niedziela, 10 kwietnia 2016

Gdy jednak znalazł się przed nimi, książę po raz setny odetchnął głęboko, przywdział wypracowaną przez lata maskę i wszedł do jadalni, przelewając pogardę do swojej osoby na znajdujących się w sali gości. Usiadł dumnie obok siostry, ale nie odezwał się do nikogo słowem. Nikt jednak nie zamartwiał się jego zachowaniem- woleli nie zaczynać bezsensownej kłótni z kimś, kto nie dopuszcza do siebie argumentacji przeciwnika.
Wieczór wyglądał tak samo jak inne- spóźniona para królewska weszła do sali, zgromadzeni zaczęli się nimi zachwycać, łechtając ich wybujałe ego. Tylko Scarlett patrzył spode łba na ojca; gdyby udało mu się wykonać zadanie poprawnie, to teraz z satysfakcją wyczekiwałby kulminacyjnego momentu wieczoru. A tak- nic się nie działo i mężczyzna musiał kolejny raz znosić swoją wyidealizowaną rodzinę.
W pewnym momencie do sali wszedł Główny Gwardzista, czyli Archigos, który udał się w Prost do króla, by wyszeptać mu cos gorączkowo na ucho. Izyrosa jednak nie podnieciła ta informacja tak mocno jak żołnierza; władca odszeptał coś spokojnie, gestykulując dłonią, po czym odprawił Archigosa z sali.
-Co się stało?- zapytała Mitis lekko przejęta.
-Nic takiego, po prostu protestujący zaczęli wyważać bramę- odparł dość głośno król ze stoickim spokojem.
Wszyscy zgromadzeni przy stole unieśli głowy na te słowa. Zapadła cisza, którą wreszcie przerwał Enaret, tym razem ucztujący z rodziną.
-Czy masz na myśli, ojcze, Milleńczyków protestujących w obronie demokracji?- zapytał powoli.
-Raczej Milleńczyków nie umiejących przyznać racji temu, co jest dobre- odrzekł Izyros dumnie i pewnie, jak mały chłopiec dyskutujący wśród dorosłych.
-Lecz czy ty wysłuchałeś chociażby ich postulatów?- najstarszy Tom był wyraźnie wzburzony postawą swego rodzica.
-Oni nie mają postulatów; jedynie wykrzykują propagandowe hasła- władca chciał wrócić do posiłku.
-Jednak mają w tym swoją rację- Enaret nie zamierzał ustąpić.
Izyros westchnął teatralnie, odkładając sztućce na bok.
-Ludzie nie po to wybierali Siłę Millenii, aby jej członkowie nagle swymi ustawami zmieniali konstytucję- książę był coraz bardziej zdenerwowany, co rzutowało na ton jego głosu- mocniejszy i pewniejszy.
-Zrobili to, co uważali za słuszne- Izyros nie krył podrażnienia, wykrzywiając twarz w grymasie.
-Za słuszne uwali odebranie ludziom poczucia bezpieczeństwa i stabilności, unieruchamiając niepodległą od nich instytucję, dodatkowo nie prowadząc w tej sprawie dialogu ze społeczeństwem- odezwał się Scarlett rzeczowo i nad wyraz opanowanie.
Pozostali Tomowie popatrzyli ze zdziwieniem na najmłodszego z nich; nie próbował się wykłócać, tylko choć raz zabrzmiał jak poważna persona.
-Chcą właśnie wzmocnić to uczucie, zwiększając członków Zgromadzenia Ogólnego, by Milleńczycy mieli pewność, że orzeczenie jest sprawiedliwe- Izyros wciąż szedł w zaparte, nie potrafiąc powstrzymać swoich emocji, co uwidaczniał głos i wyraz twarzy.
-To właśnie ma na celu opóźnienie w podejmowaniu uchwał oraz utrudnienie w orzekaniu wyroku- Scarlett oparł się wygodnie, spoglądając wprost na ojca, na nikogo innego; chciał chociaż go wyprowadzić z równowagi, skoro nie mógł zrobić już nic więcej.
-Spowoduje to jedynie wzrost wiarygodności orzeczeń Trybunału. Takie jest moje stanowisko- władca uderzył pięścią w stół, po czym powrócił do jedzenia.
-Cos jednak trzeba zrobić z tymi ludźmi przed pałacem- Morifia dołączyła się do dyskusji.
-Zostaną wypędzeni przez straż, to jedyny sposób, w jaki możemy ich potraktować- odparł król między jednym a drugim kęsem.
-Spadnie poparcie dla twoich rządów- powiedziała dziewczyna prawie szeptem, bojąc się narazić ojcu.
-Lecz trwają one do mojej śmierci, a jej widmo na mnie nie spoczywa póki co.
-,,Szkoda”- pomyślał Scarlett, bawiąc się groszkiem na swoim talerzu; mężczyzna nagle stracił apetyt.
-Obywatele Millenii nawet nie wiedzą, co się dzieje- Enaret nie zamierzał skapitulować- Organizują protesty i pikiety z bezsilności.
-Trzeba było się uczyć, to by zdawali sobie sprawę z naszej troski o nich- burknął Izyros.
-Tu nie chodzi o wykształcenie poszczególnych jednostek, tylko o szybkość podejmowania decyzji przez partię rządzącą, nie pozwalając Milleńczykom zorientować się w sytuacji, która wykracza poza ich wyobrażenia- nie godzi się, by rządzący ustanawiali ustawy, które blokują organ odpowiedzialny za ich karanie. Jak społeczeństwo ma postrzegać tego typu działania oraz ciebie, propagującego Siłę Millenii?
-Milleńczycy mają respektować moje decyzje oraz osoby mi podwładne- takie są ich obowiązki- władca zaakcentował ostatnie cztery słowa.
-A ich prawa?- wzburzył się najstarszy książę- Jego orzeczenia nie zostały ani razu opublikowane- Enaret zaczął pukać palcem w stół, z każdym słowem, które wypowiadał- Milleńczycy nie zdają sobie sprawy z decyzji, które zostają podejmowane w kraju, czują się oszukiwani, prawda zostaje przed nimi zatajona, więc organizują kolejne strajki.
-Szkoda tylko, że organizujący mają swoje za uszami, a wykłócają się o sprawiedliwość- Izyros z gniewem podniósł oczy na syna- Nie wziąłeś tego pod uwagę.
-To nie jest żaden argument, jedynie skaza na manifestujących- odparł szybko Enaret- Nie jest atutem przeważającym nad uczciwością Siły Millenii.
-Ale pokazuje dwulicowość milleńskiego społeczeństwa- odparł król dobitnie- Koniec tematu- uciął krótko, powracając do konsumpcji.
-Zachowujesz się jak dziecko- wtrącił Scarlett, dalej bawiąc się i wpatrując w jedzenie na talerzu.
-Ja?! - wybuchnął król- Nie waż się tak do mnie ponownie mówić- wyciągnął wskazujący palec przed siebie- Ja podejmuję decyzje w tym kraju i popieram rządzących, co powinno dać przykład tym darmozjadom, żerującym na krzywdzie wojny i dalej wypominającym straty, podczas gdy trzeba żyć teraźniejszością. To egoizm z ich strony, że oczekują ideału po traumie, podczas gdy w naszej historii nigdy nie mogliśmy dojść do porozumienia między sobą.
-A co dopiero z innymi krajami- zauważył Scarlett, wyjątkowo zgadzając się z opinią ojca, choć nie wyrażając tego słowami- A właśnie- co postanowiłeś w sprawie Invidii?- zagaił.
Izyros odchrząknął, by pozbyć się chrypy, wywołanej wysokim tonem i niemalże krzykiem.
- Przyjąłem propozycję waszego najstarszego brata - Tu skinął głową w stronę wymienionego - która zakłada nałożenie represji oraz sankcji, począwszy od zerwania współpracy z eksporterami i zamknięciem granic dla przewoźników oraz wznowieniem kontroli granicznej dla obywateli Invidii. Ponadto już wcześniej wstrzymaliśmy dotację.
- Co tak ostre kroki mają na celu? - Młody książę zadawał pytania tonem egzaminatora.
- Przede wszystkim uświadomienie społeczeństwu, że walki sprowadzają na nich jedynie straty, nie przynosząc korzyści na żadnym polu.
- Jednak tego typu represje oddziałują również na rządzących, próbujących stłumić rewolucję.
- Aneparkis i jego oddziały zostaną wsparte przez armię Thymosu, Acetanu i Kupidii - Odparł król spokojnie.
- A reszta Mainu? - Scarlett poprawił się na krześle, mierząc ojca wzrokiem - Będziecie prowadzić obrady, nakładać na Invidię kolejne sankcje i kary, wydacie rozporządzenie o oficjalnym zawieszeniu broni i… - Pokręcił głową - Co dalej? Uważasz, że to pomoże lub powstrzyma rewolucję?
Król, pełen nadziei na pokojową rozmowę z synem, otworzył szerzej oczy ze zdumienia i złości; zmierzył księcia zabójczym spojrzeniem, po czym wycedził:
- Takie metody nazywane są bezkonfliktowymi, nie neguj najsprawiedliwszego sposobu postępowania Mainu.
- Takie działania nazywane są tchórzostwem i postępowaniem według bzdurnych zasad wspólnoty - Scarlett nie pokazywał po sobie wzburzenia, nie to, co jego ojciec.
- Jeszcze jedno słowo - Mężczyzna oddychał płytko i poczerwieniał na twarzy, czym przypominał lokomotywę - a wygnam cię z zamku.
- Zero wolności słowa w tym kraju, ale dobrze - Książę uniósł ręce.
Izyros nic nie odpowiedział, jedynie wrócił do jedzenia kolacji.
- Nie jedz tak szybko - zganiła go królowa.
- Sam decyduję o sobie - odburknął jej mąż niegrzecznie.
Mitis westchnęła ciężko; czasem jej współmałżonek wydawał się zbyt dziecinny jak na tak wysokie stanowisko.
Scarlett siedział zdenerwowany - nie dość, iż jego misja zakończyła się fiaskiem, to jeszcze władca zaczynał mówić jak członkowie Siły Millenii; nie docierały do niego żadne argumenty, kurczowo trzymał się swojego zdania i atakował swoich przeciwników, wykorzystując swoją pozycję i status społeczny. Król wiedział doskonale, że może wszystko, a jego słowo jest święte, przynajmniej według poddanych. Książę pluł sobie w brodę, ponieważ był w stanie temu zapobiec. Teraz wszystko przepadło.
Nagle wydarzył się cud; król zaczął kasłać. Scarlett uniósł wysoko głowę i spojrzał na ojca, by upewnić się, że to nie jest chwilowe. Nie było - władca poczerwieniał na twarzy, oczy prawie wyszły mu z orbit, zaczął się dusić. Odruchowo chwycił się za gardło, lecz to oczywiście w niczym nie pomogło. Jego syn aż z wrażenia odłożył sztućce na bok i wpatrywał się w Izyrosa jak w boga. Próbował ukryć uśmiech, lecz jego błyszczące oczy mówiły wszystko. Dobrze, że nikt nie zwracał na niego uwagi.
- Kochany, co się dzieje? - Mitis raptownie wstała z krzesła i chwyciła męża za ramiona - Wezwać lekarza! - krzyknęła rozhisteryzowana.
Kilka osób siedzących najdalej natychmiast rzuciło się do drzwi i prawie je wyważając, wybiegło z sali. Enaret z zatroskaną miną podszedł do Izyrosa, by poklepać go po plecach, lecz to nie przyniosło spodziewanego efektu.
- Zaraz będzie lekarz, kochanie, wytrzymaj - mówiła królowa trochę niedorzecznie.
- Mocniej - Odparł Scarlett, nie ruszając się ze swego miejsca - Może idź im pomóc, Fortis - Zwrócił się od niechcenia do brata.
- Jak możesz być taki spokojny? - Skarciła go Morifia - Tata się dusi, nie widzisz? - Zapytała ze złością.
- Widzę, ale od tego nie umrze, jeżeli pomoże mu odpowiednia osoba - książę wzruszył ramionami.
W tym czasie Fortis posłuchał młodszego brata i podszedł potulnie do króla; chwycił go w pół i ścisnął mocno, ale to tylko wywołało większy rumieniec na twarzy mężczyzny.
- Odejdź, głupi osiłku - Odepchnął go Enaret ze złością - Nie widzisz, co robisz? Zabijesz go szybciej niż to, co go dusi.
Wtedy do jadalni wpadli dworzanie, ciągnący ze sobą doktora.
- Proszę szybciej - Ponaglała go królowa - Nie wiem, jak mogę mu pomóc - Prawie płakała.
Lekarz rzucił na króla jedno spojrzenie.
- Nie krztusi się z powodu utkwionego w gardle jedzenia - Osądził mężczyzna w średnim wieku - To reakcja alergiczna. Panowie, zabierzcie go do najbliższej komnaty - Rozkazał mężczyzną, którzy go przyprowadzili. Ci z największą trwogą spełnili jego żądania.
- Alergiczna? - Mitis objęła się rękami - Przecież mój mąż nie ma alergii.
- Najwyraźniej ma - czy jeden ze składników dzisiejszej kolacji był dla króla nowością?
- Nie wiem - Kobieta spojrzała na talerz z resztkami jedzenia, marszcząc brwi w zamyśleniu.
- Dunia cieszyła się, że dziś pierwszy raz zje pistacje - odezwała się Morifia - Nie przypominam sobie, byśmy je kiedykolwiek jedli.
- A więc mamy sprawcę całego zamieszania - Doktor nie wydawał się przejęty przypadkiem króla duszącego się w komnacie obok - Pójdę tam i postaram się zrobić wszystko, by uratować naszego władcę - Oświadczył beznamiętnie.
Po wyjściu lekarza w komnacie zaległa cisza; rodzeństwo i matka spoglądali na siebie raz po raz, każdy z wyjątkiem Scarletta z przejęciem w oczach. Podczas gdy oni drżeli o życie ojca, on miał nadzieję, że Tyhi (bogini fortuny) rozwiąże za niego problem, a sumienie księcia pozostanie czyste.
Grobowe milczenie trwało dopóty, dopóki w sali ponownie nie zjawił się doktor.
- Sytuacja opanowana - Wydawał się weselszy niż przed wyjściem - Król został przeniesiony do swojej sypialni, można go odwiedzić.
- Zatem pójdę tam - Mitis zerwała się z krzesła, na którym siedziała przez ostatni kwadrans i prawie wybiegła z jadalni, co było do niej absolutnie niepodobne.
Królowa spędziła przy swym mężu prawie godzinę. Przez ten czas ich dzieci czekały znudzone przed wejściem do komnaty, okupując każdy fotel znajdujący się w pobliżu. Już mniej zatroskani o stan zdrowia ojca wymyślili sobie zabawę w opracowaniu najwymyślniejszej figury na fotelu, ale tak, by równocześnie wciąż siedziało się wygodnie.
- A może tak? - Fortis przerzucił nogi przez oparcie fotela, kładąc się na siedzeniu, lecz głowa zwisała mu bezwiednie.
- Nic niezwykłego - Enaret machnął na niego ręką - Patrzcie - Położył się w poprzek fotela i przerzucił nogi za głowę - Co wy na to?
- Nawet jeżeli teraz jest ci wygodnie, to za chwile nie będzie - Skwitowała Morifia.
- Wyglądacie jak małpy w cyrku - Zaśmiał się Scarlett.
- To dawaj, wesołku, wymyśl coś - Wyzwał go Fortis.
Najmłodszy Tom pomyślał chwilę, po czym w miarę możliwości położył się na oparciu fotela, przerzucając jedną nogę przez drugie, drugą mając zgiętą i odchylił głowę, jakby ku promieniom słońca, których oczywiście nigdzie nie było.
- To dobre do opalania, nie relaksowania - Podsumował Enaret.
- Wy mężczyźni nie znacie się na dobrym ułożeniu - Odparła Morifia śmiejąc się - Jak dobrze układam włosy, tak samo dobrze układam się na fotelu.
- Czyli ci to nie wychodzi - Skwitował Scarlett, na co jego bracia roześmiali się głośno.
- Jak możesz! - Wykrzyknęła dziewczyna, lecz do nich dołączyła.
Wtedy drzwi sypialni otworzyły się szybko.
- Jak możecie - Odezwała się Mitis, piorunując swoje dzieci wzrokiem - Wasz ojciec jest w agonii, a wy…
- W agonii? - Enaret natychmiast spoważniał, siadając poprawnie - Przecież lekarz twierdził coś zgoła odmiennego.
- Lecz król czuje się coraz gorzej - Mitis próbowała powstrzymać cisnące się do oczu łzy, lecz łamiący się głos ją zdradził - Nie jest pewien, ile mu jeszcze pozostało, dlatego chce się spotkać kolejno z każdym z was.
- Może dramatyzuje? - Zasugerował Scarlett - Wiesz, jaki jest ojciec - najmniejszy ból potrafi podnieść do rangi nieznośnego.
- Na wszelki wypadek lepiej go posłuchać - królowa nie wydawała się wzburzona insynuacjami syna - Chodź, Enaret.
Książę wstał posłusznie, lecz jego mina nie wyrażała żadnych emocji, zwłaszcza współczucia. Spędził tam około kwadransa, Morifia oraz Fortis również podobnie. Nadeszła kolej najmłodszego z Tomów.
Scarlett wszedł cicho do ojcowskiej komnaty. W jedynym szczerozłotym łóżku w pałacu leżał Izyros. Jak zwykle wyglądał majestatycznie i wytwornie, nawet leżąc w agonii. Scarlett małymi krokami podszedł do króla, po czym przykląkł przy jego łożu. Chwytając jego słabą dłoń wyglądał na syna drżącego o losy swego ojca, a zarazem króla. Ten jednak chciał wyczuć siłę jego pulsu. Czy już słabnie? A może dzielnie się  trzyma i trzeba mu znów dopomóc? Nagle Izyros otworzył oczy na kilka milimetrów, a dojrzawszy najmłodszego syna chciał dźwignąć się na łokciach. Scarlett jednak położył mu rękę na piersi i zmusił, by tego zaprzestał.
-Ojcze- zaczął cichym, spokojnym głosem.
-Co ty tu robisz?- król ostatkiem sił zaakcentował zaimek osobowy.
Scarlett odchylił się trochę na to zdziwienie, jednakże tylko pokręcił głową i znów nachylił się ku ojcu.
-Jestem w końcu twoim synem- Scarlett ostrożnie wypowiadał każde słowo- Mimo trwających między nami zatargów martwi mnie twój stan zdrowia.
Izyros chciał odpowiedzieć złośliwie, lecz docenił starania syna.
-W takim razie cieszę się, że tu jesteś- skinął głową na tyle, na ile mógł- Rad jestem, iż pomimo naszych kłótni jesteś w stanie połknąć dumę i schylić czoło przed własnym ojcem.
Król wyciągnął rękę w stronę głowy swego dziecka, aby ją na niej położyć. Scarlett zrozumiał ten gest, więc skłonił się i pozwolił ojcu na błogosławieństwo. Czuł się niekomfortowo, lecz musiał to znosić. Do czasu…
-Czasem czuję, że jednak będziesz służył za przykład- odparł król, kładąc rękę z powrotem na pościeli.
-Nie wątpię- oparł Scarlett próbując ukryć zdradziecki uśmiech; gdy tylko udało mu się zapanować nad sobą, zapytał- Potrzebujesz czegoś? - rozejrzał się wokoło.
-Nie…- odparł słabo król.
-A może herbaty?- Scarlett zerwał się z podłogi- Widzę, że stoi tu dzbanek. Nie jesteś spragniony?- podszedł do małego stoliczka.
-W sumie czuję się trochę spragniony- Izyros wzruszył jednym ramieniem.
-Świetnie- młody mężczyzna czuł zbliżający się triumf; nalał do połowy porcelanowej filiżanki napoju i niepostrzeżenie wsypał do niej zawartość fiolki ukrytej w pole płaszcza- Proszę- odparł podając herbatę ojcu- Najlepiej wypij do dna.
Król wsparł się delikatnie na łokciu, aby przyjąć dar od syna. Pierwsze krople wywołały u władcy nieposkromioną łapczywość. Wypił duszkiem całą filiżankę herbaty, a Scarlett pomógł mu przytrzymać naczynie, by Izyros nie poplamił się.
-Matka przyrządza najlepszą- król uśmiechnął się z rozmarzeniem, kładąc się ponownie.
-Teraz śpij- wyszeptał Scarlett, lecz tym razem, myśląc iż ojciec ma zamknięte oczy, pozwolił sobie na szeroki uśmiech triumfatora.
Niestety król spod półprzymkniętych powiek ujrzał prawdziwą naturę syna. Zląkł się.
-Czego tam dodałeś?- zapytał, czując pieczenie w przełyku; chwycił się za gardło.
-Czegoś, co przyniesie ci wieczne ukojenie- książę nachylił się w stronę ojca.
-Otrułeś mnie- Izyros ledwo wypowiedział te dwa słowa; w jego ciele szalał ogień.
-Tak, mój ojcze- odparł oficjalnie Scarlett- Teraz jesteś bezradny. Możesz jedynie patrzeć na swego mordercę i przyszłego króla- mężczyzna wstał i oddalił się z godnością.
-Nigdy ci się to nie uda!- krzyknął król, lecz już ostatkiem sił.
Władca Millenii dał się pokonać kaszlowi, który złapał go jak przyczajony wróg. Nie wierzył, że tak właśnie wygląda jego śmierć- pełna bólu gardła i bezradności. Chciał zginąć na polu walki, wśród chwały i swych popleczników. Nie pokonany przez swą latorośl, która nawet nie obejrzawszy się na swe dzieło wyszła z sypialni odchodzącego króla.
CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz