wtorek, 29 września 2015

Pół godziny przed kolacją Morifia chodziła w te i we wte przed pokojem młodszego brata. Miała nadzieję, że to właśnie rozmowa z nim pomoże jej w rozwiązaniu problemu. Jednak nawiedzały ją również wątpliwości. Co chwilę zmieniała zdanie, i gdy właśnie znów stwierdziła, że to jednak nie ma sensu i chciała odejść, drzwi sypialni otworzyły się.
-O!- zdziwił się Scarlett stając w progu- Cóż się stało, moja siostro, że pomyślne wiatry skierowały cię aż tutaj?- zapytał sarkastycznie.
-Taaak…- Morifii nigdy nie podobał się ten ton głosu brata- Przyszłam, aby cię o coś prosić.
Scarlett wziął się pod boki i westchnął.
-No…- odparł tylko tyle.
-Mogę wejść?- zapytała dziewczyna, wskazując za plecy brata.
-Nie- uciął krótko Scarlett; zamknął drzwi za sobą na klucz- Chodźmy tam- pociągnął siostrę w stronę okna.
Rodzeństwo usiadło na dość szerokim i niskim parapecie.
-Słucham- Scarlett usiadł prosto i zrobił minę, jak gdyby był na rozmowie kwalifikacyjnej.
Morifia westchnęła głęboko.
-Chodzi o to, że chcę, byś porozmawiał z naszą matką- zaczęła.
-W jakim celu?
-W celu… przekonania jej…- dziewczyna zaczęła przeciągać każde słowo- że… nadaję się do… bitwy z Theranami- ostatnie trzy słowa wypowiedziała bardzo szybko.
Scarlett zaśmiał się cicho.
-Dlaczego to ja mam z nią rozmawiać, a nie ty?- zapytał z kpiącym uśmiechem.
-Ponieważ jesteś jej pupilkiem i ona z chęcią cie wysłucha- odparła Morifia milutko, chcąc się zrewanżować bratu za jego wszechobecny sarkazm.
Scarlett zwęził oczy i spojrzał karcąco na siostrę.
-Być może- wycedził przez zaciśnięte zęby- Lecz cóż będę z tego miał?
Morifia westchnęła; tego pytania obawiała się najbardziej.
-Dostaniesz to, co tylko zechcesz, o ile będę w stanie spełnić warunek- odpowiedziała po chwili przerwy.
Scarlett zastanawiał się przez chwilę.
-Zgoda- odparł, powoli kiwając głową- Co dokładnie mam powiedzieć matce?
Morifia uśmiechnęła się- nareszcie osiągnęła swój cel.
-Zacznij taktycznie- dziewczyna mówiła ze skupieniem- Wspomnij, że widziałeś mnie na treningu jak walczę. Pamiętaj powiedzieć, iż idzie mi tak dobrze jak mężczyzną, a nawet lepiej. Na końcu zagaj, czy ja przypadkiem nie chciałam dołączyć do wyprawy na Theran. Daj matce chwilę na zastanowienie, zapewnij ją, że nie rozmawiałeś ze mną, to bardzo ważne. W sumie możesz mówić o tym od niechcenia, jakby cie to w ogóle nie interesowało.
-Z tym nie będzie problemu- odparł Scarlett pół żartem pół serio.
Morifia wykrzywiła usta w grymasie i pokręciła głową.
-Jak zwykle wiem, że mogę na ciebie liczyć- dziewczyna wstała.
-Ale wiesz, że wszystko zależy od ojca?- Scarlett spojrzał na nią krzywo.
-Lecz mnie nie chce wysłuchać, a matkę- zawsze- wyjaśniła Morifia, odwracając się na pięcie.
-A ty gdzie?- zaoponował młody mężczyzna- Co z moim warunkiem?
-No tak- Morifia odwróciła się powoli- Słucham- przybrała znudzony ton głosu.
Scarlett odwrócił się w stronę siostry, złożył ręce i skupił na niej swój wzrok.
-Chcę, droga siostro, byś jeszcze przed kolacją porozmawiała z Enaretem i wyciągnęła od niego, którędy wychodzi, by spotkać się z tą swoją Gianną.
Morifia zdziwiła się.
-Na cóż co to wiedzieć?- zapytała.
Scarlett uśmiechnął się przymilnie.
-Tego nie było w umowie- po czym wstał z godnością i oddalił się z uniesioną głową.
Morifia szybkim krokiem udała się do drugiego skrzydła, gdzie mieściła się sypialnia jej jedynego starszego brata. Zastukała szybko dwa razy i raz wolno, co od dzieciństwa było kodem najstarszego rodzeństwa.
Enaret otworzył drzwi z uśmiechem.
-Witaj, Mori- tak nazywał ją pieszczotliwie- Coś się stało?
-Oczywiście- mężczyzna otworzył szerzej drzwi i wpuścił siostrę do środka.
Sypialnia Enareta należała do największych pojedynczych sypialń. Znajdowała się w zachodnim skrzydle, więc teraz młodzi ludzie mogli podziwiać przepiękny zachód słońca.
Większość zdobień w sypialni była pozłacana, a łóżko znajdowało się na specjalnym podeście. Pokój był podzielony kotarą na część sypialnianą i gościnną, gdzie znajdował się okrągły stół i kilka krzeseł z miękkich obić.
Morifia po wejściu do pokoju brata wpatrywała się przez chwilę w zachód słońca.
-O czym chciałaś rozmawiać, Mori?- zapytał Enaret, siadając na szezlongu.
Dziewczyna nie odpowiedziała.
-Mori?- brat spojrzał na nią z ukosa.
Morifia wzięła ze świstem głęboki wdech, po czym wypuściła wolno powietrze.
-Słyszałam, że dziś wieczorem znów spotykasz się z Gianną- zaczęła dziewczyna, odwracając się w stronę brata.
-Od Scarletta?- Enaret uniósł jedną brew z powątpieniem.
-Nie, nie…- zaparła się Morifia- Taka plotka krąży… Powiedziała mi służąca, która wie to od podkuchennej, która dowiedziała się od stajennego- dodała bardzo szybko- Plotka szybko się roznosi.
-Aha…- Enaret skinął głową z powątpieniem- W takim razie muszę ją potwierdzić.
Morifia uśmiechnęła się promiennie.
-Czy to coś poważnego?- zapytała, zniżając głos.
-Cóż…- Enaret wzruszył ramionami, lecz jego szeroki uśmiech zdradzał wszystko- Mam nadzieję, że tak- roześmiał się.
Morifia mu zawtórowała.
-To dobrze, cieszę się- młoda dziewczyna klasnęła w dłoń, podchodząc do brata- Ja chciałabym jednak wiedzieć jedną rzecz.
-Słucham- Enaret wciąż się uśmiechał i wydawał się skłonny powiedzieć wszystko.
-,,Złapał przynętę”- pomyślała z zadowoleniem Morifia.
-Którędy dostajesz się na Ziemię?- zapytała.
Uśmiech Enareta zbladł.
-A po co ci to wiedzieć?- mężczyzna nie wiedział, czy śmiać się, czy nie.
Morifia wystraszyła się, lecz nie dała tego po sobie poznać.
-No dobrze- westchnęła, opuszczając ramiona- Tak naprawdę przysłał mnie tu Scarlett- odparła.
-A jednak!- Enaret uniósł wysoko brwi i założył ramiona na piersi.
-Powiedział, że ma cię dziś kryć- zaczęła dziewczyna.
-To prawda.
-Lecz słyszał, że podczas naszej kolacji kilku żołnierzy ma zbadać Przejścia Poboczne, w związku z ostatnimi atakami. Któreś z nich mają zamknąć.
Enaret przybrał zmartwioną minę.
-Sądzisz, iż mogliby zamknąć przejście, przez które ja dostaję się do Gianny?- zapytał.
-Niewykluczone.
-To zaiste niedobrze- Enaret zamyślił się na chwilę.
-Jeśli powiesz mi, którędy wychodzisz, postaram się przekonać rodziców, aby nie wysyłali wojska w tamto miejsce- skłamała Morifia.
Enaret przyjrzał się uważnie siostrze. Czy może jej wierzyć? Gdyby nie wspomniała o ich bracie, nie miałby żądnych wątpliwości co do prawdziwości jej słów. Jednak od jakiegoś czasu zaufanie młodego księcia do młodszego brata malało.
Morifia zauważyła wzrok brata. Wiedziała, o jego wątpliwościach, znała go w końcu od tylu lat. Młoda kobieta podeszła do Enareta i odparła cicho:
-Przecież wiesz, że nigdy cię nie oszukałam- to też nie było do końca prawdą.
Enaret skinął głową ze zrozumieniem.
-Przejście znajduje się w jaskini pod Górą Ischys- powiedział, nachylając się ku siostrze.
Morifia zatryumfowała w środku, lecz nie dała po sobie nic poznać; spokojnie podeszła do brata i wyszeptała:
-Możesz być spokojny, bo zrobię wszystko, by nie rozłączono cię z Gianną- uśmiechnęła się delikatnie.
-Dziękuję ci- Enaret skłonił lekko głowę.
Po wyjściu siostry młody mężczyzna z jeszcze większym zadowoleniem zaczął przygotowywać się do spotkania z ukochaną. Ubrał się w codzienny strój książęcy, lecz za pazuchą ukrył mały tobołek z ubraniami Ziemianina. Potem Enaret wymknął się cicho z pałacu, będąc szczególnie ostrożnym na półpiętrach, gdzie nie mógł się schować, gdyby ktoś nakrył go na ucieczce. Inaczej rzecz się miała, jeżeli spotkałby kogoś na zewnątrz- zawsze mógł skłamać, że nie jest głodny i przechadza się po ogrodzie. Kiedyś już zdarzyły mu się obie sytuacje; gwardzista zauważył go na  korytarzu i kazał iść do jadalni, zgodnie z rozporządzeniem króla. Lecz gdy inny strażnik spotkał księcia w ogrodzie, uwierzył w jego historię.
Teraz Enaret był już wystarczająco wprawiony, by przemknąć niezauważonym przez pałacowe korytarze i zakamarki ogrodu. Młodemu mężczyźnie było trochę wstyd, iż mając tyle lat musi się ukrywać, jeżeli chce się sprzeciwić rozporządzeniu ojca. Enaret liczył jednak cicho, że starzejący się król przekaże koronę pierworodnemu.
Jego najmłodszy brat pragnął tego samego, jednak jeszcze mocniej. Dlatego będąc w jadalni usiadł przy Morifii, aby wydobyć z niej zdobyte informacje.
-Wpierw powiedz mi, ku czemu ma ci służyć taka informacja- zapytała dziewczyna z największą powagą, na jaką było ją stać.
-To raczej nie należy do twojego interesu- odparł lekceważąco Scarlett, nie zwracając uwagi na siostrę, tylko na właśnie podane przez służbę bażanty w sosie leśnym- Umowa była taka- przysługa za przysługę. Ty swoją część umowy spełniłaś, ja postaram się jutro rozmówić z matką- mówił, wydawać by się mogło, że z lekka znużonym tonem głosu, nakładając kawałek mięsa i polewając go sosem.
-Ale ty wiesz, w jaki  celu masz porozmawiać z matką, a ja nie wiem, po co ci wiedzieć, którędy Enaret dostaje się na Ziemię.
-I niech tak zostanie- Scarlett w końcu spojrzał na Morifię; lecz było to spojrzenie wyzywające i pełne dumy.
Morifia wytrzymała to świdrujące spojrzenie dopóty, dopóki do sali nie weszła para królewska- Izyros i Mitis Tomowie.
Wraz z wejściem Mitis Tom cała sala i wszyscy zebrani zostali oczarowani jej wdziękiem; miała 692 lata, lecz wciąż piękną twarz, choć naznaczoną zmarszczkami, które wyrzeźbił czas. Na tejże szerokiej, pogodnej twarzy gościł uśmiech dużych ust, prosty, niezbyt mały nos, błyszczące niebieskie oczy i szerokie czoło. Największym atutem królowej były ponętne kobiece kształty i długie blond, z odcieniem rudości włosy. Zawsze poruszała się z wdziękiem i gracją, posyłając każdej napotkanej osobie ujmujący uśmiech. Tak zdobywała serca poddanych, którzy darzyli ją bezgraniczną miłością.
CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz