OKRUCIEŃSTWO
Wszyscy zaproszeni znajdowali się już w sali. Kolacja miała rozpocząć się za dosłownie kilka minut, lecz królowa postanowiła wstrzymać się jeszcze z w rozpoczęciem posiłku do czasu pojawienia się najmłodszego syna. Jednakże głównym powodem była kultura Mitis, która nakazywała okazać wybrance syna szacunek; przecież pierwsze wrażenie było najważniejsze.
-Książę Scarlett wraz z osobą towarzyszącą- zaanonsował odźwierny i skłoniwszy się, wpuścił wyżej wymienionych do środka.
Wraz z wejściem pary do jadalni, wszystko na około umilkło. Zebrani dziwili się nie tylko towarzyszącej mężczyźnie prostej dziewczynie, lecz przede wszystkim wyglądem jego samego.
Scarlett jednak nic sobie nie robił ze zdumionych spojrzeń i poprowadził towarzyszkę do przygotowanego dla niej uprzednio miejsca, a sam zasiadł na miejscu obok. Wszyscy wnet pojęli, iż mają zachowywać się tak, jak przed wejściem księcia, dlatego w sali ponownie rozbrzmiały prowadzone do tej pory rozmowy. Mimo to raz po raz rzucone zostały przelotne spojrzenia, lecz nikt nie odważył się wyrzec ani słowa. W końcu przemilczany wątek podjęła królowa. Nachyliła się w stronę syna i jawnie zapytała.
-Cóż synu skłoniło cię do tak drastycznej zmiany?
-Nie rozumiem- mężczyzna nie zaszczycając matki spojrzeniem sięgnął po pieczone ziemniaki- Nie rozumiem, dlaczego tak was to dziwi. Myślałem, iż większą sensację wzbudzi obecność Dominy.
-Oczywiście, nikt się jej…- Mitis urwała; ze słodkim uśmiechem zwróciła się do młodej panny- …oczywiście ciebie, moja droga- znów skupiła się na synu- nie spodziewał, lecz znając twoje zdanie na temat zmian i to tak drastycznych nie spodziewaliśmy się, że…- zrobiła pauzę.
-…że zetnę włosy?- Scarlett spod uniesionej brwi spojrzał kpiąco na matkę choć bardzo starał się powstrzymać, co jednak mu nie wyszło- Och, proszę, naprawdę dziwią was takie trywialne sprawy? Przecież każdy zasługuje na zmianę, nawet ja, a że dodaje mi to w pewnym stopniu powagi, zdecydowałem się usunąć to, co uważane jest za swego rodzaju królewskość. Poza tym- Enaret również ma krótkie włosy i nikt nigdy nie robił z tego sensacji- wzruszył ramionami, zabierając się do jedzenia.
-No tak…- królowa musiała się zastanowić nad odpowiednim argumentem- Ale jego są łamliwe- zaryzykowała.
Młody Tom prychnął.
-Moje również; skończmy ten temat- uciął, nalewając sobie i partnerce wina- Lepiej postąpiłabyś, zaszczycając swoją uwagą pannę Pater.
Mitis aż wyprostowała się, słysząc reprymendę od syna. Odchrząknęła jednak, napiła się wody i zrobiła to, o co prosił ją książę.
-Czy jesteś jedną z przyjaciółek Morifii?- zapytała, próbując ukryć, iż rozkaz z ust kogoś innego niż jej męża był dla niej hańbiący.
-Nie, proszę pani, jestem dobrą znajomą Enareta, to znaczy- skłoniła lekko głowę- księcia Enareta.
-Ach- królowa spojrzała badawczo na najmłodszego syna- Scarlett mówił mi coś zgoła odmiennego.
-Pomyliłem się- odparł szybko książę, nie patrząc ani na matkę, ani na Dominę.
Panie powróciły do rozmowy. Głównie wyglądała ona tak, że Mitis zadawała pytania, a Domina jej odpowiadała, znów czując się jak na rozmowie kwalifikacyjnej.
-,,Teraz przynajmniej wiem, po kim Enaret wydaje się być takim służbistą“- pomyślała.
Konwersacja toczyła się po dość bezpiecznym gruncie. W pewnym momencie dołączył się do niej sam król, wyraźnie zaintrygowany obecnością młodej kobiety w pałacu.
-Skoro pochodził z Exilum, a twe nazwisko wiele mi mówi, to zapewne jesteś córką Milosa Patera?- zapytał tonem dyplomaty.
-W istocie- Domina skinęła głową z wyraźnym zadowoleniem z powodu przyciągnięcia królewskiej uwagi- Bywałam czasem z ojcem tutaj, w zamku, lecz było to bardzo dawno temu i zapomniałam już, jak w pałacu jest cudownie- uśmiechnęła się miło do królowej, jak gdyby myśląc, że to od niej zależał wystrój komnat zamkowych; mimo to Mitis odwzajemniła uśmiech.
-Pamiętam cię, jako małą dziewczynkę, o- taką- król zawiesił rękę w powietrzu na wysokości trochę ponad metra; roześmiał się- Wyładniałaś od tego czasu.
Domina spłonęła rumieńcem i nie powiedziała na to nic. Za to królowa dyskretnie kopnęła swego męża w piszczel. Mężczyzna natychmiast zamilkł.
-Widzę, że spodobałaś się mojemu ojcu- zauważył Scarlett, krzyżując sztućce na talerzu.
-Mam taką nadzieję- dziewczyna zrobiła porządny łyk wina, po którym odetchnęła głęboko- To może bardzo wspomóc w mojej… sprawie- odparła, nie patrząc na księcia; ten jednak to zignorował.
-To nie prawda, że podoba ci się pałac- stwierdził młody mężczyzna rozglądając się po jadalni- A przynajmniej jego… hmm…- nie wiedział, jak nazwać ten przesyt- …wystrój- dokończył.
-Coś musiałam powiedzieć- wzruszyła ramionami, tym razem już spojrzała na swego rozmówcę- Trzeba się przypodobać.
Scarlett uniósł lampkę z trunkiem.
-Chyba rozstając się popołudniu, nie pomyliłem się co do ciebie- oświadczył z uśmiechem.
Usta Dominy ponownie wygięły się w uśmiechu, gdy stuknęła swoją lampką z lampką księcia i spełniała toast.
Nagle w sali rozbrzmiał dźwięk uderzania sztućcem o szklankę. To król chciał coś ogłosić. Wszyscy zebrani natychmiast zamilkli.
-Ze względu na obecność dzisiejszego wyjątkowego gościa- tu skinął na pannę Pater- przyjaciółkę mego drogiego, najmłodszego syna.
-,,Akurat”- pomyślał Scarlett, automatycznie robiąc adekwatną minę, która nie uszła uwadze jego partnerce.
-Nie wiem, dlaczego nie lubisz swego ojca- stwierdziła, po czym wznów skupiła całą swą uwagę na oratorze, co król niejednokrotnie udowodnił.
-Postanowiłem uświetnić naszą skromną kolację- mówił dalej władca- I pozwolić na chwilę prawdziwej zabawy; zaprosiłem do nas zespół wprost z Lamrgii- skłonił się w stronę podestu, gdzie właśnie ustawiali się muzycy- by prawdziwą, wybitną muzyką pozwolili nam rozkoszować się tańcem.
Sala rozbrzmiała oklaskami, w pełni zasłużonymi.
-Proponuję, jeśli jest to w waszej mocy- zwrócił się do zespołu- byśmy zaczęli od czegoś klasycznego. Może allemande?- Izyros uśmiechnął się tak, że żeńska część instrumentalistek musiała na to przystać- W takim razie- klasnął w dłonie- Gdy tylko świetni lamagrijscy muzycy będą gotowi- zapraszam na środek.
Zespół był sekstetem; składał się z koncertmistrzów pierwszych i drugich skrzypiec, altowiolisty, wiolonczelisty, pianisty i gitarzysty, który miał nadać granej muzyce unikalną barwę. Nie łatwo było znaleźć i opracować utwory barokowe na taki skład, lecz ten zespół słynął z czynienia cudów.
Nastroili się do pięknego Steinwaya- do tej pory nikt nie wiedział, co ten wytwór ludzkich rąk tu robi- by następnie dać królowi sygnał gotowości do spełnienia artystycznego, który choć raz był należycie nagrodzony.
-W takim razie chciałbym być pierwszym, który zaprosi tę oto piękną kobietę do tańca- skłonił się, podając swej żonie dłoń, którą ta z radością przyjęła.
Para ruszyła na parkiet, gdzie zaczęła powoli wirować. Za ich przykładem poszli goście obecni na kolacji. Niektórzy zrobili to z zamiłowania do tańca, inni- by nie sprawić królowi przykrości.
Domina spoglądała na tańczących z błyskiem podekscytowania w oku, otwierając usta, jakby zaraz miało się z nich wydobyć rozmarzone westchnienie; dawno nie tańczyła, ponieważ nie miała ku temu wielu sposobności, a już tym bardziej w takim towarzystwie i akompaniamencie. Jednak Scarlett nie kwapił się do zaproszeń; siedział z założonymi rękami, bacznie obserwując przypadkową zbieraninę mas. Dziewczyna co rusz rzucała na niego ciekawskim wzrokiem, lecz ten nawet nie zwrócił na nią uwagi; wydawał się znudzony harcami na parkiecie. Panna Pater w lot pojęła swoje położenie.
Jednak po około dwudziestu minutach sytuacja dziewczyny uległa poprawie, a to dzięki Enaretowi, który podszedł do niej i szarmancko zapytał:
-Czy mogę prosić łaskawą panią do tańca?- skłonił się.
Domina zachichotała, lecz nie w stylu głupiutkiej panienki. Jednak nie mogła zignorować swego partnera.
-Pozwolisz?- zapytała, trochę z przekąsem- Czy być może to ty chciałbyś uczynić mi zaszczyt pierwszego tańca?
-Ja nie tańczę- odparł Scarlett przez zaciśnięte usta, nawet na nią spojrzawszy.
-Twoja strata- Domina wzruszyła ramionami, po czym z radością dała się drugiemu księciu poprowadzić na parkiet.
Akurat zespół zaczął grać couranta. Młodzi dali się ponieść fantazji, wymyślając co rusz nowe pozycje. Bawili się przy tym wybornie, a sama Domina co rusz wybuchała śmiechem, co irytowało niektórych- posyłali tańczącej parze zdenerwowane spojrzenia i wykrzywiali usta w grymasie niezadowolenia. Jednak przyjaciele nie zważali na to; on- bo był księciem i w pałacu mógł spełniać każdą swoją fanaberię, ona- ponieważ nie zamierzała być powściągliwa w miejscu, do którego świadomie ją zaproszono.
Co do Scarletta pewnie odczekawszy kilka minut uciekłby z sali, gdyby znienacka nie pojawiła się jego siostra, której towarzystwo wcale mu się uśmiechało.
-Ładna jest- zaczęła Morifia, bez zbędnych wstępów- Nie dziwię się, że wpadła ci w oko- jeśli już zwracasz uwagę na jakąś dziewczynę, to tylko na tą, która już od pierwszych chwil przykuwa oko i ma w sobie swoistą eteryczność.
-Może, nie wiem, nie jestem w stanie siebie obserwować- odparł sucho książę.
-Dlatego ci to mówię, a nie proszę o potwierdzenie- księżniczka dała bratu kuksańca w bok- Nie bądź taki sztywny- uśmiechnęła się- Zabaw się, zatańcz, wykorzystaj ten wieczór- zrobiła małą pauzę, obserwując reakcję mężczyzny, ale te słowa nie wywarły na nim wrażenia- Nad czym tak dumasz?- zapytała trochę nachalnie- Myślisz znowu o polityce?
-Nie, daj mi spokój- nareszcie książę uzewnętrznił jakieś uczucia, choćby za pomocą zniecierpliwienia w głosie.
-Nie możesz zadręczać się czymś tak w tym momencie nieistotnym- drążyła dalej Morifia.
-Nie myślę- Scarlett westchnął- Po prostu nudzi mnie ten wieczór.
-Jak może cię nudzić taka wyjątkowa, rzadka rozrywka?- dziewczyna roześmiała się- To najciekawszy wieczór od lat!
-Chyba dla zbyt prostych istot, nie dostrzegających jakie to bezwartościowe.
-Bezwartościowe mówisz?- Morifię zaciekawiła wypowiedź brata; sięgnęła po znajdujące się w misce nieopodal jabłko i wgryzając się w niego wsłuchiwała się w słowa młodego księcia.
-Wykonywanie dziwnych ruchów na parkiecie, w rytm niezrozumiałej dla wszystkich muzyki uważam raczej za kompromitację, nie taniec.
-Zatem samą ideę tańca uznajesz?
Scarlett westchnął.
-,,Czy ona się nudzi, czy chce mnie zainteresować tą rozmową na niezbyt ciekawy temat, próbując zastojową inteligentne zwroty?”- młody mężczyzna zadał sobie pytanie w myślach.
-Jako taką- tak, lecz moje wyobrażenie o nim jest diametralnie różne od popularnego; dla mnie powinien być dystyngowany, spokojny, wyważony, lecz równocześnie pełen uroku i delikatności. Nie- Scarlett schował twarz w dłoniach i pokręcił głową- Mówię, jak wariat.
-Raczej jak ktoś wrażliwy- poprawiła go siostra z przekonaniem.
-Ja nie należę do wrażliwych ludzi- głos mężczyzny spoważniał; najwyraźniej chciał błyskawicznie udowodnić swoją tezę.
Morifia uśmiechnęła się chytrze.
-Udowodnię ci, że jednak masz w sobie choćby małe pokłady wrażliwości- odparła.
I nim jej brat zdążył zaoponować, księżniczka już ruszyła przez labirynt tańczących par, których wykonywane pozy były żywymi przeszkodami. W końcu z podciągniętą, atłasową, błękitną suknią w ręku- by nikt jej nie podeptał, brudząc przy okazji- podeszła do zespołu i gdy tylko skończyli grać, szepnęła coś na ucho maestrowi. Ten skinął głową, po czym zaczął mówić do swoich towarzyszy. Ci skinęli usłużnie głowami i poczęli wertować nuty w poszukiwaniu odpowiedniego utworu.
Morifia prawie w podskokach podeszła do Scarletta i wyciągnęła do niego rękę.
-Zatańczysz ze mną walca angielskiego, bracie?- zapytała z uśmiechem.
-Co?- mężczyzna miał nadzieję, że się przesłyszał.
-To jest dystyngowany, spokojny i wyważony taniec- taki, jakiego oczekujesz- księżniczka nie traciła dobrego humoru, mimo niechęci młodszego brata.
Scarlett westchnął. Lecz szybko przemyślał sobie tę propozycję, stwierdzając w końcu, że chyba mu to nie zaszkodzi; podał siostrze dłoń i razem ruszyli na parkiet.
Koncertmistrz odliczył wolny takt, dając sygnał na trzecią wartość i tak oto pary zgromadzone na środku sali popłynęły w powolnym walcu. Nagle wszystko wydało się współistnieć ze sobą w idealnej harmonii- od ozdób po tańczących. Goście nieuczestniczący w zabawie przyglądali się im z niemym zachwytem. W środku czuli, że tak właśnie wygląda piękno współgrania ze sobą w czystej postaci. Mimo iż niektórzy tancerze mieli znaczne braki w sztuce wykonywania tego tańca, jednak to nawet wzmocniło efekt harmonii, która dla nich powinna się składać z niedoskonałości, tworzących to piękno, mogącym być również namacalnym, nie tylko abstrakcją składającą się z ideałów.
Mitis z dumą patrzyła na tańczące ze sobą rodzeństwo. Jednak jej uwaga w szczególności była skupiona na najmłodszym dziecku, które dawno nie widziała, by brało udział w jakiejkolwiek zabawie. Wiedziała, że to siostra go do tego nakłoniła, jednakże była zadowolona, ponieważ ostateczna decyzja należała do mężczyzny. Dodatkowo miała niebywałą okazję, by zobaczyć Scarletta podczas tańca, co nie zdarzyło jej się od około dwustu lat. Co więcej młody następca tronu wydawał się być dobrym tancerzem jak na nowicjusza.
-Widzisz naszego syna?- królowa szepnęła do męża.
-Widzę- nie jest niewidzialny- odparł dość sucho król; nie zamierzał odpuścić synowi z powodu zwykłej potańcówki.
-Och- Mitis szturchnęła męża z nieukrywaną złością- To dobrze, że Scarlett jednak wykazuje choćby minimalne zainteresowanie tym, co się wokół dzieje, a nie tylko siedzi z nosem w książkach o polityce.
-Dobrze, dobrze, ale to zapewne skończy się na tym wieczorze- Izyros nie chciał poddać się entuzjazmowi żony.
-No, a ta dziewczyna- Mitis skinęła głową w stronę Dominy- Od czasów Izdaji nie widziałam go z żadną młodą panną. Czerpię z widoku tej pary. Ty również powinieneś.
-Nie lubię złudnych nadziei- uciął krótko król, dając tym samym znak, że dyskusja dobiegła końca.
-Jesteś uparty jak…- urwała Mitis.
Izyros spojrzał spod uniesionych brwi na swoją królową.
-Jak kto?- zapytał z przekąsem; widmo kłótni zostało zażegnane.
-Jak król Millenii- odparła kobieta z szerokim uśmiechem.
Para królewska spojrzała na siebie z czułością, co pozwalało im żyć ze sobą przez te kilka setek lat.
Podczas trwania walca rodzeństwo nie zamieniło ze sobą ani słowa, co pozwoliło Morifii rozkoszować się triumfem nad bratem. Musiała jednak w duchu przyznać, że Scarlett tańczy dobrze. Zatem postanowiła sobie, iż na mówi go na jeszcze jeden taniec, tym razem z jego gościem.
-Nie tańczyłeś z Dominą prawda?- zapytała, gdy tylko powtórnie usiedli przy stole.
-Nie, tylko z tobą- odparł dość miło jej brat, jednak wynikało to raczej ze zmęczenia.
-Więc powinieneś ją poprosić, by nie czuła się urażona.
-Jeśli tego nie zrobię zapewne tak się stanie- Scarlett skinął spokojnie głową.
-W takim razie…- Morifia przeczuwała sukces.
-Będzie musiała się z tym pogodzić- mężczyzna uśmiechnął się do siostry chytrze- Ale uwierz mi- przejdzie jej.
Księżniczka uderzyła lekko młodszego brata w głowę.
-Idź do niej- syknęła.
-Nie rozkazuj mi. I nie bij mnie- mężczyzna uniósł ostrzegawczo palec wskazujący.
-Będę, bo jesteś moim młodszym- zaakcentowała przymiotnik- bratem i mam do tego prawo.
-Nigdzie nie zostało ono sprecyzowane- odparł urzędowo Scarlett, a dla świętego spokoju dodał- Zastanowię się.
Mężczyzna faktycznie rozważał, nie tyle, co propozycję, a raczej przymus. Jednak wtedy przysiadł się do niego jeden z zaufanych współpracowników ojca, będący zarówno czymś w rodzaju jego przyjaciela.
-I co, młody człowieku?- zagaił- Jak tam przygotowania do objęcia tronu? Wiele na ten temat słyszałem.
-Co dokładnie?- Scarlett zmarszczył brwi.
-Wczoraj wieczorem na nieoficjalnym spotkaniu król przedstawił nam, czyli kilku wybranym posłom, propozycję trójki z jego dzieci dotyczących sprawy Invidii. Powiem szczerze- najmniej przychylny był twojemu projektowi.
-Jakoś w ogóle nie jestem zaskoczony- odparł kwaśno młody mężczyzna.
Gatis Syner- tak miał na nazwisko ten około sześciuset letni, średniego wzrostu mężczyzna, o pucołowatej twarzy, bokobrodach, siwiejących i łysiejących ciemnych włosach na skroni oraz dużych dłoniach i coraz większym brzuchu- przybliżył się do syna swego pracodawcy i ściszył głos.
-Szczerze powiedziawszy twoja propozycja- mogę ci mówić per ,,ty“?- wywarła na mnie ogromne, wręcz piorunujące wrażenie.
Scarlett zastanowił się chwilę.
-Powinienem zapytać, czy ,,Naprawdę?”, ale wtedy pan mi zapewne odpowie sarkastycznie, że ,,Żartuje”, ja jednak po prostu panu zwyczajnie nie dowierzam. Pewnie ojciec pana przysłał, by mnie sprawdzić, a że jest pan kimś w rodzaju przyjaciela- choć na tym stanowisku nie można liczyć na prawdziwych przyjaciół- to kazał panu mnie sprawdzić, a potem zapewne dać reprymendę za moje własne, nie zgodne z jego zdanie.
Gatis nie spodziewał się takiego wywodu. Młody książę ponownie mu zaimponował, tym razem bezpośrednio.
-Właśnie upewniłem się, że moje przypuszczenia względem twojej osoby są słuszne- powiedział nie kryjąc uśmiechu zadowolenia.
Scarlett spojrzał na mężczyznę z wielkim zdumieniem w oczach.
-Więc…- zaczął niepewnie- mój pomysł naprawdę wzbudził pańskie zainteresowanie?- zapytał, choć w duchu napominał się, iż nie może ot tak ufać politykowi, tylko dlatego, że wyraził się o nim pochlebnie.
-Tak- Gatis jeszcze bardziej zbliżył się do młodego Milleńczyka- Propozycja Fortisa jest równie dobra, lecz to twoja ma w sobie dualizm, o którym król zapomniał już kilkadziesiąt lat temu- współpraca z sojusznikami, a zarazem głębokie dbanie o interes własnego państwa. Twój ojciec kiedyś działał w bardzo podobny sposób- tak właśnie stworzyliśmy koalicję z Kupidią- wyposażoną w świetnie wyszkolone wojsko- i Lamargią- bogatą w żyzne gleby, a co za tym idzie- dobra naturalne, a jednocześnie stworzył potężne państwo, które teraz znajduje się w centrum gospodarki i ekonomii Mainu. Dodatkowo wiesz, jak zapewnić sobie bezpieczeństwo, a ponadto znając naturę swego współpracownika możesz z łatwością wykorzystać jego wady przeciwko niemu i w razie ostateczności zrzucić na niego winę. Powiedz mi tylko jedno- czy wykorzystałeś pomysł Fortisa, czy od początku tak przedstawiała się twoja idea?- Gatis był wyraźnie podekscytowany rozmową z potencjalnym następcą tronu- tym właściwym.
-Tak naprawdę po słowach ojca w mojej głowie pojawił się ogólny zarys pomysłu, jednak to propozycja brata naprowadziła mnie na właściwe tory- odparł, wciąż niewystarczająco ufny posłowi.
-I tak trzymaj- Gatis klepnął chłopaka zbyt poufale w ramię- Trzeba wykorzystywać cudze pomysły, jeśli da się z nich wyciągnąć to, co najlepsze i przeistoczyć je na własną korzyść. Nadajesz się idealnie- wypalił mężczyzna; dopiero wypowiedziawszy to zdanie zdał sobie sprawę, iż nie powinien.
-Do czego jestem idealny?- zapytał Scarlett spod uniesionej brwi; zauważył reakcję polityka na jego własne słowa, więc postanowił dowiedzieć się wszystkiego, co Syner chciał ukryć- Do czego?- zapytał ostro.
Poseł jednak pokręcił tylko głową i kolokwialnie ,,zasznurował usta”. Mężczyźni siedzieli tak przez kilka minut w milczeniu. Scarlett chciał dać podwładnemu ojca chwilę do namysłu, lecz ta coraz bardziej się przedłużała.
-Gadaj- syknął, a gdy Gatis nie posłuchał, młody książę podniósł ze stołu nóż i przystawił go do klatki piersiowej polityka, ale tak, by zajęci swoimi sprawami zgromadzeni w sali mimo wszystko tego nie zauważyli.
Gatis zląkł się, ponieważ nikt mu jeszcze w ten sposób nie groził- bronią białą i to wśród tłumu, a w dodatku robił to ktoś tak młody i niedoświadczony. I właśnie ten brak doświadczenia, związany niezwykle często z młodzieńczą brawurą wywoływał w mężczyźnie strach.
Scarlett zaznaczył w myślach, że taki sposób postępowania wywoływał zamierzony efekt. Zdając sobie jednak sprawę z okoliczności tej jakże nietypowej wymianie zdań, zwieńczonej groźbą karalną z użyciem ostrych narzędzi- tak, w taki sposób formułowały się myśli młodego księcia- mężczyzna postanowił tymczasowo się wycofać; odłożył nóż na stół i asekuracyjnie rozejrzał się, czy przedstawiona powyżej scena nie przykuła niczyjej uwagi. Na szczęście królewscy goście byli zajęci tańcem, piciem i jedzeniem. Chłopak odwrócił głowę- za nim przy oknie stała jedynie Domina, wyglądająca na rabatę. Czy jednak aby na pewno przez cały okres rozmowy dziewczyna zajęta była podziwianiem kwiatów? Scarlett nie mógł tego wiedzieć (a ja wiem), dlatego zignorował obecność swej towarzyszki wieczoru. Kierowała nim jednak w większym stopniu podświadomość, podpowiadająca, iż panna Pater posiada głęboko ukorzenione zasady moralne.
-Jeśli nie chcesz powtórki, mów, do czego jestem idealny?- Scarlett zrezygnował z ostrego tonu, lecz wciąż starał się być stanowczy.
Gatis, któremu przed oczami zdążyło przebiec tylko pół życia, w obawie przed kolejną groźbą zdecydował się wyznać prawdę, która i tak kiedyś doszłaby do uszu młodego księcia.
-Przede wszystkim sam musisz przyznać, że twój ojciec, a nasz król robi się coraz starszy, jego umysł już nie pracuje tak jak kilka setek lat temu, co poważnie rzutuje na wszelakie sprawy dotyczące naszego państwa- gospodarka, ekonomia, socjologia, polityka zagraniczna, militaria- to wszystko zaczyna wymykać się spod żelaznej kontroli Izyrosa, to znaczy- władcy- poseł zamilkł, zastanawiając się nad tym, co teraz powiedzieć, a co zachować w tajemnicy; po chwili ciszy powrócił do przerwanego wątku, lecz mówił z wahaniem- Grupa zwolenników króla z jego decyzji na decyzję zmniejsza się, a za chwilę może przeistoczyć się w przeciwników lub co gorsza- rebeliantów. Z jednej strony chcę ratować jego wysokość przed powstaniem, a z drugiej strony- uchronić kraj przed nim- ostatnie cztery słowa Gatis wyszeptał teatralnie, jednak z dużą mocą i przekonaniem- Jedynym sprawiedliwym rozwiązaniem jest zastąpienie króla kimś podobnym do niego z przeszłości. Bo wiesz- polityk poprawił się na krześle- Nie możemy- czyli parlament- akceptować złych decyzji, ale nie można równocześnie ubezwłasnowolnić lub co gorsze- zabić króla.
Scarlett lekko podskoczył na swoim miejscu. Nie podobało mu się ten czasownik, zwłaszcza ze słowem ,,król”.
-Co zatem zamierzacie, a właściwie zamierzasz?- zapytał książę sceptycznie.
-Tak jak mówiłem- zastąpimy króla…
-Kim dokładnie?- zapytał ostro Scarlett z zamkniętymi oczami, co miało dać Gatisowi do zrozumienia, iż jego cierpliwość się kończy.
-Myśleliśmy o Enarecie- zaczął poseł ostrożnie, trochę z przekorności, by napsuć krwi młodemu księciu.
-Enarecie?- zapytał Scarlett szeptem, lecz z wściekłością.
-Ale on jest za delikatny- Syner zaczął mówić wolniej i weselej, widząc swój maleńki sukces- Potem chcieliśmy być kontrowersyjni, obsadzając na tronie Morifię.
-Nigdy nie było władcy płci żeńskiej i nigdy nie będzie- następca tronu wypowiedział to zdanie spokojniej, aczkolwiek stanowczo.
-O tym samym pomyśleliśmy- Gatis wzruszył ramionami- Kobieta… nie- zmarszczył nos- Wiemy, że księżniczka jest urodzoną wojowniczką, ale głęboko w środku jest taka sama jak inne- delikatna i krucha, a my potrzebujemy kogoś innego. Nie myśl sobie- tu polityk wystawił ręce w obronnym geście- Wszyscy jak jeden mąż podziwiamy pannę Morifię za jej odwagę i siłę, nie tylko fizyczną, jednakże wciąż pozostaje kobietą- nie będzie wzbudzać respektu tak jak mężczyzna.
-Zdarzają się i takie, lecz moja siostra do nich nie należy, mimo wszystkich pozorów jakie wokół siebie stwarza- odparł Scarlett szybko, jakby od dawna mając przygotowane zdanie, czekające tylko na wyjście z głowy.
Gatis już tego nie skomentował, jedynie kontynuował dalej:
-Następny w kolejce był Fortis, ale jego wykluczyliśmy już na samym początku- mężczyzna kątem oka spojrzał na młodego księcia, przez twarz którego przemknął cień zadowolenia z powszechnej reputacji brata, z którą on gorąco się zgadzał- Jest pusty, a tym samym dla nas bezwartościowy. My potrzebujemy kogoś, kto wzbudza zaufanie i jest na tyle wyrachowany, by je wykorzystać.
Na te słowa Scarlett wyprostował się dumnie.
-W takim razie, kogo macie na myśli?- zapytał, nie patrząc na polityka.
Gatis uśmiechnął się chytrze; cel został osiągnięty, przynajmniej początkowej fazie planu.
-Wydaje mi się, iż znasz odpowiedź na to pytanie- odparł cicho, aczkolwiek pewnie.
Młody książę już teraz bez oporów pozwolił sobie na triumfalny uśmiech; czuł, że sen niemożliwy do spełnienia, staje się najbliższą rzeczywistością.
-Jak chcecie to zrobić- wprowadzić mnie na tron?- zapytał, choć w środku czuł, iż odpowiedź może sprowadzić go na ziemię.
-Dowiesz się tego w najbliższym czasie- Gatis Syner odchrząknął- Teraz powinienem już wrócić do własnego towarzystwa, by sprawa przypadkiem nie ujrzała światła dziennego… przynajmniej na ten moment- mężczyzna wstał, skłaniając głowę- Do widzenia… książę- po czym odszedł swym zwyczajnym, lekkim krokiem.
Scarlett ponownie się odwrócił- przy oknie wciąż stała Domina, lecz tym razem spoglądała prosto na swego towarzysza wieczoru. Gdy zauważyła, że nieznany dla niej osobiście mężczyzna odchodzi, powróciła na swoje miejsce przy stole.
-Czy to był poseł Syner?- zapytał, oglądając się za politykiem, który powrócił na drugi koniec stołu.
-Tak- odparł Scarlett.
Książę nie wracał uwagi na dziewczynę, mimo że ta kilkakrotnie próbowała nawiązać konwersację. Młody Tom zbywał Dominę krótkimi pomrukami, a gdy dziewczyna chciała wygarnąć mu brak kultury, w sali rozległ się dźwięk klaskania w ręce- to Enaret próbował zaprowadzić ciszę w jadalni.
-Widzę, że taki rodzaj zabawy przypadł większości naszych gości do gustu- mówił mężczyzna z szerokim uśmiechem- Ja jednak chciałbym go uatrakcyjnić- podszedł do jednego ze stołów, z którego zabrał zapaloną świecę- Teraz rebus- co to jest?- wyciągnął rękę przed siebie.
-Świeca!- krzyknął mężczyzna siedzący z tyłu sali.
-Znakomicie- roześmiał się Enaret- I właśnie ta oto świeca stanie się główną atrakcją wieczoru. W jaki sposób? Otóż poproszę do siebie jedną z par- na te słowa Morifia i Fortis podeszli do brata i ustawili ramę do tańca- w której dłonie włożę zapaloną łojówkę- zrobił to, o czym mówił- Teraz przed partnerami pozostaje jedno zadanie- zatańczyć walca angielskiego tak delikatnie, aby ogień nie zgasł. Wiem, iż będzie to trudne, aczkolwiek najważniejsza jest dobra zabawa, prawda?- książę obdarował zebranych promiennym uśmiechem, co zachęciło gości do wzięcia udziału w proponowanej rozrywce; Enaret wziął zapaloną świecę do ręki, a jego rodzeństwo- przygotowane uprzednio lampy- Jednakże ja sam chciałbym wyznaczyć pierwsze pary do wyzwania- ciągnął mężczyzna- Ponieważ najważniejszym elementem gry, by ta się powiodła, jest niezwykle delikatna partnerka- wręczył pierwszą świecę młodej parze zakochanych- Taniec ten nazywany jest ,,świetlistym”- dodał.
Młodzi następcy tronu rozdawali świece tym, którzy najlepiej ruszali się na parkiecie; młode damy były szczęśliwe po ich wybraniu, sądząc, iż naprawdę wydają się tak delikatne. Enaret jednak miał zamiar kontrolować wszystkie płomyki. Meritum przedsięwzięcia było zmuszenie najmłodszego z Tomów do choć jednego tańca z zaproszoną przez niego damą. Dlatego ostatnia ze świec trafiła w ręce zdziwionego Scarletta.
-Co ty wyprawiasz?- syknął do starszego brata.
-A twą partnerką będzie…- Enaret zignorował młodego mężczyznę- piękna panna Pater- ujął delikatną dłoń dziewczyny i pomógł jej wstać- Zapraszam wszystkim na parkiet!- klasnął w dłonie.
Milleńczycy w każdym wieku wylegli na środek sali, ustawili się do tańca i czekali tylko aż sekstet będzie gotowy, ci za to czekali, aż Enaret Tom gestem ręki zapali wszystkie świecie.
-Światło powinno być zgaszone- powiedział książę, przeciągając rozpoczęcie zabawy- ale chciałbym, aby osoby niewylosowane miały możliwość dokładnego przyjrzenia się tańczącym, by potem samym skosztować przyjemności Świetlistego Tańca- nareszcie uniósł dłoń, zapalając knoty świec- Zaczynajcie- odszedł na bok sali.
Zespół zaczął grać miłego, romantycznego walca w durowej tonacji, który natychmiast pchnął znajdujące się na parkiecie pary do tańca. Scarlett również zaczął prowadzić swą partnerkę, choć z niechęcią. Skupił się więc na tym, by ogień nie zgasł, ponieważ nie lubił niepowodzeń. Domina również oddała swą uwagę sukcesowi- w tej kwestii oboje byli niemalże identyczni.
Enaret, Morifia i Fortis stali podpierali ściany, uważnie przyglądając się najmłodszemu z braci.
-Nie możesz pozwolić, by jego płomień zgasł- przypomniała Morifia Enaretowi- Inaczej znów będzie pokazywać fochy, a tak to może zainteresuje się tą dziewczyną.
-Na razie jestem zajęty innymi- odparł jej brat w zamyśleniu, skupiając umysł na pozostałych tańczących- Ale jeśli Scarlett jeszcze nie przeszedł zdenerwowanym krokiem przez salę, to chyba dobrze sobie radzi, prawda?
-Na razie wydaje się być najlepszy- przyznał Fortis ze zdumieniem.
-Puść tamtych w rogu- kompletnie nie znają się na rzeczy- Morifia skinęła głową na wyżej nadmienionych.
W tym samym momencie płomień świecy dwóch osób około trzystu osiemdziesięcioletnich zgasł, a ich twarze wyrażały niezadowolenie i rozczarowanie- pytanie tylko czy sobą samym, czy partnerem? Enareta nie interesowała odpowiedź, a jedynie stopniowe pozbywanie się tańczących na rzecz brata. I w istocie tak się stało; parkiet zaczęło opuszczać coraz więcej osób, zawiedzionych rezultatem.
Jednak Scarlett i Domina nawet nie zdawali sobie z tego sprawy; chęć wygranej przerodziła się w pragnienie pokazania partnerowi swoich możliwości tanecznych, aż w końcu skupili się jedynie na wykonywanych krokach i przyjemności, jaką stworzona przez nich harmonia im dawała. Jednak w żaden sposób tego nie uzewnętrzniali, oboje mieli zacięte twarze, jedynie z przedzierającym się przez nie cieniem dumy.
-Trzymasz ten płomień?- zapytała Morifia starszego brata, gdy na parkiecie pozostały ostatnie cztery pary.
-Scarletta i Dominy? Właśnie nie- odparł Enaret, dziwiąc się samemu sobie- Niewiarygodne, iż tak dobrze im idzie- myślałem, że ten taniec to zwykła ściema, a tu proszę- wskazał głową młodego Toma i jego partnerkę.
-Albo nasz braciszek jest jednak delikatny, przynajmniej w setnej części, albo ta dziewczyna jest taka dobra- stwierdził Fortis z uznaniem dla drugiej z wymienionych osób.
-W takim razie zakończ już tę farsę- widać wyraźnie, kto jest zwycięzcą- rozkazała Morifia, lecz nie kryjąc uśmiechu- była zadowolona z poczynań brata- ukartowanych, ale zawsze.
Nagle po sobie zgasły płomienie dwóch z czterech par; jednocześnie obie kobiety i obaj mężczyźni spojrzeli na dymiący knot ze zdezorientowaniem, zmieszanym z gniewem. Odeszli na bok, nie patrząc na siebie, ani na pozostałych przegranych.
Na parkiecie pozostał książę z partnerką oraz przyjaciele królowej, będące małżeństwem. Tańczyli lepiej od swych młodszych przeciwników, aczkolwiek raz wykonali zbyt szybki obrót i tak zniszczyli swoją szansę na zwycięstwo. W tym samym momencie zespół przestał grać, a Scarlett z Dominą zatrzymali się, wbijając wzrok w oczy partnera. Dopiero gdy sala rozbrzmiała oklaskami- mniej lub bardziej entuzjastycznymi- zaczęli się rozglądać po jadalni pojmując, że właśnie zostali pierwszymi zwycięzcami konkursu Świetlistego Tańca. I choć bardzo tego chcieli, patrzyli po zebranych wokoło z niedowierzaniem i zdziwieniem. W końcu rozumiejąc, że dostali to, czego chcieli, skłonili się dumnie, po czym zgasili znajdującą się jeszcze w ich splecionych dłoniach świecę.
-Widzę, iż w młodym księciu tkwi nieznany do tej pory talent- odezwał się donośnym głosem Enaret, występując na środek- Wiem, że wystarczy wam sama satysfakcja z wygranej, lecz chciałbym nagrodzić was, chociażby w skromny sposób- skinął na stojące w rogu dwie służące, które wniosły na parkiet ogromny kosz kwiatów- Przyjmijcie ten prezent- odparł Enaret, zaczynając klaskać; po sekundzie przyłączyła się do niego reszta sali.
Scarlett i Domina spojrzeli na podarunek, jak na kosz pełen jadowitych węży.
-Jest twój- mruknął książę.
Panna Pater niby to prychnęła, niby się uśmiechnęła… zależy co kto chciał zobaczyć.
Na szczęście dla wygranych całe przedstawienie zakończyło się dość szybko. Na nieszczęście Scarletta kolejne miało się dopiero zacząć; idąc w stronę swojego miejsca przy stole zauważył, że ojciec kiwa na niego porozumiewawczo, jednakże minę miał marsową. Scarlett westchnął w duchu zauważywszy to, lecz potulnie poszedł za wychodzącym z sali ojcem. Ten jednak szedł kilka metrów przed synem, jak przed nieznajomym dopóty, dopóki nie doszli na pierwsze piętro do Sali Głównej. Izyros czekał, aż młody książę wejdzie do środka, po czym z trzaskiem zamknął ogromne drzwi. Został sam na sam wraz z synem, który stanął w miejscu i patrzył, jak ojciec powłóczając futrem z gronostajów, które ubrał wychodząc z jadalni, zmierza w kierunku Tronu. Jednak przed samym podestem zatrzymał się i odwrócił do Scarletta. Patrzył na niego przez dłuższą chwilę, aż w końcu poukładał wszystkie myśli w głowie.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz