Zaalarmowany przez Scarletta pałac natychmiast popadł w otępienie i
stan zawieszenia między snem a jawą; nie docierała do nich wiadomość o
śmierci króla. Co chwilę ktoś zaglądał do jego komnaty i przypatrywał się
martwemu ciału dopóty, dopóki specjalne służby lekarskie nie zabrały zwłok
do prosektorium w podziemiach pałacu. Rodzina królewska zaszyła się w
swoich komnatach, gdzie każdy oddawał się innym czynnością- królowa leżąc
na łóżku i wylewając rzewne łzy przytulała zdjęcia swego męża; Enaret stał
przy oknie i wpatrywał się w przestrzeń przed sobą czując na barkach
zbliżający się ciężar odpowiedzialności; Morifia z zawziętością uderzała w
worek treningowy, który kazała sobie przynieść; Fortis nie płakał, lecz
załamany siedział na fotelu i próbował zrozumieć sens śmierci ojca, o ile to w
ogóle możliwe; Scarlett również stał przy oknie, ale obserwował kręcących się
wokół pałacu poddanych, którzy przybyli, by oddać hołd swemu władcy.
Młody książę nie czuł nic, nawet satysfakcji z czynu, jakiego się dopuścił.
Wiedział, że jeszcze nie koniec w dążeniu do celu, a jedynie pierwszy,
najprostszy etap. Teraz pozostawało odsunąć rodzeństwo od tronu i wpuścić
Wyklętych do zamku tak, by nie wzbudzić podejrzeń.
Nagle do pokoju księcia wparował bez pukania jego najstarszy brat.
- A może by tak trochę prywatności, co? - Zapytał gburowato.
- Nie mam na to dziś ochoty - Westchnął Enaret, siadając ciężko na kanapie -
Mam do ciebie sprawę, bracie.
- Nie pierwszy raz - Mruknął niezadowolony Scarlett- Co znowu? Nie dasz mi
kontemplować w swej żałości w spokoju? Mój ojciec nie żyje, jeśli nie
zauważyłeś.
- Akurat w tym królestwie jesteś ostatnią żałośnie rozpaczającą osobą -
Warknął Enaret - Dla ciebie śmierć ojca to raczej ulga aniżeli osobista tragedia;
pewnie teraz knujesz intrygę przejęcia tronu, gdy jest on bliżej niż
kiedykolwiek.
- Pewnie o tym chciałeś porozmawiać - Scarlett puścił mimo uszu uwagi brata -
O tronie, do objęcia którego się przygotowujesz. A raczej o twym strachu,
nieprawdaż? - W oczach mężczyzny zatańczył złośliwy ognik - Ty mój mały,
strachliwy orzełku.
- Nie nazywaj mnie tak - Głos Enareta wyostrzył się, lecz bez zbędnej agresji.
- Mów zatem, synu - Mężczyzna przyjął ton i postawę spowiednika - Co trapi
twą zbłąkaną duszę?
- Przede wszystkim Gianna - Książę poddał się atmosferze wywołanej przez
brata i zaczął mówić jak z najlepszym przyjacielem - Kocham ją, ale zdaję
sobie równocześnie sprawę z przeciwności, które oddalają od nas wizję
wspólnej przyszłości - Mężczyzna westchnął - Mogę uciec na Ziemię i
okłamywać Giannę co do mej tożsamości, lecz będę czuł się z tym okropnie -
Zwiesił głowę - Nie wiem, co robić, zwłaszcza że muszę przejąć tron.
- Wiesz, co zrobiłbym na twoim miejscu? - Zapytał spokojnie Scarlett.
Enaret przewrócił oczami.
- Wiem- rzuciłbyś się łapczywie na koronę i nie dałbyś sobie jej odebrać -
Odparł starszy Tom nie kryjąc sarkazmu.
- A zdziwię cię - Jego brat musiał przełknąć dumę, by nie zważać na słowa
mężczyzny; nachylił się i ściszył głos - Szukałbym sposobów, nawet
nadprzyrodzonych, by złączyć się z ukochaną czy tu w Millenii, czy tam - na
Ziemi.
Po tych słowach Enaret zamilkł na dłuższy czas; rozmyślał nad swą
sytuacją oraz sposobem jej rozwiązania tak, by zadowolić i serce, i rozum. W
końcu mężczyzna odezwał się bardzo spokojnym i wyważonym tonem:
- Myślę nad tym, czy ma sens wikłanie się w coś, co po pewnym czasie mogę
stracić, gdy tylko pojawią się pierwsze kryzysy.
- Mówisz o władzy czy o miłości?
- O miłości - Odparł starszy książę pewnie - Mam już kilka związków za sobą,
które jak widzisz rozpadły się, czy to z powodu wad lub konfliktów, a
stanowisko króla będę dzierżył aż do śmierci. Tak jak ojciec.
Usłyszawszy takie zdanie brata Scarlett wyprostował się w fotelu, jego
twarz spochmurniała, a oczy zaczęły miotać złowrogie pociski.
- Czyli zaryzykujesz własne szczęście na rzecz kochanki, która nawet nie
będzie w stanie ogrzać cię własnym ciepłem? - Mówił szybko i zdecydowanie -
Będziesz potem żałować przez lata, że porzuciłeś Giannę, mogącą dać ci siebie,
rodzinę oraz wieczną miłość i radość, której nie zaznasz przy władzy.
- Znajdę sobie królową - Enaret wciąż pozostawał niewzruszony wzrastającą
histerią młodszego brata - Ojciec jak widzisz dobrze sobie poradził łącząc
obowiązki z rodziną.
- Lecz stał się zgryźliwy i samolubny; chyba nie chcesz skończyć jak on? -
,,Otruty przez własnego syna” dodał Scarlett w myślach.
- Ja już podjąłem decyzję, przynajmniej wstępną - Oświadczył Enaret
zdecydowanie, wstając z kanapy - I twoja zazdrość o tron nie jest w stanie jej
zmienić.
- Czyli chodziło tylko o wybadanie gruntu? - Pojął nagle Scarlett, zrywając się
z fotela - Sprawdzenie, jak bardzo zależy mi na tronie?
- Oczywiście, że nie; moje obawy były prawdziwe, a fakt, iż przyszedłem się
nimi podzielić właśnie z tobą powinien cię zapewnić, że nie jesteś przeze mnie
traktowany jako intruz, choć już dawno taka myśl uroiła się w twojej głowie.
- W takim razie wszystko, co powiedziałem, było prawdą - książę zignorował
ostatnią część zdania - Naprawdę wybrałbym na twym miejscu Giannę.
- Ty byś wybrał - Zaznaczył Enaret - Ja postąpię według mego sumienia -
Skierował kroki w stronę drzwi.
- Władza już cię zaślepia - Tom sięgnął po ostatni argument.
Lecz jego brat jedynie prychnął i wyszedł całkiem odmieniony.
Scarlett nie kontaktował się z Dominą od śmierci ojca; wiedział, że
dziewczyna pojawi się na pogrzebie, tak jak wszyscy mieszkańcy Millenii. Nie
pomylił się; godzinę przed rozpoczęciem uroczystości dziewczyna została
wpuszczona do zamku na życzenie najstarszego z rodzeństwa Tomów. Złożyła
mu wylewne kondolencje, wciąż powtarzając, jaka to niewysłowiona strata dla
całego narodu oraz każdego jego mieszkańca z osobna. Pozwoliła sobie na uronienie kilku łez, lecz przez cały monolog dzielnie powstrzymywała rzewny
płacz cisnący jej się do oczu. Enaret ze strapioną miną pocieszył przyjaciółkę i
zagwarantował jej miejsce z samego przodu konduktu żałobnego.
Pogrzeb rozpoczął się równo o czternastej. Trumna z ciałem, a za nią
wszyscy mieszkańcy zamku z rodziną zmarłego na czele, wyruszyli z pałacu do
Świątyni Omni Teos, przechodząc przez Rynek Główny, na którym zebrali się
wszyscy Milleńczycy, a przynajmniej próbowali. Oczywiście do samej
świątyni zostali wpuszczeni jedynie najważniejsi politycy i urzędnicy, rodzina
oraz wybrane osoby, takie jak starzy przyjaciele, którym nie można było
odmówić ostatniej posługi zmarłemu.
Uroczystość była piękna i przebiegła bez zakłóceń. Młode Millenki
sypały czerwone kwiaty pod nogi osób niosących trumnę, chór oraz soliści
śpiewali pięknie i dźwięcznie, wszystko na rzewne, mollowe tonacje, tradycja
nie pozwalała nawet na jedno durowe wtrącenie, przez co melodie były dość
proste, jednak zaśpiewane z prawdziwą emfazą wyzwoliły w zebranych
tłumione dotąd emocje i trudno było znaleźć wśród nich osoby, która nie
pozwoliła sobie na chociażby symboliczną łzę. No może prócz Scarletta - ten
wciąż pozostawał nieugięty i z zacięta miną wpatrywał się w zgromadzonych
w świątyni. Sam wraz z rodzeństwem i matką zajmował miejsca w pierwszym
rzędzie, zwróconym bokiem w stronę ołtarza, jakby zamykając dostęp do niego
przed obcymi.
Najważniejsi kapłani ubrani byli w purpurowe szaty bez ornamentów;
wygłaszali przemowy tonem godnym ich stanowiska, sławiąc jedynie cnoty
władcy, jednak bez spoufalania się, ponieważ żaden z nich nie znał króla bliżej
niż było to konieczne.
Później nadeszła pora na składanie kwiatów do specjalnego kosza, stojącego przed trumną. Milleńczycy podchodzili zgodnie z hierarchią,
wkładając po jednej czarnej róży do kosza. Nie rozpoczęło się to od najbliższej
rodziny króla, czyli dzieci i żony, którzy dopiero na końcu złożyli swoje kwiaty
- białe róże. Symbolizowały one kontrast między zwykłymi Milleńczykami a
rodziną królewską oraz to, jak Tomowie byli niezwykli na tle innych,
unikatowi - białe na tle czarnego.
Obrzędy zakończyły się buchnięciem ognia z wielkich kadzi po obu
stronach ołtarza przy lamencie chóru. Wraz z końcem pieśni płomień raptownie
zgasł, tak jak życie Izyrosa Toma.
Korowód z trumną ruszył ze Świątyni Omni Teos w stronę Rzeki Oneir;
minął Dzielnicę Zakupów, która wymarła jak miasto po katastrofie elektrowni
jądrowej. Co prawda w żadnym stopniu dzielnica nie była zniszczona, lecz
wzmagający się wiatr oraz pochmurne niebo potęgowały atmosferę grozy oraz
wyobcowania. Nagle w oddali zamajaczył pięknie zdobiony potężny Most
Allaga, co zwiastowało koniec podróży króla. Niosło to jednocześnie ulgę dla
zgromadzonych z faktu, iż ta pełna żalu i cierpienia chwila zaraz się skończy, a
zarazem smutek rozstania z ukochanym władcą.
Główny Kapłan Pioni wygłosił pełną rozgoryczenia mowę końcową,
podczas której drugi z wymienionych wyżej aspektów został spotęgowany.
Królowa cała drżała w objęciach najstarszego syna. Ten moment był jedynym
od dwudziestu czterech godzin dla Scarletta, w którym pozwolił sobie na
uzewnętrznienie swych uczuć; podszedł do matki i przytulił ją mocno i
szczerze jak nigdy przedtem. Wtedy właśnie - cóż za przypadek - z nieba
poczęły spadać krople deszczu, które bardzo szybko przeistoczyły się w Nad rodziną królewską natychmiast rozpostarto baldachim, podczas gdy
Milleńczycy musieli albo radzić sobie sami, albo moknąć.
Zwieńczeniem ceremonii było otwarcie trumny, przysypanie ciała
płatkami kwiatów oraz spuszczenie jej na wzburzoną wodę. Mitis przez chwilę
zadrżała o to, czy drewniana konstrukcja się nie przewróci, lecz widząc, jak
trumna łagodnie płynie po tafli wody, jedynie westchnęła głośno próbując
jednocześnie powstrzymać łkanie.
Nagle dało się słyszeć czysty głos solisty, wyśpiewujący dość
nowoczesną, aczkolwiek bardzo klimatyczną pieśń z akompaniamentem
altówki. Traktowała o życiu wartościowej, skromnej osoby, która swymi
działaniami wsławiła się na cały kraj, ratując uciśnionych i stojąc na straży
sprawiedliwości. Postać umarła, lecz nigdy nie została zapomniana, a z
pokolenia na pokolenie wzrastały o niej legendy. Zakończyła swój żywot w
taki sam sposób jak Izyros - płynąc Rzeką Oneir wprost do Wodospadu Awy,
gdzie stykają się dwa ujścia tejże rzeki, płynącej w tym samym kierunku,
łączącej się pod wodospadem i kontynuującej swą wędrówkę dalej, lecz co to
oznacza? Tego nikt nie wie…
Scarlett wszedł cicho do swej komnaty; wokół panował mrok, w który młody
Tom wtapiał się swym czarnym strojem.
Książę zdjął skórzane rękawiczki z dłoni i położył je ostrożnie na
stoliku, po czym podszedł do okna. Pozbywając się zbędnych części swego
ubioru obserwował pilnie, jak strażnicy prowadzą niedawno protestujących z
kolejnego przesłuchania w sprawie ,,rozbojów”, jak to dane było Scarlettowi
posłyszeć w prywatnej rozmowie dwóch gwardzistów. O dziwo Tom czuł, iż
jest to niesprawiedliwe - to znaczy pojmanie Milleńczyków, nie
podsłuchiwanie cudzych rozmów - ponieważ ci ludzie walczyli o
sprawiedliwość, o prawdę, a władza haniebnie ich ucinała jednym słowem,
jednym gestem, nie chcąc nawet wysłuchać postulatów.
- ,,Dziwne” - Westchnął Tom w myślach - ,,Ja tak przejmuję się innymi”.
A może wpływ na takie myślenie miała śmierć ojca? Co prawda
szczerze go nienawidził, lecz łączyło ich kilkaset lat znajomości, no to do
czegoś zobligowało… Chociażby do małych przemyśleń względem życia,
sprawiedliwości, prawdy i tym podobnych dupereli. A może to zwyczajne
poczucie winy z powodu zabicia własnego rodzica. Scarlett wzruszył
ramionami.
- ,,Niczego nie żałuję” - Pomyślał.
Nagle ktoś zastukał do drzwi. Książę poznał, że to służba - delikatne,
nienachlane, rytmiczne uderzenia słyszane od wieków nie mogły zostać
pomylone z niczym innym.
- Proszę wejść - Odparł spokojnie, podchodząc do drzwi, a po drodze
odkładając na oparcie fotela płaszcz, rękawiczki i krótką pelerynę służącą za
nakrycie grubej koszuli.
Służący wszedł do pokoju, wpuszczając światło z korytarza, na co jego
chlebodawca się skrzywił.
- Pan wybaczy - Milleńczyk skłonił się nisko.
Scarlett machnął na niego ręką, byleby ten przeszedł do szczegółów.
- Co cię tu sprowadza o niezbyt odpowiedniej porze? - Zapytał kąśliwie.
- Panna Pater kazała się zapowiedzieć - Odparł sługa znów kłaniając się w
pasie.
- To świetnie, niech wejdzie - Tom ponownie machnął ręką.
Służący w milczeniu skłonił się po raz wtóry i tak zgięty wyszedł z
komnaty. Na korytarzu powrócił do postawy napiętej struny i wskazał
niewidzianej przez księcia osobie pokój swego pana. Po chwili zjawiła się w
nim osobiście Domina Pater w bufiastej, czarnej sukni oraz z woalą na głowie.
- Wyglądasz zjawiskowo - Szczery komplement padł z ust księcia - A co cię
sprowadza? - ,,Mam nadzieję, że nie tylko obowiązki” - Dodał w myślach.
- Nasza sprawa - Odparła kobieta odkładając czarne, futrzane ,,coś”, co
założyła na rękę, a nie wiedzieć ku czemu miało służyć.Scarlett przez ułamek sekundy zwrócił uwagę na tajemniczą dla niego rzecz, jednak to wystarczyło, by Domina zauważyła jego ukradkowe, skonsternowane spojrzenie.
- Nazywane jest mufką, a służy do ocieplania rąk - Wyjaśniła z Mią znawczyni - Tyle lat żyjesz na tym świecie i nie wiedziałeś tego? - Zapytała dość opryskliwie, siadając wygodnie na fotelu.
Scarlett usiadł naprzeciw swego gości spoglądając nań uważnie.
- Czyżby zabójstwo kochanka skłoniło cię do piętnowania jego mordercy? - Zapytał z niemałą satysfakcją, ponieważ nigdy nie przyznał się dziewczynie, iż znał zażyłość relacji łączącą ją z królem.
Domina wyprostowała się na fotelu.
- Skąd wiesz? - Zapytała wystraszona.
Scarlett nie odpowiedział; wstał i podszedł do biurka, z którego wyciągnął małą, niebieską rzecz.
- Zostawiłaś na kanapie w prywatnym pokoju mego ojca - Odparł podając niezapominajkę.
Panna Pater w oszołomieniu wzięła kwiat do ręki i przyjrzała mu się, jak gdyby nigdy go nie widziała.
- I co na to Izyros? - Dziewczyna nie siliła się na skrytość.
- Powiedział, że nie ma to dla niego większego znaczenia - Odpowiedział Scarlett, lecz dość obojętnym tonem; nie chciał mówić z satysfakcją, której nie czuł.
- Ale… - Dominie stanęły łzy w oczach - Zapewniał, że mnie kocha… - Nie mogła złapać tchu - A ja go kochałam…
- Przede mną jakoś tego nie udowodniłaś - Tu Scarlett pozwolił sobie na złośliwość w głosie; właściwie sam nie wiedział, dlaczego każda jego wypowiedź była w tonie niepodobnym do tego, jaki chciał obrać; uczucia brały nad nim górę.
- Ponieważ musiałam cię zmusić do współpracy nie tylko argumentami słownymi - Domina oddychała już spokojniej, lecz podniosła głos i słychać w nim było złość - Po za tym przez cały czas wiedziałeś o moim romansie i mimo to… - Nie potrafiła dokończyć zdania - Jesteś chory - Nareszcie spojrzała na księcia, który przez cały ten czas wpatrywał się w nią ze spokojem.
- Po prostu nie było to dla mnie na tyle istotne - Odparł szeptem - Odniosłem wrażenie, iż ty nie darzysz mego ojca tak silnym uczuciem, o jakim mnie przed chwilą przekonywałaś.
Domina spuściła oczy i zapłonęła rumieńcem; tak naprawdę nigdy nie wiedziała, co czuje do Izyrosa - gdy ten zapewniał ją o swej miłości, kochała go, gdy spotykała się ze Scarlettem - zapominała o władcy.
- Pomówmy o naszej sprawie - Zaproponował Tom, kucając przed fotelem na którym siedziała dziewczyna - Dni Wolnej Polityki dla Młodzieży są w poniedziałek, czyli za dwa dni. Z tego co wiem, jutro są wybory na przywódcę Wyklętych. Tej nocy twoi ludzie mają rozprowadzić ulotki na temat powstania, prawda?
Panna Pater skinęła głową.
- Z tego, co mówiłaś na spotkaniu z twoim dziadkiem Wyklęci są gotowi, aby w każdej chwili chwycić za broń i walczyć. Ja jednak proszę cię, byś po wygraniu wyborów upewniła się, że ta broń jest w pełni sprawna, dobrze? - Książę widział, w jakim stanie jest jego przyjaciółka, dlatego starał się być w stosunku do niej delikatny.
- Dobrze, dopilnuję tego - Domina mówiła cicho.
- Pierwsze zadanie wykonane, ale najgorsze przed nami - punkt kulminacyjny czeka nas w poniedziałek. W trakcie, gdy cały zamek był pogrążony w żałobie - Mężczyzna wstał i ponownie podszedł do biurka, na blacie którego leżał plik kartek - ja rozplanowałem dokładnie posterunki dla grup Wyklętych. Grupy nie mogą być duże, dlatego miejsc tych jest dużo, są w pewnych odległościach od siebie, ale w razie kłopotu na pewno poszczególne grupy będą sobie w stanie pomóc. Chyba że twoi ludzie są tak zawistni lub skłóceni…
- O to się nie martw - Ucięła natychmiast dziewczyna - Ręczę za nich, pamiętasz? Również w przypadku wierności w stosunku do siebie nawzajem.
- W takim razie jestem spokojniejszy - Scarlett uśmiechnął się przelotnie - Wszystko jest zatem dopięte na ostatni guzik.
- Jeżeli mnie wybiorą…
- Jak cię wybiorą - Poprawił ją Tom; nie chciał dopuścić do histerii na najwyższym szczeblu dowództwa powstania.
Przez pewien czas w komnacie panowała cisza, jedynie Domina i Scarlett wpatrywali się w siebie nawzajem.
- Powinnam już iść - Stwierdziła dziewczyna, choć nie ruszyła się z miejsca.
- Faktycznie - Skinął głową książę.
Domina odchrząknęła wstając, zabrała mufkę i z pewnym smutkiem w oczach odeszła w stronę drzwi.
- Naprawdę go kochałaś? - Ta jedna rzecz nie dawała Scarlettowi spokoju; Milleńczyk wstał i ruszył w stronę Dominy, która zatrzymała się w pół kroku.
- Nie wiem - Szepnęła odwracając się w stronę Toma.
Książę podszedł cicho do przyjaciółki, by przytulić ją czule.
- W takim razie już nie musisz o tym myśleć - Wyszeptał - Jutro jest próbna koronacja Enareta, jestem prawie pewien, że poprosi cię o rękę.
- A co z Gianną?
- Wybrał władze; stwierdził, że królową również sobie znajdzie. Obawiam się, że będzie chciał jak najszybciej pozyskać zaufanie ludu, w czym najlepiej pomoże mu ożenek, a jesteś chyba jedyna osobą, którą jest w stanie o to prosić.
- Uważa, że jestem aż tak naiwna?
- Uważa, że jesteś jego bratnią duszą.
- To się na mnie zawiedzie.
- Nie przyjmiesz oświadczyn?
- Jeżeli zaistnieje taka sytuacja, raczej je odrzucę.
- Jaki będziesz miała argument?
- Coś wymyślę - Domina wzruszyła ramionami, wciąż pozostając w objęciach przyjaciela.
- Zatem mam dla ciebie rozwiązanie - Scarlett puścił dziewczynę i po raz trzeci podszedł do biurka, by tym razem z jego szuflady wyciągnąć małe pudełeczko. Książę wrócił panny Pater, której oczy wyglądały jak dwa małe spodki. Tom wręczył w jej dłoń pudełko.
- Powiedz memu bratu, że już komuś złożyłaś obietnicę - Odparł szeptem.
- Komu? Tobie? - Kobieta była w szoku.
- No raczej - Scarlett nie mógł powstrzymać ironii w głosie - Otwórz - Rozkazał.
Domina spełniła nakaz, a jej oczom ukazał się skromny pierścionek z małą perłą.
- Czy ty mi się właśnie oświadczasz? - Zapytała równocześnie ze strachem jak i nadzieją w głosie.
- Właściwie unikam skandalu, związanego z twoją nagłą decyzją zmiany narzeczonego. Inaczej mówiąc - wiem, że nie odmówiłabyś mojemu bratu, a oboje dobrze wiemy, że to ja finalnie zasiądę na tronie i ty również powinnaś - należy ci się to.
- Czyli - Głos Dominy Pater stracił swój entuzjazm - to znów biznes? Albo swego rodzaju wdzięczność?
- Powiedzmy - Odparł Scarlett rumieniąc się trochę - Nie mówmy o uczuciach, chcę ci tylko zaoszczędzić niepotrzebnych sporów ze społeczeństwem, a do tego zyskać własną satysfakcję… Po za tym również potrzebuję kogoś u swego boku na tronie, nieprawdaż?
- To znaczy, że postępujesz w sposób, w jaki postąpiłby Enaret, co sam sugerowałeś? - Dziewczyna nie mogła powstrzymać uśmiechu.
- Ja nie robię tego z desperacji - Książę również się uśmiechnął - To co - przyjmujesz pierścionek? - Zapytał po chwili ciszy.
- Załóż mi go - Wyszeptała Domina z kokieteryjnym uśmiechem.
Tom z powagą wyciągnął pierścionek z pudełka i ostrożnie założył go na delikatny, szczupły palec panny Pater; pasował idealnie.
- Skąd wiesz, jaki noszę rozmiar?- Zdziwiła się kobieta.
- Gdy po nocy spędzonej tutaj po balu byłaś w jadalni, pod pretekstem listów wyszedłem stamtąd, by zrobić odcisk twojego sztucznego pierścionka.
- Już wtedy wiedziałeś… - Domina nie mogła tego pojąć - Nawet nie zaczęliśmy rozmawiać o planie, nic nie wiedzieliśmy na jego temat.
- Cóż… - Scarlett wzruszył ramionami - Wolałem się zabezpieczyć; przezorny zawsze ubezpieczony.
- Ach… - Westchnęła kobieta z tajemniczym uśmiechem; upuściła pudełko, po czym zarzuciła ręce na szyję narzeczonego i zaczęła go całować.
Książę nie protestował, wręcz przeciwnie - z chęcią przyłączył się do działań pięknej kobiety.
Domina bardzo wczesnym rankiem wymknęła się z pałacu. Suknię zostawiła w zamku, ponieważ była ona pożyczona od Morifii. Do Exilum dotarła konno, co skróciło czas drogi o pół godziny, a wygodne ubranie, czyli spodnie i podobna do ziemskiej bluza, pozwoliły jej przeżyć podróż bez zbędnych obtłuczeń. Będąc teraz samą dziewczyna spokojnie przejechała przez miasteczko, by dostać się do domu dziadka.
- Mam nadzieję, że tyle czasu zabrało wam omawianie szczegółów planu - Tymi słowami Nykuru przywitał swoją wnuczkę, gdy ta po uwiązaniu konia weszła do jego chatki.
- A jeśli nie? - Zapytała ostrożnie Domina, cicho zamykając drzwi.
- Nie możesz się z nim zbytnio spoufalać - Stary Milleńczyk wstał z fotela, upuszczając przy tym koc, którym był przykryty - To Tom, a ich mamy wyeliminować.
- Nie Scarletta - Odparła dziewczyna patrząc odważnie w oczy dziadka, lecz ten posłał jej zabójcze spojrzenie, na co Domina spuściła wzrok - Jeszcze nie - Domyślała się, że Nykuru nie pozwoli długo młodemu księciu cieszyć się tronem i po pewnym czasie będzie chciał się go pozbyć.
- Mam nadzieję, że to tylko pomaga nam zdobyć jego zaufanie - Milleńczyk chciał wierzyć w niewinność wnuczki.
- Oczywiście - muszę sprawić, aby jadł mi z ręki - kącik ust Dominy uniósł się w delikatnym uśmiechu.
Nykuru Pater podszedł do wnuczki, pogładził ją po policzku, po czym wrócił na swój fotel. Gdy tylko kobieta zauważyła, że dziadek schyla się po leżący na podłodze wełniany koc, natychmiast znalazła się u boku Milleńczyka.
- Pomogę ci - Odrzekał podnosząc koc i układając go powtórnie na kolanach dziadka.
- Dziękuję ci, kochanie - Nykuru zamknął oczy na minutę; gdy ponownie je otworzył, odezwał się - Dostałem informację od Ogetisa, iż ulotki zostały rozdane. Znam długo tych Milleńczyków i wiem, że to podziała na nich na naszą korzyść; kontr kandydaturą Megala się nie bój, jego propozycje wydają się niepoważne w obliczu dzisiejszych problemów oraz twoich pomysłów. Teraz - Znów ujął twarz wnuczki - idź się wyspać, musisz dobrze wyglądać, by reprezentować nasz ruch.
- Boję się - Wyszeptała Domina.
- Nie masz czego - Nykuru uśmiechnął się do niej.
- Nie boję się wyborów - Sprostowała panna Pater - Ogarnia mnie strach, gdy myślę o konsekwencji naszych czynów; co jeżeli się nie powiedzie? Lub sukces będzie tak ogromny, że zaćmi zmysły Wyklętych i staną się sobie wrodzy?
- Milleńczyk nie jest człowiekiem - Odparł stary poważnie - Jesteśmy wierni naszym ideałom, a zwłaszcza Wyklęci - pamiętają, co spotkało ich przed laty, dlatego gdy teraz pojawia się okazja do odmienienia ich losu, będą walczyć o wolność nogami i rękami; będą w tym zacięci i wytrwali, zobaczysz.
- Nie chcę, by spotkała ich kolejna kara.
- Nie spotka, wręcz przeciwnie - w naszym imieniu zasiądziesz na tronie i będziesz rządzić tak, by żyło nam się dostatnio.
Domina uniosła raptownie głowę na te słowa.
- Ja? - Niedowierzała.
- A któżby inny? - Dla Nykuru wydawało się to zbyt oczywiste.
- To stanie się dla mnie wielkim wyróżnieniem - Kobieta przełknęła ciężko ślinę - Ja myślałam, że po obaleniu króla ty zasiądziesz na tronie, a ja usunę się w cień, jako asystentka lub minister, jeżeli utrzymamy rząd, teraz jednak…
- Nie spodziewałaś się, że odstąpię ci tron? - Nykuru zaśmiał się, trochę z politowaniem.
- Tak, ale… Chyba on przypadnie mi automatycznie - Odparła Domina powoli.
Dziadek spojrzał na dziewczynę ze zdziwieniem, na co ta wyciągnęła w jego stronę drżącą dłoń. Starzec przyjrzał się jej, a jego oblicze stało się pochmurne.
- Kiedy ci to dał? - Zapytał ostro.
- Wczoraj, późnym wieczorem.
- W takim razie nie mam tu nic do powiedzenia - Pater zasępił się.
- Ale pomyśl w ten sposób - Domina nachyliła się w stronę dziadka - To wszystko ułatwi.
- Masz na myśli… - Nykuru zawiesił tajemniczo głos.
Dziewczyna doskonale wiedziała, co uważa jej krewny, dlatego musiała skłamać.
- Tak - ułatwi nam to przejęcie tronu i usunięcie Scarletta w taki sposób, by odsunąć od siebie podejrzenia.
- Nie uważasz, że właśnie na ciebie padną największe podejrzenia?
- W konkurencji mam rebeliantów, mieszkających w pałacu z królem, który nagle umiera, a jeden z dowódców przejmuje tron.
- To faktycznie lepsza wdowa - Westchnął Pater, choć wizja ślubu jego córki z cynicznym księciem nie wydawała mu się wesołą.
Domina wstała z lekkim uśmiechem na ustach.
- Zatem pójdę się przespać, ażeby być w pełni sił na głosowaniu - Odparła, pocałowała dziadka w czoło i wyszła.
Sztukę cichego przemieszczania się, przede wszystkim w środku nocy po własnym domu, dziewczyna miała opanowaną do perfekcji. Dlatego teraz szybkim krokiem przeszła do swojej sypialni, a zobaczywszy miękkie, jak na standardy Exilum, łóżko, natychmiast się na nie rzuciła, ściągnąwszy jedynie buty i bluzę, pod którą miała podkoszulek. Jednak Domina Pater nie mogła zasnąć; wierciła się niespokojnie, nie mogąc zdecydować, w jakiej pozycji będzie jej najwygodniej. Do tego zaczęła ją boleć noga, co już czasem się zdarzało, a teraz musiało zostać wywołane długą jazdą. Gdy kobiecie w końcu udało się zapaść w sen, był on niespokojny, przerywany przez nieprzyjemne wizje przedstawiające upadek Wyklętych, dziwny ślub, zupełnie nie w jej stylu oraz ciężki poród. Ta ostatnia obudziła dziewczynę będącą całą w nerwach. Wydawała jej się taka realistyczna, rzeczywista i niezbyt odległa… Nagle Domina poczuła, że w istocie coś się dzieje. Odsunęła kołdrę i faktycznie krwawiła, a przynajmniej tak to wyglądało.
- Nie teraz - Westchnęła opadając na poduszki, lecz zaraz oprzytomniała, iż w takim razie ostatni z koszmarów oddala się od niej. A przynajmniej na jakiś czas…
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz