SKRYWANE PRAGNIENIA
Morifia jeszcze raz, ze zdwojoną siłą uderzyła w manekin, lecz ten wciąż pozostawał nieugięty. Jego drewniane członki były już mocno pokiereszowane, jednak brzuszysko wypchane słomą stawało trwały opór. Dziewczyna zastanawiała się w nerwach, jak ta szmaciana lalka może jej się nie poddawać. Przecież to ona- władczyni natury, jedyny kobiecy pretendent do tronu w linii prostej, dlaczego zatem to truchło nie ulega takiej potędze? Kobieta uderzyła po raz ostatni, lecz na nic się to zdało; Morifia rzuciła miecz na ziemię i odwróciła się, lecz tylko po to, by uchwycić mocą wystający z ziemi korzeń drzewa i przebić się nim przez sam środek manekina. Dopiero wtedy usiadła zmęczona i zrezygnowana na zbitej z desek skrzynce i schowała twarz w dłoniach.
-Cóż, ma pani, się dzieje?- zapytał aksamitny głos.
Morifia podniosła głowę. Przed nią stał Dudus Vos, jej kolega z wspólnych lekcji.
Dudus, na którego mówi się po prostu Dud, to piękny, opalony, ciemnooki szatyn. Jednak trochę nieśmiały, a ośmielający się dopiero w dobrze znanym sobie towarzystwie. Dudus lubił Morifię, ponieważ nie była ona wyniosła, jak można by się spodziewać po księżniczce. Czuł się przy niej dobrze i skrycie się w niej podkochiwał. Jednak nie uważał siebie za godnego ręki księżniczki. Po za tym zauważył, że Morifia nie jest zainteresowana, przynajmniej na ten moment, zamążpójściem.
Młoda kobieta uśmiechnęła się. W zasadzie nie miała teraz ochoty na ,,pogaduchy”, jednakże Dud zawsze wiedział, czego Morifia potrzebuje.
-Jestem tylko trochę zmęczona- odparła, przysłaniając sobie oczy przed mocno rażącym słońcem.
-Brzmisz, jakbyś się chciała usprawiedliwić- mężczyzna usiadł obok niej- A przecież przede mną nie musisz się tłumaczyć- dodał ciszej.
Morifia westchnęła i rozejrzała się wokoło. Rozmowa z przyjacielem zawsze jej pomagała, lecz mimo to kobieta zastanawiała się, czy wyjawić mu swój problem.
-Przejdziemy się?- zapytała cicho.
Dud jedynie lekko skinął głową. I tak przyjaciele pozostawili boisko i udali się do leżącego nieopodal sadu. Przez chwilę szli w milczeniu wśród dojrzały jabłoni i grusz oraz kwitnących krzewów jagód. Wokół unosiła się wspaniała woń owoców, a najbardziej wyczuwalny wydawał się aromat brzoskwiń, zasadzonych na żyźniejszej glebie. Morifia zerwała jedną i przez chwilę delektowała się jej smakiem. Był to również swego rodzaju pretekst na odwleczenie odpowiadania na pytanie Duda. Lecz nawet po wyrzuceniu pestki brzoskwini Morifia nie mogła zebrać się w sobie. Uważała to za tchórzostwo, jednakże traktowała problem jako jej prywatna sprawa.
-Pięknie tu- odezwał się Dud, chcąc jakoś rozpocząć konwersację.
-Co? A, tak, tak- Morifia machnęła ręką- Przepraszam. Tak, masz rację- dla mnie to jest chyba najpiękniejsze miejsce w całym królestwie. A może i w całej Millenii.
-A może i w całym Mainie, co?- Dud uśmiechnął się przyjaźnie.
Księżniczka odwzajemniła uśmiech, lecz nie podobało jej się to, że zawsze musiała unosić głowę wysoko, by spojrzeć przyjacielowi w oczy.
-Podoba mi się twoja wrażliwość- odparła.
Chłopak zarumienił się.
-Nikt mi jeszcze nie sprawił takiego komplementu- powiedział próbując ukryć zawstydzenie- Uwielbiam obserwować naturę, lecz nie wszystkim się do tego przyznaję; w sumie nikomu- zwiesił głowę- W Millenii uczą młodych chłopców na wojowników- nie na poetów- westchnął.
Przez chwilę przyjaciele szli w milczeniu.
-Zadeklamuj mi jeden ze swoich wierszy- zażądała nagle Morifia.
Dud zatrzymał się i spojrzał dziwnie na księżniczkę.
-Nie chcesz tego słyszeć- pokręcił głową.
Morifia usiadła po turecku w miejscu, w którym stała i spojrzała wyzywająco na młodego mężczyznę.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo tego chcę- zadeklarowała.
Dud westchnął i z niechęcią usiadł przy dziewczynie.
-Tylko się nie śmiej- ostrzegł, unosząc palec wskazujący.
-Jestem poważna do bólu- Morifia zacisnęła usta w wąską kreskę i poczęła słuchać.
-A zatem to będzie wiersz o wschodzie słońca w Millenii- odparł chłopak; odchrząknął i przyjąwszy poważny ton zaczął deklamować:
,,Zatrzymaj się na Górze Tchnienia i spójrz w dół głęboko
Zachowaj od zapomnienia ten widok, cieszący oko.
Niech czas dla ciebie stanie, niech świat skupi się w jedno
Bo łączą się krainy w Mainie i ich wielkości bledną
Przy cudzie stworzenia tego, co rozłączyć musiało się dawno.
Gdzie co moje było jego, a potem oddzielnie chciało być sławną.
W istocie jednym jesteśmy rano, choć w nocy się odłączamy
Cieszyć się tym dłużej nie dano, a wmawia się, że tylko tak przetrwamy
Czerpać zatem trzeba z cudu, który nas w jedną koronę obleka
Wyzbądźmy się z życia nienawiści brudu, na który tylko nieprzyjaciel czeka.”
W trakcie słuchania wiersza uśmiech Morifii rozciągał się, a teraz sięgał prawie od ucha do ucha, a oczy rozbłysły dziewczynie jak dwa ogniki. Była zauroczona talentem przyjaciela, którego jak dotąd nie miała okazji poznać.
-To jest piękne- odparła cicho, nie chcąc zmącić resztek aury wiersza.
-Eee tam- Dud machnął ręką- Wszystko jest do rymu, ale ten wiersz nie jest miarowy- wzruszył ramionami- Muszę go dopracować.
-Co ty mówisz?- księżniczka czuła podekscytowanie- Jest świetny i ma drugie dno. Trzeba tylko znać historię Mainu (kiedyś to była jedna kraina, lecz władcy poszczególnych dystryktów, czyli dzisiejszych osobnych państw zbuntowali się przeciwko królowi i utworzyli nowe kraje). Wydaje mi się, że takie wiersze powinny być umieszczane w podręcznikach szkolnych, aby dzieciom łatwiej było uczyć się historii.
-Teraz doskonale wiesz, co się dzieje w tych szkołach- odparł Dud z nieukrywaną złością- System jest zmieniany, aby dzieci czuły się jednolicie, a coraz większy nacisk jest kładziony, co prawda właśnie na historię, ale nie na tę zawartą w liryce, tylko w podręcznikach i zeszytach- mężczyzna westchnął- Szkoda mi tylko tych, którym trudno jest się uczyć nauk humanistycznych.
-W Szkole Wyższej ma obowiązywać w ogóle przez cały cykl nauki- dodała Morifia- Prezes Siły Millenii twierdzi, że jest to podstawowa wiedza każdego Milleńczyka, ale nie wziął pod uwagę trudności z nauczeniem się całego materiału, zwłaszcza jeżeli ktoś ma głowę do nauk ścisłych i prędzej pojmie budowę roślin okrytonasiennych niż powstanie wrześniowe z 1096 roku. Ponadto jest to nauka dodatkowa, która przy sporej ilości innego materiału będzie tylko obciążeniem.
-Byleby tylko zarobić na nowych reformach- westchnął Dud ze smutkiem.
-Taka polityka, ale nie mówmy o tym- Morifia ujęła dłoń przyjaciela- Tacy ludzie jak ty mogą zmienić myślenie dzisiejszej młodzieży.
-Ale oni nawet nie czytają wierszy- uważają to za głupotę- mężczyzna znów zwiesił głowę.
-No tak- kobieta puściła jego dłoń- Trudno jest w dzisiejszych czasach czegokolwiek nauczyć młodych ludzi. Być może dramatyzuję- wzruszyła ramionami- ale dzisiejsza młodzież jest strasznie niepokorna, a nie mają przeciw czemu się buntować. Jest pokój, wszystkim żyje się dobrze- Morifia zrobiła wielkie oczy, jak zawsze, gdy nie mogła czegoś pojąć.
-Z tą wojną to niewiadomo- Dudus pokręcił głową; milczał przez chwilę, póki nie odważył się zadać pytania- To cie trapi, prawda? Wojna z Thymosem?
Morifia przejechała dłońmi po udach, skrywając wzrok przed przyjacielem. Nie odzywała się dłuższą chwilę, bijąc się z myślami. To była jej prywatna sprawa, która jednakże mogła ujrzeć światło dzienne, jeżeli tylko wszystko pójdzie pomyślnie. To zatem było decydującym aspektem tej decyzji.
-Chciałabym wziąć w niej udział- wyszeptała, wciąż wbijając wzrok w dłonie.
Było to dla Duda niezwykłe, aczkolwiek niezbyt zadziwiające; znał doskonale wojowniczą naturę księżniczki.
-Rozumiem twoją naturalną wolę walki i chęć poświęcenia…- zaczął.
-Nie rozumiesz- przerwała mu Morifia nareszcie podnosząc wzrok na młodego mężczyznę- Mogę powiedzieć ty tylko tobie; ja nie robię tego dla poświęcenia, nawet sława nie jest tu pierwszorzędna. Walki są motorem, który napędza mnie do działania. Dają mi niezbędna do życia jak powietrze adrenalinę, a widok przelewanej na polu walki krwi wroga jest jednym z najcudowniejszych. Ja żyję dla walki, nawet jeśli budzi to niesmak- kobieta mówiła z przejęciem- Dla mnie jest to jak sport, a sława, którą przynosi jest dodatkowym trofeum, które każe mi zdobywać więcej. Czasem czuję się jak maszyna, nie mogąca zawieść, a zakazy ojca są dla mnie jak powolne ciosy w plecy- Morifia odetchnęła głęboko- Nikomu o tym nie mówiłam, jesteś pierwszy- wzruszyła ramionami ze zrezygnowaniem- Taka jest moja prawdziwa natura- zwiesiła głowę.
Dud spokojnie wysłuchał dziewczyny, potem spokojnie przemyślał jej słowa, a następnie spokojnie odpowiedział:
-Wszystkie wady są do zaakceptowania. Jeżeli oczywiście nimi są- ujął dłoń przyjaciółki, tak samo, jak ona zrobiła to wcześniej- To ważne, abyś nie udawała kogoś innego, ponieważ konsekwencje tego w przyszłości mogą być znacznie gorsze niż sobie to wyobrażasz; ludzie nabiorą o tobie mylnego przekonania, przez co możesz ich stracić, zwłaszcza jeżeli naprawdę ci na nich należy.
-Ty nie uciekłeś- zauważyła Morifia trochę dziecinnie.
-Bo przyjąłem twoją prawdziwą naturę, która w ogóle mi nie przeszkadza- Dud uśmiechnął się czule, choć nie taki był jego zamysł.
Morifia odwzajemniła uśmiech, co spowodowało szybsze bicie serca młodego mężczyzny.
-Wracamy?- zapytał Dud, chcąc wbrew sobie przerwać tą wymarzoną chwilę, której podświadomie się obawiał.
Para w milczeniu wróciła na boisko obok zamku.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz