ROZDZIAŁ
PIERWSZY
-
To już chyba ostatnie pudło - Stwierdziła z zadowoleniem Tosia,
stawiając na podłodze karton wypchany po brzegi.
-
Jeżeli czegoś zapomniałaś, wiesz, że zawsze możesz wrócić -
Odparła jej mama, spoglądając czule na córkę.
-
Wiem, ale raczej zamierzam zabawić tu na dłużej – Dziewczyna
roześmiała się.
Antonina
Kruczyńska właśnie wprowadziła się do nowego mieszkania w
Krakowie. Zaczynała tu studia na wydziale historii sztuki. Może nie
był to jakiś lukratywny kierunek, jednakże to było coś, co Tosię
pociągało najbardziej. Antonina była jedynym dzieckiem państwa
Kruczyńskich i właśnie dlatego jej rodzice tak bardzo denerwowali
się wyjazdem. Przyjechali z córką dzisiaj do mieszkania, by ją
dopilnować. Oczywiście nie wyrazili się w ten sposób, jednakże
Tosia rozumiała ich na wylot. Po za tym dziewczynie również trudno
było rozstać się z rodzicami, dlatego nie wyganiała ich z
mieszkania do późnego wieczora. Gdy jednak ojciec napomknął, iż
musi wyspać się do pracy, państwo Kruczyńscy pożegnali się z
córką, po czym wyszli. I tak Antonina została sama.
Tosia
spędziła ten wieczór na rozpakowywaniu części pudeł, a gdy ta
praca jej zbrzydła, dziewczyna usiadła na kanapie i czytała chyba
po raz setny swoją ulubioną książkę z (wstyd się przyznać)
dzieciństwa. Jej tytuł brzmiał ,,Marzyciele” i opisywała barwną
krainę oraz jej mieszkańców. Ta lektura zawsze dodawała Tosi
otuchy i pomagała jej się przenieść w inne miejsce. Dziewczyna
zawsze wierzyła, że gdzieś na świecie znajduje się takie
miejsce; autorzy zapewniali, iż opisywane przez nich miejsca, osoby
i rzeczy istnieją naprawdę. Tosia w dzieciństwie wbiła sobie do
głowy, że tak jest i tak jej zostało. Z tą myślą dziewczyna
położyła się spać.
Rano
Tosia wstała wcześniej, aby wziąć kąpiel, umyć włosy,
pomalować się, czyli zrobić wszystko, by sprawić dobre wrażenie.
Po wszystkim dziewczyna przyjrzała się sobie w lustrze.
-
Jest idealnie - Stwierdziła z zadowoleniem.
Antonina
Kruczyńska nie wyróżniała się szczególną urodą - rysy twarzy
miała łagodne, oczy ciemnobrązowe, prosty nos, średnie czoło,
wąskie, długie usta, ostry podbródek, a włosy proste, kasztanowe,
średniej długości. Była szczupłej budowy ciała, niewysoka. Nie
wyróżniała jej jakaś szczególna cecha wyglądu - zupełnie
zwyczajna, prosta dziewczyna z małej wsi pod Olkuszem.
Tosia
wyszła z domu pewnym krokiem, lecz w miarę jak zbliżała się do
Collegium Novum, ta pewność zaczęła maleć. Przed drzwiami
głównymi dziewczyna poczuła się jak mała myszka, która zaraz
zostanie zdeptana. Jednak młoda studentka wiedziała, że musi tam
wejść, więc wzięła bardzo głęboki wdech, po czym pchnęła
drzwi i udała się do auli. Dziewczyna usiadła na jednym z siedzeń
i poczęła przyglądać się innym; większość osób stanowiły
dziewczęta, dla Tosi znacznie ładniejsze od niej, i tylko paru, jak
na taką liczebność, chłopaków. Wśród nich najbardziej
wyróżniał się jeden - wysoki, dobrze zbudowany blondyn, który od
razu przyciągał spojrzenie większości pań. Tosia nie stanowiła
w tym wyjątku. Nieznajomy rozmawiał z kilkoma innymi chłopakami,
może kolegami, a może poznanymi dopiero teraz, co świadczyłoby o
jego pewności siebie. Antonina lubiła takich; uśmiechnęła się
do siebie - na pewno nie była w jego guście.
-
Cześć, Kaśka jestem - Odezwał się nagle jakiś głos tyłu.
Tosia
podskoczyła wystraszona, lecz gdy tylko zauważyła te błyszczące
niebieskie oczy, poczuła natychmiastową ulgę i wdzięczność, że
ktoś się nią zainteresował.
Kaśka
usiadła obok Tosi i podążyła za jej wzrokiem.
-
Co tak patrzysz na tego blondyna z tyłu? - Dziewczyna spojrzała na
nową znajomą radośnie - Już wpadł ci w oko?
-
Nie.. No co ty… - Tosia zawstydziła się i zarumieniła.
-
Wcale - Roześmiała się Kaśka - Jak mówiłaś, że masz na imię?
- Zmarszczyła brwi, patrząc na nową znajomość.
-Tosia
- Dziewczyna podała dłoń koleżance - Tosia Kruczyńska. Miło mi.
-
Kaśka Paszkowska - Studentka uścisnęła dłoń nowej znajomej, po
czym odwróciła się - Aśka, come on! - Krzyknęła na inną
dziewczynę.
Śliczna,
ruda dziewczyna przerwała rozmowę z pewnym chłopakiem i podbiegła
do przyjaciółki.
-
Co jest? - Zapytała, stojąc obok Tosi i Kaśki.
-
Nową znajomą skumałam - Kasia wskazała na pannę Kruczyńską -
To jest Tośka, poznajcie się.
Dziewczyny
podały sobie dłonie, a gdy tylko przyjaciółki zaczęły o czymś
zaciekle dyskutować, Tosia przyjrzała się im; Kaśka Paszkowska i
Aśka Tryblicka były z wyglądu tymi dziewczynami, których Tosia
się obawiała; wysokie, szczupłe, z długimi, prostymi włosami -
Kasia blond, Asia jasny rudy - pewne siebie, od razu przykuwające
uwagę, zwłaszcza płci przeciwnej. Jednak w pewnym stopniu
dziewczyna cieszyła się z ich towarzystwa. Po pierwsze: zawsze to
coś, a po drugie: dzięki nim mogła wkroczyć do tzw. ,,elity”,
która funkcjonowała w każdej szkole, bez wyjątku.
Tosię
trochę krępowało, że została wykluczona z rozmowy. Dlatego
zbawienne dla niej okazało się nadejście rektora - doktora
Habdusia. Standardowo przywitał się ze studentami, wręczono kilka
indeksów, potem dziekan wygłosił bardzo długie przemówienie i
można było iść. Gdy Antonina zabrała swoją torbę i miała
zamiar już wychodzić, zatrzymała ją Kasia.
-
Masz jakieś plany na teraz? - Zapytała wesoło.
Tosia
pokręciła głową.
-
To świetnie; chcesz iść z nami na kawę? Ze mną i z Aśką?
Antonina
wzruszyła ramionami.
-
Czemu nie? - Młoda dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie.
-
No to super - Kaśka pociągnęła nową koleżankę do drzwi -
Idziemy do takiej fajnej kawiarni, Karmello się nazywa, byłaś tam
kiedyś?
-
Chyba nie… - Tosia, potykając się, szła wśród tłumu -
Wcześniej nie bywałam w Krakowie za często.
-
Żałuj - Zaśmiała się Kasia - Aśka, idziesz?!- krzyknęła za
siebie.
-
Idę, nie panikuj - Asia wyłoniła się z tłumu – Ała! -
Krzyknęła, gdy została trącona przez pewną dziewczynę.
Trzy
studentki zatrzymały się i z rozdziawionymi ustami otaksowały
nieznajomą; była wysoka, wyjątkowo szczupła, praktycznie bez
biustu. Miała wystylizowane, falowane, jasno – brązowe włosy, na
nosie miała pilotki, a jej makijaż był mocny. Ubrana była w
zwiewną, kwiecistą sukienkę, na ramionach miała kremowy żakiet,
a na nogach szpilki – sandałki. Całości dopełniał biały
kapelusz z szerokim rondem.
-
Przepraszam – Powiedziała nieznajoma dosyć delikatnym głosem,
posyłając piękny, czerwony uśmiech, odsłaniający białe zęby.
-
Uważaj następnym razem – Pisnęła Tosia, patrząc na kobietę
oczami wystraszonej myszki.
-
Dobrze – Dziewczyna wzruszyła ramionami – Tak w ogóle nazywam
się Józefina Kuleszka – Podała dłoń każdej z trzech
nieznajomych po kolei.
Gdy
uścisnęła dłoń Tosi, dziewczynie wydawało się, iż ten uścisk
trwa dłużej, niż poprzednie, a Józefina uśmiecha się do niej
zalotnie. Antonina miała nadzieję, że to przewidzenie. Gdy kobieta
zwolniła uścisk, Tosia zauważyła na jej lewym przedramieniu
tatuaż: ,,Where do we go now?”, a pod nim: ,,Anyway the wind
blows”. Młoda studentka uśmiechnęła się pod nosem.
-
Do zobaczenia, tak? - Zapytała Józefina, klaszcząc w ręce.
-
Zapewne – Kaśka uśmiechnęła się nerwowo – Pa! - Krzyknęła,
odciągając koleżanki w stronę wyjścia.
Na
reszcie trójka młodych kobiet znalazła się na zewnątrz i mogła
swobodniej oddychać. Zgodnie z planem poszły do Karmello, a Tosia
miała wrażenie, że Kaska i Aśka cieszą się z jej obecności, co
dało jej większe uczucie pewności siebie.
Ulica
Floriańska pełna była młodych studentów. Większość
praktycznie wlewała się do kawiarni i knajpek.
-
Ciekawe, dlaczego wszyscy przyszli akurat tutaj? - Tosia próbowała
przekrzyczeć tłum - Trzeba przejść przez cały rynek!
-
Widocznie coś tu studentów ciągnie - Wzruszyła ramionami Kaśka,
ciągnąc koleżankę w stronę kawiarni.
Po
wejściu do Karmello dziewczyny poczuły się jak w oazie spokoju.
Antonina mogła nareszcie usłyszeć własne myśli i to, co mówią
do niej inni. Dziewczyny zajęły stolik przy oknie.
-
Teraz uczcimy to kawą, a wieczorem… - Kaśka zatarła ręce z
zadowoleniem.
-
Co? - Zapytała Tosia, przeglądając menu.
Przyjaciółki
spojrzały na nią wymownie. Jednak Tosia tego nie zauważyła.
-
Ja biorę Caffe Mocha i chyba któryś torcik, zapytam kelnera, co
poleca, a wy?- Dziewczyna spojrzała na nowe koleżanki i dopiero
wtedy zauważyła, że bacznie jej się przyglądają - No co? -
Wzruszyła ramionami.
-
Wiesz, gdzie potem idziemy? - Zapytała Aśka, podnosząc
wymodelowaną brew.
Tosia
pomyślała chwilę.
-
Do klubu? - Zapytała niepewnie.
-
Może, ale najpierw tam, gdzie jest najwięcej studentów -
Podpowiedziała jej Kasia.
-
Na piwo do baru?
-No!
- Asia klasnęła w ręce - Zabawimy się, co nie?
-
,,Co nie?” - Pomyślała Tosia ironicznie, a na głos powiedziała
- No jasne – Te słowa wywołały na twarzach jej nowych koleżanek
szerokie uśmiechy.
Dziewczyny
zamówiły po kawie i jakimś smakołyku, wedle uznania. Podczas
czekania Aśka i Kaśka zagłębiły się w jakąś bezsensowną,
według Tosi, rozmowę o nowym kremie, jego wadach i zaletach. Młoda
studentka zaczęła rozglądać się po kawiarni, a jej wzrok po
chwili przykuła Józefina, na widok której Tosia automatycznie się
spięła. Nowo poznana dziewczyna siedziała na zewnątrz z jakimś
mężczyzną w średnim wieku i zaśmiewała się do łez z tego, co
zapewne bogaty, sądząc po jego ubraniach, pan opowiada. Oboje
palili papierosy. Jej obserwacje przerwał kelner, który właśnie
nadszedł z zamówieniem. Gdy poszedł sobie, Tosia wtrąciła się
co rozmowy koleżanek.
-
O której jutro zaczynamy zajęcia? - Zapytała.
Kaśka
i Aśka spojrzały na koleżankę jak na wariatkę, po czym
roześmiały się. Tosia nic z tego nie rozumiała, co uwidoczniła,
robiąc zdezorientowaną minę.
-Oj,
Tośka, Tośka - Westchnęła Kaśka, pochylając się w stronę
koleżanki - O jakich głupotach ty myślisz… - Pokręciła głową
– Nieważne, co jest jutro, liczy się tylko dzisiejszy wieczór –
Powiedziała poważnym tonem.
-Ale
jutro trzeba wstać - Zaoponowała Tosia.
-
Ty się skup na wieczorze, bo wiesz, kogo zapewne spotkamy - Kasia
zrobiła znaczącą minę.
-
Kogo? - Tym razem zapytała Asia.
-
Oj! - Kaśka machnęła ręką, a na jej ustach zagościł chytry
uśmiech - Tosi się taki przystojniaczek spodobał – Mrugnęła
okiem w stronę przyjaciółki.
-No!
- Aśka położyła rękę na oparciu krzesła i również
uśmiechnęła się chytrze - W takim razie musimy cię dziś na
wieczór wyszykować – Oświadczyła.
-
Nie, no, dziewczyny, dajcie spokój - Tosia zarumieniła się lekko.
Kaśka
chciała coś powiedzieć, lecz wtedy kelner przyniósł rachunek, za
który dziewczyna zobowiązała się zapłacić. Po odejściu
mężczyzny Tosia znów podjęła wątek.
-
Dzięki dziewczyny za zaproszenie i za starania, ale ja na jutro chcę
się wyspać – Odparła przepraszającym tonem.
Na
te słowa nowe koleżanki Antoniny wybuchły gromkim śmiechem.
-
Dobre, dobre - Aśka poklepała Tosię po ramieniu - To w co chcesz
się ubrać na wieczór? Młoda studentka westchnęła.
-
,,No nie dogadamy się” - Pomyślała. - Naprawdę… - zaczęła.
-
Tu wokoło jest pełno sklepów; znajdziemy ci jakiś fajny ciuszek -
Aśka klasnęła w dłonie-Ale będzie zabawa! - Wykrzyknęła –
Chodźcie, nie ma czasu do stracenia – Powiedziała
entuzjastycznie, wstając.
Dziewczyny
przez następne dwie godziny chodziły po sklepach, w efekcie czego
każda z nich kupiła sobie coś nowego i ładnego na wieczór. Potem
pojechały do mieszkania Tosi, aby pomóc jej dobrać dodatki do
nowej sukienki oraz zrobić fryzurę i makijaż. Gdy Antonina była
gotowa, Kasia i Asia udały się do swojego akademika, aby si,ę
wystroić. Tosi pozostało czekać, aż będzie mogła pójść na
rynek i spotkać się z koleżankami o wyznaczonej porze. Niestety
pozostały jej jeszcze trzy godziny do tego czasu, a ona nie miała
określonego przez siebie zadania do wykonania. Zatem z westchnieniem
usiadła ostrożnie na łóżku i wzięła do ręki swoją ukochaną
książkę: ,,Marzycieli”. Z czułością pogładziła okładkę,
która przedstawiała kilka latających postaci, przypominających
wyglądem wróżki lub elfy, unoszące się wśród nocy na
świecących, kolorowych obłokach. Tosia wstydziła się trochę
fascynacji tą książką, ale nie potrafiła odłożyć jej na półkę
z postanowieniem, że już nigdy jej nie przeczyta.
Dziewczyna
otworzyła pierwszą stronę, na której znajdował się osobisty
tekst autorki: ,,Opisane przeze mnie postacie są prawdziwe. Poznałam
je, rozmawiałam z nimi i spędzałam z nimi czas. Jednak ze względu
na bezpieczeństwo, mieszkańcy Krainy Marzycieli podali mi środek,
po spożyciu którego nie pamiętam, jak się tam dostałam, ani jak
wróciłam. Odszukajcie, proszę tę krainę i pomóżcie ludziom w
niej żyjącym, ponieważ są wyjątkowi. Zaraz wam to pokażę”.
Tosia
uśmiechnęła się pod nosem, czując równocześnie wstyd, ponieważ
książka zyskała opinię bajek dla dzieci, a sama autorka trafiła
do psychiatryka. Jednak jakaś siła ciągnęła młodą dziewczynę
do tej lektury.
Zatapianie
się w kolorowy, bajkowy świat nie trwało długo; w pewnym momencie
Tosia zauważyła, iż jest sama w niemałym mieszkaniu, nie ma do
kogo się odezwać, a jej jedyną towarzyszką jest książka. Panna
Kruczyńska zdecydowała zatem, iż pójdzie już na rynek,
chociażby, żeby coś zjeść i posiedzieć wśród ludzi, a może
uda jej się przy okazji kogoś poznać?
Antonina
wygładziła swoją czerwoną sukienkę z baskinką i bez ramiączek,
poprawiła makijaż oraz kucyka, po czym zdecydowanym, na tyle, na
ile to było możliwe w obcasach, krokiem udała się na rynek, do
którego nie miała daleko. Na miejscu zaczęła rozglądać się
wokół, szukając dobrej restauracji, gdy nagle ktoś zastukał w
jej ramię.
-
Cześć – Odparła Józefina, szczerząc się, gdy Tosia odwróciła
się w jej stronę.
-
Cze – eś – Antonina przywitała się z lekkim zawahaniem – Co
ty tu robisz?
-
Wpadłam zjeść coś do Maca, a potem umówiłam się z koleżanką
i idziemy do baru na piwo – Odparła kobieta entuzjastycznie – A
ty?
-
Ja właściwie jestem w tej samej sytuacji, ale chciałam iść do
jakiejś normalnej restauracji, a nie do McDonalda... - Tosia
skrzywiła się.
-
Nie wybrzydzaj – Józefina machnęła ręką, po czym wzięła nową
koleżankę pod ramię – Nie będziesz chyba bulić na żarcie już
na początku studiów, co nie? - Zaczęła ciągnąć Tosię w
kierunku fast foodu – Przy okazji poznamy się lepiej, w końcu
obie czekamy na koleżanki, a tak szczerze, nie mam hajsu na
wykwintne restauracje.
-
Dobrze, jak chcesz... - Cała pewność siebie Tosi uleciała.
Józefina
wzięła duży zestaw, a Tosia tylko jedną kanapkę. Młoda
studentka wpatrywała się, jak nowa znajoma wchłania w siebie
jedzenie. Przy okazji mogła w końcu zobaczyć całą twarz
znajomej, ponieważ ta ściągnęła okulary przeciwsłoneczne;
Józefina miała niebieskie oczy i ostre kości policzkowe, prosty
nos oraz niezbyt szerokie czoło. Nie byłą zbyt urodziwa.
-
Jesz, jak facet – Skwitowała Tosia.
-
Bo od dawna nie jadłam nic porządnego – Odparła Józefina.
-
To gdzieś ty się podziewała w trakcie wakacji? - Zapytała
Antonia, zrezygnowana rozsiadając się na krześle; nie o takiej
znajomości marzyła.
-
Byłam na obozie przetrwania; jeśli powiem, że czułam się, jak w
więzieniu, to nie będę musiała więcej opisywać?
-
Nie, nie trzeba – Westchnęła Tosia – Rano zauważyłam twój
tatuaż; Guns'n'Roses i Queen, prawda? - Dziewczyna próbowała
zmienić temat.
-
Yyyy... - Józefina speszyła się, dotykając swojego przedramienia,
na które tym razem był spuszczony rękaw żakietu, odsuwając się
instynktownie od rozmówczyni – Tak... Studia z wyboru czy z
powołania? - Kobieta zadała pytanie z prędkością karabinu
maszynowego.
-
Z powołania, tak myślę – Tosia odpowiedziała, choć reakcja jej
towarzyszki lekko ją zaniepokoiła.
-
Czyli nie byłabyś w stanie wyjechać na dłuższy czas i zostawić
studia? - Tempo wypowiedzi kobiety przyspieszyło.
-
Raczej nie... - Dla kontrastu Tosia odpowiadała wolno – Czy chcesz
mnie zapytać o coś konkretnego? - Zapytała, pochylając się w
stronę rozmówczyni.
-
Nie, pierwszy lepszy temat, jaki mi przyszedł do głowy – Józefina
opadła na oparcie krzesła, głośno dopijając colę – Idę
zapalić, idziesz ze mną? Palisz? - Zapytała, wstając i zakładając
okulary na nos.
-
Nie, to znaczy – Dziewczyna pokręciła głową – Nie palę, ale
mogę z tobą iść – Wstała.
-
Świetnie – Józefina uśmiechnęła się szeroko, triumfalnie –
Chodźmy, zatem – Powiedziała, kierując kroki w stronę wyjścia.
Tosia
z westchnieniem posprzątała bałagan zostawiony przez koleżankę
na stoliku, po czym wyszła przed restaurację. Zauważyła, że
Józefina stoi na uboczu. Niechętnie, lecz ze względu na dobre
wychowanie, Tosia nie uciekła, tylko podeszła do niej.
-
Wszystko w porządku? - Zapytała z grzeczności.
-
Tak – Odparła Józefina, wydmuchując dym papierosowy – Moja
przyjaciółka napisała właśnie, że będzie tu za kilka minut.
-
Mam z tobą zaczekać?
-
Jeśli chcesz, jeśli nie przeszkadza ci moja osoba – Józefina
wzruszyła ramionami, odwracając równocześnie głowę od swej
rozmówczyni.
Tosia
poczuła wyrzuty sumienia, dlatego postanowiła zostać.
-
Też studiujesz historię sztuki? - Zapytała panna Kruczyńska po
chwili milczenia.
-
Tak, od zawsze czułam, że jestem artystką, dlatego postanowiłam
studiować artystyczny kierunek – Józefina uśmiechnęła się
szeroko, patrząc ponownie na Tosię.
-
Ja chciałabym po tym kierunku uczyć w szkole, albo pracować w
muzeum – Antonina odwzajemniła uśmiech współrozmówczyni.
-
Piękne plany – Józefina skinęła głową – Mimo wszystko
uważam, że to niezbyt przyszłościowy kierunek – Wzruszyła
ramionami.
-
Fakt – Tosia westchnęła – Ja jednak wierzę, że znajdę pracę
– Oświadczyła pewnie.
Na
te słowa Józefina uśmiechnęła się trochę sztucznie.
-
Zapewne – Wycedziła, lecz jakby bez przekonania; zaczęła się
rozglądać – O, spójrz! Właśnie idzie do nas moja
przyjaciółka... - W miarę jak śliczna blondynka zbliżała się
do dwóch studentek, mina Józefiny wyrażała coraz to większe
zdumienie – Łucja... - Dodała, ściągając okulary.
Tosia
uniosła brwi i przyjrzała się nieznajomej; wysoka, lecz nie tak
bardzo, jak Józefina, o pięknych, długich i miękkich blond
włosach, w kremowej sukience z szerokimi ramiączkami i z brązowym,
cienkim paskiem. Makijaż miała znacznie gustowniejszy od koleżanki,
a samą twarz gładką, o delikatnych rysach. Usta miała duże,
pomalowane na czerwono, a brwi miała ciemne, mocno zaznaczone. Na
nogach miała niewysokie, skórzane koturny bez palców. Wyglądała
oszałamiająco.
-
Witaj, kochana – Powiedziała entuzjastycznie, przytulając
przyjaciółkę, może zbyt czule, niż powinna – A kto to jest? -
Zapytała, patrząc na Tosię.
-
Moja nowa znajoma, Antonina.... - Józefina spojrzała wyczekująco
na dziewczynę.
-
Kruczyńska, bardzo mi miło – Tosia podała nieznajomej dłoń.
-
Łucja Gabon, przyjemność po mojej stronie – Kobieta uśmiechnęła
się w iście królewskim stylu i uścisnęła dłoń Tosi – Jest
już Piotr? - Zwróciła się w stronę przyjaciółki.
-
A widzisz go tu gdzieś? - Zapytała Józefina kpiąco – Umówiliśmy
się na miejscu.
-
Rozumiem. Idziesz z nami? - Zapytała nową znajomą.
-
Nie, ja czekam na moje koleżanki – Odparła Tosia, lekko speszona;
tyle nowych twarzy na raz.
-
Trudno, może potem się spotkamy – Łucja wzruszyła ramionami –
Dokąd idziecie?
-
Klub Społem... Coś takiego – Tosia zmarszczyła brwi.
-
No proszę! - Józefina z zachwytem klasnęła w dłonie – My
również – Oświadczyła, szczerząc się w stronę przyjaciółki.
-
Racja. W takim razie, do zobaczenia – Pożegnała się, ściskając
Tosię na pożegnanie, co wywołało w dziewczynie uczucie
konsternacji, jak również rumieniec na policzkach.
-
Pa... - Odpowiedziała panna Kruczyńska.
Tosia
odprowadziła nowe, nietypowe znajome wzrokiem, bacznie się im
przyglądając; według niej były mocno podejrzane, trochę sztuczne
i nierealne. Józefina wydawała się być pod wpływem jakichś
środków odurzających, Łucja – chodzący ideał, przypominała
Tosi księżniczkę, co nijak pasowało do dwutysięcznego
piętnastego roku. Odetchnęła głęboko, szykując się na kolejne
spotkanie z dziwadłami. Nagle zadzwonił telefon dziewczyny. To
Kaśka.
-
Cześć; tak, ja już jestem – Przytaknęła głową – Pod
McDonaldem.... Ok, czekam, pa – Rozłączyła się.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz