sobota, 31 października 2015

Również teraz królowa praktycznie wpłynęła do sali u boku męża, który jak zwykle zachował surowy wyraz twarzy. Para królewska usiadła u szczytu stołu, gdzie natychmiast pojawili się służący z tacami i półmiskami.
Po nałożeniu sobie na talerz owoców morza, królowa Mitis omiotła wzrokiem siedzących przy stole i natychmiast zauważyła, iż brakuje jej najstarszego dziecka.
-Czemuż to znów nie ma z nami Enareta?- zapytała.
Wszyscy milczeli. Rodzeństwo Tomów oraz inni zebrani przy stole jak gdyby bardziej zaciekawili się potrawami, znajdującymi się na ich talerzach i mocniej się nad nimi pochylili.
-Czy zatem mam iść do jego komnaty zaraz po kolacji? Dobrze- wzruszyła ramionami- Tak zrobię.
Scarlett westchnął.
-No właśnie lepiej, żebyś tam nie szła- powiedział niechętnie.
Morifia spojrzała zdziwiona na syna.
-Dlaczego?
-Ponieważ… źle się czuje- Scarlett wymówił każde słowo bardzo powoli.
-Może czegoś potrzebuje?- królowa nie wierzyła w słowa najmłodszego z jej dzieci.
-Nie- uciął krótko Scarlett- Powiedział, iż nikogo nie chce widzieć na oczy, najlepiej jakbyście mu wszyscy dali święty spokój i przestali dręczyć, bo sam da sobie świetnie radę- to zdanie mężczyzna wymówił już bardzo szybko; potem uśmiechnął się, mrugając dwa razy i odparł- Jak dziecko…
-No cóż…- Morifia znała Enareta i nie zdziwiła jej taka odpowiedź- Zatem trudno, niech żałuje- po czym wróciła do konsumpcji.
-,,A może czasem jestem zbyt opiekuńcza?- myślała- Staram się ich wychować na godnych następców ojcowskiego tronu, lecz im są starsi, tym więcej pyskują. Najgorzej to było ze Scarlettem, pamiętam. Doprowadził na do takiego stopnia wzburzenia, że musieliśmy go wysłać do zamkniętej szkoły, by tam nabrał ogłady. Lecz odnoszę wrażenie, iż tam stał się jeszcze bardziej wyrachowany. Co ja mówię- królowa potrząsnęła nieznacznie głową- Jak mogę myśleć, że mój własny syn jest wyrachowany?”
Kolejne pół godziny minęły ucztującym w milczeniu. Każdy zastanawiał się, co powiedzieć, jak rozpocząć kolejną konwersację, jednak każdy temat wydawał im się nieodpowiedni lub bezsensowny. W końcu głos zabrał król Izyros, któremu jedynemu cisza nie przeszkadzała.
-Chciałbym z wami, moje drogie dzieci, porozmawiać- zaczął- Wielce żałuję, że nie ma z nami Enareta, lecz chciałbym poruszyć tą kwestię dzisiaj.
Wszyscy kulturalnie skupili uwagę na przemawiającym, aczkolwiek nie wszyscy chętnie.
Król odłożył sztućce i złożył ręce, jak przed oficjalnym przemówieniem, po czym kontynuował:
-Jak zapewne wszyscy wiecie jesteśmy najbogatszym krajem z całego Mainu, dlatego zgadzamy się dofinansowywać te najuboższe państwa, a one w zamian eksportują do nas część swoich dóbr naturalnych. Jednak sytuacja w Invidii staje się coraz bardziej napięta. Każdego miesiąca wybucha kolejne powstanie, rebelianci próbują obalić rządy króla Aneparkisa. W takim razie odmówiłem kolejnych dotacji dla Invidii. Jednak dziś rano dostałem oficjalne pismo od króla z prośbą o pomoc naszego wojska. Aneparkis wysłał podobne pisma do reszty państw Mainu i z tego, co wiem, zgodę wyraziły: Kupidia, część Acetanu i Thymos. Teraz wraz z doradcami muszę zdecydować, czy odpowiedzieć twierdząco na prośbę króla Invidii, a może wznowić jedynie dotację. Jednak chcę poznać waszą opinię w tej sprawie. Zauważcie, że zgodę wyraził władca Thymosu, naszego odwiecznego wroga, a finansowo wspomagamy również Epitymię i Lamargię.
Na dziesięć minut zapadła głucha cisza, w trakcie której trójka młodych Tomów kreowała swoją odpowiedź. Pierwszy głos zabrał Fortis.
-Musimy zbrojnie pomóc Invidii- odparł zdecydowanie, uderzając pięścią w stół- Naszym obowiązkiem jest wysłać wojsko, by wspomóc inne państwo.
-Lecz czeka nas również walka z Thymosem- zauważył spokojnie król.
-Przecież oni zgodzili się wysłać wojsko. Dlaczego nie mielibyśmy również tego zrobić?
-A zdajesz sobie sprawę z liczebności naszego wojska?- tym razem ton głosu króla był lekko drwiący.
-No… więc…- Fortis zaciął się, tracąc pewność siebie.
-Nasze wojsko liczy sto tysięcy jazdy konnej i dwieście tysięcy piechurów. Do tego pięćdziesiąt tysięcy sił powietrznych i wodnych oraz kilkaset artylerii ciężkiej- wtrącił Scarlett z miną znawcy.
-To dużo!- Fortis prawie się roześmiał.
-Nie, jeżeli armia Thymosu liczy ponad milion i mogą ją podzielić, by starczyło na dwie różne walki- mówił Izyros- Ponadto są lepiej wyszkoleni, a flota, siły powietrzne i artyleria jest o wiele liczebniejsza od naszej.
-Lecz można spróbować- Fortis spoważniał- Wesprzemy Invidię, co pozwoli nam później to wykorzystać, jako kartę przetargową.
-Na przykład w jakiej sytuacji?
Młody książę musiał się przez chwilę zastanowić.
-Moglibyśmy zgodzić się, pod warunkiem, że wcielimy wojsko Invidii w nasze szeregi, co zwiększy liczebność armii.
-Ale nie wydajność- wtrącił Scarlett.
-Dobry pomysł- odrzekł w tym samym momencie Izyros.
Najmłodszy z Tomów spojrzał na swego ojca szeroko otwartymi oczami, lecz ten go zignorował.
-Obiecuję- kontynuował król- że przedyskutuję wraz z doradcami twój pomysł, synu.
-Ale ojcze- Scarlett podniósł się z miejsca.
-Morifio- odparł donośnie władca, ignorując potomka.
Książę powoli opadł na krzesło z niedowierzaniem. Z napięciem spojrzał na swą siostrę, błagając wszystkich bogów, by wszystko co powie spotkało się z dezaprobatą ojca.
-Moim zdaniem nie powinniśmy czynnie angażować się w bitwę- mówiła dziewczyna rzeczowym tonem- Owszem, naszym obowiązkiem jest wspomóc Invidyjczyków, lecz powinno się to ograniczyć jedynie do wysyłania im pewnej części naszych zbiorów, rzeczy, typu odzież, pościel, obuwie oraz niezbędnej, aczkolwiek jedynie brakującej broni. Nie możemy angażować się w bitwę na taką skalę, jeżeli nas samych czekają podobne zmagania. Do tego czasu powinniśmy dalej szkolić naszych żołnierzy oraz udoskonalać sprzęt wojenny- Morifia oprała się, co miało oznaczać, iż już skończyła.
-,,Zabezpiecza się- myślał Scarlett- Chce mieć pewność, że armia będzie przygotowana na starcie, w którym chce wziąć udział, a dodatkowo i zwycięży”.
Izyros w zamyśleniu kiwał głową.
-To faktycznie brzmi bardzo logicznie- rzekł w końcu- Jest to skrajne od tego, co uważa twój brat. Jednakże na ten moment nie mogę się opowiedzieć po żadnej ze stron- oświadczył spokojnie król, po czym zrobił dłuższą pauzę, by zebrać myśli; gdy był gotowy, odrzekł- Teraz chcę usłyszeć, co ty masz do powiedzenia w tej sprawie, Scarlecie.
-,,Nie cierpię, gdy zwraca się do mnie w ten sposób- tak oficjalnie”- pomyślał mężczyzna, po czym wstał.
-Proponuję- zaczął- By odpowiedzieć twierdząco na list króla Aneparkisa, lecz z warunkiem, jaki wcześniej zaproponował mój kochany brat- Scarlett ukłonił się w jego stronę, jednak nie mógł ukryć mocno przebijającego się sarkazmu- To znaczy dołączyć się do bitwy, lecz tylko w tedy, gdy wojska Invidii zostaną pododdziałem naszej armii.
-Ale ja to już powiedziałem- wzburzył się Fortis.
-Moment- uspokoił go brat- Jednak nim wyślemy kogokolwiek na front, król Aneparkis ma wyrazić na to pisemny zgodę i dopiero wtedy zbierzemy oddział składający się z najsłabszych żołnierzy. Wyślemy ich, zdobywając nowych kombatantów, nie tracąc najsilniejszych wojskowych. Jeżeli król Invidii będzie potem robił problemy możemy albo skłamać, że reszta wojska zachorowała na ciężką grypę lub obiecać, iż wyślemy im coś z naszych zapasów żywności. Zdobędziemy wsparcie, nie tracąc być może nikogo z naszego oddziału.
-Lecz król Aneparkis może to uznać za oszustwo i wykorzystanie och trudnej sytuacji- zaoponował Izyros.
-Wtedy pokażemy mu akt z jego podpisem, na którym zgodził się na wszystko. Oczywiście na dokumencie trzeba umieścić kilka druczków i kruczków, których nie będzie się chciało królowi przeczytać- Scarlett rozejrzał się po pozostałych, jak gdyby tylko to ostatnie zdanie również adresował do nich.
Król Izyros skupił wzrok na najmłodszym z dzieci, lecz wzrok ten nie był pobłażliwy.
-Nie podoba mi się twój pomysł- odparł tylko.
-Ale…- zaczął Scarlett, siadając ciężko z niedowierzania.
-Po za tym, to będzie raczej nie zgodne z prawem, nie pomyślałeś o tym?
Młody książę pochylił się i odparł dobitnie:
-Ty jesteś prawem.
Zapadła cisza, ponieważ takie słowa w ustach najmłodszego z Tomów były prawie że odbierane jako szacunek do króla, którego na co dzień młody Milleńczyk nie okazywał. W końcu władca wciągnął powietrze ze świstem.
-Przemyślę naturalnie wszystkie propozycję, lecz zapewne największy spór będzie się toczył pomiędzy pierwszymi dwoma wariantami- oświadczył tonem nie znoszącym sprzeciwu- A teraz wróćcie do kolacji- machnął ręką, kończąc dyskusję.
Scarlett nie tknął już nic do końca posiłku, który biegł swym zwyczajowym tokiem. Potem mężczyzna odprowadził wzrokiem odchodzącego ojca i udał się do swej komnaty.
CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz