poniedziałek, 22 sierpnia 2016

- Plan jest prosty - Mówił Scarlett klęcząc na trawie i wpatrując się w rozłożoną mapę - Wchodzą Bramą Główną, wraz z młodzieżą…
- Nie wydadzą się zbyt starzy? - Zapytał Gatis z lekką kpiną.
- Bramą wejdą młodzi - Westchnął Tom - A resztę wraz z gwardzistami wprowadzę przejściami w murze, wprost do ogrodu; Wyklęci zostaną przegrupowani i tak po kilka sztuk będą podchodzić do Placu Przedpałacowego. Tam zmieszają się z tłumem, a na mój sygnał rozpoczną atak.
- Szturm na pałac? - Syner nie wydawał się być przekonanym takim planem.
- Połowa tak, a druga - na strażników wokół placu.
- Jesteś pewien, że to wypali?
- Bo plan nie jest skomplikowany? - Rozzłościł się Scarlett - Jest bardzo ryzykowny, to fakt, ale jakże skuteczny.
- Tak myślisz?
- Słuchaj, Gatis - Tom nachylił się w stronę wspólnika, mocą wyciągając jego nóż schowany za paskiem i przystawiając go do gardła rozmówcy - Chcesz mnie posadzić na tronie, a własny tyłek na fotelu premiera?
- Oczywiście - Mężczyzna przełknął ciężko ślinę.
- To przestań być sceptycznym i przeanalizuj racjonalnie mój plan, a jeśli masz w zanadrzu jeszcze jakieś złote myśli, to zachowaj je dla siebie - Wycedził książę; oddał ostre narzędzie właścicielowi - A co do premiera, to dlaczego pani Peftis Sydel nie rządzi na bezkrólewiu?
- Ponieważ jest ona premierem i tylko to należy do jej obowiązków; w obecnej sytuacji władcą jest wyznaczony przez zmarłego władcę Tymczasowy Zwierzchnik Króla - Odpowiedział szybko polityk.
- Jak to się stało, że mój ojciec zaszczycił zwykłego posła taką funkcją? - Zapytał książę z kpiną.
- Przysłużyłem mu się nie raz swoimi zdolnościami… kombinowania - Mężczyzna pozwolił sobie na mały uśmiech.
- Rozumiem - Scarlett wrócił do poprzedniej pozycji - Wysłuchasz mnie do końca, bez irytujących pytań? - Zapytał wciąż w gniewie.
- Tak - Odparł pewnie Syner; bał się mocy młodego chłopaka - wiele słyszał o zdolnościach związanych z telekinezą i wolał nie zaczynać z jednostkami posiadającymi je.
- Dobrze - Oblicze Toma złagodniało - Dziś wieczór zjawi się tu panna Pater, posłałem po nią Kommotisa, jest mi oddany od lat.
- Równie wyrachowany jak my? - Polityk zaryzykował takim pytaniem.
- Zgadza się - Scarlett nawet nie spojrzał na rozmówcę - W każdym bądź razie, dziewczyna nie wróci sama - do pojazdu załadujemy tyle broni, ile zdołamy wyprowadzić.
- Wciąż używasz słowa ,,my”, a przynajmniej jego znaczenia - Wtrącił Gatis -Masz zamiar brać we wszystkim udział?
- A co mam innego do roboty? - Odparł szybko Scarlett, lecz gdy uniósł głowę i nieznacznie się uśmiechnął znać było, iż nie mówi na poważnie - Nikomu nie ufam, dlatego muszę mieć wszystko na oku.
- Dziewczynie również nie ufasz, panie?
Tom milczał, nim udzielił odpowiedzi.
- W szczególności; jest z Wyklętych, im się nie ufa - Spojrzał uważnie na wspólnika.
- Ale to oni tworzą twoją armię.
- Bo innej nie mam - Odparł z naciskiem mężczyzna - Mam uformować wojsko podkuchennych, jak wtedy, gdy miałem dwieście dziesięć lat? - Prychnął.
- Czyli jesteś desperatem - Syner nie chciał tego powiedzieć, lecz nim zdążył pomyśleć, zuchwałe słowa już wymykały mu się z ust.
- Owszem, ale takim, który osiągnie sukces - Scarlett zniżył głos, nie spuszczając wzroku z polityka - z takim wsparciem jak twoje - Powiedział to po to, by Gatis nagle się nie wycofał - Mam jeszcze broń w zanadrzu.
Starszy z mężczyzn nie krył zdziwienia.
- Jaką, jeśli mogę wiedzieć? - Zapytał z zainteresowaniem.
- Osobistą - Odparł tajemniczo książę, tym razem uśmiechając się szelmowsko - Moja moc; odbiorę nią miecze gwardzistów, stojących wokół placu, potem wygłoszę krótkie kazanie, po którym mam nadzieję wielu z żołnierzy się do nas przyłączą. W tym samym czasie starsi i bardziej doświadczeni Wyklęci zajmą się strażą w pałacu.
- Oni również mają moc, tak? - Zapytał Gatis, choć nie wydawał się spodziewać odpowiedzi twierdzącej.
- Pospolitą, jeśli już - panują nad elektrycznością, płomykami zapalniczek, powiewem wiatru, lecz to wszystko jest słabo rozwinięte. Jednak zostałem zapewniony o ich zdolnościach batalistycznych, w które muszę wierzyć.
- Masz jakieś zabezpieczenie? Jeśli nie…
- Na tym polu miałbym do ciebie prośbę - Scarlett stał się bardziej przymilny, a polityk jak gdyby zapomniał, iż chłopak już dwa razy groził mu ostrym narzędziem.
- Mam porozmawiać z gwardzistami?
- Nie - oni nie są przekupni, a nawet jeśli, to pod wpływem większości miękną. Chcę, byś zadbał o stosowny stan uzbrojenia.
- Mam im dać stare zbroje?
- Te wadliwe, które są skazane na wysypisko śmieci. Dobrze wiesz, iż żołnierze, zwłaszcza mało doświadczeni, nie są w stanie rozróżnić odpowiedniej od zepsutej zbroi - Tom mówił szybko, coraz bardziej rozemocjonowany - Najlepiej takie, którym brakuje pewnych części.
- To zauważą - Syner starał się nie być sceptyczny.
- To daj im takie zbroje, w których ubytku nie zauważą, potem mnie o tym poinformuj, które to miejsca i tam każę atakować.
- Mówisz za szybko.
- Może ty myślisz za wolno? - Scarlett zaczął się złościć - Skompletuj zbroje z takimi samymi wadami, które skażą wojsko na śmierć.
- A może każę wymienić uchwyty na gorsze? - Zasugerował polityk - Wyklęci uderzą raz, zbroja opadnie, a ci zabiją.
- Czy to jest wykonalne w jedną noc? - Scarlett wydawał się być przekonany do pomysłu - Jeśli tak, będę ci wdzięczny.
- Będziesz miał dług do spłacenia - fotel premiera, pamiętaj.
- A ty mi nie przypominaj.
Książę wyciągnął z kieszeni kilka kartek, na których szybko nabazgrał kilkanaście zdań, potem przepisał treść na pozostałe strony, które podał Gatisowi.
- To nierozważne, ale chyba tobie jednemu mogę ufać - jutrzejszy plan, mam nadzieję, że niczego nie pominąłem.
- Masz rację, to nierozważne - Mężczyzna przyjął świstki kartek - Jednak twój plan wydaje się być na tyle chaotyczny, że powinno się go spisać.
- Nie zgub tego - Syknął Tom - Bo wiesz, co cię czeka… - Mocą wysunął nóż zza paska polityka.
- Wiem, wiem - Syner chwycił narzędzie w porę; westchnął - Moje życie jest dla mnie najcenniejszą rzeczą na świecie. A możliwość urozmaicenia go o prestiżowe stanowisko… to dla mnie gratka - Mężczyzna uśmiechnął się mimowolnie.
- W takim razie czym prędzej idź załatwić sprawę ze zbroją. Mam nadzieję, że ani ty, ani twój plan mnie nie zawiedziecie.
- Ja również sobie tego życzę - Odrzekł polityk służalczo.
- Spotkamy się jeszcze jutro rano, by dopracować szczegóły; jutro pamiętaj jeszcze o teście oraz portalach.
- Dobrze, mój panie - Gatis skłonił się nisko, po czym odszedł.
Scarlett jeszcze przez chwilę wpatrywał się w mapę zamku i zaznaczone na niej punkty. Był zdesperowany, dlatego decydował się na taki ryzykowany plan - banda Wyklętych ma być jego armią? Przecież oni nawet myśleć porządni nie umieją! Lecz mają ducha walki, to im trzeba przyznać. Poza tym lepszej okazji mogło nie być - Dni Wolnej Polityki dla Młodzieży to jedna z niewielu imprez, która pozwala na wpuszczenie obcych do zamku. Oczywiście wpierw zostają sprawdzeni pod kątem niebezpiecznych przedmiotów, lecz plan księcia zakładał, iż broń odebrana przez niego gwardzistom trafi od razu do rąk młodych Wyklętych. Potem Scarlett mocą ma pomóc reszcie w obezwładnieniu straży. Jednak najważniejszą dla niego kwestią pozostaje pozbycie się rodzeństwa; jutro Fortisa czekał test i z pomocą Synera książę pozostawał spokojny o zły wynik brata. Enareta pozostało przekonać do odwiedzenia Ziemi zaraz z rana, a później zamknąć portale…  Co do Morifii Scarlett uknuł piękną intrygę, lecz jej finał zależał jedynie od powodzenia pozostałych aspektów powstania. Mężczyzna potarł skronie; czuł się zmęczony, aczkolwiek gotowy do objęcia zasłużonego mu stanowiska. Gdyby tylko był pewniejszy wygranej… Bał się, ale nikomu nie chciał się do tego przyznać. Nagle przypomniał sobie o królowej - co z nią zrobi? Na pewno jej nie może stać się żadna krzywda, lecz jednocześnie musi pochwalać działania syna; Scarlett znał potęgę matczynej miłości, jednak czy jest ona w stanie objąć sens niesubordynacji, która prowadzi do spełnienia marzeń? Musiał zaryzykować - szczęścia ma swoją cenę, następnego dnia miało okazać się, jak dużą.
Tom z westchnieniem położył się na trawie i począł wpatrywać się w niebo. Przed nim jeszcze rozmowa z Enaretem i Dominą… Domina… Scarlett zamknął oczy, przypominając sobie piękną dziewczynę. Starał się być obojętny wobec serca, które jednak coraz częściej dochodziło do głosu. Nagle mężczyzna poczuł, iż koniecznie jeszcze dziś chce się zobaczyć z dziewczyną - nie po to, by ustalić szczegóły jutrzejszej akcji, lecz dlatego, że tego potrzebuje - zobaczy ją, dotknąć za rękę, porozmawiać… Już jedna miłostka mu się zdarzyła i postanowił nie powielać tego typu błędów, teraz jednak postanowienie straciło na swej ważności. Wtem uprzytomnił sobie, że zostało jeszcze mnóstwo czasu do przyjazdu dziewczyny i w tym czasie książę musi porozmawiać ze swym bratem. Zatem Scarlett ponownie westchnął i wstał z trawy, po czym z rękami włożonymi do kieszeni oraz okularami na nosie udał się wolnym krokiem w stronę zamku, by dostać się do pokoju, z którego wyszedł; musiał się jeszcze przeistoczyć w swą normalną postać. Jednak nie dane mu było tego zrobić.
Scarlett właśnie zbliżał się do ściany budynku, gdy nagle zza węgła wyszedł przyszły król w towarzystwie dwóch dam. Jego brat stanął jak wryty.
- Witaj, Scarlecie - Przywitał się Enaret uprzejmie.
- No… Cześć… - Młody Tom raz po raz spoglądał to na brata, to na jego przyjaciółki; dość osobliwy obrazek.
- Poznaj Gallikę - Złotowłosa dziewczyna ukłoniła się - oraz Skyl - Rudowłosa poszła w jej ślady - Nowe mieszkanki pałacu, córki Polyli, naszej ciotki; będą się tu wychowywać na damy dworu  - Enaret podszedł do brata i szepnął mu na ucho - Tylko nie zaciągaj ich na jakieś prywatne… hmm… pogaduchy.
Scarlett zmierzył brata ostrym wzrokiem.
- Chyba sobie kpisz - Wysyczał.
- Czyli z Dominą już tak na poważnie? - Enaret uśmiechnął się szeroko - całkiem szczerz to wyglądało.
- A ty o Giannie już zapomniałeś, że tak się szlajasz z innymi dziewczynami? - Zripostował książę, uśmiechając się sztucznie do dwóch młodych dam - Ile one mają lat, tak z ciekawości?
- Trochę ponad sto osiemdziesiąt - Enaret również odwrócił się w stronę dam, jednakże on uśmiechnął się szczerze.
- Czyli młode, nieopierzone ptaszki, z którymi chodzisz w ustronne miejsca ogrodu? Nieładnie…
- Nie skłoniłeś się nawet drogim pannom Paremvatiki - Skarcił go straszy brat.
- Wybacz, królu - Scarlett skłonił się specjalnie, po czym podszedł do młodych dam, złożył ukłon, po czym każdą z osobna ujął za dłoń i czule pocałował tak, by poznały jego delikatną stronę - Scarlett Heris Tom - Przedstawił się ujmująco.
- Gallika.
- Skyl.
Dziewczyny zarumieniły się uroczo.
- A co ty masz na sobie? - Dopiero wtedy Enaret zauważył strój brata - Przecież to ubranie Ziemianina.
- Tak, zauważyłem, gdy ubierałem - Mruknął Scarlett - Chyba nawet ubrałem się tak specjalnie, wiesz? To nie może być przypadek.
- Nie wątpię, ponieważ teraz chyłkiem skradasz się do pałacu, to oznacza, że załatwiałeś w nich brudne interesy.
- Brudne co najwyżej mogą być te szaty, ja natomiast uciekam od wszechobecnego zainteresowania rodziną królewską, w tym mną - Mówił Tom, spoglądając ukradkiem na panny Paremvatiki - Teraz jednakże szukałem ciebie, mój drogi bracie, by zamienić z tobą słowo na osobności.
- Rozumiem - Skinął głową następca tronu - Czy byłyby panie takie łaskawe… - Spojrzał na młode damy znacząco.
Te ukłoniły się, po czym szybkim krokiem odeszły w stronę, z której przyszły, popychając się nawzajem i szepcząc do siebie.
- Dobra - Westchnął Enaret - koniec tej szopki; dlaczego my tak się zachowujemy wśród obcych?
- Nie wiem, ale jest to dla mnie nieważną kwestią - Scarlett przybrał tradycyjną, pewną siebie i jednocześnie drwiącą minę - Ważne dla mnie jednak jest to, co przed objęciem tronu powinieneś zrobić, ponieważ ostatnie zamieszanie w pałacu raczej nie pozwoliło ci na to.
- Na co? - Zapytał wolno starszy brat.
- Na zerwanie z Gianną.
To zdanie zaczęło promieniować w uszach Enareta; no tak, zdecydował, iż zerwie z Włoszką, lecz wciąż kochał dziewczynę.
- Nie mogę, to znaczy - Odchrząknął - Wiem, że muszę, lecz jest to tak trudne…
- Domyślam się - Scarlett starał się mówić wyważonym tonem - Lecz po objęciu panowania nie będziesz mógł już tak spokojnie opuścić Millenii, zrozum to.
- Wiem, lecz sam powinieneś wiedzieć, jak trudne są zerwania - Przyszły król zwiesił głowę.
- Moja sytuacja znacznie różniła się od twojej - Książę pokręcił głową - Wracając do tematu; proponuję ci, byś jutro wczesnym rankiem odwiedził Ziemię, tam będzie wówczas wieczór, dobry moment na poufną rozmowę.
- Myślisz? - Zapytał Enaret z powątpieniem.
- Musisz to zakończyć, kiedy znajdziesz na to lepszą okazję? Jutro Fortis mas swój test, ja Dni Wolnej Polityki dla Młodzieży, a ty pojutrze koronację; same okazje i tłumy mieszkańców, którzy będą cię oczekiwać na miejscu.
- Mogę to zrobić jeszcze dziś - Mężczyzna ciężko przełknął ślinę.
- Nie dasz rady - Scarlett westchnął - Potrzebujesz czasu na wymyślenie pięciuset kwestii jakie jej zaserwujesz, choć obaj wiemy, iż finalnie nie będziesz w stanie nic wykrztusić.
- W takim razie mogę iść już teraz - Książę odwrócił się na pięcie.
- Nie jesteś gotowy psychicznie - Brat ścisnął go szybko za ramię - Potrzebujesz co najmniej nocy na oswojenie się z nową, ciężką dla ciebie sytuacją - Mężczyzna mówił cicho i szybko - Znam cię, mały wrażliwcze, mimo wszystko potrzebujesz więcej czasu, którego nie masz… Wykorzystaj noc dla własnych myśli i uczuć, a zaraz z rana idź do Gianny, dobrze ci radzę.
- I radzisz mi to szczerze? - Enaret stał się podejrzliwy, jak każdy na jego miejscu; strząsnął braterską rękę ze swego ramienia.
- Czy radzę ci szczerze, ku twemu szczęściu i spokoju? - Scarlett zmarszczył brwi - Oczywiście, że nie; daję ci taką radę, by dbać o reputację rodziny królewskiej - ktoś musi to robić; król nie może utrzymywać kontaktu z plebsem, którym dla nas są Ziemianie, a już tym bardziej próbować stworzyć z jedną z nich rodzinę.
- Ale nikt o tym nie wie.
- Jeszcze - Zaznaczył młody Tom - Ale Milleńczycy zaczną coś podejrzewać, a gdy dowiedzą się prawdy, przestaniesz być takim idealnym władcą; będziesz zgubiony.
Enaret milczał przez chwilę. Bił się z myślami między rozumem a sercem, choć wydawało mu się, że podjął już decyzję.
- Przemyśl to sobie na spokojnie - Scarlett mówił łagodnie - A rano zakończ to - Odparł kategorycznie.
- Nie zrobię tego dlatego, iż ty mi tak każesz - Odrzekł starszy książę po chwili ciszy, przerywanej jedynie śpiewem ptaków - Zrobię to z rozkazu rozumu, bo serce mówi stanowczo ,,nie”.
- Bylebyś z nią zerwał, powody, które tobą kierują są dla mnie nieistotne - Tom wyprostował się jak struna, zakładając ręce za plecy - Ważne, byś nie zhańbił naszego nazwiska romansem z byle człowiekiem, ty masz pojąć za żonę Millenkę - Scarlett zamilkł na chwilę - Czy myślałeś już o kimś?
- Niby nie, ale… - Enaret zawahał się.
- Ale ktoś ci się spodobał? Mimo Gianny? - Młodszy książę zmarszczył brwi - To normalne, aczkolwiek czy patrząc na nią, przebywając z nią wolałeś, by zastąpiła Włoszkę? A może już to zrobiła?
- Nie - Odparł szybko jego brat - Nie mógłbym czegoś takiego zrobić, lecz… Faktycznie, kilka razy zdarzyło mi się pomyśleć, że wolałbym związać się z nią, nie z Gianną - Spuścił oczy.
- A kim jest ta ,,ona”? - Zapytał Scarlett, choć nie do końca chciał usłyszeć odpowiedź.
- Myślę, iż już dawno się tego domyśliłeś - Domina Pater.
Serce jego brata zaczęło bić mocniej.
- Ale kochasz Giannę?
- Oczywiście, lecz gdy wtedy nad jeziorem ujrzałem Dominę… Taką piękną i naturalną… - Oczy mężczyzny zasłysz mgłą wspomnień - Zapomniałem o wszystkich innych żyjących stworzeniach i zapragnąłem ją pocałować… - Enaret zwiesił głowę.
- Zawsze miałeś coś z romantyka - Scarlett przełknął ciężko ślinę, by zaraz potem wrócić do swej naturalnej postaci - Idź jutro porozmawiać z Człowiekiem - to najlepsze, co możesz zrobić - Rozkazał, po czym odszedł w stronę zamku.
- ,,Kolejny punkt za mną, została jeszcze Domina” - Pomyślał Scarlett udając się do drzwi zamkowej kuchni; miał nadzieję przedrzeć się przez kucharzy, byleby nie musieć iść przez wejście główne.
Pracownicy co prawda zdziwili się na widok księcia, gdy ten jak gdyby nigdy nic wszedł do kuchni od tyłu, ale jego ignorancja w stosunku do nich nakazała im również się nim nie przejmować. Mężczyzna bezpiecznie wrócił do swej komnaty tajemnym przejściem. Tam przebrał się w odpowiedni strój i począł czekać na pannę Pater. Po dwóch godzinach ktoś zapukał do drzwi sypialni.
- Wejść - Rozkazał Scarlett siedząc tyłem do drzwi i nie wiedząc, kto wchodzi.
- Panie, panna Domina Pater do pana - Odezwał się ktoś służalczym tonem.
- Wprowadź ją.
Po chwili w komnacie rozległy się delikatne kroki.
- Witaj, książę - Odezwała się dziewczyna; po szeleście jej sukni Scarlett zorientował się, iż dygnęła.
Dopiero gdy drzwi zamknęły się z trzaskiem Tom odwrócił się w stronę gościa.
- Ładnie wyglądasz - Powiedział miło.
Domina miała na sobie sukienkę, w której była na głosowaniu.
- Gratuluję  - Odparł Scarlett podchodząc do kobiety.
- To nasz wspólny sukces - Powiedziała Domina miękko, po czym westchnęła, ponieważ książę chwycił ją w pół i pocałował namiętnie - Wygrana ci służy - Rzekła, oderwawszy się od mężczyzny, lecz wciąż pozostając w jego uścisku.
- Zapewne; plus widok, jaki mi serwujesz pojawiając się tu - Dodał Tom z uśmiechem, po raz kolejny nachylając się nad dziewczyną i całując ją.
- Chciałeś ze mną porozmawiać - Przypomniała Domina, gdy usta księcia zaczęły schodzić do szyi.
- Owszem - Powiedział Scarlett; jego oddech znacznie przyspieszył - Za chwilę - Wyjaśnił ściągając swą marynarkę i rzucając ją w kąt.
Domina nie protestowała.


- Gatis ma rację - Skinęła głową dziewczyna - Podejmujemy ogromne ryzyko.
- Kto nie ryzykuje nie pije szampana - Wzruszył ramionami Scarlett, wychylając lampkę tegoż trunku.
Para siedziała na kanapie w komnacie książęcej; Tom miał na sobie jedynie szare, bawełniane spodnie od piżamy, a Domina ubrana była w jedwabny szlafrok księcia. Oboje trzymali w ręku lampki z szampanem.
- Wszystko wydaje się być dopięte na ostatni guzik - Powiedziała panna Pater jakby do siebie; spojrzała na swoją dłoń, na palcu której znajdował się pierścionek - Wiesz, że mój dziadek chciał obsadzić mnie na tronie? - Powiedziała nagle - Gdy przyznałam mu się do oświadczyn nawet się nie zdenerwował.
- Jak zamierzał obsadzić cię na tronie? - Scarlett zmarszczył brwi.
Domina spojrzała na księcia szeroko otwartymi oczami; te słowa były błędem, z którego musiała teraz wybrnąć.
- Chciał podburzyć ludność przeciwko tobie i wygnać cię z kraju… Ale ja bym nigdy na to nie pozwoliła - Kobieta przytuliła się do nagiej piersi księcia.
- Mam tego trochę dość; polityka nigdy mnie nie nudziła, ale ten pucz zaczyna mnie męczyć - Tom westchnął zamykając oczy.
- W takim razie nie myśl o tym - Domina podniosła się, by pocałować ukochanego.
Zmęczony książę oddał się zabiegom kobiety, by jeszcze bardziej jej zaufał. Delektował się tym, iż ma ją tylko dla siebie, zwłaszcza po popołudniowej rozmowie z bratem i jego wyznaniu. Nie podejrzewał, że może być w niebezpieczeństwie.
- Powinnam już iść - Wyszeptała Domina, odrywając się od ust Scarletta i wstając z kanapy.
- Racja - nie powinnaś tu tak długo przebywać - Odparł Tom, aczkolwiek niezbyt się z tym zgadzając.
Kobieta w milczeniu ubrała się i doprowadziła fryzurę do ładu, po czym spojrzała smutno na Scarletta, lecz nic nie powiedziawszy odeszła w stronę drzwi. Mężczyzna nie mógł wytrzymać tej powagi.
- Czekaj - Odezwał się, doganiając Dominę.
Dziewczyna odwróciła się, wpadając wprost w ramiona kochanka i zostając obsypana przez niego pocałunkami.
- Teraz możesz iść - Odrzekł Tom ochrypłym głosem, wypuszczając ukochaną z komnaty.
Po zamknięciu drzwi mężczyzna stał jeszcze przez chwilę i rozmyślał nad swoją naturą, której do tej pory nie znał; nad czułością, która zaczęła się dzięki Dominie Pater uwydatniać… Lecz bynajmniej mu się to nie podobało. Mimo wszystko rano Scarlett w wesołym humorze zszedł do małej jadalni. Po drodze wszystkie służące oglądały się za nim z zachwytem, ponieważ miał na sobie jedynie długie, bawełniane spodnie od piżamy, a mimo iż nie wyglądał tak jak Fortis, jego muskulatura była wystarczająco rozwinięta, by zwrócić na nią uwagę damskich oczu. W jadalni mężczyzna zdążył sobie nalał sobie kawy, gdy do pokoju weszła Mitis.
- Witaj, matko - Powiedział grzecznie, kłaniając się lekko.
- Witaj, synu… - Królowa przyjrzała się potomkowi z uwagą - Aż tak ci ciepło? - Zapytała unosząc brwi; nie umiała unieść tylko jednej.
- Trochę - Scarlett uśmiechnął się, po czym zrobił łyk kawy - Przeszkadza ci to?
- Przeszkadza, że przez to służki są wytrącone z równowagi - Odrzekła Mitis karcącym tonem - Nigdy nie schodziłeś na śniadanie w takim stroju.
- Właściwie prawie bez stroju - Sprostował książę - al. Jestem u siebie i mam do tego pełne prawo; to że dziewczyny odwracają głowy za mną to ich problem.
- Którego ty jesteś sprawcą - Królowa nie wydawała się zadowolona; usiadła przy stole naprzeciw stojącego przy blacie syna - A może nie ty…
- Któż zatem? - Scarlett nie wydawał się być przejęty chmurną miną matki.
- Ta dziewczyna; za często tu przebywa.
- Wiedziałem, ze jej nie lubisz - Odparł książę z małą złością.
- Nie podoba mi się, iż tak często tu przychodzi… I na tak długo - Spojrzała znacząco na syna - Ściany mają uszy, albo ją za cienkie.
- Przeszkadza ci to, że jestem dorosły? - Scarlett spojrzał gniewnie na matkę.
- Zamek to nie burdel! - Krzyknęła Mitis.
- Matko!
- Przychodzi tu coraz częściej - Kobieta mówiła głośno - I zostaje coraz dłużej.
- Naprawdę chcesz teraz rozmawiać o mojej moralności? - Zapytał książę z przekąsem.
- Miałam nadzieję, że chociaż ty jeden na tym polu okażesz właśnie tę moralność; Fortis to wieczny babiarz, Morifia odrzuciła króla Fotię i woli zadawać się z tym Dudem, Enaret spotyka się z Ziemianką…
- Ojciec ci powiedział? - Zdziwił się Scarlett.
- Tak, przed feralną kolacją - Królowa mówiła już ciszej, lecz równie ostro - A ty sypiasz z biedotą.
- Nie mów tak o niej - Syknął Tom.
Mitis spojrzała na swe dziecko zszokowana.
- Ty ją kochasz - Odparła cicho, a gdy Scarlett otworzył usta, by zaprzeczyć, zaoponowała - Nie kłam, nawet jeśli nie jesteś tego świadom.
W jadalni zapanowała głucha cisza; Scarlett i Mitis wpatrywali się w siebie z uporem, w końcu ten pierwszy odłożył kubek z kawą i udał się w stronę drzwi.
- Miłego dnia - Odrzekł na odchodne nie patrząc na matkę.


W tym samym czasie Enaret cały roztrzęsiony spacerował po ogrodach pałacowych; nad ranem udał się na Ziemię, by spotkać się z Gianną, lecz nim to zrobił na jednym z korytarzy spotkał Dominę. Domyślił się, że ten czas spędziła z jego bratem, co go rozzłościło - uważał, iż Scarlett tylko ją wykorzystuje, a przecież to taka wyjątkowa dziewczyna… Panna Pater speszyła się na widok księcia; poczęła rozglądać się na wszystkie strony, byleby nie patrzeć w oczy mężczyźnie.
- Nie chcesz zostać do rana? - Mężczyzna usłyszał zadawane przez siebie pytanie.
- Nie mogę - Odpowiedziała pewnie Domina mimo zawstydzenia.
- Ale równocześnie nie powinnaś o takiej porze wracać do domu… Nie jest bezpiecznie - Enaret zbliżył się do dziewczyny.
- Mam powóz, dość szybki - za dwie godziny będę w domu - Kobieta uniosła wysoko głowę, by spojrzeć na rozmówcę, aczkolwiek ten ruch nadał jej jeszcze więcej dumy i pewności siebie.
- Nie wątpię, że sobie poradzisz - Książę westchnął - Od kiedy po tylu latach spotkaliśmy się nad jeziorem cały czas mam wrażenie, iż jesteś jedną z najdzielniejszych osób, jakie znam. Dlatego nie rozumiem, czemu dajesz się bałamucić Scarlettowi.
- Ja? - Panna Pater była wyraźnie zdziwiona - Nie wydaje mi się, by tak w istocie było; raczej skusiłabym się na stwierdzenie, iż to ja manipuluje twoim bratem.
- Mam nadzieję, to znaczy… - Enaret chciał szybko poprawić się z tego, co wyszło niezręcznie w jego ustach, lecz nie wiedział, co powiedzieć, tak że w korytarzu zaległa cisza; podrapał się w tył głowy - Po prostu nie chcę, by spotkała cię krzywda, zwłaszcza z jego strony.
- Nigdy nie daję się skrzywdzić - Domina zmarszczyła brwi - Tak zostałam wychowana, w takich warunkach - Wydawała się być coraz bardziej zdenerwowana.
- Wiem, nie to miałem na myśli - Książę wbił wzrok podłogę - ,,Głupiec, głupiec” - Pomyślał - Zależy mi na tobie - Odezwał się niespodziewanie.
- Lecz co z Włoszką? - Zapytała panna Pater powoli.
- Z Gianną to już koniec, choć kocham ją bardzo mocno, jest dla mnie najważniejsza… Ale ty od naszego powtórnego spotkania zauroczyłaś mnie - Spojrzał poważnie na przyjaciółkę - Starałem się tego nie okazywać, ponieważ to byłoby nie w porządku wobec Gianny… Lecz nie umiem o tobie nie myśleć.
Enaret podszedł do dziewczyny tak blisko, że ta opuściwszy głowę prawie stykała się nosem z jego klatką piersiową. Mężczyzna miał w tym swój cel; ujął brodę dziewczyny i uniósł do góry, by Domina powtórnie na niego spojrzała. Poczuł pierwsze efekty eksperymentu - oddech kobiety przyśpieszył, a oczy pociemniały. Sprawdzał, czy ta go pocałuje, ale tego nie zrobiła. Enaret więc nachylił się nad nią, lecz wyminął usta i złożył pocałunek na policzku dziewczyny.
- ,,Zamiennie” - Pomyślał, lecz w tym momencie rozzłościł się na siebie.
Książę odsunął twarz od twarzy przyjaciółki, by znów ją zbliżyć, lecz tym razem do ust dziewczyny. Domina była w lekkim szoku, lecz nie opierała się mężczyźnie, mimo iż oboje byli w związkach. Wiedzieli, iż postępują źle, ale dla obojga była to egoistyczna, fizyczna potrzeba. Jednak kiedyś ta chwila musiała się skończyć; Enaret szybko odsunął swe wargi od ust panny Pater, lecz potem nachylił się po raz ostatni, aby pocałować kobietę w policzek.
- Myślałam, że całowanie w policzek jest nieodpowiednie dla przyjaciół, ponieważ z tego zawsze wynika coś więcej… Miałam rację - Odparła Domina oddychając płytko i nie patrząc na mężczyznę.
- Ja chciałem to zrobić, by nie całować cię w usta… Nie udało się - Książę odstąpił kilka kroków od przyjaciółki - Przepraszam, jeżeli moje zachowanie sprawiło ci jakąś ujmę,
- Ujmę? Nie… - Dziewczyna natychmiast gorąco zaprzeczyła - Jedynie… Satysfakcję…
- U mnie również - Enaret uśmiechnął się półgębkiem - Nie żałuję, nawet gdybym nie zamierzał zrywać z Gianną.
- No właśnie - Domina odchrząknęła znów uciekając wzrokiem - Idź do niej, ja również powinnam już wracać do domu… Powodzenia - Wyminęła przyjaciela, nie zaszczycając go spojrzeniem, za co szybko zganiła siebie w duchu i wróciła, by przytulić Enareta - Miłego dnia - Powiedziała trochę przekornie, po czym szybko udała się do wyjścia.
Następnie Enaret zszedł na Ziemie, by tam z ciężkim sercem rozstać się z Gianną - wybranką jego serca, aczkolwiek mniej urodziwą niż jego nowe zauroczenie; bardziej konfliktową i z niską samooceną, ale cały czas mężczyzna musiał zapewniać ją, iż te cechy nie są powodem ich rozstania. Gianna zniosła to dzielnie, lecz nie chciała kontynuować jakichkolwiek stosunków z byłym chłopakiem; podziękowała za wszystkie miłe chwile, a na odchodne uderzyła go w policzek.
Teraz Enaret spacerował po ogrodach podzielony na pół - z żalem rozstania i satysfakcją pocałunku przyjaciółki… Czy dalej będzie jego przyjaciółką? Co prawda stała się nią bardzo szybko, lecz uważał ją za jedną z najważniejszych dla niego osób, a teraz, gdy Gianny już nie ma, mogła ją z powodzeniem zastąpić - robiła to, gdy nie mógł być z Gianną, teraz może zająć jej miejsce.
Książę westchnął po raz ostatni, po czym udał się w stronę zamku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz