Żołnierze, którzy dobrowolnie się poddali klęczeli przed Scarlettem ze zwieszonymi głowami.
- Zapewne jeszcze kilkanaście minut temu nie spodziewaliście się, że znajdziecie się w takim położeniu - Zaczął Tom dumnie - Jednak jak widzicie moja armia łatwo was pokonała, a zatem nierozważnym jest buntować się przeciwko nam. W takim razie proponuję, byście przyłączyli się do mnie oraz Wyklętych - z nami przywrócicie dawną świetność Millenii - Rozejrzał się po gwardzistach; ci, którzy pierwsi by mu się sprzeciwili zostali zabici - Już wcześniej powiedziałem o niesprawiedliwości oraz fałszu panującym w naszym kraju. Zdecydujcie, po której stronie Millenii chcecie stanąć. Gdy wasza decyzja zostanie podjęta pokłońcie się, jeżeli przystajecie do nas, jeśli nie - zrzućcie naramienniki. Jednak nie poinformuję was teraz, jaka kara za to czeka.
Klęczący mężczyźni spojrzeli po sobie, niektórzy z nich skinęli głowami i pokłonili się. Za ich przykładem poszła większość, aczkolwiek kilkoro z nich wyrwało naramienniki i rzuciło je z marsową miną przed siebie.
- A więc kara - Książę wzruszył ramionami spokojnie, po czym ruszył kilkoma mieczami, które wciąż miał w swojej mocy i wbił je powoli w głowy jego przeciwników; plac wypełniły krzyki nieopisanego bólu - Jeżeli nie ma więcej sprzeciwów - Kontynuował Scarlett, gdy gwardziści zostali zabici, a krew strumieniem polała się z ich głów - To zapraszam do mojej armii, na pewien czas będąc pod nadzorem Wyklętych. Wy, droga młodzieży, rozejdźcie się do swych domów i oznajmicie wszystkim, iż macie nowego, lepszego władcę - Wokół pałacu rozległy się entuzjastyczne wiwaty - A teraz wybaczcie - pójdę po moje rodzeństwo - Skłonił się lekko idąc tyłem, po czym obróciwszy się skinął palcem na Exegersa oraz Kommotisa, którego uczynił swym przybocznym - Chodźcie po Fortisa.
Za tą trójką pobiegł Gatis Syner.
- Zamknąłem jego komnatę - Oznajmił, ledwo doganiając księcia oraz jego świtę.
- Bardzo dobrze, teraz idź do Peftis Sydel i aresztuj ją - Rozkazał Scarlett nie rzuciwszy okiem na współpracownika.
Tom nic sobie nie robił z zamkniętych drzwi; lekkim ruchem ręki wyważył je, a następnie kierując otwartą dłoń na stojącego przy oknie Fortisa, przerzucił brata przez całą komnatę; wojownik uderzył mocno głową w podłogę i zemdlał.
- Ogetis, zwiąż go i zabierz do hallu - Ponownie wydał rozkaz tym samym aroganckim tonem i wyszedł z Kommotisem.
Obaj zeszli do podziemi.
- Wiem, gdzie będą - przy tych durnych światełkach mojej matki - Oznajmił pewnie.
W istocie, gdy po marszu w ciemnościach Scarlett zauważył słabe światło, usłyszał równocześnie słaby szelest sukni. Zdawał sobie sprawę z tego, iż wraz z przybocznym są słyszalni. Położył więc rękę na klatce piersiowej mężczyzny, co miało oznaczać, by został.
Książę powoli zbliżał się do coraz mocniejszego światła. Wiedział, że Archigos czuwał, zatem musiał być szybszy. Jednakże w tych ciemnościach musiał rozpoznać sylwetkę gwardzisty, by nie zranić rodziny przy ataku. W końcu zauważył szybki ruch potężnej sylwetki, ale jego ręka była szybsza; objął mocą postać i począł z całej siły uderzać nią o ścianę, na co z głębi dało się słyszeć zatrwożone damskie westchnienia. Gdy poczuł, że przeciwnik słabnie, wypuścił go.
- Jeżeli zachowacie spokój nie zabiję go do końca - Oświadczył, podchodząc z podniesionymi rękami.
Nagle pojawiła się przed nim siostra, trzymająca w ręce miecz gwardzisty i celująca nim w gardło brata.
- Ani kroku dalej, śmieciu - Wycedziła.
- Po co te nerwy, siostro - Scarlett był niezwykle spokojny - Rozwiążmy ten konflikt pokojowo.
- Sam pomogłeś mi zdobyć podpis ojca, a teraz zwalasz całą winę na mnie i nazywasz mnie zdrajczynią.
- Bo nią jesteś.
Morifia zbliżyła się do brata, dotykając szpicem miecza gardła mężczyzny.
- Kochanie, błagam, nie rób mu krzywdy - Odezwała się z Mitis, równocześnie wyłaniając się z ciemności.
- Stajesz po jego stronie, mamo?! - Oburzył się Morifia, szybko spoglądając przez ramię.
- Nie jestem po niczyjej stronie, jedynie nie chcę, by któremuś z moich dzieci stała się krzywda - Królowa starała się uspokoić drżenie głosu, jednak nie wychodziło jej to zbyt dobrze - Proszę, przez wzgląd na mnie, nie krzywdźcie się.
- Ciekawe, które pierwsze nie posłucha - Powiedział Scarlett, a przez jego twarz przemknął cień uśmiechu.
Na te słowa Morifia wściekła się i przymierzyła się do zamachu. Jednak nie odcięła głowy bratu, gdyż korytarz wypełnił huk wystrzału oraz dźwięk rozbijanej lampki, na co wszyscy nerwowo drgnęli.
- Odłóż miecz, dziecko - Odezwał się Kommotis głębokim głosem chowając pistolet za pas.
Dziewczyna była tak wstrząśnięta, że posłuchała.
- A teraz chodź ze mną, dziecko - Kontynuował mężczyzna.
- Niby gdzie? Na obrzeża? Na wygnanie? - Każde pytanie było wypowiedziane z coraz większym naciskiem.
- Tak, czyli tam, gdzie twoje miejsce - Wtrącił Scarlett kąśliwie.
Riposta pchała się na usta księżniczki, lecz dziewczyna przełknęła ciężko ślinę, opanowała emocje i miast tego zapytała:
- Gdzie twoim zdaniem ma znajdować się moje nowe miejsce zamieszkania?
- Na granicy mieleńsko - invidijskiej.
- Gdzie trwają zamieszki? - Morifia uniosła wysoko brwi, lecz nie wydawała się być zdziwiona odpowiedzią - Czyli i tak chcesz mnie zabić, bracie.
- Ty to powiedziałaś.
Młoda kobieta prychnęła.
- W takim razie prowadź! - Wykrzyknęła, wyciągając ręce jak do skucia.
Kommotis jednak nie miał przy sobie kajdanek, więc chwycił dziewczynę za nadgarstki i zaprowadził do wyjścia, a Scarlett jedynie odprowadził siostrę wzrokiem.
- A co ze mną? - Zapytała Mitis cicho, aczkolwiek z naciskiem.
Książę odwrócił się do matki i spojrzał na nią, lecz jego oczy wyrażały głęboką tkliwość.
- Ty, matko, zostaniesz w pałacu, u mego boku będziemy rządzić - Powiedział spokojnie.
Królowa wpatrywała się w syna z naciskiem, jednak matczyne uczucia zwyciężyły gniew.
- Z chęcią zostanę - Odpowiedziała, podchodząc do Scarletta - i pomogę ci, jeżeli tylko mi pozwolisz - Ujęła twarz syna - Chcę być przy tobie, ale przy tobie prawdziwym…
- Co masz na myśli? - Zapytał mężczyzna z gniewem, robiąc krok w tył.
- Ostatnio zauważyłam, a teraz się w tym upewniłam, że próbujesz grać kogoś twardego, stanowczego i jednocześnie cwaniackiego, ty choć zawsze pewny siebie, byłeś spokojniejszy i bardziej wyważony w zachowaniu, teraz wydajesz się być zagubionym.
- Po prostu zacząłem dostrzegać swoją prawdziwą naturę; kiedyś trzeba stanąć na środku, a nie wiecznie przypatrywać się z boku - Odpowiedział Scarlett z taką stanowczością, że Mitis już nic nie powiedziała; oblicze mężczyzny po chwili złagodniało - Chodź - Wziął matkę pod rękę - Zaprowadzę cię do swojej komnaty, tam wypoczniesz.
Kobieta szła potulnie, lecz jej myśli pozostawały niespokojnie; biegły od Enareta do Fortisa, od Fortisa do Morifii i tak w kółko - nie mogła uwierzyć w dezercję najstarszego syna, współczuła drugiemu, a do córki miała mieszane uczucia. Mori zapewniała, że to kłamstwa, a przynajmniej ta część dotycząca fałszerstwa, wytłumaczyła rolę młodszego brata, ale kobieta zaślepiona matczyną miłością do Scarletta nie potrafiła uwierzyć w jego winę.
- A może ty zawsze taki byłeś? - Odezwała się nagle kobieta przerywając ciszę - Wspominając choćby powstanie kucharek…
- Znów do tego wracamy? - Westchnął mężczyzna.
- Jestem skłonna stwierdzić, iż twe zachowanie było ciszą przed burzą i w istocie taka jest twoja prawdziwa natura.
Scarlett milczał, aż do momentu, gdy znaleźli się przed komnatą królowej.
- Być może faktycznie próbuję grać… ale muszę - Spojrzał poważnie na matkę - Jeżeli mam władać tym krajem.
- Zobaczymy, czy w ogóle będziesz rządzić - Odparła Mitis z wyraźnym gniewem, naciskając mocno klamkę i zatrzaskując za sobą drzwi.
Przez chwilę książę poczuł ukłucie żalu, ale wnet opanował się i zszedł do hallu, gdzie znajdowało się jego rodzeństwo.
- Morifia na granicę z Invidią, Fortis - do fabryk.
- Ty gnido - Wypluł z siebie jego brat, z czerwoną twarzą wykrzywioną ze złości.
- Nie mam zamiaru trzymać w pałacu zdrajców - Tu spojrzał na siostrę - oraz rozpustników - Zwrócił wzrok w stronę Fortisa.
- Odezwał się święty - Zripostował jego brat.
- Zabierzcie ich stąd - Scarlett zwrócił się do gwardzistów - A ty - Spojrzał na Kommotisa - Idź z Gatisem porozmawiać z najwyższym kapłanem, by jeszcze dziś mnie koronował i udzielił mi ślubu - Spojrzał na plac przedpałacowy - Ja muszę zająć się pewną sprawą.
Zgromadzenie w hallu rozeszło się; przyszły król wyszedł na zewnątrz, gdzie wcześniej zauważył Dominę. Teraz dziewczyna klęczała przy jednym z zabitych i cicho łkała.
- Cicho… - Przykucnął przy partnerce i objął ją.
- Co on tu robił? Zabroniłam mu wychodzić - Mówiła Domina przez łzy.
- Nykuru był dumny, od początku dawał temu wyraz, więc oczywistym było, iż cię nie posłucha.
- Ale obiecał… - Głos się jej załamał.
- W takim razie cię okłamał.
Na to Domina już nic nie odpowiedziała, tylko zalała się łzami i przytuliła do Scarletta.
- Zaprowadzę cię do komnaty, dobrze? - Mężczyzna starał się być miły - Odpoczniesz, a ja spróbuję ogarnąć ten bałagan. Na wieczór jednak proszę, byś ubrała się stosownie, ponieważ jeszcze dziś odbędzie się koronacja i nasz ślub.
- Jeszcze dziś? Jesteś pewny, że tak można? - Zapytała, lecz nie czekała na odpowiedź - No dobrze - Podniosła się z pomocą księcia - Masz rację, pójdę odpocząć. Ale jak ja zasnę? - Zlękła się nagle.
- Pomyśl, którą sukienkę włożysz na wieczór; możesz wybrać każdą, która znajduje się w pałacu - Scarlett przytulił dziewczynę, a ta odwzajemniła uścisk.
Po odprowadzeniu narzeczonej, Scarlett odszukał Gatisa.
- Muszę mieć pewność, iż mieszkańcy wiedzą o zmianach - Zaczął, gdy tylko ujrzał mężczyznę.
- Wysłałem kilku Wyklętych do odległych wiosek oraz do centrum, by zorientowali się w sytuacji, lecz widząc reakcję młodych Milleńczyków jestem pewien, iż nowina szybko się rozniesie zdobywając poparcie.
- Co z kapłanem?
- Tu pojawiły się pewne problemy, ale po odpowiednich negocjacjach - Tu puścił niezdarnie oko- zgodził się zwołać Trybun Królewski i jeszcze dziś cię koronować.
- Doskonale - Książę uśmiechnął się szeroko - Zatem wieczorem wszystko się ziści.
- Nykuru Pater nie żyje, prawda?
- Owszem.
- Co z Dominą?
- Zostanie królową, lecz z czasem będę odbierał jej prawa, tak, by nie mogła mnie zatrzymać i aby stała się jedynie ozdobą u mego boku - Mężczyzna starał się ukryć łamanie w głosie; nie wiedział, czy do końca chce odbierać całą autonomię ukochanej.
- Gdzie teraz jest?
- Odpoczywa.
- Ty również powinieneś, a ja zajmę się porządkowaniem bałaganu.
- Nie ma mowy - Odparł Tom dobitnie.
- Nie ufasz mi?
- Wolę zachować ostrożność; teraz możesz chcieć jedynie premierostwa, lecz przejąwszy moje obowiązki choćby na jedno popołudnie być może uznasz, iż taka władza nie będzie dla ciebie wystarczająca.
- Skoro chcesz kontrolować wszystko… - Gatis wzruszył ramionami, więc finalnie obaj mężczyźni udali się znów na plac przedpałacowy.
Przede wszystkim trzeba było posprzątać i pochować ciała poległych, później panów czekała rozmowa z Peftis Sydel na temat jej dymisji, podpartej malwersacjami finansowymi oraz sterowaniem ustawami na własną korzyść. Pani premier oczywiście wszystkiego się wyparła, lecz z magnetofonu puszczono nagrania sprzed wyborów, na których kobieta w trakcie prywatnej rozmowy w restauracji nieprzychylnie wypowiadała się na temat Milleńczyków i Millenii. Dopiero wtedy kobieta ukorzyła się i zobowiązała do złożenia dymisji jej oraz rządu.
- Muszę uzyskać władzę ustawodawczą - Odrzekł Tom po wyjściu z celi premier.
- Jak? Do tego potrzeba rządu, który aktualnie został zawieszony.
- Skoro sam odebrałem władzę, mogę jej również nadać nową formę.
- Nie byłbym tego taki pewien.
- Dobrze, nie zrobię tego jawnie - będę miał swojego człowieka w rządzie - Tu spojrzał na Gatisa Synera.
- Czyli pójdziesz w kłamstwo i wszystko będzie robione za plecami obywateli? - Zaatakował go nagle polityk.
Scarlett przystanął i spojrzał na polityka wzrokiem bazyliszka.
- Właśnie tak; Milleńczycy będą mieli dobrze za mego panowania, lecz nie o wszystkim muszą wiedzieć.
- Zatem będziesz taki sam jak posłowie i senatorzy, którzy pod przymusem podadzą się do dymisji?
- Nie, lecz będę stosował podobne metody, lecz tak, by wszyscy byli zadowoleni, nie tylko ja.
- Nie myślałeś kiedyś o komunizmie? - Zapytał Gatis takim tonem, jakby zagajał zwyczajną pogawędkę - Wszystkim żyje się dostatnio, są zadowoleni, spełnieni, a władca jest niemalże bogiem w ich oczach.
- Podczas gdy taka naprawdę zgadza się ostatni punkt twej wypowiedzi, wyjąwszy słowa ,,w ich oczach”.
- To może przejdziemy na komunizm? - Już jawnie zażartował polityk.
- Jasne, nasi przeciwnicy nas jeszcze bardziej znienawidzą… I mieliby rację - Scarlett uśmiechnął się, jak na okoliczności, szeroko.
- Co teraz? - Zapytał znów poważnie Syner, ściszając głos.
- Aktualnie czeka mnie koronacja oraz ożenek, a jutro wystosuję mowę do narodu.
- Co będzie zawarte w tej mowie?
- Karze im się ukorzyć przede mną i obiecać posłuszeństwo.
- Czyli z monarchii przechodzimy na totalitaryzm?
- Nie - na autorytaryzm; przecież nie odbiorę obywatelom praw, a głos będzie miał również rząd - W głosie księcia można było wyczuć lekkie zdziwienie sugeracjami wspólnika.
- Jak chcesz to zrobić?
- Zaraz po koronacji złożę projekt ustawy o zmianie konstytucji; sejm, a później senat wpierw uchwalą, potem potwierdzą moją ustawę, a ja ją podpiszę i zarządzę jej ogłoszenie w dzienniku ustaw.
- Trochę to potrwa.
- Zaledwie jedną noc.
- Co?! - Tym razem to Gatis Syner nie krył swego zaskoczenia - Przecież z tym wiążę się cały żmudny proces, nie możesz ot tak uchwalić ustawy o zmianie konstytucji w jedną noc!
- Ustawa ma zostać potwierdzona w przeciągu sześćdziesięciu dni, a podpisana - dwudziestu jeden, nie ma wzmianki o minimum - Scarlett wzburzył się, lecz starał się to powstrzymać; przecież z natury był spokojny, czemu ostatnio stał się nerwowy?
- A może chcesz wprowadzić kilka dekretów? - Zapytał Gatis.
- Nie czuję takiej potrzeby na chwilę obecną - Odparł Tom dość poważnie; na tych słowach dyskusja zakończyła się.
Mężczyźni przez następną godzinę zajmowali się nowymi członkami armii Wyklętych oraz nimi samymi; dostali nowe umundurowanie, lepsza broń i tymczasowe zamieszkanie w pałacowych pokojach, z których bez ceregieli wyrzucono ich dotychczasowych mieszkańców. Jedyną osobą, jaka mogła pozostać, była Xanthia, która miała służyć królowej matce, więc przeprowadziła się do sąsiadującej z komnatą Mitis sypialni.
- Na ten moment to wszystko - Odezwał się w końcu Scarlett do Synera - Jutro rano zajmę się demokratami, ponieważ już będę ich mógł na mocy prawa wypuścić; ojciec by się na to wściekł - Dodał książę z kpiącym uśmiechem, przypominając sobie ostatnią, zażartą kłótnię na temat manifestujących.
- W takim razie teraz ja zaproponuję ci odpoczynek, byś mógł przygotować się do przyjęcia władzy - Odparł polityk oficjalnym tonem.
- Masz rację; ile mam czasu? - Ton księcia był wyjątkowo naturalny.
- Półtorej godziny - Za to głos jego rozmówcy nie zmienił się,
- Syner, daj spokój - Westchnął Scarlett - Nie strzelaj fochów na swojego króla.
- Czego mam nie robić? - Zapytał Gatis już w swoim stylu.
- Domyśl się - Odpowiedział Tom tajemniczo się uśmiechając i oddalając się od wspólnika.
Słowa tego typu, dość luźne i nowatorskie, nie był znane w Millenii - archaicznej krainie. Nikt nie wiedział, iż Scarlett swego czasu dużo podróżował na Ziemię i nauczył się współczesnej mowy ludzi, czym nierzadko zaskakiwał Milleńczyków, lecz jedynie tych, którzy nie domyśleliby się, skąd młody mężczyzna zna to słownictwo.
Scarlett nie od razu udał się do swej komnaty; wpierw odwiedził swą narzeczoną, choćby tylko po to, by na nią popatrzeć, w razie gdyby jeszcze spała.
W istocie Domina nawet nie drgnęła, gdy książę wszedł do jej tymczasowej sypialni. Dziewczyna spała jak kamień, dlatego Scarlett odważył się usiąść obok niej na łóżku i począł się jej przypatrywać; nie rozumiał, co go do tego skłoniło, ale nie umiał się powstrzymać. Podziwiał gładkie rysy twarzy ukochanej, jej piękne włosy i mimikę podczas snu. Sam siebie uważał wtedy za wariata, lecz podobała mu się obserwacja śpiącej, każdy jej najmniejszy ruch lub drgnienie mięśni. Tom wiedział, iż w tym momencie jest komiczny, ale nie mógł przestać - Domina za bardzo mu się podobała. Chciał nawet położyć się obok dziewczyny, lecz z niewiadomych sobie przyczyn nie potrafił. Miast tego złożył pocałunek na jej czole. Wtedy Domina przebudziła się.
- Śpij - Wyszeptał Scarlett i odsunął się od narzeczonej z zamiarem opuszczenia komnaty.
- Po co, skoro ty tu jesteś - Odezwała się panna Pater, ku zdziwieniu mężczyzny.
Domina przyciągnęła Scarlett do siebie i zaczęła go całować. Tom był z lekka oszołomiony jej reakcją, lecz oddał pocałunki z namiętnością, którą do tej pory pokazał tylko raz - podczas pierwszej nocy kobiety w zamku.
Przyszła królowa wyczuła to, co dało jej poczucie błogości i pozwoliło zapomnieć o stracie dziadka. Oddała się całkowicie pocałunkom, które jej schlebiały oraz pogłębiło jej uczucie do księcia. Nie potrafiła jednak tego nazwać, choć zdawało jej się, iż zbliża się ono do zakochania, a przynajmniej do zauroczenia; musiała przyznać, że Scarlett Tom miał to coś i nie chodziło jej wyłącznie o władzę i pozycję, która do tej pory była dla niej priorytetem w ich relacji. Zatem zatrzymała go w łóżku na dłużej.
Po godzinie para całkiem zrelaksowana przygotowywała się do najważniejszych dla nich uroczystości. Ku największemu zdziwieniu Scarlett zachowywał się naturalnie, był wesoły, a wraz z Dominą sprawiali wrażenie zwyczajnej, zakochanej w sobie pary; żartowali, śmiali się, a nawet obdarowywali przelotnymi pocałunkami lub przytulali się. Mężczyzna pomógł kobiecie wybrać sukienkę.
- Jeszcze będąc dzieckiem pamiętam matkę ubraną w przepiękną suknię - Mówił Scarlett cicho, prowadząc narzeczoną korytarzem - Chyba miała ją na sobie w trakcie obchodów setnej rocznicy ślubu z ojcem.
- A jeśli mi się nie spodoba? - Zapytała Domina nie przestając się uśmiechać.
- To wybierzemy coś innego - Książę puścił oko do wybranki.
Jednak kreacja spodobała się dziewczynie; sukienka była uszyta z białej bawegi, dół był mocno rozkloszowany i pokryty koronką uszytą ze złoconej nici. Góra była gładka, z prostym dekoltem, bez ramiączek, łącząca się na ramionach, uwydatniając ich delikatność.
- Jest piękna - Westchnęła Domina - Lecz za duża; jestem do niej zbyt niska. W dodatku wydaje mi się, iż w dekolcie jest za ciasna.
- Żaden problem - Machnął ręką Tom - Idź przygotować resztę, a ja każę Xanthii ją poprawić.
- Ale to graniczy z cudem - Dziewczyna zmarszczyła brwi.
- Xanthia ma zdolności do krawieckich cudów - Scarlett uspokajająco położył ręce na ramionach narzeczonej - Niezbyt atrakcyjna moc, ale przydatna w trywialnych sprawach.
- Skoro tak - Domina wzruszyła ramionami, po czym odeszła w stronę drzwi.
- Chwila - Zatrzymał ja Scarlett - Nie wiem, jaką ty moc posiadasz, a skoro mamy się pobrać…
Kobieta stanęła bokiem do swego rozmówcy.
- Dość nietypowa - Mówiła lekko zawstydzona - Potrafię stworzyć metal, który zatrzymuje moc, jakąkolwiek.
- Nawet twoją?
- Tak; ale to pracochłonny proces.
- Mimo wszystko stałaś się dzięki tej informacji niezwykle cenna - Odparł Tom, lecz ze względu na wcześniejsze wydarzenia dodał - Na polu zawodowym; dla mnie - Podszedł do ukochanej i ujął delikatnie jej twarz - nawet bez tego jesteś bardzo cenna - Pocałował Dominę czule.
Symboliczne ciepło rozlało się w sercu przyszłej królowej, a Scarlett po raz kolejny był wyjątkowo szczery, nawet ku swemu własnemu zdziwieniu
- Zatem idź się umalować, czy co wy tam kobiety musicie zrobić, ja w tym czasie pójdę do Xanthii, a potem sam się wystroję - Powiedział książę, po czym wyszedł.
W istocie - ostatnia służka w pałacu w dziesięć minut uporała się z suknią ślubną Dominy, by potem jej samej pomóc z makijażem i fryzurą. W tym czasie Scarlett, jak zapowiedział, ubrał się w tradycyjny stój do koronacji - złotego koloru spodnie, włożone w srebrne, wysokie buty, również srebrnego koloru satynowa tunika, sięgająca do połowy ud, przepasana złotym, szerokim pasem, złota szarfa oraz najważniejszy element szaty - aksamitny płaszcz, koloru zielonego. Scarlett czuł się w tym przebraniu trochę śmiesznie, lecz postanowił to zignorować na rzecz perspektywy spełnienia marzenia. Dodatkowo pewności dodawał mu fakt, iż szata koronacyjna należała do jego ojca, dziadka, pradziadka… A teraz wszyscy nie żyli i to właśnie on - Scarlett Tom miał zostać następcą tronu Królestwa Millenii. Mężczyzna uśmiechnął się do siebie w lustrze i spojrzał na napis wyszyty na szarfie: ,,Edo Venit” - ,,Oto nadchodzę”.
Swym wejściem Scarlett wraz z Dominą zrobili wrażenie; ona - piękna, on - dystyngowany. Na sali znajdowali się wszyscy politycy państwowi oraz władcy wszystkich pozostałych krain Mainu. Wszystko było już wcześniej zaplanowane, jedynie z tyłu sali stali Wyklęci, główny bohater się zmienił oraz dodano jedną osobę na listę gości - Dominę Pater.
Chór śpiewał, ogromna orkiestra grała. Może tylko tak się zebranym wydawało, lecz pieśń niosła ze sobą niepokój, melodia była niepewna, przepełniona dysonansami, zwłaszcza trytonami i septymami, udziwnionymi zejściami i rozwiązaniami, była nabrzmiała od nieustającego fortissimo i wysokiego jak na swoją skalę sopranu, a wśród innych głosów nie było dużych odległości, nawet w przypadku linii basu. Melodia oczywiście była harmoniczna, lecz napisana została w ściśle określony sposób tak, by nie można było bawić się ustawieniem jej funkcji. Uroczystość zaczynała przypominać bardziej requiem aniżeli koronację. Na szczęście muzycy przestali grać, gdy tylko para królewska usiadła na swoich miejscach. Zaczęły się oklepane formułki Głównego Kapłana Pioniego, które Scarlett musiał z bólem wytrzymać. Zajął się w tym czasie przyglądaniu zebranym, których w myślach pieszczotliwie nazwał ,,małpami”.
- ,,A zaraz otworzę mój cyrk” - Dodał w głowie.
Po godzinie Scarlett złożył przysięgę- zbyt nudną i wyświechtaną, by ją tu opisywać; ogólnikowo mówiła o zapewnieniu bezpieczeństwa narodowi i Millenii oraz zadbanie o przedłużenie rodu. Następnie nadszedł ten długo wyczekiwany moment; przyniesiono pozłacaną koronę, która posiadała osiem fleuronów, z czego środkowy z przodu był wyższy od pozostałych, ponieważ symbolizował Main i ozdobiony był siedmioma kamieniami narodowymi państw. Reszta posiadała tylko jeden, a pierwszy z prawej oznaczał Millenię i posiadał szmaragd. Następnie:
- Mianuje cię na króla, Scarlecie Eftaio Tomie, z ręki boskiego Teomina - Mówił Główny Kapłan nakładając koronę - Jesteś gotów. Twe nowe imię brzmi Telos.
- Jestem gotów, Najdostojniejsza Millenio. Przyjmij mnie na swego nowego władcę, a będę ci służył wiernie do ostatnich mych dni. Tak mi dopomóżcie bogowie - Wyrecytował król uroczyście.
W sali rozległy się oklaski, lecz mniej entuzjastyczne niż w przypadku próby Enareta. Jednakże Scarlett w ogóle się tym ni przejmował; posłał swym wrogom promienny uśmiech.
Kapłani błyskawicznie przeszli do ceremonii zaślubin. Odbyła się w mniej drętwej atmosferze, jednak wciąż uroczysta, dlatego na nagie ramiona Domina musiała zarzucić jedwabną chustę.
W trakcie przysięgi para stała naprzeciw siebie i spoglądała sobie w oczy, co nadało ceremonii iskrę swojskości i normalności. Rotę wypowiadali z uśmiechem na ustach, wywołując ciche westchnięcia wśród damskiej części zebranych. Przysięga również zawierała dość stereotypowe sformułowania, jednak podczas wkładania obrączek na palec współmałżonka każde z nich wymawiało następujące słowa:
- Należysz do mnie, ja należę do ciebie, aż po życia kres.
- Teraz proszę złożyć pocałunek wierności na ustach ukochanej - Odparł na koniec kapłan.
Scarlett spełnił obowiązek z ochotą, co wywołało na policzkach jego żony delikatne, upiększające rumieńce.
Kapłan Pioni zwrócił się do Dominy.
- Proszę uklęknąć przed swym królem.
Kobieta uczyniła to, skromnie zwracając wzrok ku podłodze. W tym czasie jeden z przybocznych kapłanów przyniósł piękny, brylantowy diadem. Król wziął go z uroczystym wyrazem twarzy i ostrożnie nałożył go na głowę żony.
- Od teraz stajesz u mego boku, Domino Agenis Pater - Tom, jako ma oddana i służąca radą towarzyszka. Nadaję ci imię Prodiża - Podał jej dłoń - Wstań, jeśli nie wyrażasz sprzeciwu - Dziewczyna ujęła tę dłoń i z pomocą męża podniosła się z posadzki.
Ponownie rozległy się brawa, tym razem już entuzjastyczne, wśród których para młoda wyszła z sali.
- Teraz zapraszamy do Sali Głównej na celebrację koronacji oraz zaślubin - Odezwał się Gatis Syner na tyle głośno, by pierwsze rzędy go usłyszały, a za nimi poszły już kolejne. Na to goście uradowali się najbardziej.
Dla pary królewskiej za to kolacja była właśnie najtrudniejszym z punktów wieczoru.
- Nie podoba mi się tego typu feta - Odezwała się w którymś momencie królowa matka - Jeszcze ciało ojca nie wystygło…
- Taki zwyczaj panuje od wieków - Westchnął jej syn - Nie ma się tu czemu dziwić; pewnie nie wyrażałabyś sprzeciwu, gdyby to Enaret siedział teraz na moim miejscu, lecz jego tu nie ma, zdezerterował.
- Wiem, nie musisz mi o tym przypominać - Mitis dotknęła dłonią czoła w geście zmęczenia.
- W takim razie raduj się szczęściem swego syna, matko - Scarlett zakończył dyskusję, a na znak zgody pocałował matkę w policzek.
Jedynym interesującym faktem był pomysł Gatisa, by wydrukować ulotki z informacją o nowym królu, gdyby ta wiadomość nie dotarła do wszystkich. Tom zgodził się, a po chwili w podpałacowych pomieszczeniach rozpoczęła się intensywna praca byłych gwardzistów zmarłego króla.
Po czterech godzinach kolacja dobiegła końca. Scarlett ze spokojem o ustawę, nad którą pracował prawie - były rząd oraz o ulotki poszedł wraz ze swą małżonką do ich nowej, wspólnej sypialni, gdzie po swojemu mogli celebrować koronację i zaślubiny.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz