sobota, 15 lipca 2017

Poniżej umieszczam fragment mojej nowej książki, pod tytułem: ,,Kraina Marzycieli. Zwodziciel". Dodatkowo za niedługo zapraszam na stronę Ridero.eu, gdzie najprawdopodobniej zostanie opublikowany ,,Scarlett" w pełnej krasie. ;)



ROZDZIAŁ PIERWSZY
- To już chyba ostatnie pudło - Stwierdziła z zadowoleniem Tosia, stawiając na podłodze karton wypchany po brzegi.
- Jeżeli czegoś zapomniałaś, wiesz, że zawsze możesz wrócić - Odparła jej mama, spoglądając czule na córkę.
- Wiem, ale raczej zamierzam zabawić tu na dłużej – Dziewczyna roześmiała się.
Antonina Kruczyńska właśnie wprowadziła się do nowego mieszkania w Krakowie. Zaczynała tu studia na wydziale historii sztuki. Może nie był to jakiś lukratywny kierunek, jednakże to było coś, co Tosię pociągało najbardziej. Antonina była jedynym dzieckiem państwa Kruczyńskich i właśnie dlatego jej rodzice tak bardzo denerwowali się wyjazdem. Przyjechali z córką dzisiaj do mieszkania, by ją dopilnować. Oczywiście nie wyrazili się w ten sposób, jednakże Tosia rozumiała ich na wylot. Po za tym dziewczynie również trudno było rozstać się z rodzicami, dlatego nie wyganiała ich z mieszkania do późnego wieczora. Gdy jednak ojciec napomknął, iż musi wyspać się do pracy, państwo Kruczyńscy pożegnali się z córką, po czym wyszli. I tak Antonina została sama.
Tosia spędziła ten wieczór na rozpakowywaniu części pudeł, a gdy ta praca jej zbrzydła, dziewczyna usiadła na kanapie i czytała chyba po raz setny swoją ulubioną książkę z (wstyd się przyznać) dzieciństwa. Jej tytuł brzmiał ,,Marzyciele” i opisywała barwną krainę oraz jej mieszkańców. Ta lektura zawsze dodawała Tosi otuchy i pomagała jej się przenieść w inne miejsce. Dziewczyna zawsze wierzyła, że gdzieś na świecie znajduje się takie miejsce; autorzy zapewniali, iż opisywane przez nich miejsca, osoby i rzeczy istnieją naprawdę. Tosia w dzieciństwie wbiła sobie do głowy, że tak jest i tak jej zostało. Z tą myślą dziewczyna położyła się spać.
Rano Tosia wstała wcześniej, aby wziąć kąpiel, umyć włosy, pomalować się, czyli zrobić wszystko, by sprawić dobre wrażenie. Po wszystkim dziewczyna przyjrzała się sobie w lustrze.
- Jest idealnie - Stwierdziła z zadowoleniem.
Antonina Kruczyńska nie wyróżniała się szczególną urodą - rysy twarzy miała łagodne, oczy ciemnobrązowe, prosty nos, średnie czoło, wąskie, długie usta, ostry podbródek, a włosy proste, kasztanowe, średniej długości. Była szczupłej budowy ciała, niewysoka. Nie wyróżniała jej jakaś szczególna cecha wyglądu - zupełnie zwyczajna, prosta dziewczyna z małej wsi pod Olkuszem.
Tosia wyszła z domu pewnym krokiem, lecz w miarę jak zbliżała się do Collegium Novum, ta pewność zaczęła maleć. Przed drzwiami głównymi dziewczyna poczuła się jak mała myszka, która zaraz zostanie zdeptana. Jednak młoda studentka wiedziała, że musi tam wejść, więc wzięła bardzo głęboki wdech, po czym pchnęła drzwi i udała się do auli. Dziewczyna usiadła na jednym z siedzeń i poczęła przyglądać się innym; większość osób stanowiły dziewczęta, dla Tosi znacznie ładniejsze od niej, i tylko paru, jak na taką liczebność, chłopaków. Wśród nich najbardziej wyróżniał się jeden - wysoki, dobrze zbudowany blondyn, który od razu przyciągał spojrzenie większości pań. Tosia nie stanowiła w tym wyjątku. Nieznajomy rozmawiał z kilkoma innymi chłopakami, może kolegami, a może poznanymi dopiero teraz, co świadczyłoby o jego pewności siebie. Antonina lubiła takich; uśmiechnęła się do siebie - na pewno nie była w jego guście.
- Cześć, Kaśka jestem - Odezwał się nagle jakiś głos tyłu.
Tosia podskoczyła wystraszona, lecz gdy tylko zauważyła te błyszczące niebieskie oczy, poczuła natychmiastową ulgę i wdzięczność, że ktoś się nią zainteresował.
Kaśka usiadła obok Tosi i podążyła za jej wzrokiem.
- Co tak patrzysz na tego blondyna z tyłu? - Dziewczyna spojrzała na nową znajomą radośnie - Już wpadł ci w oko?
- Nie.. No co ty… - Tosia zawstydziła się i zarumieniła.
- Wcale - Roześmiała się Kaśka - Jak mówiłaś, że masz na imię? - Zmarszczyła brwi, patrząc na nową znajomość.
-Tosia - Dziewczyna podała dłoń koleżance - Tosia Kruczyńska. Miło mi.
- Kaśka Paszkowska - Studentka uścisnęła dłoń nowej znajomej, po czym odwróciła się - Aśka, come on! - Krzyknęła na inną dziewczynę.
Śliczna, ruda dziewczyna przerwała rozmowę z pewnym chłopakiem i podbiegła do przyjaciółki.
- Co jest? - Zapytała, stojąc obok Tosi i Kaśki.
- Nową znajomą skumałam - Kasia wskazała na pannę Kruczyńską - To jest Tośka, poznajcie się.
Dziewczyny podały sobie dłonie, a gdy tylko przyjaciółki zaczęły o czymś zaciekle dyskutować, Tosia przyjrzała się im; Kaśka Paszkowska i Aśka Tryblicka były z wyglądu tymi dziewczynami, których Tosia się obawiała; wysokie, szczupłe, z długimi, prostymi włosami - Kasia blond, Asia jasny rudy - pewne siebie, od razu przykuwające uwagę, zwłaszcza płci przeciwnej. Jednak w pewnym stopniu dziewczyna cieszyła się z ich towarzystwa. Po pierwsze: zawsze to coś, a po drugie: dzięki nim mogła wkroczyć do tzw. ,,elity”, która funkcjonowała w każdej szkole, bez wyjątku.
Tosię trochę krępowało, że została wykluczona z rozmowy. Dlatego zbawienne dla niej okazało się nadejście rektora - doktora Habdusia. Standardowo przywitał się ze studentami, wręczono kilka indeksów, potem dziekan wygłosił bardzo długie przemówienie i można było iść. Gdy Antonina zabrała swoją torbę i miała zamiar już wychodzić, zatrzymała ją Kasia.
- Masz jakieś plany na teraz? - Zapytała wesoło.
Tosia pokręciła głową.
- To świetnie; chcesz iść z nami na kawę? Ze mną i z Aśką?
Antonina wzruszyła ramionami.
- Czemu nie? - Młoda dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie.
- No to super - Kaśka pociągnęła nową koleżankę do drzwi - Idziemy do takiej fajnej kawiarni, Karmello się nazywa, byłaś tam kiedyś?
- Chyba nie… - Tosia, potykając się, szła wśród tłumu - Wcześniej nie bywałam w Krakowie za często.
- Żałuj - Zaśmiała się Kasia - Aśka, idziesz?!- krzyknęła za siebie.
- Idę, nie panikuj - Asia wyłoniła się z tłumu – Ała! - Krzyknęła, gdy została trącona przez pewną dziewczynę.
Trzy studentki zatrzymały się i z rozdziawionymi ustami otaksowały nieznajomą; była wysoka, wyjątkowo szczupła, praktycznie bez biustu. Miała wystylizowane, falowane, jasno – brązowe włosy, na nosie miała pilotki, a jej makijaż był mocny. Ubrana była w zwiewną, kwiecistą sukienkę, na ramionach miała kremowy żakiet, a na nogach szpilki – sandałki. Całości dopełniał biały kapelusz z szerokim rondem.
- Przepraszam – Powiedziała nieznajoma dosyć delikatnym głosem, posyłając piękny, czerwony uśmiech, odsłaniający białe zęby.
- Uważaj następnym razem – Pisnęła Tosia, patrząc na kobietę oczami wystraszonej myszki.
- Dobrze – Dziewczyna wzruszyła ramionami – Tak w ogóle nazywam się Józefina Kuleszka – Podała dłoń każdej z trzech nieznajomych po kolei.
Gdy uścisnęła dłoń Tosi, dziewczynie wydawało się, iż ten uścisk trwa dłużej, niż poprzednie, a Józefina uśmiecha się do niej zalotnie. Antonina miała nadzieję, że to przewidzenie. Gdy kobieta zwolniła uścisk, Tosia zauważyła na jej lewym przedramieniu tatuaż: ,,Where do we go now?”, a pod nim: ,,Anyway the wind blows”. Młoda studentka uśmiechnęła się pod nosem.
- Do zobaczenia, tak? - Zapytała Józefina, klaszcząc w ręce.
- Zapewne – Kaśka uśmiechnęła się nerwowo – Pa! - Krzyknęła, odciągając koleżanki w stronę wyjścia.
Na reszcie trójka młodych kobiet znalazła się na zewnątrz i mogła swobodniej oddychać. Zgodnie z planem poszły do Karmello, a Tosia miała wrażenie, że Kaska i Aśka cieszą się z jej obecności, co dało jej większe uczucie pewności siebie.
Ulica Floriańska pełna była młodych studentów. Większość praktycznie wlewała się do kawiarni i knajpek.
- Ciekawe, dlaczego wszyscy przyszli akurat tutaj? - Tosia próbowała przekrzyczeć tłum - Trzeba przejść przez cały rynek!
- Widocznie coś tu studentów ciągnie - Wzruszyła ramionami Kaśka, ciągnąc koleżankę w stronę kawiarni.
Po wejściu do Karmello dziewczyny poczuły się jak w oazie spokoju. Antonina mogła nareszcie usłyszeć własne myśli i to, co mówią do niej inni. Dziewczyny zajęły stolik przy oknie.
- Teraz uczcimy to kawą, a wieczorem… - Kaśka zatarła ręce z zadowoleniem.
- Co? - Zapytała Tosia, przeglądając menu.
Przyjaciółki spojrzały na nią wymownie. Jednak Tosia tego nie zauważyła.
- Ja biorę Caffe Mocha i chyba któryś torcik, zapytam kelnera, co poleca, a wy?- Dziewczyna spojrzała na nowe koleżanki i dopiero wtedy zauważyła, że bacznie jej się przyglądają - No co? - Wzruszyła ramionami.
- Wiesz, gdzie potem idziemy? - Zapytała Aśka, podnosząc wymodelowaną brew.
Tosia pomyślała chwilę.
- Do klubu? - Zapytała niepewnie.
- Może, ale najpierw tam, gdzie jest najwięcej studentów - Podpowiedziała jej Kasia.
- Na piwo do baru?
-No! - Asia klasnęła w ręce - Zabawimy się, co nie?
- ,,Co nie?” - Pomyślała Tosia ironicznie, a na głos powiedziała - No jasne – Te słowa wywołały na twarzach jej nowych koleżanek szerokie uśmiechy.
Dziewczyny zamówiły po kawie i jakimś smakołyku, wedle uznania. Podczas czekania Aśka i Kaśka zagłębiły się w jakąś bezsensowną, według Tosi, rozmowę o nowym kremie, jego wadach i zaletach. Młoda studentka zaczęła rozglądać się po kawiarni, a jej wzrok po chwili przykuła Józefina, na widok której Tosia automatycznie się spięła. Nowo poznana dziewczyna siedziała na zewnątrz z jakimś mężczyzną w średnim wieku i zaśmiewała się do łez z tego, co zapewne bogaty, sądząc po jego ubraniach, pan opowiada. Oboje palili papierosy. Jej obserwacje przerwał kelner, który właśnie nadszedł z zamówieniem. Gdy poszedł sobie, Tosia wtrąciła się co rozmowy koleżanek.
- O której jutro zaczynamy zajęcia? - Zapytała.
Kaśka i Aśka spojrzały na koleżankę jak na wariatkę, po czym roześmiały się. Tosia nic z tego nie rozumiała, co uwidoczniła, robiąc zdezorientowaną minę.
-Oj, Tośka, Tośka - Westchnęła Kaśka, pochylając się w stronę koleżanki - O jakich głupotach ty myślisz… - Pokręciła głową – Nieważne, co jest jutro, liczy się tylko dzisiejszy wieczór – Powiedziała poważnym tonem.
-Ale jutro trzeba wstać - Zaoponowała Tosia.
- Ty się skup na wieczorze, bo wiesz, kogo zapewne spotkamy - Kasia zrobiła znaczącą minę.
- Kogo? - Tym razem zapytała Asia.
- Oj! - Kaśka machnęła ręką, a na jej ustach zagościł chytry uśmiech - Tosi się taki przystojniaczek spodobał – Mrugnęła okiem w stronę przyjaciółki.
-No! - Aśka położyła rękę na oparciu krzesła i również uśmiechnęła się chytrze - W takim razie musimy cię dziś na wieczór wyszykować – Oświadczyła.
- Nie, no, dziewczyny, dajcie spokój - Tosia zarumieniła się lekko.
Kaśka chciała coś powiedzieć, lecz wtedy kelner przyniósł rachunek, za który dziewczyna zobowiązała się zapłacić. Po odejściu mężczyzny Tosia znów podjęła wątek.
- Dzięki dziewczyny za zaproszenie i za starania, ale ja na jutro chcę się wyspać – Odparła przepraszającym tonem.
Na te słowa nowe koleżanki Antoniny wybuchły gromkim śmiechem.
- Dobre, dobre - Aśka poklepała Tosię po ramieniu - To w co chcesz się ubrać na wieczór? Młoda studentka westchnęła.
- ,,No nie dogadamy się” - Pomyślała. - Naprawdę… - zaczęła.
- Tu wokoło jest pełno sklepów; znajdziemy ci jakiś fajny ciuszek - Aśka klasnęła w dłonie-Ale będzie zabawa! - Wykrzyknęła – Chodźcie, nie ma czasu do stracenia – Powiedziała entuzjastycznie, wstając.
Dziewczyny przez następne dwie godziny chodziły po sklepach, w efekcie czego każda z nich kupiła sobie coś nowego i ładnego na wieczór. Potem pojechały do mieszkania Tosi, aby pomóc jej dobrać dodatki do nowej sukienki oraz zrobić fryzurę i makijaż. Gdy Antonina była gotowa, Kasia i Asia udały się do swojego akademika, aby si,ę wystroić. Tosi pozostało czekać, aż będzie mogła pójść na rynek i spotkać się z koleżankami o wyznaczonej porze. Niestety pozostały jej jeszcze trzy godziny do tego czasu, a ona nie miała określonego przez siebie zadania do wykonania. Zatem z westchnieniem usiadła ostrożnie na łóżku i wzięła do ręki swoją ukochaną książkę: ,,Marzycieli”. Z czułością pogładziła okładkę, która przedstawiała kilka latających postaci, przypominających wyglądem wróżki lub elfy, unoszące się wśród nocy na świecących, kolorowych obłokach. Tosia wstydziła się trochę fascynacji tą książką, ale nie potrafiła odłożyć jej na półkę z postanowieniem, że już nigdy jej nie przeczyta.
Dziewczyna otworzyła pierwszą stronę, na której znajdował się osobisty tekst autorki: ,,Opisane przeze mnie postacie są prawdziwe. Poznałam je, rozmawiałam z nimi i spędzałam z nimi czas. Jednak ze względu na bezpieczeństwo, mieszkańcy Krainy Marzycieli podali mi środek, po spożyciu którego nie pamiętam, jak się tam dostałam, ani jak wróciłam. Odszukajcie, proszę tę krainę i pomóżcie ludziom w niej żyjącym, ponieważ są wyjątkowi. Zaraz wam to pokażę”.
Tosia uśmiechnęła się pod nosem, czując równocześnie wstyd, ponieważ książka zyskała opinię bajek dla dzieci, a sama autorka trafiła do psychiatryka. Jednak jakaś siła ciągnęła młodą dziewczynę do tej lektury.
Zatapianie się w kolorowy, bajkowy świat nie trwało długo; w pewnym momencie Tosia zauważyła, iż jest sama w niemałym mieszkaniu, nie ma do kogo się odezwać, a jej jedyną towarzyszką jest książka. Panna Kruczyńska zdecydowała zatem, iż pójdzie już na rynek, chociażby, żeby coś zjeść i posiedzieć wśród ludzi, a może uda jej się przy okazji kogoś poznać?
Antonina wygładziła swoją czerwoną sukienkę z baskinką i bez ramiączek, poprawiła makijaż oraz kucyka, po czym zdecydowanym, na tyle, na ile to było możliwe w obcasach, krokiem udała się na rynek, do którego nie miała daleko. Na miejscu zaczęła rozglądać się wokół, szukając dobrej restauracji, gdy nagle ktoś zastukał w jej ramię.
- Cześć – Odparła Józefina, szczerząc się, gdy Tosia odwróciła się w jej stronę.
- Cze – eś – Antonina przywitała się z lekkim zawahaniem – Co ty tu robisz?
- Wpadłam zjeść coś do Maca, a potem umówiłam się z koleżanką i idziemy do baru na piwo – Odparła kobieta entuzjastycznie – A ty?
- Ja właściwie jestem w tej samej sytuacji, ale chciałam iść do jakiejś normalnej restauracji, a nie do McDonalda... - Tosia skrzywiła się.
- Nie wybrzydzaj – Józefina machnęła ręką, po czym wzięła nową koleżankę pod ramię – Nie będziesz chyba bulić na żarcie już na początku studiów, co nie? - Zaczęła ciągnąć Tosię w kierunku fast foodu – Przy okazji poznamy się lepiej, w końcu obie czekamy na koleżanki, a tak szczerze, nie mam hajsu na wykwintne restauracje.
- Dobrze, jak chcesz... - Cała pewność siebie Tosi uleciała.
Józefina wzięła duży zestaw, a Tosia tylko jedną kanapkę. Młoda studentka wpatrywała się, jak nowa znajoma wchłania w siebie jedzenie. Przy okazji mogła w końcu zobaczyć całą twarz znajomej, ponieważ ta ściągnęła okulary przeciwsłoneczne; Józefina miała niebieskie oczy i ostre kości policzkowe, prosty nos oraz niezbyt szerokie czoło. Nie byłą zbyt urodziwa.
- Jesz, jak facet – Skwitowała Tosia.
- Bo od dawna nie jadłam nic porządnego – Odparła Józefina.
- To gdzieś ty się podziewała w trakcie wakacji? - Zapytała Antonia, zrezygnowana rozsiadając się na krześle; nie o takiej znajomości marzyła.
- Byłam na obozie przetrwania; jeśli powiem, że czułam się, jak w więzieniu, to nie będę musiała więcej opisywać?
- Nie, nie trzeba – Westchnęła Tosia – Rano zauważyłam twój tatuaż; Guns'n'Roses i Queen, prawda? - Dziewczyna próbowała zmienić temat.
- Yyyy... - Józefina speszyła się, dotykając swojego przedramienia, na które tym razem był spuszczony rękaw żakietu, odsuwając się instynktownie od rozmówczyni – Tak... Studia z wyboru czy z powołania? - Kobieta zadała pytanie z prędkością karabinu maszynowego.
- Z powołania, tak myślę – Tosia odpowiedziała, choć reakcja jej towarzyszki lekko ją zaniepokoiła.
- Czyli nie byłabyś w stanie wyjechać na dłuższy czas i zostawić studia? - Tempo wypowiedzi kobiety przyspieszyło.
- Raczej nie... - Dla kontrastu Tosia odpowiadała wolno – Czy chcesz mnie zapytać o coś konkretnego? - Zapytała, pochylając się w stronę rozmówczyni.
- Nie, pierwszy lepszy temat, jaki mi przyszedł do głowy – Józefina opadła na oparcie krzesła, głośno dopijając colę – Idę zapalić, idziesz ze mną? Palisz? - Zapytała, wstając i zakładając okulary na nos.
- Nie, to znaczy – Dziewczyna pokręciła głową – Nie palę, ale mogę z tobą iść – Wstała.
- Świetnie – Józefina uśmiechnęła się szeroko, triumfalnie – Chodźmy, zatem – Powiedziała, kierując kroki w stronę wyjścia.
Tosia z westchnieniem posprzątała bałagan zostawiony przez koleżankę na stoliku, po czym wyszła przed restaurację. Zauważyła, że Józefina stoi na uboczu. Niechętnie, lecz ze względu na dobre wychowanie, Tosia nie uciekła, tylko podeszła do niej.
- Wszystko w porządku? - Zapytała z grzeczności.
- Tak – Odparła Józefina, wydmuchując dym papierosowy – Moja przyjaciółka napisała właśnie, że będzie tu za kilka minut.
- Mam z tobą zaczekać?
- Jeśli chcesz, jeśli nie przeszkadza ci moja osoba – Józefina wzruszyła ramionami, odwracając równocześnie głowę od swej rozmówczyni.
Tosia poczuła wyrzuty sumienia, dlatego postanowiła zostać.
- Też studiujesz historię sztuki? - Zapytała panna Kruczyńska po chwili milczenia.
- Tak, od zawsze czułam, że jestem artystką, dlatego postanowiłam studiować artystyczny kierunek – Józefina uśmiechnęła się szeroko, patrząc ponownie na Tosię.
- Ja chciałabym po tym kierunku uczyć w szkole, albo pracować w muzeum – Antonina odwzajemniła uśmiech współrozmówczyni.
- Piękne plany – Józefina skinęła głową – Mimo wszystko uważam, że to niezbyt przyszłościowy kierunek – Wzruszyła ramionami.
- Fakt – Tosia westchnęła – Ja jednak wierzę, że znajdę pracę – Oświadczyła pewnie.
Na te słowa Józefina uśmiechnęła się trochę sztucznie.
- Zapewne – Wycedziła, lecz jakby bez przekonania; zaczęła się rozglądać – O, spójrz! Właśnie idzie do nas moja przyjaciółka... - W miarę jak śliczna blondynka zbliżała się do dwóch studentek, mina Józefiny wyrażała coraz to większe zdumienie – Łucja... - Dodała, ściągając okulary.
Tosia uniosła brwi i przyjrzała się nieznajomej; wysoka, lecz nie tak bardzo, jak Józefina, o pięknych, długich i miękkich blond włosach, w kremowej sukience z szerokimi ramiączkami i z brązowym, cienkim paskiem. Makijaż miała znacznie gustowniejszy od koleżanki, a samą twarz gładką, o delikatnych rysach. Usta miała duże, pomalowane na czerwono, a brwi miała ciemne, mocno zaznaczone. Na nogach miała niewysokie, skórzane koturny bez palców. Wyglądała oszałamiająco.
- Witaj, kochana – Powiedziała entuzjastycznie, przytulając przyjaciółkę, może zbyt czule, niż powinna – A kto to jest? - Zapytała, patrząc na Tosię.
- Moja nowa znajoma, Antonina.... - Józefina spojrzała wyczekująco na dziewczynę.
- Kruczyńska, bardzo mi miło – Tosia podała nieznajomej dłoń.
- Łucja Gabon, przyjemność po mojej stronie – Kobieta uśmiechnęła się w iście królewskim stylu i uścisnęła dłoń Tosi – Jest już Piotr? - Zwróciła się w stronę przyjaciółki.
- A widzisz go tu gdzieś? - Zapytała Józefina kpiąco – Umówiliśmy się na miejscu.
- Rozumiem. Idziesz z nami? - Zapytała nową znajomą.
- Nie, ja czekam na moje koleżanki – Odparła Tosia, lekko speszona; tyle nowych twarzy na raz.
- Trudno, może potem się spotkamy – Łucja wzruszyła ramionami – Dokąd idziecie?
- Klub Społem... Coś takiego – Tosia zmarszczyła brwi.
- No proszę! - Józefina z zachwytem klasnęła w dłonie – My również – Oświadczyła, szczerząc się w stronę przyjaciółki.
- Racja. W takim razie, do zobaczenia – Pożegnała się, ściskając Tosię na pożegnanie, co wywołało w dziewczynie uczucie konsternacji, jak również rumieniec na policzkach.
- Pa... - Odpowiedziała panna Kruczyńska.
Tosia odprowadziła nowe, nietypowe znajome wzrokiem, bacznie się im przyglądając; według niej były mocno podejrzane, trochę sztuczne i nierealne. Józefina wydawała się być pod wpływem jakichś środków odurzających, Łucja – chodzący ideał, przypominała Tosi księżniczkę, co nijak pasowało do dwutysięcznego piętnastego roku. Odetchnęła głęboko, szykując się na kolejne spotkanie z dziwadłami. Nagle zadzwonił telefon dziewczyny. To Kaśka.

- Cześć; tak, ja już jestem – Przytaknęła głową – Pod McDonaldem.... Ok, czekam, pa – Rozłączyła się.
CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz