co mówi rozum- zawsze praktyczny i rozważny- książę spojrzał głęboko w swoje niebieskie oczy- A jednak teraz poczułem swoistą więź z tą dziewczyną; czy można tu mówić o czymś więcej niż pierwszym dobrym wrażeniu- tego nie wiem- przeczesał włosy- A jednak była na tyle zuchwała, aby mnie- księciu!- zwracać uwagę na temat wyglądu- westchnął i począł znów wspinać się po schodach- Lecz żeby od razu używać wobec niej określenia ,,okrucieństwo”?- zamilkł, widząc przechodzącą opodal służącą; podjął wątek, gdy tylko zniknęła z pola widzenia- Być może my- ludzie ambitni- wyczuwają to u innych. Ale nie- pokręcił głową- okrucieństwo to nie ambicja. Wiążą się często ze sobą, lecz nie są bezpośrednio spokrewnione. Zatem dlaczego takie skojarzenie wywołała we mnie rozmowa z tą… z Dominą- głos lekko mu zmiękł- Ładne imię, dobrze prezentuje się przy moim; a skoro dziewczyna ma chęci na stanowisko przewodniczącego, to zapewne i na kogoś więcej- Scarlett stanął u szczytu schodów- Może stałaby się ona moją popleczniczką, gdybym tylko zaznajomił ją w swoich planach- wydaje się dobrą manipulatorską, a zarazem kimś, kto wzbudza zaufanie. Takie osoby są wielce pomocne, gdy chce się zdobyć władzę; mógłbym jej zaproponować stanowisko królowej, gdyby tylko miałaby odpowiednie predyspozycje do czynienia… zła?- był niepewny w tym, co mówi- Czy mogę to aż tak wyolbrzymić? Muszę jednak poznać pannę Pater bliżej, by stwierdzić, czy nadaje się do bycia moim pionkiem. Taka okazja nadarza się dziś wieczór i imam nadzieję, iż później będziemy mogli przedyskutować aspekty… mojej idei- Scarlett uśmiechnął się do siebie chytrze.
Mężczyzna westchnął.
-,,Koniec rozmyślań, czas wracać do tego osiłka”- pomyślał i wydłużył krok, by nie pozostawiać swego brata zbyt długo samemu sobie.
Po wejściu do swej komnaty Scarlett ujrzał swego brata wciąż stojącego na balkonie i opierającego się o balustradę, lecz teraz wyraźnie zainteresowanego kimś znajdującym się na zewnątrz.
-Więc jesteście z centrum? Świetnie, często tam bywam, a przynajmniej zacznę- Fortis roześmiał się.
Scarlett przewrócił oczami; podszedł po cichu do starszego Toma i stał przy nim przez chwilę.
-Jeśli chcecie, mogę was odprowadzić- mówił Fortis, nie zauważywszy brata- To niebezpieczne wracać tak samemu do miasta.
-Nie jesteśmy same- odparła okrągła na twarzy blondyneczka- Mamy siebie- roześmiała się, a jej koleżanka do niej dołączyła.
-No tak- próby mężczyzny spaliły na panewce- A byłyście kiedyś na kolacji w pałacu?- spróbował ponownie.
-Nie- odpowiedziała blondynka.
-Nigdy- odparła w tym samym czasie ta druga- wysoka brunetka.
-I raczej nie będziecie- wtrącił Scarlett, patrząc znacząco najpierw na nieznajome, a potem na brata.
Młode dziewczyny schyliły pokornie głowy i odeszły równym krokiem, na co Fortis spojrzał na brata z wyrzutem.
-Musiałeś przegonić takie dwa smakowite kąski?- zapytał.
Młodszy książę spojrzał na starszego spod uniesionej brwi.
-Do takiej rangi zniżasz te dwie kobiety, nie ważne jak powabne by nie były?- zapytał z niedowierzaniem; nawet on nie jest taki grubiański.
-Nie… nie to miałem na myśli- teraz Fortis przewrócił oczami, ale jak gdyby był małolatem- W moich ustach to był komplement.
-A zastanowiłeś się, czy w ich uszach też?- książę wrócił do pokoju- Lepiej zajmij się czymś, co również ci nie wychodzi, ale przynajmniej się przyda.
Starszy z mężczyzn naburmuszył się, lecz posłusznie wrócił do obowiązków. Jednak usiadłszy na kanapie i wziąwszy arkusz pełen zasad, jego resztki chęci do pracy nagle wyparowały.
-A tak wracając do naszej rozmowy- zagaił, próbując zmienić temat i odłożyć na jakiś czas powrót do nauki- Czy żadna z tych panien ci się nie spodobała?
Scarlett, w tym momencie sprawdzający, których pytań nie przerobili, spojrzał na brata nie kryjąc zdziwienia.
-Mnie?- uniósł jedną brew- W jakim sensie?
Fortis westchnął.
-Och, bracie, ty w ogóle nie jesteś otwarty na nowe znajomości- odparł.
-Nie prawda- Scarlett oburzył się na to stwierdzenie- Nawet przed chwilą poznałem dość interesującą młodą kobietę.
-No proszę- książę był wyraźnie zadowolony z takiej nowiny- Ładna?
Jego brat prychnął.
-Tak, ale nie to jest najważniejsze- pokręcił głową, wracając ostentacyjnie do przeglądania notatek.
Fortis jednak nie chciał się szybko poddać.
-Jak wyglądała? Brunetka, czy może blondynka- nachylił się w stronę brata.
-Ta wiedza nie jest ci potrzebna- Scarlett nawet nie podniósł na niego wzroku- Pytanie dwudzieste piąte.
-Ty mi tu z nauką nie wyjeżdżaj- książę zaśmiał się- Boisz się, że mogła by paść ofiarą mojego uroku.
-,,Boże- widzisz, a nie grzmisz”- pomyślał Scarlett, tracąc wiarę w inteligencję starszego brata.
Nagle w głowę Fortisa uderzył opasły tom. Mężczyzna spadł z kanapy.
-Dlaczego znowu w głowę?- jęknął, trzymając się za nią.
-Zjeżdżaj stąd- Scarlett go zignorował; wstał z fotela i skierował kroki w kierunku okna, jak gdyby teraz podziwianie widoków stało się jego najważniejszym zajęciem.
Fortis z bólem, aczkolwiek zadowolony porwał kartki ze stołu i uciekł z tej komnaty. A gdy tylko zamknął za sobą drzwi, jego brat wzniósł oczy ku niebu.
-Ikesie, daj mi siłę, bo ja z nim już nie wytrzymam- zwrócił się do bóstwa.
Scarlett stał przez chwilę przy oknie, lecz jego oczy zaszły mgłą, spowodowaną głębokim zamyśleniem. Nad czym tak myślał? Nie- nie nad Dominą- na nią przeznaczył już czas. Teraz jego umysł zajęła ta maleńka myśl, którą pojawiła się już w rozmowie ze starszym bratem; związany z nią czyn był ryzykowny, aczkolwiek mógł przynieść od tak dawna wyczekiwany efekt. Efekt w stopniu tak potężny, że stałby się przepustką do marzeń księcia. Lecz pomysł był równie ryzykowny, co skuteczny. Mężczyzna miał zatem przed sobą alternatywy. Scarlett westchnął- teraz powinien skupić się na zbliżającej się kolacji, na którą zaprosił poznaną przed kilkunastoma minutami dziewczynę. Gdy młody Tom znów zaprzątnął sobie nią głowę, przypomniały mu się jej słowa. Ruszył się w końcu z miejsca, by wyjść na korytarz. Szczęśliwie prawie natychmiast natknął się na jedną z przechodzących akurat pokojówek.
-Zawołaj Kommotisa- rozkazał sucho, nie mogąc zwrócić się do dziewczyny po imieniu, ponieważ go nie pamiętał; ale przecież nie było mu to do szczęścia potrzebne, prawda?
O 20.27 przed pałac królewski zajechała dorożka, z której wyszła śliczna młoda kobieta, ubrana w swą najlepszą sukienkę- tiulową, w kolorze pudrowego różu, sięgającą do kotek, na cienkich ramiączkach, . Wieczór był ciepły, zatem Domina na ramiona zarzuciła jedynie jedwabną, białą chustę, by zakryć ramiona, plecy i dekolt. W misternie upięte w gęstego warkocza włosy miała wpięte małe, mieniące się gwiazdki. Biżuteria dziewczyny była sztuczna, ale efektowna- jedynie na ręce udało jej się zrobić bransoletkę z prawdziwym kwiatem od Enareta. Zachwycona sobą i zbliżającą się kolacją, panna Pater dała się poprowadzić na drugie piętro, gdzie miała czekać na swego towarzysza. Nie trwało to jednak długo- już po chwili usłyszała kroki kogoś schodzącego po schodach. Odwróciwszy się, doznała małego szoku.
-Widzę, że może nie słuchasz rozkazów, lecz rad- owszem- odezwała się bez przywitania do Scarletta.
-Po prostu doszedłem do wniosków równoznacznych z twoimi- książę schylił się nad dłonią dziewczyny i pocałował ją z prawdziwą galanterią- Gotowa?- zapytał, podając swe ramię.
Domina chętnie skorzystała z niemej propozycji. Para, z której emanował niebywały wdzięk i atypowość, udała się bocznymi schodami do jadalni, która tylko z nazwy wydawała się pospolita. Tak naprawdę z każdej strony bił już dobrze znany przepych, czyli złoto srebro, aksamit i Bóg wie, co jeszcze- za każdym razem po wejściu do jadalni odnawiało się uczucie znajdowania się w rupieciarni. Na ścianie z wielką trudnością odnajdywało się pojedyncze plamy pustej przestrzeni. Mimo to brak gustu nie odstraszył młodej kobiety, która z zachwycała się nad każdym metrem sześciennym, czy to ściany, czy podłogi. Nic nie było w stanie zepsuć jej humoru, potęgowanym perspektywą wykwintnej kolacji i to w towarzystwie takich osobistości; nikt spoza dworu nie miał wstępu na tego typu fetę, a jej się udało. Do tej pory nie była w stanie stwierdzić, co dokładnie wpłynęło na decyzję księcia. Zdawała sobie sprawę ze swego wyglądu, nie należała do szarych myszek, lecz nie sądziła, by Scarlett należał do powierzchownych mężczyzn. Musiał dostrzec w niej coś nadzwyczajnego, że tak lekką ręką zaprosił obcą osobę do swych pieleszy. Tylko co?
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz