piątek, 9 lutego 2018

Przepraszam, że ostatnio się tu nic nie dzieje, ale matura pochłania cały mój czas. Chciałabym jednak podzielić się z Wami moim opowiadaniem, za które otrzymałam wyróżnienie na ogólnopolskim konkursie ,,Lipa" 2017 :)

ŚWIATNIEC 
  Świtało. Kwartet smyczkowy delikatnymi dźwiękami dogrywał walca
wiedeńskiego. Noc przeradzała się w dzień. Nad horyzontem zaczęło wznosić się
pomarańczowe słońce, opromieniając swym rażącym blaskiem scenerię nocnej
kawiarenki, świadka ludzkich emocji, uzewnętrznianych tylko w słabym świetle
księżyca i lamp ulicznych. W kawiarni nie było już klientów; ostatni wyszli kilka
minut przed wschodem słońca, by nie objęło ich swym blaskiem i nie zdradziło
sekretów nocy. Pozostawili po sobie jedynie ciepłe krzesła, aromat kawy i wypitych
trunków. Te znaki ludzkiej obecności zaczęły mieszać się z intensywnością cyprysów,
mimozy i lawendy. Kelnerzy sprzątali gorączkowo, marząc o śnie. Ziewali, stukali
filiżankami i talerzami, rozpoczęły się krótkie wymiany zdań, którym wtórował szum
fal, a wszystko po to, by,  zatuszować noc. Każdy z nich jednak doskonale pamiętał
wydarzenia rozegrane w ciemności. Jeden z kelnerów westchnął i spojrzał w niebo,
wahające się pomiędzy nocą a dniem. Im dłużej się w nie wpatrywał, tym wydawało
mu się ciemniejsze.
        Nagle słońce cofnęło się i zaczęło zachodzić, a kawiarenka dopiero się otwierała,
rozbrzmiewając śmiechem pierwszych gości. Była to para nastolatków, ubrana w
kolorowe, zwiewne stroje, jakże podkreślające wigor ich wieku. Po nastrojeniu się,
kwartet rozpoczął grać sambę. Wesoły, lekki rytm porwał młodą parę do tańca.
Chłopak, imieniem  Antonio, gwałtownie odstawił sok pomarańczowy i porwał swoją
partnerkę, Laurę, do tańca. Błyskawicznie znaleźli się na parkiecie. Wczucie się w
rytm nie sprawiło im trudności., szybko się dostosowali Nie rozmawiali ze sobą,
jedynie wymieniali spojrzenia pełne młodzieńczej, jeszcze naiwnej miłości. Ruchy ich
były giętkie i gibkie. Laura poruszała krągłymi, dopiero co ukształtowanymi biodrami,
co podobało się Antoniemu. Patrzył z podziwem i pożądaniem, które samego go
zawstydziło. Zarumienił się i wbił wzrok w podłogę. Laura roześmiała się i zaczęła
jeszcze bardziej prowokować nie tylko Antoniego, lecz również kelnerów, ci jednak
ignorowali zaloty dziewczyny. Antonio ze złością puścił jej ręce i przez chwile para
tańczyła osobno, choć próbowała się zbliżyć do chłopaka. W końcu udało jej się tak
zakręcić jego szczupłym ciałem, że zawirował jak baletnica i wylądował w jej
ramionach. Tak ich to rozśmieszyło, że zażegnało niepoważny kryzys. Ostatnie
promienie słoneczne ogrzewały parę, oślepiając ich od czasu do czasu. Słyszeli wtedy
tylko odgłosy swych niepewnych kroków. Czuli gorący oddech partnera na swej
skórze, gdy pozwolił sobie na zbliżenie do siebie. Wywoływał on szybsze bicie serca i
lekką niepewność wzajemnych reakcji. Podniecenie narastało, potęgowane nastrojem
chwili, pełnej intensywnych zapachów cyprysów, szumu fal, przywodzące na myśl
swobodę i gorące powietrze, które za niedługo stało się lżejsze. W tym momencie
kwartet przestał grać. Antonio i Laura spojrzeli na siebie zawstydzeni, ale i
zadowoleni. Skinęli sobie głowami i odeszli, każde w swoją stronę.
Kelner uśmiechał się, sprzątając stolik. Para przypomniała mu o słabym,
znanym mu kiedyś uczuciu. Wystawiając twarz na ostatnie promienie słoneczne, czuł
się znów młody i lekki, lecz wraz z zachodem słońca, po jego ciele przeszedł dreszcz,
a gęstość właśnie zapadniętego zmroku owiała go i kazała oglądać nową scenę.
Tym razem to bladoróżowe światło lamp ulicznych nadawało charakter
kawiarence. Pod tymi lampami zaczęły pojawiać się damy o podejrzanej reputacji.
Wystrojone w długie, zwiewne płaszcze lub futra, które sugestywnie odkrywały ich
ciała. Makijaż miały mocny, lecz staranny. Podkreślonymi oczami wodziły wzrokiem
po mężczyznach z kawiarenki. Ich widok wywoływał w patrzących uderzenia gorąca,
a połączone z aromatem lawendy – wręcz zasłabnięcia. Nagle między nimi przeszła
elegancka kobieta, w czarnej koronkowej sukni, o zwiewnej spódnicy - Isabel. Jej
oczy wyrażały rozpacz; czarne włosy spięła w ciasnego koka. Rozejrzała się po lokalu
i napotkała wzrok Leona. Był taki, jakim go zapamiętała – przystojny, ciemnowłosy,
lecz w jego oczach ujrzała żal. Isabel usiadła przy osobnym stoliku i zamówiła
szampana. Szlachetny smak trunku rozgrzał ją i dodał pewności siebie. Spojrzała na
Leona, który palił papierosa. Doszedł do niej gryzący zapach dymu i wywołał mdłości.
Zamknęła oczy, lecz zapach stawał się intensywniejszy. Nagle ktoś ujął jej dłoń –
Leon, ten sam, jak sprzed lat.
Kwartet energicznie wybił rytm tanga. Isabel pozwoliła, by Leon poprowadził
ją na parkiet. Doskonale znała ten taniec, dlatego nie dostosowała się do nikogo, Leon
również, co pozwoliło im na dopasowanie. Słabe światło lamp było skierowane na
nich, morze uspokoiło się, a jego zapach, przyniesiony z bryzą, owiewał tańczących.
Ci jednak byli rozgrzani alkoholem. Ich ruchy były zdecydowane, pewne, wiedzieli,
co robią. Ich spojrzenia były przesycone nienawiścią, lecz bliskość, na jaką sobie
pozwalali, odkrywało ich miłość. Ciała trzymali wyprostowane, lecz nie były one już
tak gibkie jak kiedyś. Stawiali skomplikowane kroki, z którymi ich partner musiał
sobie poradzić. Wydawali się sztywni, ale targały nimi emocje; gdy muzyka stawała
się spokojniejsza, pozwalali sobie na przytulenie. Dawne silne uczucia odżyły i
wyciskały z ich oczu łzy. W pewnym momencie melodia rozweseliła się i
przypomniała kochankom o ich utraconym szczęściu, o którym niełatwo było im
zapomnieć. Isabel uśmiechnęła się, pełna radości, czuła się dziesięć lat młodsza. Leon
odwzajemnił uczucia; uniósł partnerkę do góry i okręcił dokoła. Wtedy muzyka znów
spoważniała; para coraz mocniej trzymała się za ręce. Choć nie było nienawiści,
narastały pretensje. Isabel co rusz puszczała ręce Leona, a on próbował je odzyskać z
coraz to bardziej nieszczęśliwą miną. Na przemian przytulali się i odpychali. W
pewnym momencie muzycy zwolnili. Isabel odeszła, a Leon zaczął przyglądać się
kobietom spod latarni, zwłaszcza jednej, która podeszła do niego i pocałowała go
Wtedy Isabel podbiegła do męża i odciągnęła go od kochanki, porywając w szybki,
skomplikowany taniec, pełen nienawiści i brutalności. Na koniec Leon odepchnął
Isabel, która uderzyła o wysoki, ceglany mur. Patrzyła, jak jej mężczyzna odchodzi.
Dyszała ze złości i bezsilności, spuściła oczy. Niemalże rzuciła się na krzesło, na
którym uprzednio siedziała. Noc stała się dla niej czarniejsza, zapach lawendy
nieznośny, a smak szampana wyrazistszy. Szum morza i rozmów zlał się dla niej w
jedno. Było jej gorąco od powietrza, alkoholu, gości kawiarenki, dam spod latarni,
kwiatów i utraconej miłości. Po chwili odeszła.
Kelner oparł się o ścianę kawiarni, bliski omdlenia. Było mu gorąco od
rozpalonej w nim utraconej miłości. Myślał, że zwariuje od ciemności, lecz wtedy
niebo rozjaśniło się, powietrze stało się lżejsze, a zapach mimozy stawał się
wyraźniejszy. Posprzątał popielniczkę i lampkę, które umył razem, w pośpiechu.
Latarnie już dawno zgasły, damy zniknęły, księżyc począł się chować, a słońce
wystawać znad horyzontu. Wciąż jednak to nie był dzień, a w kawiarni pojawiła się
jeszcze jedna para, z około trzydziestoletnim stażem małżeńskim – Julia i Fabian.
Usiedli spokojnie, zamówili kawę, której aromat owiewał pozostałych gości.
Wpatrywali się w ostatnie, błyszczące na niebie gwiazdy. Przytuleni do siebie,
rozkoszowali się swoim ciepłem w tych ostatnich, chłodnych chwilach nocy.
Kwartet zaczął grać rumbę, do której Fabian elegancko zaprosił Julię. Poruszali
się w wolnym rytmie muzyki bardzo wprawnie, chwaląc się swym doświadczeniem.
Julia ruszała już ukształtowanymi, pełnymi biodrami. Jej czarne włosy spływały
swobodnie na plecy. Wzrokiem kusiła Fabiana, ruchami – innych mężczyzn. Mąż nie
pozostawał jej dłużny, wypatrując młodych kobiet przy stolikach. Jednak była to tylko
z ich strony gra, głównie mająca na celu skupienie uwagi partnera. Julia skupiona na
przystojnym, ciemnowłosym Fabianie przytulała się do niego i odchylała, prezentując
swe wdzięki, zarezerwowane tylko dla męża. Ich ruchy przypominały ruchy fal
morskich, których odgłosy były coraz bardziej słyszalne. Para była pewna swych
ruchów i uczuć. Patrzyli na siebie ze spokojem i w końcu z miłością. Na zakończenie
melodii wtuleni w siebie zapragnęli wieczności i zapomnienia o przeszłości. Potem
Fabian delikatnie ujął dłoń Julii i pocałował ją.
Para odeszła w jedną stronę. Wtedy słońce wyszło nad horyzont, oczyszczając
swym blaskiem scenę kawiarenki. Kelner zabrał filiżanki po kawie, oddychając już
równo, pełen nadziei. Wraz z ostatnimi dźwiękami walca wyszedł  z kawiarni już
spokojnie i poszedł do domu, przyzwyczajony, że ta noc powtarza się bez końca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz