-Szach- odparł Enaret po chwili ciszy.
Scarlett wpatrywał się z napięciem w szachownicę. Wraz z bratem siedział przy jednym ze stolików ustawionych na rozległych polach Milejskich. Delikatny wietrzyk targał włosy chłopaka, o które dziś nie zadbał, nie zaczesał gładko do tyłu, tylko pozwolił im zachowywać się jak chcą, przez co grzywka wchodziła mu do oczu, czego bardzo nie lubił. Nie spodziewał się, aby to akurat dziś zaczęto mu poświęcać należytą uwagę.
Scarlett niepewnie poruszył ręką, by zasłonić koniem króla. Na ten ruch Enaret nie mógł powstrzymać uśmiechu; zbił swym gońcem królówkę brata. Scarlett właśnie stracił najwszechstronniejszego pionka. Westchnął ciężko, skapitulował. Do końca partii starał się bronić króla, lecz z marnym skutkiem. Po kilku minutach Enaret mógł pochwalić się kolejnym zwycięstwem nad bratem.
-Szach mat- oznajmił zwycięsko, po czym naprężył się w fotelu.
Najmłodszy z Tomów delikatnie pchnął swego króla.
-Racja- odparł cicho, po czym oparł brodę na złączonych w pięści dłoniach, nie patrząc na starszego brata.
-Nie martw się- Enaret uśmiechnął się do niego, wracając do poprzedniej pozycji- Na razie jesteś na etapie samodoskonalenia, lecz gdy już zakończysz ten żmudny proces, nikt nie będzie tobie równy, bracie.
-Myślisz?- odparł Scarlett z nutą kpiny w głosie, unosząc lekko jedną brew.
-Oczywiście- Enaret nie chciał lub nie wyczuł tej kpiny; wciąż zachowywał pogodny ton- Mnie ta sztuka zajęła około…- mężczyzna spojrzał w niego, jak gdyby tam miał znaleźć odpowiedź- …trzystu lat, a ty masz dopiero dwieście siedemdziesiąt sześć- jeszcze wiele przed tobą.
-Cudowne perspektywy na przyszłość- Scarlett odchylił się w fotelu i założył ręce na piersi- To jeszcze przez dwadzieścia cztery lata będziemy gnić przy tym stoliku- dodał, przymykając lewe oko na dosłownie kilka milimetrów, co było jedną z jego oznak, niezadowolenia, jeżeli ich oczywiście perfidnie nie uzewnętrzniał.
-Nie marudź- Enaret wstał; już chciał odejść w stronę pałacu, gdy jeszcze na chwilę zatrzymał się przy młodszym bracie- A tak przy okazji…
Scarlett westchnął ciężko.
-Czego znowu chcesz?- spojrzał na brata jak na potencjalną ofiarę.
Enaret przykucnął przy fotelu, oparł brodę na oparciu i patrzył na Scarletta wzrokiem szczeniaczka.
-Wiesz… mam dziś spotkanie z Gianną…- zaczął.
Scarlett prychnął.
-Ta istota ludzka zawróciła ci w głowie, bracie- mężczyzna pokręcił głową.
-Nie nazywaj jej tak- wzburzył się Enaret- To kobieta, taka sama jak nasze. W dodatku Gianna jest Włoszką. Jeśli już musisz, nazywaj ją ,,Włoszką”.
-Mniejsza z tym- Scarlett machnął ręką, po czym nachylił się do brata i ściszył głos- Czy ona wie, kim jesteś?
-Nie- odparł bardzo spokojnie Enaret- Powiem jej w stosownym czasie.
-Jak sądzisz, jak ta Włoszka- zaakcentował rzeczownik- zareaguje na to? Pomyśli, że jesteś chory i odeśle cię do szpitala…- mężczyzna zmarszczył brwi w zamyśleniu- …psychiatrycznego. Chyba tak to się nazywa.
-No chyba tak- Enaret dał się zwieść bratu; szybko jednak oprzytomniał; pomachał rękami przed twarzą, jak gdyby chciał wymazać niepożądane obrazy- Ale jeśli Gianna mnie kocha, zostanie ze mną na zawsze.
-Ha!- Scarlett oparł się o oparcie fotela i spojrzał na brata z góry- Tylko że u ciebie wieczność, bracie, to jakieś dziewięćset lat, a u niej, gdy ktoś przeżyje sto razy mniej lat, jest uznawany za człowieka bardzo starego.
-Och, wiem- westchnął Enaret; przyłożył czoło do oparcia fotela- Ale ona jest taka piękna i cudowna…
-Tu również nie brakuje kobiet pięknych i cudownych, które są, powtarzam, są w stanie dożyć twojego wieku- Scarlett spojrzał z ukosa na Enareta- Na pewno podobasz się niejednej dwórce.
-Ale żadna z nich nie jest Gianną- lamentował wciąż najstarszy z Tomów.
Scarlett ponownie westchnął.
-,,Beznadziejny przypadek”- pomyślał, kręcąc głową.
Po chwili ciszy młodszy z braci znów zabrał głos.
-A właściwie, o co ci od samego początku chodzi?- zapytał niezbyt delikatnie.
To pytanie wyrwało Enareta z zamyślenia.
-Co? A, tak… -mężczyzna odchrząknął- Mógłbyś na kolacji powiedzieć, że znów źle się czuję i trzymać rodziców z dala od mej komnaty?
-O dobra Kalos- Scarlett przewrócił oczami- Znowu?- spojrzał na brata z wyrzutem- Ostatnim razem było to niezwykle trudne.
-Ja wiem- Enaret wyciągnął przed siebie dłonie, jak gdyby chcąc zatrzymać brata, który jednak nie ruszył się ani o milimetr- Wiem, że powinienem powiedzieć rodzicom. Jednak wiesz, że oni chcą mnie wyswatać z Ilithią. To poważna sprawa.
-Jakie ty masz problemy matrymonialne- Scarlett pokręcił głową z udawanym podziwem- Doprawdy, nikt w królestwie nie cierpi większych katuszy z powodu swych problemów jak ty. Nim jeszcze zostaniesz królem wybudują ci pomnik, braciszku.
-Ha, ha, ha- Enaret sposępniał przez docinki brata- Sam sobie poradzę- wstał i zaczął iść w stronę pałacu- A gdy będziesz mnie potrzebował- nie licz na to.
-,,Tak by było najlepiej- myślał Scarlett- I choć znam jego przemiłe serduszko, to znam również jego pamiętliwość. Nie mam wyjścia.”
Mężczyzna westchnął.
-Zgoda- powiedział na tyle głośno, aby Enaret, który za daleko nie odszedł, go usłyszał.
Scarlett nie był w stanie zobaczyć, lecz doskonale wyobraził sobie, jak Enaret uśmiecha się szeroko.
-Jestem twoim dłużnikiem- powiedział przymilnie; Scarlett usłyszał oddalające się po trawniku kroki.
-,,Jak ja mam wytrzymać z kimś, kto zajmuje się takimi trywialnymi rzeczami jak kobiety z Ziemi?- myślał, kręcąc głową- Gdybym był królem, postawiłbym straż przy wszystkich, nawet najmniej znanych przejściach i skończyłyby się te wycieczki na Ziemię. Lecz ojciec, miast pomyśleć, zostawia jednego gwardzistę i to tylko przy czterech głównych portalach. Jak można być takim ignorantem?”.
Wtem podszedł do niego Archigos- główny gwardzista- i oznajmił, iż król Izyros go wzywa.
-,,Już mnie wyczaił”- ubolewał w duchu Scarlett, lecz poszedł.
Trzeba wiedzieć, iż król Tom ma zdolność do widzenia czyjejś duszy, a może bardziej intencji, dlatego zawsze zawierał intratne umowy lub sojusze.
Scarlett szedł niezadowolony przez długą Salę Główną, powłóczając peleryną, której wprost nie cierpiał.
Na Tronie siedział Król Ojciec- Izyros Tom. Prezentował się dumnie w białej szacie; długie, siwe, a kiedyś czarne, włosy spływały mu na ramiona i po klatce piersiowej, wypiętej dumnie jak na króla przystało. W wieku sześciuset dziewięćdziesięciu sześciu lat król wydaje się znacznie młodszy. Choć twarz nosi znamiona lat, mężczyzna wciąż przypomina młodego chłopaka sprzed czterystu lat- ma gładkie rysy, szersze usta i niezbyt szerokie czoło oraz brązowe oczy. Nie odznacza się muskularnością, ponieważ nigdy o nią nie dbał, lecz intelektem, jest uznawany za najmądrzejszego w królestwie, a do tego najwyższego z rodziny- ponad 1,90 m.
Gdy tylko Scarlett podszedł do ojcowskiego tronu, skłonił się nisko, po czym wyprostował się równie dumnie jak król i założył ręce za siebie.
-Słucham, ojcze- odparł spokojnie, choć w głowie Scarletta szalała burza; nie wiedział, czego ojciec może od niego chcieć i wcale nie chciał tego wiedzieć.
Król Izyros nim odpowiedział, przyjrzał się swemu najmłodszemu synowi; mężczyzna odchrząknął, po czym rzekł:
-Obserwuję cię, synu, już od dłuższego czasu- zaczął.
-I?- Scarlett pochylił się lekko do przodu.
-Nie podoba mi się to, co widzę- król wciąż mówił spokojnie, choć widział, iż najmłodszy już się niecierpliwy.
-Aha- Scarlett znów się wyprostował i czekał; zacisnął usta w wąską kreskę.
-Widzę, że twa dusza z dnia na dzień staję się coraz bardziej mroczna- król mówił stanowczo.
Scarlett uśmiechnął się sztucznie i zamrugał dwa razy, co zawsze oznaczało zbliżający się sarkazm.
-Cóż zatem zamierzasz z tym zrobić, Królu Ojcze? Czekam z niecierpliwością na twój kolejny pomysł na okiełznanie krnąbrnego syna- młody mężczyzna mówił pewnie, z nutą rozbawienia w głosie.
Izyros wstał, wysoko unosząc głowę, a jego cień padł na najmłodszego z synów. Scarlett cofnął się.
-Masz słuszność- do tej pory nie udało mi się to- król mówił twardo i ostro.
-Nic takiego nie powiedziałem- przerwał mu bezczelnie Scarlett.
-Milcz!- Izyros podniósł głos; zszedł po schodach prowadzących do Tronu- W ogóle mnie nie szanujesz- wciąż mówił donośnie, przechadzając się po podeście- Bogowie- wyciągnął ręce ku górze- czym sobie zasłużyłem na tak niewdzięcznego potomka?
-Może nim nie jestem?- zasugerował ostrożnie młody Tom.
Król odwrócił się w stronę syna i spojrzał na niego karcąco.
-Kim nie jesteś?- zapytał, raczej po to, by upewnić się, że się nie przesłyszał.
-No potomkiem, dziedzicem, następcą…- Scarlett zaczął spokojnie wymieniać- Może mnie adoptowaliście lub przygarnęliśmy.
-A po co nam by było czwarte dziecko?- Izyros wzruszył lekceważąco ramionami.
-Ocho cho!- Scarlett z uciechy klasnął w dłonie- Ojcu się język wyostrzył!- zaśmiał się.
Izyros podszedł do syna i spoliczkował go. Scarlettowi natychmiast przestało chcieć się śmiać.
-Im jesteś starszy, tym coraz częściej zaczynasz się zapominasz- mówił cicho, grożąc palcem- Na razie nie powiem o niczym matce, lecz jeżeli zauważę, iż twe intencje się nie zmienią…- król odwrócił się na pięcie i podszedł do tronu- A teraz idź i nie pokazuj mi się na oczy do wieczoru.
-Idź do diabła- mruknął Scarlett.
-Słucham?- zapytał Izyros, siadając na tronie.
Scarlett uśmiechnął się jak poprzednio.
-Już idę, panie- skłonił się, po czym odszedł. -,,Jak ja go nienawidzę- myślał- Takich powinno się tępić”.
Scarlett udał się do swej komnaty, gdzie ściągnął tą idiotyczną pelerynę. Chciał zostać sam na sam ze swymi myślami, jednak wtedy ktoś zapukał do jego drzwi.
-Wejść- rozkazał, kładąc się na łóżku, aby pokazać, że ktokolwiek stoi za drzwiami, zostanie zlekceważony.
Do pokoju wszedł Fortis- jak zwykle wesoły i uśmiechnięty.
-Witaj bracie- przywitał się, siadając na łóżku.
-No…- Scarlett odsunął się od starszego brata- Czego chcesz?- zapytał od niechcenia.
-Przyszedłem, by prosić cię o pomoc- Fortis patrzył w podłogę; proszenie o pomoc nie należało do jego ulubionych zajęć.
-O pomoc?- Scarlett zdziwił się- ,,Tu jest już za późno na pomoc”- pomyślał; odchrząknął i zapytał na głos- W czymże ja mógłbym ci pomóc?
-Wiesz- Fortis czuł się skrępowany; wstał zatem i zaczął chodzić po pokoju brata, co pomagało mu myśleć- Za tydzień podchodzę do Wielkiego Testu.
-Tego, co to go ojciec wymaga?- zapytał lekceważąco Scarlett, po czym prychnął- I na co ci ja?
-W sprawności nie będzie problemu, jedynie te pytania na temat ustroju państwa…- pokręcił głową- nigdy nie umiałem na nie odpowiedzieć.
-O…- westchnął młodszy z braci, niby to ze współczuciem- I mam cię ich nauczyć?
Fortis odwrócił się z radością do Scarletta.
-Gdybyś tylko mógł- odparł.
Scarlett przez chwilę wpatrywał się w niego, rozważając ewentualną pomoc.
-Ale tych Zasad Ustrojowych jest ponad dwieście…- zaczął.
Fortisowi zrzedła mina.
-Odmawiasz mi?- mężczyzna podszedł groźnie do braterskiego łoża.
Scarlett wstał, nie bojąc się Fortisa, ponieważ nie musiał unosić głowy, by na niego spojrzeć.
-Nie zapominaj bracie, że nie mam już stu pięćdziesięciu sześciu lat- mężczyzna mówił cicho- I że mam zdolności równie rozwinięte jak twoje- to mówiąc, siłą umysłu podniósł świecznik ze swego biurka i trzymał go nad głową brata, lecz Fortis nie mógł tego dojrzeć, aczkolwiek domyślił się, co knuje brat.
-Nie nabiorę się na te twoje sztuczki, Scarlett- odparł Fortis ze złością, po czym
odwrócił się, chwycił świecznik i rzucił nim o ścianę.
Scarlett otworzył usta, lecz nim przemówił, wpatrywał się przez chwilę w kawałki kruszcu leżącego na ziemi.
-To był mój najlepszy świecznik- mężczyzna odwrócił twarz do brata i uniósł jedną brew.
-To był twój najlepszy świecznik- Fortis poprawił brata, po czym z dumą skierował swe kroki do drzwi- To co- pomożesz mi?- zapytał na odchodne.
-Zastanowię się- odrzekł Scarlett, nie odwracając się, ponieważ wciąż patrzył na podłogę.
Mężczyzna usłyszał trzaśniecie drzwi. Dopiero wtedy odwrócił się i posłał nieobecnemu już bratu ostre spojrzenie.
CDN...
Och ten Enaret..
OdpowiedzUsuńScarlett zaczyna mi się coraz bardziej podobać.Ten jego charakter jest nieszablonowy.Ciekawi mnie jak skończy się sprawa między braćmi i ojcem.Życzę weny :0