poniedziałek, 18 stycznia 2016

Tam- czekając na Fortisa, z którym umówił się na pomoc przy Zasadach Ustrojowych- otworzył kopertę ukradzioną królowi. W środku znajdowały się chaotyczne notatki, spisane przez kogoś o brzydkim charakterze pisma. -Co za bazgroły- westchnął Scarlett, próbując odszyfrować jedną ze stron- Co tu pisze? Deficyt?- książę uniósł wysoko brwi, gdy zdał sobie sprawę, czego dotyczą notatki.
,,Aby pozyskać pieniądze na zmniejszenie deficytu budżetowego powinniśmy nie dość, że opodatkować targi, to również aktywa bankowe. Nie znajdziemy innego sposobu na zapchanie dziury budżetowej. Społeczeństwo musi nam pomóc w zmaganiach z tym problemem, który dusi nasze państwo od setek lat. Nie tylko my powinniśmy się poświęcać narodowi- obywatele muszą wesprzeć Millenię w dążeniach do jej renowacji.”
-Piękne słowa, które są w stanie skusić mego ojca- Scarlett rzucił papiery na swe biurko.
Mężczyzna oparł się o krzesło z rezygnacją. Przetarł oczy, czując się o wiele starszym niż w rzeczywistości był.
-,,Ten stary dziad zaczyna tracić zmysły, dając się tym samym wykorzystać- myślał lekceważąco na temat swego ojca- Nie widzi, co jest dobre, a co nie, lecz najpewniej rozpoznanie tego utrudnia mu chęć zysku lub fałszywe dobro. W sumie niewiele mnie interesuje, kto i ile będzie płacił, martwi mnie jedynie, że i ja mogę kiedyś stać się takim głupcem. A jeżeli mam być królem, nie mogę sobie pozwolić na inne manipulacje niż moje- ktoś zapukał do drzwi- No i idzie kolejny idiota”- westchnął, po czym krzyknął- Wejść!
Fortis wszedł pewnym krokiem do komnaty brata. Wniósł ze sobą opary wina i kobiecych perfum.
-Czuję w kościach, iż oderwałeś się od bardzo pasjonującego zajęcia- odparł Scarlett z pewną odrazą w głosie.
Fortis uśmiechnął się szeroko, czego Scarlett nie mógł widzieć, aczkolwiek domyślił się tego.
-Masz rację, bracie i tobie radziłbym spróbować tego, hmmm… zajęcia- ton głosu mężczyzny był z lekka kpiący.
-Żeby się rozpraszać? Nie dziękuję- odrzekł książę, chowając skradzione notatki do koperty, którą następnie wrzucił do szuflady biurka.
-Od czego rozpraszać?- Fortis zaśmiał się lekko, siadając na kanapie- Od przygotowań do roli króla? To raczej nie nadejdzie zbyt szybko.
-Jeszcze się zdziwisz- odparł Scarlett cicho.
-Co?- Fortis odwrócił się w stronę brata.
-Nic- młody mężczyzna podszedł do księcia i rzucił mu na kolana stertę kartek, zapisanych od góry do dołu.
-Co to jest, do diabła?- zapytał Fortis ze złością.
-Pełna lista Zasad Ustrojowych od A do Z- Scarlett usiadł naprzeciw brata- Codziennie będziemy się uczyć po 67.
-Sześćdziesiąt siedem?- Fortis pochylił się do brata- Myślałem, że po najwyżej dwadzieścia pięć.
-Dwieście podzielone przez trzy- czyli dni- to po zaokrągleniu sześćdziesiąt siedem, kolejne trzy dni na powtórzenia, a siódmego dnia…
-…Bóg odpoczywał- przerwał mu brat i zaśmiał się- Tak nas uczyli na humanologii.
Scarlett posłał mu ostre spojrzenie.
-A siódmego dnia- kontynuował- zrobię ci test powtórzeniowy.
-A kiedy ja się przygotuję do części fizycznej i będę odpoczywał?- sprzeciwił się Fortis.
-Całe życie odpoczywasz za pomocą ćwiczeń fizycznych- Scarlett wzruszył ramionami- Takie dwa w jednym.
-Ta…- westchnął starszy książę.
-Uczyłeś się już czegoś?- ton głosu jego brata trochę zelżał.
-Co nieco… ale trudno mi je zapamiętać- Fortis podrapał się po głowie- Miałem nadzieję, że użyjemy jakiegoś podstępu na teście…- spojrzał wyczekująco na brata.
Scarlett siedział przez chwilę, nie odezwawszy się na propozycję Fortisa. Jedynie patrzył na niego wnikliwie. A przynajmniej takie wrażenie odebrał książę. W rzeczywistości Scarlett powolutku mocą uniósł ze swego łóżka jedną z poduszek, aby po chwilę zrzucić ją na głowę swego rozmówcy.
-Ała!- krzyknął mężczyzna, ponieważ uderzenie nie należało do lekkich.
-Chyba zwariowałeś- Scarletta nie interesowały jęki brata.
-No co?- zapytał zdenerwowany Fortis; podniósł poduszkę z podłogi i rzucił nią w brata, lecz ten wykonał zręczny unik- Jeśli tego nie zdam, mogę pożegnać się z kandydaturą do tronu.
Słowa brata zdziwiły Scarletta, jednak ten próbował to skrzętnie ukryć.
-Naprawdę?- zapytał, walcząc z cisnącym się na usta uśmiechem satysfakcji.
-Tak mi powiedział ojciec- wyjaśnił Fortis spokojnie- ,,Jeżeli nie będziesz w stanie zapamiętać najprostszych zasad, to jak ja mógłbym ci powierzyć tak odpowiedzialne stanowisko?”- zacytował króla; westchnął- A ja nie mam głowy do takich rzeczy.
Scarlett mruknął aprobująco, lecz myślami był daleko.
-Czy Enaret również miał taki warunek?- zapytał po chwili ciszy.
-Z tego, co wiem, to nie- wzruszył ramionami Fortis- Więc widzisz, jakie to ważne.
-Ważne?- Scarlett zwrócił teraz sto procent swej uwagi na brata- Chciałbyś być kiedyś królem?- zapytał niby to obojętnie.
-Nie wiem- jeśli nie będę miał innego wyboru- książę nie zwrócił uwagi na zmianę zachowania brata- Szczerze wolałbym żyć tak jak do tej pory. Taki styl bardzo mi odpowiada.
-Zero zmartwień, prawda?- Scarlett uśmiechnął się krzywo- To po co zdajesz ten egzamin? Przecież możesz zrezygnować.
-Ponieważ ojciec uważa, że to pokaże, czy w ogóle jestem godny królewskiej krwi, a co za tym idzie- zaszczytów.
Scarlett skinął głową na znak aprobaty. Ta informacja była dla niego kluczowa. Spowodowała również pojawienie się w głowie młodego Milleńczyka pewnego pomysłu… Książę przypomniał sobie o pozostałej dwójce pretendentów do tronu. Jeżeli zrealizowałby swój plan, rodzeństwo stałoby się tylko pionkami jak na szachownicy.
-Scarlett?
Mężczyzna poczuł się jak wybudzony z głębokiego snu; poprawił się na fotelu i odchrząknął, nim zaczął mówić:
-A zatem bierzemy się do pracy?- spojrzał na kartki, które wręczył bratu- Mamy wiele do zrobienia, a ja muszę przed kolacją załatwić pewną sprawę. Ewentualnie możemy jeszcze popracować po posiłku.
-O nie- Fortis pokręcił głową- Wieczór mam zajęty.
-Twoja strata- Scarlett był wobec tych słów obojętny; jeśli brat się nie nauczy tym lepiej dla niego- Zatem bierz pierwszą z kartek i zaczynamy.
Fortis westchnął i niechętnie posłuchał młodszego brata.


Enaret był tego dnia umówiony ze starą koleżanką, która kandydowała na przewodniczącą Rady Okręgu Exilum. Nazywa się Domina Pater i pochodzi z małej wioski rybackiej, położonej nad Jeziorem Exilum. Jeśli by jej się udało objąć to stanowisko, to byłaby pierwszą młodą osobą i do tego kobietą piastującą ten urząd. Poprosiła swego przyjaciela księcia o pomoc w zjednaniu sobie ludzi i radę urzędniczą.
Enaret obiecał Dominie, że spotkają się nad jeziorem, aby ta nie musiała wydawać pieniędzy na transport. Dziewczyna nie pochodziła z bogatej rodziny, ponieważ takowa nie znajdowała się w wiosce- z rybactwa bardzo trudno wyżyć, zwłaszcza w takim drogim kraju. Książę zdawał sobie z tego sprawę, a że bardzo przejmował się losem swoich przyszłych poddanych, postanowił osobiście zjawić się w Okręgu Exilum (taka nazwa oficjalnie figuruje w obiegu). Poza tym Enaret chciał wyrwać się na chwilę z pałacu i zobaczyć piękne zakątki Millenii.
Czekał na Dominę siedząc na brzegu Jeziora Exilum. Wpatrywał się w jego niczym nie zmąconą, spokojną taflę, idealnie gładką jak szklanka. Chciał kiedyś osiągnąć taki spokój, ponieważ choć książę wydawał się opanowany, często w środku targały nimi skrajne uczucia; zwłaszcza gdy widział biedę i czuł niemoc jej zaradzenia. Sam sobie wydawał się w takich chwilach bezużyteczny, bo jakaż była jego rola na tym świecie, jeśli nie pomoc innym? On miał pławić się w luksusach, a inni nie mieli co zjeść przez nawet kilka dni. Lecz nie tylko to go niepokoiło. Również dopadał go strach przed perspektywą objęcia rządów po ojcu. Czuł, że będzie dobrym królem, ale zarazem wiedział, iż nie jest jeszcze na to gotowy. Choć taki stan rzeczy mogła wywoływać osoba Gianny. Kochał ją i nie wątpił w to. Czuł, iż jest ona miłością jego życia, większą niż miłość do kraju i podwładnych. Mógł dla tej dziewczyny rzucić wszystko, ale jednocześnie czuł, że może być to niemożliwe. Ba!- to jest niemożliwe, ze względu na kilka jakże drobnych szczegółów, na przykład takich, iż Gianna nie przeżyje jakiś siedemset lat, tak jak Enaret oraz nie posiada zdolności chociażby w pewnym stopniu tak rozwiniętych jak jej wybranka. To były dwa główne zmartwienia Enareta, a miał ich jeszcze trochę w zapasie.
Nagle mężczyzna usłyszał czyjeś kroki. Odwrócił się i podniósłszy głowę ujrzał jedną z najpiękniejszych kobiet, jakie dane mu było podziwiać.
Domina przede wszystkim ma piękny, hollywoodzki, pełny uśmiech. Oczy są brązowe, niezbyt duże, ale i nie za małe, które okalają gęste, długie rzęsy. Brwi ma wyraźne, lecz nie krzaczaste na niewysokim czole, a jej włosy są prawdziwym arcydziełem- gęste pukle o wielu odcieniach brązu, od czekoladowego, przez orzechowe, a na końcówkach wpadają nawet w miodowy, który również pojawia się w niektórych pasmach, tworząc w blasku słońca niesamowite refleksy. Teraz jej włosy zaplątane były w długiego warkocza, opadającego luźno na ramię.
Twarz kobiety jest szczupła, ale policzki trochę pyzate, tworzące piękne tło dla uśmiechu. Domina ma piękną figurę z zaokrągleniami w odpowiednich miejscach. Ponadto nie należy do wysokich osób- prawie 160 centymetrów.
Ubrana była w tradycyjny letni stój chłopski- długą, zwiewną, brązową spódnicę oraz czerwoną koszulę bez rękawów, związaną na brzuchu. Wyglądała dość prosto, lecz właśnie w tej prostocie najbardziej onieśmielała swoją naturalnością i wręcz eteryczną urodą.
Z uśmiechem na ustach Domina zbliżała się do Enareta. Ten aby ją ujrzeć musiał przysłonić sobie oczy, ponieważ raziło go słońce, które w swej oprawie dodawało dziewczynie jeszcze większego uroku.
-Witaj, książę- Domina satyry stycznie dygnęła z wielką przesadą.
Enaret zaśmiał się i odpowiedział jej tym samym- oczywiście na tyle, na ile mógł, zważywszy na to, iż siedział w tamtym momencie na trawie.
Domina usiadła ciężko obok kolegi i rzuciła mu na kolana teczkę, którą chłopak dopiero teraz zauważył.
-To są projekty moich plakatów wyborczych, expose oraz obietnice wyborcze- odparła dziewczyna.
 -Nie za wcześnie na expose?- zapytał Enaret unosząc brew.
-Przezorny zawsze ubezpieczony- wzruszyła ramionami młoda kobieta, po czym ponownie się zaśmiała- Idę po zwycięstwo.
-Pewny kandydat, to dobry kandydat, byleby nie był pyszny- powiedział książę, może ze zbyt wielką powagą jak na taką chwilę.
-W takim razie o mnie nie musisz się martwić- jestem pewna, ale pokorna- Domina nie zważała na ton głosu przyjaciela- A teraz mógłbyś to przejrzeć.
-A, tak, oczywiście- Enaret pośpiesznie otworzył teczkę i w spokoju zaczął przeglądać propozycje kandydatki.
Chwilę trwało, nim książę zaznajomił się ze wszystkim, zastanowił się nad tym i wypunktował w swojej głowie rzeczy do poprawy. W tym czasie Domina postanowiła skorzystać ze słońca i trochę się poopalać. Jednakże, aby nie gorszyć jej towarzysza, dziewczyna jedynie rozciągnęła się nad brzegiem jeziora i pozwoliła ogrzewać promieniom słonecznym. Przysłoniła oczy ręką i oddała się marzeniom, które z chwilą stały się sennym wyobrażeniem. Dziewczyna zaczęła odpływać duchem, gdy z tego stanu wyrwał ją głos księcia.
-Mam kilka obiekcji, lecz całość jest zrobiona poprawnie- odparł Enaret, spoglądając na przyjaciółkę, nie zdając sobie sprawy, że prawie zasnęła; dopiero brak odpowiedzi z jej strony dał mężczyźnie do myślenia- Domina?- potrząsnął delikatnie dziewczynę za ramię.
-Co mówiłeś?- młoda kobieta nagle się ocknęła.
-Mówiłem, że mam kilka obiekcji, lecz reszta jest prawidłowa- powtórzył- Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewasz za to, iż nie dałem ci spać- odparł ze skruchą.
-Nie- Domina roześmiała się, przeciągając się jednocześnie- Przecież pofatygowałeś się tu, by mi pomóc, a zamiast tego ja śpię. Bardzo dobrze postąpiłeś.
-W takim razie ulżyło mi- Enaret również się roześmiał, ale krótko- Możemy zatem przejść do istoty naszego spotkania?
-Oczywiście- Domina usiadła po turecku i wyprostowała plecy, by wydawać się bardziej poważną- O jakich obiekcjach zatem mówiłeś?
-Przede wszystkim zacznijmy od tego- Enaret przyjął ton nauczyciela, a nawet można się pokusić o stwierdzenie, że mentora lub mistrza- czy wiesz, dlaczego chcesz objąć to stanowisko.
-No…- dziewczyna wydawał się lekko zaskoczona- Pomyślałam o kandydowaniu, gdy dowiedziałam się o zmniejszeniu dotacji z Mainu na rozwój rybołówstwa. Mam kilka pomysłów na wybrnięcie z tej sytuacji lub chociażby przekonanie Przewodniczącego Pierwszego Parlamentu na zwiększenie dotacji.
-No dobrze- Scarlett zapisał to na kartce, które przyniósł do swoich osobistych notatek- A czy jesteś pewna, że twoje plany są możliwe do zrealizowania?
-Tak, inaczej bym nawet nie próbowała- dziewczyna skinęła głową, czując się jak na rozmowie kwalifikacyjnej.
-Czy wydaje ci się, iż twoja kandydatura zyskuje na popularności?
-Raczej tak; rozmawiając z ludźmi wyraźnie prezentuje im, co tak naprawdę chcę osiągnąć.
-A twój konkurent lub konkurenci?
-Subiektywnie są beznadziejni- kobieta znów się roześmiała, a kolega jej zawtórował- a obiektywnie ich propozycje wydają się interesujące, lecz większość może być trudna lub nawet niemożliwa do zrealizowania- Domina prychnęła i pokręciła głową- Zaczynam mówić jak ty.
-Może ci to pomoże- Enaret odebrał to, jako kolejny żart- Wracając do sedna- musisz dokładnie zaplanować swoją kampanię, lecz z tym widzę, że nie masz problemu. Ktoś ci pomagał?
-No… powiedzmy- dziewczyna zawahała się- Co dalej?
-Dalej… zaplecze finansowe- Enaret odczytywał ze sporządzonych uprzednio notatek- Może masz jakichś fundatorów na tę kampanię?
-Tak, jest to nawet ktoś wzbudzający podziw wśród wyborców.
Książę spojrzał z uznaniem na swoją rozmówczynię.
-No to widzę przed sobą kandydata z najwyższej półki- uśmiechnął się- Będę zawiedziony, jeśli ci się nie powiedzie.
-Celuję w wygraną- oświadczyła pewnie kobieta- Przegrana nie wchodzi w grę.
-Jakbym już gdzieś to słyszał- mruknął Enaret; odchrząknął i kontynuował- Co do taktyki wyborczej nie widzę przeciwwskazań; przemówienie na spotkanie kandydatów jest napisane prostym językiem, który każdy jest w stanie pojąć, plakaty i ulotki przedstawiają inteligentną, godną zaufania młodą osobę, od której nie bije pycha i egoizm, planowana krótka audycja wyborcza w radiu, tekst odpowiedni; terminy spotkań z wyborcami, projekty mów. Tu widzę nawet, iż napisałaś sobie kilka ratunkowych odpowiedzi na debatę…
-…oraz tematy i określenia, których nie mogę pozwolić sobie podjąć lub powiedzieć- dokończyła za niego Domina z uśmiechem.
Enaret skinął głową z uznaniem.
-W takim razie widzę, że właściwie nie jestem ci w niczym potrzebny- oświadczył z dumą, jakby słuchał własnego dziecka- Widzę, że dzieciństwo u mego boku ci służy aż do dziś.
-Na coś się przydało zabieranie mnie przez ojca na nudne, oficjalne spotkanie z biedniejszymi ludami Millenii- zaśmiał się, na co Domina, choć nie chciała tego uczynić, spuściła wzrok zawstydzona; Enaret zauważył to i dopiero wtedy zrozumiał, co tak naprawdę powiedział; zapłonął rumieńcem- Przepraszam, byłem zbyt zuchwały- ścisnął delikatnie dłoń dziewczyny- Nie powinienem, zważywszy na to, iż jestem dobrze wychowanym mężczyzną i w dodatku księciem.
Domina machnęła ręką, jednak wyraźnie zadowolona z kajania się przyszłego władcy.
-To nic- powinnam się była do tego już przyzwyczaić, jednak moja ambicja czasem wyrywa się spod kontroli i każe zachowywać jak ktoś lepiej urodzony- powiedziała, spoglądając pewnie na przyjaciela, czym równocześnie zaprzeczyła swym słowom.
-Ambicja- westchnął Enaret- jest zgubna.
-Zgadzam się- młoda kobieta skinęła głową- Jednak jakże podsyca pragnienia głęboko w nas skrywane- powiedziała poważne, lecz z osobliwym błyskiem w oku.
Tym razem to Enaret spuścił głowę i przez chwilę bawił się delikatnym źdźbłem trawy, jednakże mocno trzymającym się swoimi korzonkami w glebie. W końcu dał roślince spokój i puścił ją, na co ta lekko schyliła się ku ziemi, jakby w podzięce, że wciąż są razem.
Domina przyglądała się księciu w nadziei, iż to nie ona będzie musiała rozpoczynać konwersację, jednakże po coraz dłuższym milczeniu swego towarzysza, kobieta zignorowała jego obecność i ponownie rozłożyła się na trawie, by zażyć jeszcze trochę słońca.
Enaret zrozumiał opacznie zrozumiał zachowanie przyjaciółki, nie był bowiem biegły w kobiecej naturze, mimo długiej zażyłości z Gianną, więc tak jak Domina położył się na dość niewygodnym gruncie. Gdy jednak dziewczyna nawet na niego nie spojrzała, Enaret zrozumiał już, co przez to chciała pokazać- by dał jej oczywiście spokój.
Książę otworzył usta, aby ponownie przeprosić swą towarzyszkę, gdy nagle dostrzegł obok leżącej śliczną niezapominajkę. Wyrwał ją delikatnie, po czym usiadł obok Dominy, wlepiając w nią spojrzenie pieska, który nabroił.
Młoda kobieta usłyszała i wyczuła ruchy, jakie wykonywał jej przyjaciel i domyśliła się, że na nią patrzy. Otworzyła zatem oczy, ale musiała je szybko przysłonić ze względu na to, że słońce znajdowało się już bardziej po zachodniej stronie i ją oślepiało.
-Coś się stało?- zapytała trochę niechętnie, za co mimowolnie skarciła się w duchu; powinna być miła, przynajmniej do czasu.
-Chciałem ci podarować ten skromny kwiat, który jest potwierdzeniem mojej skruchy, a zarazem twojej niezwykłej urody oraz mam nadzieję naszej nieprzemijającej przyjaźni.
Domina przez chwilę wpatrywała się w dar oraz rozmyślała nad słowami księcia. W końcu postanowiła dać za wygraną. Dźwignęła się na łokciach i z uśmiechem przyjęła kwiat.
-Dziękuję ci- założyła roślinkę za ucho i podpięła ją spinką, by nie spadła.
-Wyglądasz pięknie- odparł Enaret, wierząc w to z całego serca, zapominając na chwilę o swej wielkiej miłości.
Młoda kobieta roześmiała się.
-Nie musisz mi tego co chwilę powtarzać- powiedziała, lecz wyraźnie usatysfakcjonowana- Wiesz, co mógłbyś dla mnie zrobić?- zapytała znienacka, nawet dla samej siebie.
-Co tylko sobie życzysz.
-W takim razie czy byłbyś łaskaw spełnić moje marzenie?
-Jeżeli tylko będę w stanie- Enaret nachylił się do kobiety- Co to za życzenie?
-Chciałabym zwiedzić Pałac Regium- odparła dość zuchwale Domina.
Jednakże ton głosu przyjaciółki jedynie wywołał uśmiech na ustach księcia, aniżeli chęć negacji.
-Wszystko da się zrobić. Czy aby na pewno starczy na to dzisiejszego dnia?- zapytał.
-Nawet nie dnia, ponieważ za cztery godziny mam spotkanie z moim sztabem wyborczym- wyjaśniła Domina, wciąż jednak podekscytowana wizją zbliżającej się wycieczki.
-Skoro tak, to niestety będę musiał rozłożyć zwiedzanie na raty.
-A zatem nie stanie się ona moją ostatnią wizytą- stwierdziła Domina pewnie, unosząc brwi.
Enaret nie kontynuował dyskusji, jedynie schylił głowę, by ukryć z lekka kpiący uśmiech.
-Załatwione- odparł, unosząc głowę ku swej rozmówczyni- Zabieram cię do zamku.
CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz